Rozmowy o chrześcijaństwie - Leszek Żuk - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 480 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Rozmowy o chrześcijaństwie - Leszek Żuk

Czy chrześcijaństwo mogłoby istnieć bez grzechu, diabła i Judasza?

 

W „Rozmowach o chrześcijaństwie” autor wszechstronnie i bezkompromisowo porusza szereg zagadnień związanych z chrystianizmem – od jego najgłębszych korzeni i uwarunkowań historycznych, aż po czasy współczesne.

 

Analizie poddano dogmaty i mity, które przez wieki narosły wokół chrześcijaństwa, a w ostatecznym rozrachunku ukształtowały obraz tej religii znany nam współcześnie: Gdzie i kiedy powstała koncepcja Boga Jedynego? Kim właściwie był Jezus i na ile jego idee są faktycznie zbieżne z tym, w co dziś wierzą jego wyznawcy? Skąd się wzięły i czym są w rzeczywistości rozliczne relikwie pieczołowicie przechowywane w kościołach i klasztorach? Jaką rolę odegrali święci Piotr i Paweł? Gdzie jest grób Jezusa?

 

To tylko niektóre pytania, na które próbuje odpowiedzieć ta książka.

Opinie o ebooku Rozmowy o chrześcijaństwie - Leszek Żuk

Fragment ebooka Rozmowy o chrześcijaństwie - Leszek Żuk





Strona redakcyjna


MONOTEIZM NIE ZAWSZE MA CHRZEŚCIJAŃSKIE IMIĘ

Chrześcijanie bardzo lubią podkreślać wyjątkowość swojej religii, co ma przekładać się na jej wyższość nad wszystkimi innymi religiami. Jednym z głównych powodów tej dumy jest wiara w Boga Jedynego, która w chrześcijaństwie jest wyrażona w sposób rzekomo najpełniejszy i jedyny prawdziwy. Tymczasem, wbrew temu twierdzeniu, monoteizm jest formą religii znaną od dawna i pojawiającą się nieraz w wielu niezależnych od siebie ośrodkach kulturowych. Wydaje się, że wiara w jedynego, uniwersalnego boga jest naturalnym etapem rozwoju politeistycznego panteonu bóstw patronujących różnym, mniej lub bardziej wyodrębnionym, dziedzinom życia społecznego. Dosłownie setki bogów funkcjonowały lub funkcjonują w rozmaitych religiach wyznawanych w różnych częściach świata, czego przykładem mogą być gigantyczne panteony bóstw hinduistycznych, japońskich czy chińskich. Wyznawcy muszą się orientować, do którego boga zwracać się w określonej sprawie, a w praktyce ograniczają swoje zainteresowanie do wybranych bogów, którzy są im aktualnie potrzebni. Historia poszczególnych kultur pokazuje, jak stopniowo spośród tej mnogości bóstw wyłaniało się jedno, uważane za najważniejsze, i to ono przejmowało rolę zwierzchnika nad pozostałymi; ten typ religii nosi nazwę henoteizmu.

Charakterystyczny jest fakt, że zwykle bogiem „naczelnym” zostawał reprezentant siły: władca piorunów (grecki Zeus i germański Tor), bóg wojny (izraelski Jahwe), pan słońca (egipski Re) lub władca nieba (semicki El). Bóg naczelny sukcesywnie przejmował cechy pomniejszych bogów lub, jak to było w starożytnym Egipcie, zawierał swoistą „koalicję” z innym, równie silnym bóstwem. Zdarzało się wtedy, że bóg najwyższy występował pod kilkoma imionami, jak to widać na przykładzie egipskiego ­Amona-Re.

W ten czy inny sposób następowało więc rozdzielenie boskiego monarchy oraz jego podwładnych, co wyraźnie przypomina stosunki panujące między ludźmi. Zwłaszcza że tendencja do wyróżnienia jednego bóstwa jako najważniejszego zwykle zbiega się w czasie z rozwarstwieniem ludzkiego społeczeństwa i kształtowaniem centralnych struktur władzy oraz powstawaniem organizacji politycznych, plemiennych czy państwowych. Wygląda na to, że ziemscy władcy chcieli mieć swojego odpowiednika w niebiańskim świecie bogów, aby uzasadnić i umocnić własną pozycję na ziemi poprzez analogię z rzeczywistością nadnaturalną.

Co więcej, historia pokazuje, że z upływem czasu pogłębiona refleksja nad religią może doprowadzić do zanegowania samodzielnego istnienia bogów niższej rangi, którzy w nowej sytuacji okazują się zaledwie wcieleniami, emanacjami lub aspektami tego jedynego prawdziwego. Taka interpretacja występuje na przykład w Indiach, gdzie pod zewnętrzną powłoką sugerującą rozbudowany politeizm kryje się wypracowana przez intelektualistów koncepcja w zasadzie monoteistyczna. Wyznawcy wedyzmu i braminizmu uznają rozliczne bóstwa za aspekty tej samej wszechogarniającej siły kosmicznej. W dżinizmie jest to bezosobowa energia karman przenikająca cały wszechświat, a w buddyzmie energia moralna. Pierwotny buddyzm był oczywiście ateistyczny, lecz z czasem rodził się stopniowo w ludowy politeizm z dziesiątkami bóstw, duchów i demonów, jednak nawet w tej postaci zachował wyraźne inklinacje do uznawania wszystkich tych fantastycznych istot za emanacje ludzkiego umysłu albo kosmicznego umysłu Jedynego Boga. Hinduiści zaś wypracowują koncepcję boskiej trójcy Brahma-Wisznu-Sziwa stanowiącej istotę rzeczywistości. Te trzy bóstwa reprezentują naczelną siłę, która rządzi innymi bogami i całym kosmosem i w tej perspektywie są jednym Bogiem przejawiającym trzy wzajemnie dopełniające się aspekty.

Można zaryzykować uogólnienie, że w większości wypadków politeizm interpretowany przez myślicieli zmierza nieuchronnie do uproszczenia panteonu. Proces ten wydaje się logicznie zrozumiały i uzasadniony intelektualną elegancją stwierdzenia, że cała rzeczywistość daje się sprowadzić do jednej zasady.

Prosty lud woli jednak czcić licznych bogów, duchy, a nawet demony, i na ogół nic nie wie o koncepcjach ich unifikacji. Filozofowie i mędrcy, na przykład w starożytnym Egipcie, w Indiach czy też Chinach, twierdzili wprost, że politeizm jest zaledwie formą przybliżenia prawdy na poziomie odpowiednim dla niewykształconego ludu, który nie zrozumiałby logicznej argumentacji. Oni sami zaś, jako umysłowa elita, dostrzegają za tymi ludowymi wyobrażeniami jedyne bóstwo. Innymi słowy: oni są już monoteistami.

Łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy proces wzrastania najwyższego bóstwa kosztem innych bogów będzie nadal postępował. Nadchodzi w końcu moment, kiedy na arenie pozostaje wyłącznie jeden bóg, a poddane mu bóstwa tracą swój dotychczasowy status i stają się jedynie duchami, demonami, aniołami czy diabłami... Innymi słowy – rodzi się właściwy monoteizm, czyli świadome jedynobóstwo akceptowane przez ogół społeczeństwa, łącznie z tymi najsłabiej wykształconymi prostaczkami, którzy najdłużej trzymali się starych wierzeń.

Znamienne jest jednak to, że nawet powszechnie zaakceptowany monoteizm nie stanowi ostatecznej granicy ewolucji religii. W skrajnych przypadkach bowiem, tak stało się na przykład w buddyzmie, nawet jedyne bóstwo bywa odrzucane przez intelektualistów, ponieważ mędrcy dochodzą do koncepcji bezosobowego wszechogarniającego absolutu. W ten sposób pojawia się ateistyczna religia, w której nie ma miejsca nie tylko na wielu bogów, lecz także dla osobowego Boga Jedynego.

Tak rozumują na przykład chińscy taoiści i konfucjaniści, którzy formalnie czczą dziesiątki bogów, lecz postrzegają ich najczęściej jako przejaw bezosobowej kosmicznej energii utożsamianej z niebem. Ewentualnie samo niebo uznają za jedynego boga zwanego Szangti lub Tien. W taoizmie funkcjonuje dodatkowo trójca bóstw Tao-czün, Jü-huang i Lao-tsy, które razem odpowiadają najwyższej, bezosobowej idei świata.

Jak zatem widać, monoteizm może być postrzegany jako historyczny etap rozwoju ludzkiej świadomości. Można też założyć, że wiara w Boga Jedynego jest uproszczoną, spersonifikowaną interpretacją bezosobowego absolutu, czyli kosmicznego wszechbytu jako wiecznego i najbardziej podstawowego składnika wszelkich religii.

Egipski faraon Amenhotep IV zasłynął jako propagator pierwszego odnotowanego w dziejach systemu monoteistycznego lub przynajmniej zmierzającego w stronę monoteizmu. W XIV w. p.n.e. władca wprowadził kult jedynego boga Atona, którego widomym znakiem jest tarcza słoneczna. Sam faraon na cześć nowego boga przyjął imię Echnaton, a wszystkie bóstwa czczone wcześniej przez Egipcjan zredukował do roli inkarnacji słonecznego Atona. Koncepcja mogłaby wydawać się interesująca, lecz opór kapłanów, obawiających się utraty zysków, oraz ludności, która nie zrozumiała myśli Echnatona, sprawiły, że egipska forma monoteizmu nie znalazła wielu zwolenników. Ostatecznie więc, po przedwczesnej śmierci władcy, doszło do przywrócenia dawnej formy religii. W dodatku imię faraona-heretyka zostało wymazane z historii Egiptu i zatarte wszędzie tam, gdzie widniało na murach czy rzeźbach. Na szczęście to niszczenie pamięci nie do końca się powiodło, bo imię Echnatona przetrwało jednak na kilku budowlach, a intrygująca luka w zapisanej historii kraju przyciągnęła uwagę badaczy i w końcu doprowadziła do ujawnienia, kto w tym czasie panował. Paradoksalnie więc faraon skazany przez współczesnych na niebyt, po kilku tysiącleciach stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych władców znad Nilu.

Rewolucyjna idea faraona również nie poszła w niepamięć, ponieważ przetrwała między innymi w kultach zachodniej Azji. Co więcej, sami egipscy kapłani zaczęli budować systemy, w których bóstwo uważane za najwyższe, a przez wtajemniczonych za jedyne, było czczone pod postacią kilku dawnych bogów uznanych za jedność. Charakterystycznym przykładem takich tendencji jest słynna egipska trójca: Re (słońce, bóg najwyższy) – Amon (bezosobowy duch) – Ptah (organizator rzeczywistości na ziemi).

