Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
APOSTAZJA katoliczki to książka o osobistych zmaganiach z apostazją... i nie chodzi tu o stronę techniczną polegającą na „złapaniu” opornego a skłonnego do ucieczki proboszcza. Mam na myśli psychiczny aspekt tematu. Albowiem jest to decyzja niezwykle trudna dla każdego, kto w dzieciństwie prawidłowo został skażony katolicką indoktrynacją. Papier podpisać jest łatwo, lecz DUUUUUŻO trudniej oczyścić zmanipulowany mózg.
Chciałam pokazać, co katecheza wyprawia z dziecinnym umysłem i jaki ma to później wpływ na dorosłe życie. Jak bardzo niszczy pewność siebie, radość życia, utrudnia osiągnięcie osobistej satysfakcji. Opowiadam, JAK krok po kroku z normalnej, wesołej dziewczynki zrobiono smutną katoliczkę. Co niestety ciągle dotyczy milionów dzieci, niemal wszędzie na świecie.
To nie jest książka o seksie, choć i ten temat porusza obszernie w kontekście omawiania wpływu tak zwanej wiary na społeczeństwo. Przede wszystkim zwracam uwagę na wielostopniową INDOKTRYNACJĘ, jakiej poddawane są dzieci i młodzież na katechezach oraz w jaki sposób jej część – czyli edukacjaPSEUDOseksualna wpływa na światopogląd, postrzeganie siebie, osobistą samoocenę, a w konsekwencji na jakość życia intymnego. Co sprawia, że SEX Polaków jest: wstydliwy, krępujący, nieprzyzwoity... Zwyczajnie SŁABY – zamiast być źródłem radości, szczęścia i spełnienia! Jak doszło do tego, że NORMALNE życiowe czynności cywilno-prawne, jak rejestracja dziecka, ślub czy pogrzeb – Kościół uznał za swoje SAKRAMENTY? Narzucił wiernym uznanie „świętości”, aby potem uzupełniając rytuałami, systemem zaklęć i przysiąg, SPRZEDAWAĆ za ciężkie pieniądze. Jak doszło do przyssania się kleru do cycka władzy podobno świeckiej oraz jak to nadal jest możliwe, że my, Polacy, uważamy obce naszej kulturze guślarskie rytuały za NARODOWĄ TRADYCJĘ?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 666
Rok wydania: 2022
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Ewa Seremak-Piprek, 2022
Projekt okładki: Ewa Seremak-Piprek
Ilustracje na okładce: © ewapiprek
Redakcja: Magdalena Ceglarz
Korekta: ERATO
e-book: JENA
ISBN: 978-83-961542-0-0
Wydawca
e-mail: [email protected]
www.apostazjakatoliczki.pl
facebook.pl/APOSTAZJAkatoliczki
Niniejsza książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Całość ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.
Książeczkę moją dedykuję przede wszystkim kobietom 50+, które podobnie jak ja, były KATOedukowane religijnie w zakurzonych, ciemnych salkach przykościelnych w czasach PRL-u, kiedy aby dowiedzieć się czegokolwiek o historii Kościoła rzymsko-katolickiego czy jego poczynaniach, trzeba było ruszyć szanowne cztery litery do biblioteki, i to nie do każdej. Nie rozumiejącym, co się z nami, Polakami, stało – gdzie się podział tamten katolicyzm, który dziś odrzucają ich dzieci i wnuki?
Polecam ją jako prezent od młodych apostatek/-ów dla ich MAM – pań obecnie 40-, 50-, 60-letnich, nie korzystających wystarczająco z internetu, które ciągle jeszcze, nawet wbrew faktom, wierzą w tamtą zapamiętaną w dzieciństwie „dobroć” i „miłość” Kościoła. Ateistkom/Ateistom książka pomoże zrozumieć, na czym polega opór (strach) ich koleżanek, kolegów, rodziców, babć i dziadków etc… przed oficjalnym opuszczeniem KOŚCIOŁA – tej zbrodniczej w swojej głupocie nieŚWIĘTEJ instytucji.
Niegdyś doświadczyłam oddziaływania katechezy (wraz z edukacją PSEUDOseksualną) na sobie. Wiem, co wyprawia z człowiekiem i jak głęboko tarmosi psychikę oraz co sprawia, że słaba w gruncie rzeczy, niespójna ideologia staje się wyznacznikiem światopoglądu. Niekiedy na całe życie. Uważam, że każda/-y Polka/-ak powinna/-nien zastanowić się nad tym, co i jak doprowadziło do makabrycznej rzeczywistości, która jest naszym udziałem.
