Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Reportaż śledczy o brawurowej akcji przeciwko zorganizowanej przestępczości
Prace nad nienamierzalnym, całkowicie anonimowym systemem komunikacji to podziemny wyścig zbrojeń: kolejne start-upy od lat oferowały środowiskom przestępczym coraz lepsze oprogramowania, a służby infiltrowały je i niszczyły, jednak pozyskane informacje były zwykle szczątkowe, a aresztowania nieliczne. Do czasu.
W 2018 roku FBI wpadło na zuchwały pomysł: a co, gdyby przygotować takie oprogramowanie samodzielnie i podsunąć przestępcom, by zaczęli z niego masowo korzystać? Tak powstał Anom – aplikacja do szyfrowanej komunikacji, umożliwiająca pozornie bezpieczną wymianę informacji. Wpuszczono ją na czarny rynek.
Rezultat przerósł najśmielsze oczekiwania. Anom stał się głównym kanałem komunikacji mafii na całym świecie. Skusili się na niego handlarze ludźmi, narkotykami i przemytnicy – najbardziej poszukiwani kryminaliści, zupełnie nieświadomi, że wpadli w pułapkę. Zaangażowane w projekt służby z USA, Europy, Kanady i Australii korzystały z pozyskiwanych materiałów ostrożnie – chodziło o to, aby uzyskać możliwie dużo informacji o funkcjonowaniu całego systemu. Operację ujawniono dopiero w 2022 roku.
Aresztowano ponad osiemset osób, przechwycono osiem ton kokainy, dwadzieścia dwie tony marihuany i haszyszu, dwie tony metamfetaminy i ponad czterdzieści osiem milionów dolarów.
Joseph Cox stworzył pasjonujący reportaż o jednej z najbardziej spektakularnych prowokacji w historii, ale i o tym, co można zdziałać, gdy połączone siły międzynarodowe obiorą wspólny cel.
„Książka Josepha Coxa natychmiast weszła do kanonu true crime. Ta opowieść o największej w historii tajnej operacji, spisana przez człowieka, który poznał ją od wewnątrz, ukazuje fascynujący obraz nie tylko najnowocześniejszych technologii, lecz także metod działania przestępczości zorganizowanej w XXI wieku. Strony zaludniają gangsterzy i przemytnicy barwniejsi od postaci z filmów. To połączenie „Miami Vice”, „Włamywaczy” i „Ocean’s Eleven”. Będziecie ją czytać, szeroko otwierając oczy ze zdumienia.” Garrett Graff
„Zapierająca dech w piersiach, wciągająca lektura, która wprawiła mnie w autentyczne przerażenie. Historia monitorowanej przez FBI aplikacji szyfrującej, wgrywanej na specjalnie zmodyfikowane telefony, zmrozi krew każdemu, komu leżą na sercu takie wartości jak prywatność i wolność.” Julia Angwin
„Gęsta, głęboka, pięknie opowiedziana historia, świetnie nadawałaby się na technothriller… gdyby nie fakt, że jest prawdziwa.” Cory Doctorow
„Cox wykonał imponujący kawał reporterskiej roboty. Zabiera czytelnika tam, gdzie kryminaliści planują i organizują najbardziej zuchwałe przestępstwa, i tam, gdzie agenci FBI śledzą te działania. Książka porównywalna z serialem „Prawo ulicy”, ale bardziej prawdziwa, mroczniejsza, brutalniejsza.” Andy Greenberg
„Jeden z najlepszych thrillerów z gatunku true crime, jaki czytałem w ostatnich latach. Opowieść z szalonymi postaciami i odjechaną fabułą.” Bradley Hope
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 412
Data ważności licencji: 4/5/2030
W serii ukazały się ostatnio:
Anna Bikont Nie koniec, nie początek. Powojenne wybory polskich Żydów
John McPhee Plac Zgody. Wieczyście neutralna Szwajcaria
Marta Grzywacz Radość Soboty. Archiwum życia i śmierci
Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 5)
Paweł Smoleński Trędowate kobiety czyszczą ryż
Marta Wroniszewska Matka bez wyboru. O kobietach, które opuściły swoje dzieci
Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe (wyd. 3)
François-Henri Désérable Kruszenie świata. Podróż do Iranu
Martyna M. Wojtkowska W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci
Katarzyna Kobylarczyk Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci (wyd. 2)
Patrick Radden Keefe Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej (wyd. 3)
Thomas Orchowski Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety
Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 3)
Linda Polman Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej (wyd. 4)
Agata Komosa-Styczeń Wyspa niechcianych kobiet
Ilona Wiśniewska Hjem. Na północnych wyspach
Nicola Lagioia Ciao amore, ciao. Morderstwo w Rzymie
Paweł Smoleński Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie (wyd. 2)
Tomáš Forró Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy
Will Storr Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów
Jacek Hołub Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu(wyd. 2 zmienione)
Remigiusz Ryziński Dziwniejsza historia (wyd. 2 rozszerzone)
Jack El-Hai Norymberga. Naziści oczami psychiatry
Andrzej Dybczak Gugara (wyd. 2 zmienione)
Marta Madejska Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji
Tobias Buck Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością
Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u (wyd. 3)
Dariusz Rosiak Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan (wyd. 3)
Patricia Evangelista Niektórych trzeba zabić. Rządy terroru na Filipinach
Helen Garner Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo
Marek Szymaniak Młócka. Reportaże o pracy przyszłości
Peter Pomerantsev Jądro dziwności. Nowa Rosja (wyd. 3)
Marek Szymaniak Zapaść. Reportaże z mniejszych miast (wyd. 2)
Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk (wyd. 3)
Jacob Kushner Biały terror. Neonaziści w Niemczech
W serii ukaże się m. in.:
Jagoda Grondecka Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Tytuł oryginału angielskiego Dark Wire. The Incredible True Story of the Largest Sting Operation Ever
Projekt okładki Liza Korolova na podstawie projektu serii Agnieszki Pasierskiej
Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś
Fotografia na okładce © Matt Cardy / Getty Images
Copyright © 2024 by Joseph Cox
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2026
Copyright © for the Polish translation by Hanna Pustuła-Lewicka, 2026
Opieka redakcyjna Przemysław Pełka
Redakcja Justyna Żebrowska
Korekta Elżbieta Krok / d2d.pl, Anna Hegman / d2d.pl
Skład Patrycja Pączek / d2d.pl
Konwersja i produkcja e-booka: d2d.pl
ISBN 978-83-8396-316-7
Wczesnym rankiem 9 września 2015 roku Owen Hanson otworzył torbę od Louisa Vuittona i włożył do niej pliki banknotów oraz trzy telefony komórkowe. Pieniądze były przeznaczone na zakłady podczas rundy golfa, którą miał rozegrać tego dnia z partnerem biznesowym. Telefony służyły mu do zarządzania swoim imperium hazardowo-narkotykowym. Wrzucił kije golfowe do matowoczarnego Porsche, umieścił torbę na fotelu pasażera i ruszył w kierunku pola golfowego.
Hanson nie przypominał typowego gracza w golfa. Sterydy, intensywne treningi siłowe i gra w uczelnianej drużynie futbolowej zapewniły mu sylwetkę Johna Ceny, charakterystyczną dla profesjonalnego zapaśnika. Środki dopingujące zaczął brać około 2004 roku, podczas studiów na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, i mniej więcej w tym samym czasie zaczął sprzedawać je innym, w tym także zawodowym sportowcom. Wkrótce poszerzył ofertę o nielegalne substancje psychoaktywne, takie jak kokaina i ecstasy. Od kryzysu finansowego w 2008 roku prowadził BetODog, nielegalny totalizator sportowy, w którym można było obstawiać wszystkie konkurencje sportowe od NBA do NFL (National Football League, liga futbolu amerykańskiego).
Jeden z klientów BetODog miał powiązania z kartelem narkotykowym Sinaloa. Panowie zacieśnili współpracę i Hanson podjął się roli kuriera przewożącego gotówkę kartelu na obszarze San Diego i Los Angeles. W południowej Kalifornii, leżącej na granicy z Meksykiem, handlarz narkotyków miał fantastyczne możliwości awansu. W 2012 roku Hanson błyskawicznie przeskoczył od dilerki do handlu hurtowego. Wysyłał kokainę do Australii, gdzie kilogram białego proszku kosztował osiem razy więcej niż w Stanach Zjednoczonych. Australia stała się kopalnią złota dla przemytników. Dostarczenie dragów na kontynent nie było łatwe, ale sukces gwarantował kosmiczne zyski. Hanson trafił na prawdziwą żyłę złota. Teraz zamierzał sprzedać pięć kilogramów metamfetaminy Alowi Wilsonowi, z którym tamtego dnia był umówiony na golfa.
