Opis

"Rubin Trawnik, Szyja Marchewka i Luzer Rzodkiewka – botaniczne trio ze Skierniewic trudniło się rozpowszechnieniem wycofanych z obiegu banknotów b. Banku Polskiego, głównie zaś puszczaniem w obieg fałszywych pięćdziesięciogroszówek. (...) Wreszcie jednak oszustom powinęła się noga. W pewnym sklepie przy ul. Leszno zostali rozpoznani przez właściciela i oddani w ręce władz bezpieczeństwa. (Gazeta Żydowska, 28 VII 1941)

Pierwsze zarządzenia antyżydowskie pojawiły się już na samym początku niemieckiej  okupacji – opaski z gwiazdą Dawida obowiązywały od grudnia 1939 r. Równolegle zaczęły się rabunki własności żydowskiej nieco później odebrano Żydom emerytury i zakazano wykonywania wielu zawodów, później odebrano posiadane nieruchomości, a w listopadzie 1940 r. Niemcy zamknęli Żydów w getcie, gdzie zepchnięto ich w najstraszniejszą nędzę.

Celem tej książki jest – z jednej strony – zarysowanie wpływu hitlerowskiego prawodawstwa na warszawskich Żydów. Z drugiej zaś strony celem tej pracy jest próba opisania reakcji Żydów na terror okupanta, a w szczególności takich reakcji, które wchodziły w konflikt z obowiązującymi przepisami. Żeby przetrwać, trzeba było łamać prawo na najrozmaitsze sposoby. Postępowali tak zarówno zwykli ludzie, jak i zawodowi przestępcy, którzy nieraz umiejętnie wykorzystywali niemieckie ustawodawstwo.

Książka ukazuje mało znane zagadnienia zachowań przestępczych w getcie warszawskim. Na podstawie zachowanych relacji żydowskich, raportów niemieckich oraz źródeł sądowych i policyjnych, przedstawia ewolucję przestępczości rozwijającej się w ramach oraz w wyniku narastającego terroru okupanta. Praca przedstawia związki między ""nową"" przestępczością okupacyjną, a przedwojennymi kryminalistami, którzy kontynuowali swą działalność podczas wojny. Przedmiotem zainteresowania autorów jest również związek między żydowskimi przestępcami a władzami niemieckimi.

 

Autorzy przybliżają czytelnikowi nieznany i nieco zapomniany świat przestępczości za murami getta. Książka ukazuje postawy i zachowania mieszkańców dzielnicy zamkniętej w różnych stadiach jej izolacji i świadomości losu, jaki gotują niemieccy oprawcy. Ukazuje także ciekawą perspektywę stosunków polsko-żydowskich w ich wymiarze handlowym, gospodarczym, ale także zwyczajnym - międzyludzkim. Ciekawym aspektem jest także zwrócenie uwagi na kontakty gettowego półświatka z jednej strony z podziemiem po 'aryjskiej stronie' miasta, z drugiej zaś z niemieckimi władzami i 'panami getta'"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 290

lub

Publikacja została zrealizowana przy udziale środków finansowych: Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu operacyjnego „Promocja czytelnictwa”, Priorytet 2 „Literatura i czytelnictwo” zarządzanego przez Instytut Książki Redaktor prowadzący

Jakub Petelewicz

Redakcja

Beata Bińko

KorektaAgata Wojtko

Projekt okładki

Tomasz Lec

Copyright © by Barbara Engelking, Jan Grabowski and Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, 2010

ISBN: 978-83-63444-05-1

Warszawa 2010

Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

00-330 Warszawa; ul. Nowy Świat 72, pok. 120,

e-mail:[email protected]

www.holocaustresearch.pl

księgarnia internetowawww.holocaustresearch.pl/sklep

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

Wstęp

Pierwsze informacje o powiązaniach Żydów ze światem przestępczym pochodzą z XIV w. W memoriale złożonym królowi przez mieszczan krakowskich w 1367 r. skarżono się, że „ukrywają złodziei i sami uchylają się od kar”. W XVI i XVII w. aż 65 proc. paserów krakowskich stanowili Żydzi (w tym także Żydówki)1. Wysoki procent Żydów trudniących się paserstwem utrzymał się również w XIX w., chociaż pojawiły się wówczas nowe typy przestępstw, takie jak przemyt, handel żywym towarem, sutenerstwo. Specyfika przestępczości wśród Żydów była związana z ich tradycyjnymi zajęciami oraz miejscem zamieszkania – mieszkali głównie w miastach. W opublikowanej w Krakowie w 1938 r. książce O przestępczości wśród Żydów w Polsce profesor uniwersytetu w Genewie, Liebmann Hersch, dowodził na podstawie dostępnych statystyk, że ogólnie przestępczość wśród Żydów w Polsce międzywojennej była mniejsza niż wśród ludności chrześcijańskiej. Tylko w niektórych kategoriach przestępstw, m.in. spekulacji oraz włóczęgostwa i żebractwa, traktowanych w ówczesnym prawodawstwie jako występek, wskaźniki dla Żydów były wyższe niż dla pozostałej ludności. Znacznie rzadziej popełniali oni zbrodnie i takie przestępstwa, jak rozbój, uszkodzenie ciała, prostytucja, sabotaż czy szpiegostwo. W przestępstwach i wykroczeniach o charakterze gospodarczym (oszustwa, fałszowanie weksli, łamanie monopolu państwowego) oraz w tradycyjnym już od średniowiecza paserstwie wskaźniki osiągały zbliżony poziom w obu grupach narodowościowych2.

Świat przestępczy lokował się na obrzeżach społeczności polskiej i żydowskiej. Bariery społeczne były tam słabsze, co sprzyjało kontaktom w świecie przestępczym – powstawały więc mieszane bandy złodziejskie lub przemytnicze, przestępcy chrześcijanie korzystali z usług żydowskich paserów i odwrotnie. Do polszczyzny weszły na stałe słowa z charakterystycznego żydowskiego słownika złodziejskiego, takie jak dintojra, melina, fajny, trefny. Warszawa, jak każde szanujące się miasto, miała zawsze swój margines społeczny. Tworzyli go złodzieje, prostytutki, rozmaici drobni przestępcy, włóczędzy, nędzarze i żebracy. Centrum warszawskiego żydowskiego półświatka stanowiła ul. Krochmalna, a jego bohaterem był Urke Nachalnik. Naprawdę nazywał się Icek Farbarowicz, urodził się w 1897 r. jako syn młynarza i stał się zawodowym przestępcą. W carskich, niemieckich i polskich więzieniach spędził ponad 15 lat. Stał się sławny dzięki napisanej w więzieniu – niezwykle barwnie i z talentem – autobiografii Życiorys własny przestępcy3, która ukazała się w 1933 r. Do przestępczości już nie wrócił – został literatem pisującym opowiadania do polskich i żydowskich gazet, ustabilizował się, założył rodzinę i zamieszkał w Otwocku. Tam też został rozstrzelany przez Niemców w listopadzie 1939 r. Ponieważ Warszawa do 1942 r. stanowiła miasto polsko-żydowskie, było tu miejsce na margines społeczny żydowski i polski, który, jak piszemy dalej, do pewnego stopnia był wspólny. Nie zajmujemy się w książce szacowaniem liczebności tego marginesu, nie będziemy więc podawać żadnych liczb, chcemy jedynie podzielić się refleksją na temat losów warszawskiego żydowskiego marginesu społecznego w latach okupacji.

