Zwykła niezwykła dziewczyna - Cathy Williams - ebook

Zwykła niezwykła dziewczyna ebook

Cathy Williams

3,9
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.
Dowiedz się więcej.
Opis

Pielęgniarka Sophie Court opiekuje się starszym mężczyzną, Leonardem. Gdy stan zdrowia Leonarda się pogarsza, zatroskana jedzie do jego syna, Alessia Rossiego-White’a z zamiarem nakłonienia go, by częściej odwiedzał ojca. Alessio – znany w świecie biznesmen – nie jest przyzwyczajony, by ktoś mu mówił, co powinien robić. Jednak bezpośredniość Sophie robi na nim wrażenie. Poza tym żadna też z jego dotychczasowych partnerek, modelek i celebrytek, nie działała na niego tak silnie, jak ta niepozorna dziewczyna o wielkim sercu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 156

Rok wydania: 2024

Oceny
3,9 (7 ocen)
3
1
2
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Cathy Williams

Zwykła niezwykła dziewczyna

Tłumaczenie:

Katarzyna Karpowicz

Rozdział pierwszy

Budynek nie do końca wyglądał tak, jak go sobie Sophie wyobrażała. Wprawdzie stała przed imponującym georgiańskim budynkiem, ale musiała przyznać, że nazbyt się pospieszyła z osądem. Czego innego się spodziewała po aroganckim milionerze, człowieku, z którym się nie zadziera, bo jest silniejszy i zdecydowanie bogatszy.

Smagana lodowatym, zimowym wiatrem zdała sobie sprawę, że jest dopiero wpół do szóstej, a na zewnątrz zapadł już mrok. Budynek był nienaganny. Czteropiętrowa kamienica z czarnymi poręczami przy schodach i czarnymi drzwiami w zasadzie nie różniła się od innych luksusowych kamienic w tej części Londynu, gdzie wszystko świadczyło o bogactwie. Wokół panowała taka cisza, że Sophie zaczęła się zastanawiać, czy jeśli dłużej będzie się wahać i rozważać słuszność swojej decyzji, to ktoś jej nie przegoni. Szybko jednak przegoniła tę myśl i ruszyła pustą ulicą w kierunku schodów. Przy drzwiach zorientowała się, że błyszcząca, mosiężna kołatka służy tylko do ozdoby i że powinna użyć znajdującego się obok dyskretnego panelu z przyciskami i głośnikiem.

Zebrała myśli, przypomniała sobie, gdzie przyjechała i przede wszystkim po co. Przebyła długą drogę z zimnego i surowego Yorkshire do serca Londynu z podstępnym zamiarem. I to właśnie nie dawało jej spokoju. Leonard White kategorycznie zakazał jej kontaktów ze swoim synem, a ona chciała w tajemnicy przekazać mu wiadomość. Jak zostanie przyjęta? Do tego, sprzeciwiła się życzeniu swojego pracodawcy i postąpiła zgodnie z wewnętrznym głosem. Co z tego wyniknie? Nie miała pojęcia, czego się spodziewać, ponieważ Alessio Rossi-White, z tego co zaobserwowała, był mężczyzną, który nie słuchał nikogo i robił to, co chciał.

Sophie wcisnęła przycisk. Do tej pory starała się zachować spokój, ale teraz serce zaczęło jej bić mocniej. Kobiecy głos po drugiej stronie rzeczowo i wyraźnie poinformował, że absolutnie nie może wejść do środka, chyba że jest umówiona.

– Obawiam się – odparła kobieta bez cienia żalu w głosie – że pan Rossi-White zostanie w mieście tylko kilka dni i nie będzie miał czasu na żadne spotkania, niezależnie od okoliczności. Oczywiście – dodała – jeśli życzy sobie pani umówić się…

– Jechałam tu kilka godzin…

– Może należało najpierw sprawdzić, czy pan Rossi-White będzie dostępny? A teraz przepraszam, mam inne połączenia – dodała chłodniej.

