Europa w obliczu końca - Marcin Król - ebook
Wydawca: Czerwone i Czarne Kategoria: Humanistyka Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 216 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 6 godz. 14 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Europa w obliczu końca - Marcin Król

Książka profesora Marcin Króla to pierwsza w Polsce próba zrozumienia tego, co się dzisiaj dzieje w Europie. Król dowodzi, że kryzys jest znacznie głębszy, niż się sądzi. To nie tylko kwestia euro. Europa znalazła się na krawędzi upadku, bo jej wszystkie filary są od dawna w konflikcie. Kryzys finansowy uwolnił sprzeczności znacznie silniejsze niż te, z którymi potrafią walczyć ekonomiści. Co sprawia, że przyszłość kontynentu nie rysuje się zbyt różowo. Już sam wybór tytułu tej pracy, będący cytatem ze sławnej katastroficznej książki Mariana Zdziechowskiego z 1937 roku pokazuje, jak silne są obawy autora.

Opinie o ebooku Europa w obliczu końca - Marcin Król

Cytaty z ebooka Europa w obliczu końca - Marcin Król

samokrytyki, która miała charakter twórczy, więc kolejne kryzysy były przezwyciężane. Obecnie Europa zdolność tę zatraciła. Jak to się mogło stać, co się dzieje i jak z tej sytuacji wybrnąć – o tym będzie niniejsza książka. Jak, innymi słowy, sama zasada działania kultury i cywilizacji europejskiej została zatracona, chociaż – o czym pod koniec – może niebezpowrotnie. Bez nieustannej autokrytyki niemożliwe są ani zmiana, ani rozwój, ani stabilizacja. Dotychczasowej Europy po prostu nie ma. Dlaczego Europy, a nie świata? Po części dlatego, że nie wierzę w naszą umiejętność zrozumienia przemian zachodzących w odległych i obcych kulturowo krajach, po części dlatego, że dotknął je (z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, o ile są „europejskie”) kryzys gospodarczy, który ogarnął cały świat, ale nie inne formy kryzysu, a w każdym razie niewiele umiemy na ten temat powiedzieć. Dlaczego Europa? Także dlatego, że tutaj mieszkam, tu patrzę i słyszę, tu widzę i czuję i o moją duchową ojczyznę troszczę się w szczególności. Dlaczego Europa? Bo trudno nam sobie wyobrazić przyszłość świata bez Europy, może nie w roli przywódczyni, ale w roli dostarczyciela podstawowych norm i standardów, obowiązujących nas samych i następne pokolenia. Europa jest naszą
Condorcet pisał w przedmowie: „Zdobywając wiedzę o tym, jaki był człowiek niegdyś i jakim jest dzisiaj, potrafimy zapewnić i przyspieszyć dalszy postęp, jaki obiecuje mu jeszcze jego natura. Taki jest cel niniejszej rozprawy. Wykaże ona na podstawie a i faktów, że nie zakreślono żadnej granicy rozwojowi ludzkich uzdolnień, że człowiek posiada nieograniczone możliwości doskonalenia się, że jego postęp niezależny jest od wszelkich potęg, które chciałyby go zahamować, że jedynym jego kresem jest kres trwania globu, na który rzuciła nas natura. Niewątpliwie postęp ten dokonuje się ruchem szybszym lub wolniejszym, nigdy jednak nie będzie to ruch wsteczny, przynajmniej dopóty, dopóki ziemia zajmować będzie to samo miejsce w układzie wszechświata, a prawa ogólne, rządzące tym układem, nie spowodują na naszym globie zasadniczego przewrotu ani też zmian takich, wskutek których ludzkość nie mogłaby nadal zachowywać ani rozwijać tych samych zdolności, ani też zdobywać tych samych środków do życia”.
„Nadzieje nasze co do przyszłości rodzaju ludzkiego sprowadzają się do trzech zasadniczych punktów: obalenie nierówności między narodami, większa równość w obrębie tego samego ludu i rzeczywiste udoskonalenie się człowieka”.
„Gdyby zatem jakakolwiek władza coś takiego przepisała, co by w rozterce z zasadami zdrowego rozumu zostawało, a dla państwa zgubnym było, nie miałoby to znaczenia prawa, gdyż nie byłoby ani regułą sprawiedliwości, a ludzi odwodziłoby od dobra, dla którego powstała społeczność”.
Jeżeli zgodzimy się, że ludzie rzeczywiście nie działają racjonalnie, to demokracja nie ma sensu. Jeżeli przyjmiemy, że działają racjonalnie (zarówno zdają sobie sprawę z tego, jak zmierzać do wyznaczonych sobie celów, jak i gotowi są porozumieć się z innymi co do tego, jak wzajemnie ułatwiać sobie to dążenie), to będziemy w niezgodzie z rzeczywistością. Nie jest bowiem zapewne ani tak, ani tak, lecz – jak zwykle w kwestiach społecznych – istota rzeczy znajduje się gdzieś w szarej strefie. To zaś sprawia, że wprawdzie mamy demokrację, ale oktrojowaną, a de facto kierowaną przez elity, które nie mają żadnego tytułu do tego, żeby być elitami, poza chęcią posiadania władzy.