47,99 zł
Do czego zdolni są ludzie, gdy przestają się kochać, a zaczynają nienawidzić
Monika walczy z eksmężem o prawo do wykorzystania zarodków, które powstały w trakcie procedury in vitro, kiedy jeszcze byli razem. Tomasz, choć rozwiódł się dekadę temu, wciąż żyje kolejnymi sprawami sądowymi wytaczanymi przez byłą żonę. „A co, jeśli obserwuję cię zza winkla? Rozglądaj się” – to treść jednej spośród tysiąca nienawistnych wiadomości otrzymanych przez pewną kobietę od mężczyzny, którego kiedyś nazywała swoim mężem.
Ta książka to wstrząsająca dokumentacja tego, jak rozwodzą się Polki i Polacy. Szokująca, miejscami wzbudzająca odrazę opowieść o tym, jak nagromadzenie emocji wyzwala w nas najbardziej podłe instynkty. O piekle, które są w stanie zgotować sobie ludzie ślubujący niegdyś wzajemną „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”.
Są małżeństwa, które rozwodzą się dłużej, niż trwały. Mam klientkę, której dalej dzielę majątek po rozwodzie, tyle że ona za moment będzie się rozwodziła z drugim mężem. I zaraz przyjdzie trzeci…
Pamiętam kłótnię o obraz. Chodziło o malowidło z dwoma kotkami, dokładnie takie, jakie kiedyś widniało na bombonierkach. Nikt nie chciał odpuścić, w końcu potrzebny był rzeczoznawca, który po kolei wyceniał: rama pięćdziesiąt złotych, obraz siedemdziesiąt. Za samą opinię zapłacono więcej, niż warte było to wybitne dzieło.
Mąż przyjeżdża do domu z ojcem, ten wszystko rejestruje i krzyczy – słychać to na nagraniu – „Nie bij Mariusza, przestań bić Mariusza!”. Oczywiście było to nagranie zainscenizowane na potrzeby sądu.
Są też pozwy, w których czytam o tym, jak ktoś komuś wyrwał ukochany krzak róży, roślinę o wartości sentymentalnej zasadzoną przed laty przez nieżyjącego już ojca. Wyrwał, zdeptał, zniszczył tak, że z pięknej rośliny, z której dumna była cała rodzina, nic nie zostało. – fragment książki
Paulina Socha-Jakubowska– dziennikarka, reportażystka, twórczyni podcastów. Przez lata związana z tygodnikiem „Wprost”, na łamach którego opublikowała ponad tysiąc artykułów o tematyce społecznej. Tworzy i prowadzi podcasty: autorski „A jednak” i „Powiem to pierwszy raz” dla TVP Info. Pisze, rozmawia, prowadzi spotkania autorskie i debaty.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Usłyszałam to zdanie, będące opisem rozwodu, podczas jednej z rozmów, które dziś stanowią oś trzymanej przez Was książki. I choć idealistce, która wciąż wierzy, że ludzie są z natury dobrzy, a troska o dzieci stanowi nadrzędny cel wszystkich rodziców, trudno było przyjąć tę perspektywę i wejść do świata, który karmi się najohydniejszymi zagraniami, w końcu to zrobiłam. Na kilka ładnych miesięcy wkroczyłam do bańki ludzi rozwodzących się i rozwodników. Terminy takie jak: „gniazdowanie”, „opieka naprzemienna”, „alienacja rodzicielska”, „intercyza”, „orzekanie o winie”, „separacja”, „ugoda”, „konflikt lojalnościowy”, „triangulacja” (czyli obrzydliwe wciąganie w swój spór osób trzecich), „plan wychowawczy”, „rozdzielność majątkowa”, „dobro dziecka”, „Niebieski pokój”, „Niebieska Karta”, „prokuratura”, „OZSS”, „terapia rodzinna”, „haki”, „dowody”, „podsłuchy”, „śledzenie”, „zdrady”, „przemoc”, „mediacje” zaczęły zalewać moje życie niczym lawa.
Kiedy słuchałam tych wszystkich historii, momentami fizycznie odczuwałam strach, lęk, rozpacz moich bohaterów, empatyzowałam z nimi. W końcu ci ludzie przeszli rozwodowe piekło, przeżyli sytuację, którą wciąż klasyfikuje się według skali Holmesa i Rahe’a na drugim miejscu (po śmierci współmałżonka) na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu.