­– Chwileczkę – rzuciła Sophie pospiesznie, bojąc się, że następny dźwięk, jaki usłyszy, to trzask odkładanej słuchawki. Niezależnie od tego, jak nieprzyjemne było jej zadanie, miała dobry powód i nie zamierzała dać się zbyć recepcjonistce. W życiu radziła sobie z większymi problemami niż nadopiekuńcza recepcjonistka za zamkniętymi drzwiami. Nie miała zamiaru odejść, dopóki nie spotka się z Alessiem Rossi-Whitem i nie przekaże mu informacji o jego ojcu.

– Słucham?!

– To sprawa osobista – ucięła Sophie. Nie miała zamiaru zdradzać żadnych szczegółów osobie, której to zdecydowanie nie dotyczy. – Jeśli naprawdę nie chce pani mnie wpuścić, proszę bardzo, ale nie chciałabym być na pani miejscu, gdy Alessio się dowie, że zostałam odesłana.

Zauważyła chwilowe zawahanie po drugiej stronie głośnika i odetchnęła z ulgą. Oczywiście powinna zrobić dokładnie tak, jak powiedziała kobieta, i zawiadomić Alessia, że jedzie do Londynu, ale decyzję podjęła w ostatniej chwili i przede wszystkim musiała ją zachować w tajemnicy. Wiedziała przecież, że Alessio będzie w Londynie, ponieważ jego asystentka raz w tygodniu przesyła wszystkie informacje o jego działaniach na adres mejlowy ojca, tak na wszelki wypadek. Sophie nie przypominała sobie, żeby Leonard kiedykolwiek wykorzystał te informacje, by skontaktować się z synem.

Wiedziała zatem, gdzie go dopaść, ale to był dla niej ciężki czas. Czas niepokoju, w którym z trudem łapała oddech, gdy co rusz dokonywała nowych odkryć, aż w końcu wpadła w popłoch. To, że znalazła się w tym miejscu, wykraczało poza jej kompetencje. W zasadzie mogła stracić pracę, ale cóż innego jej pozostało? Uwielbiała Leonarda i myśl o towarzyszących mu od miesięcy niepewności i strachu zawiodła ją na nieznane terytorium. Dostawała znacznie więcej za wykonywaną pracę, niż powinna, i dlatego zaakceptowała to „nieznane”, nawet jeśli było to coś, na co się nigdy nie pisała.

– Zobaczę, co da się zrobić. Pani godność?

– Sophie Court. – Sophie zastanawiała się, czy on w ogóle rozpozna jej nazwisko. – Może pani powiedzieć, że pracuję dla jego ojca.

– Proszę poczekać.

Kilka sekund zajęło Alessiowi skojarzenie nazwiska, ale jak tylko się dowiedział, że kobieta jest pielęgniarką-panią do towarzystwa ojca, wszystko stało się jasne. A może to pani do towarzystwa-pielęgniarka? Nigdy tak naprawdę tego nie ustalili. Dwa lata temu jego ojciec dostał udaru. Sam mówił o nim: „Błahostka… nie ma się czym martwić… nie ma potrzeby wlec się aż do Yorkshire… Może i jestem stary, ale nie jestem jeszcze całkowicie zniedołężniały…”, jednak czy naprawdę wymagał codziennej opieki? Ostatni raz, kiedy Alessio złożył wizytę ojcu – kilka miesięcy temu – ten zachowywał się jak zwykle. Skrzywiony… zniecierpliwiony… i niechętny do zrobienia lub powiedzenia czegokolwiek, co mogłoby wykroczyć poza absolutne minimum na skali uprzejmości. Z pewnością nie zwierzali się sobie ani teraz, ani nigdy wcześniej. Ich cokwartalne spotkania służbowe i regularne powierzchowne rozmowy telefoniczne stanowiły całość ich relacji. Alessio już dawno przestał się zastanawiać, czy to normalne. Takie były fakty. Wiódł surowe życie, w którym nie ma miejsca na żal i nostalgię. Ukształtowały go gorzkie doświadczenie, a on zaczął postrzegać surowość życia jako symbol wewnętrznej siły, która uczyniła go niezwykle potężnym i odnoszącym sukcesy człowiekiem.