Między X w. p.n.e. a V w. n.e. na Bliskim Wschodzie rozwinęł się szereg kultów o tendencjach monoteistycznych w mniejszym lub większym stopniu nawiązujących do pomysłu Echnatona. Semici czczą najwyższego, a z czasem jedynego boga nieba El. W Iranie zaś powszechnym szacunkiem cieszy się Ahura Mazda, bóg światła i słońca, który stopniowo wchłania wszystkie inne kulty. Jednak w tym przypadku nie można mówić o monoteizmie, ponieważ w irańskim panteonie równie silny i ważny jest Aryman, czyli bóstwo mroku, antyteza jasnego Ahura Mazdy. Irański dualizm światła i mroku względnie łatwo rozprzestrzenia się też w innych krajach, przybierając najróżniejsze postaci. Tak pojawia się kult Mitry, słonecznego bóstwa walczącego z siłami ciemności reprezentowanymi przez byka, a potem manicheizm ściśle związany z wczesnym chrześcijaństwem. Dla manichejczyków światłość reprezentuje Chrystus (bóstwo różne od historycznego Jezusa), a mrok to Szatan. Cała rzeczywistość jest wynikiem kosmicznej walki Chrystusa i Szatana, a na końcu świata Chrystus ma zwyciężyć, przez co zapanuje królestwo światłości.

Z Iranu wywodzi się też szeroko rozpowszechniony w Rzymie monoteistyczny kult Zwycięskiego Słońca reprezentującego światłość w opozycji do mroku.

W ostatnim tysiącleciu p.n.e. Izraelici tworzą zaczątki judaizmu jako nowej wersji monoteizmu wyraźnie wzorowanej na koncepcjach egipskich. Łączą kult najwyższego boga Semitów El (w liczbie mnogiej Elohim) z własnym bóstwem plemiennym, bogiem wojny o imieniu Jahwe. W praktyce jednak większość z nich dopuszcza istnienie innych bóstw, rozumiejąc, że każdy kraj czy plemię ma odrębną religię, a sukcesy lub klęski ludzi odzwierciedlają po prostu siłę lokalnych, plemiennych bogów. Oznacza to, że Izraelici nie zawsze byli monoteistami, wbrew zredagowanym później biblijnym mitom. Z całą pewnością w czasach Abrahama Izraelici, czy raczej ich przodkowie, czcili wielu bogów. Mojżesz zdaje się próbował wprowadzić monoteizm zapożyczony od Egipcjan lub od Medianitów, lecz rezultat jego wysiłków był raczej skromny. Przecież jeszcze kilkaset lat później, w epoce Dawida i Salomona, Izraelici nadal czcili wielu bogów i nawet władcy budowali świątynie poświęcone rozmaitym bóstwom. Monoteizm zapanował wśród Żydów dopiero w ostatnich wiekach przed erą chrześcijańską.

Kontynuacją tych tendencji będzie pojawienie się wielu monoteistycznych sekt w ramach wiary żydowskiej w ostatnich wiekach przed Jezusem i na początku ery chrześcijańskiej. Większość z tych grup oczywiście zanikła, wchłonięta przez główny nurt judaizmu. Wyjątkiem okazała się mało w tym czasie znana sekta Jezusa. Sukces tej grupie zapewnił św. Paweł, który ideom Jezusa nadał wymiar uniwersalny, wykraczający poza ramy Izraela i judaizmu. W IV w. zaś rzymski cesarz Konstantyn czczący Zwycięskie Słońce przekształci kult Jezusa w uniwersalną religię chrześcijańską, której nada formę nawiązującą do irańskiego dualizmu. W myśl tej koncepcji Chrystus--światło toczy walkę z Szatanem-mrokiem. Pod wpływem Konstantyna Bóg Jedyny chrześcijan nabiera charakteru synkretycznego, ponieważ występuje jako Trójca Święta: Bóg Stwórca tożsamy z semickim El i izraelskim Jahwe, bezosobowy Duch Święty, nawiązujący do babilońskich mitów o duchu życia unoszącym się nad pierwotnymi wodami kosmicznego oceanu, oraz Chrystus (utożsamiany z historycznym Jezusem) nawiązujący do kultu Zwycięskiego Słońca zbawiającego świat oraz do żydowskiej idei Mesjasza.

Ten synkretyzm wywoływał oczywiście krytykę. W VII w. skromny Arab Mahomet (Muhammad) inspirowany przez judaizm i chrześcijaństwo wprowadził w Arabii kult Boga Jedynego zwanego Allahem i stworzył nową monoteistyczną religię islam, która miała być wolna od błędów popełnionych przez twórców chrześcijaństwa. Mahomet zarzucił chrześcijanom politeizm, ponieważ czczą nie jednego Boga, lecz Trójcę Świętą, więc trzech bogów, a w dodatku setki świętych traktują jak pomniejsze bóstwa z dawnych panteonów politeistycznych. Chrześcijanie modlą się do świętych oraz czczą mniej lub bardziej wątpliwe relikwie i wizerunki świętych, co w oczach prawowiernych wyznawców islamu jest obrazą Boga Jedynego.

Widać zatem, że chrześcijaństwo nie zawsze i nie przez wszystkich jest postrzegane jako czysty monoteizm, a chrześcijanie zapewne nie powinni uważać się ani za pierwszych, ani tym bardziej za najlepszych wyznawców Boga.


ŻYDOWSKIE KORZENIE CHRZEŚCIJAŃSTWA

Stwierdzenie, że chrześcijaństwo to w zasadzie bardzo liczna sekta judaizmu, jest nie do przyjęcia dla większości wyznawców Jezusa, którzy postrzegają siebie jako szczęśliwych wybrańców, którym dane było poznać jedyną prawdziwą i absolutnie niepowtarzalną wiarę. Oczywiście wiedzą, że ich religia w jakiś sposób wyrosła z judaizmu, ale jednocześnie podkreślają swoją rzekomą wyższość, jedyność i fundamentalną odrębność od wszystkich innych religii, a zwłaszcza od judaizmu. Należy zatem przyjrzeć się korzeniom chrześcijaństwa, aby sprawdzić, jak bardzo jest ono różne od religii żydów.

W trzecim tysiącleciu przed naszą erą semickie plemiona, a wśród nich koczowniczy Izraelici, rozprzestrzeniają się po Bliskim Wschodzie. Posługują się bardzo zbliżonymi językami i żyją w patriarchalnych społeczeństwach, w których kobieta ma niewiele do powiedzenia. Powszechnym zwyczajem jest obrzezanie, stanowiące zarówno wyraz ofiary złożonej bóstwom, jak też element wiążący społeczeństwo. Semitów łączy cześć oddawana ciałom niebieskim, zwłaszcza księżycowi, gwiazdom i słońcu, oraz kult boga najwyższego, zwanego El. To od jego imienia pochodzą późniejsze nazwy biblijnego boga Elohim i muzułmańskiego Allaha. Mimo zasadniczej jedności Semitów każda grupa wytwarza własne formy kultu i czci odrębne bóstwa opiekujące się tylko określonym plemieniem. Tok rozumowania tych ludzi był bardzo prosty i w zasadzie logiczny: bóg najwyższy El jest istotą zajmującą się całym wszechświatem i przez to tak odległą, że nie może troszczyć się o poszczególne plemiona. Prawdę mówiąc, zwykli ludzie w ogóle nie powinni się do niego zwracać. Unika się więc używania jego imienia i w konsekwencji El staje się raczej odległą abstrakcją. „Do użytku codziennego” służą raczej bogowie pomniejsi, specjalizujący się w poszczególnych, konkretnych dziedzinach, i do nich zalicza się też plemienne bóstwa opiekuńcze. Należy przy tym pamiętać, że kult jednego bóstwa wcale nie wyklucza istnienia innego. Jeżeli więc jedno plemię pokonuje inne, oznacza to po prostu, że bóstwa tego pierwszego okazały się mocniejsze od bóstw opiekuńczych drugiego (Księga Powtórzonego Prawa 28,13-14). Ten sposób myślenia jest doskonale widoczny choćby w sformułowaniu przykazań Dekalogu (Księga Wyjścia 20), gdzie wcale nie zaprzecza się istnieniu innych bóstw, a jedynie zakazuje ich czczenia. Oczywiście późniejsze, już ściśle monoteistyczne, interpretacje posuwają się dalej, odmawiając innym bogom w ogóle prawa do istnienia, co widzimy w rozwiniętym judaizmie, chrześcijaństwie i islamie. Pięcioksiąg, w postaci, w jakiej go zredagowano do VIII w. p.n.e., najwyraźniej połączył dwie wcześniej samodzielne serie mitów: starszą i bardziej uniwersalną, odnoszącą się do Elohim, oraz młodszą tradycję Jahwe, czyli boga wojny i lokalnego patrona Izraelitów. W różnych częściach Pięcioksięgu jest stosowane raz jedno, a raz drugie określenie. Wygląda na to, że kapłani redagujący oficjalny tekst Pisma Świętego korzystali z gotowych mitów, które tylko zestawili i ujednolicili, ale nie zdołali do końca zatrzeć śladów dokonanej kompilacji. Prawdopodobnie wynika to z tego, że redakcja odbywała się na przestrzeni wielu lat i była dokonywana przez wielu kapłanów. Obie szkoły, Elohim i Jahwe, były równie silne i oba imiona właśnie tworzonego jedynego bóstwa prawdopodobnie funkcjonowały obok siebie, co przypomina na przykład egipskiego Amona-Re, w którym również zespoliły się dwa różne bóstwa. Ślady starszych politeistycznych mitów zdają się również trwać w niektórych formach użytych w Biblii, kiedy Bóg mówi o sobie „my” (Księga Rodzaju 3,22). Z drugiej jednak strony liczbę mnogą można też interpretować jako pluralis maiestaticus, czyli formę podkreślającą dostojeństwo. Na przykład Elohim to forma mnoga El i bez wątpienia nie chodzi tu o wielobóstwo.

Natomiast nieprzeliczone zastępy aniołów i demonów występujących w judaizmie z całą pewnością stanowią pozostałość dawniejszych politeistycznych wyobrażeń. Zwłaszcza że niektóre demony to bóstwa innych ludów bezpośrednio przeniesione do mitologii biblijnej, czego przykładem może być żeński nocny demon Lilith, w istocie tożsamy z babilońską boginią o tym samym imieniu. Natomiast Baal, pojawiający się w Biblii jako przedstawiciel piekieł, był bogiem Fenicjan.

