Wydawca: Powergraph Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Wróżenie z wnętrzności ebook

Wit Szostak

4.33333333333333 (9)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 253 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak

Każdy choć raz chciał odejść: zostawić wszystko, odwrócić się i zniknąć. Mateusz porzuca błyskotliwą karierę i zamieszkuje na dworcu kolejowym. Jego brat Błażej od dwudziestu lat nie wypowiedział ani słowa. Ale nic nie jest takie, jak się z początku wydaje. Dworzec Mateusza jest śródziemnomorską willą, zatopionym wśród beskidzkich lasów schronieniem dla ludzi i bogów. A milczący Błażej szeptem opowiada tajemniczą historię o odejściach i powrotach. To opowieść o dwóch braciach i Marcie, bogini Poświatowa, pełna niedopowiedzeń i pulsującego erotyzmu wyprawa w poszukiwaniu mitologii życia

Opinie o ebooku Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak

Cytaty z ebooka Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak

teraz mogę pisać, choć piszę szeptem, żeby nikt nie słyszał, żeby słowa nie dowiedziały się, że ich używam, bo wtedy zaczną się psuć i  niszczyć, staną się dziurawe i  do wyrzucenia. Więc piszę szeptem, kiedy słowa nie słyszą,
Słowa trzeba oszczędzać na gorsze czasy, na czasy głodu i  wojny. Wtedy będą potrzebne. Zresztą, i  tak mówiłem do siebie, więc nikt nie słyszał, czy używałem nazwy, czy nie. Dlatego piszę szeptem. A  słowa, których teraz nie potrzebuję, zapamiętuję i  trzymam na czarną godzinę. Bo może przyjdzie taka godzina, kiedy niezużyte słowa kogoś uratują?
Daniel musi rozumieć, bo zaufał filozofom i  wszedł w  ich tajemne grono, którego nikt nie rozumie, bo kiedy Daniel zaczyna mówić o  filozofii, to ma inne słowa i  inny wzrok i  wszystko wokoło jest inne. Daniel wie, że filozofia wyrywa go ze świata, że nawet przyjaciele patrzą na niego z  troską, biedny Daniel, biedny mały myśliciel, więc nie używa swych narzędzi publicznie, filozofuje zamknięty w  gabinecie, jego wstydliwa masturbacja pojęciami, nikt nie rozumie Daniela. Ale wierzy, że można zrozumieć, że można zrozumieć przyjaciela, który pewnego dnia powiedział bez powodu, odpierdolcie się ode mnie raz na zawsze, cały świat niech się odpierdoli, więc Daniel nie rozumie, ale Daniel chce zrozumieć.
Daniel nie rozumie, ale Daniel chce zrozumieć. I  zanurza słowa Mateusza w  swoich alchemicznych retortach pojęć i  destyluje sensy, szuka przyczyn, ale nie ma ratunku, nie ma odpowiedzi, więc Daniel musi przyjeżdżać do Poświatowa i  stawać twarzą w  twarz z  przyjacielem Mateuszem, dla którego nie tylko nie jest już przyjacielem, ale dla którego także nie istnieje, ale staje i  boli, i  musi, i  jedzie, choć wie, że będzie bolało. Wcześniej nie wiedział jeszcze, że to jedyny prawdziwy problem filozoficzny, który ma, bo inne są tylko w  książkach i  nie są jego, bo innymi się bawi i  gra w  tenisa z  problemami, i  zna zasady tenisa i  czasem wygrywa, a  czasem przegrywa, jak ktoś zaserwuje lepiej, ale tylko gra. A  tu nagle myślenie weszło w  jego życie i  życie wierci w  myśleniu dziury i  myślenie kuleje, więc Daniel musi jeździć na dworzec na końcu świata, choć czuje, że odpowiedzi nie będzie, tylko dalsze rany, głębsze i  gojące się jeszcze trudniej.
a  oni, wraz z  Martą, układają opowieść o  trzech chłopcach, trzech przyjaciołach, którzy wierzyli, że mogą pokonać świat. Marta nie jest wtedy boginią Poświatowa, tylko cichą akuszerką, która pomaga im urodzić tę opowieść, bo wie, że tylko opowieść im została, ją tylko mogą niańczyć, więc pomaga i  asystuje. Ta opowieść jest zawsze taka sama, słowa coraz lepiej pasują do siebie, te same zdania, powtarzane z  pamięci, choć im wydaje się, że tworzone na poczekaniu, te same gładkie frazy, potoczyście, potoczyście, a  pamiętasz jak razem, a  pamiętasz jak Mateusz, a  pamiętasz jak wtedy, i  wszystko znów nabiera światła, bo ta opowieść, dopóki opowiadana, oświetla ich życie, skupione przy stole w  dworcowej poczekalni, a  ja siedzę w  cieniu palmy, tylko Błażej, nasz Błażej, i  słucham słów.
Nie wiem więc, dlaczego zacząłem szeptać, dlaczego zrobiłem ten krok w  stronę zewnętrzności, wiedząc zarazem, że nie zrobię następnego, dlaczego poszerzyłem własną wewnętrzność o  moje szeptanie na poddaszu? Małe oszustwo głupiego Błażeja. Polubiłem to oszustwo, tę bezprawną obecność w  świecie mowy, tę niewinną kradzież słów. Ale wszystko ma swój kres, nawet małe oszustwa, o  których wiedzą tylko wnętrzności i  nikt inny.
Pierwsze szeptanie było o  winie i  peronie, i  zmęczonych bogach Poświatowa, drugie o  spoconym i  nieważnym panu Fryderyku i  o  tym, jak przestał być panem i  zrozumiał, jak jest nieważny, trzecie o  rodzącym się pięknie Sary, o  napięciu i  o  czekaniu, czwarte o  starym człowieku, który przyjechał obcy na dworzec i  umarł tu jako mój tata. A  piąte i  ostatnie będzie o  końcu, o  końcu wszystkiego, szeptanie ostatnie, ciche i  nikomu niepotrzebne, bo końca nie trzeba głośno obwieszczać, bo ludzie nie chcą końca.
będzie ostatnie, bo świat nie potrzebuje mojego szeptania, świat ma zamiast niego lepsze opowieści, opowieści piękne i  sprawdzone, dźwięczące jak stal i  kościelne dzwony. Świat będzie miał opowieść Sary i  opowieść Marty, świat nie słyszy szeptania i  dobrze, że nie słyszy. Szeptanie jest moim sekretnym życiem. Kradnę słowa ludziom i  chowam je w  moich wnętrznościach, gdzie żyją nowym życiem, życiem zamkniętym i  cichym, przepływa przez nie moja krew i  moje płyny, wtłaczam słowa w  moje wnętrzności, słowo po słowie, wróżę z  wnętrzności za pomocą słów, bo czasem przeczucia i  obrazy nie wystarczają.
Czy moje szeptanie jest z  samych wnętrzności? Czy wróżę z  nich, zanurzając palce między ciepłe gruczoły, czy też oglądam je z  zewnątrz, oszukując samego siebie? Głupi Błażej, złapany w  pułapkę słów. Ludzie wewnętrzni nie mają słów, mają ich wiecznie za mało, nie mają przymiotników, nie mają długich fraz. Ich wróżenie jest szybkie, bo boli, nie pławią się we wnętrzu z  radością człowieka zewnętrznego, nie żeglują między archipelagami organów.
Daniel filozof uśmiechał się, ale niepewnie. Chciał się uśmiechać bez tej niepewności, ale nie potrafił. Nosił w  sobie niepewność, bo zawsze był niegotowy na życie. Żył jako niegotowy, zawsze o  krok z  tyłu, musiał wszystko przemyśleć, wypróbować, sprawdzić, zanim zdecydował się to przeżyć. I  teraz tę swoją radość musiał przemyśleć, bo nie był na nią gotowy. Nie było czasu na próbę, a  życie bez próby przerażało Daniela. Życie na próbę, miłość na próbę, praca na próbę. Dlatego zawsze było z  nim dwóch Danielów, Daniel żyjący i  Daniel próbujący, a  ten pierwszy rzadko wygrywał. Daniel nie zatracał się w  życiu, nie potrafił. Był filozofem i  pewnie byłby byłym księdzem, gdyby się odważył zostać księdzem, ale nie było księży na próbę, więc nie został.
O  wiele łatwiej jest nie być, jak ja sobie nie jestem, niż być obok kogoś, kogo nie ma. Trzeba się przyzwyczaić i  nauczyć, że mnie nie ma. Tylko Błażej, taki nasz Błażej –  i  wtedy wszystko staje się łatwe. Pogodziłem się z  własnym niebyciem i  tak sobie żyję, taki nasz Błażej, tylko Błażej. Muszę tylko znaleźć słowo na to moje niebycie. Może takie słowo jest, a  może nie ma? Jeśli jestem jedynym takim naszym Błażejem, to nie ma słowa, bo nie było wcześniej takich naszych Błażejów i  potrzeby słów na nich. Nie można znaleźć, czego nie ma, a  wymyślać słowo na siebie to niedobrze.
Słowa tej rozmowy nie są ważne, bo w  rozmowach nieważne są słowa, tylko intonacje i  melodie, rytm wymiany zdań i  nastroje, które widać w  gestach i  minach rozmówców. To mówi więcej niż sens słów, który spisany bez tej partytury, może oszukać każdego.