Sophie Court… Zapomniał nawet o jej istnieniu. Na pewno nie widział jej podczas kilku ostatnich wizyt, jakie złożył w posiadłości ojca. A tymczasem pojawiła się tutaj i do tego wybrała najgorszy moment na odwiedziny. Jego skrzynka mejlowa pęka w szwach. Ma kilka zaległych spotkań, a za mniej niż godzinę ma wziąć udział w międzynarodowej wideokonferencji z kadrą zarządzającą z trzech stref czasowych. Cokolwiek ma do powiedzenia, będzie się musiała streszczać. W końcu czas to pieniądz. Do głowy nie przychodziło mu nic, co mogłoby sprowadzać do niego tę kobietę. Rozsiadł się w fotelu i kazał ją poprosić. Był przygotowany, by ją odesłać, gdy tylko przekroczy czas, który jej wyznaczył w swoim napiętym grafiku. Miał jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.

Nie musiała długo czekać. Była niezmiernie wdzięczna, bo miała mniej czasu na myślenie o tym, co ma do powiedzenia. Była bardzo zdenerwowana, ale nie mogła się już wycofać. Tak naprawdę była w stanie znieść całkiem dużo, ponieważ życie zbytnio jej nie rozpieszczało. Teraz miała dwadzieścia dziewięć lat. Od piętnastego roku życia, kiedy zmarł jej ojciec, jako jedyna utrzymywała dom. Ponura, bezlitosna rzeczywistość pozbawiła ją młodzieńczych planów. Opiekowała się pięć lat młodszą siostrą. Wspierała matkę, która z depresją zamknęła się w swoim świecie i ledwo funkcjonowała, a już na pewno nie była w stanie zajmować się rodziną. Krewni też nie okazali się pomocni: szerokie uśmiechy, a gdy prosiła o pomoc – zamknięte drzwi. Nie miała za wiele pieniędzy i szybko musiała się nauczyć, jak prowadzić dom przy minimalnych środkach oraz gdzie się zgłosić, by otrzymać jakikolwiek zasiłek pozwalający na przeżycie. Dobrze się uczyła, dbała, żeby Addy nie wpadła w żadne tarapaty i niańczyła matkę przez lata życia w ubóstwie. Gdyby miała powiedzieć, jaka lekcja była dla niej najważniejsza, to taka, żeby za wszelką cenę nie uzależniać się od innej osoby, bo gdy ta osoba odchodzi, wali się cały świat. Jej matka kochała zbyt mocno. Sophie nigdy do tego nie dopuści.

Lata, które spędziła w szkole, to była dla Sophie harówka związana zarówno z nauką, jak i z każdą dorywczą pracą, której się podejmowała, aby zdobyć dodatkowy dochód. Spłata hipoteki, bieżące rachunki i nieustanna walka o przetrwanie sprawiły, że dorosła z prędkością światła. Nie miała czasu na bycie nastolatką. Zbyt wiele się działo. Chciała zostać lekarzem, ale jej marzenia legły w gruzach. Szczęście odnalazła w zawodzie pielęgniarki, a zwłaszcza w pracy dla Leonarda, która znacznie wybiegała poza zwykłe czynności pielęgniarskie i w której zarabiała na tyle dobrze, że po raz pierwszy w życiu mogła trochę oszczędzić, by pomóc matce i siostrze. Tak, nie miała łatwo w życiu, ale jakoś sobie poradziła.

Natomiast Alessio Rossi-White… Z nim sobie nie da rady. Na samą myśl o nim przechodziły ją dreszcze, a cały układ nerwowy był w stanie pogotowia. Odkąd dwa lata temu zaczęła pracować u jego ojca, spotkała go tylko kilka razy i od pierwszej chwili wiedziała, że dopilnuje tego, by jej dni wolne przypadały podczas jego wizyt.