Na tle tragedii Zagłady okupacyjna przestępczość wśród Żydów może się zdawać tematem błahym czy wręcz trywialnym. Kiedy jednak spojrzymy na zagadnienie kry – minalizacji zachowań Żydów w latach 1939-1942 jako na ważny element łamania ducha tej wspólnoty, rzecz nabiera innego wymiaru. Systematyczne usuwanie podstaw niezależności gospodarczej i finansowej, stopniowe odbieranie ludzkiej godności i niezależności, połączone z bezlitosnym codziennym terrorem, przyczyniło się walnie do zdeterminowania postaw Żydów w tragicznych chwilach akcji eksterminacyjnych. A większość tych działań wspierała się – o czym mało kto dziś pamięta – na niezwykle skomplikowanym systemie niemieckich zarządzeń, ustaw i przepisów, na których straży stały niemieckie i polskie sądy różnych instancji, a za nimi - więzienia, areszty i towarzyszące im nędza i upodlenie. Hans Frank, w przemówieniu skierowanym do niemieckich sędziów pracujących w Generalnym Gubernatorstwie, dał dość jasną wykładnię niemieckiego prawa, gdy oświadczył: „żydów łamiących prawo należy karać śmiercią”4. Do jakiego stopnia ludzie wymęczeni i rozbici ciągłymi szykanami, zakazami, bezlitosnym i nieustającym nadzorem, tracili wolę oporu, wpadali w apatię? Ilu najaktywniejszych, najbardziej przedsiębiorczych członków wspólnoty żydowskiej padło ofiarą niemieckich rozporządzeń, rozstrzelanych czy powieszonych z wyroku sądów lub też zamkniętych (nieraz na całe lata) w więzieniach? W jakiej mierze niemieckie restrykcje przyczyniły się do atomizacji społeczności warszawskich Żydów? Szukając odpowiedzi na te i podobne pytania, uświadamiamy sobie wagę tego tematu, a dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć przerażającą logikę nadciągającej Zagłady.

W niniejszym opracowaniu interesują nas czyny przestępcze Żydów w latach 1939-1942 popełniane w Warszawie oraz na terenach podmiejskich, objętych przez Niemców nazwą Warschau-Land. Wiąże się to ze specyficznym charakterem akt niemieckich, na których częściowo opiera się ta praca, a które w równym stopniu dotyczą samej stolicy, jak i pobliskich miasteczek. Zdajemy sobie sprawę z dwuznaczności terminu „przestępczość” w odniesieniu do tego miejsca i czasu. Doskonale rozumiemy, że to przedsięwzięcie może się wydać wątpliwe z aksjologicznego punktu widzenia – bo przecież przestępcze były niemieckie reguły prawne, w których ramach Żydzi wówczas funkcjonowali, przestępstwem naruszającym normy moralne było stworzenie getta. Na jego terenie obowiązywały pewne normy prawne – i to zarówno te z przedwojennego kodeksu karnego, jak i nowo wprowadzone przez Niemców. Żeby żyć, trzeba je było łamać. Stanisław Różycki zanotował: „Nic nie wolno! A właśnie dlatego, że nic nie wolno, wszystko wolno! Tak jest, teraz i ja już rozumię tę dziwną na pozór odpowiedź. Istotnie wszystko wolno i nic nie wolno. Tam, gdzie jest się poza prawem, gdzie siła, rabunek, kradzież, tortury, morderstwo, łapownictwo starczą za prawo, tam też niewolnikowi nic nie wolno, nawet oddychać dobrym powietrzem, i dlatego ten niewolnik, nic nie ryzykując, robi dziś wszystko, co jutro może być karane śmiercią”5. Nie relatywizując popełnianych w getcie czynów karalnych, trzeba zdawać sobie sprawę z konieczności zawieszenia tradycyjnych ocen moralnych w odniesieniu do wielu sytuacji.

Chcemy analizować przestępczość w dwóch aspektach: czynów przeciwko wspólnocie, a więc łamania norm moralnych, oraz działań łamiących obowiązujące normy prawne. W tej drugiej kategorii, której dotyczy zasadnicza część książki, interesują nas przestępstwa uniwersalne (naruszanie przedwojennego kodeksu karnego) oraz okupacyjne (łamanie przepisów okupanta, przestępstwa inspirowane nowymi zarądzeniami). Z punktu widzenia etiologii przestępczości interesująca wydaje się także grupa nowych, „okupacyjnych” winowajców, którzy nie mają nic wspólnego ze środowiskiem przestępców zawodowych, a są jedynie ofiarami obowiązujących norm prawnych. Z przestępstw karalnych wykluczamy tutaj zagadnienia konspiracji, która, choć stanowi ewidentny przykład łamania niemieckich przepisów, wykracza poza kontekst tego opracowania. Zagadnienia dotyczące ruchu oporu w getcie zostały już wcześniej obszernie i wyczerpująco omówione przez wielu badaczy6.

Wszelka działalność Żydów, a z czasem samo ich istnienie było przestępstwem. „Nie wiadomo, co wolno, a raczej wiadomo, że nic nie wolno, i dlatego wszystko, cały nurt życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego zepchnięty jest w podziemia, koryto, na tory nielegalności – pisał Stanisław Różycki w grudniu 1941 r. – To wyjątkowe położenie ludzi pozbawionych opieki prawa, wyjętych spod prawa, zrzuconych przymusowo w nurt nielegalnego życia, wypaczyło wszelkie normy. […] Czy wolno sprzedawać chleb? Czy wolno bez pozwolenia sprzedawać na ulicy? Czy wolno sprzedawać gazety niemieckie? […] Czy wolno wygłaszać odczyty, urządzać akademie, wieczory, poranki? […] Grać nieżydowskich kompozytorów i autorów? Czytać Goethego i Nietzschego? Heinego i Zweiga, Tuwima i Słonimskiego? Czy wolno wypożyczać książki niemieckie w czytelniach? […] Urządzać kursy naukowe? […] Uczyć się w kompletach? […] Telefonować na «drugą stronę»? Robić interesy z Polakami, przechodzić obok Niemca i nie zdjąć z głowy nakrycia? Czy wolno jeść produkty nieobjęte kartą żywnościową? […] Fabrykować bez koncesji, sprzedawać w pasku, kupować w pasku? Czy wolno? Nie wiem, czy wolno. Może wolno, może nie. Wiem tylko tyle, że czy wolno, czy nie wolno, ludzie ghetta będą to wszystko robili, bo bez tego nie wyżyją ani jednego dnia, bo bez tego nie sposób wyobrazić sobie życia”7.

