Wydawca: Klasyka Legimi Kategoria: Edukacja Język: polski

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 0 godz. 16 min Lektor: Waldemar Cudzik

Opinie o ebooku Z legend dawnego Egiptu - Bolesław Prus

Fragment ebooka Z legend dawnego Egiptu - Bolesław Prus

Bo­le­sław Prus

Z le­gend daw­ne­go Egip­tu

Z le­gend daw­ne­go Egip­tu

Pa­trz­cie, jak mar­ne są ludz­kie na­dzie­je wo­bec po­rząd­ku świa­ta; pa­trz­cie, jak mar­ne są wo­bec wy­ro­ków, któ­re ogni­sty­mi zna­ka­mi wy­pi­sał na nie­bie Przed­wiecz­ny!…

Stu­let­ni Ram­zes, po­tęż­ny wład­ca Egip­tu, do­go­ry­wał. Na pierś mo­ca­rza, przed któ­re­go gło­sem pół wie­ku drża­ły mi­lio­ny, pa­dła du­szą­ca zmo­ra i wy­pi­ja­ła mu krew z ser­ca, si­łę z ra­mie­nia, a chwi­la­mi na­wet przy­tom­ność z mó­zgu. Le­żał, jak po­wa­lo­ny cedr, wiel­ki fa­ra­on na skó­rze in­dyj­skie­go ty­gry­sa, okryw­szy no­gi trium­fal­nym płasz­czem kró­la Etio­pów[1]. A su­ro­wy na­wet dla sie­bie, za­wo­łał naj­mę­dr­sze­go le­ka­rza ze świą­ty­ni w Kar­na­ku[2] i rzekł:

– Wiem, że znasz tę­gie le­kar­stwa, któ­re al­bo za­bi­ja­ją, al­bo od ra­zu le­czą. Przy­rządź mi jed­no z nich, wła­ści­we mo­jej cho­ro­bie, i niech mi się to raz skoń­czy… tak al­bo owak.

Le­karz wa­hał się.

– Po­myśl, Ram­ze­sie – szep­nął – że od chwi­li twe­go zstą­pie­nia z wy­so­kich nie­bios Nil wy­le­wał już sto ra­zy; mo­gęż ci za­dać le­kar­stwo, nie­pew­ne na­wet dla naj­młod­sze­go z two­ich wo­jow­ni­ków?

Ram­zes aż usiadł na ło­żu.

– Mu­szę być bar­dzo cho­ry – za­wo­łał – kie­dy ty, ka­pła­nie, ośmie­lasz się da­wać mi ra­dy! Milcz i speł­nij, com ka­zał. Ży­je prze­cież trzy­dzie­sto­let­ni wnuk mój i na­stęp­ca, Ho­rus. Egipt zaś nie mo­że mieć wład­cy, któ­ry by nie do­siadł wo­zu i nie dźwi­gnął oszcze­pu.

Gdy ka­płan drżą­cą rę­ką po­dał mu strasz­ne le­kar­stwo, Ram­zes wy­pił je, jak spra­gnio­ny pi­je ku­bek wo­dy; po­tem za­wo­łał do sie­bie naj­słyn­niej­sze­go astro­lo­ga z Te­bów i ka­zał szcze­rze opo­wie­dzieć, co tam po­ka­zu­ją gwiaz­dy.

– Sa­turn po­łą­czył się z Księ­ży­cem – od­parł mę­drzec – co za­po­wia­da śmierć człon­ka two­jej dy­na­stii, Ram­ze­sie. Źle zro­bi­łeś, pi­jąc dzi­siaj le­kar­stwo, bo pu­ste są ludz­kie pla­ny wo­bec wy­ro­ków, któ­re na nie­bie za­pi­su­je Przed­wiecz­ny.

– Na­tu­ral­nie, że gwiaz­dy za­po­wie­dzia­ły mo­ją śmierć – od­parł Ram­zes. – I kie­dyż to mo­że na­stą­pić? – zwró­cił się do le­ka­rza.

– Przed wscho­dem słoń­ca, Ram­ze­sie, al­bo bę­dziesz zdrów jak no­so­ro­żec, al­bo twój świę­ty pier­ścień[3] znaj­dzie się na rę­ku Ho­ru­sa.

– Za­pro­wadź­cie – rzekł Ram­zes cich­ną­cym już gło­sem – Ho­ru­sa do sa­li fa­ra­onów; niech tam cze­ka na mo­je ostat­nie sło­wa i na pier­ścień, aże­by w spra­wo­wa­niu wła­dzy ani na chwi­lę nie by­ło prze­rwy.