Był zimny, arogancki i pełen pogardy. U ojca spędzał konieczne minimum czasu i zawsze dawał do zrozumienia, że ma coś lepszego do zrobienia. Nic dziwnego, że jej pracodawca zabronił jej informowania syna o swoich problemach. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, ponieważ nie miała wyboru, ale nadal się zastanawiała, czy dobrze robi.

Z zewnątrz nieskazitelna georgiańska kamienica była wystarczająco onieśmielająca, a co dopiero wewnątrz. Blady marmur i błyszczące drewno uzupełniały dyskretnie rozmieszczone rośliny egzotyczne. Biurko zajmowane przez kobietę, której misją było pozbycie się jej, stanowiło arcydzieło łączące matowy chrom z gładkim drewnem o wysokim połysku. Całości dopełniały abstrakcyjne obrazy wyglądające tak samo drogo, jak cała reszta.

Z góry nie dochodziły żadne dźwięki rozmów. Nie było słychać dzwoniących telefonów, żadnego odgłosu kroków. Gdyby bogactwo miało dźwięk, byłaby to miękka cisza.

Sophie rozważała ucieczkę, jednak zamiast tego uśmiechnęła się uprzejmie do nienagannie ubranej trzydziestoletniej blondynki i zajęła miejsce przy oknie. A więc to tak wyglądają pieniądze, pomyślała. Posiadłość Leonarda była olbrzymia i bardzo rozległa, ale wewnątrz pozostała niezmieniona od lat. Stare meble, atmosfera braku elegancji. Kiedyś to był wspaniały dom. Teraz zbiera kurz, ponieważ nikt w niego nie inwestuje. Natomiast to wnętrze… Wiedziała, że jest to tylko jedno z biur Alessia, najmniejsze, wykorzystywane przez zespół funduszu hedgingowego. Pozostałe olbrzymie biura znajdowały się w Rzymie, Lizbonie oraz Zurichu i to stamtąd zarządzał swoim imperium.

Skierowano ją do szklanej windy. Wysiadła na trzecim piętrze, w pomieszczeniu wyglądającym bardziej biurowo. Przy biurkach oddzielonych szkłem i drewnem siedzieli pracownicy w otoczeniu monitorów. Panowała tam cisza i powaga wskazujące, że mają do czynienia z ogromnymi sumami pieniędzy. Gdy przechodziła koło nich, ledwo ją zauważali.

Na końcu otwartej przestrzeni biurowej znajdowało się kilka prywatnych gabinetów. Ostatni z nich należał do Alessia. Gdy stanęła przy lekko uchylonych drewnianych drzwiach i chciała zapukać, ręka jej zadrżała, poczuła ciepło w brzuchu i tym razem nie miało to nic wspólnego z rozmową, na którą czekała. Zaraz miała go zobaczyć.

Stała tak przez chwilę. Przypomniała sobie powody, dla których go nie lubiła. Żołądek zacisnął jej się, gdy zawołała ją asystentka Alessia czekająca na nią w gabinecie obok. Wzięła od niej płaszcz, szalik i wełnianą czapkę. Sophie wiedziała, że sili się na uprzejmość, jednak jedyne, co ją w tej chwili interesowało, to drzwi dzielące ją od sanktuarium Alessia.

Serce Sophie łomotało coraz szybciej na myśl o spotkaniu z nim. Wysoki, oliwkowa cera, kruczoczarne włosy i jeszcze ciemniejsze oczy. Był uosobieniem doskonałości – piękny i zimny, jak marmurowy posąg. Każda linia, którą odziedziczył w połowie po włoskich przodkach, była odciśnięta w agresywnej i grzesznej doskonałości jego wyglądu. Sophie widziała zdjęcia jego zmarłej matki, Isabelli Rossi. Jej zniewalająco zmysłowe piękno było nie do opisania, a teraz miała ujrzeć każdy gen, którym matka obdarowała Alessia, swojego jedynego potomka.