Wprowadzenie

Położenie ludności żydowskiej w świetle niemieckich rozporządzeń

W dniu 1 września 1939 r. niemiecka III Rzesza zaatakowała Polskę. Główne walki trwały trzy tygodnie, a jednym z symboli przegranej stała się kapitulacja Warszawy 28 września. Tegoż dnia doszło w Moskwie do ostatecznego podziału ziem polskich między III Rzeszę a drugiego okupanta – Związek Sowiecki, który zaatakował Polskę od wschodu 17 września. Okupacja niemiecka rozpoczęła się symbolicznym aktem wkroczenia wojsk niemieckich 2 października 1939 r. do Warszawy. Od tego dnia zmieniło się życie mieszkańców okupowanego kraju – zaczęły obowiązywać nowe reguły administracyjne i przepisy prawne (omawiamy je szczegółowo dalej).

Pod okupacją niemiecką znalazło się 48,5 proc. powierzchni przedwojennego państwa polskiego (188 tys. km2) i 22,1 mln ludności (w tym 10 proc. Żydów). Ziemie okupowanej Polski podzielono na kilka obszarów: do Rzeszy wcielono teren województw śląskiego, poznańskiego i pomorskiego, a także części województw białostockiego, kieleckiego, krakowskiego, łódzkiego i warszawskiego – łącznie 91 902 km2 (Eingegliederte Ostgebiete). Z pozostałych terenów utworzono 12 października 1939 r. Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych obszarów polskich (Das Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete). Od 8 lipca 1940 r. obowiązywała nazwa „Generalne Gubernatorstwo” (Generalgouvernement), powszechnie zaś używano określenia „Generalna Gubernia”. Generalne Gubernatorstwo (GG), zamieszkane przez około 12 mln osób, podzielone zostało na cztery dystrykty: krakowski, lubelski, radomski i warszawski (1 sierpnia 1941 r. dołączono piąty dystrykt – Galicję, z siedzibą we Lwowie).

Najwyższą władzą w GG był Urząd Generalnego Gubernatora (Amt des Generalgouverneurs; od 9 grudnia 1940 r. rząd GG – Regierung des Generalgouvernements), kierowany przez Hansa Franka. Jego siedziba znajdowała się w Krakowie. Funkcję szefa Urzędu Generalnego Gubernatora (Amtchef) sprawował dr Josef Bühler. Językiem urzędowym GG był niemiecki; na jego terenie wprowadzono nowy system prawny – polskie prawo państwowe i administracyjne, prawo pracy i prawo finansowe zostało w części zastąpione przez prawo stanowione przez władze okupacyjne. W mocy pozostała natomiast część polskiego prawa cywilnego oraz karnego – w tych obszarach, w których nie kolidowało ono z nowymi rozporządzeniami niemieckimi, niemającymi mocy ustaw, a chętnie i w dużej ilości wydawanymi przez generalnego gubernatora.

Wśród rozporządzeń wprowadzonych przez Niemców były takie, które w pierwszej kolejności zepchnęły ludność żydowską na margines życia gospodarczego, a potem na margines życia tout court. Mało kto jednak zadaje sobie pytanie, w jaki sposób, kto i na jakich zasadach czuwał nad wcieleniem tych zarządzeń w życie. Nie bardzo też wiadomo, jakie kary groziły za pogwałcenie niemieckich „porządków” i do jakiego stopnia Żydzi się stosowali do nowych przepisów. Pytania te przesłoniła tragedia Holokaustu, wobec której zagadnienie losu polskich Żydów podczas pierwszych trzech lat okupacji zeszło na dalszy plan. Jak sądzimy – niesłusznie, gdyż zaciskająca się pętla zakazów, nakazów, szykan i prześladowań miała bezpośredni wpływ na zachowanie Żydów w przededniu Zagłady i w czasie trwania eksterminacji. Brutalna polityka antyżydowska prowadzona przez Niemców w latach 1939-1942 w jednych paraliżowała dalszą wolę oporu, innych utwierdzała w bierności wobec okupanta, a jeszcze innych, którzy ginęli w więzieniach, po prostu eliminowała ze społeczności żydowskiej.

W dniu 21 września 1939 r. Reinhard Heydrich (szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy, stojący na czele Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, RSHA) wystosował do dowódców grup operacyjnych podległych mu służb tajny telefonogram z wytycznymi dotyczącymi postępowania z Żydami na okupowanych obszarach Polski. Była w nim mowa o dwóch głównych etapach polityki hitlerowskiej względem Żydów, a mianowicie przesiedlaniu i koncentrowaniu ich w specjalnych miejscach odosobnienia, oraz o ukrytym za maskującym terminem „Endziel” („cel ostateczny”) zamiarze całkowitego ich wyeliminowania. Tego samego dnia władze okupacyjne wydały rozporządzenie o utworzeniu Judenratów, czyli żydowskich rad starszych, mających reprezentować lokalne społeczności wobec Niemców, a przede wszystkim czuwać nad dokładnym wykonywaniem poleceń okupanta. Rady żydowskie były teoretycznie władzami samorządowymi o pozornie dużych kompetencjach, w praktyce stworzono je po to, by zgodnie z zasadą zbiorowej odpowiedzialności stały się narzędziem egzekwowania niemieckich zarządzeń. Członkowie rady byli osobiście odpowiedzialni za zachowanie się lokalnej społeczności żydowskiej i jej posłuszeństwo wobec Niemców. Często byli traktowani jak zakładnicy. Wielu z nich zostało aresztowanych, pobitych, zabitych. Zwierzchnictwo nad radami żydowskimi sprawowały niemieckie władze administracyjne – to Niemcy podejmowali wszystkie decyzje dotyczące życia Żydów w okupowanej Polsce, niemniej Judenraty miały pewien wpływ na organizację życia wewnętrznego społeczności żydowskich. Gminy żydowskie, przed wojną zajmujące się wyłącznie działalnością religijną i charytatywną, musiały teraz pełnić funkcję koordynatora wszystkich życiowych spraw Żydów i reprezentować ich wobec okupanta. Ich nowe obowiązki przyniosły ogromne obciążenia finansowe, na które oczywiście brakowało pieniędzy. W gestii rad znalazło się wiele spraw należących przed wojną do administracji miejskich, jak utrzymanie szpitali, sprawy służby zdrowia, kwaterunku, aprowizacji, szkolnictwa itp. Ściągalność podatków, którymi Judenraty obciążały społeczność żydowską, była niezbyt wysoka, a wśród płatników było coraz więcej biednych, których z obowiązkowych opłat zwalniano. Środki finansowe Judenratów pochodziły z podatków, pożyczek, zastawów posiadanych nieruchomości, subwencji samorządów polskich itd. W małych miejscowościach aparat urzędniczy Judenratów stanowiło kilku urzędników; w większych miastach był on odpowiednio liczniejszy. W Warszawie był rozbudowany aż do przesady (około 9 tys. osób). Urzędnicy rad żydowskich mieli niewielkie pensje, ale cieszyli się innymi przywilejami: dostawali większe przydziały żywności, a przede wszystkim powszechnie sądzono, że ich miejsce pracy stanowi gwarancję bezpieczeństwa.