Rozmiar dramatu tych osób mnie przygniatał. Po kilkugodzinnych sesjach, podczas których – a przecież nie jestem psychoterapeutką – dowiadywałam się o najczarniejszych rozdziałach z ich życia, musiałam racjonalizować, by definitywnie nie pogrzebać wiary w ludzi i ich dobre intencje. A może nawet – w tym miejscu poproszę o zapięcie pasów bezpieczeństwa – by nie pogrzebać wiary w miłość.
Zupełny przypadek, jakaś chwilowa fascynacja sprawiła, że przy pisaniu tej książki towarzyszyła mi muzyka szwajcarskiego zespołu Kadebostany. Słowa jednego z jego utworów brzmią: „Daję ci moją miłość, zawsze będziemy razem”. Niby banał, prawda? Ale to właśnie na tej dość trywialnej obietnicy, której w zapętleniu słuchałam, by zrzucić z siebie ciężar ludzkich dramatów, moi bohaterowie kiedyś próbowali budować swoje szczęście, tworzyć rodziny, powoływać na świat dzieci. Z nadzieją na nielimitowaną ilość miłości i z wiarą w deklarację o pozostaniu ze sobą do grobowej deski kupowali lub adoptowali psy, budowali domy, zakładali firmy albo sprzedawali wszystko, by wyruszyć w podróż życia, bo byli przekonani, że żadne dobra doczesne nie są potrzebne, gdy ma się tego kogoś. Drugą połówkę.
A potem czar prysł.
Gdy pytałam ich o to, co się stało, jak to możliwe, że miłość się skończyła albo płynnie przeszła w nienawiść, nie zawsze potrafili znaleźć odpowiedź. Ktoś był zaślepiony, złakniony bliskości, miał deficyty, które doskonale potrafią zagłuszyć zdrowy rozsądek, i dlatego dał się złapać w małżeńską pułapkę. Zachowanie czyjegoś małżonka radykalnie zaczęło się zmieniać wiele lat po ślubie, jakby stał się zupełnie inną osobą. Ktoś po latach „bombardowania miłością” (ang. love bombing) zaczął metodycznie, dzień po dniu i krok po kroku, przemieniać życie partnera czy partnerki w piekło, sącząc jad tak, by nikt z otoczenia tego nie dostrzegł, za zamkniętymi drzwiami, w czterech ścianach. Ktoś popadł w uzależnienie, ktoś inny uznał, że kochanka lub kochanek dadzą mu lub jej to, czego brakuje w małżeństwie. Jeszcze ktoś w końcu odważył się przyznać, że marzy o związku jednopłciowym, że przez całe życie odgrywał nie swoją rolę.
Na początku odczuwałam – pewnie dość naturalną, ale dziś jednak zawstydzającą mnie – pokusę, by oceniać wybory moich bohaterów, to, jak rozegrali swoje rozstania i rozwody. Ale im bardziej zagłębiałam się w ich światy, im więcej przeprowadzałam rozmów, tym mniej pewna byłam swoich ocen. Zdejmowałam okulary, które pozwalały mi klasyfikować historie w zero-jedynkowych kategoriach, i wkładałam te, dzięki którym zaczęłam dostrzegać odcienie szarości. Robiłam wszystko, by pokazać bohaterów tych dramatów w pełni, by zostawić czytelnikowi przestrzeń do osobistej interpretacji ich decyzji, błędów czy nawet szaleństw popełnianych w imię miłości lub z nienawiści.
Oczywiście moi bohaterowie nie są przedstawicielami wszelkich możliwych rozwodowych sytuacji, nie reprezentują wszystkich życiowych dramatów, ich przykłady stanowią jedynie wyimek rzeczywistości. Jest to jednak rzeczywistość, którą – bardzo w to wierzę – wciąż można zmienić. Przecież nie musi być tak, że spora część rozwodzących się każdego roku Polaków (dane mówią o około sześćdziesięciu tysiącach rozwodów) urządza swojemu lub swojej eks piekło.
Tymczasem walka o dzieci, majątek, wpływy i przyjaciół stała się nieodzownym elementem polskiego rozwodowego pejzażu. Rekordziści równolegle do postępowania rozwodowego wytaczają byłym partnerom po kilka, a czasem nawet kilkanaście innych spraw sądowych. Zbieranie haków i publiczne pranie brudów to dziś norma. I niestety nie zapowiada się, żeby to wkrótce miało ulec radykalnej zmianie.
