Autobiografie (po)graniczne - Tatiana Czerska,Redakcja: Inga Iwasiów - ebook

Autobiografie (po)graniczne ebook

Tatiana Czerska, Redakcja: Inga Iwasiów

0,0

Opis

Autobiografizm jest zjawiskiem pogranicznym, oscylującym między sztuką a życiem, wzniosłością a trywialnością. Choć od kilku dekad podlega systematycznym badaniom oraz cieszy się zainteresowaniem czytelników, twórców i mediów, nie traci dzikiego charakteru: przyrasta, zarasta, zmienia się i multiplikuje. Na takim założeniu oparte zostały temat i kompozycja tej monografii, szóstej publikacji w serii Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych. W trzech częściach książki znalazły się artykuły ułożone według klucza pojęciowego, wykrystalizowanego podczas dyskusji, która odbyła się tym razem w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego, na wieloznacznym pograniczu. Przebieg debaty podyktował tytuły części: Na pograniczach, Sceny autobiografii, Tożsamość w Polsce. Pierwsza zawiera artykuły opisujące doświadczenie półperyferii i peryferii, prowincji i dawnych kolonii, które układają się w mity reinwencyjne. Druga skupia się na społecznych umiejscowieniach, relacjach międzyludzkich oraz kontekstach autobiografii. Trzecia zaś to opowieść o tożsamości odbitej w opowieściach – celowo lub w pewnej mierze przypadkiem, na marginesie, na zakładce włożonej między spisywane w inną myślą  narracje.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 456

Rok wydania: 2016

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wprowadzenie

Autobiografizm jest u swych źródeł zjawiskiem pogranicznym, oscylującym między sztuką a życiem, wzniosłością a trywialnością. Choć od kilku dekad podlega systematycznym badaniom oraz cieszy się zainteresowaniem czytelników, twórców i mediów, nie traci „dzikiego” charakteru: przyrasta, zarasta, zmienia się i multiplikuje. Na takim założeniu oparte zostały temat i kompozycja tej monografii, szóstej publikacji w serii Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych. W trzech częściach książki znalazły się artykuły ułożone według klucza pojęciowego, wykrystalizowanego podczas dyskusji, która odbyła się tym razem w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego, na wieloznacznym pograniczu1.

Przebieg debaty podyktował tytuły części: Na pograniczach, Sceny autobiografii, Tożsamość w Polsce.Pierwsza zawiera artykuły opisujące doświadczenie półperyferii2 i peryferii, prowincji i dawnych kolonii, które układają się w mity reinwencyjne3. Druga skupia się na społecznych umiejscowieniach, relacjach międzyludzkich oraz swoistych środkach niezbędnych, by powstała narracja autobiograficzna. Trzecia zaś to opowieść o tożsamości w Polsce odbitej w autobiografiach – celowo lub w pewnej mierze przypadkiem, na marginesie, na zakładce włożonej między spisywane w innym celu narracje.

Pisownia (po)graniczne zastosowana w tytule może się wydać zbędną grą, jednak w tym przypadku nie chodzi o zaakcentowanie dekonstruktywistycznej podejrzliwości wobec słów, lecz o wskazanie na chronologię. Interesują nas bowiem teksty przeczytane po wykreśleniu na nowo map terytoriów, z których pochodzą, czytane „po” rozpadzie komunizmu i kolonializmu, „po” wojnach i deziluzji dotyczącej stabilizacji, „po” katastrofach i przebudowach. W kontekście badań nad postzależnością ten aspekt różnicy między „przed” i „po” staje się odrębnym tematem. Choć więc artykuły dotyczą także literatury napisanej przed umownym 1989 rokiem, zawsze czerpią z metodologii będącej częścią refleksji nad ruchem i zmianą, za których apogeum uważamy doświadczenie historyczne Europy schyłku XX wieku, szukając analogii między podobnymi momentami w różnych częściach świata4.

(Po)graniczne jest także pisarstwo osobiste, nie tylko dotyczące sytuacji wychodzenia z jakkolwiek pojmowanej podległości, i ta jego płynność, niedookreśloność stanowi zarazem najmniej uchwytną i względnie stałą cechę. Dotyczy to pograniczności gatunku – podejście genologiczne wydaje się już najmniej przydatne, gdy badamy teksty intymne, chcemy zrozumieć ich ekspansywność. Frapuje nas raczej pasożytnicza natura mówienia o sobie, zdolnego wypełnić niemal każdy rodzaj komunikacji, zasiedlić konwencje, dawać świadectwo w każdej sprawie. W dyskusjach akademickich przeważa stanowisko, iż ważniejsza od korzystania z ram gatunkowych jest zdolność autobiografizmu do przenikania wszystkich, werbalnych i pozawerbalnych, wypowiedzi, przelewania się między formami. Tak o polaryzacji stanowisk mówiła Małgorzata Czermińska podczas dyskusji towarzyszącej VI Konferencji Centrum Badań Dyskursów Postzależnościowych:

[…] dyskusja nad gatunkiem, jak mówiłam na wstępie, wydaje mi się mimo wszystko wyczerpana. Kategoriami genologicznymi możemy posługiwać się jedynie przy interpretacji poszczególnych tekstów, żeby osadzić je w konkretnej tradycji. Z kolei nadużywanie kategorii autobiografii też nie przynosi pożytku, ponieważ zaciera granice autorstwa. Każdy tekst, w jakimś sensie, wyraża swojego autora, ale nie każdy przecież musi być autobiografią. Trzeba jednak postawić jakąś granicę i nie wchodzić w kłótnie wokół tematu – niech to będzie przykład – czy autobiografia może być pisana wierszem, ponieważ, według Philippe’a Lejeune’a, autobiograficzny jest tylko tekst pisany prozą. To dzisiaj, moim zdaniem, jałowa gleba.

Wyjściem z tego impasu powinno być wprowadzenie kategorii nieesencjalnej. Autobiografia to nie forma, gatunek, tekst… „Żywioł” autobiograficzny? „Tło” autobiograficzne? Czy też – by odwołać się do starszych kategorii – „postawa” autobiograficzna?5

Gdyby wybrać jeden punkt widzenia (sankcjonując skądinąd nowe reguły mówienia o literaturze), stracilibyśmy z oczu takie zjawiska jak dzienniki internetowe czy ghostwriting. Podaję pierwsze z brzegu przykłady aktywności narracyjnej, którą warto umieścić na tle opisanych wcześniej przez badaczy matryc gatunkowych, by zapytać, co stanowi względnie trwałą cechę, co zaś podlega bezustannym przemianom, odbijającym współczesność.

Wymieniłam dwa zjawiska – celowo z różnych porządków. Dzienniki w sieci, mogące przybierać rozmaite formy, od blogów do wpisów na portalach społecznościowych, są nowością wytworzoną przez nośnik internetowy. Ghostwriting zawdzięcza popularność kulturze masowej, produkującej zapotrzebowanie na opowieści osób, które z jakichś powodów nie potrafią lub nie chcą pisać w tradycyjny sposób, lecz uznały, że konwencja opowiadania o życiu najlepiej przysłuży się ich celom – zawodowym, emocjonalnym, rynkowym. Nośnik (internet) oraz autorstwo (imitowane, podzielone, pomnożone) zmieniają tradycyjne podejście do autobiografizmu, umożliwiając zarazem powrót do pytań o sam gatunek, zadawanych nieco inaczej niż wówczas, gdy istotna byłaby wiarygodność, typ porozumienia z czytelnikiem czy też materialność stanowiąca ślad życia. W obu przypadkach, choć jeden oparty jest na fascynacji postępem technicznym, a drugi na wierze w rynek, wzmocnieniu ulega sam przekaz autobiograficzny jako szczególnie wartościowy. Zarówno blogerka modowa, opisująca swoje stylizacje i fotografująca się w konwencji przemiany, jak i sportowiec relacjonujący zmagania z organizmem zdają się kierować wiarą w powagę osobistego świadectwa, niepowtarzalność swego doświadczenia.

To nieskażone zwątpieniem, egalitarne podejście do relacji z wnętrza własnego życia wydaje się jedną z najważniejszych cech kultury przełomu XX i XXI wieku. Chcę je potraktować jako tendencję czy rys kultury, ale także zwrócić uwagę, iż wpływa na komunikację poprzez wprowadzanie w nią kategorii szczerości, autorstwa i życia. Potrzebuję do tego konkretnych przekazów, które można badać jako modyfikacje gatunków. Tak więc podejście genologiczne bywa pożyteczne w opisach nowych form oraz aktywizacji tych, które w dyskursie akademickim wydawać się mogą wyłącznie archiwalne.

Autorki i autorzy monografii zadają pytania o podobne – i wiele innych konkretnych – przypadki, ale i badają nowe sytuacje autobiograficzne, potwierdzając pogląd Czermińskiej: sam spór o poetykę byłby jałowy, choć niezbędne wydają się wstępne gatunkowe przyporządkowania badanych tekstów oraz włączanie nowych, do niedawna nieznanych form w obszar zainteresowania pogranicznej humanistyki, którą wspólnie uprawiamy. Najczęściej, co ciekawe, wraca dziennik. Najrzadziej, co także symptomatyczne, wątpliwości wywołuje granica między profesjonalnym a nieprofesjonalnym spisywaniem życia. Autobiografie są w większości rozpraw traktowane jako świadectwa emancypacyjnej pracy podmiotu, źródło mitologii zbiorowych. Sam związek podmiotu z tekstem został jednak pokazany także w wariantach nietradycyjnych, poza intymistyką: w poezji, komiksie, interpretacji literaturoznawczej, powieści fikcjonalnej, lub takich, które redefiniują samo pojęcie podmiotowości jak teksty kolaboratywne.

Być może – rozszerzając słownik – warto zastanowić się nad kategorią „sceny pisania”, wykorzystaną w tomie przez Annę Artwińską. Artykuł Autobiografia podwójna i „sceny pisania”: „Let let. (Pokus o rekapitulaci)” Josefa Hiršala i Bohumily Grögerovej dotyczy jednej z interesujących sytuacji podziału autorstwa między dwa podmioty piszące, a więc pisarstwa kolaboratywnego. Artwińska wyjaśnia:

W perspektywie rozważań zależnościowych i postzależnościowych istotne wydają się pytania o relacje związane z władzą, hierarchią i układem stosunków w obrębie dwupodmiotowej wspólnoty, pytania dotyczące konkurencji, pozycji i różnicy; w perspektywie genderowej centralny staje się problem podziału ról płciowych, ich utwierdzanie i przekraczanie w trakcie wspólnego procesu twórczego. Dla zrozumienia fenomenu podwójnego autorstwa istotna jest także refleksja nad przebiegiem samego aktu tworzenia, a więc refleksja nad, tu odwołuję się do sformułowania Rüdigera Campego, „sceną” czy „scenami pisania”6.

W epistemologicznym podejściu Rüdigera Campego „scena” jest pojmowana materialnie, tak jak u Pawła Rodaka7, ale termin ten niesie możliwość wykorzystania analogicznego do metafory „śladu” zadomowionej w badaniach nad intymistyką. Sceną może być zarówno konkretna sytuacja pisania, jak i otoczenie, w którym umieszcza się napisane. Sceną jest tu życie autora i ten jego moment, w którym je notuje, a także kontekst, w tym tradycja oraz świadomość momentu lektury. Sceną jest internet i pokój, w którym spotyka się autor z pośrednikiem związanym kontraktem, czyli niewidzialnym ghostwriterem lub swoim kooperatorem, kolaborantem, współautorem/współautorami. Wszystkie kombinacje są tu możliwe, najważniejsze jednak wydaje mi się podkreślenie przekonania o wadze, powadze tego, co napisane. To przekonanie skłania do zadawania pytań o autorstwo, które nie stoją w sprzeczności z rozpowszechnionym, a nawet wyjątkowo dziś silnym pragnieniem autodeskrypcji, skłaniającym coraz to nowe osoby do utrwalania wszelkimi środkami swojego życia, często w wariancie zaskakującym, a niekiedy banalnym.

Na tych kilku (po)graniczach znajdują się artykuły tomu. Można je także uznać za ślady autobiograficzne – Małgorzata Zduniak-Wiktorowicz i Agnieszka Czyżak analizują pisarstwo naukowców, krytyków, inteligentów, zostawiających podobne ślady w odruchu obrony przed zadeptywaniem. Trudno nie zauważyć, że w polu autobiografii znajdują się zarówno teksty poświadczające autorefleksję, jak i takie, które poświadczają złudzenia. Oba te przypadki są interesujące i niebezpieczne dla badaczy.

Inga Iwasiów

1Mam na myśli perspektywę geopolityczną i geopoetyczną, zob. Centra – peryferie w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. W. Browarny, E. Rybicka, D. Lisak-Gębala, Universitas, Kraków 2015.

2Pojęcie półperyferii zaczerpnięte z The Modern-World System Immanuela Waller­steina funkcjonuje z powodzeniem w refleksji nad tożsamością i społeczeństwem, a także w literaturoznawstwie ostatnich lat. Trzeba zauważyć, iż adaptacja terminu dokonuje się także na sposób opisany przez Dorotę Wojdę w książce Polska Szeherezada. Swoje i obce z perspektywy postkolonialnej, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2015, s. 31–32, 477–486. Wojda zwraca uwagę na metafory historyczne w postkolonializmie: sieć, planetarność, palimpsest, koncert, archipelag. Można tę listę poszerzyć właśnie o (pół)peryferie, metaforę usytuowania, roli, a przede wszystkim samopoczucia (a więc i kultury) poza centrum.

3Tę kategorię stosuje Helena Duć-Fajfer w artykule pomieszczonym w niniejszym tomie.

4Nie miejsce tu na zdanie relacji z debaty na temat wpływów teorii postkolonialnej na badania prowadzone w Polsce. Poświęcono tym związkom poprzednie tomy serii. Zob. także A. Łakowicz-Dopiera, Recepcja kultury amerykańskiej w polskiej prozie niefikcjonalnej lat 1945–1989,Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego, Szczecin 2014.

5Auto/biograficzne pęknięcie. Fragmenty dyskusji panelowej„Autobiografia na pograniczu gatunku i doświadczenia”. Rozmawiają: Małgorzata Czermińska, Dorota Kołodziejczyk, Jerzy Madejski, prowadzenie: Inga Iwasiów, „Autobiografia. Literatura, Kultura, Media” 2015, nr 2 (5), s. 99.

6Zob. też R. Campe, Die Schreibszene, Schreiben, w: Paradoxien. Dissonanzen, Zusammenbrüche. Situationen offener Epistemologie, red. H.-U. Gumbrecht, L.K. Pfeiffer, Suhrkamp, Frankfurt am Main 1991, s. 759–772.

7P. Rodak, Rzeczy pisane, rzeczy napisane. O materialności praktyk piśmienniczych, w:Literatura i „faktury” historii XX (i XXI) wieku, red. A. Molisak i in., Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2014, s. 31–50.

Część INA POGRANICZACH

Helena Duć-Fajfer

A Wisła dalej płynie Petra Murianki – autobiografia jako mit reinwencyjny

Ponad sto lat temu, na przełomie wieków, na przełomie swojego życia (tzn. zbliżając się do wieku pięćdziesięciu lat) jeden z antenatów wspólnotowych Petra Murianki, przystępując do spisywania swoich Ziaren gorczycy z drzewa życia1,opatrzył swe działania, będące tworzeniem swoistego pamiętnika duszy, motywująco-teleologiczną refleksją:

Samopoznanie to pierwszy krok ku samodoskonaleniu. – By znać siebie dogłębnie trzeba przejrzeć całe swe życie dokładnie, solidnie i uczciwie, a w celu ocalenia mogących zginąć w niepamięci licznych drobnych, choć istotnych szczegółów, stworzenia całości zbiorczego obrazu, prawdziwego oglądu tego co przeszła i przeżyła dusza: trzeba zapisywać – myśli, poglądy, cierpienia, prowadzić samodzielny dziennik; napisać samemu wiernie, powoli – życie swoje2.

Tuż po przełomie kolejnego wieku, na przełomie swojego życia, Petro Murianka, czyli najwybitniejszy współczesny twórca łemkowski, Petro Trochanowskij, przystępując do dzieła o podobnym zakroju, dokonuje teleologicznej sygnifikacji w postaci motta: „Sąsiadom naszym Polakom, z wiarą, że zechcą przeczytać i spróbują zrozumieć”3. Wpis symptomatycznie kierunkuje, fokusuje to, co jest zasadą paktu autobiograficznego w klasycznym ujęciu Philippe’a Lejeune’a4 – porozumienia, zrozumienia, przekazu i… zdecydowanie czegoś więcej, w uruchomienie czego wprzęga Murianka całą „armię i flotę” środków retorycznych i zdarzeń biograficznych, pracując całym sobą, takim, jak sportretował go swego czasu Mieczysław Mączka:

Oto Petro Murianka, człowiek niepokaźnej postury. Kiedy mówi albo pisze o swoim małym narodzie – rośnie, emanuje, rozsadza go wewnętrzna siła, jakieś tęsknoty, bóle i radości śpiewne. Może je rozumiem, jednak tylko on czuje. Są chwile, gdy śpiewa głosem pulsującym, mocnym i dotkliwym jak bezchmurne niebo w Beskidach […].

Oto Łemko. Przywiązany do narodowej historii i wybiegający w przyszłe lata. Wsobny i otwierający się. Daje nam właśnie to, co ma najlepsze5.

(Po)graniczność

Granice i pogranicza, które uruchamiane są w procesie i same uruchamiają proces paktowania autobiograficznego, przebiegają tu wielopoziomowo. Sam grunt kulturowo-etniczny, łemkowski, jest bezsprzecznie bytem pogranicznym. Graniczny jest wiek biografisty i to nie tylko w znaczeniu metrykalnym czy rozwojowym, lecz przede wszystkim w znaczeniu istotowym dla tej granicy, która decyduje, że autobiografia Małyniaka jest pograniczna w znaczeniu świadczenia/świadectwa osobistego i równocześnie kulturowego, a autobiografia Murianki jest wyzwaniem6 wyznaczonym granicą makrotraumy typu trwałego, rozszerzonego. Tą, którą wytyczyła Wisła, operatywnie wykorzystana do działań rozdzielających, rozłączających, transformujących, zatapiających, przemieszczających w takim znaczeniu jak może to robić rzeka, nurt, żywioł, moc, symbol, władza:

Wisło, Wisło, królowo polskich rzek – czemu twoim właśnie imieniem ochrzcił ktoś jedno z najohydniejszych przestępstw tysiącleci, „akcję” – najboleśniejszy nasz ból, nieskończony smutek mamy, taty, Jarosia, mój? Wszystkich tych Rusnaków, których nie przywołałem z pamięci. […] Czemu twoim właśnie imieniem? Czy tym nie upodlili ciebie, Wisło? I jeszcze bardziej, już podłego, samego siebie?7

Zatem A Wisła dalej płynie to z jednej strony pakt traumatyczny, który za podstawę ma nie tyle zdarzenie graniczne, jak to wyznacza w swym ujęciu Andrzej Zieniewicz8, co zapoczątkowany nim proces (post)graniczny, ewokujący opozycyjną heroiczność w postaci etosu trwania wspólnoty, która działa w mechanizmie – i to z drugiej strony – paktu mitobiograficznego, w specyficznej jego odmianie kreowanej w obrębie mitu reinwencyjnego.

W dyskursie postkolonialnym wyraziście podkreśla się ścisłe powiązanie dyslokacji, przemieszczenia, wykorzenienia z koniecznością dokonania reinwencji, zaprezentowania siebie (wspólnotowego) w zmienionej postaci, zrelacjonowanej z nowym miejscem, znalezienia nowej formy inwencji, ekspresji – w języku, narracji, micie9. Jeżeli zatem Małyniakowi „ziarna gorczycy z drzewa życia” posłużyć miały do poznania, ukształtowania, zrozumienia i autoprezentacji siebie w pełni dojrzałego po połowie życia, to Murianka, wkraczając w swój wiek graniczny, stał przed innym wyzwaniem – paradygmatycznego zbiografowania nieustannego płynięcia siebie/swej wspólnoty pod prąd dalej (ciągle) płynącej Wisły. Wyzwaniem bowiem granicznym dla przesiedlonej, w założeniu totalnie wyrugowanej ze swej przestrzeni, wspólnoty było znalezienie/wykreowanie uzasadnienia dla swego dalszego trwania. Co oczywiste, można je było kształtować jedynie w porządku mitycznym, który – jak wiemy od Leszka Kołakowskiego10 – pozwala sobie radzić z pytaniami i przeświadczeniami wynikającymi z potrzeby przeżywania świata jako sensownego i celowego, potrzeby postrzegania go jako ciągłego i z potrzeby wiary w trwałość wartości ludzkich. Powysiedleńczy mechanizm reinwencyjno-mitotwórczy w dyskursie łemkowskim rozwijał się przede wszystkim w koherencji oralno-rytualnej11, po 1956 roku stopniowo, choć w sposób ograniczany, wzmacniając się tekstualnie, głównie formami lirycznymi12.

W model ten włączył się na początku lat siedemdziesiątych Petro Trochanowskij (późniejszy Murianka) – dysponent wielu talentów i zaplecza osobowościowego decydującego o jego nadzwyczajnej sprawczości i mocy symbolo- i mitotwórczej na bazie rodzimej przestrzeni kulturowej. Nasycone do najwyższych granic emocjami liryki Murianki ukształtowały cały nurt autoprezentacyjny w łemkowskiej liryce powysiedleńczej13, w której dominantą jest ból, wynikający z niezgody na zanikanie, z pragnienia trwania. Niezależnie od formy podmiotu lirycznego (indywidualnego bądź zbiorowego) emocje są wspólnotowe, właściwe „nam”, narodowi osobliwie doświadczonemu, czyli – zgodnie z aksjomatem Maxa Webera14 – rozpoznającemu się (jak każdy konstrukt etniczny) w paradygmacie narodu wybranego – z przykazaniem wspominaj i pamiętaj.

Ten nurt liryczny ukonstytuował bardzo silnie działający do chwili obecnej, zarówno tekstualnie, jak i rytualnie (liryka doskonale służy uruchamianiu i wzbogacaniu celebracji wspólnotowych w postaci konkursów recytacji, performansów mobilizacyjnych, odezw i haseł samoidentyfikacyjnych), mit reinwencyjny. Jego jądro mocy ustanawiającej etos trwania zasadza się w lokowaniu wszystkich zdarzeń powysiedleńczych w binarnym opozycyjnym układzie: Łemkowyna – sacrum; obczyzna – profanum. Nazwanie tego nurtu autoprezentacyjnym wynikło z cech istotnie odróżniających go od wcześniej ukształtowanych powysiedleńczych nurtów poetyckich, które integrowały reinwencyjnie wspólnotę na zasadzie izolacjonalistycznej, obronnej, ukierunkowanej retrospektywnie. Autoprezentacja liryczna to forma przekroczenia granicy lęku czy granicy cienia po traumie i po wsobnym terapeutycznym działaniu reintegracyjnym, scalającym, możliwym do dokonania jedynie w świecie, który nie rani15 (czemu służyły wcześniejsze nurty poetyckie). Dlatego autoprezentacja, otwarta na środowisko zewnętrzne, głównie na świat, który zranił, mogła ukształtować się dopiero z początkiem lat osiemdziesiątych, zamykając liryczny etap reinwencji formą, która operując środkami lirycznymi, jednocześnie stanowiła podbudowę pod nowe środki rozumienia, przeżywania i wyrażanie siebie wspólnotowego. Takie, które mieszczą się w założeniu autoprezentacyjności, ściśle przecież powiązanej z paktującą z czytelnikiem autobiografią.

Na autobiografię, biografię, dokument osobisty w łemkowskiej literaturze przyszedł czas w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Proces rozwoju tego gatunku miał podobną linię do tej, która zarysowała się wcześniej w liryce: od wewnętrznych form scalających pamięć, będących świadectwem skrupulatnie dokumentującym los – symptomatycznie, „nasz łemkowski los”16, „życie Łemka”17 – „wysiedleńca”18, „mojego narodu”19 – szukających zatem porządku życia w losach wspólnoty (bo tak musi działać mit), po formę, stanowiącą w głównej mierze wyzwanie, paktującą z czytelnikiem, zewnętrznym, niewpisanym w łemkowski los, a tak przecież dla tego losu ważnym.

Wracamy zatem do dalej płynącej Wisły, czyli tego, jak działa, jak paktuje, jakim językiem wyraża się autobiografia Murianki.

Ja – wy – my, czyli pakt tożsamościowy

Choć w autobiografii nie zawsze odnajdujemy „ja” gramatyczne, to zawsze poszukujemy „ja” referencyjnego. Kim ono jest albo jakim ono chce się ukazać? Murianka znany jest z tego, że dla większej siły i prawdy przekazu (bo nie o kokieteryjną skromność tu idzie) często posługuje się retorycznie kimś/czymś niepodważalnym, istotowym, autorytetem, bytem substancjalnym:

A to że piszęTo tylko Łemkowynaprzyszła ku mnie kiedyśdotknęła mego sercai rzekłapisz20.

W jego autobiografii dokonuje się to w pewnym stopniu podobnie. Ktoś – być może nie aż tak istotowy, jak Łemkowyna, ale na pewno znaczący – dobry przyjaciel, co istotne, Polak, daje mu impuls, przyzwolenie, nakłania:

Mój dobry przyjaciel Antek Kroh rzekł do mnie kiedyś:

– Opisz życie.

– Chodzi ci o moje życie? – spytałem.

– Tak, jesteś jednolatkiem Akcji „Wisła”, opisz swoje dzieciństwo, swoje życie – odpowiedział – ale weź się do tego teraz, zaraz, bo później może być za późno.

[…]

Co jest do opisania w takim małym życiu, no co?21

A przecież urodzić się w 1947 roku i to tak, że „Tak niewiele brakło, by urodziła mnie tam, na Wojennym, tam gdzie na skrzydłach powracała, kiedy jej Capek mnie wywróżył. Nie zdążyła mnie tam urodzić, nie zdążyłem się Tam urodzić”22, to sytuacja iście progowa, znamienna, wyróżniająca. Podobnie jak mit rodzinny, psałterzowa wróżba o dwóch synach: „Wiele już przeszłaś kobieto i wiele jeszcze przejdziesz, ale dochowasz się dwóch synów i w wielkim szacunku będą ich mieć ludzie”23. Książka ukazuje się w 2007 roku – sześćdziesiąt lat po owym zdarzeniu, „przy którym żadnego Anno Domini podawać nie trzeba, bo zapamięta się do grobowej deski”24, za sprawą sześćdziesięciolatka, który jest na takim etapie dojrzałości, że po młodości, kształtowanej lirycznie, wchodzi w czas biografistyczny. Jeżeli wierzyć jego narracji, to nie wchodzi, tylko podejmuje się pewnego wyzwania, by „nie było za późno”.

Paralelność czasowa życia jednostki i toczącego się procesu tytułowego stwarza tu symptomatyczną dwuznaczność i łączność owego „za późno”. Piszący na przełomie wieków swą głęboko introwertywną autobiografię Małyniak (1851–1915) podążał ku samodoskonaleniu. Finał jego życia – w obozie dla internowanych w Talerhofie25, gdzie więziono całą prawie inteligencję łemkowską – nie stawiał go już wobec wyzwań zapoczątkowanego wówczas procesu unicestwiania. Te przypadły w postaci powinnościowego imperatywu ocalałym po Talerhofie, po Procesie Wiedeńskim, po procesie postflorynckim i dalszych aktach konfrontowania łemkowskiej tożsamości z czynnikami politycznymi wykluczającymi tę tożsamość. Dziedziczenie powinności wspólnotowego trwania stało się szczególnym wyzwaniem po unicestwiających przestrzeń etniczną wysiedleniach w latach 1945–194726. Urodzony w 1947 roku Murianka przyjął na siebie rolę symbolicznego sparadygmatyzowania życia i trwania wbrew. Jego autobiografia to działanie reinwencyjne, mające utrzymywać spójność i trwałość przeciętego „Wisłą” świata. Konfrontować się ono musi z konsekwencjami „płynięcia” i czuwać, by scalana i ocalana rzeczywistość symboliczna nie została porwana przez nurt i zatopiona nieodwracalnie. Temu ma służyć autobiografia – samopoznanie – świadomość – tożsamość. Kiedy wpisać to czuwanie, by nie było „za późno”, w troskę przyjaciela, nie-Łemka, uzyskujemy podstawę wiary Murianki w to, iż „zechcą przeczytać i spróbują zrozumieć”. Pomimo formy gramatycznej, to nie oni, tylko wy – sąsiedzi Polacy. Otwarcie swego świata z wiarą to akt swoiście determinacyjny, po części magiczny, bo „wiara góry przenosi”, jak wielokrotnie wskazuje i podkreśla autor na przykładzie wydarzeń z biografii. Nasi sąsiedzi – ludzie pojawiający się w tekście w różnych sytuacjach i ujęciach, jako osoby znaczące, w wielu rolach czy funkcjach, odzwierciedlają układ zależności i powiązań – złożony, ambiwalentny. Oni, jako współtwórcy codzienności powiślanej, włączeni nierozdzielnie w łemkowską przestrzeń, stają się bardzo ważni. Są zarówno wypełnieniem, jak i zwierciadłem, i też czynnikiem mobilizacyjnym do wyznaczania granicy. Bardzo często sami taką granicę wyznaczają, doprowadzają do konfrontacji. Są zróżnicowani, przybyli na ziemie nad Szprotawą z różnych regionów. Można powiedzieć, że Murianka poświęca im w swoich wspomnieniach co najmniej taką samą, jeśli nie większą uwagę, jak swoim, ukazując własne rozumienie świata skomplikowanego etnicznie, który nie jest obcy, tylko przenikający się na zasadzie konfrontacyjnej. Dla przykładu fragment:

I ja pognałem na Najgut krowy. I wygnali tam jeszcze sąsiad Bania i Waran, i Poracz i Słojko. I Zinciuk był […]. Zaczęli se ze mnie wyszkyrki stroić, nie wiem po co i za co. A to, żem taki kurdupel, że mnie Cygany zgubiły, żem nawet nie Rusin, że mnie tato z Białej, do której kaczki srały wyłowił. I ta Biała najbardziej mnie znerwowała. […] Wybaczył bym im i kurdupla i Cyganów, ale to mnie zabolało. I gdy mi jeszcze nie dawali spokoju potem, powiedziałem:

– A, mówcie mi co chcecie, tylko mi Lachu nie powiedzcie.

Ucichło. Ucichło tak, zdało mi się, że słyszę jak Leniwka płynie, choć jakie tam jej płynięcie.

Pierwszy wstał Poracz. Rozkraczył nade mną długie, chude nogi […] i wycedził:

– Jak ci psypierdole, ty rusińskie szczenię… […]

Ale nie przypierdolił. Na moje i swoje szczęście […].

To prawda, że słońce wysoko już było i że czas już był zganiać statek do drogi. Dość, że wstali wszyscy. Jeszcze Antek Waran – pamiętam, że to on, bo to mnie strasznie przestraszyło – dopowiedział:

– Dowie się pan Łakomski, jak cię ojciec wychowuje.

Czy można było znaleźć straszniejsze zastraszenie niż panem Łakomskim? Kto z uczniów nie znał jego bambusa? […]27.

Czekałem na apel w poniedziałek, ale nie wywołano mnie przed idealnie ustawiony dwuszereg […]. Rozeszliśmy się do swoich klas. Nie wiem już, bo to już lata, czy była to pierwsza lekcja, dość, że to był polski. I pani Łakomska zamiast rysować kolorowymi kredkami krasnoludki na tablicy, zaczęła opowiadać piękną legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Mówiła długo, aż przyszła ku temu, że Lach, choć tak nazywano Polaków na wschodzie, tam gdzie jest teraz bratni Związek Radziecki, to nie jest nic obraźliwego […]. Nie patrzyła na mnie, ale czułem, że patrzyła. Wiedziałem, że Antek Waran był jednak wczoraj u Łakomskich28.

Ważność „wy”/„oni” wynika w głównej mierze z jego ważności dla „my”. Nie ulega wątpliwości, że gra w tym tekście toczy się o „my”, dla jego samorozpoznania i umocnienia w postawach jednostek, mitach, legendach. Doskonale uwidacznia się tu teza Zieniewicza dotycząca paktu mitobiograficznego: nie jest ważne w tekstach tego typu, kto patrzy, tylko kim patrzy, gdyż patrzenie takie jest silnie zakorzenione w zbiorowych emocjach29. Przywołani wielokrotnie, w różnych sytuacjach: ojciec, matka, brat, wujkowie, bliższa i dalsza rodzina, sąsiedzi, koledzy – z imienia, nazwiska, personalnie zarysowani, są Łemkami. Co to oznacza? Pamięć i obligację. Choć Murianka stara się nie monumentalizować, przywołując bardzo zróżnicowane i specyficzne sytuacje, w których dana persona ze swoich utrwaliła się mu w pamięci, to postawy, prawie bez wyjątków, są wyniesione z pewnego etosowego wzoru, ukształtowanego jeszcze TAM, w Górach, i przeniesionego tu, na obczyznę, jako kapitał do mierzenia się z nową rzeczywistością:

A przy tym każdy przecież wie, że jedno ogniwo w łańcuchu ani nie zabrzęczy, i też – że nie można je, te ogniwa podzirgać tak choć-jak, dwa, trzy ku jednemu, bo czemu by to miało służyć. Że wszystko ma swój porządek, a w tym porządku i cześć ludzka i uszanowanie zatracić się nie może.

Tacy byli kiedyśni chłopcy […] chcieli zdławić to, co ich dławiło, śpiewaniem. Tacy byli nasi z Gór. Choć im się nieraz i być nie chciało, ale umieli być. I każdy coś umiał…30

Nie mógł przeboleć Orest śmierci syna. Nieraz w rozmowie z moją mamą wracał do tej boleści. A mama starała się rozwieść go, rozgonić ten jego smutek:

– No to, trudno, brate, na wszystko wola Boża.

– No, ta tak, sestro, tak…

Tak sobie pięknie na „siostro” i na „bracie” mówili, choć przecie siostrami były tylko mama z nonaszką, Orestową żoną. I to dalszymi siostrami, po dziadkach. Ale to nic nie szkodziło. Ludzie powinni do siebie ładnie mówić, tak po ludzku, jak Bóg przykazał. I wszyscy, każde z osobna, powinni coś umieć. Żeby się jedno drugiemu przydać31.

Sam wielokrotnie próbuje dać dowody własnego bezalternatywnego wkorzenienia w archetypy tamtej ziemi, na której nie zdążył się urodzić, zawsze działające w sytuacjach granicznych, konfrontacyjnych, wymagających określenia się. Obejmują one aktami solidarności i swoistego heroizmu innych swoich, w warunkach diasporyjnych wyznaczając tożsamościowe drogowskazy. Często są to symbole różnicy, istotne znaki odrębności, jak np. forma żegnania się, od prawego ramienia zaczynając. W tekście przywołany zostaje epizod z lekcji religii, w których brali udział także uczniowie łemkowscy, wyznający chrześcijaństwo wschodnie. Próba dokonania przez katechetę korekty sposobu żegnania się spowodowała solidarną reakcję:

– Piotruś, źle się żegnasz – i chwycił mnie za rękę, by pokazać, z którego na które ramię powinna wędrować.

– Tak nauczyła mnie matka.

– To źle cię nauczyła.

– Moja matka jest mądra, moja matka nie mogła mnie nauczyć źle.

Nie czekając na jego mądrości, wrzuciłem zeszyt do tornistra i skierowałem się w stronę drzwi.

– Piotruś wracaj, w końcu możesz się żegnać jak chcesz.

Ale ja nie wróciłem. Kiedy u drzwi zezowałem okiem na klasę, swój tornister pakowała Sandra Madzelan. Kiedy staliśmy już przed szkołą dołączyła do nas reszta uczniów – Łemków – również polanian – grekokatolików. To była nasza ostatnia lekcja religii.

Dziś, po czterdziestu kilku latach, nie bardzo mogę zrozumieć – jak stać mnie było na taką reakcję. Zdaje mi się, że to nie byłem ja – dziesięcioletni chłopiec. Nikt mnie też celowo nie przygotowywał na taką ewentualność. To były wszystkie te dni pochylonych, ale nie upadłych ludzi, zapłakane, ale pełne wiary oczy matki, to były Hnatowe skrzypce, które chociaż nie grały, ale tak naprawdę nie można było o nich powiedzieć – że milczą.

Jakże Wam jestem wdzięczny wszyscy, gdziekolwiek żyjecie i Ci, którzy odeszliście […]. Że niby za co?

Że poszliście z tamtej klasy nie za mną? Że poszliście za sobą, za swoimi dniami, ale poszliście32.

Z założenia wiadomo, iż tożsamość autobiograficzna odnosi się do tożsamości autora, narratora i głównego bohatera. Jednakże, jak to wskazuje Lejeune, wiążą się z tym różne problemy33. W tym przypadku w pole tożsamościowe wchodzą również postaci autobiograficzne, mające kluczowe znaczenie dla całego paktu autobiograficznego.

Każdy ma swój własny język

Murianka, który swego czasu napisał piękną apologię języka łemkowskiego:

Piszę po łemkowsku. Wprawdzie pierwszą swą rymowankę napisałem po polsku, wprawdzie los […] tak zrządził, że nauczyłem się rosyjskiego i ukraińskiego i w tych właśnie językach stworzyłem pierwsze rzeczy, które umownie można nazwać wierszami. Wcześnie jednak zrozumiałem, że wszystkie te uczone i wielkie języki za małe są, by poprzez nie oddać, wypowiedzieć łemkowski ból, tęsknotę i wszystko inne…

Piszę po łemkowsku, bo w każdym innym języku łemkowskie symbole, synonimy i cała obrazowość stają się drewniane. Piszę po łemkowsku, bo w moim odczuciu tylko po łemkowsku sokół naprawdę cierpi z godnością, jodła szumi tęsknotą, a pieśń szuhaja jest niepowtarzalna. Piszę po łemkowsku, bo brzmi on dla mnie najpiękniej.

I dlatego jeszcze piszę po łemkowsku, że jest to język mojej matki i mojego ojca. Bo jest to język mój i moich dzieci34,

swoją autobiografię stworzył w języku polskim. Nie jest to fakt przypadkowy, wszak przy innym wyborze nie miałaby sensu dedykacja wstępna i intencyjna. Jeżeli się wierzy, że „zechcą i spróbują”, to należy to umożliwić, chociażby samym wyborem języka. Jak zatem wybrnął pisarz z dylematu samozaprzeczenia? Cytowane fragmenty już zapewne zasygnalizowały ów wybór językowy Murianki, o którym tak mówi recenzujący książkę Zbigniew Siatkowski:

[…] wybrał język polski jako wehikuł komunikacyjny tego tekstu […]. Wiele razy mówił sam, słyszałem to od niego wciąż, że to jest napisane po polsku, ale to nie ma być polszczyzna, podręcznik powie, ogólna. Potoczność każe powiedzieć – literacka, a obyczaje redaktorskie każą powiedzieć – poprawna. […]

Ten po polsku napisany tekst nie jest napisany w polskiej polszczyźnie, jest napisany w polszczyźnie polskiego Łemka. A co to oznacza? A to oznacza świadomość literacką, bardzo skomplikowaną w istocie konstrukcję podmiotu mówiącego. Narratora, a może nawet lirycznego podmiotu. Ponieważ ten epicki tekst o sobie – życie moje – jest w istocie bardzo lirycznym tekstem35.

Bez zgłębiania teoretycznych tekstów dyskursu postkolonialnego autor, z pełną świadomością tego aktu, dokonuje swoistego gwałtu, sprzeniewierzenia się literackiej polszczyźnie, by wyrazić siebie, przyjmującego narzędzie komunikacyjne, ale działającego w jego obrębie na swój sposób. Dokonująca się tu gra między appropriation i abrogation36 ma istotne skutki zarówno dla czytelnika polskojęzycznego, mającego dostęp do możliwej niepolskości polszczyzny w świadomej demonstracji jej niepolskiego użytkownika, jak i dla czytelnika łemkowskojęzycznego, który doświadcza obecności własnych norm w obrębie, wydawałoby się, niepodważalnej normatywności centralnej. Nie są to tylko imiona własne, toponimy, terminologia kulturowa i przestrzenna, wypowiedzi w postaci mowy niezależnej, ale różne specyficzne dla języka łemkowskiego określenia w obrębie narracji, frazeologizmy, konstrukcje składniowe. Czasem włączony zostaje komunikat świadomości przenoszenia konstruktów lingwistycznych pomiędzy językami: „I wzięli stryka Mytra milicjanci. I odwieźli go do kamieniołomów. I nie było go chyba z rok. Ale to – tym! Aha! Wziąłem to powiedzenie: «Ałe, toto – tym» nie od siebie, a od nonaszka Oresta”37.

Specyfika języka etnicznego jest jednym z chwytów zastosowanych konsekwentnie w autobiografii. Nabiera on szczególnie synergijnej mocy w połączeniu z innymi tradycyjnymi chwytami, które Murianka włącza w sposób bardzo naturalny, wydawałoby się, intuicyjnie. Znajdujemy tu opowiadanie, w którym zaimek „ja” oznacza zarówno narratora dorosłego, jak i wypowiadającego się bohatera z odległych lat, stosowanie mowy pozornie zależnej, narrację szkatułkową, a przede wszystkim, doskonale uwypuklające specyfikę języka łemkowskiego, zastosowanie cech języka mówionego, zarówno w narracji autorskiej, jak i w często wprowadzanych dialogach. Zacytuję fragment wypowiedzi jako przykład przenikania się poziomów narracyjnych dla uzyskania wzmocnionego efektu emocjonalnego:

To było na Wielkanoc, właściwie – na Wełykden. Na pierwszy Wełykden na tej ziemi […] poszła mama z koszem do cerkwi, do Michałowa, do tej cerkwi zrobionej z karczmy tam, gdzie gilzą armatnią dzwonili. Poszła mama do cerkwi, bo trzeba było poświęcić to pierwsze wielkanocne jadło, ale bardziej chyba jeszcze zato, że tęskniła za cerkwią, za tym śpiewem wielkim Chrystos Woskrese,który wydobędzie się z ludzkich dusz i popłynie górami… Nie – nie górami, ale przecież popłynie. I przywoła, na pewno przywoła nadzieję – że WSZYSTKO może się odrodzić. Chrystus zmartwychwstał, i kiedy zobaczy, kiedy usłyszy, że nawet tu – na tej dalekiej, niedobrej ziemi nie zapomnieliśmy o Nim, na pewno da nadzieję, ulży jej bólowi, weźmie z głowy ten wielki szum, jak huk Sochowa w czas wielkiej burzy. […] Ale już po paru kilometrach buty okazały się bardziej ciasne niż były. I kosz wielkanocny okazał się bardziej ciężki niż był. I do tego jeszcze – ten wielki szum… […] I kiedy mama buty zdjęła i szła boso, zostawał jeszcze ten szum… Boże – myślę sobie dzisiaj – czemu byłem jeszcze tak mały, czemu miałem dopiero osiem miesięcy, czemu nie mogłem krzyczeć: Ty wielki-mały chamski świecie – czemu tak męczysz moją Matkę, czemu zabrałeś, wydarłeś Jej – Jej ciepłą drewnianą cerkiew i gonisz Ją do odrapanej zimnej, kamiennej karczmy, gonisz po tej dalekiej, obcej, wstrętnej ziemi… Gdybym tak mógł ty wielki-mały, chamski świecie, gdyby moje rączki nie były takie niemocne, wydrapał bym ci oczy, żebyś słońca nie widział, wydarł bym ci język, żebyś nim nie kłamał. Uszy… Uszy bym ci zostawił, żebyś słyszał – co ci powiedzieć muszę, żebyś słyszał ciężkie jak głaz westchnienie mojej Matki…38

Podobne chwyty narracyjno-językowe lokują się w tej autobiografii ponad celami artystycznymi, a nawet ponad celami autoreferencyjnymi. Zmierzają w kierunku konsekwentnie wybranym przez Muriankę, o którym Siatkowski stwierdza, iż „mało kto wybrał aż tak jaskrawo, aż tak bezapelacyjnie”39.

„Każdy ma swoje mity”40

Wyborem Murianki jest reinwencja – zrozumienie, wykreowanie, pomysł na siebie (swoją wspólnotę) po przemianie. Rodzi się oczywiste pytanie, czy mówienie o trwającej sześćdziesiąt lat reinwencji nie jest nadużyciem w stosunku do tego pojęcia. Tytuł autobiografii zawiera to, co badacza procesów zachodzących w powysiedleńczej tożsamości łemkowskiej skłania do tak nietypowego używania określenia „reinwencja”. „Wisła” to nie akcja sprzed sześćdziesięciu lat, ona dalej płynie, to realność z wczoraj, z dzisiaj. Ekipa dziennikarzy z USA, przygotowująca film o Akcji „Wisła” w przeżyciach społeczności łemkowskiej41, była w wielkim szoku, doświadczając niewiarygodnej aktualności tego wydarzenia w pamięci współczesnych Łemków. Mówili, że dla każdego opowiadającego działo się to jak gdyby wczoraj. Dziwił ich też brak buntu, złości, protestu wobec tego aktu przemocy, których dziennikarze oczekiwali przy przywoływaniu tamtych zdarzeń.

Mit, w którym ocala się wspólnota łemkowska po 1947 roku, to „znalezienie porządku życia”, co jest przecież zadaniem autobiografizmu (jak twierdzi Lejeune). Opisując życie, jak czyni to Murianka, z głębokim wkorzenieniem tożsamościowym w mity i emocje wspólnoty, przy jednoczesnym kreowaniu aktualnych mitów i emocji, autor wprowadza czy pozwala pozostać Łemkom w porządku mitycznym, znajdującym sens, ład i wartości w postawach i działaniach, uznawanych za bezsensowne w świecie odczarowanym. Amerykańskie teorie asymilacyjne42 zakładały, że tak strategicznie przeprowadzona akcja asymilacyjna, jaką była Akcja „Wisła”, osiąga pełne efekty po około trzydziestu, trzydziestu pięciu latach. Jeśli po sześćdziesięciu latach od owego lata, „przy którym Anno Domini podawać nie trzeba”, powstają teksty pokroju Muriankowej autobiografii, należy przyjąć, że mit reinwencyjny działa skutecznie. Nie można jednak nie dostrzegać faktów stojących być może u źródeł przyjacielskiego napomnienia: „bo później może być za późno”.

Murianka pod hasłem „Każdy ma swoje mity” komunikuje świadomość i potrzebę skutkującą spotkaniem się w jego autobiografii mitów rodzinnych, wspólnotowych i tego głównego, który standardowo określa się jako mit utraconej ojczyzny, a niestandardowo można by postrzegać go jako mit ojczyzny ocalanej.

Wśród mitów rodzinnych znajdziemy i przywoływany już mit o psałterzowej wróżbie, i mit o odzyskaniu mowy przez małego Petrusia, który wypadł z kołyski, mit o skrzynce, która spadła na głowę ciężarnej Aleksandry – matki Petra, podczas transportu wysiedleńczego, o krowie Łysawej, przywiezionej z Gór, która nie zrozumiała doliny nad Szprotawą i podupadła od razu na zdrowiu, kaprawiły jej oczy, mit o płaczących ścianach kamiennego domu i wiele innych. Charakterystyczne w mitotwórczej narracji Murianki są mówienie o odczuciach przodków jak o swoich własnych, pełna aktualność i nieprzemijalność tych odczuć, ciągła reaktualizacja, choć dokonująca się tekstualnie, działająca jak rytuał.

Mity wspólnotowe, skrupulatnie przywoływane przez Muriankę, konsekwentnie budują na podstawie przytaczanych przekazów międzypokoleniowych wizję historii, w której np. „przyjaźnili się bardzo, bo Staszek nie sprzeczał się z jego wiarą, bo jak powiadał i jak powiadał jego dziadek – oni w Białym Dunajcu też kiedyś, bardzo dawno temu, byli starej wiary”43, „Jakże mógł nie powiedzieć jej o tym, że kościół w Kamionce był niegdyś cerkwią, kiedy jemu nie zapomniał o tym powiedzieć jego tato Wasyl a i dziadek Wanio”44. Znajdują się tu też bardziej aktualne, ale w równym stopniu mityzowane przekazy o Republice Florynckiej, o Talerhofie, o Męczenniku Maksymie Sandowyczu i cały repertuar wydarzeń, które mają tworzyć świadomość historyczną wspólnoty, paralelną do innych wizji historii.

Wreszcie mit ocalanej ojczyzny budujący całą machinę reinwencyjną na podobnej zasadzie jak inne mity, mający stworzyć pewną ponadczasowość, paradygmatyczność, stały porządek, układ sacrum–profanum, wiarę w niezmienność wartości i przede wszystkim wiarę w sens wiary: „Boże – jak wielka jest wiara, jak wiele znieść w stanie jest człowiek, któremu wiara pozostała”45.

Wiara – to wielki skarb. Wiara przenosi góry… Że naszych nie przeniosła, to tylko dlatego, że o to nikt nie prosił, niczyja myśl nawet nie dotknęła takiego czegoś, takiej prośby-grzechu. Wiadomo, że Góry mogą być Górami tylko wtedy, kiedy są w Górach. One muszą zostać na swoim miejscu. To do nich trzeba wrócić46.

Reinwencja oparta na wierze generuje już trzecie pokolenie urodzonych po 1947 roku, zakładające rodziny, żyjące, tworzące, pracujące na obczyźnie z pełną jednak wiarą, że ich Ojczyzną jest Łemkowyna, a niewracające tam tylko dlatego, że nie ma takiej możliwości.

Wreszcie bardzo świadomie i strategicznie wpisana w A Wisła dalej płynie wiara, że „zechcą przeczytać i spróbują zrozumieć” to zaproszenie sąsiada do swojego stołu wiary. Znów nie ma tu zgodności ze standardowym układem sił, który wyraża – standardowo właśnie – Zbigniew Siatkowski, komentując Muriankową dedykację:

Harda po góralsku dedykacja. Polacy to są nasi sąsiedzi. Jesteśmy sąsiadami, a nie, jak to sam Trochanowski wymawiał kiedyś Harasymowiczowi, że ponoć tej formuły użył – trzeba patrzeć przy czyim stole się siedzi. To są dwa różne podejścia. On powiada: nie ma zgody na to, że Łemkowie są wewnętrzną cząstką, nierównorzędną cząstką Polski i polskości47.

Niestandardowy komentarz hardości tu nie dostrzeże. Jeśli została podjęta obowiązująca już sześćdziesiąt lat decyzja, że nie można dać się zatopić nurtowi Wisły, to mieszkające obok osoby muszą być sąsiadami, w dobrym tego słowa znaczeniu, do których można udać się w gościnę, ale których też można zaprosić w gościnę, zaprosić do zrozumienia i porozumienia, które jest zasadą paktu autobiograficznego i zasadą życia sąsiedzkiego. Sam Murianka pod tym jednostronnym komentarzem Siatkowskiego zamieszcza krótkie wyjaśnienie: „Sąsiad to ciepłe słowo. Czasem cieplejsze niż brat, np. Wielki Brat (autor)”48. Nie ma mowy o próbie sił, którą widzi, odczytuje Siatkowski („W słowie «spróbują» ja, Polak, odczytuję, no, zaproszenie do próby sił – czy w ogóle uda się zrozumieć”49). Natomiast jest to wyraźne wskazanie, jak trudno z pozycji centrum czytać odmienność peryferii, nawet jeśli autobiografia, uważana za społeczny środek międzyludzkiego porozumienia50, skierowana jest co najmniej w takim samym stopniu do sąsiadów, co i do swoich.

1Зерна горушичны изъ дерева жизни Н.Д.М. Камянина, Літогр. Кяз Рогалскій, Перемышль 1910.

2Tamże, s. 2 (tłumaczenie własne – H.D.-F.).

3P. Murianka, A Wisła dalej płynie, Stowarzyszenie Łemków,Krynica–Legnica 2007, s. 5.

4P. Lejeune, Le Pacte autobiographique, Seuil, Paris 1975.

5MM, (Oto Petro Murianka…),w: P. Murianka, Suchy Badyl, Sądecka Oficyna Wydawnicza,Nowy Sącz 1983, tył okładki.

6Stosuję tu terminy wprowadzone i skonceptualizowane przez Małgorzatę Czermińską w pracy Autobiograficzny trójkąt. Świadectwo – wyznanie – wyzwanie, Universitas, Kraków 2000.

7P. Murianka, A Wisła dalej płynie,dz. cyt., s. 204.

8A. Zieniewicz, Odmiany paktów autobiograficznych w literaturze XX wieku,w: tegoż, Pakty i fikcje. Autobiografizm po końcu wielkich narracji (szkice), Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2011, s. 54–70.

9Zob. Dislocation,w: B. Ashcroft, G. Griffiths, H. Tiffin, Key Concepts in Post-Colonial Studies, Routledge, London–New York 1998, s. 73–75.

10L. Kołakowski, Obecność mitu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2003.

11W takim znaczeniu, jakie doprecyzował Jan Assmann w pracy Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytnych, przeł.A. Kryczyńska-Pham, wstęp i red. nauk. R. Traba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2008.

12W roku 1956 powstała minimalna forma publikacyjna dla tekstów łemkowskich w postaci „Łemkowskiej Stroniczki” w ukraińskim czasopiśmie „Nasze Słowo”. Zob. Ци то лем туга, ц надія. Антолоґія повыселенчой лемківской літературы / Czy to tęsknota, czy nadzieja. Antologia powysiedleńczej literatury łemkowskiej,red. H. Duć-Fajfer, Stowarzyszenie Łemków, Legnica 2002.

13H. Duć-Fajfer, Główne nurty współczesnej poezji łemkowskiej,„Roczniki Humanistyczne KUL” 1994, t. 42, z. 7, s. 184–200.

14M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej,przeł. i wstęp D. Lachowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002, s. 311.

15A. Zieniewicz, Pakty i fikcje,dz. cyt., s. 65.

16R. Chomiak, Nasz łemkowski los, Sądecka Oficyna Wydawnicza Wojewódzkiego Ośrodka Kultury, Nowy Sącz 1995.

17T. Gocz, Życie Łemka, Wydawnictwo Muzeum Okręgowego, Krosno 2006.

18A. Barna, Z pamiętnika wysiedleńca, Oficyna Wydawnicza Atut,Legnica[–Wrocław] 2004.

19J. Pawełczak, Wspomnienia moje o tragedii mojego narodu, w: Mniejszość w warunkach zagrożenia. Pamiętniki Łemków,red. W. Sitek, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1996, s. 116–122.

20P. Murianka, Rekomendacja, w: tegoż, Jak sokół wodę z kamienia / Як соків воды на камени,przeł. B. Dohnalik, Państwowe Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1989, s. 115.

21P. Murianka, A Wisła dalej płynie, dz. cyt., s. 11.

22Tamże, s. 28.

23Tamże, s. 24.

24Tamże, s. 28.

25Był to austriacki obóz koncentracyjny w miejscowości Thalerhof (obecnie lotnisko) w Styrii, gdzie w latach 1914–1917 więziono ponad 6 tys. osób podejrzanych o sympatie prorosyjskie, w tym ok. 2 tys. Łemków. Zob. Changed by Thalerhof / Inni po Talerhofie / Verändert durch Thalerhof,reż. J. Righetti, M. Silvestri,www.youtube.com/watch?v=n6Q6SRbDQic, dostęp: 30.11.2015; Первая мировая война. Концлагеря Талергоф и Терезин, www.youtube.com/watch?v=UJu_QylrFJI, dostęp: 30.11.2015.

26Chociaż fakty te są już dosyć powszechnie znane, przypomnę, iż Łemkowie zostali w latach 1945–1947 całkowicie wysiedleni ze swej etnicznej ojczyzny i rozproszeni w ok. 70% na terytorium Ukrainy, w pozostałych 30% na ziemiach poniemieckich w Polsce. Poddani też zostali wielu restrykcjom i mechanizmom asymilacyjnym. Zob. H. Duć-Fajfer, Być Łemkiem w PRL-u, „Prace Etnograficzne. ZNUJ” 2001, z. 36, s. 141–172.

27P. Murianka, A Wisła dalej płynie, dz. cyt., s. 71–72.

28Tamże, s. 74.

29A. Zieniewicz, Pakty i fikcje, dz. cyt., s. 61.

30P. Murianka, A Wisła dalej płynie, dz. cyt., s. 45.

31Tamże, s. 46.

32Tamże, s. 99–100.

33P. Lejeune, Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografii, red. R. Lubas-Bartoszyńska,przeł. W. Grajewski i in., Universitas, Kraków 2001, s. 24.

34P. Trochanowski, Słowo Łemka o sobie i swoim narodzie, „Regiony” 1987, nr 2–4, s. 5–15, tu s. 14.

35Z. Siatkowski, [Wstęp], w: P. Murianka, A Wisła dalej płynie,dz. cyt., s. 7–8.

36Te dwa podstawowe pojęcia z dyskursu postkolonialnego oznaczają strategie zawłaszczania bądź odrzucania języka kolonizatora, służące przejęciu kontroli nad tymi aspektami imperialnego/dominującego języka (kultury) – jak np. racjonalizm, logika i analiza – które mogą być użyteczne bądź niepożądane (jako forma normatywna) dla artykułowania własnej kulturalnej i społecznej tożsamości. Zob. B. Ashcroft, G. Griffiths, H. Tiffin, dz. cyt., s. 5–6, 19–20.

37P. Murianka, A Wisła dalej płynie, dz. cyt., s. 41.

38Tamże, s. 26–27.

39Z. Siatkowski, dz. cyt., s. 6.

40P. Murianka, A Wisła dalej płynie,dz. cyt., s. 15.

41Film realizowany jest przez Johna Righettiego i Marię Silvestri z USA. Projekt finansowany jest przez John and Helen Timo Foundation.

42Najbardziej klasyczne z tych teorii to przykładowo: N. Glazer, D.P. Moynihan, Beyond the Melting Pot. The Negroes, Puerto Ricans, Jews, Italians, and Irisf of New York, Massachusetts Institute of Technology Press, Cambridge 1963; M.M. Gordon, Assimilation in American Life. The Role of Race, Religion and National Origins, Oxford University Press, New York 1964; Ch. Price, The Study of Assimilation, w: Migration, red. J.A. Jackson, Cambridge University Press, Cambridge 1969, s. 181–237; J.M. Yinger, Toward a Theory of Assimilation and Dis­symilation, „Ethnic and Racial Studies” 1981, t. 4, nr 3, s. 249–264.

43P. Murianka, A Wisła dalej płynie, dz. cyt., s. 22.

44Tamże, s. 23.

45Tamże, s. 27.

46Tamże, s. 29.

47Tamże, s. 7.

48Tamże, s. 8.

49Tamże, s. 7.

50P. Lejeune, Wariacje na temat pewnego paktu, dz. cyt., s. 18.

Iwona Boruszkowska

Czerniowce: poetycka autobiografia pograniczna1

Wypowiedzieć nieobecność to założyć od razu,

że miejsce podmiotu i miejsce innego

nie mogą się wymieniać2.

W relacji miasto–tekst Czerniowce rozumiane będą jako źródło pewnej wrażliwości oraz estetyki (zarówno jako jednostka urbanistyczna, jak i literacki obraz). W artykule chciałabym zwrócić uwagę na heterogeniczne etnicznie i kulturowo miasto, gdzie powstał swoisty fenomen niezwykłej poetyckiej kreatywności – zjawisko niemieckojęzycznej literatury czerniowieckich żydowskich pisarzy i pisarek, oraz zastanowić się, na czym ów fenomen polega, z czego wynika i jaki ma wpływ na formowanie się tożsamości twórczej. Na tym tle szczególnie interesuje mnie twórczość niemiecko-żydowskich poetek Bukowiny, a głównie Rose Ausländer (1901–1988). Dotychczasowe studia nad problematyką niemieckojęzycznej twórczości poetów żydowskiego pochodzenia urodzonych na tych terenach na przełomie XIX i XX wieku lub na początku XX stulecia obejmowały bowiem analizę i badanie twórczości Paula Celana, w zasadzie marginalizując twórczość kobiecą i pomijając rolę kobiet w kreacyjnym fenomenie pogranicza.

Istotne komponenty terytorium autobiografii pogranicznej stanowią dla mnie język i słowo, miejsce i przestrzeń, dziedzictwo i doświadczenie – głównie te elementy tworzą uniwersum poezji Ausländer, twórczości lirycznej w moim odczytaniu silnie autobiograficznej. Wiersze i tożsamości bukowińskich poetów zdają się posiadać jedno źródło – konkretną przestrzeń, co ilustrują dwa fragmenty: pierwszy z Paula Celana: „Stamtąd pochodzę, to miejsce i te nie-miejsca mnie zbudowały/zrujnowały”3 i drugiz Rose Aus­länder: „Bukowina – krajobraz, który mnie wymyślił”4.

W tym miejscu warto przypomnieć, że Bukowina to kraina geograficzno-historyczna położona pomiędzy Karpatami Wschodnimi (od zachodu) a środkowym Dniestrem (od wschodu), pod koniec XVIII wieku rozciągająca się na wschodnich krańcach monarchii habsburskiej, określana „Szwajcarią Wschodu”, „żywym muzeum etnograficznym” czy „Europą w miniaturze”, dziś znajdująca się na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Stanowiła ona jedyny w swoim rodzaju konglomerat impulsów językowych i paradygmatów kulturowych, wyjątkowy europejski mikrokosmos, ojczyznę wielu narodów – tereny te zamieszkiwali zasymilowani z kulturą niemiecką Żydzi, ale też chasydzi, Niemcy, Ukraińcy, Polacy, Ormianie, Romowie, Mołdawianie, Rumuni, Węgrzy, Turcy, Włosi, Czesi, Lipowanie.

Czerniowce – „miejsce, gdzie żyli ludzie i książki”5 orazmiasto umarłych poetów

Na tych ziemiach o statusie polietnicznym i polikulturowym, gdzie istniała wielobarwna tkanka demograficzna, mogła zapanować tolerancja. Przenikanie się kultur, swobodna wymiana myśli, wielojęzyczne skupisko ludzi to tylko niektóre elementy, jakie złożyły się na niepowtarzalny fenomen Czerniowiec – stolicy regionu i głównego miasta Bukowiny.

Obecnie dominuje nieco jednostronna i idealizująca narracja o tym mieście. Wydawało się ono wymarzoną ilustracją do utopijnej wizji wielokulturowego miejsca, gdzie na styku, w przecięciu harmonijnie współistnieją przedstawiciele różnych narodowości, etnosów, wyznań, władający różnymi językami. Na przestrzeni wieków – zmieniały się granice państw, języki urzędowe, symbole panujących, ale podstawową i niezmienną cechą Bukowiny była multikulturowość. Te elementy współtworzą mit przedwojennych Czerniowiec, a jego najważniejszym składnikiem jest otwartość i zainteresowanie kulturą Innego „mieszkającego obok”.

Na geopoetyckiej mapie Europy można zaznaczyć Czerniowce jako miejsce tajnego źródła literatury kontynentu, miejsce jednego z największych wybuchów kreatywności, jaki kiedykolwiek wydarzył się w europejskiej kulturze. Wśród 80 tysięcy mieszkańców austriackich Czerniowiec znalazło się wielu pisarzy, artystów, intelektualistów, naukowców. Grupa niemieckojęzycznych pisarzy żydowskich była najliczniejsza w początkowych dziesięcioleciach XX wieku i określana wspólną nazwą „bukowińskiej szkoły poetów”, a za jej mentora uznano Alfreda Margul-Sperbera (1898–1967). W Czerniowcach urodziło się wielu bukowińskich poetów żydowskich piszących po niemiecku, m.in. Paul Celan, Alfred Gong (Alfred Liquornik), Moses Rosenkranz, Alfred Kittner, Immanuel Weissglass, Georg Drozdowski, David Goldfeld, czy poetek, wśród których wymienić można Rose Ausländer, Klarę Blum, Daszę Rosenkranz, Else Keren i najmłodszą z nich – Selmę Meerbaum-Eisinger. Równolegle z twórcami piszącymi po niemiecku wyróżniają się nazwiska znakomitych i znanych poetów piszących w jidysz – Eliezera Steinberga, Icyka Mangera, Icyka Kary, Mosesa Altmana, Chaima Goldsteina, Dawida Rubina, Wolfa Tambura, Juliana Schwarza, czy piszącego w wielu językach Josefa Berga.I więcej nazwisk, jakie znalazły miejsce w historiach różnych literatur, ale też wiele nazwisk zapomnianych, świadczących o bezprecedensowej poetyckiej intensywności zaistniałej na Bukowinie.

Teraz Czerniowce są miastem umarłych poetów, miastem o wspaniałej, acz tragicznej historii. Druga wojna światowa zniszczyła mozaikę ludów bukowińskich i przecięła węzły różnorodności. Rok 1945 był kresem zróżnicowanego życia literackiego w Czerniowcach. Ci, którym udało się przeżyć, w większości wybrali emigrację. Poetycki (i nie tylko) kapitał miasta wraz z twórcami różnych narodowości, dla których Czerniowce były małą ojczyzną, rozproszył się po całym niemal świecie.

Zarysowana tu utopijna, idealistyczna wizja regionu i miasta funkcjonuje w pamięci kolektywnej, a kreowana była w twórczości autorów wywodzących się z tych terenów, którzy w wyniku zawirowań historii utracili swoją ojczyznę lub musieli ją opuścić. Do polifonii kultur jako fundamentów tożsamości tego skrawka Europy Środkowo-Wschodniej odwołują się organizatorzy współczesnego festiwalu poetyckiego „Meridian Czernowitz”, uznając ją za najważniejszy element tradycji.

Niepowtarzalny krajobraz językowo-kulturowy wykształcił specyficzny rodzaj człowieka – nazywany homo bucovinensis6 – człowieka otwartego na inność, na otaczające go kultury, uczestniczącego w różnorodnych obrzędach, odnajdującego się w wielojęzycznym środowisku7. W tym jedynym w swoim rodzaju mikroświecie istniało „rojowisko poetów”8. Wśród cech tej formacji podkreślić należy po raz kolejny wielojęzyczność – bezcenną dla zamieszkałych w języku umiejętność płynnego poruszania się między słowami, możliwość zgłoszenia dowolnego akcesu kulturowego – co nie pozostawało bez wpływu na poetycką intensywność, czyniło język(i)/słowo jednym z podstawowych elementów tożsamości, kształtowało poetycką wrażliwość wielu twórców.

Taka tradycja i krajobraz kulturowy literatury niemiecko-żydowskiej były tłem dla debiutu i twórczości Rose Ausländer.

Rose Ausländer (1901–1988)

Rose Ausländer, a właściwie Rosalie Beatrice Scherzer, urodzona w 1901 roku w Czerniowcach poetka, określana „czarną Safoną wschodniego pejzażu” (Maria Kłańska) czy „cudzoziemką z Bukowiny” (Ryszard Wojnakowski), zadebiutowała tomem wierszy Der Regenbogen (Tęcza) w roku 1939, a swoją pełną metafor twórczość kontynuowała podczas ukrywania się w czerniowieckim getcie, a także po wojnie, przebywając w USA i Europie, aż do 1988 roku.

Liczne jej wiersze zawierają nie tylko nazwy topograficzne i opisy bukowińskich krajobrazów, są także zapisem doświadczenia fenomenu Czerniowiec, o których Ausländer zanotowała: „Baśnie i mity wisiały w powietrzu, oddychało się nimi”9. W różnych tekstach opisujących i tematyzujących to niezwykłe miasto mamy do czynienia z wytworzeniem się swoistego mitu, próbującego uchwycić genius loci miejsca – siedliska Muz, dającego schronienie artystom – jak opisywała je autorka, przedstawiając miasto nad Prutem jako „pełne marzycieli”, tworząc obraz niezwykle różnorodnej kulturowo tkanki spacjalnej, idealną ojczyznę poetów, choć – jak twierdzi Celan – „ojczyzną poety jest jego wiersz”10.

Poetycki obraz pogranicznej idylli przedstawiła Ausländer w wierszach Czerniowce i Czerniowce II, w których czytamy:

Karp lustrzany

z pieprzem w galarecie

milczał w pięciu językach11

i w drugim wierszu:

Srebrna mowa Prutu

Buki – wierzbowe rozmowy

Delikatny i rubaszny

Dźwięk czterojęzyczny

Zdominowany przez niemiecki12.

Strofy ożywiają wspomnienie wielokulturowego miasta, wspomagając się zakorzenionymi w pamięci pisarki symbolami, takimi jak: cyganka wróżąca z kart, chasydzkie legendy z Sadogóry, elementy kultury i historii miasta z czasów monarchii habsburskiej, tworząc w ten sposób w całości obraz ukochanego, a utraconego Heimatstadt (miasta rodzinnego). Miasto jako bohater liryczny innych wierszy Ausländer portretowane jest także poprzez rozkwitające wiosną bujne rośliny, które zdają się symbolem bukowińskiej niemiecko-żydowskiej symbiozy, a nawet wizerunkiem harmonijnego współistnienia kultur w przestrzeni, gdzie „cztery języki doszły do porozumienia”13, co przerwała dopiero II wojna światowa. Determinantem poezji Ausländer jest pamięć o miejscu, w wierszach poetka opisuje miasto, tworząc jego mocno idealizowany literacki obraz, idealizacja narasta w miarę upływu lat. Topos ten ujawnia się w określeniach: „miasto Don Kichotów i Rosynantów”, „górzyste miasto w zielonej krynolinie”14. Takie były Czerniowce przed II wojną – „nim padły bomby / miasto oddychało / szczęśliwe”15.

Większość wierszy Ausländer powstała jako twórczość późna, to liryczne retrospekcje, odbicia wspomnień, w których autorka uwewnętrznia kulturowy konstrukt bukowińskiego pogranicza jako przestrzeni harmonijnego współegzystowania odmienności, a narastająca idealizacja wskazuje na to, że „pamięć zbiorowa ustępuje pamięci indywidualnej, a pamięć kultury – pamięci autobiograficznej”16 – jak zauważa badaczka twórczości Ausländer, Maria Kłańska.

Czerniowce prezentowane w twórczości Ausländer zdają się posiadać jakość „indywidualnego miejsca pamięci” – uwzględnionego przez Małgorzatę Czermińską w jej koncepcji miejsca autobiograficznego, które, jak podkreśla badaczka: „zachowuje swoje konieczne odniesienie do miejsca geograficznego […], ma charakter indywidualny oraz ukształtowane jest głównie w materii utworów literackich”17.

Ausländer tworzy swój poetycki portret nie tylko poprzez silne zakorzenienie w wyjątkowym miejscu, ale także identyfikując się językiem – jak w poniższym wierszu:

Kraj moich ojców nie żyje

pogrzebali go

w ogniu

Ja żyję

w matczynym

słowie18.

Język ojczysty stanowi tu enklawę, z której autorka nie może zostać wygnana, w której istnienie jest możliwe mimo wszystko. To właśnie w słowie skupiają się: „ja” i świat zniszczony przez wojnę, który można odbudować w obrębie języka, gdzie spotyka się przeszłość z teraźniejszością.

Język/słowo pozwoliły poetce stworzyć symulakryczną makietę bukowińskiej rzeczywistości, w której mogła przebywać (zamieszkać) słowem (w słowie) po opuszczeniu geograficznej przestrzeni. Cytowany wyżej wiersz Matczyne słowo porusza też problem tożsamości i autoidentyfikacji – jej ojciec był wychowanym w ortodoksyjnej religii Żydem z Czerniowiec, matka pochodziła z rodziny niemieckich Żydów z Berlina, zaś sama poetka czerpała zarówno z niemieckojęzycznego kręgu kultury, jak i z chasydzkich legend i żydowskiego folkloru, ujmując swoje doświadczenie w wierszu Autobiografia w sposób następujący:

Żydowska cyganka

mówiąca po niemiecku

wychowana

pod czarno-żółtym sztandarem19.

Na imagologicznej mapie miast, takich jak Czerniowce (miast pograniczy), niestabilne są punkty odniesienia – centra i marginesy, płynne i zmienne granice, a kultury, religie, ideologie prze/mijają, zaś języki emigrują/wymierają. Pomiędzy przywiązanymi do jednego miejsca kulturami – w sytuacji wzmożonego kontaktu – dochodzi do „rytuałów wymiany dóbr”, symbiozy, mieszania się poetyk, tematów, ale także do antagonizmów i kolizji, które dekonstruują metaforę palimpsestu (który ze swej definicji jest ponownie zapisanym arkuszem; symbolizuje współistnienie następujących po sobie kultur) tak chętnie przywoływaną do opisu pogranicza, przypominając, że wymazywanie i nakładanie kolejnych warstw nie odbywa się bez przemocy i dominacji (choćby symbolicznej). A tym, co cechuje mapę miasta, jest pustka w postaci nieobecności i śladu, potęgująca doświadczenie utraty.

W rozumieniu poezji jako autobiografii idzie o napięcie między pamiętanym i odtwarzanym a wyobrażonym (miejscem, Innym, językiem itd.). Czerniowce – czy szerzej: bukowińskie pogranicze – nie stanowią tylko tła, punktu odniesienia, ale są punktem wyjścia „ja” tekstowego utworów Ausländer, jak również przedmiotem procesu pamięci – są świadectwem doświadczenia i wytworem wyobraźni.

Refleksja o mieście silnie wiąże się z problematyką pamięci w cyklu wierszy, które Ausländer pisała podczas wojny – w latach 1942–1944 powstawał cykl Motywy getta, w którym poetka toczy dialog z przeszłością, przechowuje w wierszach pamięć miejsca.

Ujęte w poezji biograficzne ślady tworzą liryczny portret mieszkanki pogranicza, w którym budulcem tożsamości jest świadomość miejsca (zakorzenienie w regionie), wielojęzyczność, świadomość kobiecości, doświadczenie Zagłady.

Twórczość literacka pozwalała choć na chwilę oderwać się od koszmarnej rzeczywistości wojennej. O takiej strategii pisania/przetrwania Ausländer wspomina: „My, skazani na śmierć Żydzi, byliśmy niesłychanie spragnieni pocieszenia. I tak, czekając na śmierć, niektórzy z nas mieszkali w słowach-marzeniach – naszym traumatycznym domu bezdomności. Pisanie to było życie. Przeżycie”20. Ausländer była jedną z poetek, której udało się przeżyć II wojnę światową – od 1941 do 1943 roku przebywała wraz z matką w getcie w Czerniowcach, następnie do marca 1944 roku ukrywała się w piwnicach. Wojenna trauma co prawda nie wywoła u niej poetyckiego zamilknięcia, ale przez prawie dziesięć lat po wojnie i po śmierci ukochanej matki w 1948 roku poetka nie mogła pisać w swoim „przedwojennym” macierzystym języku – po niemiecku, jednak tworzyła – po angielsku.

Wiersze pisane z perspektywy czasowego (lata sześćdziesiąte XX wieku) i geograficznego (emigracja autorki) oddalenia mają nostalgiczny charakter, powstają w poczuciu tęsknoty za bezpiecznymi czasami dzieciństwa, jak w wierszu Także ja:

TAKŻE JA

urodziłam się w Arkadii

o wschodzie słońca

w spokojnych wodach płodowych

[…]

Także dla mnie

kwitły wonne słowa matki

Także ja wzrastałam

Wśród fantastycznych legend21.

W wielu wierszach idylliczne wspomnienia ulegają rozbiciu poprzez wprowadzenie różnych poetyckich metonimii Zagłady – „deszcz grozy”22, „katastrofa świata”23, „chrabąszcze śmierci”24, „niekończące się słońca / zaćmienie”25, które przysłaniają arkadyjski, skondensowany obraz przedwojennych reminiscencji. O doświadczeniu granicznym – jak wyznaje w jednym z wierszy Ausländer – mówi „okaleczonym głosem”, bez oskarżania, ewokując obrazy Zagłady (metonimicznie ujęte w ramy poetyckie bieli, dymu, śniegu, bezdomności czy nieobecności). Kolejne wiersze są prze-pisywaniem tego doświadczenia, kodującym pamięć o Holocauście, choć np. Maria Kłańska podkreśla: „nie jest jej poezja w pierwszym rzędzie świadczeniem o Holokauście, lecz raczej autorefleksją o własnym procesie tworzenia, a także artykulacją załamania i fragmentaryzacji aktu twórczego po Auschwitz w rozumieniu Theodora Adorna”26.

Zagłada to nie tylko przeszłość, ale wydarzenie, które Ausländer przeżywa wciąż na nowo, przywołując w swoich wierszach, a przeżywanie na nowo poprzez pisanie jest pracą pamięci dokonywaną w celu przepracowania traumy. Dzięki pisaniu (jako pracy żałoby) poetka opłakuje utracony przedmiot (swoje ukochane miasto rodzinne), a powtarzalność motywów prowadzi do przezwyciężenia straty. Praca pamięci odnawiającej wspomnienia Zagłady prowadzi poprzez wyartykułowanie wspomnień do przezwyciężenia traumy – co przywodzi na myśl freudowskie „przypominanie, powtarzanie i przepracowanie” (Erinnern, Wiederholen, Durcharbeiten) czy zaproponowane przez Aleidę Assmann „pamiętanie, żeby nigdy nie zapomnieć”27 (ciągłe przywoływanie) i „pamiętanie, żeby przezwyciężyć”28.

Innym wartym uwagi składnikiem tożsamości pogranicznej wytworzonej na Bukowinie jest dziedzictwo żydowskie i chasydzkie. Tematyka ta jest w poezji Ausländer często podejmowana – pojawiają się symbole żydowskie (Tora, synagoga), postaci (Baal Szem Tow, Mojżesz), święta, mistyka, kabała, Biblia. Motywy te występują obok związanych z dziedzictwem kulturowym Słowian oraz niemiecką filozofią i sztuką, a służą wyrażeniu treści ogólnoludzkich. Jednak natężenie identyfikacji autorskiego „ja” z żydowskością wyraźnie zwiększa się dopiero w późnych tomach.

Poetyckie autobiografie pograniczne bukowińskich poetek zbliżają się do intymistyki, stanowią świadectwo intymnej ucieczki w lirykę, poetyckiej deformacji biografii. Poezja Ausländer utrwala doświadczenie autobiograficzne. Pamięć autobiograficzna – jako „pamięć zdarzeń osobistych i faktów autobiograficznych”29 wykorzystywana jest szczególnie w poezji Ausländer i zdaje się reprezentowana w postaci śladów pamięci ujętych w klinczu między pamięcią a wyobraźnią. Twórczość Ausländer – zwłaszcza późna – posiadając nostalgiczny i imagologiczny (przez to odległy od formuły świadectwa) charakter, stanowi zapis re-konstrukcji tożsamości, pamięciowej re-konstrukcji utraconej przestrzeni dzieciństwa.

Niemieckojęzyczne teksty bukowińskich poetek żydowskich nie spełniają warunków autobiografii (w precyzyjnym znaczeniu), nie posiadają ścisłych cech wyróżniających te teksty jako autobiografie, jednak – jeżeli otworzyć ramy terminu – jako liryka nacechowana autobiograficznie pozostają (auto)biograficznym świadectwem poetyckiej kreacji utopii pogranicza; świadectwem obecności innej niż tradycyjna narracji intymistycznej – autobiografii pogranicznej.

Twórczość żydowskich poetek z Bukowiny przypomina pisanie z marginesu – przywołując figurę, będącą teoretyczną egzemplifikacją prowincji, inności, kobiecości wreszcie. Jest to pisanie z peryferiów imperium (jak również z jego zgliszczy) – z marginesów geograficznych, z warstwy palimpsestowego miejsca, z granic języka/z pograniczy języków – na marginesach języków.

„Ja” tych tekstów konstytuuje się w cieniu bukowińskiego fenomenu wielo­kulturowości, ale także w cieniu zmarginalizowanej i pozbawionej terytorium literatury niemieckojęzycznych Żydów. Poczucie odmienności przybiera w wierszach poetek różnorodne formy, uwypuklając wielowymiarowość tożsamości: kobiety-Żydówki-poetki innego języka. Te wymiary tożsamości (płeć, narodowość, podmiotowość) w polietnicznym środowisku Czerniowiec są ze sobą nierozerwalnie związane, wpisane w strukturę „ja” i w strukturę tekstu.

1Publikacja powstała przy wsparciu finansowym Narodowego Centrum Nauki w ramach stypendium doktorskiego na podstawie decyzji nr DEC-2014/12/T/HS2/00141.

2R. Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego, przeł. M. Bieńczyk, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011, s. 24.

3P. Celan, Przemówienie z okazji przyjęcia nagrody literackiej Wolnego Hanzeatyckiego Miasta Bremy, przeł. F. Przybylak, w: tegoż, Utwory wybrane, wybór i oprac. R. Krynicki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1998, s. 312.

4R. Ausländer, Bukowina II, w: tejże, Głośne milczenie, wybór i przeł. R. Wojnakowski, Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2008.

5P. Celan, Przemówienie…, dz. cyt., s. 315.

6Bukowina po stronie dialogu, red. K. Feleszko, Fundacja „Pogranicze”, Sejny 1999, s. 87.

7A. Buzincu, Tolerancja na obszarze wieloetnicznym – wiedza, postawa czy ludzka potrzeba, w: Bukowina po stronie dialogu, dz. cyt., s. 78–84.

8Bukowina po stronie dialogu, dz. cyt., s. 104.

9R. Ausländer, Alles kann Motiv sein, w: tejże, Die Nacht hat zahllose Augen. Prose, Fischer Taschenbuch Verlag, Frankfurt am Main 1995, s. 92 (tłumaczenie własne – I.B.).

10P. Celan, Mikrolithen sinds, Steinchen. Die Prosa aus dem Nachlass, oprac. B. Wiedemann, B. Badiou, Suhrkamp, Frankfurt am Main 2005, s. 13 („Die Heimat des Dichters ist sein Gedicht, sie wechselt von einem Gedicht zum anderen”; tłumaczenie własne – I.B.).

11R. Ausländer, Czerniowce, w: tejże, Głośne milczenie, dz. cyt., s. 23.

12R. Ausländer, CzerniowceII, w: M. Kłańska, Między pamięcią a wyobraźnią. Uniwersum poezji Rose Ausländer, Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2015, s. 131.

13R. Ausländer, Czernowitz vor dem Zweiten Weltkrieg, w: tejże, Und nenne dich Glück, Fischer Taschenbuch Verlag, Frankfurt am Main 1994, s. 12 (tłumaczenie własne – I.B.).

14R. Ausländer, Czernowitz I, w: tejże, Wir pflanzen Zedern. Gedichte, Fischer Taschenbuch Verlag, Frankfurt 1993, s. 10 (tłumaczenie własne – I.B.).

15R. Ausländer, Czernowitz vor dem Zweiten Weltkrieg, dz. cyt., s. 132.

16M. Kłańska, dz. cyt., s. 133.

17M. Czermińska, Miejsca autobiograficzne. Propozycja w ramach geopoetyki, „Teksty Drugie” 2011, nr 5, s. 186.

18R. Ausländer, Mutter Sprache, w: tejże, Und nenne dich Glück, dz. cyt., s. 45 („Mein Vaterland ist tot / sie haben es be graben / im Feuer / Ich lebe / in meinem Mutter land /Wort”; tłumaczenie własne – I.B.).

19R. Ausländer, Autobiografia, w: tejże, Głośne milczenie, dz. cyt., s. 97.

20R. Ausländer, Alles kann Motiv sein, w: tejże, Die Nacht hat zahllose Augen. Prose, dz. cyt., s. 93 (tłumaczenie własne – I.B.).

21R. Ausländer, Także ja, w: tejże, Głośne milczenie, dz. cyt., s. 155.

22Tamże.

23Tamże, s. 87.

24R. Ausländer, Czernowitz vor dem Zweiten Weltkrieg, dz. cyt., s. 12.

25R. Ausländer, Żeby nie kochało nas żadne światło, w: tejże, Głośne milczenie, dz. cyt., s. 77.

26M. Kłańska, dz. cyt., s. 213.

27A. Assmann, Przestrzenie pamięci. Formy i przemiany pamięci kulturowej, przeł. P. Przybyła, w: Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka, red. M. Saryusz-Wolska, Universitas, Kraków 2009, s. 98.

28Tamże.

29A. Niedźwiedzieńska, Pamięć autobiograficzna, w: Tożsamość człowieka, red. A. Gałdowa, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000, s. 111.

Dorota Kołodziejczyk

Podróż do siebie – graniczność języków w autobiograficznych refleksjach pisarzy postkolonialnych

Autobiografia jako przekład – konteksty postkolonialne

P