Hanson często wykorzystywał niekonwencjonalne metody prania nielegalnych pieniędzy z przemytu dragów do Australii i przerzucania ich z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Jedną z nich było skupywanie złotych monet i przemycanie ich w Uggach. Legalizował też swoje zyski za pośrednictwem kasyn. Wilson, który był specjalistą od prania brudnych pieniędzy, zaproponował mu współpracę.
Hanson poznał Wilsona na początku 2015 roku. Przedstawił mu go na polu golfowym jeden z australijskich kontaktów Owena. Po rundce przy dołkach Hanson, Wilson i dwóch jego ludzi przenieśli się do baru w country clubie. Wilson wyjął telefon, zmodyfikowany BlackBerry, który służył wyłącznie do wysyłania zaszyfrowanych wiadomości, dlatego nie można było w nim założyć tradycyjnego podsłuchu. Gdyby policja zdołała jakimś cudem przechwycić wiadomości tekstowe, zobaczyłaby tylko bezsensowne ciągi cyfr, liter i symboli. Z urządzenia usunięto kamerkę, mikrofon i nadajnik GPS. Właściwie nie był to już telefon, bo nie można było przez niego rozmawiać. Hanson natychmiast rozpoznał zmodyfikowany model BlackBerry, ponieważ sam się takim posługiwał. Nabył identyczne urządzenie na żądanie swojego kontaktu z kartelu Sinaloa, który uzależnił od tego współpracę.
– Ktoś, kto ma taki sprzęt, na bank jest przestępcą – powiedział później Hanson, wspominając, co pomyślał, kiedy zobaczył telefon Wilsona.
Al Wilson był zainteresowany poważną współpracą. Nie zadowalało go samo pranie pieniędzy. Interesował go handel narkotykami.
Hanson nie był jednak do końca przekonany. Firma, która zajmowała się modyfikowaniem telefonów, nazywała się Phantom Secure. Jej główna siedziba mieściła się w Vancouver, ale miała sieć handlowców na całym świecie, którzy nie tylko sprzedawali zmodyfikowane telefony, lecz także weryfikowali potencjalnych nabywców. Do złożenia zamówienia konieczna była poręka jednego z dotychczasowych klientów, co w zasadzie ograniczało grupę użytkowników do przedstawicieli świata przestępczego. Hanson poprosił Michaela Gamboę, znanego jako Chino, który handlował telefonami Phantom Secure w Los Angeles, o sprawdzenie, w jaki sposób Al Wilson wszedł w posiadanie urządzenia. Hanson od kilku lat kupował u China średnio trzy telefony Phantom Secure rocznie.
– Nie będę z nimi robił interesów, Chino, dopóki nie potwierdzisz, że poręczył za niego ktoś z waszych klientów i facet jest legitny – oświadczył Hanson. Bo co, jeśli Wilson wcale nie zajmował się praniem brudnych pieniędzy, tylko był agentem służb, próbującym go wciągnąć w pułapkę?
Chino na wszelki wypadek wyłączył telefon Wilsona i zaczął sprawdzać, kim on jest. Skontaktował się z jego ludźmi i zapytał, kto ich skierował do Phantom Secure. Grupa Wilsona wskazała gang z San Francisco specjalizujący się w handlu marihuaną, który od lat był stałym klientem firmy.
Mniej więcej dwie godziny po rozmowie z Hansonem Chino odezwał się do niego ponownie.
– Goście są w porządku, nie masz się czym martwić – powiedział.
Hansonowi to wystarczyło. Uznał, że może wejść z Wilsonem w interes.
Powiedział mu, że wyzbył się wątpliwości, kiedy Phantom Secure potwierdziło, że Wilson od roku jest ich klientem.
„Wszystko gra, bierzmy się do roboty” – napisał do Wilsona.
Po otrzymaniu potwierdzenia od China we wrześniu 2015 roku Hanson wysłał Wilsonowi przez kuriera pięć kilogramów kokainy. To miała być ich pierwsza transakcja. Do przekazania dziewięćdziesięciu tysięcy dolarów miało dojść w hotelu w kalifornijskim miasteczku Del Mar. Hanson udał się tam w ślad za kurierem, by osobiście dostarczyć pięć kilogramów metamfetaminy. Panowie stali się wspólnikami.
Ludzie Hansona komunikowali się ze sobą za pomocą aplikacji szyfrującej. W różnych momentach od pięciu do piętnastu członków gangu było wyposażonych w zmodyfikowane telefony. Tworzyli zamkniętą sieć, to znaczy mogli wysyłać sobie zaszyfrowane wiadomości tekstowe wyłącznie z tych urządzeń. Prawie nikt inny nie mógł do nich napisać; oni też nie mogli wysłać wiadomości nikomu spoza listy kontaktów. To bardzo utrudniało pracę organom ścigania. Hanson poprosił Wilsona, żeby dokupił kilka zmodyfikowanych telefonów i dołączył ze swoimi ludźmi do grupy. Nie chciał korzystać z sieci, w której telefon miał nowy wspólnik. W ten sposób dopuścił go do swojego wewnętrznego kręgu.
Podobnie jak Wilson, Hanson też szpanował swoim telefonem szyfrującym. Jednemu ze wspólników chwalił się swoimi kontaktami w Australii, we Włoszech i w Meksyku. Był pasjonatem filmów gangsterskich, dlatego wybrał nick „Don Corleone”. Na zdjęciach z imprezy z byłym gwiazdorem NFL jest ubrany w koszulkę z grafiką z Chłopców z ferajny. Logo jego przedsiębiorstwa hazardowego było zainspirowane słynną pierwszą sceną serialu Rodzina Soprano i filmem Ojciec chrzestny.
Obie produkcje opowiadały fikcyjne historie. Hanson przeniósł swoją fascynację kinowymi gangsterami do prawdziwego życia. Włożył ponad milion dolarów w restaurację z „salą szefa”, wyposażoną w bar, stół do pokera, kolekcję win i wentylowaną palarnię cygar. W jednym ze swoich domów przechowywał karabin AK-47 z platerowaną srebrem kolbą i logo Louisa Vuittona, który z dumą pokazywał kumplom. Rolę mentora, który wprowadził go do świata przestępczego, odegrał Jan Portocarrero, szef nielegalnego totalizatora; Hanson obstawiał u niego, zanim sam wszedł do branży. Portocarrero nie stronił od przemocy, ale nie handlował narkotykami, a tym bardziej ich nie przemycał. Hanson nie miał od kogo uczyć się biznesu, więc wzorował się na filmach gangsterskich. Kochał przemoc. Co najmniej raz zlecił egzekutorowi na godziny pobicie klienta, który spóźniał się z zapłatą. Innemu człowiekowi, który jego zdaniem był mu winien dwa i pół miliona dolarów, wysłał filmik ze sceną podwójnego zabójstwa. Na wideo morderca ucina mężczyźnie głowę za pomocą piły łańcuchowej. Jego wspólnik dekapituje drugą ofiarę nożem. Do filmu dołączona była wiadomość: „Jeśli nas nie spłacisz, spotka cię to samo”. Adresat groźby natychmiast zaczął energicznie szukać pieniędzy. Scena brutalnej przemocy w stylu karteli narkotykowych spełniła swoje zadanie.
Hanson nie zdążył jeszcze wsiąść do swojego Porsche, a już czuł, że coś tu nie gra. W nocy dostał zaszyfrowaną wiadomość od meksykańskiego bossa narkotykowego o ksywce El Jefe: „Umówiłeś się na golfa z agentem DEA[1]”. El Jefe nabrał podejrzeń co do Wilsona, kiedy ten kilka dni wcześniej poprosił o metamfetaminę, mimo że Hanson nią nie handlował. Meksykaninowi zapaliła się czerwona lampka. W Stanach Zjednoczonych za metę groził wyższy wyrok niż za kokainę. Jeden z ludzi Hansona bez większego trudu załatwił metamfetaminę z Meksyku, ale El Jefe to się nie podobało.
Kiedy o szóstej trzydzieści Hanson przyjechał na pole golfowe, na parkingu stał biały Ford F350. Dilerowi wydało się to dziwne: ludzie płacący czterysta dolarów za rundę golfa zwykle jeździli droższymi samochodami. Poza tym jednym pikapem parking był nienaturalnie pusty.