Wszystko, co znajdowało się wokół – nowoczesne gołębioszare meble, jasny jedwabny dywan na drewnianej podłodze, kremowa skórzana sofa – wyblakło w momencie, gdy drzwi do gabinetu otworzyły się i oczom ukazał się on, siedzący za pokaźnych rozmiarów biurkiem, z rękami założonymi za głowę.

Gdy spojrzał na Sophie stojącą pośrodku olbrzymiego gabinetu, na jego twarzy malowało się jedynie niewielkie zaciekawienie. Specjalistka od wtapiania się w otoczenie, pomyślał. Szare spodnie, szara bluza, długi ciemny sweter i przewieszona przez ramię torba, która mogłaby pomieścić zlew kuchenny. Miała krótko przycięte jasne włosy, brązowe oczy i, w przeciwieństwie do niemal wszystkich kobiet, jakie znał, chyba przespała lekcje makijażu. A jednak było w niej coś, co przeczyło wyblakłemu wizerunkowi, który chciała przekazać.

Nadal wpatrywał się w nią w milczeniu, próbując znaleźć brakujący element układanki – coś mu w niej nie pasowało. Milczenie przerwał nagłym uderzeniem w biurko dłońmi i wskazał wzrokiem na skórzany fotel naprzeciwko biurka.

­ – Nie musi pani stać w wejściu, pani Court, jakby czekała pani na natchnienie. Proszę usiąść i powiedzieć, co panią do mnie sprowadza. Herbaty? Kawy? Może coś mocniejszego?

Zerknął na zegarek, wstał i udał się w kierunku okna, by rzucić okiem na ponury, zimowy londyński krajobraz. Odwrócił się w jej stronę i oparł się o parapet. Sophie tymczasem usiadła na wskazanym miejscu i założyła włosy za uszy.

– Nie, dziękuję.

– Chciałbym spędzić więcej czasu na uprzejmościach, ale obawiam się, że mam jeszcze sporo do zrobienia…

– To może jednak napiję się kawy – odparła. – Podróż zajęła mi sporo czasu. – Zdała sobie sprawę, że zanim rzuci się na głęboką wodę, potrzebuje wymienić jeszcze kilka uprzejmości.

Rozejrzała się po gabinecie. Budynek może i był georgiański, ale odnowiono go w całkiem nowoczesnym stylu.

– Nie spodziewałam się, że pracuje pan w takim miejscu – wydusiła z siebie i zaraz się zarumieniła, gdy spostrzegła zdziwienie na twarzy Alessia.

Usiadł przy biurku i odchylił się na oparcie krzesła. Z wyciągniętymi przez siebie nogami skrzyżowanymi w kostkach wyglądał jak odpoczywający drapieżnik.

– To znaczy w jakim?

Wzruszyła ramionami i zebrała się na odwagę, by spojrzeć w czarne oczy leniwie wpatrujące się w jej twarz.

– Spodziewałam się czegoś bardziej nowoczesnego, jak szkło i stal. – Czegoś bardziej surowego, pomyślała.

– Ta część firmy zajmuje się wyłącznie funduszami hedgingowymi. Moi klienci cenią sobie prywatność i ta lokalizacja im to zapewnia. Nie spodziewałem się pani tutaj zobaczyć, ale zakładam, że ma to coś wspólnego z moim ojcem. – Ani na chwilę nie spuścił jej z oczu, gdy dzwonił do asystentki, prosząc o kawę. – A może jest pani tu z innego powodu?

– Nie – odparła, zastanawiając się, cóż innego mogłoby ją skłonić do odwiedzenia tego człowieka. – Jestem tu w sprawie pana ojca… Jak by to ująć… Kilka tygodni temu Leonard miał udar – dodała bez ogródek.

Zauważyła, jak momentalnie zamarł, jak zwęziły mu się oczy, jakby spowił go ochronny płaszcz.

– To niemożliwe.

– Jak to?

– Wiedziałbym o tym.