Proces wyłączania Żydów poza nawias polskiego społeczeństwa rozpoczął się w praktyce wraz z wkroczeniem armii niemieckiej na ziemie polskie. W ciągu pierwszych miesięcy okupacji antyżydowskie ekscesy Wehrmachtu oraz policji ustąpiły miejsca lepiej zorganizowanej i usystematyzowanej akcji terroru i represji, której towarzyszyły specjalnie w tym celu opracowane rozwiązania prawne. Do tych wczesnych rozwiązań należało objęcie – już w październiku 1939 r. – sekwestrem „majątku byłego państwa polskiego” oraz znaczniejszych majątków należących do Żydów8. W Warszawie egzekucją tego rozporządzenia zajęła się Einsatzgruppe IIB. Od jesieni 1939 r. zakazem wykonywania pracy objęto wiele żydowskich grup zawodowych: lekarzy, adwokatów czy nauczycieli, a także prostytutki, którym poświęcimy dalej nieco więcej miejsca. Równocześnie przystąpiono do rejestracji wszystkich Żydów w celu egzekwowania obowiązku pracy przymusowej. Nakaz pracy dotyczył wszystkich mężczyzn Żydów w wieku 14-60 lat. Początkowo pracowali oni w miastach – przede wszystkim przy sprzątaniu ulic, odśnieżaniu oraz w rozmaitych warsztatach i zakładach pracy. Stopniowo (do początku 1941 r.) utworzono około 200 żydowskich obozów pracy przymusowej, w których wykorzystywano dziesiątki tysięcy osób. Żydzi pracowali tam, najczęściej bezpłatnie, przy robotach melioracyjnych, budowie dróg, fortyfikacji oraz budynków, a także przy pracach rolnych. W 1942 i 1943 r. pełną kontrolę nad zamkniętymi w obozach żydowskimi robotnikami przejęło SS.

Od 1 grudnia 1939 r. rozporządzenie (Verordnung, VO) generalnego gubernatora Hansa Franka wprowadziło nakaz noszenia przez Żydów powyżej dziesiątego roku życia białych opasek z niebieską gwiazdą Dawida na prawym rękawie ubrania (na terenach włączonych do Rzeszy musieli przypiąć do ubrania z przodu i z tyłu żółtą gwiazdę). Jednym z pierwszych posunięć władz okupacyjnych były także masowe przesiedlenia ludności – przede wszystkim z terenów włączonych do Rzeszy, skąd od jesieni 1939 do wiosny 1940 r. wygnano Polaków i Żydów (Polacy mogli z reguły swobodnie wybierać na terenie GG miejsce osiedlenia, Żydzi takiej możliwości byli pozbawieni). Wysiedleńców gromadzono w punktach zbornych lub obozach przesiedleńczych, które mieściły się w barakach, więzieniach, kościołach, synagogach, a czasem pod gołym niebem, w fatalnych warunkach sanitarnych. Jedzenia nie było w ogóle lub wydzielano bardzo skąpe racje. Żydzi przebywali w takich warunkach często kilka tygodni lub nawet miesięcy. W ten sposób do lutego 1940 r. przesiedlono na tereny Generalnego Gubernatorstwa około 140 tys. Żydów z obszarów wcielonych do Rzeszy, z Łodzi i województwa łódzkiego oraz z Krakowa, który jako stolica GG miał być „judenrein”.

W wielu miastach znajdowali się też liczni uchodźcy i uciekinierzy. Żydzi przenosili się z miasta do miasta (dopóki wolno było im podróżować) w poszukiwaniu bezpieczeństwa, znośniejszych warunków życia, możliwości zarobku czy wreszcie z powodów osobistych – wielu chciało być razem ze swoimi bliskimi, by móc wzajemnie się wspierać i wspólnie znosić trudy czasu wojny. Warunki życia przesiedleńców i uchodźców należały do najgorszych. W miastach i miasteczkach, do których przybywali, lokowano ich przeważnie w nieczynnych bóżnicach, domach modlitwy, szkołach czy kinach. Brakowało im nie tylko jedzenia, ale i wszelkich rzeczy osobistych, ubrań, pościeli itp. Ich szanse na znalezienie pracy zarobkowej były minimalne, mogli przeżyć jedynie dzięki pomocy społecznej i dobroczynności innych.

Pojawiły się również rozporządzenia lokalne dotyczące sfery symbolicznej, obliczone na złamanie ducha w społeczeństwie żydowskim. Wymienić tu można zakazy chodzenia po chodnikach, wchodzenia do parków (Planty w Krakowie, Ogród Saski w Warszawie, a w Tarnowie po prostu zakazano Żydom wchodzenia do wszystkich parków miejskich), nakazy uchylania czapek na widok Niemca, zakazy wychodzenia na ulice w określone święta (m.in. w dzień urodzin Hitlera), nakazy golenia bród, zakazy uboju rytualnego itp. W warszawskich tramwajach śpiewano na ten temat kuplety: „w tramwaju produkował się mały chłopak, śpiewał podłą piosenkę, produkt okupacyjnej «twórczości». Brzmiało to jakoś tak: «w Saskim Ogrodzie, koło fontanny, już tam nie chodzą żydowskie panny»”9. Rozporządzenia ze sfery symbolicznej nie godziły co prawda w podstawy bytu polskich Żydów, lecz miały ich upokorzyć i w sposób widoczny zepchnąć na samo dno drabiny społecznej. Na pograniczu zakazów symbolicznych i tych uderzających w działalność gospodarczą i zawodową pojawiły się utrudnienia w korzystaniu z kolei oraz komunikacji miejskiej.

Z naszego punktu widzenia kluczowa rola przypadnie jednak dwóm sferom kryminalizacji żydowskiego życia: ograniczeniu prawa własności oraz ograniczeniu prawa pobytu. Radykalne zmiany w tych dwóch obszarach w decydujący sposób zmienią i zredefiniują realia życia polskich Żydów w latach 1939-1942.