Do spotkania z Wilsonem zostało jeszcze czterdzieści pięć minut, więc Hanson pojechał na śniadanie do pobliskiego McDonalda. Zamówił dwa Egg McMuffiny i mrożoną kawę, ale nie dokończył posiłku. Ostrzeżenie El Jefe odebrało mu apetyt.
Hanson nie musiał mieszkać w Stanach Zjednoczonych. Miał nieruchomości w Peru i Kostaryce. W jednym z jego domów znajdowało się specjalne pomieszczenie do przechowywania wyłącznie drogiej tequili. W innej posiadłości miał wbudowaną pod wanną skrytkę na gotówkę z handlu narkotykami. Hanson budował dom w znanym z hucznych imprez meksykańskim kurorcie Cabo San Lucas. Posługiwał się podrobionym meksykańskim dowodem tożsamości i był w trakcie załatwiania sobie, przez krewnych swojej meksykańskiej żony, fałszywego paszportu tego kraju. Opowiadał o tym Wilsonowi, z którym się zaprzyjaźnił. El Jefe zasugerował mu nawet ostatnio ucieczkę do Meksyku. „Przyleć tutaj, to najlepsza opcja” – napisał w szyfrowanej wiadomości.
Hanson zignorował jednak ostrzeżenia kumpla i własne złe przeczucia. Nie dojadłszy śniadania, wsiadł do Porsche i wrócił na pole golfowe.
W innym samochodzie na drugim końcu parkingu siedział Mick Mullally z wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną policji Nowej Południowej Walii. Dochodzenie, które Mullally od czterech lat prowadził przeciwko Hansonowi w Australii, wreszcie zbliżało się do końca. Czekał na rozpoczęcie akcji FBI.
Kiedy Hanson obszedł Porsche, by zabrać torbę z fotela pasażera, otoczyli go uzbrojeni agenci. Diler odniósł wrażenie, że słyszy nad głową warkot helikoptera. Mullally, który nie mógł sam aresztować Hansona na terenie Stanów Zjednoczonych, obserwował rozwój wydarzeń.
– Prawie podskakiwałem z podniecenia – wspominał później ze śmiechem.
W oddali Hanson dostrzegł inną grupę agentów, którzy zakładali kajdanki Wilsonowi.
– Ani słowa do niego – usłyszał, jakby Wilson był jego wspólnikiem.
To właśnie wtedy do Hansona dotarło, że dał się wciągnąć w pułapkę.
– Zrozumiałem, że od samego początku to była gra – powiedział później.
Zwierzenia przy drinkach i golf. Propozycja współpracy. Uścisk dłoni dla przypieczętowania transakcji. Nic z tego nie było prawdziwe. Wszystko, co robił Wilson, miało doprowadzić do złapania Hansona na gorącym uczynku sprzedaży poważnej ilości narkotyków. Dlatego Al zamówił u niego po kilka kilogramów kokainy i metamfetaminy. Okazało się, że El Jefe miał rację, uprzedzając Hansona, że jedzie na spotkanie z glinami. Pomylił się tylko co do agencji: funkcjonariusze, którzy go aresztowali, pracowali nie w DEA, lecz w regionalnym oddziale FBI w San Diego.
O ironio, Hanson uwierzył, że Wilson jest godnym zaufania przestępcą, a nie wtyką organów ścigania, kiedy zobaczył w jego ręku telefon szyfrujący – urządzenie, jakiego sam używał w poczuciu, że chroni go przed wytropieniem przez gliny.
Phantom Secure, dostawca i operator zmodyfikowanych telefonów szyfrujących, oferowało swoim klientom usługę zdalnego wyczyszczenia pamięci urządzenia, które dostało się w niepowołane ręce, na przykład organów ścigania. Jeśli agenci FBI, którzy zatrzymali Hansona, chcieli się dostać do zawartości jego telefonu, musieli ją błyskawicznie skopiować, zanim Phantom Secure wdroży procedurę usuwania danych. Ponieważ urządzenie służyło wyłącznie do wysyłania szyfrowanych wiadomości tekstowych, FBI nie mogło założyć pluskwy i podsłuchiwać, jak Hanson rozmawia o przemycaniu narkotyków. Ponadto trzeba było się spieszyć, zanim rozładuje się bateria, bo nikt nie mógł przewidzieć, czy po jej naładowaniu uda się ponownie uruchomić telefon. Agenci mieli jedną szansę. Tylko dostęp do szyfrowanych wiadomości Hansona gwarantował, że uda się oskarżyć dilera o wszystkie popełnione przestępstwa. Zaczął się wyścig z czasem, agenci przedzierali się przez poranne korki, by dowieźć telefon do laboratorium kryminalistycznego, zanim będzie za późno. Przesyłane przez internet polecenie wymazania danych nie napotykało takich przeszkód. Miało zdecydowaną przewagę.
Kiedy ludzie Hansona zorientowali się, że szef ma kłopoty, jeden z nich poprosił Phantom Secure o usunięcie danych z jego telefonu. Niewiele brakowało, żeby szyfrowane wiadomości handlarza narkotyków wymknęły się agentom z rąk. Phantom Secure odpaliło komendę uruchamiającą proces.
Lecz komenda nie dotarła do urządzenia i jego zawartość pozostała nietknięta.
Po aresztowaniu Hansona agenci FBI zgodnie z procedurami umieścili odebrany mu telefon w torbie Faradaya, małym woreczku wyłożonym metalem, blokującym sygnały wychodzące i przychodzące, w tym także polecenie usunięcia danych. Agenci wygrali wyścig z czasem. Telefon Hansona trafił do magazynu dowodów, jednego z pomieszczeń przy pomalowanym na biało korytarzu w regionalnej siedzibie FBI w San Diego.
Pozostał jednak zasadniczy problem. Do otwarcia telefonu potrzebne było hasło. Bez niego agenci nie mogli się dobrać do jego zawartości. Znaleźli kufer pełen skarbów, ale nie mieli klucza.
Dzięki Wilsonowi FBI wiedziało, że Phantom Secure dołącza do swoich telefonów domyślny kod. Po skorzystaniu z niego klient powinien stworzyć własne hasło, które zagwarantuje, że nikt oprócz niego nie będzie miał dostępu do zawartości urządzenia. Hanson miał ten konkretny aparat od niedawna i jeszcze nie zmienił hasła. Agenci wstukali domyślny kod urządzenia i telefon natychmiast się odblokował. Hanson zaopatrzył się w kosztowny sprzęt, ale nie chciało mu się zmienić kodu na coś bardziej wyrafinowanego.
Po aresztowaniu Hansona na parkingu przy polu golfowym agent FBI i Mullally zawieźli go na przesłuchanie do Carlsbad w pobliżu San Diego. Agent FBI prowadził Forda; siedzący na fotelu pasażera Mullally przez całą drogę milczał, by nie zdradzić się z australijskim akcentem. Funkcjonariusze nie chcieli, by aresztowany domyślił się, że operacja ma charakter międzynarodowy.
Hanson pamiętał radę swojego prawnika: „pod żadnym pozorem niczego nie mów i skontaktuj się ze mną”. W pokoju przesłuchań posadzono go na krześle przy stole. Przyniesiono mu szklankę wody. Dopiero potem Mullally zabrał głos i wtedy zatrzymany zorientował się, że agent nie jest Amerykaninem. Australijczyk wyjaśnił, że jest funkcjonariuszem policji Nowej Południowej Walii i prowadzi śledztwo w związku z przemytem narkotyków na masową skalę. To nie była zwykła sprawa FBI.
Kiedy Mullally się wreszcie odezwał, Hanson miał tylko jedno do powiedzenia:
– Żądam adwokata i odmawiam zeznań.
[1]DEA – Drug Enforcement Administration, amerykańska agencja rządowa do walki z handlem narkotykami (przyp. tłum. Jeśli nie zaznaczono inaczej, pozostałe przypisy pochodzą od autora).
Następnego dnia po aresztowaniu Hansona, w czwartek, był mecz. Łysy i brodaty Andrew Young i paru innych pracowników instytucji rządowej spędzali wieczór w Tipsy Crow, barze sportowym w San Diego. Kilkupoziomowy lokal znajdował się kilka kroków od Biura Prokuratora Kalifornii Południowej, w którym pracował Young. Brodaty prokurator pochodził z zamieszkanego przez czterysta osób miasteczka w New Hampshire i przyszedł obejrzeć grę zawodników z drużyny futbolowej New England Patriots.
Prokuratorzy i agenci federalni weszli na antresolę i zamówili piwo. Stojąc obok kanap i stołu do bilardu, oglądali mecz na wielkim telewizorze, który wisiał na ścianie. Young gawędził z Benem Katzem, innym prokuratorem, który także pochodził z New Hampshire. Przez czysty przypadek spotkali się w Kalifornii, na drugim końcu kontynentu.