Liczba rozwodów w Polsce stale rośnie. Dlaczego więc wraz z nią nie wzrasta świadomość, że można rozstać się z klasą? Znam ludzi, którzy po wyjściu z sali sądowej podają sobie ręce i uznają, że każde z nich właśnie rusza swoją drogą. Jednak – a może to tylko moja obserwacja? – wokół jest coraz więcej historii o tym, że życie w trakcie rozwodu, a nawet po nim, może przypominać marsz po polu minowym. Musisz trwać w trybie „stand-by”, bo nigdy nie wiesz ani skąd, ani kiedy nadejdzie kolejny wybuch czy cios. Wojny rozwodowe czasem nie kończą się po wydaniu orzeczenia sądu. Bywa, że kurz po bitwie opada latami, a kolejne sądy muszą rozstrzygać następne sporne kwestie. Jedną z nich, choć w Polsce jeszcze nieczęsto się o tym mówi, jest sprawa zarodków, które powstały w ramach procedury in vitro przeprowadzanej w trakcie trwania małżeństwa.
Zdaję sobie sprawę, że niektóre opisy przemocy (w związkach i tej porozstaniowej) są przerażające, surowe, cytuję nawet zanonimizowany wyrok sądowy. Nie mogłam jednak i nie chciałam napisać tej książki inaczej. Uznałam, że skoro na mnie ten wyrok zrobił takie wrażenie, wywołał wręcz fizyczny ból, to nie powinnam go upraszczać, redagować, parafrazować, sprawiać, by stał się bardziej przystępny. Sądzę, że czasem warto cisnąć między oczy czymś, co nie zostało przetrawione przez dziennikarza.
W książce znajdziecie także głosy ekspertów. Historie moich bohaterów mogą pozostawić poczucie, że pochodzą oni ze strasznego świata, którego większość z nas wolałaby nigdy nie poznać. Ktoś musiał ten świat uporządkować i objaśnić. Zapytałam Dorotę Peretiatkowicz, socjolożkę, badaczkę i popularyzatorkę wiedzy o społeczeństwie, o to, co wydarzyło się w naszym społeczeństwie, że stygmatyzujące rozwody w ostatnich latach stały się dla nas czymś tak normalnym jak wyjście do osiedlowego sklepu. „Mamy coraz więcej przykładów, jak poradzić sobie z takim zjawiskiem w bliższym i dalszym otoczeniu. Niemal połowa Polek i Polaków deklaruje, że akceptuje rozwody, a tylko dwanaście procent sprzeciwia im się bez względu na sytuację. Im częściej występuje dane zjawisko, tym większe pojawia się na nie przyzwolenie i kształtują się lepsze mechanizmy społeczne do jego absorbowania” – odpowiedziała. Ekspertka wspomina również, że zmiana w postrzeganiu rozwodów przez Polki i Polaków ma swoje początki w odejściu od traktowania małżeństwa jako nierozerwalnego sakramentu, obietnicy składanej na dobre i na złe, wiążącej ludzi do końca życia. Jest ona skorelowana z coraz większą emancypacją kobiet, zmianą ról społecznych i samowystarczalnością finansową osób samodzielnie wychowujących dzieci. W 2024 roku w Polsce spośród około stu trzydziestu pięciu tysięcy zawartych małżeństw sześćdziesiąt osiem tysięcy było małżeństwami kościelnymi. To aż o dziewięć tysięcy mniej niż rok wcześniej. W ciągu dekady ta liczba zmalała prawie o połowę. Zmiana stosunku do Kościoła katolickiego i wyznaczanych przez niego norm otworzyła części społeczeństwa drzwi do poszukiwania własnej drogi i dokonywania własnych wyborów. Osoby biorące ślub kościelny są teraz bardziej świadome, podejmują taką decyzję z powodów wyznaniowych, a nie obyczajowych. Wyraźnie rośnie też akceptacja związków nieformalnych. Obecnie sześćdziesiąt trzy procent Polek i Polaków1 uznaje taki związek za rodzinę, nawet jeżeli partnerzy nie mają dzieci (dwadzieścia lat temu odsetek ten wynosił trzydzieści cztery procent). Gdy para wychowuje dzieci, akceptację deklaruje siedemdziesiąt osiem procent badanych (wobec czterdziestu pięciu procent dwie dekady wcześniej).