Rozporządzenia niemieckie dotyczące własności Żydów i ograniczające ich prawo pobytu

Franz Stangl, drugi komendant obozu zagłady w Treblince, zapytany wiele lat po wojnie, co było przyczyną wymordowania Żydów, odparł bez wahania: „chcieli ich pieniędzy”10. Choć trudno się zgodzić ze Stanglem, nie ulega wątpliwości, że grabież Żydów, która w ciągu niecałych trzech lat pogrążyła społeczeństwo żydowskie w skrajnej nędzy, z pewnością stanowiła preludium do działań mających swój logiczny kres w komorach gazowych Treblinki.

W Generalnym Gubernatorstwie grabież Żydów zaczęła się od kontrybucji nakładanych przez Wehrmacht, a potem przez administrację cywilną, dowódców żandarmerii, landratów, krótko mówiąc, przez wszystkich dzierżących władzę na podbitych terenach. Już niebawem jednak wywłaszczenie ujęto w ramy urzędowo-legislacyjnej dyscypliny.

W dniu 18 września 1939 r. świeżo desygnowany starosta (Landrat) w Końskich ogłosił, że cała własność żydowska w miasteczku uległa konfiskacie. Odtąd własność ta miała się nazywać „była własność żydowska” i znalazła się pod bezpośrednim zarządem przedsiębiorczego landrata11. W Radomiu 22 października 1939 r. zwołano specjalne zebranie, w którym uczestniczyli wyżsi przedstawiciele administracji dystryktu: burmistrze, landraci i komisarze. Celem posiedzenia było wypracowanie przepisów, które zezwoliłyby na szybkie wyeliminowanie Żydów z handlu i z produkcji12. Podobne narady przeprowadzano i w innych dystryktach13. W październiku 1939 r. zaczęto rekwirować wielką własność żydowską (fabryki, banki, większe sklepy). Wydano również działający wstecznie (od 1 września, a w pewnych sytuacjach nawet od 1 stycznia 1939 r.) zakaz transferu własności żydowskiej w ręce aryjskie. Chodziło tu oczywiście o uniemożliwienie Żydom przepisania mienia na rzecz nieżydowskich znajomych i tym samym obejścia przepisów aryzacyjnych. W tym samym czasie, w październiku 1939 r., wydano zarządzenie nakazujące Żydom deponowanie na kontach bankowych wszystkich oszczędności przekraczających kwotę 2000 zł14. Było to preludium do ich konfiskaty.

Przewłaszczenie wielkiej własności żydowskiej dokonało się dość szybko; nieco trudniej było z bankierami, których aktywa niełatwo było zlokalizować, a jeszcze trudniej – skonfiskować. W takich wypadkach władze niemieckie niejednokrotnie uciekały się do informatorów, o czym przekonał się m.in. Michał Wawelberg, współwłaściciel Banku Zachodniego, jednego z największych polskich banków, zaaresztowany w Warszawie 20 listopada 1939 r.15 Michał Wawelberg, syn Hipolita, słynnego bankiera rosyjskich carów, został aresztowany w chwili, gdy przygotowywał się do ucieczki za granicę, do Włoch. Razem z Wawelbergiem gestapo aresztowało jego najbliższą rodzinę oraz grupę przyjaciół wywodzących się również z kręgów bankierskich. Przestępstwo warszawskiego bankiera nie tyle polegało na próbie wyjazdu za granicę, ile na próbie wywiezienia kapitałów. W tym przypadku w grę wchodziły gigantyczne sumy: Wawelberg i jego przyjaciele chcieli przeszmuglować około 3-4 mln zł. Gestapo dość dobrze wiedziało o planach Wawelberga, a to za sprawą niejakiego dr. Brunona Fiałkowskiego, znajomego Wawelbergów, popularnego w przedwojennej Warszawie lekarza irydologa oraz filoterapeuty (dziś powiedzielibyśmy – zwolennika medycyny alternatywnej). Już w końcu października 1939 r. dr Fiałkowski, uzbrojony w odpowiednie glejty i dokumenty, rozpoczął drugą karierę – współpracownika warszawskiego gestapo16. Po aresztowaniu Wawelbergowi postawiono rozliczne zarzuty; w zasadzie chodziło o pogwałcenie nowych rozporządzeń dotyczących własności żydowskiej. Aresztowany musiał oddać w ręce władz wszystkie posiadane instrumenty płatnicze, mianowicie: gotówkę, akcje, świadectwa udziałów w restauracjach, kinach i teatrach oraz biżuterię. Na koniec Wawelberg musiał wyliczyć wszystkie posiadane zagraniczne konta, ich salda oraz wypisać dla urzędników niemieckich pełnomocnictwa na „repatriowanie” oszczędności znajdujących się na tych kontach. Jeden z przyjaciół Wawelberga przyznał się zarazem, że przepisał pewną część swoich aktywów na aryjskiego znajomego, łamiąc tym samym ducha i literę rozporządzeń generalnego gubernatora. Proces aryzacji dóbr Wawelberga i jego towarzyszy dobiegł końca w grudniu 1939 r., kiedy to wszyscy aresztanci zostali odtransportowani na ul. Rakowiecką, gdzie przebywali jeszcze w kwietniu 1940 r.17 Nie zachowały się dane o wysokości ich wyroków, ale wiadomo, że Wawelberg trafił do obozu koncentracyjnego.

W końcu stycznia 1940 r., po skutecznym przejęciu wielkiej własności żydowskiej, uwaga Niemców skierowała się na Żydów o skromniejszym statusie majątkowym. Od zimy 1940 r. wstrzymano wypłaty rent i emerytur dla Żydów dotąd uprawnionych do pobierania świadczeń społecznych. Od wiosny 1940 r. wszyscy renciści i emeryci musieli złożyć specjalną „deklarację na prawach przysięgi”, w której oświadczali: „1. Nie jestem pochodzenia żydowskiego. Zarówno ze strony ojca, jak też i matki nikt w rodzinie nie jest i nie był pod względem rasowym [podkreślenie w oryginale – B.E., J.G.] żydem. Jestem świadomy tego, że nieżydowska religia nie zmienia przynależności do żydowskiej rasy. Ani ja, ani też któraś ze stron moich dziadków czy też rodziców, nie należeli dawniej do żydowskiej wspólnoty religijnej”18. Druczki tego rodzaju stanowiły odpowiedź na niezwykle częste próby ominięcia nowych rozporządzeń podejmowane przez zasymilowanych od dawna Żydów oraz przez przechrztów świeższej daty.