W czasie przerw w meczu i spotów reklamowych rozmawiali o pracy. Young zwierzał się półgłosem koledze, że trafiła mu się sprawa o hazard. Niedawno przeniósł się do San Diego z Dystryktu Kolumbii, gdzie był adwokatem procesowym. Jako nowicjusz w kalifornijskiej prokuraturze dostawał sprawy, których nikt inny nie chciał wziąć. Zwierzchnik przydzielił mu to zadanie pierwszego dnia w pracy, ponieważ nikt nie miał ochoty zajmować się nielegalnym totalizatorem sportowym. Takie sprawy rzadko pozwalały rozwinąć skrzydła. Departament Sprawiedliwości często w ogóle rezygnował z dochodzenia przeciwko organizatorom nielegalnych zakładów.
Jednak w miarę zagłębiania się w sprawę Young coraz wyraźniej widział, że ten przypadek jest inny: śledztwo koncentrowało się wokół niejakiego Owena Hansona, byłego zawodnika drużyny Uniwersytetu Południowej Kalifornii, który stworzył własny totalizator. Początkowo agenci FBI badali Macho Sports, nielegalną firmę bukmacherską Portocarrera, mentora Hansona. To ich doprowadziło do Owena, którego windykatorzy słynęli ze szczególnie brutalnych metod ściągania długów. Hanson, który sam w sobie był barwną postacią, miał powiązania z piłkarzami z NFL. Young był zapalonym kibicem futbolu amerykańskiego, więc musiało mu to przemówić do wyobraźni.
Śledczy podejrzewali, że Hanson parał się także przemytem narkotyków. Niestety używał telefonu szyfrującego, więc nie można mu było założyć podsłuchu, by poznać szczegóły jego działalności. Na tym etapie trudno było określić jej skalę.
Zwierzchnicy Younga początkowo podzielili sprawę na dwie części, hazardową i narkotykową, i przydzielili mu tę pierwszą. Kolega, który miał zająć się biznesem narkotykowym Hansona, musiał jednak wyjechać w związku z innym procesem sądowym. Poprosił więc Younga, by ten do jego powrotu popilnował także wątku narkotyków.
Young się zgodził, chociaż nigdy wcześniej nie zajmował się narkotykami. Specjalizował się w przestępstwach gospodarczych. Po ukończeniu Uniwersytetu Georgetown dostał pracę w wydziale podatkowym Departamentu Sprawiedliwości. Reprezentował rząd Stanów Zjednoczonych w sądach w Nowym Jorku i Filadelfii. Uwielbiał to. Mawiał, że to jak gra w niedokończonej sztuce teatralnej, w której jesteś jednocześnie reżyserem, aktorem i scenarzystą. Trzeba błyskawicznie reagować na działania i wybiegi drugiej strony i za żadne skarby nie dać się przechytrzyć. Potrafił nawet przekomarzać się z sędzią, który zażartował z jego łysiny. Uważał, że nic nie może się równać z podnieceniem towarzyszącym czekaniu na werdykt ławy przysięgłych, którego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Na sali sądowej żył pełnią życia.
Jak się później okaże, tym razem to on będzie reżyserem dramatu sądowego. Na razie jednak musiał zagłębić się w świat hazardu i prawdopodobnego handlu narkotykami, zostawiwszy daleko za sobą prawo podatkowe. Dlatego po wyjeździe kolegi zabrał się do pracy i czytał wszystko, co zdołał znaleźć o prowadzeniu takich spraw.
W miarę odsłaniania kolejnych warstw organizacji przestępczej Hansona czuł, że angażuje się coraz bardziej.
– Nie chciałem tego tylko pilnować. Zapragnąłem samodzielnie poprowadzić całość – wspominał później Young.
Kiedy prokurator od narkotyków wrócił z delegacji, Young zapytał go, czy mógłby przejąć jego część dochodzenia. „A bierz pan”, usłyszał w odpowiedzi.
Po aresztowaniu Hansona pracy było jeszcze więcej. Young musiał przekopać się przez szyfrowane wiadomości tekstowe zapisane w telefonie zatrzymanego, by rozpoznać prawdziwą skalę jego działalności przestępczej. Należało też zidentyfikować pozostałych członków gangu, by postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości.
Patrząc w barze sportowym na grę New England Patriots, Katz próbował odgadnąć, jaki będzie wynik meczu. Katz lubił obstawiać wyniki sportowe – nisko, po pięćdziesiąt dolarów na mecz, dla samej frajdy. Tamtego wieczoru nie obstawił wyniku, ponieważ robił to tylko tam, gdzie takie zakłady były legalne, na przykład w Vegas. Ale kiedy szacował na głos szanse, Young zorientował się, że jego kolega zna się na hazardzie. Taka wiedza byłaby bardzo przydatna w śledztwie w sprawie Hansona. Young zapytał Katza, czy nie chciałby się do niego przyłączyć.
Katz był w takim momencie życia, że prawdopodobnie przyjąłby propozycję Younga, nawet gdyby tamten zaproponował mu nudne dochodzenie w sprawie unikania podatków. Ugrzązł w wydziale, który zajmował się wyłącznie przestępstwami na granicy. Przez jego ręce przepływał niekończący się strumień zarzutów o przemyt niewielkich ilości narkotyków i łamanie przepisów imigracyjnych. Stale robił to samo i przygnębiało go poczucie, że jego praca ma znaczenie wyłącznie w odniesieniu do statystyk wykrywalności przestępstw celnych i imigracyjnych. Prokuratura w San Diego przez wielu była uważana za braciszka Biura Prokuratora Okręgowego w Los Angeles: miała za zadanie pilnować porządku na granicy, żeby prawdziwi fachowcy w LA nie musieli zawracać sobie głowy drobiazgami. Nawet niektórzy prokuratorzy w San Diego myśleli o sobie w taki deprecjonujący sposób.
Katz chciał robić coś ważniejszego. Z wdzięcznością przyjąłby sprawę o oszustwo podatkowe, jakimi zajmował się wydział Younga. Tymczasem trafiło mu się coś znacznie lepszego: szansa na pracę nad czymś nowym u boku ziomka z New Hampshire. Dochodzenie przeciwko Hansonowi z pewnością nie było rutynowe. Mogło być fajnie.
– Wchodzę w to – odpowiedział bez namysłu Youngowi.
Young i Katz, każdy w swoim gabinecie w prokuraturze w San Diego, pracowali jednocześnie na dwóch monitorach. Na pierwszym przeglądali pliki .jpeg z telefonu szyfrującego Hansona – była to prawdziwa skarbnica danych o tym, co zatrzymany kombinował w okresie poprzedzającym aresztowanie. Po przejęciu urządzenia agenci FBI żmudnie przekopiowali wszystkie wiadomości tekstowe z pamięci telefonu. Metoda archiwizacji, którą zastosowali, nie należała do najnowocześniejszych: otwierali po kolei każdą wiadomość, robili zdjęcie ekranu i przechodzili do następnej. Mimo że Hanson kupił swój ostatni telefon Phantom Secure niedługo przed aresztowaniem, znajdowały się w nim tysiące wiadomości.
Na drugim monitorze Katza wyświetlały się dane z podsłuchu założonego w zwykłym smartfonie Hansona, zebrane jeszcze przed jego aresztowaniem. Young na swoim drugim monitorze miał prawie zawsze otwartą wyszukiwarkę Google’a, w której szukał informacji na temat pozostałych członków gangu. Na tamtym etapie obaj prokuratorzy starali się jak najwięcej dowiedzieć z szyfrowanych wiadomości Hansona. Zatrzymany miał niebawem usłyszeć zarzuty o handel metamfetaminą, oparte na dowodach zdobytych przez działającego pod przykrywką Wilsona. Dla Younga i Katza jednak punktem wyjścia był telefon szyfrujący zatrzymanego.
Z zewnątrz Biuro Prokuratora Okręgowego Południowego Dystryktu Kalifornii nie wyglądało imponująco. Według Katza przysadzisty kilkupiętrowy budynek, stojący nieelegancko okrakiem nad jezdnią, był kwintesencją brutalizmu w architekturze. Tak mógłby wyglądać wydział komunikacji. Pod tym samym adresem urzędował sąd rejonowy w San Diego, więc w razie potrzeby załatwienie podpisu sędziego pod nakazem zajmowało dosłownie kilka minut.
