Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw - Ryszard Krupiński - ebook
Wydawca: Psychoskok Kategoria: Poezja i dramat Język: polski Rok wydania: 2013

Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw darmowy ebook

Ryszard Krupiński

3.16666666666667 (6)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00 zł
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 18

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw - Ryszard Krupiński


"Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw" to tomik wierszy dla pasjonatów poezji współczesnej, publikowany na wolnej licencji, jako darmowy ebook.

W tomiku znajdują się zarówno utwory o wysokim stopniu abstrakcji, gdzie interpretacja wymaga koncentracji i pewnej świadomości psychologicznej, ale także nieskomplikowane rymowanki. Tematyka oscyluje wokół wyraźnych stanów emocjonalnych, które wszyscy przeżywamy, zarówno w bieli, czerni, jak i w kolorze. Wiersze niosą w sobie pewne przesłanie lub chociażby walor edukacyjny.

Opinie o ebooku Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw - Ryszard Krupiński

Cytaty z ebooka Psychopoezja. Jestem za, a nawet przeciw - Ryszard Krupiński

Czy jest lekarstwo na rany głęboko skryte? Takie, co uzdrawia odrzucenie? W przestworzach pamięci uśmierzone, lecz wyryte Których wewnętrznym krzykiem jest milczenie Napiętnowani społeczną znieczulicą Noszą stygmaty samotności Bezduszność staje się kotwicą Oferowanej im wolności Jak pies rozmodlonego zakonnika Cicho warują przy swym cierpieniu Nadzieja w paroksyzmach zanika Tęczę emocji ukrywając w cieniu Spirala absurdu z retoryką konkuruje Crescendo ignorancji staje się meritum Licha egzystencja sens wyższy uzurpuje A igraszka losu potęguje fatum
Idę pośród ludzi, skłócić ich ze sobą Niech się znienawidzą i walczyć rozpoczną Wskażę, czym się różnią w duszy fundamencie Aż jeden drugiemu stanie się zwierzęciem Łasych na mamonę szukać będę Łapczywych na chleb z sąsiada mąki Chciwych obręczy z drzewa laurowego Żądnych splendoru i adoracji Rozpoznam żyzną glebę w ich myślach Skąd plony zbiorę niebywałe Drobne ziarenka niepokoju wpuszczę Aż spiętrzy się żniwo obfite Krzywda ludzi jest mą strawą Łzy skrzywdzonych pokrzepieniem Ich ból i cierpienie to czas posiłku A zazdrość i mściwość radością tworzenia Jam zawiść
Żądnych splendoru i adoracji Rozpoznam żyzną glebę w ich myślach Skąd plony zbiorę niebywałe Drobne ziarenka niepokoju wpuszczę Aż spiętrzy się żniwo obfite Krzywda ludzi jest mą strawą Łzy skrzywdzonych pokrzepieniem Ich ból i cierpienie to czas posiłku
Ale dlaczego dzieci płaczą? Dzikie oczy, złowrogie oblicze Wpadł w szał Spienione wargi, nieludzkie ryki Jest w amoku Znow u Mój kochany mąż Pijany i brutalny, jak zwykle Zaraz uderzy, powali na ziemię Popłynie stek wyzwisk i oskarżeń Przyzwyczaiłam się Ale dlaczego dzieci płaczą?
Może do zmiany jest to ziarenko? Zadrę w sercu noszą Żniwa zemsty koszą Ze wszystkimi walczą Pycha jest ich tarczą Mieczem zaś zaciekłość Polem walki wściekłość Krzywdy swej nie podarują Spiski i intrygi knują Ludzkie żmije i skorpiony Robaki i pcheł legiony Żyć inaczej nie potrafią Wrogość jest ich kaligrafią Popędy ich nieokiełznane Wrota wolności zaryglowane W murze psychiki małe okienko Może do zmiany jest to ziarenko?