Izraelici przeszli do dziejów świata jako twórcy najsławniejszego dzieła religijnego wszech czasów, które jest nie tylko Pismem Świętym judaizmu, ale też punktem wyjścia dla dwóch innych uniwersalnych wyznań monoteistycznych. Tym dziełem jest oczywiście Biblia, księga najświętsza i najważniejsza dla milionów wyznawców na całym świecie. Należy jednak pamiętać, że Izraelici nigdy takiej księgi nie mieli. Przez kilka tysiącleci funkcjonowały w Izraelu luźne opowieści mieszające religijną mitologię z całego Bliskiego Wschodu i realną historię. Izraelici przejęli tradycyjne opowiadania sumeryjskie i babilońskie, a potem egipskie, przerabiając je dla własnych potrzeb i łącząc ze sobą w nowe całości. Przez wieki były one przekazywane w wersji ustnej, co tym bardziej sprzyjało ich przetwarzaniu. Dopiero pod koniec drugiego tysiąclecia przed naszą erą izraelscy kapłani zaczynają je spisywać dla celów oficjalnego kultu państwowego. Początkowo jednak nikt nie myśli o stworzeniu jakiegoś jednolitego zbioru uznawanego za kanon albo tego, co różne wyznania określą potem jako Pismo Święte.

Sytuacja przypomina stosunki egipskie, gdzie również nie istniała jedna święta księga. Rozmaite egipskie teksty o charakterze mitologicznym lub teologicznym pojawiały się na papirusach wkładanych do grobów i na ścianach grobowców, ponieważ miały służyć jako przewodnik po zaświatach. Oczywiście tworzą one pewną względnie spójną wizję rzeczywistości, lecz nikt ich nie zebrał w jednym utworze literackim. Dlatego ukute przez archeologów pojęcie Księgi piramid lub Księgi umarłych to jedynie zbiorcza nazwa nadana rozproszonym tekstom religijnym i mitologicznym, w których zostały zawarte egipskie wyobrażenia o bogach i życiu pozagrobowym.

Podobnie u Izraelitów Pismo Święte to raczej całość religijno-­historycznej literatury żydowskiej przechowywanej w najróżniejszych formach, spisanej i ustnej, w kompilacjach i odrębnych utworach, w przeróbkach dokonywanych przez rozmaitych autorów albo wręcz tłumaczeniach z innych języków. Językiem tej literatury jest hebrajski, uznany z czasem za język święty.

Najstarsza część późniejszej Biblii i zarazem jedyna stanowiąca względnie spójną całość obejmuje Pięcioksiąg, czyli Torę, składającą się z Księgi Rodzaju, Księgi Wyjścia, Księgi Kapłańskiej, Księgi Liczb i Księgi Powtórzonego Prawa. Ostateczna redakcja Pięcioksięgu nastąpi dopiero w IX-VIII w. p.n.e., mimo że utwory w niej zawarte są czasem starsze nawet o dwa tysiąclecia. Tora będzie jedyną świętą księgą Izraelitów aż do VI-IV w. p.n.e. Inne teksty religijne wtedy nie miały jeszcze charakteru dzieł natchnionych przez niebiosa.

Począwszy od IV w. p.n.e. do tego świętego kanonu dodawane są stopniowo księgi prorockie pisane przez autorów uznanych za proroków bożych. Należą do nich: Księga Jozuego, Księga Sędziów, Księgi Królewskie, Księgi Kronik i inne, aż do Księgi Malachiasza. Ta część Biblii rozrasta się, stopniowo wzbogacana o nowe utwory. Najpóźniej dodane zostaną Psalmy, dzieła poetyckie o różnym charakterze, które mają wyrażać chwałę jedynego Boga. Te poezje z różnych okresów, przechowywane w ludzkiej pamięci lub nawet zapisane, nie były uznawane za literaturę natchnioną aż do końca ery przedchrześcijańskiej, choć posługują się nimi rozmaici prorocy, łącznie z Jezusem. Dopiero w pierwszym stuleciu naszej ery ostatecznie stały się niekwestionowaną częścią Biblii zarówno żydowskiej, jak i chrześcijańskiej.

Tak ogromne dzieło, pisane przez rozmaitych autorów, w najróżniejszych warunkach i epokach, obejmujące zarówno utwory stricte religijne, jak też historyczne, poetyckie, dydaktyczne, mistyczne oraz erotyczne, stanowi nieustające wyzwanie dla wszystkich, którzy próbują zmierzyć się z dziejami Izraela i początkami chrześcijaństwa. My również, w miarę możliwości, sięgniemy do tego źródła i spróbujemy wskazać kolejność pojawiania się elementów, które wejdą później w skład chrześcijańskiej wizji świata.

Stworzenie świata według danych biblijnych nastąpiło zaledwie kilka tysięcy lat przed Jezusem. Początkowo Izraelici nie zastanawiali się nad wiekiem Ziemi i Kosmosu, Bogu pozostawiając liczenie, albowiem wszelkie wnikanie w boże tajemnice było grzechem i mogło skończyć się karą niebios. A biblijne opowieści wyraźnie wskazują, że Bóg łatwo się mści i nie przebiera w środkach. Dlatego też dopiero w okresie hellenistycznym, gdy pod wpływem Greków w większym stopniu do głosu doszedł racjonalizm, zaczynają się próby dokładniejszego oszacowania, kiedy Bóg stworzył wszystko, co nas otacza. Otrzymywano przy tym dość zbliżone daty: 5508 r. p.n.e. (Bizancjum), 5500 r. p.n.e. (Aleksandria), 5493 r. p.n.e. (Bizantyjczyk Pandorus). W pierwszym tysiącleciu ery chrześcijańskiej judaiści kalibrują własną skalę czasową i jako datę stworzenia świata otrzymują rok 3761 p.n.e. Chrześcijaństwo oficjalnie będzie trzymać się biblijnego wieku świata, oscylującego w okolicach pięciu-sześciu tysięcy lat, aż do końca dziewiętnastego stulecia, mimo postępów historii, paleontologii, geo­logii czy astronomii. I tak, na przykład, w roku 1654 irlandzki arcybiskup Usher ogłosił, że Bóg stworzył świat 4004 lata przed Chrystusem. Kto ośmieliłby się temu zaprzeczyć, był traktowany jako heretyk godzien stosu, ponieważ podważał autorytet Pisma Świętego. Jednak i tutaj widać postęp, bo parę lat później biskup Lightfoot uściśla tę mało precyzyjną informację, wykazując niezbicie, że świat zaczął się o godzinie 9. rano 2 października w roku 4004 przed Chrystusem. O sile tego rodzaju poglądów świadczy dobitnie fakt, że jeszcze w XXI wieku n.e. świadkowie Jehowy będą z powagą mówić o sześciu tysiącach lat, jakie rzekomo upłynęły od początku istnienia. Nic nie chcą wiedzieć o milionach lat ewolucji ssaków, w tym człowieka, o kilku miliardach lat dziejów Ziemi i życia na niej ani o ewolucji Układu Słonecznego, Słońca i całego wszechświata. Przyjmują teksty biblijne dosłownie i nie chcą ich interpretować.

Biblijny Bóg stworzył świat z niczego, taka jest przynajmniej definicja stworzenia. Z drugiej zaś strony Księga Rodzaju wspomina o chaosie, z którego Bóg wydobył i uporządkował świat, co oznaczałoby, że go zbudował z substancji istniejącej wcześniej lub odwiecznie, a więc nie byłby stwórcą, ale twórcą. Pojawia się zatem pewna niekonsekwencja lub wręcz sprzeczność. W każdym razie późniejsze, już konsekwentnie monoteistyczne interpretacje skłaniają się jednoznacznie ku stworzeniu z niczego. Proces kształtowania świata trwał siedem dni i, z historycznego punktu widzenia, to nic nowego, albowiem podobne opowieści w tej części świata znały rozmaite ludy. Najpierw Bóg z chaosu wydobył niebo i ocean, ponad którym unosił się Duch Boży, a potem dodał światło, oddzielił je od ciemności i zobaczył, że jest dobre. Światłość nazwał dniem, a ciemność – nocą. Drugiego dnia rozdzielił wody dolne, czyli ziemskie, od górnych wypełniających niebo. Wreszcie oddzielił suchy ląd od wód i stworzył wszelkie rośliny. Czwartego dnia pokrył niebieskie sklepienie gwiazdami i dodał słońce mające świecić za dnia oraz księżyc pojawiający się nocą, aby odmierzały upływające dni, pory roku i lata. Następnie wody i powietrze zasiedlił zwierzętami. W ciągu szóstego dnia stworzenia umieścił na lądzie zwierzęta, a potem człowieka, któremu dał prawo do panowania nad innymi istotami. I tak nastał dzień siódmy; Bóg przerwał pracę, dając w ten sposób przykład, aby świętować szabat, czyli sobotę.

Ten schemat powstania świata jest uszlachetnioną przeróbką kilku starszych bliskowschodnich mitów. Na przykład, z babilońskim poematem, znanym jako Enuma elisz, zbieżna jest kolejność tworzenia poszczególnych elementów oraz motyw odpoczynku bogów po pracy siódmego dnia. A biorąc pod uwagę fakt, że Babilończycy uczyli się od Sumerów, można przypuszczać, że te wątki są jeszcze starsze. Nie należy się jednak dziwić, że podstawowa osnowa biblijnego mitu jest zapożyczona z Mezopotamii, skoro stamtąd pochodzi Abraham, praojciec Hebrajczyków.

Dobrym przykładem zmian dokonanych przez żydowskich kapłanów w dawnych opowieściach jest Duch Boży unoszący się nad pierwotnymi wodami. Jest to idea wyraźnie pokrewna takim mitom jak ten z syryjskiego miasta Ugarit, gdzie opowiadano o Bogu unoszącym się ponad wodami początkowego chaosu niczym ptak, który w końcu osiadł na oceanie jak na jajach i wysiedział świat. Przypomnijmy, że Duch Boży stanie się potem Duchem Świętym i w tej postaci będzie elementem chrześcijańskiej Trójcy Świętej.