W środku ciągnęły się korytarze wyłożone zniszczoną burą wykładziną. Na regałach, stołach i w ustawionych na podłodze pudłach piętrzyły się stosy kartonowych teczek. W biurze Katza, oprócz biurka i dwóch monitorów, znajdowały się dwa niewygodne krzesła dla gości i poobijana metalowa szafka na dokumenty, zwierająca analogowe akta dochodzenia. Niektórzy prokuratorzy dekorowali ściany gabinetów oprawionymi w ramki dyplomami ukończenia studiów.
Przez kilka miesięcy Young i Katz w dzień i w nocy ślęczeli nad wiadomościami z telefonu Hansona, odtwarzając pajęczą sieć powiązań przestępczych. Mozolnie skrolowali zarchiwizowane po zatrzymaniu podejrzanego pliki. Każdego wieczoru Young przedzierał się przez dwie setki wiadomości tekstowych w nadziei na przełomowy trop. W jednej z nich znalazł wzmiankę o „sklepie z cukierkami”. Kilka tysięcy zdjęć dalej trafił na listę kontaktów Hansona, zawierającą między innymi adres owego sklepu. Wrzucił go do wyszukiwarki i odkrył, że mieści się pod nim hurtownia importera wyrobów czekoladowych. Następnie poszukał informacji o jej właścicielach, którymi byli dwaj bracia, przypadkowym zrządzeniem losu noszący te same imiona, co Young i jego brat: Andrew i Nathan. Szperając w internecie, prokurator odkrył, że jeden z nich studiował równocześnie z Hansonem na Uniwersytecie Południowej Kalifornii i grał w uczelnianej drużynie siatkówki, do której krótko należał też Hanson.
„Bingo” – pomyślał Young. „To nasz facet”.
Firma sprowadzająca do Stanów Zjednoczonych wyroby czekoladowe znakomicie nadawała się na przykrywkę do szmuglowania narkotyków. Ludzie Hansona ukrywali dragi w dostawach zwykłych towarów. Pewnego razu schowali je tak skutecznie, że gangsterzy, którzy mieli je odebrać w porcie docelowym, nie mogli ich znaleźć. Wysłali bossowi szyfrowaną wiadomość, że nie dotarły na miejsce. (Dotarły, ale wciśnięte głęboko między legalne artykuły). Jedną z ulubionych metod Hansona stanowiło przemycanie kokainy w butelkach wina. Jego pracownicy umieszczali butelki w koszach upominkowych. Takie kosze nie budziły podejrzeń, a w każdej butelce do wina mieścił się niemal kilogram białego proszku.
W podobny sposób Young identyfikował kolejne kontakty Hansona. Wydawało się, że gang składa się z piętnastu–dwudziestu osób. Na podstawie szyfrowanych wiadomości z telefonu Youngowi udało się ustalić tożsamość co najmniej połowy z nich. Stworzył coś w rodzaju cyfrowego odpowiednika tablicy ze zdjęciami podejrzanych połączonymi strzałkami. Nowocześniejszego, aczkolwiek nieprzesadnie.
Tymczasem Katz skupił się na osi czasowej. Porównywał zaszyfrowane wiadomości tekstowe z transkrypcjami podsłuchów i wprowadzał istotne informacje do rozrastającej się ciągle tabelki w Excelu. Następnie sortował i przestawiał rubryczki, by odtworzyć uporządkowane chronologicznie serie zdarzeń. Gdy odkrył coś interesującego, czasem wrzeszczał przez korytarz do Younga, by ten przyszedł, po czym wprowadzał go w swoje ustalenia.
Katz zauważył powtarzającą się prawidłowość: w rozmowie przez zwykły telefon Hanson mówił komuś, by zmienił urządzenie, i konwersacja przenosiła się do wiadomości tekstowych na telefonie szyfrującym Phantom Secure. Większość takich rozmów dotyczyła handlu narkotykami.
Szyfrowane wiadomości ujawniły prawdziwe, horrendalne rozmiary biznesu narkotykowego byłego futbolisty. Handel dragami był nie tyle skromnym dodatkiem do nielegalnego totalizatora, ile głównym źródłem dochodów Hansona. Tysiące kilogramów kokainy trafiały z Kalifornii do Chicago, kolejne setki do Australii. Diler obracał również heroiną. Informacje wydobyte z telefonu Phantom Secure zepchnęły śledztwo w sprawie nielegalnych zakładów na drugi plan. Teraz nie chodziło już o podwójną księgowość Hansona. Nielegalny bukmacher okazał się tuzem międzynarodowego przemytu narkotyków.
Członkowie gangu podawali w szyfrowanych wiadomościach tekstowych konkretne ilości narkotyków. Gdyby komunikowali się za pomocą zwykłego telefonu, kryminaliści zapewne pisaliby o pięćdziesięciu „oponach” czy innych niewinnych artykułach, ale w komunikatorze Phantom Secure mówili wprost o pięćdziesięciu kilogramach kokainy. Podawali adresy miejsc odbioru, numery kont bankowych, szczegóły ułatwiające identyfikację, takie jak wzmianka o sklepie z cukierkami, na którą trafił Young. Przestępcy nie czuli potrzeby stosowania kryptonimów; sądzili, że korzystając ze zmodyfikowanych telefonów Phantom Secure, są całkowicie bezpieczni.
Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że Hanson był mózgiem całego przedsięwzięcia. To na jego polecenie członkowie gangu wysyłali na drugi koniec świata hurtowe ilości narkotyków. Z rozszyfrowanych rozmów wynikało jednak, że jest tylko numerem dwa. Nad nim stał ktoś jeszcze. Na razie nie udało się ustalić jego tożsamości. El Jefe uparcie pozostawał widmem.
Z odczytanych wiadomości wyłaniał się człowiek inteligentniejszy i ostrożniejszy od Hansona. Nie afiszował się swoim bogactwem. Ograniczał się do przekazywania informacji dotyczących poszczególnych dostaw. To odróżnia profesjonalistów od zafascynowanych filmami gangsterskimi dyletantów pokroju Hansona.
El Jefe wciąż był nieuchwytny dla wymiaru sprawiedliwości, ale prokuratorzy zebrali ogromny materiał dowodowy do następnego etapu sprawy gangu Hansona. FBI było gotowe wytoczyć działa przeciwko ludziom gangstera, zidentyfikowanym przez Younga i Katza.
Około piątej rano 27 stycznia 2016 roku w wiejskim domu Zacka[1] rozszczekał się pies. Po chwili Zack usłyszał odgłosy, które wziął za wystrzały z dubeltówki. Chwycił za strzelbę i przez drzwi sypialni krzyknął do intruzów:
– Jestem uzbrojony! Kto tam?
– FBI! Odłóż broń! – usłyszał w odpowiedzi.
Zack próbował w pośpiechu pozbyć się strzelby. Opowiadał później, że wrzucił ją do szafy i położył się na podłodze z dłońmi na karku. Około dwudziestu, jak oszacował, agentów FBI przyjechało do jego posiadłości wozem bojowym. Zack został zatrzymany w czasie kolejnej rundy aresztowań członków hazardowo-narkotykowego gangu Hansona.
Pierwotnie we wrześniu poprzedniego roku Hansonowi przedstawiono nieliczne zarzuty dotyczące udziału w rozprowadzaniu kokainy. Taki sam zarzut otrzymał jeden z jego kurierów. W toku analizy szyfrowanych wiadomości z urządzenia Phantom Secure oraz innych czynności dochodzeniowych zebrano dowody, które w styczniu 2016 roku stały się podstawą nowego aktu oskarżenia przeciwko Hansonowi i ponad dwudziestu członkom jego organizacji przestępczej. Zarzucono im między innymi dystrybucję setek kilogramów narkotyków na terenie Stanów Zjednoczonych, Australii i innych państw. Dwa lata później prokuratura wniosła do sądu akt oskarżenia przeciwko dwóm braciom, do których należała firma importująca słodycze, służąca za przykrywkę dla przemytu narkotyków.
Zack, członek gangu narkotykowego, w którego zatrzymaniu uczestniczyło ponad dwudziestu agentów FBI, powiedział później:
– Wystarczyło zadzwonić. Sam bym się oddał w ich ręce.
Telefon Phantom Secure ujawnił władzom swoje sekrety. Śledczy dowiedzieli się z szyfrowanych wiadomości, że w ciągu długiego weekendu Hanson przerzucił z Los Angeles do Kanady ponad sto kilogramów kokainy. Jak się okazało, nie był to jednorazowy wyczyn. Hanson zeznał, że przez kilka lat co miesiąc przerzucał z Meksyku do Stanów Zjednoczonych, a stamtąd do Kanady i Australii, kilkaset kilogramów kokainy. Organizację przemytu ułatwiała mu nowoczesna technologia, a konkretnie telefony Phantom Secure.