W dniu 15 stycznia 1940 r. ogłoszono dekret o przejęciu „własności wroga”, a 24 stycznia tego roku – dekret o konfiskacie własności prywatnej. Dekret styczniowy (tzw. ordynacja konfiskacyjna) dawał władzom Generalnego Gubernatorstwa całkowitą swobodę w wyborze i określeniu mienia przeznaczonego do zajęcia. Paragraf 2 „ordynacji” postulował jedynie, aby konfiskata „spełniała zadania użyteczności publicznej”. „Ordynacja konfiskacyjna”19 wprowadzała na tyle istotne zmiany, że będziemy się musieli nad nią chwilę zatrzymać. Drugi paragraf interesującego nas VO Hansa Franka precyzyjnie określał, co należało rozumieć pod pojęciem „własność żydowska”: chodziło mianowicie o „własność Żydów, obywateli polskich przed 1 września 1939 r., jak również własność innych Żydów bezpaństwowców oraz Żydów pozostających w związku małżeńskim z Aryjczykami”20. Własność ta obejmowała też firmy z ponad 50 proc. udziałów kapitału żydowskiego oraz instytucje finansowe, w których wsad kapitału żydowskiego przekraczał 25 proc.

Gadzinowy „Nowy Kurier Warszawski” spieszył poinformować swoich czytelników, iż „specjalny dodatek do rozporządzenia Generalnego Gubernatora określa, że pod pojęciem «własność żydowska» należy również rozumieć konta bankowe, pożyczki, legaty, obligacje, akcje, promesy płatności, nieruchomości, udziały w nieruchomościach, wszystkie zmagazynowane towary (bez względu na roszczenia postronne do tychże), ruchomości, wszystkie środki trasportu, takie jak samochody, powozy i konie”. „Ponadto – podawała gazeta – do własności żydowskiej zaliczamy gotówkę, biżuterię, złote zegarki, łańcuszki, obrazy, meble, dywany (łącznie z tymi, które obecnie znajdują się na przechowaniu u osób trzecich), ubrania, futra, przedmioty użytku osobistego”21. Na koniec każdy Żyd musiał zgłosić wszelkie darowizny dokonane na rzecz osób trzecich od 1 stycznia 1939 r. oraz podać ich przyczynę. Żydom dano czas do 1 marca na zgłoszenie tak zdefiniowanej własności. Własność niezadeklarowana podlegała natychmiastowej konfiskacie. Za niezastosowanie się do rozporządzenia przewidziano całą gamę kar, w większości więzienia. „Ordynacja konfiskacyjna” ze stycznia 1940 r. bardzo wiernie kopiowała rozporządzenia wprowadzone parę lat wcześniej, po Anschlussie Austrii. Nie można mianowicie uniknąć wrażenia, że architekci hitlerowskiej polityki wywłaszczenia polskich Żydów, formułując swe plany, wspierali się na austriackimVerordnung über die Anmeldung des Vermögens von Juden (rozporządzenie o rejestracji własności żydowskiej), z 26 kwietnia 1938 r.22 Z czasem, po powstaniu getta, nad żydowskim życiem gospodarczym zapanuje tzw. Transferstelle, czyli Placówka Transferu, która zmonopolizuje operacje handlowe między dzielnicą zamkniętą a światem zewnętrznym. Wprowadzone zostaną surowe kary za wszelkie próby obejścia tego monopolu. Ale ten temat poruszymy później.

Drugim interesującym nas obszarem penalizacji życia polskich Żydów stało się „prawo pobytu” albo raczej kolejne stopnie ograniczania prawa do swobodnego poruszania się po kraju, po mieście czy też po dzielnicach miasta. Zaostrzenie kursu wiązało się z polityką coraz bardziej rygorystycznego zamykania Żydów w gettach. 13 września 1940 r. gubernator generalny wydał tzw. pierwsze rozporządzenie dotyczące ograniczenia praw pobytu na terenie GG (Verordnung über Aufenthaltsbeschränkungen im Generalgouvernement), które stanowiło wstęp do zamknięcia ludności żydowskiej w gettach23. Kilka miesięcy później, 29 kwietnia 1941 r., ukazało się drugie rozporządzenie, tym razem wyznaczające getta jako jedyne dopuszczane prawem miejsce zamieszkania dla Żydów. Ludwig Fischer, szef dystryktu warszawskiego, nie chcąc pozostać w tyle za swoim krakowskim przełożonym, wydał własne rozporządzenia nakładające dalsze ograniczenia na ludność żydowską. Anordnung z 17 czerwca 1941 r. był zgodny z duchem rozporządzenia kwietniowego, lecz znacznie bardziej szczegółowy, wyliczał bowiem okolice lub rodzaje miejsc, do których Żydzi mieli wstęp wzbroniony. Trzecie rozporządzenie o ograniczeniu prawa pobytu, wydane przez Franka 15 października 1941 r., wprowadziło karę śmierci dla Żydów złapanych poza gettem, bez opaski i bez przepustki. Tą samą kwalifikacją prawną objęto również ludzi niosących pomoc ukrywającym się Żydom. W ten sposób otwarto ostatni rozdział „prawnych” działań władz niemieckich przeciwko ludności żydowskiej GG. Trzy wyżej wymienione rozporządzenia legły u podstaw tysięcy procesów sądowych w okupowanej Polsce.

Proces zamykania Żydów w gettach Niemcy uzasadniali często powodami zdrowotnymi – nazistowska propaganda przedstawiała Żydów jako roznosicieli chorób. Pierwsze getto na terenach okupowanej Polski utworzono już w październiku 1939 r. w Piotrkowie Trybunalskim, a największe – w Warszawie – zostało zamknięte 16 listopada 1940 r. Znajdowało się w nim wówczas mniej więcej 360 tys. osób (później, po licznych wsiedleniach – nawet do 460 tys. osób). W sumie na terenie okupowanej Polski Niemcy założyli około 400 mniejszych i większych gett, przesiedlano do nich Żydów z mniejszych miejscowości i wsi (także Żydów z Niemiec, Czech, Austrii). Getta różniły się stopniem odizolowania od dzielnic polskich: otaczano je wysokim murem, oddzielano parkanem, płotem, zasiekami z drutu kolczastego lub jedynie określano granice obszaru, której Żydom nie wolno było przekraczać.