Pozornie niewinna opowieść o tym, jak Bóg tworzący lub organizujący świat zlikwidował chaos, rozdzielił mrok i światło, a następnie zobaczył, że światło jest dobre, też ma swoje korzenie w Sumerze i Babilonii. Tam bowiem opowiadano (poemat Enuma elisz) o bogach, którzy chcieli wprowadzić w świecie porządek, ale spotkali się z oporem boga Abzu i jego żony Tiamat patronujących chaosowi. Abzu zostaje co prawda zamordowany, lecz wtedy do walki staje Tiamat, bogini chaosu, przedstawiana jako wodny potwór lub smok. Tiamat jest swego rodzaju archetypem smoka i żeńskich sił pierwotnego świata, które trzeba zwalczyć, jeśli cokolwiek ma być zbudowane. Gdyby Tiamat trwała, nie powstałaby rzeczywistość znana człowiekowi, trwałby bowiem mrok i chaos praoceanu. Na szczęście zwyciężają siły światła związane z męską energią i powietrzem, a reprezentują je męscy bogowie nieba: sumeryjski bóg Enlil, babiloński Marduk, asyryjski Aszur czy izraelski Jahwe, zależnie od tego, kto ten mit opowiada.

Smok, Lewiatan lub morski potwór pojawi się potem w tekstach znalezionych w Ugarit i w Biblii jako synonim zła, a wystąpi również w chrześcijaństwie, gdzie pogromcą smoka stanie się święty Jerzy, chociaż ten ostatni mit nie jest już bezpośrednio związany z tradycją sumeryjską. Zawsze jednak chodzi o zmagania energii żeńskiej – tellurycznej (ziemskiej) i ciemnej oraz energii męskiej – niebiańskiej i jasnej. Nieprzypadkowo w ogromnej większości mitów smok jest związany z ziemią, wodą, jaskiniami i mrokiem.

Chaos nie uległ jednak do końca, a został jedynie ograniczony i zepchnięty na dno świata. Dlatego Sumerowie, Babilończycy, Izraelici i ludy Syrii wierzyli, że pod ziemią znajduje się mroczny ocean zła. To dlatego chrześcijańskie i muzułmańskie piekło też zostało umiejscowione w ponurych, ciemnych podziemiach.

Tymczasem na ziemi rozświetlonej blaskiem płynącym z niebios Bóg założył cudowny ogród Eden. Biblia utrzymuje, że Eden powstał „na wschodzie”, co wskazuje na Mezopotamię, ponieważ z biblijnego Edenu miały płynąć cztery rzeki, w tym Tygrys i Eufrat. Nazwa Eden pochodzi od sumeryjsko-babilońskiego określenia edin oznaczającego równinę lub step. Sugeruje to wspomnienie nizinnego, zabagnionego i płaskiego krajobrazu południowej Mezopotamii, gdzie Sumerowie budowali swoje pierwsze osiedla, a dla Żydów, przyzwyczajonych raczej do pustyni, kraj pełen wody i zieleni zdawał się być rajem.

Sumeryjscy kapłani także opowiadali o rajskim ogrodzie, który miał stworzyć bóg-półryba, zwany Enki, który przyprowadził Sumerów do Mezopotamii, podróżując morzem. Według nich ogród Enki znajdował się w Dilmun na wschodzie. Co ciekawe, Dilmun jest zwykle identyfikowane z Bahrajnem, niegdyś ważnym centrum na morskim szlaku komunikacyjnym przebiegającym przez Zatokę Perską. W Dilmun-Bahrajnie już w głębokiej starożytności krzyżowały się drogi do Mezopotamii, południowej Arabii, Indii, Iranu i Somalii. Wyspa zaś słynęła z bogactwa mieszkańców reprezentujących najrozmaitsze kultury.

Jak zatem widać, w mitach Żydów, a potem chrześcijan, ziemski ogród Eden przesunął się z Dilmun do południowej Mezopotamii, czyli do kraju, gdzie Sumerowie zaczynali budowę najstarszej ludzkiej cywilizacji. Dla autorów Biblii Sumer był krajem pierwotnej szczęśliwości, skąd wywodzili się przodkowie i nauczyciele Hebrajczyków.

Bóg umieścił w Edenie pierwszego człowieka, którego ulepił z gliny (powszechny motyw na całym Bliskim Wschodzie doskonale obeznanym z ceramiką). Powstaje tylko pytanie: po co Bóg stworzył cokolwiek, a zwłaszcza człowieka? Księga Rodzaju nie daje wyraźnej odpowiedzi. Można jedynie snuć przypuszczenia, że czuł się samotny lub mu się nudziło. A może chodziło o stworzenie kogoś, kto będzie Boga czcił i służył mu? Tak twierdzi na przykład Księga Powtórzonego Prawa (6,13). W pewnym stopniu potwierdza to Księga Mądrości (2,23-24), według której Bóg stworzył człowieka do nieśmiertelności, a zatem jako swego towarzysza i czciciela na wieczność.

Bóg dał człowiekowi na imię Adam, co po hebrajsku oznacza po prostu mężczyznę, a potem przydał mu towarzyszkę życia, nazwaną Ewą (po hebrajsku Hawah, czyli kobieta). Biblia podaje dość dziwnie brzmiącą informację, że Ewa została stworzona z żebra Adama, co czasem tłumaczono też jako „bok Adama”. Powtarzają to później wszystkie przekłady Biblii, używane przez rozmaite religie, dodając ewentualnie teologiczną interpretację, że chodzi o istotę lub życiową siłę, tę samą, która tkwi w Adamie. Takie rozumienie wydaje się oczywiste i właściwie nie można z nim dyskutować, ale nadal pozostaje pytanie, skąd to dość zabawne żebro. Dopiero porównanie z mitologią sumeryjską dostarcza wyjaśnienia. Zdarzyło się ponoć, że bóg Enki miał chore żebro, które uleczyła bogini Nin-ti, a słowo ti oznaczało u Sumerów zarówno żebro, jak i życie. Biblijni autorzy po prostu pomylili się przy przekładaniu sumeryjskiego mitu na język hebrajski. Szkoda tylko, że na kilka następnych tysięcy lat ten błąd tłumacza stał się przedmiotem wiary, a zaprzeczanie mu było karane jako herezja. Co więcej, rzekome stworzenie Ewy z żebra Adama służyło jako argument na rzecz niższości kobiety uznanej za istotę wtórną i z natury zależną od mężczyzny.

Wydaje się jednak, że najciekawszym elementem opowieści o rajskim ogrodzie jest drzewo znajomości dobrego i złego, rosnące w środku Edenu. Kult drzew jest znany we wszystkich zakątkach świata, gdzie drzewa w ogóle występują, choć w ciągu historii ulegał daleko idącym przemianom, aż do niemal pełnego zatracenia swojej pierwotnej postaci. Krąg sumeryjsko-babilońsko--izraelsko-­chrześcijański jest tego doskonałym przykładem. Już Sumerowie i Babilończycy tworzyli wizerunki drzewa oplecionego przez węża symbolizującego życie. Możemy przypuszczać, że nie obyło się bez wpływu Indii, z którymi handlowano od wieków (na przykład poprzez Dilmun) i gdzie rozwijał się kult demonów albo bóstw płodności jaksza zamieszkujących drzewa. Wąż reprezentuje ziemskie i zarazem żeńskie siły płodności, a drzewo to symbol męskiej energii zdążającej w górę, w stronę nieba i światła. Nawet oczekiwany przez żydów mesjasz jest zapowiadany jako przyszłe drzewo izraelskiej chwały (Księga Izajasza 11,1). I wreszcie Jezus mówi o sobie w kategoriach symboliki drzewa (Łk 23,31), a potem umrze na krzyżu, który w chrześcijańskiej teologii jest też nazywany drzewem. Oczywiście można te analogie rozszerzyć poza Bliski Wschód, ponieważ kult drzew jest znany również na Dalekim Wschodzie, kosmiczne drzewo, na którym opiera się cały świat, to element mitów skandynawskich, a święte drzewa występowały między innymi u Celtów, Germanów, Słowian, w Australii i w Nowym Świecie.

W każdym razie według Biblii Bóg zakazał ludziom jedzenia owoców z drzewa znajomości dobrego i złego. Jednak za namową węża najpierw Ewa, a za nią Adam zjadają zakazany owoc. Popełniają grzech, czyli akt nieposłuszeństwa wobec bóstwa. Rozgniewany Bóg wypędza ich wtedy z raju, ponieważ obawia się, że zjedzą jeszcze owoc z drzewa życia i wtedy staną się równi jemu samemu. Zazdrosny o władzę obarcza wygnanych ludzi pracą, chorobami i nieszczęściami, a w końcu zapowiada, że wszyscy będą umierać.

W niemal identycznej, ale starszej od Biblii, opowieści Sumerów bóg Ea namawia pierwszych ludzi do zjedzenia zakazanego owocu, za co Enki wypędza ludzi na ziemię. Różnica polega tylko na zamianie Ea na biblijnego węża, uosobienie zła i nieposłuszeństwa wobec Boga. Widać w tym również jakieś reminiscencje sumeryjsko-­-babilońskiego eposu Gilgamesz, w którym bóstwo w postaci morskiego węża lub smoka (prototyp Lewiatana?) odbiera bohaterowi roślinę zapewniającą nieśmiertelność, aby żaden człowiek, nawet taki jak Gilgamesz, nie żył wiecznie. Sugeruje to też związek z dawnym bliskowschodnim zwyczajem przedstawiania bóstwa w postaci węża i z niemal uniwersalną symboliką węża jako patrona odradzania się życia (mezopotamskie przedstawienie węża na drzewie życia w raju; Księga Liczb 21,4-9; grecki Eskulap). Ta symbolika wynika z cyklicznego zrzucania skóry przez węże, co starożytni interpretowali jako odrodzenie węża, a nawet uznawali węże za nieśmiertelne.

Co ciekawe, kult boga-węża rozwijał się także wśród Hebrajczyków. Na przykład ród Lewiego ma nazwę nawiązującą do legendarnego Lewiatana i przedstawiciele tego właśnie rodu stają się dziedzicznymi kapłanami. Mojżesz zaś w magiczny sposób leczy Hebrajczyków umieszczając złotego węża na wysokim słupie, co też zdaje się nawiązywać do życiodajnego drzewa i przekonania, że wąż oznacza odrodzenie. Kult boga-węża utrzymał się w Izraelu przez kilkaset lat, stanowiąc mocną konkurencję dla wiary w jedynego Boga. Mogłoby to wyjaśniać, dlaczego po ostatecznym zwycięstwie kultu Jahwe wśród Izraelitów wąż stał się synonimem wszelkiego zła i oporu wobec Boga.