FBI miało już pewne pojęcie o tych urządzeniach, ponieważ działający pod przykrywką agent Wilson użył jednego z nich do zdobycia zaufania Hansona. Do pełnego zrozumienia przez agentów komunikatora Phantom Secure była jednak jeszcze długa droga. Pracownicy laboratorium w dalszym ciągu badali zarekwirowane urządzenie, próbując się zorientować, z czym właściwie mają do czynienia.
Przede wszystkim jednak uzyskanie dostępu do telefonu Hansona otworzyło prokuratorom oczy na nieznaną dotąd rzeczywistość, znacznie bardziej rozległą niż jeden gang narkotykowy. Hipotetycznie rzecz biorąc, takimi urządzeniami mogły się posługiwać tysiące kryminalistów planujących różne zbrodnie. Jeden proces o handel narkotykami, jeden zlikwidowany gang czy wykryty kartel, nawet działający na tak gigantyczną skalę jak organizacja przestępcza Hansona, wydawały się przy tym błahostką. Telefony szyfrujące Phantom Secure pozwoliły agentom FBI i pracownikom prokuratury dotrzeć na zupełnie nowy dla nich poziom przestępczości zorganizowanej. Prokurator z San Diego, Mark Pletcher, doszedł do wniosku, że zespół powinien się skupić na Phantom Secure. W kwietniu 2016 roku holenderska policja ogłosiła, że wszczęła dochodzenie przeciwko firmie Ennetcom, zajmującej się telekomunikacją szyfrującą, i uzyskała dostęp do wiadomości użytkowników jej telefonów. Prokuratorom z San Diego podsunęło to myśl, że Phantom Secure może stanowić podobną skarbnicę wiedzy procesowej.
Przez lata, a może nawet dziesięciolecia, dzięki usługom takich firm jak Phantom Secure handlarze narkotyków pokroju Hansona wymykali się wymiarowi sprawiedliwości. Hanson wpadł przez własną butę i nieopanowaną potrzebę afiszowania się swoją gangsterską tożsamością. Gdyby nie to, Youngowi i FBI znacznie trudniej byłoby dobrać mu się do skóry.
– Gdyby Owen nie popełnił błędów, gdyby nie był taki głupi, nigdy byśmy go nie złapali – powiedział Young.
Nie wszyscy przestępcy byli równie lekkomyślni jak Hanson. Inni użytkownicy telefonów szyfrujących mieli więcej rozumu. Za przykład może posłużyć meksykański dostawca Hansona, któremu udało się uniknąć aresztowania.
FBI zdało sobie sprawę, że rozpracowanie Phantom Secure może być szansą na dobranie się do takich ludzi – dotąd niewidocznych dla radarów organów ścigania, prawdziwych spryciarzy. Takich, co nie dają się złapać.
Ze szperania w telefonie Hansona zrodziła się nowa myśl: a gdyby tak można było czytać wiadomości wszystkich użytkowników danego komunikatora szyfrującego? FBI postanowiło poszerzyć pole zainteresowań i wziąć na cel Phantom Secure.
[1] Imię zmienione przez autora.
Mniej więcej siedem lat wcześniej, w 2009 roku, do rąk Shafika Punjy, który pracował wówczas w policyjnym laboratorium w kanadyjskim Calgary, trafiło solidnych rozmiarów kartonowe pudło. Jak sam opowiadał, jego miejsce pracy przypominało bardziej dział z gadżetami w sklepie elektronicznym niż zwykłe laboratorium kryminalistyczne. Całą przestrzeń zajmowały komputery i monitory w stanie mniejszego lub większego wybebeszenia, ponieważ Punja i jego koledzy wypruwali z nich twarde dyski, by dobrać się do ukrytych w nich informacji.
Pudło zawierało rozmaite urządzenia elektroniczne, w tym kilkadziesiąt telefonów szyfrujących BlackBerry. Punja, który już wcześniej miał do czynienia z takim sprzętem, od razu zorientował się, że będzie to twardy orzech do zgryzienia. Wiedział, że modyfikowane telefony szyfrujące niechętnie zdradzają swoje tajemnice.
– Bierzesz takie urządzenie do ręki i od razu czujesz, że niełatwo będzie dobrać się do jego zawartości, szczególnie w przypadku BlackBerry – opowiadał później Punja.
Niezrażony nikłymi szansami na włamanie się do tylu urządzeń szyfrujących, Punja rzetelnie wziął się do roboty. Zaczął od skatalogowania telefonów w laboratoryjnej bazie danych. Kładł je po kolei przed sobą, skanował dołączone kody kreskowe i wprowadzał je do systemu.
Po umieszczeniu ich na długiej liście przysłanych do zbadania materiałów dowodowych Punja wrócił do swoich bieżących zadań. Dopiero kiedy się z nimi uporał, przyszła kolej na telefony BlackBerry. Teraz Punja dokładniej obejrzał poszczególne urządzenia. Szukał wskazówek, w jakim stanie jest dany aparat, bo od tego zależał wybór właściwych narzędzi kryminalistycznych. Czy jest włączony czy wyłączony? Czy wymaga wymiany baterii? Pod baterią czasem znajdowała się nalepka firmy, która dokonała modyfikacji. Jeśli badany sprzęt posiadał taką nalepkę, technicy kryminalistyczni zwykle mieli ułatwione zadanie.
Do laboratorium, w którym pracował Punja, trafiało wiele telefonów szyfrujących BlackBerry, powiązanych z przemytem narkotyków, handlem bronią i fałszowaniem pieniędzy. Często pojawiały się w zwykłych policyjnych śledztwach i dochodzeniach służb federalnych, które też czasem zwracały się o pomoc do Punjy. Wpadały również w ręce amerykańskich kolegów.
Organizacje przestępcze sięgały po coraz nowocześniejsze metody działania, przenosząc je na platformy niedostępne dla policji, która nadal stosowała tradycyjne techniki śledcze i kryminalistyczne. To nie znaczy, że sprawcy przestępstw mogli się czuć bezkarni; wciąż było miejsce dla informatorów i standardowej policyjnej roboty detektywistycznej, może nawet jeszcze bardziej niż kiedyś. Ale przestępcy mogli ze sobą rozmawiać otwartym tekstem, wiedząc, że telefony BlackBerry strzegą ich tajemnic nawet po zarekwirowaniu przez organy ścigania.
Działo się tak z dwóch powodów: w zmodyfikowanych telefonach nie można było założyć zwykłego podsłuchu, od ponad stu lat stosowanego przez policję na całym świecie. Inna modyfikacja uniemożliwiała dostęp do zapisanych w telefonie danych. Punja miał znaleźć rozwiązanie tego drugiego problemu.
Na całym świecie, od Ameryki po Australię i od Meksyku po Maroko, przestępcy coraz chętniej korzystali z tego rodzaju urządzeń szyfrujących. Technicy kryminalistyczni, tacy jak Punja i jego koledzy, nie potrafili się do nich włamać.
Telefony BlackBerry zafascynowały świat przestępczy kilka lat przed powstaniem Phantom Secure. Firmowy komunikator BlackBerry Messenger (BBM) stał się ulubionym narzędziem komunikacyjnym wszelkiej maści gangsterów. Zdawali sobie sprawę, że używanie zwykłych telefonów nie jest dobrym pomysłem. Nie nadawały się do rozmawiania o takich sprawach, jak przemyt narkotyków czy wymuszenia. Urządzenia BlackBerry to była zupełnie inna bajka: umożliwiały wysyłanie szyfrowanych wiadomości tekstowych. Aplikacja BBM uchodziła za tak bezpieczną, że największy kanadyjski bank zabronił jej używania swoim pracownikom, ponieważ szefostwo nie mogło kontrolować treści przesyłanych wiadomości, jak tego wymagały przepisy. Tam, gdzie korporacje widziały problem, przestępcy dostrzegli szansę. Telefony BlackBerry stały się ulubionym gadżetem członków zorganizowanych grup przestępczych. Szczególną popularnością cieszyły się na terenie Kanady.
Gangsterzy prowadzili z wymiarem sprawiedliwości grę w kotka i myszkę. Zwykle byli o krok przed policją, jeśli chodzi o korzystanie z nowoczesnych technologii. Organy ścigania wyskakiwały czasem przed szereg i stosowały nie do końca legalne metody, nierzadko naruszając prawo obywateli do ochrony prywatności. Policjanci podsłuchiwali smartfony za pomocą urządzeń rozmiaru walizki, zwanych pieszczotliwie „płaszczkami” (Stingrays), które przechwytywały rozmowy nie tylko przestępców, lecz także niewinnych przechodniów.
Podobnie było z BBM. Pomimo zapewnień marketingowców BlackBerry, że ich aplikacja gwarantuje ochronę prywatności, policjanci nagle zaczęli uzyskiwać dostęp do wiadomości przestępców, czasem na masową wręcz skalę. Od 2010 roku Kanadyjska Królewska Policja Konna (Royal Canadian Mounted Police, RCMP) przeczytała ponad milion wiadomości tekstowych zapisanych w urządzeniach BlackBerry w ramach dochodzenia przeciwko dwóm włoskim gangom działającym na terenie Kanady (ostatecznie prokuratura wycofała zarzuty). Wiadomości zawierały informacje na temat wszelkiej możliwej działalności przestępczej, łącznie z przemytem narkotyków, porwaniami czy składowaniem broni. Pomogły też ustalić sprawców serii brutalnych przestępstw popełnionych w latach 2010–2012.
Takie masowe przejęcie wiadomości tekstowych było możliwe, ponieważ komunikator BBM miał swoją piętę achillesową. Jego najczęściej używaną wersję chronił jeden globalny klucz szyfrujący wszystkie wiadomości. Tym krótkim kodem, cyfrowym odpowiednikiem wytrycha, firma szyfrowała i rozszyfrowywała wszystkie teksty. Kanadyjska policja weszła w posiadanie tego kodu (nigdy nie ujawniono, jakim sposobem), który umożliwił jej czytanie każdej wiadomości przesłanej w konsumenckiej wersji BBM. Kiedy Kanadyjczycy rozpoczynali swoją operację, BlackBerry miało w Stanach Zjednoczonych ponad osiemnaście milionów użytkowników. Organy ścigania hipotetycznie mogły się włamać do milionów telefonów, z których tylko część należała do osób naruszających prawo.
Sprytniejsi gangsterzy wzdrygali się na myśl o powierzeniu swojego bezpieczeństwa mainstreamowej firmie BlackBerry. Zdawali sobie sprawę, że giganci technologiczni zawsze współpracują z władzami. Woleli znaleźć niszowego operatora z ofertą skrojoną pod ich własne potrzeby.
W 2006 roku Nathaniel „Nat” Lineham prowadził przedsiębiorstwo o nazwie beStealth, sprzedające zmodyfikowane telefony BlackBerry. BeStealth miało placówki w hrabstwie Orange (Kalifornia, USA), Guadalajarze (Meksyk) i Vancouver (Kanada). Nat kierował swoją ofertę do handlarzy narkotyków, w szczególności zaopatrywał członków pewnego gangu, który przemycał ecstasy z Kanady do Stanów Zjednoczonych i kokainę w odwrotnym kierunku. Nat zaopatrywał gangsterów w telefony BlackBerry wyposażone w technologię uniemożliwiającą założenie podsłuchu.
Zamiast konsumenckiej wersji aplikacji BlackBerry, do której klucz pozyskała kanadyjska policja, urządzenia BlackBerry od Nata łączyły się z osobnym serwerem, BlackBerry Enterprise Server (BES). To oznaczało, że klucz do systemu szyfrująco-deszyfrującego był w rękach beStealth, a nie mainstreamowej BlackBerry. W związku z tym nawet gdyby BlackBerry chciała pomóc policji w odczytaniu szyfrowanych wiadomości, nie byłaby w stanie tego zrobić. Tylko Nat mógł to uczynić.
W zamyśle BlackBerry urządzenia z aplikacją działającą na BES były przeznaczone dla rządowych i korporacyjnych klientów firmy. Organizacje rządowe korzystały z nich, by utrudnić inwigilację agentom wrogich państw. Przedsiębiorcy korzystali z BES, by w razie potrzeby móc kontrolować wymianę wiadomości swoich pracowników. Nat zmienił zasady gry i zaczął sprzedawać te bardziej zaawansowane funkcje znajomym z branży handlu narkotykami.
BeStealth różniło się od BlackBerry nie tyle pod względem technologii, ile filozofii korporacyjnej. Zarząd BlackBerry z reguły szedł na rękę stróżom prawa. Firma chętnie pomagała policji w dochodzeniach i podobnie jak wielu innych dostawców nowoczesnych technologii miała nawet specjalną linię telefoniczną dla przedstawicieli organów ścigania, którzy chcieli złożyć wniosek o ujawnienie danych. BeStealth postępowało dokładnie na odwrót: dla organów ścigania było przeciwnikiem, niemającym żadnego interesu w dzieleniu się wiedzą na temat swoich klientów. Do laboratorium policyjnego w Calgary, w którym pracował Punja, trafiły kolejne pudła z telefonami, tym razem wypuszczonymi na rynek przez beStealth. W 2009 roku, podczas konferencji kryminalistycznej w Chicago, Punja ostrzegł swoich kolegów po fachu: „Nie spodziewajcie się, że będą z wami współpracować”. Miał na myśli konkretnie beStealth.
We wrześniu 2008 roku amerykańskie władze oskarżyły Nata o udział w zmowie w celu rozprowadzania ecstasy i czerpanie zysków ze sprzedaży urządzeń, które pomagały dilerom unikać odpowiedzialności karnej. Nat przyznał się do winy i beStealth przestało istnieć.
Mniej więcej w tym samym czasie Phantom Secure przelicytowało beStealth, dodając do telefonu BlackBerry kolejne zabezpieczenia. Był to między innymi mocniejszy system szyfrujący z kluczem przechowywanym w urządzeniu klienta. To oznaczało, że nawet włamanie się na serwery Phantom Secure nie umożliwiłoby policji odkodowania wiadomości użytkowników bez daleko idącej współpracy właściciela firmy. Aby odczytać wiadomości, technicy kryminalni musieliby uzyskać dostęp do konkretnego urządzenia, jak to uczyniło FBI w przypadku telefonu Hansona.
Przejście od BBM przez beStealth do Phantom Secure nie odbywało się liniowo. Część przestępców wciąż jeszcze używała aplikacji BBM, gdy inni eksperymentowali już z nowymi rozwiązaniami. Tak czy inaczej w branży panowała ostra konkurencja – kilkadziesiąt firm rywalizowało o pierwszeństwo na rynku zabezpieczonych komunikatorów szyfrujących, skrojonych specjalnie na potrzeby przestępczości zorganizowanej.
W świecie zbrodni dokonał się największy skok technologiczny od czasu wprowadzenia na rynek telefonów komórkowych. Pewien sprzedawca telefonów szyfrujących naciskał na podwładnego, by ten skłonił swoich klientów do posługiwania się bezpiecznymi urządzeniami. W wiadomości wysłanej z własnego szyfrującego telefonu napisał: „To już nie są lata osiemdziesiąte, musimy się stale rozwijać, by się utrzymać na rynku”. To była dewiza, którą kierowały się firmy w rodzaju Phantom Secure. Nie licząc kilku dochodzeń, telefony szyfrujące zapewniały przestępcom spokój od wścibskich policjantów. Dzięki firmom oferującym przerobione aparaty kryminaliści mieli przewagę nad stróżami prawa. Przestępcy, którzy jeszcze niedawno posługiwali się takimi samymi telefonami i pagerami jak szary obywatel, zyskali własny sektor technologiczny, który podobnie jak giganci tej miary co Apple ze swoim iPhone’em niemal co roku z dumą wprowadzał na rynek nowe gadżety. Klienci byli wierni ulubionym markom i niecierpliwie czekali na kolejne nowinki.
Dla inwestorów takie firmy były równie interesujące, jak start-upy z Doliny Krzemowej. Przynosiły wielomilionowe zyski i sprzedawały udziały kontrolne za ogromne sumy. Branża miała własnych wielkich graczy, prekursorów, wschodzące gwiazdy i przegranych. Niektóre firmy zarabiały tyle, by się utrzymać na powierzchni, inne wybijały się na globalnych liderów rynku.
Zakładali je maniacy komputerowi albo naiwni biznesmeni. Czasem do branży wchodził handlarz narkotykami, któremu początkowo zależało głównie na zabezpieczeniu siebie i swoich ludzi przed inwigilacją ze strony organów ścigania, ale z czasem uzmysławiał sobie zalety dywersyfikacji dochodów i zaczynał sprzedawać telefony szyfrujące także członkom innych karteli przestępczych.