W gettach panowały tragiczne warunki: ciasnota, tłok na ulicach, niemożność zachowania higieny i brak środków czystości (w warszawskim getcie kawałek mydła przydzielano na kartki co kilka miesięcy), co sprzyjało szerzeniu się chorób i epidemii. Żydom zamkniętym za murami najbardziej jednak dokuczał głód. W Warszawie na miesięczne kartki aprowizacyjne można było kupić 2,5 kg chleba (w czterech ratach), około 20 dkg cukru, czasem brukiew, ziemniaki, kiszoną kapustę i marmoladę. Stłoczona w gettach ludność, pozbawiona dotychczasowych źródeł utrzymania, podstawowych środków do życia, szukała wszelkich możliwych sposobów przetrwania. Istniejące mimo ograniczeń kontakty ze światem poza gettem sprzyjały powstaniu szczególnego rodzaju wymiany handlowej z tzw. stroną aryjską – szmuglu. W jedną stronę przerzucano sprzedawane przez Żydów dobra i wytwory ich pracy, w drugą natomiast – najbardziej pożądany towar – żywność. Skala szmuglu, aczkolwiek ogromna (jak się ocenia, w warszawskim getcie zapewniał on 80-90 proc. aprowizacji), nie mogła uratować mieszkańców dużych gett od śmierci głodowej. Najbiedniejsi, którzy nic nie posiadali lub wyprzedali się już ze wszystkiego, nie mieli żadnych możliwości kupowania jedzenia na gettowym czarnym rynku. Byli skazani na pomoc społeczną, żebranie na ulicach, powolne konanie z głodu. Usiłując zapobiegać masowej śmierci głodowej, żydowska administracja i organizacje społeczne w wielu gettach uruchamiały tzw. kuchnie ludowe, które z centralnych przydziałów gotowały zupy dla najuboższych, wydawane za darmo lub za minimalną opłatą. W Warszawie dożywiano dzieci w szkołach i świetlicach; jesienią 1941 r. wydawano tu 120 tys. zup dziennie. Mimo tych wysiłków w getcie warszawskim, przez zaledwie dwa i pół roku jego istnienia, w wyniku głodu i chorób zmarło ponad 100 tys. osób, co stanowiło 27 proc. wszystkich jego mieszkańców.

Źródła do badań nad przestępczością

Źródeł do badania przestępczości żydowskiej w Warszawie w okresie okupacji jest nieoczekiwanie wiele. Informacje na ten temat znajdujemy w dokumentach żydowskich, polskich i niemieckich. Omówimy je pokrótce.

Podziemne archiwum getta – archiwum Emanuela Ringelbluma, „Oneg Szabat”

Już jesienią 1939 r. warszawski historyk dr Emanuel Ringelblum rozpoczął wraz z grupą współpracowników gromadzenie wszelkich dokumentów na temat położenia Żydów w okupowanej Polsce – zarówno oficjalnych, jak i osobistych. W ten sposób powstało podziemne archiwum getta warszawskiego, które przeszło do historii pod nazwą „Archiwum Ringelbluma” (ARG) lub „Oneg Szabat” („Radość Soboty” – kryptonim używany przez ludzi skupionych wokół Ringelbluma, gdyż właśnie w soboty mieli oni swoje zebrania). Archiwum zgromadziło imponujące zbiory (nie tylko z getta warszawskiego), dokumentuj ące wszystkie dziedziny życia żydowskiego w tych wyjątkowych warunkach: prywatne zapiski, notatki, kroniki i dzienniki pisane w getcie, utwory literackie, teksty piosenek śpiewanych przez żebraków na ulicach, listy, ulotki, prasę podziemną, relacje przesiedleńców i uciekinierów z obozów, obwieszczenia Rady Żydowskiej, rozporządzenia okupanta, protokoły posiedzeń różnych organizacji, legitymacje, druki reklamowe, recepty, papiery firmowe, bilety tramwajowe, opaski z gwiazdą Dawida, zaproszenia na imprezy kulturalne, papierki od cukierków i etykiety innych produktów wytwarzanych w getcie. Z inicjatywy archiwum powstały też liczne reportaże, ankiety, wywiady środowiskowe, a także profesjonalne opracowania analityczne dotyczące zagadnień społecznych, gospodarczych czy demograficznych. Pierwszą część zbiorów archiwum, zabezpieczonych przed wilgocią i umieszczonych w dziesięciu blaszanych pojemnikach, zakopano w getcie w czasie akcji wysiedleńczej latem 1942 r.; drugą – zapakowaną do dwóch dużych blaszanych baniek na mleko – zamurowano w tej samej kryjówce w styczniu następnego roku. Odnaleziono je po wojnie w ruinach getta. Trzeciej części – ukrytej w czasie powstania w getcie – dotychczas nie odnaleziono. Te bezcenne materiały przechowywane są w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie i stanowiąjedno ze źródeł do badania zagadnienia, którym się zajmujemy w naszym opracowaniu.

Inne źródła żydowskie

Dla kontroli nastrojów i sytuacji w gettach Niemcy mieli swoich donosicieli i agentów. W Warszawie powołali w tym celu specjalną instytucję – Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, zwany powszechnie „Trzynastką”, od adresu siedziby urzędu przy ul. Leszno 13. Działała ona od jesieni 1940 do lipca 1941 r.; nie podlegała ani Radzie Żydowskiej, ani Policji Polskiej (PP), ani niemieckiej administracji cywilnej, lecz bezpośrednio niemieckiej Policji Bezpieczeństwa. Z punktu widzenia organizacyjnego „Trzynastka” stanowiła połączenie jednostki administracyjnej i policyjnej. Pracowało tam kilkuset funkcjonariuszy, których oficjalnym zadaniem było zwalczanie lichwy i spekulacji w warszawskim getcie, co w praktyce oznaczało donosy, szantaże, wymuszanie okupu itp. Pracownicy „Trzynastki” pisali dla niemieckiej policji regularne sprawozdania o sytuacji w getcie, nastrojach, cenach na czarnym rynku itp. W archiwach zachowało się dziewięć raportów tygodniowych i jeden raport uzupełniający dotyczący getta warszawskiego z okresu od 24 marca do 19 maja 1942 r., łącznie 110 stron. Jak ustalili Christopher R. Browning i Izrael Gutman24, były one pisane dla Niemców przez nieustalonego autora, pochodzącego najprawdopodobniej ze środowiska „Trzynastki” (sama instytucja była już wówczas oficjalnie rozwiązana). Nie podają one żadnych informacji o łamaniu prawa przez Żydów, ich zawartość autorzy opracowania dzielą na cztery typy: 1) pogłoski i reakcje na wydarzenia zachodzące poza granicami getta; 2) ogólny nastrój, bieżące pogłoski i reakcje na wydarzenia wewnątrz getta; 3) sytuacja gospodarcza getta z regularnym spisem bieżących cen; 4) wydarzenia kulturalne w getcie. Niektóre raporty zawierają również rozbudowaną część poświęconą konkretnym tematom, które „informator” zdecydował się podkreślić: ekonomiczne tło gwałtownego wzrostu cen wiosną 1942 r., potencjał pracy Żydów, przewidywania mieszkańców getta dotyczące wyniku wojny. Raport uzupełniający z 7 maja 1942 r. rozwija powyższe uwagi oraz temat relacji pomiędzy nowo przybyłymi Żydami niemieckimi a miejscowymi Żydami polskimi – spotkania „pomiędzy Wschodem i Zachodem”, jak opisuje to autor.

Raporty te stanowią interesujący dokument z tego względu, że są jedynym zachowanym źródłem z kręgu „Trzynastki” – niestety, zaginął słynny elaborat przygotowany przez szefa tej instytucji, Abrahama Gancwajcha, podsumowujący rok istnienia getta warszawskiego. Dokument ów już po wojnie prywatna osoba przekazała do Archiwum ŻIH, liczył on „105 stronic maszynopisu, ilustrowany 22 zdjęciami fotograficznymi, podzielony na 6 rozdziałów, poprzedzonych wstępem”25. Od lat jednak nie można go odszukać, a o jego zawartości niewiele wiadomo. W opublikowanych wspomnieniach znajdujemy jedynie informację, że „16 listopada 1941 r., z okazji rocznicy powstania getta w Warszawie, Gancwajch wydał po niemiecku broszurę pod tytułem «Rok życia w getcie w Warszawie». Była odbita na powielaczu, zawierała liczne szkice, a nawet kilka zdjęć. Miałem okazję przejrzeć egzemplarz tej broszury. Jej pierwszym i najbardziej zasadniczym celem było doniesienie wrogom o naszych uczynkach […]. Można było tam zobaczyć zdjęcie przechodzenia przez mur […], pod którym podpis głosił: «Żydzi pracują na czarnym rynku»”26. Być moźe to właśnie ten dokument zaginął; do czasu jego odnalezienia raporty z kręgu „Trzynastki” pozostają jedynym zachowanym źródłem wytworzonym w tym środowisku i umożliwiającym analizę charakteru informacji przekazywanych Niemcom oraz ocenę, w jakim stopniu – jeśli w ogóle – dany informator szkodził mieszkańcom getta.

Więcej dokumentów zachowało się na temat działalności policji żydowskiej. Ta formacja, nosząca nazwę „Jüdischer Ordnungsdienst”, czyli Żydowska Służba Porządkowa (SP), a potocznie zwana policją żydowską, została powołana do pilnowania wewnętrznego porządku w gettach. Była ona z jednej strony podporządkowana Judenratom, z drugiej musiała wykonywać bezpośrednie rozkazy Niemców. W niektórych sprawach podlegała także polskiej policji (granatowej). Policjanci, podobnie jak pracownicy administracji gettowej, otrzymywali większe przydziały kartkowe i mieli – do czasu – gwarancje bezpieczeństwa. W Warszawie policjanci nie dostawali pensji, ale szybko zaczęli rekompensować to sobie łapówkami i pieniędzmi wymuszanymi od szmuglerów, rzemieślników produkujących w szarej strefie itp. Policja żydowska podlegała procesowi stopniowej demoralizacji i była coraz bardziej znienawidzona przez mieszkańców getta; refleksją nad tym procesem zajmowano się w środowisku „Oneg Szabat”, będzie o tym mowa w dalszej części książki.

W zachowanych dokumentach policji żydowskiej możemy znaleźć więcej informacji o zjawisku przestępczości w warszawskim getcie, albowiem to właśnie policja żydowska zajmowała się przestępczością pospolitą. Formalnie powinna była przekazywać wszystkie sprawy karne policji polskiej, gdyż była upoważniona jedynie do przyjmowania meldunków „o danych wypadkach i powinna przesyłać je do dalszego załatwiania policji polskiej”27. W praktyce wyglądało to jednak inaczej. Z zachowanego w ARG dokumentu – rozmowy z anonimowym funkcjonariuszem Służby Porządkowej – dowiadujemy się, jak często wyglądały procedury w sprawach kryminalnych: „w każdym rejonie [policyjnym, w Warszawie było ich sześć – B.E., J.G.] został jednak powołany specjalny urząd instruktora, który w podobnych sprawach przed przesłaniem zameldowania do polskiego komisariatu powinien przeprowadzić wstępne śledztwo. W bardzo licznych wypadkach Żydzi boją się tego, aby sprawa została przekazana polskiej policji. Ponieważ zaś sądu, który mógłby daną sprawę rozpatrzyć, obecnie nie ma, często zwracają się Żydzi do takiego instruktora do rejonu, który jest notabene biegłym prawnikiem, aby ten przeprowadził między stronami spornymi sąd. W takich wypadkach wyjmuje się często pozwanych w nocy z domu i sprowadza się ich do rejonu, o ile dobrowolnie nie chcieliby się zgłosić. Instruktor ma do pomocy trzy osoby spośród porządkowych, które wykonują jego zalecenia oraz pośredniczą między ludnością a instruktorem. Sprytniejsi spośród porządkowych potrafią zwykle wyjednać od uczestników dintojry pewne sumy tytułem honorarium za prowadzenie sprawy, i dzielą się tym z instruktorem”28.

Podobne sprawy karne załatwiał Sąd Karno-Administracyjny, działający na mocy niemieckiej koncesji przy Urzędzie do Walki z Lichwą i Spekulacją. Do obowiązków tej instytucji należało przecież, choćby nominalnie, zwalczanie takich przestępstw, jak nielegalny handel uliczny, oszustwa na wadze, używanie fałszywych odważników, ukrywanie chleba i sprzedawanie go po zawyżonych cenach. Jak pisze w swoich wspomnieniach z getta Henryk Bryskier, Niemców nie interesowało bowiem, co Żydzi robili wewnątrz getta. „Żydzi mogli się wzajemnie oszukiwać, okradać, pobierać paskarskie ceny itd., byle tylko nie korzystali ze szmuglu, który był bezwzględnie tropiony. Bo cóż mogło Niemców obchodzić, że Żydzi wzajemnie sobie szkodzą?”29. Ale ponieważ obchodziło to samych Żydów, instytucje takie jak policja, sądy rabinackie czy właśnie ów Sąd Karno-Administracyjny zajmowały się rozstrzyganiem sporów między Żydami i przestępczością pospolitą w getcie. Opis przykładowych spraw znajdujemy także u Bryskiera, a ponieważ jest on jedyny w swoim rodzaju, warto przytoczyć dłuższy fragment: „Sąd Karno-Administracyjny składał się z przewodniczącego sędziego, rutynowego adwokata, oskarżyciela publicznego, sekretarza i dwóch ławników, zapraszanych indywidualnie spośród bardziej znanych przewodniczącemu osób na dane posiedzenie. Przebieg posiedzenia miał charakter poważny, oskarżonemu przysługiwało prawo adwokackiej obrony, a mimo wszystko była to parodia. […]

Sprawa nr 1. Oskarżonemu o sprzedaż spleśniałego chleba przedkłada się dowód rzeczowy – kawałek spleśniałego chleba, zakwestionowanego przed 4 tygodniami. Oskarżony powołuje się na szereg świadków, że krytycznego dnia sprzedawał dobry chleb, a chleb questionis