Przyniesiono kawę, ale Sophie zdawała się tego nie zauważać, gdyż jej wzrok utknął w jego ciemnych oczach, które teraz były zimne jak lód. Wiedziała tak wiele na temat tego człowieka, głównie z artykułów, które jego ojciec zbierał od lat, oraz z pamiętnika, który jej sumiennie dyktował. Czy tego chciała, czy nie, wiedziała, gdzie pracuje, co robi, wiedziała wszystko o majątku, który samodzielnie zgromadził, inwestując spadek po matce, która zmarła wiele lat temu.

Wiedziała, że jest geniuszem finansów, wiedziała też, że pracuje bardzo ciężko, ale że potrafi też korzystać z życia. Widziała jego misternie wycięte, błyszczące fotki zrobione przez paparazzich, na których figurował w towarzystwie przepięknych, drobnych, szeroko uśmiechniętych blondynek wpatrujących się w niego z uwielbieniem. Wiedziała też, że żadna z nich nie zagrzała miejsca u jego boku. Wzdrygnęła się na samą myśl, że ktokolwiek mógłby czuć pociąg do tak zimnego człowieka, niezależnie od tego, jak był bogaty czy przystojny. Pieniądze robiły swoje, ale chyba musiało być coś więcej.

Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana wbrew swojej woli i próbowała bezskutecznie wyobrazić go sobie okazującego jakiekolwiek emocje, śmiejącego się, płaczącego. Oczywiście podczas tych niewielu wizyt u ojca nic takiego nie miało miejsca.

Pomyślała o Leonardzie i tych wszystkich pieczołowicie zbieranych artykułach na temat syna i zrobiło jej się przykro, ponieważ Alessio nigdy nie odwdzięczył się ojcu żadnym miłym gestem.

– Skąd? – spytała bezbarwnym głosem. – Skąd miałby pan wiedzieć, skoro nigdy pan nie przyjeżdża?

– Słucham?

To dziś po raz pierwszy Sophie rozmawiała z Alessiem, nie licząc uprzejmości, które wymieniali w obecności ojca. Potem zawsze stawała się niewidoczną opiekunką, która miała wykonywać swoją pracę, a nie prowadzić konwersacje.

Latami musiała walczyć, aby osoby sprawujące jakąkolwiek władzę jej słuchały, co nie było łatwe, zwłaszcza gdy była niezdarną nastolatką. To jej siostra była energiczna i towarzyska. Zwracała na siebie uwagę, bo była mała i śliczna – blondyneczka z jasnoniebieskimi oczami. Okoliczności sprawiły jednak, że Sophie się zmieniła – nauczyła się bronić, wyrażać swoje zdanie i nie widziała powodu, dla którego nie miałaby teraz zabrać głosu. Przede wszystkim dlatego, że Alessio, pomimo bogactwa i władzy, nie wypłacał jej pensji. Z niepokojem pomyślała, ile jeszcze czeka ją wypłat i, biorąc wszystko po uwagę, zdecydowała, że tym bardziej powinna powiedzieć temu aroganckiemu, odpychającemu facetowi dokładnie to, co myśli. Jeśli dobrze go rozszyfrowała, to rzadko ktokolwiek mu się sprzeciwiał.

– Ostatni raz odwiedził pan ojca ponad pięć miesięcy temu.

– Czyżbym słyszał w pani głosie nutę krytyki?

– Myślę, że to niesamowite, że jest pan zaskoczony tym, co powiedziałam. A jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że chciałby pan być na bieżąco z życiem codziennym ojca, a tak naprawdę nigdy pana nie ma w pobliżu.

– Nie wierzę w to, co słyszę!

– Jestem szczera.

– A czy kiedykolwiek prosiłem o pani szczerość? – Jego głos mroził krew w żyłach. Patrzył na nią z niedowierzaniem. – Chyba nie słyszałem, żeby kiedykolwiek wypowiedziała pani więcej niż dwa słowa naraz, a tymczasem zjawia się tu pani nieproszona, żeby dzielić się swoimi opiniami.

Sophie zaczerwieniła się i w milczeniu zmierzyła się z jego lodowatym spojrzeniem.