Dzisiaj pozostawanie ze sobą aż do śmierci zazwyczaj postrzega się jako wyzwanie, nie obowiązek. W efekcie kobiety coraz częściej zdobywają się na odwagę, by nie godzić się na sytuacje, które w przeszłości uznawano za brzemię, jakie należało dźwigać bez względu na okoliczności. W Polsce w 2024 roku na każdych sto nowo zawartych małżeństw przypadło około czterdziestu rozwodów. W większości przypadków osobą składającą pozew była kobieta. Najczęściej podawany powód to niezgodność charakterów (niejednokrotnie jest to jednak tylko temat zastępczy), potem zdrada oraz nadużywanie alkoholu (ten problem zdecydowanie częściej dotyczy mężczyzn). Emancypacja kobiet w zakresie pracy zarobkowej i coraz mniejsza liczba rodzących się dzieci również ułatwiają decyzję. Nasze badania pokazują także zmiany w tym, jakie czynniki postrzega się jako ważne. Dzisiaj najważniejsza jest miłość, zaufanie, wzajemny szacunek i wspieranie się. Dwadzieścia lat temu zdecydowanie częściej było to dobro dzieci. Obecnie oczekujemy zgodności światopoglądów, emocjonalnego zaangażowania, lojalności i budowania relacji. Dla kobiet istotne jest również wspólne spędzanie czasu, poczucie bezpieczeństwa oraz dobra komunikacja.
Dorota Peretiatkowicz zwraca także uwagę na fakt, że jednym z nowych zjawisk w naszym społeczeństwie są tak zwane srebrne rozwody, które stanowią aż jedną trzecią wszystkich rozstań. Najczęściej inicjują je kobiety, które odchowały dzieci i mają przed sobą ostatni etap życia. Nie chcą tkwić w układach, które dawno się wypaliły, i iść na ustępstwa, na które godziły się ze względu na dzieci lub rodziców o tradycyjnych poglądach. Pragną kroczyć własną drogą, nawet jeżeli dzieje się to wbrew otoczeniu. „Trzeba jednak podkreślić, że to, że rozwody stały się częstszym zjawiskiem, nie znaczy, że nie powodują dużego napięcia i rozczarowania. To zawsze jest osobista porażka, której często towarzyszy trwające latami poczucie krzywdy i braku zadośćuczynienia. Zatem rozwód, mimo że został oswojony społecznie, nadal jest polem do nadużyć dotykających nie tylko samych zainteresowanych, lecz także ich dzieci oraz bliskiej i dalszej rodziny” – wyjaśnia Dorota Peretiatkowicz. Ta książka opisuje właśnie to pole bitwy.
Pewnie ktoś zapyta: po co opowiadać o kolejnym wymiarze zła, skoro wokół mamy go aż nadto? Być może po to, by ostrzec przed tym, do czego prowadzi rozwodowa wojna. A może dlatego, by tym, którzy już trwają w okopach, pokazać, że da się z nich wyjść. Mimo że są to historie ludzkich dramatów – tym w moim odczuciu są rozwody – to momentami dają nadzieję. Pokazują, że nawet najtrudniejszy moment można przejść, że życie może mieć nowy porządek, że przeżywanie go na własnych zasadach jest możliwe, że można zaznać spokoju, zostawić za sobą to, co nas niszczyło. I wreszcie – że każdy z nas może popełnić błąd. Istotne jest to, by umieć się do niego przyznać i wyciągnąć wnioski.
Zatem gdybym miała jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie, po co powstała ta książka, powiedziałabym, że na pewno nie po to, by epatować ludzkim nieszczęściem i zapewniać czytelnikowi poczucie, że inni mają gorzej. Powstała po to, by nieść nadzieję tym, którzy dziś czują się osamotnieni na swoim końcu świata. W irańskim filmie Co powiesz o Elly? (reż. Asghar Farhadi, 2009) pada zdanie, które – mimo tuzina opisanych przeze mnie ekstremalnie trudnych historii rozwodów i rozstań – najlepiej tutaj pasuje: „Lepszy gorzki koniec niż gorycz bez końca”.
Prawie wszystkie imiona bohaterów przedstawionych tu historii oraz nazwy niektórych miejscowości zostały zmienione.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
1 Badanie IRCenter 2022. ↩
Projekt okładkiMałgorzata Machaj
Przygotowanie okładki od drukuKarolina Żelazińska-Sobiech
Redaktor prowadzącaMonika Koch
RedakcjaAgnieszka Radtke
KorektaTeresa Zielińska, Monika Pruska
Copyright © 2026 by Paulina Socha-Jakubowska Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-397-1
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
