Autobiografia wariata - bezpłatny dodatek - Jakub Ciastoń - darmowy ebook
Opis

Znalazłem się w środku pędzącej lawiny, (…) nadszedł przełomowy moment w moim życiu, (…) ostatecznie przekonałem się do swojej maksymy „żyj szybko i na wesoło”.

Tylko on mógł zgubić złoty medal mistrzostw świata w knajpie i rozbić Kryształową Kulę, którą nadał jako bagaż w samolocie. Wychowany w spartańskich warunkach komuny hippisów, bez szkoły – postanowił czerpać z życia całymi garściami: „Wszelkie uzależnienie – od narkotyków, alkoholu – jest czymś złym. Ale jeszcze gorszy jest (…) strach przed życiem. A z niego nie można się wyleczyć na czterotygodniowym odwyku”.

Nie do zatrzymania, nie do poskromienia, po prostu rozbrajający.

Bode Miller jest tylko jeden.

Krytykowany za specyficzny styl jazdy i mnóstwo nieukończonych zawodów Bode starał się po prostu „zjechać jak najszybciej”. Efekt? Pięć medali olimpijskich, pięć medali mistrzostw świata, dwa Puchary Świata.

A to jeszcze nie koniec. Bode właśnie wrócił na stok. Tęskniliśmy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 20

Popularność


Jakub Ciastoń

Bode Miller – między Turynem a Soczi

Bezpłatny dodatek do książkiBode Miller. Autobiografia wariata!

Autobiografia Bodego Millera, opisująca dzieciństwo, młodość i sporą część kariery jednego z najlepszych alpejczyków świata, została wydana w USA w październiku 2005 roku. Co działo się z Bodem Millerem później?

W 2005 roku Miller był narciarskim królem. Zdobył Kryształową Kulę za tryumf w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata jako pierwszy Amerykanin od czasów Phila Mahrego (1983). Dokonał tego zresztą w nie byle jaki sposób. Potrafił na przykład wygrać w każdej z pięciu alpejskich konkurencji – slalomie, gigancie, supergigancie, zjeździe i kombinacji – co udało się wcześniej tylko czterem innym narciarskim legendom: Marcowi Girardellemu, Pirminowi Zurbriggenowi, Kjetilowi Andremu Aamodtowi i Guen- therowi Maderowi. Kiedyś o taki rozrzut w dyscyplinach było łatwiej, bo w narciarstwie panowała mniejsza specjalizacja. W XXI wieku doszło do tego, że dobry zjazdowiec musiał być wielkim i silnym gladiatorem, a slalomowiec – raczej drobnym i zwinnym technikiem. Miller to w narciarstwie ostatni mężczyzna, który umiał te skrajności połączyć.

„Dominator”, „człowiek ze sprężynami w nogach”, „wojownik stoków” – pisały gazety w Europie i USA, gdy Amerykanin w swoim pełnym ryzyka stylu pokonywał w Pucharze Świata najgroźniejszych rywali, przede wszystkim Austriaków Hermanna Maiera i Benjamina Raicha. Ukoronowaniem fantastycznego sezonu były dwa złote medale mistrzostw świata zdobyte w marcu w Bormio w zjeździe i supergigancie.

Ale Miller w momencie publikacji autobiografii był też królem poza stokiem. Media go uwielbiały, bo zawsze „wykręcił” coś ciekawego. Raz zjechał na jednej narcie przy prędkości osiemdziesięciu trzech kilometrów na godzinę i prawie dojechał do mety, kiedy indziej zgubił złoty medal we włoskiej knajpce, świętując nieco nazbyt hucznie udane mistrzostwa świata.

Do igrzysk w Turynie pozostawało pół roku. Wszyscy oczekiwali od Millera złotych żniw na olimpiadzie, a trzeba pamiętać, że igrzyska to w Ameryce jedyny moment, gdy sportowcy z niszowych dyscyplin mogą zostać szerzej zauważeni. W USA na co dzień liczy się futbol, koszykówka, bejsbol i hokej, narty przegrywają w telewizji z deskorolką i jedzeniem hot dogów na czas. No, chyba że chodzi o igrzyska, wtedy nawet w Kentucky oglądają narciarstwo alpejskie.

2006. Turyn znaczy klęska

Miller nie byłby jednak sobą, gdyby po takim natężeniu zjawisk pozytywnych nie zanurkował ze swoim życiem i karierą w otchłań chaosu, robiąc na złość wszystkim tym, którzy oczekiwali od niego nieustających sukcesów. Rok 2006 był w jego wykonaniu katastrofą, a na igrzyskach poniósł klęskę, choć media wieściły, że może celować nawet w pięć złotych medali.