Następnym wydarzeniem z prehistorii Hebrajczyków, opisanym w Biblii w formie symbolicznej, jest spór Kaina i Abla, synów Adama i Ewy. Według tej opowieści Kain zajmujący się rolnictwem zamordował Abla, hodowcę zwierząt, z zazdrości, ponieważ Bóg nie przyjął Kainowej ofiary z płodów rolnych, ale zaakceptował krwawą ofiarę Abla. Sugeruje to metaforyczny opis konfliktów między rolnikami budującymi miasta i wędrownymi hodowcami, często najeżdżającymi i rabującymi ludność osiadłą, o czym donoszą dokumenty z Mezopotamii, Syrii i Palestyny.

Jak podaje Biblia, potomstwo Kaina i Abla zasiedlało stopniowo ziemię. W dramatycznej opowieści najwyraźniej zachowały się elementy pradawnej legendy, Biblia bowiem podaje, że tajemniczy Synowie Boga brali za żony córki człowiecze, a na ziemi żyli ponoć nieopisani bliżej giganci. Z perspektywy biblijnej opowieści o stworzeniu Adama i Ewy jako pierwszych ludzi ta historia nie ma sensu. Prawdopodobnie chodzi bowiem o pozostałości politeistycznych mitów podobnych do tych opowiadanych w starożytnej Grecji. Teologia chrześcijańska w Synach Boga dopatruje się potomków Abla, akceptowanych przez Boga, a w córkach człowieczych chce widzieć odrzuconą linię Kaina. Milczy jednak na temat gigantów. Fantaści chcą natomiast, aby jacyś przybysze z obcych planet nazwani Synami Boga wchodzili w związki z Ziemiankami. Dla nas jednak ważniejsze jest chyba co innego. Jeżeli odrzucimy nazbyt oryginalną koncepcję ingerencji kosmitów, okaże się, że biblijni autorzy Synami Boga nazywają ludzi pobożnych. A zatem mają na myśli posłuszeństwo wobec Boga, a nie biologiczne pochodzenie od Stwórcy. Jest to rzecz warta odnotowania dla prawidłowego rozumienia tytułów nadawanych potem Jezusowi.

Biblia relacjonuje, jak mieszkańcy ziemi okazują się coraz bardziej grzeszni, łamią boże nakazy i odsuwają się od nieba. Wreszcie zniecierpliwiony Bóg postanowił zgładzić wszystkich ludzi, zsyłając ogromny potop. Z jego rozkazu przez czterdzieści dni padał deszcz, aż woda zalała cały świat, zabijając wszystko, co żyło. Ocalał jedyny sprawiedliwy człowiek imieniem Noe wraz z rodziną i zwierzętami, ponieważ Bóg kazał mu wcześniej zbudować statek, czyli Arkę, która unosiła się na wzbierającej wodzie. Kiedy zaś deszcz ustał, Noe wysłał najpierw kruka, a potem gołębicę, żeby przekonać się, czy ukazał się już ląd. W końcu wody opadły i Arka wylądowała na górze Ararat. Tym sposobem w Noem i jego potomstwie ocalała ludzkość, a każdy z nas jest potomkiem Noego. Żydzi, a potem chrześcijanie i muzułmanie, widzą w tej opowieści naukę o karze, jaka spadła na grzeszników, i o nagrodzie danej pobożnym przez Boga. Podkreślają przy tym, że pobożni stanowią mniejszość w arce swojej wiary, otoczoną przez ocean liczniejszych, wrogich im bezbożników. Ten sposób myślenia w kategoriach nielicznych wybrańców i syndromu oblężonej twierdzy legnie u podstaw religijnego światopoglądu zarówno Hebrajczyków mówiących o Narodzie Wybranym spośród innych, jak też chrześcijan, wszędzie widzących szatańskie knowania przeciwko jedynej prawdziwej wierze.

Co ciekawe, przy bliższej analizie okazuje się, że historia Noego jest także zapożyczonym i przetworzonym mitem sumeryjsko-babilońskim. Tam również ogromne deszcze i powódź zalały świat, a z kataklizmu uratował się zaledwie jeden człowiek, Utnapisztim, który swoją rodzinę i zwierzęta umieścił na łodzi. On również wysyłał najpierw kruka, a potem gołębicę, aby sprawdzić, czy jakikolwiek fragment suchej ziemi wynurzył się już z wody. Na koniec zaś wylądował na szczycie góry. Tyle mity.

Rzecz jednak przedstawia się jeszcze ciekawiej, kiedy weźmiemy pod uwagę dane archeologiczne. Otóż nie byle kto, bo sam Leonard Woolley, przekopał się przez całą grubość osadów nawarstwionych w Ur, starożytnym mieście Sumerów i zarazem ojczyźnie Abrahama. Pod miastem odkrył najstarsze królewskie groby, a jeszcze niżej kilkumetrową warstwę rzecznego mułu. Pod nią zaś odnalazł znowu ślady osadnictwa, tyle że odmiennej kultury przedsumeryjskiej. Wygląda na to, że ponad trzy tysiące lat przed naszą erą mieszkali tu ludzie uprawiający ziemię i znający ceramikę. Ogromna powódź zalała jednak kraj do wysokości kilku metrów, a woda pozostała na miejscu przez wiele miesięcy. Prawdopodobnie wtedy przybyli od morza Sumerowie pod wodzą legendarnego boga Enki i założyli własne osady, a potem miasta i państwa. Jednak pamięć o straszliwym kataklizmie trwa i przechodzi do mitologii najpierw sumeryjskiej, potem babilońskiej, asyryjskiej, izraelskiej i wreszcie chrześcijańskiej oraz muzułmańskiej. Tak oto katastrofalna, aczkolwiek lokalna, powódź urasta do rozmiarów klęski obejmującej cały świat i nabiera znaczenia religijnego oraz moralnego. Dochodzi w końcu do absurdu, kiedy w XVIII i XIX stuleciu naukowcy zajmujący się geologią czy biologią muszą tak interpretować obserwowane fakty, aby nie kolidowały z biblijnym mitem o globalnym potopie uznanym za niepodważalny dogmat. Na przykład słynny paleontolog Georges Cuvier nie może zaprzeczyć, że wykopaliska wyraźnie pokazują zmienność organizmów żywych w minionych epokach geologicznych, a jednocześnie chce być w zgodzie z Biblią, która twierdzi, że Bóg stworzył świat z niezmiennymi gatunkami. Cuvier przyjmuje więc koncepcję powtarzających się katastrof, które miały cyklicznie niszczyć całe życie, powodując jego odradzanie się (lub ponowne stworzenie przez Boga) za każdym razem w nowej formie, co w wykopaliskach objawia się jako nowy zespół skamieniałości. Ostatnią taką katastrofą miał być właśnie biblijny potop. Niemiecki paleontolog Johann J. Scheuzer w dziele Lithographia Wirceburgensis (1726) opisał nawet skamieniały szkielet człowieka, który rzekomo zginął w biblijnym potopie. Okazało się potem, że to szczątki kopalnej salamandry.

Poszukiwano też mitycznej Arki Noego. Na przykład około roku 330 Ormianin św. Jabub z Mycbin wędrował po zboczach Araratu, żeby odnaleźć wrak statku, lecz nie miał niestety szczęścia. Jednak jego pobożność była tak wielka, że ulitował się nad nim sam Bóg i kiedy Jakub spał, podłożył mu pod głowę kawałek belki z poszukiwanej Arki. Odtąd jest to jedna z najcenniejszych relikwii czczonych w Armenii i przyciągających pielgrzymów z wielu krajów. Oczywiście w następnych stuleciach kolejni pobożni mężowie poszukiwali Arki na Araracie, a w XX wieku wprzęgnięto w te badania nowoczesny sprzęt, jak choćby samoloty. Nic więc dziwnego, że co pewien czas pojawiały się ogłoszenia o wielkich drewnianych konstrukcjach tkwiących rzekomo w lodowcu.

Jeszcze w XX wieku niektórzy uczeni poważnie zajmowali się wyliczaniem rozmiarów Arki Noego, żeby mogła pomieścić po jednej parze wszystkich (dosłownie wszystkich!) zwierząt lądowych, albo obliczali ilość wody na Ziemi potrzebną do zalania wszystkich kontynentów. Problem w tym, że objętość wody na Ziemi jest praktycznie stała (jeśli nie liczyć niewielkich ilości wody wydobywających się z magmy) od kilku miliardów lat i w żadnym wypadku nie wystarczałaby do zalania całej powierzchni planety. Inne zastrzeżenie zgłaszają genetycy, którzy dobrze wiedzą, że nie wystarczy jedna para zwierząt, aby zachować gatunek. Krzyżowanie potomstwa jednej pary, czyli rodzeństwa, a potem wnuków, grozi ujawnieniem wad genetycznych, co prędzej czy później prowadzi do katastrofy. Jedynym sensownym wyjaśnieniem mitu o Noem wydaje się założenie, że chodziło o wielką powódź w Mezopotamii, którą ludzka wyobraźnia przemieniła w globalny potop dokładnie tak, jak to sugerował Woolley. Archeolodzy pracujący po Woolleyu odnaleźli ślady kilku takich powodzi nawiedzających Mezopotamię, co może oznaczać, że biblijny potop stanowi raczej mityczne uogólnienie wielu kataklizmów.

Biblia opowiada dalsze dzieje Hebrajczyków po potopie, coraz bardziej zbliżając się do wydarzeń historycznych opisanych w innych źródłach. Trzej synowie Noego dają zatem początek późniejszym narodom zamieszkującym cały, jak to sobie wtedy wyobrażano, świat: Sem ludom semickim, Cham chamickim z północnej Afryki, a Jafet jafetyckim, czyli europejskim. Od Chama miał pochodzić Kanaan, przodek Kananejczyków. Ten prosty podział ras człowieka utrzyma się bardzo długo, mimo konfrontacji z coraz bardziej złożoną rzeczywistością. Najpierw trzeba było wkomponować w ten schemat Murzynów i Chińczyków, a w XVI w. Indian. Warto przy tym odnotować, że Indianie wywołali dyskusję co do ich człowieczeństwa, ponieważ Biblia jako księga wszystkich ksiąg i nieomylne źródło wszelkiej mądrości nic o nich nie wiedziała.

Na przełomie XIX i XVIII w. p.n.e. w mezopotamskim mieście Ur mieszkał człowiek imieniem Abraham lub Abram, co po hebrajsku oznacza „ojciec wielu”. Tak znaczące imię sugeruje, że chodzi o postać raczej symboliczną, a nie historyczną, ponieważ redaktorzy mitu chcieli podkreślić przyszły sukces potomków emigranta. Według Biblii bowiem Bóg nakazał Abrahamowi przenieść się daleko na zachód, gdzie przeznaczył dla niego bogaty kraj Kanaan, czyli Ziemię Obiecaną. Potomkowie Abrahama będą zwać się Hebrajczykami lub Izraelitami (hebrajskie Israel pochodzi od sarah, co oznacza „walczyć”, i el „bóg”).

