Wydawca: Novae Res Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2015

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bajki dla Majki - Jolanta Mirecka

Żadna bajka nie lubi, kiedy wpycha się ją do nieprzyjemnej, ciemnej skrzyni i zamyka na siedem zamków. Staje się wtedy smutniejsza i mniej kolorowa. Wiedzą o tym wszystkie dzieci. I właśnie dlatego bajki trzeba często wyciągać i czytać, najlepiej zajadając się kanapkami z Nutellą. A niekiedy nawet trzeba zorganizować akcję poszukiwawczą i wyruszyć do czarnego lasu z czarnym domem ze złym czarnym nietoperzem, który zabiera i więzi wszystkie bajki. Ale żeby złego nietoperza już nie było i wszystkie bajki znów były bezpieczne, nie potrzeba czarów ani Złotej Rybki – bo żeby dokonywać cudów, wystarczy uwierzyć w siebie. I w ogromną moc bajek.

Opinie o ebooku Bajki dla Majki - Jolanta Mirecka

Fragment ebooka Bajki dla Majki - Jolanta Mirecka

 

 

Dla Majki i Michaławystarczy uwierzyć w siebiei w ogromną moc bajek

O stole, który chciał być koniem

Była ciemna noc. Wszyscy ludzie dawno już spali. Nawet księżyc skończył swoją wędrówkę po niebie i razem z gwiazdkami ułożył się na mięciutkich chmurkach i zasnął, gdy nagle obudził się stół.

Stół był stary i od niepamiętnych czasów stał w kuchni. Stał zawsze w tym samym miejscu i straaaasznie mu się tu nudziło. Nie miał przyjaciół i był ciągle smutny.

Myślał i myślał, co by tu zmienić w swoim życiu, aż wymyślił.

„Chcę być koniem!

Poruszać swoją drewnianą, rzeźbioną nogą. Uuuuu” – przyjemnie zamruczał.

Podniósł ją troszeńkę i delikatnie stuknął nią o podłogę.

Leciutko, leciutko.

 

stuk! stuk! stuk!

 

„Hmm! Zupełnie nieźle to brzmi” – pomyślał.

Pomaleńku podniósł drugą nogę – i…

 

Stuk! Stuk! Stuk!

– Ooooo! Właśnie o to mi chodziło! – wykrzyknął.

Stuknął głośniej.

 

Stuk! Stuk! Stuk!

 

– Cudownie. Cudownie!

Stuknął jeszcze głośniej.

 

Stuk! Stuk! Stuk!

 

Uderzył z całej siły o podłogę.

Stuk! Stuk! Stuk!

 

– O, rany! Jak to fajnie brzmi. Zupełnie jak… Zupełnie jak… Tak, zupełnie tak, jak koński galop!

 

Stuk, stuk, stuk!

 

Teraz już wszystkimi czterema nogami wybijał szalone rytmy o drewnianą podłogę. W końcu zaczął tańczyć ze szczęścia i wołać:

– Jestem koniem!

Jestem koniem!

Jestem KONIEM!!!

Obudziły się inne sprzęty.

Krzesła z kolorowymi poduszkami na siedzeniach. Szafka na naczynia pomalowana w żółte słoneczniki, przykryta serwetą z długimi frędzlami. Wieszak na ubrania, na którym mieszkał słomkowy kapelusz z niebieską wstążką.

No i oczywiście mały telewizor, stojący na lodówce.

Telewizor był bardzo zarozumiały i uważał, że pozjadał wszystkie rozumy, ale jako że dostarczał dużo wiadomości i rozrywki, wszyscy mówili mu grzecznie „dzień dobry” i „dobranoc”, bo bali się, że się obrazi i nie pokaże im ich ulubionej bajeczki.

A stół fikał i brykał po kuchni, tupał nogami i wołał:

– Iiiii-ha-ha-ha, jestem koniem! Jestem koniem!

Przerażone krzesła zasłoniły oczy poduszkami i piszcząc pochowały się za firanką.

– Koniem? – spytała zaspana i przestraszona szafka. – A co to koń?

Szafka stała w kącie kuchni i nigdy nie widziała konia, więc na wszelki wypadek pozamykała szuflady i zwinęła słoneczniki w pączki.

– Koniem? – zapytał wieszak na ubrania. On też nigdy nie widział konia i myślał, że może stół zachorował, że ma gorączkę i majaczy.

– Koniem? – zapytały zza zasłony krzesła. – Ale my się boimy konia!

– Koniem?! – zapytał basem telewizor. – To niemożliwe! Popatrz, jak wygląda koń!

I rozświetlił ekran. Pogrzebał w programach i wszyscy zobaczyli prawdziwego konia.

Miał cztery nogi, oczy, rozwianą grzywę i wspaniały ogon.

– Widzisz? To jest prawdziwy koń! A ty masz tylko nogi. Nie można być koniem bez grzywy i ogona!

Stół posmutniał i przestał potupywać nogami.

Ale w tej chwili szafka wskoczyła na niego. Słoneczniki rozkwitły i wyglądały jak iskrzące się oczy, a frędzle przy serwecie zafalowały jak najwspanialsza grzywa.

– Co? Stół nie ma grzywy? Popatrz tylko! Takiej grzywy nie znajdziesz na żadnym programie – roześmiała się radośnie szafka.