Książka nie jest pracą naukową i do tego nie aspiruje, moim celem było raczej zachęcenie do samodzielnego zgłębiania szeroko pojętej „tematyki” Kościoła katolickiego. Niemniej starałam się sprawdzić w kilku źródłach każdą wymienianą datę czy informację, by uniknąć przekłamań lub wprowadzania czytelnika w błąd.
Lekturę szczerze odradzam tym, którzy uważają się za szczęśliwych posiadaczy tak zwanych UCZUĆ RELIGIJNYCH, szczególnie tych katolickich, ponieważ te potencjalnie mogą zostać im obrażone. Mam świadomość obecności, nawet wśród najbliższych, grupy osób gotowych do gardła mojego skoczyć w obronie tychże „uczuć” oraz „wartości”. Czyli tego, co ja za zło w czystej postaci uważam, a poniżej zamierzam udowodnić.
Kobiety nie powinny przemawiać, gdyż noszą na wargach piętno Ewy, która przypieczętowała los mężczyzny
– stwierdził papież Honoriusz III (pontyfikat: 1216–1227).
dyby tak teoretycznie przyjąć zgodne zresztą z Biblią założenie, że to Bóg, a nie ewolucja stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo? Adama ulepił z gliny, a potem życie w niego tchnął. Ewę stworzył z żebra wyjętego mężczyźnie spod serca… albo z psiego ogona – to ludowa wersja, która mnie wydaje się ciekawsza od tej oficjalnie namaszczonej. Kaszubska bajka mówi: kiedy Bóg zmęczony tworzeniem świata, zwierząt, Adama… usiadł, aby odpocząć – zdrzemnął się przez chwilkę. Przybiegł pies, złapał żebro, które już wyjęte z adamowego boku było – naszykowane leżało, celem zrobienia kobiety. Kość to kość. Pies uciekał, a Bóg go gonił, jednak zwierz był szybszy i tylko ogon w boskiej ręce został. Lepsze to niż nic – pomyślał Bóg i z ogona zrobił Ewę. Nieważny materiał, w końcu tylko boska matryca się liczy… Kiedy już była gotowa i zapoznana z Adamem, Bóg zakończył dzieło stworzenia. Usiadł pod drzewem i odpoczywając w jego cieniu, podziwiał zadowolony swoje dzieła. Na pamiątkę tego mamy obowiązkowy dzień odpoczynku od pracy, czyli Niedzielę. Boski dzień Słońca. Sunday. Sontag.
Nic bardziej wadliwego nie było zrobione w pierwszym stworzeniu rzeczy; kobieta nie powinna być wtedy stworzona – pouczył Boga Tomasz z Akwinu. Jak szanowny rozmnożenie ludzkiego rodzaju sobie wyobrażał? Tego nie wyjaśnił, ale zapewne nieposkromioną była fantazja uczonego męża. Kobieta ma się do mężczyzny tak jak rzecz niedoskonała i ułomna (imperfectum, deficiens) do rzeczy doskonałej (perfectum) – autor jw.
Na obraz i podobieństwo… mając to na uwadze, a wzgardliwym milczeniem pomijając niestosowne uwagi świętego Tomka, mogę uznać chyba, że my, LUDZIE, co do zasady myślimy i działamy podobnie jak Bóg. Kiedy sama coś zrobić usiłuję, a za pierwszym czy drugim podejściem rezultat osiągam niezupełnie taki, jak oczekiwałam, próbuję znowu i kontynuuję aż do skutku, czyli uzyskania zadowalającego mnie efektu. Idąc dalej tym tokiem rozumowania: KOBIETA jako boski produkt ostateczny jest dziełem kompletnym, w jego świętej opinii DOSKONAŁYM. Jesteśmy całkowicie UDANE. Dlaczego więc od wieków Kościół, podważając decyzję samego Stwórcy, deklasuje kobietę do roli niewolnicy albo macicy na dwóch nogach pomykającej? Jego najlepsze dzieło! Wskazując nam żałośnie poślednie miejsce we wspólnocie, umniejszają naszą wartość. Kto im dał takie prawo? Sami je sobie przyznali i nadal trwają w swoim absurdalnym uporze!
Jestem kilkuletnią dziewczyną, mieszkam z rodzicami w Warszawie, jest koniec lat 60. Zainspirowana ilustracjami mistrza Szancera mówię do Mamy czytającej mi książkę: Kiedyś ludzie takie piękne stroje nosili, nie to, co teraz… (dotyczyło to Królewny Śnieżki).
– Większość ludzi dawniej nosiła dziurawe sukmany i z łyka plecione łapcie na nogach! Byli chłopami i ledwo na jedzenie mieli. Miałaś raczej nikłą szansę na suknię, raczej w polu robiłabyś dokładnie jak twoi dziadkowie – odpowiedziała, śmiejąc się i tak właśnie legł w gruzach mój piękny mit wieku niewinności. Zero księżniczek, tylko garb na plecach przysługiwał.
* * *
Co to właściwie jest DUSZA NIEŚMIERTELNA, o której autorytatywnie, ze znajomością tematu i przekonaniem opowiadała Smoczyca? Stary Testament używa słowa „dusza” dla określenia żyjącego człowieka. Filozof grecki Platon (424/423–348/347 p.n.e.) jako pierwszy dostrzegł jej obecność w ciele, wewnątrz którego pozostając uwięziona, stanowi jego napęd i jednostkę sterującą. Coś jak Windows dla PC. Człowieka widział jako istotę dwoistą, złożoną z mięsa oraz właśnie z duszy. Ta jako NADRZĘDNA panować musi nad namiętnościami, pożądaniami, które ciało wyjątkowo lubi i za którymi podąża. Powinna umieć je sobie podporządkować, samodoskonaląc się poprzez ascezę i fizyczne umartwienie, aby po śmierci, gdy ciało ulegnie zniszczeniu i tylko ona pozostanie – mogła dostać się na Wyspy Szczęśliwe (pierwowzór raju?). W przypadku niepowodzenia misji zabawa zaczyna się od początku, czyli dusza poprzez metempsychozę (czyli reinkarnację) otrzymuje nowe mięsne ciało, z którym czyni podobnie i tak aż do skutku. Karnie, za marne efekty lub wręcz ich brak – dusza uprzednio zamieszkująca mężczyznę jest kierowana do kobiety. Arystoteles (384–322 p.n.e.) bywał na wykładach Platona i mniej więcej podzielał te poglądy, a miały one istotne znaczenie dla rozwoju chrześcijańskich koncepcji, gdyż został on idolem wielu świętych myślicieli, tak zwanych ojców, doktorów Kościoła.
Późniejsze nauczanie św. Pawła o „tchnieniu życia” w ciało nawiązywało do tamtych idei. Dusza stała się jakby motorem napędowym, bez którego nie mogło ono żyć. Podczas soboru konstantynopolitańskiego IV (na przełomie 869/870 roku) panowie konsekrowani ustalili taką oto definicję: dusza jest stworzona bezpośrednio przez Boga z niczego (ex nihilo). Nie jest więc częścią Boskiego bytu ani też nie istnieje wcześniej niż ciało. Jest elementem ożywiającym i ma wyższą godność niż ciało. Można też wykazać racjonalnie jej naturę duchową i nie ma żadnego materialnego początku (definicja: Wiki/Dusza). Jednak to nadal nie wyczerpało tematu. Od Soboru Watykańskiego II (1962–1965) nauczanie Kościoła zaczęło mówić o człowieku jako osobie złożonej z duszy nieśmiertelnej i materialnego ciała. Podrobili Platona 1 do 1: nadrzędny DUCH i podrzędne mięsko.
* * *
Kiedyś będę miała dostęp do internetu i dokładnie zapoznam się z meritum sprawy. Jednak na razie uczęszczam na katechezę i sądząc z pełnej peanów narracji suszonej Smoczycy – dusza to coś nieziemsko, ponad wszelki wyraz wspaniałego. Otrzymaliśmy ją od Boga jeszcze w łonie naszych mam, a opuści nas dopiero w chwili śmierci, uchodząc wraz z ostatnim tchnieniem. Jest wyjątkowa, tylko nam dostępna, zwierzęta jej nie posiadają. Została nawet ZWAŻONA przez pewnego naukowca, który położył na wadze umierającego człowieka i okazało się, iż w momencie śmierci stracił odrobinę na wadze! Wooow! Tyle dowiedziałam się na lekcji religii i zrobiło to na mnie OGROMNE wrażenie. Wiedzę taką, czyli natchnioną mądrość, przekazała osoba dorosła, którą uznawałam za autorytet i stanowiło to dla 8-, 9-letniej mnie prawdziwy, poważny, naukowy, całkowicie wiarygodny dowód na istnienie DUSZY NIEŚMIERTELNEJ. Potwierdzający prawdziwość mojej wiary! Zyskałam pewność istnienia niematerialnego Stwórcy. Byłam wrażliwą dziewczynką starającą się, jak tylko umiałam, być dobrą, kochającą Jezusa chrześcijanką i to było dla mnie niezwykle istotne.
Myślę, że to był ten przełomowy moment, kiedy NAPRAWDĘ uwierzyłam w Boga.
Najbardziej żałosne w tej historii jest to, że ze świadomością faktu dokonania takiego eksperymentu żyłam aż do teraz, lat 50+. Nigdy nie zgłębiłam tematu ani na jotę. Nie miałam takiej potrzeby. Moje związki z Kościołem uległy rozluźnieniu, ale idea duszy wewnątrz mnie została. Nie zwątpiłam ostatecznie. Mniej czy bardziej świadomie dopasowałam do tamtej informacji taką czy inną ideę, inspirowaną relacjami ludzi o doświadczeniach z pogranicza śmierci czy lekturą książek takich jak „Życie po życiu” lub innymi wierzeniami mówiącymi o energii boskiej czy kosmicznej. Dopiero niedawno obejrzałam film „21 gramów”. Przypomniałam sobie, co niegdyś usłyszałam, a zafrapowana analogią poszukałam, skąd zaczerpnięto taki pomysł. No i znalazłam…
Otóż w roku 1901 pewien lekarz, będący jednocześnie członkiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Badań nad Zjawiskami Nadprzyrodzonymi, Duncan MacDougall z Massachusetts wykonał ten pomiar na grupie 6 (słownie: sześciu!) chorych na gruźlicę, używając specjalnie w tym celu zbudowanego łóżka – wagi. Określił ciężar „duszy” średnio na 21 gramów (3/4 uncji). Porównał ten „pomiar” na 15 uśmierconych (otrutych) dla potrzeb eksperymentu psach. Tym samym naukowiec dowiódł w swoim mniemaniu istnienia duszy. Także tego, że zwierzęta takowej nie posiadają. Kłopot w tym, że ani waga nie była odpowiednio standaryzowana (sam MacDougall jej czułość określił na 0,2 uncji), ani eksperymentator pod uwagę nie wziął naturalnego procesu utraty płynów przez gorączkujących pacjentów, umierających w całkowicie naturalny sposób – to odróżniało ich śmierć od gwałtownie i szybko umierających zwierząt, przez co te nie wykazywały spadku wagi.
Ja usłyszałam o tym eksperymencie na katechezie pomiędzy 1970–1975 rokiem, czyli około 70 lat po jego dokonaniu, kiedy od dawna znane były wątpliwości, które wzbudzał. Już wtedy został uznany za KURIOZALNY – lecz o tym się NIE DOWIEDZIAŁAM. Zostałam OKŁAMANA przy użyciu ideologicznie wygodnej półprawdy, wygłoszonej przez idiotkę. Zresztą możliwe, że ją też ktoś okłamał, a ona prostodusznie uwierzyła i powtórzyła dzieciom. Tym sposobem dane było mi usłyszeć o tym, jakże znamienitym, „dowodzie” na istnienie duszy nieśmiertelnej!
Lata musiały minąć, zanim zrozumiałam, co mi wtedy zrobiono i w jakim celu Kościół nadal kolportuje zarówno powyższą historyjkę, jak i inne podobne jej półprawdy wraz z zajmującymi się tym „naukowcami”, znanymi najczęściej WYŁĄCZNIE z przeprowadzenia tychże „badań” pod ścisłą, odpowiednio „świętą” kontrolą.
W 2020 roku zadałam pytanie dotyczące świadomości tegoż „dowodu” na grupie FB (Świeckie Państwo) i jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, iż nie tylko osoby z mojego pokolenia otrzymywały taki przekaz. Na katechezie usłyszała o tym nawet dziewczyna urodzona w 1995! 30 lat młodsza ode mnie! Ponad 100 lat po tamtym eksperymencie! Jaki bóg potrzebuje takich „dowodów”? Czy nikt nie kontroluje treści przekazywanych dzieciom podczas katechezy?
Jak ostrzegał św. Mateusz (Mt 7, 1–2): Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Jakim sądem sądzicie, takim będziecie sami osądzeni…
* * *
Osobiście, jako Polka i ekskatoliczka, czuję się poszkodowana opisaną powyżej kłamliwą indoktrynacją. W treściach lekcji katechezy upatruję bazową, najbardziej pierwotną przyczynę licznych problemów, z którymi borykam się przez niemal całe dorosłe życie. Obecnie te sprawy są już bardzo odległe i strach też gdzieś zniknął. Zostały wspomnienia i cieszę się niezmiernie, że przeszłam przez bolesny etap, jakim było odgrzebanie i spisanie tych krnąbrnych myśli. Zrobiłam sobie na żywca wiwisekcję duszy czy jak to nazwać, ale odpowiednio mocno boli. Tak na wysokości środka klatki piersiowej. Zapewne tu siedziała, zanim mi ją okaleczono. Niemniej niczego nie żałuję. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę, jak UPADA ten żałosny cyrk zwany Kościołem, a prawie pewna jestem, że obalą go KOBIETY lub będą miały w tym swój znaczący, chwalebny udział.
Mieszkam obecnie w najbardziej katolickim landzie Niemiec – Bawarii, przy samej granicy z również katolicką – Austrią. Tutaj ludzie nadal chodzą do kościoła w niedzielę, ubrani w ludowe stroje, wyglądają dokładnie tak samo, jak na starych filmach o III Rzeszy. Pozdrawiają się, mówiąc: Grüß Gott (po naszemu: szczęść boże albo pochwalony). W urzędach czasem wiszą krzyże, a religia (jako religioznawstwo) jest w szkole, podobnie jak edukacja seksualna. Nikt nie broni kościołów, bo nikt ich nie atakuje. Aborcja bez konieczności odpowiadania na jakiekolwiek pytania jest dostępna w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Po deklaracji o chęci przerwania ciąży – ginekolog odsyła kobietę do domu i wyznacza wizytę za 3 dni. Podczas tej kolejnej wizyty, jeżeli jest nadal zdecydowana terminować ciążę – dostaje receptę na tabletki poronne lub jest kierowana do szpitala. Nikt nie biega po ulicach, wymachując zdjęciami krwawych płodów. A i tak kobiety mają po troje i więcej dzieci. Na ulicach widać niepełnosprawnych, nawet z zespołem Downa. Czy to niedziwne? Jeszcze raz (obiecuję, że ostatni) Jan Paweł II w „Liście do Kobiet”:
Polityka przyszłości będzie wymagała, aby kobieta coraz bardziej uczestniczyła w rozwiązywaniu głównych problemów, takich jak: czas wolny, jakość życia, migracje, usługi socjalne, eutanazja, narkotyki, służba zdrowia i opieka zdrowotna, ekologia itd. We wszystkich tych dziedzinach obecność kobiety będzie bardzo cenna, ponieważ przyczyni się do ukazania sprzeczności społeczeństwa rządzącego się wyłącznie kryteriami wydajności i produktywności oraz każe zmienić te systemy, poddając je procesowi „humanizacji”, która charakteryzuje „cywilizację miłości”.
No proszę bardzo – czasem również w najświętszych ze świętych wywodach udaje się znaleźć fragment zupełnie do rzeczy. Akurat w tym wypadku nie sposób się nie zgodzić. Tyle że wygląda na to – aby faktycznie urzeczywistnić to przesłanie, musimy MY, KOBIETY, zacząć od pozbycia się KOŚCIOŁA z naszego najbliższego otoczenia. Razem z zatrutą „kremówką”. Złowrogie określenie „cywilizacja śmierci”, mielone bez opamiętania przez święte media, też jest jego autorstwa. Niestety MY wszyscy, całe społeczeństwo – ponosimy konsekwencje tej po nim „spuścizny”. Zostawił nam jak cuchnącego zbuka – rzeszę swoich faworytów, czyli hierarchów, których lansował i promował – miernych, lecz wiernych jemu samemu i jego „nauce”. W mojej ocenie to brzemię umniejsza (i to znacząco) papieskie zasługi dla Polski.
Niewątpliwie krajem lepiej, a właściwie łatwiej się zarządza, jeżeli społeczeństwo wierzy w boga (czytaj: w równym stopniu boi się samodzielnego życia, odpowiedzialności co demokracji). Coś mi to jakby przypomina. Podobnie uważali i Konstantyn, i Mieszko, i Hitler oraz wielu, wielu innych, również współczesnych władców. Niestety skutki oddziaływania „wiary” nie ograniczają się tylko do strat materialnych związanych bezpośrednio z finansowaniem religii. Dotyczą wielu innych obszarów życiowych, a także zupełnie prywatnych, ludzkich decyzji podejmowanych na podstawie fałszywych przesłanek! Niewątpliwie człowiek wyrobiony w demokracji, dodatkowo będąc przekonanym, że śmierć zamyka wszystkie jego sprawy i po niej nie będzie NICZEGO więcej – jest mało skłonny do nadmiernej ofiarności, niewolniczej pracy czy umierania za czyjeś idee lub w imię okrutnego boga… Na pewno też mniej łatwowierny, a bardziej WYMAGAJĄCY. Od rządzących oczekujący efektywnej PRACY na rzecz społeczeństwa, a nie pseudomoralnego nadzorowania, nakazów sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, napuszonego bajania i pustaków–obietnic.
Pewien polityk, pociesznie brylujący od lat wielu na skrajnej prawicy polskiej sceny politycznej, stwierdził kiedyś: Kobieta przyswaja poglądy mężczyzny wraz z jego spermą. Złotą myśl tę odniósł do prawa wyborczego, które w jego opinii kobietom jest niepotrzebne, gdyż podobno NIE POTRAFIĄ z niego korzystać. Powiem tylko, że bezmiarem niedoinformowania przyćmił zarówno Arystotelesa, jak i wielu jego twórczych naśladowców. Ten sam polityk uważa, że religia w szkole pomiędzy matematyką a biologią jest nieporozumieniem – gdyż nie daje możliwości właściwego „formatowania” człowieka, co doprowadza do laicyzacji młodzieży. Tu się zgadzam, a od siebie dodam – to BARDZO DOBRZE! Nie, abym postulowała ponowne przeniesienie nauczania zabobonu do salek katechetycznych (choć uważam, że sami powinni sobie finansować indoktrynację przyszłych wielbicieli) – nagle uświadomiłam sobie, że milenijne dzieci, które katoEDUKOWANE były w świeckim środowisku przez głupawych katechetów, gremialnie pognanych do szkół po 1990 roku – ONI JUŻ SĄ dorosłymi ateistami. Pomimo całego morza zmarnowanych pieniędzy i intelektualnego wysiłku biskupów… Właściwie – dzięki niemu. Katecheza dla mojego pokolenia, dzieci PRL miała wartość dodaną – była atrakcyjnym owocem zakazanym – podobnie jak masowe uczestniczenie w mszach niedzielnych, witanie/oglądanie w tv papieża Polaka, kiedy przylatywał do ojczyzny. Żaden pochód 1-majowy nie mógł poszczycić się gromadzeniem takich tłumów. Czuliśmy siłę i jedność jako społeczeństwo. Wtedy CHRZEŚCIJAŃSTWO lub to, co za nie chcieliśmy uznawać, NAPRAWDĘ było naszą, POLSKĄ TRADYCJĄ.
Tyle że tego już nie ma.
Co jednak paradoksalnie sprawia, że jest jeszcze dla naszego biednego kraju NADZIEJA! Szczególnie jeżeli to my – KOBIETY, weźmiemy sprawy w swoje ręce. Kobieca APOSTAZJA staje się niemal palącą potrzebą – dzieci i naszych mężczyzn zabieramy ze sobą. BO MOŻEMY. Kobieta, która sypia ze swym mężem, zawsze ma na niego wpływ. Tym razem cytuję Napoleona Bonaparte. Cesarz był inteligentnym człowiekiem, wybitnym, był też dość kochliwy – kobiet w jego życiu i łożu było całkiem sporo – zapewne wiedział, o czym mówi! Miał olbrzymią władzę i nawet pomimo osobistych poglądów, delikatnie ujmując – dalekich od profeministycznych, rozumiał, jak wielki wpływ ma na każdego bliska, kochana osoba, także kobieta – pozbawiona w jego czasie większości praw publicznych czy możliwości kariery innej niż „przez łóżko” swojego faceta. To JEST damska część historii, z tego się wywodzimy i uważam, że musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, przy pomocy każdej dostępnej metody, aby tamte regulacje rzeczywistości już nie wróciły nigdy więcej.
Zwykła ludzka przyzwoitość i międzypokoleniowa solidarność babska tego od nas wymaga.
Albowiem zaprawdę powiadam wam – NIC tak mocno, tak boleśnie do żywego nie dotknie wierchuszki tej pseudowspólnoty, jak „zagłodzenie” kleru. Wyjście z Kościoła jest konieczne, przecież Kościół nigdy nie „wyjdzie z nas” dobrowolnie. Wszelka złość jest mała wobec złości kobiety, uzgodniono na Synodzie w Tyrnau A.D.1611. Tego się trzymajmy – zasłużyli sobie aż nadto.
AMEN
Dziękuję za poświęconą uwagę!
Bazową lekturą, z której garściami czerpałam podczas pisania książki, jest Biblia Tysiąclecia (oraz w mniejszym stopniu Biblia Warszawska) autorów licznych, nieznanych lub nie do końca pewnych.
Otton Beiensdorf, Papiestwo wobec sprawy polskiej.
Catherine Blackledge, Historia waginy.
Jacob Burckhardt, Czasy Konstantyna Wielkiego, przekł. Paweł Hertz.
Paweł Choisard, Św. Tomasz z Akwinu i Astrologia, przekł. dr St. Kostka.
Ignacy Ryszard Danka, Pierwotny charakter Apollina i Artemidy.
Erich von Däniken, Wspomnienia z przyszłości.
Bart D. Ehrman, Nowy Testament, Prawda i fikcja w Kodzie Leonarda Da Vinci, Przeinaczanie Jezusa: kto i dlaczego zmieniał Biblię, Naśladowcy Jezusa: prawda i fałsz Piotr, Paweł i Maria Magdalena.
Mircea Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych.
Euzebiusz z Cezarei, Życie Konstantyna, przekł. T. Wnętrzak.
Etienne Gilson, Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu.
Tomasz Graff, Stosunki polski ze stolicą apostolską na tle wyboru pseudopapieży – od czasów wczesnopiastowskich do soboru pizańskiego. Wybrane aspekty i zarys problematyki, Zeszyty naukowe U.J. MCCLXV1I, 2004, „Prace Historyczne” z. 131.
Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Elementarz Teologii Ciała, Redemptoris Missio oraz inne listy i encykliki, które papież popełnił.
Henryk Karbownik, Ofiara iura stolae na ziemiach polskich w latach 1285–1918, Lublin 1995.
Sławomir Koper, Miłość, seks i polityka w starożytnych Grecji i Rzymie, Tajemnice i sensacje świata antycznego, Śladami pierwszych Piastów.
Zenon Kosidowski, Gdy słońce było bogiem.
Zygmunt Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian.
Adam Leszczyński, Ludowa historia Polski.
Raymond A. Moody, Życie po życiu.
Andrzej Nowicki, Studia nad Łyszczyńskim, „Euhemer – Przegląd Religiozawczy” nr 2 (148), 1988.
Orygenes Przeciw Celsusowi, tłum. Stanisław Kalinkowski.
Jan Parandowski, Mitologia: wierzenia i podania Greków i Rzymian.
Tomasz Pietras, Krwawy wilk z pastorałem. Biskup krakowski Jan zwany Muskatą.
Platon, Uczta, Fedon, Fajdros.
Joshua Roy Porter, Zaginiona Biblia.
Giovanni Reale, Historia filozofii starożytnej.
Timothy Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie.
Ewa Stawicka, Proces Jana Husa, Palestra 40/5–6(461–462), 75–83, 1996 r.
Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian.
Święty Tomasz z Akwinu różne dzieła, fragmenty dostępne: www.corpusthomisticum.org.
Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów.
Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć.
Steven Weinberg, Pierwsze trzy minuty.
Józef Wielowski, Sprawa Kazimierza Łyszczyńskiego.
Tomasz Wiślicz, Zarobić na duszne zbawienie. Religijność chłopów małopolskich od połowy XVI do końca XVIII wieku.
Hanna Zaremska, Żydzi w średniowiecznej Polsce Gmina Krakowska.