Mit ostro oddziela Hebrajczyków przybyłych z Mezopotamii od wcześniejszych mieszkańców Syrii i Izraela. W rzeczywistości jednak istniała ciągłość kulturowa między Mezopotamią i wybrzeżem Morza Śródziemnego: język babiloński płynnie przechodził w język eblaicki (nazwa od miasta Ebla), a ten był bliski hebrajskiemu. Prawdopodobnie więc autorom biblijnych opowieści chodziło o podkreślenie wyjątkowości Hebrajczyków jako potomków Abrahama. Natomiast mityczna wędrówka z Ur to nic innego jak wspomnienie, że dokonania cywilizacyjne oraz podstawowe idee kształtujące tożsamość Hebrajczyków pochodzą z Mezopotamii.

Nieliczni Hebrajczycy utrzymujący się z hodowli i rolnictwa są początkowo dość prymitywni, a przede wszystkim słabi, w porównaniu do Kananejczyków posiadających bogate miasta. Nie mogą więc dokonać bezpośredniego podboju, lecz tylko osiedlają się w nowym kraju. Biblia, zredagowana mniej więcej tysiąc lat później, całą historię Abrahama przedstawia jako rezultat jego wiary w jedynego Boga. Nie jest to jednak zgodne z danymi historycznymi i archeologicznymi: zarówno Babilończycy, jak też wcześni Hebrajczycy czcili wiele bóstw i nie ma żadnych powodów, aby sądzić, że Abraham różnił się od nich pod tym względem. Politeizm utrzyma się w Izraelu aż do połowy pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem. W tym kontekście nie dziwi fakt, że zasadniczy trzon biblijnych mitów o początkach świata tak bardzo przypomina wyobrażenia mieszkańców Babilonii.

Na pierwszy rzut oka dziwi za to słynny i wielokrotnie komentowany mit o ofierze Abrahama. Otóż Bóg z niejasnych powodów zażądał od Abrahama, aby zabił na ołtarzu ofiarnym swego syna Izaaka, a następnie powstrzymał nieszczęsnego ojca w ostatniej chwili, gdy ten miał dokonać rytualnego mordu. Teologowie tłumaczą ten epizod jako próbę posłuszeństwa Abrahama, co jednak wydaje się absurdem, skoro Boga uznaje się za wszechwiedzącego. Tymczasem wyjaśnienia dostarcza ogólnosemicka tradycja, która w momentach szczególnie ważnych dla społeczności, zwłaszcza zagrożenia i nieszczęścia, nakazywała złożyć bogom ofiarę z życia pierworodnego syna. Innymi słowy – należało oddać to, co było najcenniejsze. Możliwe zatem, że mit o przerwanej ofierze Abrahama jest związany z kłopotami rodziny w nowym kraju.

Pojęcie Ziemi Obiecanej Abrahamowi przez Boga stanie się zaś składnikiem idei mesjańskiej i przejdzie do chrześcijaństwa, gdzie zamieni się w Królestwo Boże rządzące się pobożnymi prawami i będące wstępem do prawdziwego, ostatecznego zbawienia. W ten sposób ściśle nacjonalistyczna, a początkowo wręcz plemienna, idea Ziemi Obiecanej Hebrajczyków przekształci się w uniwersalne pojęcie religii światowych.

Około 1650 r. p.n.e. wielka susza i głód dotykają Kanaan. Niektórzy potomkowie Abrahama szukają wtedy ratunku w żyznej delcie Nilu, przyjmując zwierzchnictwo Egiptu. Biblia opisuje te wydarzenia jako podróż Jakuba, syna Izaaka, do Ziemi Goszen (Delta Nilu). Egipt jest w tym okresie rządzony przez obcą dynastię Hyksosów, która chętnie opiera swoją władzę na przybyszach z zewnątrz, a nie na rodowitych Egipcjanach. Dlatego też biblijny Józef (po hebrajsku „uciekł tu”), syn Jakuba, osiedla się w Goszen i może nawet dojść do wysokiego stanowiska (w Biblii jest doradcą faraona), chociaż jest obcy.

Kilkusetletni pobyt w Egipcie da Hebrajczykom wiele elementów ich kultury, a przede wszystkim wzmocnienie tendencji do monoteizmu. Między innymi zapożyczają od Egipcjan niektóre formy literackie, pojęcia i metody magii... Wiele biblijnych psalmów okazało się tłumaczeniem lub parafrazą psalmów ku czci egipskich bogów; na przykład Psalm 104 został napisany przez Echnatona ku czci Atona i przetłumaczony na hebrajski. W XIX i XX wieku te odkrycia zaskoczyły egiptologów odczytujących papirusy i oburzyły konserwatywnych chrześcijan. Można wręcz zastanawiać się, do jakiego stopnia Hebrajczycy mieszkający w Egipcie zachowali poczucie swojej odrębności, skoro przez 400 lub 500 lat pozostawali pod przemożnym wpływem dużo wyższej cywilizacji.

Tymczasem w Kanaanie pozostali Hebrajczycy, którzy zachowali swoje stare tradycje koczowników i rolników oraz formy kultu przyniesione jeszcze z Mezopotamii. Innymi słowy: narasta różnica między Hebrajczykami mieszkającymi w Kanaanie i tymi, którzy osiedlili się w Egipcie. Wkrótce okaże się, jak istotne było to zróżnicowanie.

Otóż po usunięciu obcej dynastii postępująca od XV w. p.n.e. odbudowa Egiptu powoduje niechęć do Hebrajczyków, którzy wraz z innymi nie-egipskimi plemionami są postrzegani jako obcy lub wręcz najeźdźcy. Ludność ta (wśród nich Hebrajczycy) zostaje zepchnięta na dół drabiny społecznej, a nawet do poziomu niewolników (biblijna niewola egipska). Rośnie więc niezadowolenie i poczucie krzywdy. W tej sytuacji, ok. XIII w. p.n.e., część Hebrajczyków opuszcza Egipt. Według biblijnej tradycji dokonują oni tego pod wodzą człowieka o imieniu Mojżesz. Imię Mojżesz jest tłumaczone przez hebrajskie „wyprowadzać” (moszah) albo egipskie „uratowany z wody”. Ta druga etymologia odpowiada legendzie, według której Mojżesz, dla ocalenia przed egipskimi prześladowaniami, został przez matkę włożony do koszyka i puszczony na wodę (motyw znany z życiorysów kilku bohaterów). Na szczęście egipska księżniczka uratowała chłopca i wychowała go. Być może jest tu zawarta informacja o tym, że wielu Hebrajczyków uległo egiptyzacji i granica między Egipcjanami oraz Hebrajczykami była mocno rozmyta. W każdym razie Mojżesz dorasta w dostatku i czuje się Egipcjaninem. Już jako dorosły człowiek popełnia jednak jakąś zbrodnię i musi uciekać z Egiptu. Wiele lat spędza potem w pustynnym kraju Medianitów, którzy wykazują silne tendencje do monoteizmu i czczą plemiennego boga Jahu. Prawdopodobnie od nich i od Egipcjan Mojżesz uczy się idei Boga Jedynego, którą próbuje później zaszczepić Hebrajczykom.

Po latach wygnania Mojżesz wraca do Egiptu i zaczyna akcję na rzecz wyprowadzenia Hebrajczyków znad Nilu. Biblia utrzymuje, że faraon nie chciał ich wypuścić, więc Bóg sprowadził na Egipt kilka klęsk (plagi egipskie): czerwony popiół w Nilu, kamienie spadające z nieba, kilkudniowe ciemności, śmierć zwierząt i ludzi z powodu zatrucia... Niektórzy badacze zauważyli, że opis plag odpowiada zjawiskom towarzyszącym wybuchowi wulkanu. Możliwe więc, że późniejsi redaktorzy Biblii skojarzyli opuszczenie Egiptu z efektami wielkiej erupcji, aby uprawdopodobnić celową interwencję samego Boga, nawet jeżeli te wydarzenia w rzeczywistości nie były równoczesne. Zwłaszcza że redaktorzy Biblii opisują to kilkaset lat po fakcie, kiedy różnice czasowe uległy zatarciu, i starają się pokazać wybraństwo Hebrajczyków oraz szczególną opiekę Boga. W każdym razie Biblia podaje, że faraon przestraszony plagami i cudownymi wydarzeniami, które pokazywały boską opiekę nad Hebrajczykami, w końcu zgodził się na odejście niewygodnych niewolników.

Sam moment opuszczenia ziemi egipskiej też był pełen dramatyzmu, bowiem za odchodzącymi Hebrajczykami ruszył podobno pościg. Zapewne chodziło o zamieszki, mordy i obrabowanie egipskich domostw przez Hebrajczyków, o czym Biblia zaledwie wspomina, oczywiście interpretując te wydarzenia jako kolejną ingerencję Boga, a nie wyczyn kwalifikujący się do kronik kryminalnych (Księga Wyjścia 2,21; 12,36). Uciekinierzy mają niewielkie szanse w starciu z wyszkolonym oddziałem Egipcjan, co zdaje się zapowiadać nieuchronną klęskę, lecz Bóg jeszcze raz dokonuje cudu: Hebrajczycy przechodzą po dnie morza, osuszonego na rozkaz Mojżesza, a kiedy w ich ślady idą Egipcjanie, zostają nagle zalani przez wodę.

Hebrajska Biblia podaje, że cud rozstąpienia się wód zdarzył się na Morzu Sitowia, ale Vulgata i inne chrześcijańskie tłumaczenia biblijnych tekstów utrzymują, że chodzi o Morze Czerwone, gdzie sitowia na ogół nie ma. Rozbieżność wynika z błędnego tłumaczenia. Otóż św. Hieronim piszący łacińską wersję Biblii hebrajskie określenie sitowia zrozumiał jako nazwę koloru czerwonego. Rezultatem tej pomyłki są tworzone potem fantastyczne trasy wędrówki Hebrajczyków na południe wzdłuż wschodnich wybrzeży Egiptu, przeprawa przez Morze Czerwone na Półwysep Synaj i marsz na północ do Kanaanu. Rzecz w tym, że najkrótsza droga z Goszen do Kanaanu wiedzie wzdłuż Morza Śródziemnego i jest używana od tysiącleci przez wszystkie karawany handlowe czy też wyprawy wojenne. Na wybrzeżu zaś istnieje szereg płytkich, błotnistych lagun oddzielonych od morza niskimi wałami piachu naniesionego przez fale, a na moczarach rośnie dużo sitowia, co spowodowało, że są one nazywane Morzem Sitowia. Największa z tych lagun jest dziś znana pod arabską nazwą Sabkhat al Bardawil, a Grecy mówili o jeziorze Sirbonis. Tamtędy właśnie podążała większość karawan i maszerowały oddziały Egipcjan, Greków czy Rzymian (na przykład Tytus w 68 r. n.e.), potwierdzając przydatność tej drogi. Tamtędy też mogli iść Hebrajczycy, jeżeli chcieli jak najszybciej opuścić Egipt. W epoce hellenistycznej kilkakrotnie odnotowano tam katastrofy, kiedy burze na Morzu Śródziemnym przerywały piaszczystą mierzeję i gwałtownie wlewały się do położonej niżej niecki jeziora, zatapiając ludzi. Prawdopodobnie o takim właśnie wydarzeniu opowiada cud przypisywany w Biblii Mojżeszowi.

Potem zresztą Mojżesz dokonuje całej serii cudów, które przy bliższej analizie okazują się wydarzeniami normalnymi i obserwowanymi w przyrodzie do dziś. Mojżesz, który lata spędził z Medianitami, dobrze znał warunki życia na pustyni i oczywiście wykorzystywał swoją wiedzę, aby pomóc wędrowcom w sytuacjach pozornie bez wyjścia. Hebrajczykom zaś, przyzwyczajonym do dobrobytu w Goszen, wydawało się to czymś cudownym i magicznym. Redaktorzy Biblii piszą na przykład, że przed karawaną uchodźców kroczył sam Bóg widoczny jako słup dymu za dnia i słup ognia nocą. Tymczasem wiadomo, że w zachodniej Azji panuje zwyczaj niesienia pochodni przed karawaną wędrującą przez pustynię, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo zabłądzenia niektórych podróżnych. Arabowie praktykują ten zwyczaj jeszcze w XX w.

Kiedy na pustyni zabrakło jedzenia, Bóg dał Hebrajczykom mannę (po hebrajsku man-hu oznacza „co to jest?”), która jest w rzeczywistości białą jadalną substancją wydzielaną przez tamaryszek. Innym razem Bóg zesłał ptaki, które bez trudu dały się schwytać, wprawiając głodnych Hebrajczyków w pobożne zdumienie. Tymczasem ptaki spadające nagle z nieba po długiej, wyczerpującej podróży w upale, i siedzące bezsilnie na pustyni, zdarzają się także i dzisiaj. Kiedy indziej Mojżesz uderzeniem laski powoduje cudowny wypływ wody ze skały. Okazuje się jednak, że podobne cuda są dokonywane jeszcze dziś, ponieważ woda zbiera się w zagłębieniach, a na jej powierzchni powstają i twardnieją mineralne osady, co zresztą uniemożliwia jej wyparowanie. Trzeba tylko umieć rozpoznać takie miejsce i rozbić cienką mineralną pokrywę.

Chcąc uwiarygodnić swoje posłannictwo i oprzeć je na błogosławieństwie niebios, Mojżesz prowadzi swoich ludzi do stóp góry Horeb, gdzie ma spotkać Boga. Według tłumaczenia Biblii przez św. Hieronima Horeb to Synaj, zwykle utożsamiany z odległą górą na południu półwyspu o tej samej nazwie. Archeologiczne badania wykazały jednak, że nie ma tam żadnych śladów pobytu Hebrajczyków ani też dawnego miejsca kultu. Tymczasem na zachodniej granicy Kanaanu (późniejszego Izraela) w pobliżu szlaku wiodącego do Egiptu, a więc również na trasie przemarszu hebrajskich uciekinierów, znajduje się góra Karkom. Od kilku tysięcy lat funkcjonuje tam ośrodek modlitewny i wróżebny oraz prastary kompleks świątynny, do którego ściągają pielgrzymi z całego Bliskiego Wschodu. Jest więc bardzo prawdopodobne, że przywódca Hebrajczyków poszedł właśnie tam. Zwłaszcza że według Biblii na górze Synaj Mojżesz otrzymał od Boga Dekalog zapisany na dwóch kamiennych tablicach o półokrągłych górnych krawędziach, a właśnie na Karkom znaleziono graficzne symbole odpowiadające tradycyjnym wizerunkom tych tablic.

Dekalog to plemienne prawo Hebrajczyków zawarte w dziesięciu prostych przykazaniach, wyraźnie wzorowanych na starożytnych kodeksach prawnych Bliskiego Wschodu, jak choćby kodeksie Hammurabiego. Drugim elementem budującym hebrajską tożsamość staje się przejęty od Medianitów kult boga Jahu, który Mojżesz rozwinął w kult Jahwe. Możliwe, że Mojżesz był nawet kimś w rodzaju misjonarza nowej wiary i intensywnie zwalczał dominujący wtedy politeizm, chociaż pod naciskiem ludu zezwolił na czczenie niektórych starych symboli (na przykład węża). Wzorując się na Egipcie, Mojżesz stworzył kastę kapłanów (ród Lewitów) i wprowadził Arkę Przymierza z tablicami Dekalogu, będącą dosłownym powtórzeniem egipskich świętych skrzyń z religijnymi tekstami obnoszonych podczas procesji.

Z biegiem czasu powstaną nowe święta, z najważniejszą Paschą upamiętniającą wyjście z Egiptu, a zarazem triumf wiosny i odradzania się życia. Hebrajscy przywódcy-kapłani wypracują swoistą ideologię religijną, według której są narodem wybranym, pozostającym pod szczególną opieką boga Jahwe utożsamionego potem z ogólnosemickim Elohim. Wybraństwo Hebrajczyków ma też uzasadniać ich agresję na Kanaan – rzekomo dany im przez samego Jahwe.

Biblia głosi, że po czterdziestu (tradycyjna święta liczba) latach wędrówki przez pustynię i śmierci Mojżesza wodzem zostaje Jozue (Jehoszua, co oznacza „bóg jest jego pomocą”) i to on ma wkroczyć do Kanaanu (Ziemi Obiecanej) jako zdobywca. Z Jozuem wiąże się słynny biblijny ustęp opowiadający, jak wódz zatrzymał słońce, aby dokończyć zwycięską bitwę. Przez wieki był to koronny dowód dla pobożnych zwolenników płaskiej ziemi i układu geocentrycznego oraz podstawa do zwalczania innych teorii astronomicznych. W każdym razie biblijny Jozue zbrojnie wkracza do Kanaanu i dzięki pomocy Boga zajmuje go w kolejnych zwycięskich starciach.

Tyle Biblia. Dane historii i archeologii pokazują jednak inny obraz tej epoki. Jak już wspomnieliśmy, część Hebrajczyków pozostała w Kanaanie i nie przesiedliła się do Egiptu. To oni już w XIV w. p.n.e. zaczynają podbój północnego Kanaanu, czyli późniejszej Galilei. Donoszą o tym miejscowi władcy, skarżąc się egipskiemu faraonowi na rozbójnicze plemię Habiru (Hebrajczycy?) oraz ich przywódcę zwanego Jeszua (Jozue?). Wyjaśnia to też, dlaczego wykopaliska pokazują, że Jerycho zostało zdobyte już w XIV p.n.e., chociaż Mojżesz opuścił Egipt dopiero w XIII w. p.n.e. Zrozumiała staje się też wzajemna wrogość północnych i południowych Hebrajczyków, czyli konserwatywnych Galilejczyków czczących Elohim, którzy nie opuszczali Kanaanu, i nowocześniejszych, intelektualnie otwartych Judejczyków wychowanych przez Egipcjan, a czczących Jahwe. Ten konflikt będzie widoczny jeszcze w czasach Jezusa.

Chodzi o to, że przybysze z Egiptu stopniowo opanowali południowy Kanaan, nazwany potem Judeą. Co gorsza, zlikwidowali północne ośrodki kultu i zaczęli narzucać swoją monoteistyczną religię z Jahwe w roli głównej. Nie udało się co prawda całkowicie wymazać ze społecznej pamięci bohatera północnych Hebrajczyków, Jeszuy, lecz redaktorzy biblijni sprowadzili go do roli pomocnika i następcy Mojżesza, znanego jako Jozue. Oczywiście jest to pewna spekulacja i być może biblijny Jozue nie ma wiele wspólnego z Jeszuą, lecz faktem bezspornym pozostaje stopniowy podbój Kanaanu przez Hebrajczyków z Egiptu i ekspansja przyniesionego przez Mojżesza kultu Jahwe w XIII-XI w. p.n.e. Na czele hebrajskich plemion stoją w tym czasie obieralni wodzowie (biblijni sędziowie).

Tymczasem w XIII-XII w. p.n.e. na morskim wybrzeżu południowej Syrii pojawia się poważne niebezpieczeństwo: osiedlają się tu egejscy kupcy. Przynoszą wysoko rozwiniętą kulturę wraz z rzadką umiejętnością wytopu żelaza, zakładają miasta i w końcu tworzą samodzielną kolonię. Przybysze są nazywani Filistynami i od nich pochodzi późniejsza nazwa Palestyna na określenie całego kraju. Dla Hebrajczyków Filistyni stanowią oczywiście przeszkodę na drodze do podboju całego Kanaanu, a zarazem impuls do zjednoczenia sił. W rezultacie z końcem XI w. p.n.e. wśród Hebrajczyków dochodzi do centralizacji władzy w ręku monarchy o imieniu Saul (po hebrajsku „wybrany przez Boga”), co spotyka się z potępieniem ze strony ostatniego sędziego Samuela (po hebrajsku „głos boga”). Saul ginie w walce z Filistynami, co redagujący Biblię kapłani przedstawiają jako karę bożą za zniesienie tradycyjnej struktury plemiennej. Mimo to ustrój monarchiczny utrzymał się.

Na przełomie XI i X w. p.n.e. wódz Elchanan odpiera atak Filistynów, według biblijnej legendy zabijając z procy mocarza Goliata, i przejmuje władzę jako namaszczony w Hebronie król Dawid (po hebrajsku „najukochańszy”, ok. 1010-970 p.n.e.). W ten sposób formuje się królestwo Izrael. Stolicą zostaje Jerozolima zdobyta w latach 1005-1000 p.n.e. na miejscowym plemieniu Jebuzytów. Dawid kupuje od Jebuzyty imieniem Araun klepisko na wzgórzu, gdzie młócono zboże; w przyszłości będzie to Wzgórze Świątynne.

Symbolem narodu wybranego Izraelitów i zwycięstwa Jahwe nad innymi bogami staje się góra Karmel (po hebrajsku „winnica”, a po arabsku „owocowe pole”) oraz święta rzeka Jordan (po hebrajsku „płynąca w dół”). Dawid podbija niektóre plemiona aramejskie na wschodzie, a do 998 r. p.n.e. jednoczy plemiona hebrajskie, łącznie z wrogo nastawionymi północnymi Hebrajczykami, czyli Galilejczykami.

Syn i następca Dawida Jedydiasz, panujący ok. 970-931 r. p.n.e. jako król Salomon (od hebrajskiego szalom „pokój”), doprowadza Izrael do rozkwitu, korzystając z chwilowego osłabienia okolicznych mocarstw, a szczególnie Egiptu. Izraelici podbijają resztę ziemi Kanaan. Dwór króla w Jerozolimie słynie z przepychu, a na wzgórzu kupionym niegdyś od Arauna powstaje centralna świątynia boga Jahwe, należąca do najbogatszych na całym Bliskim Wschodzie. Największą świętością przechowywaną w Świątyni Jerozolimskiej jest Arka Przymierza stojąca na kamieniu ewen sztija, który według tradycji był pierwszą skałą stworzoną przez Boga i stanowił środek świata. Stąd późniejsze przekonanie judaistów, chrześcijan i muzułmanów, że Jerozolima znajduje się w centrum kosmosu.

Ludność formalnie czci Jahwe, choć znany z przysłowiowej mądrości Salomon nie tępi innych kultów. Znakiem wiary Izraelitów i zarazem ich królestwa jest sześcioramienna gwiazda (gwiazda Dawida) oraz siedmioramienny świecznik menorah przechowywany w Świątyni Jerozolimskiej. Rozwija się handel i rzemiosło. Król utrzymuje kontakty z miastem Tyr, Fenicjanami i królestwem Saba w południowej Arabii. Izraelska flota, w dużej części obsługiwana przez Fenicjan, pływa po Morzu Czerwonym i Śródziemnym. Wydaje się, że przed Izraelem otwiera się wspaniała przyszłość.

Jednak po śmierci Salomona odzywa się zadawniona wrogość Galilei i Judei oraz ambicje arystokracji z północnego Izraela, niezadowolonej z dominacji południowoizraelskiego rodu Da­wida. W końcu dochodzi do rozpadu państwa na północne królestwo Izraela, gdzie panuje Jeroboam I, i południowe królestwo Judei, ze stolicą w Jerozolimie. Judea znajduje się w ręku syna Salomona imieniem Rehabeam.

W IX w. p.n.e. działa w Izraelu Eliasz, jeden z największych proroków, czyli nauczycieli i reformatorów judaizmu. W miarę jak postępuje osłabienie obu państw Izraelitów, nasila się działalność proroków grożących karami bożymi. W VIII w. p.n.e. Izajasz i Micheasz w Judei oraz Ozeasz i Amos w Izraelu nawołują do odbudowy dawnej siły, opierając się na wierze w Jahwe, a pod koniec VII w. p.n.e. pojawia się Jozjasz. Rosną wpływy Aramejczyków, z którymi Izraelici próbują razem przeciwstawić się coraz groźniejszej Asyrii. Przejmują nawet język aramejski w miejsce zamierającego hebrajskiego, który pozostaje językiem świętym, ograniczonym do tekstów religijnych i liturgii.

Mimo współpracy z Aramejczykami Izraelici słabną i w roku 721 p.n.e. Asyryjczycy podbijają królestwo Izraela. Ludność Samarii zostaje deportowana do Mezopotamii (biblijna pierwsza niewola babilońska), a od roku 680 p.n.e. Samaria jest kolonizowana przez ludność asyryjską. Tak zaczyna się religijny synkretyzm mieszkańców Samarii potępiany przez tradycyjnych judaistów. O powszechnej niechęci do Samarytan świadczy między innymi ewangeliczna opowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie, który mimo swej błędnej religii zawstydził prawowiernych żydów, pomagając rannemu.

Kiedy król Manasses (685-641 r. p.n.e.) jako judejski wasal Asyrii wprowadza do Świątyni Jerozolimskiej obce bóstwa, kapłani ukrywają Arkę Przymierza. Jedna z legend głosi, że po roku 620 p.n.e. wywieźli ją do Egiptu na wyspę Elefantynę, gdzie faktycznie powstała w tym czasie jedyna żydowska świątynia poza Izraelem. Potem Arka miała trafić na wyspę na etiopskim jeziorze Haik, gdzie istniały judaistyczne państewka. Po wiekach zaś, kiedy judaiści wokół Haik ulegli chrystianizacji, Arka została podobno przewieziona do Aksum (ok. IV w. n.e.), gdzie jest bardzo liczna żydowska diaspora. Jeszcze w XXI w. n.e. domniemana Arka będzie przechowywana w jednym z aksumskich kościołów.

Asyryjczycy rządzą Izraelitami do 605 r. p.n.e. Jednak i wtedy nie przychodzi czas spokoju, ponieważ państwo nowobabilońskie, czyli Chaldea, podbija wkrótce Palestynę, niszczy kró­lestwo Judei (586 p.n.e.), burzy Świątynię Jerozolimską, ostatecznie rozbija Filistynów i dokonuje kolejnych przesiedleń Izraelitów do Babilonii (biblijna druga niewola babilońska, lata 598/597-582/581 p.n.e.).

Wiąże się z tym ciekawy mit. Biblia podaje, że ludzie zaczęli budować z cegieł wielką Wieżę Babel, chcąc dosięgnąć z niej nieba, gdzie mieszka Jahwe. Zniecierpliwiony tym Bóg pomieszał ich języki, aby robotnicy nie potrafili się porozumieć, więc budowa stanęła, a różnojęzyczni ludzie rozeszli się po całym świecie. I rzeczywiście archeolodzy odnaleźli w Mezopotamii wiele piramidalnych wież-zikkuratów, budowanych jako podstawy dla świątyń. A największą z nich był odkryty w Babilonie ceglany zikkurat o wysokości około 90 metrów, na którym władca pozostawił dumny napis, że zmusił do jego budowy ludy całego świata. Babilońska nazwa Babilonu oznacza bramę boga, co sugeruje, że stamtąd powinno być najbliżej do nieba, a hebrajskie słowo „balal” to „mieszać”; zbieżność z biblijną Wieżą Babel jest aż nadto widoczna. Na dodatek Izraelici, podobnie jak wiele różnojęzycznych ludów, znaleźli się w Babilonie jako niewolnicy, spędzeni tam przez zwycięzców, i prawdopodobnie uczestniczyli w budowaniu wieży. Nie mogli więc dobrze wspominać ani Babilonu, ani jego ogromnej budowli.

Na szczęście Persja rozbija Chaldejczyków w 538 r. p.n.e. i pozwala Izraelitom wrócić do swego kraju. Ziemie Izraela stają się perską prowincją Jehud, ale Izraelici otrzymują autonomię i mogą odbudować Świątynię w Jerozolimie (536-515 p.n.e.). Kulminacją izraelskiego odrodzenia jest rok 458 p.n.e., kiedy wracają do kraju Izraelici z Mezopotamii pod wodzą proroka Ezdrasza. Zwykle ten moment jest uznawany za formalny początek judaizmu.

Nowy rozdział w dziejach judaistów zaczyna się w roku 332 p.n.e., kiedy ziemie Izraelitów zostają włączone do imperium Aleksandra Macedońskiego, a potem do hellenistycznej monarchii Ptolemeuszy z Egiptu. Izraelici, ze względu na prowadzony przez nich handel, często osiedlają się daleko poza ojczyzną: w Aleksandrii, w Cyrenie, na Cyprze, w Mezopotamii w okolicach Babilonu i Niniwy, w południowej Arabii, Aksum i Etiopii, a także w Azji Mniejszej (Efez, Smyrna), Galii i Hiszpanii, w Kartaginie, Rzymie, Persji i Baktrii. Często przejmują przy tym kulturę hellenistyczną i język grecki.

W tej sytuacji powstaje jedno z pierwszych w dziejach ludzkości tłumaczeń świętej księgi na obcy język. Jest to Septuaginta, czyli podstawowe części Biblii w greckiej wersji językowej. Potem powstaną też tłumaczenia aramejskie. W ten sposób pochodzące rzekomo od Jahwe święte słowa mające znaczenie magiczne, zostają zamienione na inne, pozbawione już waloru oryginalności, ale za to zrozumiałe dla tych, którzy nie znają hebrajskiego.

W tym czasie, dla podtrzymania ducha oporu judaistów wobec przemożnego hellenizmu, powstaje Księga Daniela. Według niej od momentu odbudowania Świątyni Jerozolimskiej za czasów perskich do początku Kresu Czasów ma upłynąć 70 tygodni, co potem interpretuje się symbolicznie jako siedemdziesiąt razy siedem, czyli 490 lat. Tak otrzymana data przypada na I w. p.n.e. Izraelici zaczynają więc oczekiwać mesjasza, czyli zbawiciela Izraela i odnowiciela prawdziwej wiary. Powstają dziesiątki sekt, a wielu proroków zapowiada przyszły rozkwit Izraela. Nastroje mesjańskie dodatkowo podsyca wkroczenie Seleucydów w 198 r. p.n.e. Otóż według mistycznej wizji rzeczywistości ten nowy podbój ma tym bardziej uwypuklić nadchodzące zwycięstwo i pokazać siłę Boga Jedynego.

Kiedy więc Seleucyda Antioch IV Epifanes, próbując narzucić Izraelitom greckich bogów, umieszcza posąg Zeusa w Świątyni Jerozolimskiej i każe skonfiskować jej skarbiec (168 r. p.n.e.), wybucha powstanie, na którego czele staje kapłański ród Machabeuszy. Spełniają się proroctwa: Izraelici zwyciężają i wydaje się, że przyszedł wreszcie oczekiwany mesjasz, a ród Dawida odzyska władzę utraconą w VI w. p.n.e. Jednak, wbrew tym nadziejom, Machabeusze zakładają własną dynastię hasmonejską (140 r. p.n.e.), czym wywołują oburzenie dużej części społeczeństwa.

Izraelici są więc wewnętrznie podzieleni nie tylko na zwolenników i przeciwników Machabeuszy. Trwa bowiem konflikt między hellenizowaną, bardziej rozwiniętą i kulturalniejszą Judeą a zacofaną i konserwatywną Galileą; Galilejczycy tylko siebie uważają za prawdziwych judaistów, o Judejczykach zaś mówią pogardliwie „Żydzi”.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.