Lub chociaż w atol i lagunę wrosną Bliscy sobie ludzie nie potrafią rozmawiać Komunikaty i iluzje wymieniają Niby bliscy, ale tak dalecy Frustracje, skrywanie uczuć i emocji Chronimy swe maski, kolcami obrastając Nie tędy droga do głębokiego postępu Zamiast dialogu plotki budujemy Na lewo i prawo wieści roznosimy Jak papuga, co zasłyszy to kopiuje Namiętne plotkarstwo z odwagą przegrywa Puste spotkania, bez blasku i koloru Gdzie inni obiektem cynizmu są tylko Ufać to wspólnie kroczyć obraną ścieżką Mimo trudności i wyboistości To odważna rezygnacja z maskarady Sprzeciw wobec samotnego lęku Niech nasze wyspy z lądem się zjednają Lub chociaż w atol i lagunę wrosną
A może to improwizacja? Rozglądam się wokół Krzątanina ludzi obok To aktorzy i statyści Spektakl życia odgrywają Widzę parę dłońmi splecioną Twarze ich do innych światów przynależne Ona szczęśliwa Fascynację wzrokiem kontempluje A on jakby stracony Strapienia i zgryzoty hołubi Ona uśmiechem zdobiona Kokieterii swawolę smakuje A on pomnikiem udręki Lamentu lawinę zainaugurował Oboje grają w tej samej sztuce A role ich prozą codzienności pisane Scenariusze z pamięci odtwarzane Ściśle przylgnęły do ich natury Kunsztowną konstrukcję emocji wznosząc A może to improwizacja?
Dzikie oczy, złowrogie oblicze Wpadł w szał Spienione wargi, nieludzkie ryki Jest w amoku Znow u Mój kochany mąż Pijany i brutalny, jak zwykle Zaraz uderzy, powali na ziemię Popłynie stek wyzwisk i oskarżeń Przyzwyczaiłam się Ale dlaczego dzieci płaczą?
Zadrę w sercu noszą Żniwa zemsty koszą Ze wszystkimi walczą Pycha jest ich tarczą Mieczem zaś zaciekłość Polem walki wściekłość Krzywdy swej nie podarują Spiski i intrygi knują Ludzkie żmije i skorpiony Robaki i pcheł legiony Żyć inaczej nie potrafią Wrogość jest ich kaligrafią Popędy ich nieokiełznane Wrota wolności zaryglowane W murze psychiki małe okienko Może do zmiany jest to ziarenko?
Bliscy sobie ludzie nie potrafią rozmawiać Komunikaty i iluzje wymieniają Niby bliscy, ale tak dalecy Frustracje, skrywanie uczuć i emocji Chronimy swe maski, kolcami obrastając Nie tędy droga do głębokiego postępu Zamiast dialogu plotki budujemy Na lewo i prawo wieści roznosimy Jak papuga, co zasłyszy to kopiuje Namiętne plotkarstwo z odwagą przegrywa Puste spotkania, bez blasku i koloru Gdzie inni obiektem cynizmu są tylko Ufać to wspólnie kroczyć obraną ścieżką Mimo trudności i wyboistości To odważna rezygnacja z maskarady Sprzeciw wobec samotnego lęku Niech nasze wyspy z lądem się zjednają Lub chociaż w atol i lagunę wrosną
Chcę, ale nie mogę Nie chcę, ale muszę Mogę, choć nie potrafię Nie mogę, choć lubię Potrafię, lecz mi nie wolno Nie umiem, lecz chciałbym Scenicznym oratorem być pragnę A podwórkową gwarę z ust puszczam Anioła spojrzeniem emanować chcę A wzrokiem bazyliszka ogarniam świat Na głębokie wody się rzucając Moje aspiracje na mieliźnie osiadają Z wulkanicznej erupcji siłą marzeniami ciskam Po czym pęd zastygłej lawy przybierają Determinacji cyborga mocarzom zazdroszczę Bo sam w stanie letargu i katalepsji żyję Wiem, że nic nie wiem Jestem za, a nawet przeciw
Ale dlaczego dzieci płaczą? Dzikie oczy, złowrogie oblicze Wpadł w szał Spienione wargi, nieludzkie ryki Jest w amoku Znow u Mój kochany mąż Pijany i brutalny, jak zwykle Zaraz uderzy, powali na ziemię Popłynie stek wyzwisk i oskarżeń Przyzwyczaiłam się Ale dlaczego dzieci płaczą?
Nie pozwól zgasnąć marzeniom Dryfujące donikąd marzenia Dorosłego już dziecka Gasną w cieniu nadziei Nie wzbije się już w przestworza Oczyma swej wyobraźni Próchniejącej z wiekiem Nie wzniesie pałacu spełnienia Nietuzinkowej autobiografii Lecz domki z kart Nie sprosta wyczynom sportowym Niegdyś sprawnego ciała Teraz kostniejącego Nie wzbudzi w sobie pożądań Maestrii i wirtuozerii Powszedniość adorując Nie sięgnie wyżyn rzemiosła Fenomen wydobywając Już zasypany niewiarą Nie pozwól zgasnąć marzeniom