– A więc – ciągnął chłodno – wracając do sedna. Mój ojciec miał kolejny udar. Kiedy dokładnie i dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję? – Jego ciemne oczy wwiercały się w nią. Nie spuścił z niej wzroku, nawet gdy drzwi się otworzyły i asystentka poinformowała go, stawiając na biurku dzbanek z kawą, że za mniej niż pół godziny gdzieś go oczekują. Odesłał ją kilkoma słowami i skinieniem ręki oraz poinformował, że ma mu nie przeszkadzać aż do odwołania.

Westchnął z niecierpliwością, gdy Sophie zwlekała z odpowiedzią.

– Pani obowiązkiem jest dbanie o mojego ojca – stwierdził zgryźliwie – a częścią tego jest informowanie mnie o wszystkich sprawach dotyczących jego stanu zdrowia.

– Zabronił mi – odparła obcesowo, a po chwili poczuła się okropnie, gdy zobaczyła, jak Alessio nagle spochmurniał.

Przez lata zahartowała się, bo musiała, ale kiedy straciła całą zdolność empatii? Może i Alessio ją denerwuje, może i ma niewiele czasu dla ojca, jeśli w ogóle go ma, ale czy naprawdę powinna kogokolwiek oceniać? Tak bez ogródek? Trafiła w czuły punkt i gdyby tylko mogła cofnąć to, co powiedziała, na pewno by to zrobiła. Przecież poza siłą do walki z przeciwnościami losu miała w sobie pokłady cierpliwości, zrozumienia i miłości. A co ze współczuciem?

– Przepraszam. Nie powinnam była tego mówić.

– Bo to nieprawda?

– Nie było to zbyt taktowne i widzę, że pana zraniłam.

Alessio zesztywniał. Zraniony? Jego nie można było zranić. Tak, w przeszłości cierpiał – z powodu śmierci swojej ukochanej matki, cierpiał z powodu obojętności ojca, gdy odeszła. Rany z przeszłości wzmocniły go, stał się niepokonany. Spiął się na myśl, że kobieta siedząca naprzeciwko niego mogłaby sądzić, że jest w stanie zranić go czymkolwiek, co powiedziała.

Miał wrażenie, że widzi Sophie Court po raz pierwszy w życiu. Podczas dotychczasowych spotkań była milcząca, usłużna, odpowiadała stłumionym głosem, gdy się do niej zwracał. A teraz? Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł, jak to jest stać w obliczu nieoczekiwanego.

Może i ubiera się jak stara ciotka. Ale zdecydowanie tak się nie zachowuje. Zmrużył oczy i przyjrzał jej się. Wysoka, szczupła, skóra blada jak alabaster i to czujne spojrzenie brązowych oczu zdradzające, że jest zamknięta w sobie. Dlaczego? I jak to się stało, że dwudziestoparoletnia kobieta chciała na pełen etat opiekować się zrzędliwym starcem? Zalała go fala ciekawości, ale ją opanował.

– Proszę się nie martwić moimi uczuciami – rzekł z przesadną uprzejmością. – Zawsze z powodzeniem udawało mi się radzić z nimi samodzielnie. Czyli, mówi pani, że mój ojciec nie chce, żebym wiedział o jego udarze? Jest dumny i lubi myśleć, że jest nieomylny. Niestety tak nie jest. Co powiedział jego lekarz?

Powstrzymał się i nie powiedział, że zarówno ona, jak i lekarz powinni z nim dawno porozmawiać.

– Więc? – ponaglił ją, gdy w odpowiedzi usłyszał tylko ciszę.

Poczuł niepokój, upłynęło tyle czasu. Tyle się wydarzyło, a jednak myśl o utracie ojca wywoływała w nim dziwne uczucie. Może dlatego, że było nadal wiele kwestii, których żaden z nich nie miał odwagi poruszyć? Serce zaczęło mu łomotać tak mocno, że musiał wstać. Zaczął nerwowo krążyć po pomieszczeniu, wyglądając co jakiś czas na prywatny dziedziniec, na którym dzięki oświetleniu widać było piękny krajobraz, żywopłoty, zwisające gałęzie drzew, zarys ławek, na których jego pracownicy mogli odpoczywać.