Rywalizujące firmy hakowały się nawzajem, kradły sobie dane użytkowników i publikowały je w sieci. Handlowcy prowadzili kampanie dezinformacyjne na temat innych operatorów w nadziei na przejęcie ich klientów. Krótkie, półroczne abonamenty kosztowały tysiące dolarów. Sprzedawcy, głównie mężczyźni, zarabiali ogromne sumy. Trwonili łatwe pieniądze na prywatnych imprezach nad hotelowymi basenami w towarzystwie panienek lekkiego prowadzenia. W skrytkach bankowych trzymali sztabki złota i drogocenności. Kupowali Lamborghini, Ferrari i penthouse’y. Dorabiali się fortun, choć poza kręgiem ich klientów i organami ścigania nikt nie wiedział o ich istnieniu. Dostawcy kluczowej technologii dla organizacji przestępczych na całym świecie niezmiennie pozostawali w cieniu.
Telefony szyfrujące trafiały do każdej sfery działalności przestępczej, od laboratoriów produkujących kokainę po tajne magazyny narkotyków. Posługiwali się nimi skorumpowani policjanci i urzędnicy państwowi, zabójcy na zlecenie i drobni dilerzy, specjaliści od międzynarodowych przepływów brudnych pieniędzy, handlarze bronią sprzedający kałasze, pistolety i granaty. Włoska mafia, azjatyckie triady, nielegalne gangi motocyklowe. Jeśli chciałeś w tym świecie być traktowany poważnie, musiałeś kupić takie urządzenie.
Kryminaliści wreszcie zostawili policję daleko za sobą.
Firma Phantom Secure należała do prekursorów branży, ale podziemny sektor nowoczesnych technologii nieustannie i szybko ewoluował. Upadek beStealth niespodziewanie dał Phantom Secure pozycję lidera na rynku. Jego telefony, początkowo sprzedawane jako fajne gadżety, nagle zyskały w świecie przestępczym ogromną popularność. Stało się tak przede wszystkim za sprawą jednego człowieka – Hakana Ayika.
Gliny deptały Hakanowi Ayikowi po piętach. Musiał prześlizgnąć się jakoś przez granicę. Podróżował samochodem razem ze swoim wspólnikiem. W październiku 2010 roku dotarł do punktu kontrolnego na Cyprze. Chciał opuścić okupowaną przez Turcję północną część śródziemnomorskiej wyspy i wjechać do Republiki Cypryjskiej. Kontrolowane przez żołnierzy ONZ przejście codziennie przekraczały tysiące ludzi. Ale Ayikowi to się nie udało. Był jednym z najbardziej poszukiwanych australijskich przestępców.
Australijscy policjanci rozbili gang szmuglerów narkotyków, którym kierował Ayik. Na prośbę australijskich władz jeden z jego partnerów został aresztowany w Hongkongu. Policja miała twarde dowody na powiązania Ayika z ładunkiem stu siedemdziesięciu pięciu kilogramów heroiny o wartości ponad pięćdziesięciu milionów dolarów, który w lipcu tamtego roku dotarł z Bangkoku do portu w Sydney. Kiedy wystawiono za nim list gończy, przebywający za granicą gangster postanowił nie wracać do ojczyzny. Rozpłynął się w powietrzu. Zadrwił z australijskiej policji, pisząc po turecku na Facebooku: „Złapcie mnie, jeśli potraficie”.
Na swoje nieszczęście Ayik wyróżniał się z tłumu. Miał szeroką klatę i napakowaną sylwetkę sterydowego kulturysty. Pierś i prawą rękę pokrywały czarne tatuaże. W ogolonej na łyso czaszce tkwiły błyszczące brązowe oczy o przenikliwym spojrzeniu, na niektórych zdjęciach bardziej serdecznym niż groźnym.
Samochód Ayika przesuwał się powoli w długiej kolejce aut czekających na przepuszczenie. W końcu gangster dotarł do posterunku i pokazał paszport. Kiedy pracownik ONZ zaczął uważnie studiować dokument, Ayik wpadł w panikę i zawrócił w kierunku tureckiej strony. Żołnierze otworzyli ogień, ale nie udało im się trafić pędzącego auta.
Dwudziestego grudnia, ponad miesiąc po nieudanej próbie przedostania się na grecką stronę Cypru, policjanci wytropili Ayika w hotelu w Kirenii, starożytnym porcie na północnym wybrzeżu wyspy. Podczas przeszukania znaleźli w jego pokoju akcesoria związane z narkotykami, w tym sprzęt do produkcji sterydów. W ręce policyjnych detektywów wpadł laptop Ayika i osiem telefonów komórkowych. Sąd Tureckiej Republiki Cypru Północnego wypuścił zatrzymanego za kaucją, ale zatrzymał jego paszport i zabronił mu opuszczać wyspę. Mimo potencjalnych problemów (między innymi braku umowy o ekstradycji z samozwańczym państewkiem) przemytnik narkotyków miał odpowiedzieć za swoje czyny.
Ayik, ubrany w szary sweter, koszulę z kołnierzykiem i ciepły płaszcz, opuścił gmach sądu i wtopił się w gęsty popołudniowy cień. Znów był zbiegiem. Prawdopodobnie przekupił funkcjonariuszy straży granicznej i wsiadł na jakiś statek. Podobno uciekł do Dubaju. Australijczycy już mieli go w swoich rękach, ale im się wymknął.
Hakan Ayik dorastał z dala od przepychu, który później stał się jego znakiem firmowym. Urodził się w Australii w rodzinie tureckich imigrantów. Wcześnie stracił ojca. Od dzieciństwa miał kontakt z narkotykami, bo wśród jego najbliższych krewnych były osoby uzależnione. Uczył się w męskim liceum pod Sydney. To wtedy zaprzyjaźnił się z człowiekiem, który później odegrał ważną rolę nie tylko w życiu Ayika, lecz także w całym australijskim świecie przestępczym. Tym człowiekiem był Duax Hohepa „Dax” Ngakuru, późniejszy szef gangu motocyklowego Comancheros. Jego członkowie nosili czarne skórzane kamizelki z logo gangu, przedstawiającym kondora na czerwono-złoto-czarnym tle. Wzorowaną na organizacjach paramilitarnych grupę pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku założył Jock Ross.
Comancheros od dawna byli znani ze stosowania brutalnej przemocy. Jednym z wyjątkowo krwawych incydentów w historii gangu była ustawka z członkami konkurencyjnej organizacji o nazwie Bandidos, do której doszło w 1984 roku na parkingu przydrożnej tawerny. W strzelaninie zginęło siedem osób; policja aresztowała ponad trzydziestu bikerów. Jeden z uczestników walki stracił ramię, odrąbane maczetą. Wśród ofiar śmiertelnych, oprócz sześciu bandytów, była czternastoletnia dziewczynka zastrzelona ze sztucera, która przypadkiem znalazła się w niewłaściwym czasie i miejscu.
W 1998 roku do Comancheros dołączył ambitny osiemnastolatek Mahmoud „Mick” Hawi. Podobno kilka lat później wraz z niewielką grupką sprzymierzeńców zmusił do odejścia na emeryturę szefa grupy: „Oddaj nam gang – powiedzieli – albo pożałujesz”. Ross wybrał pierwszą opcję.
Napakowany Hawi, obwieszony złotymi łańcuchami i pokryty tatuażami, został nową twarzą Comancheros. Pod jego przywództwem bikerzy jeszcze chętniej sięgali po przemoc. W 2009 roku Hawi przez przypadek leciał tym samym samolotem, co szef Hells Angels, Derek Wainohu. Po wylądowaniu obaj wezwali swoich ludzi ku przerażeniu pozostałych pasażerów, a w terminalu krajowym lotniska w Sydney rozpętało się prawdziwe piekło. Jeden z członków Hells Angels zmarł od ran zadanych nożem i metalowym słupkiem.
Hawi miał wielkie ambicje. Wprowadził do gangu własnych ludzi i przeobraził go z bandy randomowych wyrzutków społeczeństwa w profesjonalną organizację handlarzy narkotyków.
I tu na scenę wkracza Ayik.
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.
WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.
czarne.com.pl
Wydawnictwo Czarne
@wydawnictwoczarne
Sekretariat i dział sprzedaży:
ul. Dukielska 83C, 38-300 Gorlice
Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa
Dział promocji:
Al. Jana Pawła II 45A lok. 56
01-008 Warszawa
Opracowanie publikacji: d2d.pl
ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków
tel. +48 12 432 08 50, e-mail: [email protected]
Wołowiec 2026
Wydanie I