zrozumiałem w  jednym i  jasnym błysku, że wszystko już będzie tak samo. Tak samo i  do końca. Że wszystko inne to tylko pozory czegoś innego, to oszustwo i  zmiana dekoracji. Wszędzie jest tak samo i  zawsze jest tak samo, czasem to jest czerwone, czasem białe, czasem wytrawne, a  czasem słodkie, ale zawsze to samo. Różnice to detale, różnice nie zmieniają rzeczy. I  zrozumiałem, że nie ma potrzeby wybierać, nie ma potrzeby działać, bo w  tym wszystkim nie ma nic istotnego, żadnej odmiany. Z  każdym człowiekiem będzie tak samo i  w  każdej podróży będzie tak samo, nie ma odmiany, nie ma ucieczki od samego siebie. Więc przestałem uciekać i  zgodziłem się na siebie, na siebie aż do śmierci, siebie wewnętrznego. Wnętrzności się nie zmieniają, wnętrzności czasem chorują i  umierają, ale tu zawsze jest tak samo. Nie wybrałem trudnego życia, bo nie wybierałem, ale nie wiem, czy moje jest trudniejsze?
Nie szukam odmiany i  nie rozczarowuje mnie jej brak. Dla świata to głupota, bo mądrość to umiejętność odmieniania siebie i  odmieniania świata, bo mądrość wymyślono w  zewnętrzności, to sposób radzenia sobie z  zewnętrznością, więc wewnętrzność musi być dla świata głupia. Działać, zmieniać, wpływać, wyruszać i  wracać, to mądrość zewnętrzności. Nie działam i  nie wpływam, jestem tylko Błażej. Dlatego mój brat jest mądry, a  ja nie, bo on nawet jak się wycofuje, to wpływa i  działa.
Nie potrafię jej opowiedzieć słowami Mateusza, bo nie mam w  sobie wielu słów, których on używa. Żyjemy w  innych słownikach, mówimy innymi językami, już nie patrzymy w  siebie jak w  lustro. Ale też nie mogę jej opowiedzieć tylko własnymi słowami, bo nie da się jej tak opowiedzieć. Ta opowieść musi więc zostać pomiędzy mną a  Mateuszem, rozpięta niczym pajęcza sieć, zaczepiona o  słowa, które każdy z  nas nosi w  sobie, opowieść pomiędzy, opowieść z  pogranicza.
cały świat musiałby na kolanach przyjść do Poświatowa i  Mateusza przeprosić za wszystko, a  wtedy Mateusz wysmagałby ten cały świat i  przepędził, ale ten świat musiałby wrócić jeszcze siedem razy, siedem razy na kolanach, siedem razy przeprosić za wszystko i  siedem razy przyjąć gniew Mateusza, a  wtedy może Mateusz powiedziałby ugodowo: zastanowię się. I  tyle.
I  tego nikt nie wie, nawet Mateusz, bo Mateusz nie wierzy już w  winę świata wobec siebie, nie wierzy w  swoją krzywdę, ale nie ma już powrotu. Bo im bardziej chce być przez świat przytulony, tym bardziej ten świat chłosta. Bo czuje, że ukoi go tylko przytulenie przez świat ostatecznie wychłostany i  obrażony, wtedy tylko takie przytulenie będzie miało moc, bo nie będzie zwykłym odruchem, nie będzie nagrodą, nie będzie zapłatą, tylko będzie gestem czystym i  bezinteresownym. I  Mateusz wie, że świat go tak nie przytuli, ale na inne przytulenia się nie zgadza, i  dlatego chłosta na prawo i  lewo, i  biczem gniewu przepędza z  Poświatowa cały świat i  jego ambasadorów.
Każdy ma swoje szepty, Poświatów pełen jest szeptów, których nikt nie słyszy. Kto szepcze, boi się swego głosu, ale chce, by go usłyszano. Kto szepcze, udaje tylko, że nie chce mówić, bo gdyby nie chciał mówić, toby milczał albo ciągle gadał, zagadując siebie i  świat. Kto szepcze, chce, by jego słowa dotarły do celu, ale by dotarły tak, jak on chce, by usłyszane było to, co jest mówione. Ale słowa nie w  taki sposób żyją, słowa mają swoje życie i  słyszymy inne rzeczy, niż są mówione. Co się dzieje po drodze z  tymi słowami? Obracają się, łączą w  pary, tworzą klucze jak ptaki –  nie wiadomo. Trafiają do innych miejsc niż te, z  których wyleciały. Ludzie tego nie rozumieją, ale przeczuwają, dlatego szepczą.
Wybierano za mnie, odkąd okazało się, że nie nadaję się do wybierania. Żyję wolny poza wolnością, bo wolność to przymus, bo trzeba być wolnym, jak się żyje, a  ja żyję i  nie muszę być wolny, sobie jestem, głupi brat, na poddaszu brata mądrego.
Wolność to wychodzenie na zewnątrz, to zaznaczanie siebie na zewnątrz siebie, gdzieś w  świecie. A  ja nie muszę siebie zaznaczać, mnie dobrze we własnym wnętrzu, niech inni męczą się na zewnątrz. Ja patrzę. Takie życie, dziwne życie, ale czyje nie jest dziwne.