– Czy jego stan jest krytyczny? – zapytał, odwracając się w jej stronę i przeczesując włosy palcami.

– Dwie noce spędził w szpitalu, teraz jest znowu w domu.

Alessio odetchnął z ulgą.

– Nie rozumiem, czemu jest taki uparty w tej kwestii. Powinna pani wiedzieć, że ostatnim razem, jak miał udar, nie chciał, żebym przyjechał do Glenn House. Jeśli chodzi o jego dumę, zawsze jest nieugięty.

Sophie była zaskoczona rozgoryczeniem w jego głosie. Czy zdawał sobie z tego sprawę?

– Lekarz powiedział, że przyczyną udaru był prawdopodobnie stres.

– Czym się mój ojciec stresuje? – W jego głosie było słychać szczere zdumienie.

– Zmartwienia dotyczące finansów.

– Gdyby tak było, to bym o tym wiedział. Wprawdzie nie rozmawiamy zbyt dużo, ale poruszamy kwestie finansowe. Coś by powiedział. Pewnie się pani myli. – Westchnął. – To nie jest miejsce na prowadzenie takich rozmów.

– Nieważne, gdzie się znajdujemy – odparła Sophie. – Powiem tylko, co mam do powiedzenia, i wyjdę.

– Już prawie wpół do siódmej. Czy jadła coś pani dzisiaj? O której wyjechała pani z Harrogate?

Mówił, chodząc, a gdy zaczął zakładać marynarkę, a następnie wyjął płaszcz z szafy znajdującej się za drzwiami ukrytymi wśród polerowanych orzechowych paneli, Sophie osłupiała.

– W pobliżu jest bar. Możemy tam iść. Wydaję mi się, że do dalszej rozmowy mogę potrzebować drinka.

– A co z pracą i spotkaniami?

Sophie nie czuła się najlepiej na myśl o pogaduszkach w barze. Może nawet spanikowała, chociaż nie bardzo wiedziała, dlaczego.

– Jestem szefem – odparł naturalnie, podchodząc do niej na tyle blisko, że pobudzone zmysły sprawiły, że zaczęła się nerwowo pocić. – Jeśli chcę odwołać spotkanie, to mogę to zrobić. Jak się jest potentatem – zawadiacko zakpił z samego siebie – to ma się parę przywilejów.

Do głowy jej nie przyszło, że będzie jechała zatłoczonymi ulicami, patrząc z tylnego siedzenia bentleya prowadzonego przez szofera na spiesznie przemykających przechodniów oraz że znajdzie się w luksusowej winiarni stanowiącej kwintesencję subtelnego luksusu, z czarnymi, skórzanymi sofami, podłogami z surowego drewna i ścianami o fakturze betonu.

Całą drogę Alessio rozmawiał przez telefon, w różnych językach, upewniając się, czy pod jego nieoczekiwaną nieobecność w biurze praca zostanie wykonana. Dla Sophie był to moment wytchnienia, ponieważ mogła zebrać myśli. W końcu to tylko rozmowa biznesowa, nic trudnego. Dasz radę, a zanim się obejrzysz, nadejdzie kolejny dzień, pomyślała. Przez lata, gdy jako nastolatka musiała zbyt szybko dorosnąć, powtarzała te słowa, jak mantrę. Teraz nadal rozbrzmiewały w jej głowie, gdy siadała na miękkiej, skórzanej sofie naprzeciwko niego. Mimo to była nadal spięta.

– A więc, czas, żebyśmy porozmawiali o wszystkim, co dotyczy mojego ojca. Zamieniam się w słuch – wyszeptał powoli, pochylając się nad dzielącym ich szklanym stołem.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tytuł oryginału: The Housekeeper’s Invitation to Italy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2023

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2023 by Cathy Williams

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2024

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-8342-529-0

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek