Wyzwanie dla mistrzyni - Maya Blake - ebook
Opis

Mistrzyni skoków narciarskich Arabella Daniels otrzymuje od ojca dużą sumę pieniędzy. Nie wie, że podjął ją bezprawnie z konta agencji sportowej Draca Angelisa. Draco podejrzewa Arabellę o współudział w kradzieży i domaga się od niej zadośćuczynienia. Arabella nie może zwrócić pieniędzy, bo zostały już zainwestowane. By uchronić ojca przed więzieniem, musi się zgodzić na inną propozycję Draca…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 143

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maya Blake

Wyzwanie dla mistrzyni

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Arabella Daniels, bliskim znana jako „Rebel”, stała wciśnięta w róg jednej z wielu przeszklonych wind obsługujących przytłaczających rozmiarów wieżowiec „Angel”. Nie powinnam była pić na śniadanie potrójnego espresso, pomyślała ponuro. Kofeina i stres stanowiły wyjątkowo kiepską mieszankę, która po dwóch tygodniach zaczynała jej poważnie szkodzić.

Niespodziewana utrata głównego sponsora i burza medialnych spekulacji zszargały jej nerwy, a przecież spotkanie, na które właśnie zmierzała, wymagało od niej wyjątkowego opanowania. Głośną muzyką płynącą ze słuchawek wetkniętych w uszy Rebel próbowała dodać sobie animuszu. Po raz setny przypomniała sobie słowa listu noszonego od dwóch tygodni w torebce:

Arabello, po pierwsze, życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących dwudziestych piątych urodzin! Nie dziw się, że tak niespodziewanie się z Tobą kontaktuję. Wciąż jesteś moją córką i moim obowiązkiem jest o Ciebie dbać. Potrzebujesz pieniędzy, więc nie unoś się honorem, tylko przyjmij mój prezent. Tego chciałaby Twoja matka.

Ojciec

Do listu dołączono potwierdzenie przelewu opiewającego na pięćset tysięcy funtów, czyli niewiele mniej niż kwota gwarantowana jej do tej pory przez sponsora i wystarczająco dużo, by mogła spokojnie myśleć o przygotowaniach do startu w mistrzostwach w skokach narciarskich w Verbier.

Żołądek ścisnęły jej wstyd i poczucie winy. Powinna była bardziej się postarać, żeby zwrócić pieniądze. Powiedzieli sobie z ojcem rzeczy, których żadne z nich nie potrafiło zapomnieć. Nawet po wielu latach nic nie wskazywało na to, że jej przebaczył. Wciąż winił ją za śmierć swej ukochanej żony, matki Rebel.

Gdyby nie powiedziała swojej menadżerce Contessie o hojnym prezencie ojca, zapewne udałoby jej się nie ulec pokusie. Jednak menadżerka nie podzielała obiekcji swojej podopiecznej. Ostatecznie, pod presją Contessy i zbliżających się mistrzostw oraz braku perspektyw na znalezienie nowego sponsora, Arabella się poddała.

Pogłośniła muzykę, by zagłuszyć tępy ból przeszywający jej serce. Współtowarzysze podróży zamknięci w ograniczonej przestrzeni windy zaczęli rzucać jej wymowne, pełne pretensji spojrzenia. Normalnie natychmiast ściszyłaby dźwięk, ale nie dziś. Właśnie zmierzała na pierwsze od pięciu lat spotkanie z ojcem. Tylko ogłuszająca muzyka mogła ją powstrzymać od tego, by nie popaść w panikę i stchórzyć. Gdy winda stanęła na czterdziestym piętrze, czyli tam, gdzie jej ojciec, z zawodu księgowy, pracował dla grupy Angel International jako dyrektor finansowy, Arabella nawet nie drgnęła.

‒ Przepraszam panią…

Ubrany w garnitur młody mężczyzna delikatnie dotknął jej ramienia. Rebel wyjęła słuchawkę z jednego ucha.

‒ Tak?

‒ Chyba to pani wybrała czterdzieste piętro? ‒ zapytał i z zainteresowaniem obrzucił wzrokiem jej sylwetkę.

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że po porannej sesji jogi powinna była jednak najpierw pojechać do domu i przebrać się z trykotowych spodni i podkoszulka w coś bardziej… oficjalnego. Bez słowa wysiadła z windy. Poprawiła na ramieniu torbę sportową i matę do jogi i ściszyła w końcu muzykę.

Przed nią rozciągał się szeroki korytarz wyłożony pluszowym szarym dywanem z pomalowanymi na taki sam kolor ścianami ozdobionymi jedynie ekranami wyświetlającymi wizerunki najsłynniejszych sportowców świata. Rebel rozejrzała się niepewnie; wydawało jej się, że ojciec pracuje w firmie handlującej artykułami papierniczymi. Przecież uważał sport za niegodzien miana poważnego zajęcia, nie mógł mieć nic wspólnego z firmą wyglądającą na luksusową agencję sportową! Ruszyła w głąb korytarza w poszukiwaniu firmy ojca. Kiedy doszła do szklanych drzwi, szarpnęła je zdecydowanie. Nic. Popchnęła mocniej, ale drzwi nawet nie drgnęły.

‒ Powinnaś mieć kartę dostępu albo wejściówkę dla gości, żeby je otworzyć ‒ poinformował ją ten sam mężczyzna, który zaczepił ją w windzie.

Była tak zdenerwowana, że nawet nie zauważyła, że wysiadł na tym samym piętrze.

‒ Jestem spóźniona na spotkanie z ojcem, nie mógłbyś mnie wpuścić? Jestem Rebel, Nathan Daniels to mój ojciec ‒ wyjaśniła zmieszana przeciągłym spojrzeniem, jakim obrzucił ją mężczyzna.

‒ Oczywiście, dla córki Natha zrobię wszystko ‒ odpowiedział, patrząc jej prowokacyjnie w oczy.

‒ Dziękuję ‒ mruknęła z uśmiechem nadal przyklejonym do twarzy.

‒ Cała przyjemność po mojej stronie, jestem Stan ‒ przedstawił się. ‒ Zaprowadzę cię do jego gabinetu ‒ zaproponował. ‒ Właściwie to nie widziałem go jeszcze w tym tygodniu ‒ zdziwił się, ale zmierzał dziarsko w głąb korytarza.

Arabella próbowała nie dopuszczać do siebie czarnych myśli. Skoro już zdobyła się na odwagę, by odwiedzić ojca, los nie mógł z niej tak okrutnie zakpić. Z drugiej strony, dlaczego zakładała, że akurat dzisiaj, o tej porze, zastanie go siedzącego za biurkiem? Sekretariat i gabinet okazały się puste.

‒ Nie ma nikogo…

‒ Poczekam tutaj ‒ zapewniła szybko Rebel. ‒ A jeśli się wkrótce nie pojawi, zadzwonię do niego na komórkę.

Stan zawahał się przez chwilę.

‒ Jasne. ‒ Wyciągnął do niej dłoń. ‒ Chętnie zaprosiłbym cię kiedyś na drinka, Rebel.

Ledwie powstrzymała grymas zniecierpliwienia. Nie miała zamiaru z nikim się umawiać, nie teraz, kiedy, jak co roku o tej porze, zmagała się z poczuciem winy i tęsknotą za matką.

‒ Niestety jestem teraz bardzo zajęta ‒ odpowiedziała wymijająco.

Wiedziała, że prasa przedstawia ją jako imprezowiczkę, spędzającą większość weekendów w klubach, i odpowiadało jej to. Przynajmniej nie grzebali w jej przeszłości i nie łączyli jej zachowania z wydarzeniami z Chamonix sprzed ośmiu lat. Na szczęście feralny dzień urodzin miała już za sobą, mogła więc całkowicie skupić się na nadchodzących mistrzostwach.

Odetchnęła z ulgą, gdy Stan wzruszył lekko ramionami i w końcu zostawił ją samą. Rozejrzała się wokół; gabinet jej ojca wyglądał imponująco i zdradzał jego zamiłowanie do idealnego porządku. Na biurku stał tylko jeden przedmiot niepasujący do surowego wystroju wnętrza: zdjęcie w różowo-zielonej ramce, które podarowała ojcu na urodziny dwanaście lat temu. Trzynastoletnia Rebel szalała z mamą na tandemie i nie zdawała sobie jeszcze sprawy, że za parę lat jej szczęśliwa rodzina rozpadnie się. I to z jej winy.

Mama zawsze wspierała ją w dążeniu do spełnienia marzeń, może dlatego, że samej nigdy jej się nie udało sięgnąć po najwyższe laury w skokach narciarskich. Ojciec nigdy nie rozumiał jej ambicji, a po wypadku przestał się do niej odzywać. Dlatego nie mogła teraz przegapić okazji, by spróbować odbudować ich relację, a może nawet zasłużyć na przebaczenie.

Odłożyła torbę i matę do jogi i zaczęła się nerwowo przechadzać po gabinecie. Co kilka minut wybierała numer jego komórki i zostawiała wiadomość na poczcie głosowej. Po trzydziestu minutach czekania była wykończona nerwowo. Niewiele myśląc, rozwinęła matę, wetknęła słuchawki do uszu, położyła się i rozluźniła mięśnie. Płynnie zaczęła przechodzić z pozycji w pozycję, ale upragniony spokój ducha nie nadchodził, mimo że zamknęła oczy. Zniecierpliwiona, zacisnęła zęby i zamarła w pozycji psa z głową w dół. Wtedy przez dźwięki muzyki przebiło się dobitne przekleństwo.

Rebel otworzyła oczy i zamarła. Na biurku, z nogą założoną na nogę i ramionami skrzyżowanymi na szerokiej piersi siedział mężczyzna, najprzystojniejszy jakiegokolwiek w życiu spotkała. Dwoje ciemnych, przenikliwych oczu wpatrywało się w nią intensywnie. Wstał, rozprostował nogi i spoglądając na nią z góry, podszedł bliżej. Zapach jego wody kolońskiej otulił ją i zahipnotyzował. Przez moment wydawało jej się, że skądś go zna. Podszedł jeszcze bliżej, a ona nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Przykucnął tuż przy jej głowie i wyjął jej z uszu słuchawki.

‒ Masz dokładnie trzy sekundy, żeby powiedzieć mi co tu, u diabła, robisz i kim jesteś, bo w przeciwnym razie wezwę policję i oskarżę cię o bezprawne wtargnięcie i nieprzyzwoite zachowanie.

ROZDZIAŁ DRUGI

Draco Angelis nie należał do mężczyzn z łatwością ulegających emocjom. A jednak, przyglądając jej się, miał ochotę znowu zakląć siarczyście.

Przez ostatnie piętnaście minut wyginała swoje kształtne ciało ku uciesze wszystkich zgromadzonych na piętrze mężczyzn, którzy zamiast pracować, zgromadzili się w pobliżu przeszklonego gabinetu i nie odrywali wzroku od niezwykłego przedstawienia. Co gorsze, wszystko to w gabinecie Nathana Danielsa, którego nagłe zniknięcie Draco wolałby na razie ukryć przed resztą firmy.

Działając w biznesie często postrzeganym jako szemrany, Draco dokładał wszelkich starań, by zachować nieskalaną reputację. Jak do tej pory, dzięki nadludzkiemu wysiłkowi, udawało mu się. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebował, była ta… syrena wyginająca się niczym tancerka w klubie dla dżentelmenów. Jeśli zaś chodzi o reakcję jego obudzonego nagle libido na widok smukłego, kobiecego ciała ‒ cóż, przynajmniej się przekonał, że nadal pozostawał pełnokrwistym mężczyzną.

‒ Nieprzyzwoite zachowanie? ‒ Cyniczny śmiech przerwał jego rozmyślania. ‒ To chyba lekka przesada!

Draco nie mógł oderwać wzroku od kropli potu spływającej po skroni joginki, śledził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła pomiędzy jej niewielkimi, jędrnymi piersiami. Stłumił jęk i zacisnął mocno zęby.

‒ Jak w takim razie określisz przedstawienie, które urządziłaś dla całego piętra?

‒ Nie miałam pojęcia, że mam widownię. Przesuniesz się trochę? ‒ Obdarzyła go niewinnym uśmiechem i wygięła plecy w łuk.

‒ Słucham?! ‒ Draco zamarł.

‒ Prawie skończyłam, jeszcze tylko dwie pozycje.

Chyba dlatego, że go zaskoczyła, Draco automatycznie spełnił jej prośbę i odsunął się, nadal nie odrywając wzroku od ciała rozciągniętego na podłodze u jego stóp. Płynnym ruchem wsparła ramiona i łokcie na macie i powoli wyciągnęła się pionowo w górę. Odsłonięte mięśnie brzucha drgały lekko pod skórą pokrytą lśniącą warstewką potu…

Jako były sportowiec potrafił docenić dyscyplinę i hart ducha niezbędne do osiągnięcia szczytowej formy, ale w tej chwili musiał przyznać, że większą część jego uwagi pochłaniało zmysłowe piękno smukłego, kobiecego ciała. Doskonała harmonia jej ruchów zaparła mu dech w piersi.

Można by pomyśleć, że nigdy wcześniej nie widział z bliska kobiety. Przecież umawiał się z wieloma sportsmenkami, sypiał z najpiękniejszymi kobietami w kraju, a jednak żadna z nich nie zrobiła na nim tak piorunującego wrażenia. Ta myśl jeszcze bardziej go rozzłościła. Gdy tylko w końcu stanęła normalnie na nogach, podszedł do niej. Sięgała mu jedynie do piersi, ale ogień płonący w jej elektryzujących, błękitnych oczach sprawiał, że wydawała się wyższa.

‒ Na czym to stanęliśmy? ‒ zapytała lekko zachrypniętym, zmysłowym głosem.

‒ Na tym, że wtargnęłaś bezprawnie do mojego biura…

‒ Nic takiego nie zrobiłam. I mam prawo tu przebywać ‒ przerwała mu.

‒ Szczerze w to wątpię. Nie przypominam sobie, żebym zezwalał na występy gimnastyczne półnagich kobiet w mojej firmie.

Arabella zerknęła przez ramię. Grupka mężczyzn rozpierzchała się właśnie do swoich gabinetów. Uśmiechnęła się i pomachała im na pożegnanie. Draco spiorunował ją wzrokiem. Postanowił zakończyć wreszcie tę farsę, złapał za słuchawkę telefonu stojącego na biurku i lodowatym tonem wezwał szefa ochrony.

‒ O rany, wydaje mi się, że nieco przesadziłeś.

Przechyliwszy głowę, przyglądała mu się ciekawie. Węzeł jedwabistych czarnych włosów poluzował się, uwalniając niesforne kosmyki.

‒ Za niecałe pół godziny mam spotkanie, w przeciwnym razie wyrzuciłbym cię osobiście, ale nie starczyłoby mi czasu na wzięcie prysznica.

Z dziecinną satysfakcją odnotował, że zawoalowany przytyk sprawił jej przykrość. Przez śliczną twarz przebiegł cień. Dlaczego czuł potrzebę, żeby jej dokuczyć? Przecież to nie jej wina, że na jej widok zamilkł w środku niezwykle ważnej rozmowy z klientem i rozłączył się bez podawania powodu. Nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na tak impulsywną, irracjonalną reakcję. Teraz powinien oddzwonić do klienta, którego rozbuchane ego uraził, a nie dyskutować z ironicznie uśmiechniętą pannicą w trykotach.

‒ Nazywam się Rebel, jestem córką Nathana Danielsa i przyszłam zabrać go na lunch. Żeby się odstresować, postanowiłam chwilę poćwiczyć, to wszystko ‒ wyjaśniła, już bez kpiącego uśmieszku.

Daniels miał córkę? Dlaczego była zestresowana przed spotkaniem z ojcem? I dlaczego jego ochrona pozwoliła, by niezauważona dostała się do gabinetu dyrektora finansowego?

‒ Masz na imię Rebel? ‒ spytał z powątpiewaniem, a potem szybko zganił się w myślach za zadanie nieistotnego pytania, gdy tyle innych, o wiele ważniejszych kwestii, wymagało wyjaśnienia.

‒ Nie, chociaż moja mama uważała, że to przezwisko lepiej oddaje mój charakter.

Zauważył, że nagle posmutniała i zamilkła.

‒ Czyli jak masz naprawdę na imię?

Wzruszyła ramionami i pochyliła się, żeby zwinąć matę i podnieść swoją torbę.

‒ Czy to ważne?

Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w wypięty kształtny tyłeczek i smukłe, długie nogi.

‒ Jeżeli to mi pomoże zlokalizować twojego ojca, to tak.

Wyprostowała się gwałtownie.

‒ Jak to zlokalizować?

Na jej twarzy malowało się zdumienie. Kątem oka Draco zauważył dwóch postawnych ochroniarzy zmierzających żwawo w stronę gabinetu. Ruchem dłoni zatrzymał ich tuż przy drzwiach.

‒ Kiedy ostatni raz rozmawiałaś z ojcem?

‒ Dlaczego pytasz?

‒ Też chciałbym z nim porozmawiać. Bardzo.

Gdyby nie wpatrywał się w nią tak intensywnie, zapewne nie zauważyłby, że jej źrenice się rozszerzyły.

‒ Dlaczego?

‒ To ja zadaję pytania.

‒ Czyżby? ‒ Skrzyżowała ramiona na piersi i wysunęła hardo brodę.

Draco westchnął ciężko, po czym ręką dał znak ochroniarzom. Natychmiast weszli do środka i stanęli po obu stronach Rebel.

‒ Przeszukajcie jej torbę, sprawdźcie, czy nie próbowała czegoś stąd wynieść.

Rebel otworzyła usta, ale z oburzenia nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

‒ Chyba żartujesz?! ‒ syknęła w końcu.

Uniósł brew i rzucił jej wyzywające spojrzenie.

‒ Okej, odpowiem na te twoje przeklęte pytania! ‒ fuknęła.

Draco ruchem dłoni odprawił ochroniarzy.

‒ Załóż buty.

Rzuciła mu spojrzenie pełne nieskrywanej nienawiści, ale wsunęła nagie stopy w wysokie botki, zarzuciła na ramiona gruby sweter i stanęła z dłońmi wspartymi na biodrach.

‒ Załatwmy to idiotyczne przesłuchanie.

Powietrze wokół niej aż iskrzyło. Kiedyś, dawno temu, z lubością podsycałby ten ogień, by się przekonać, jak daleko zdoła się posunąć, ale już od lat nie pozwalał sobie na podobne przyjemności. Drążące go wyrzuty sumienia wypełniały jego życie zorganizowane wedle ścisłego rygoru niepozostawiającego miejsca na nic oprócz wytężonej pracy. Teraz, w obliczu wiszącego w powietrzu kryzysu, musiał jeszcze bardziej zaostrzyć dyscyplinę.

‒ Chodź.

‒ Dokąd? ‒ zaperzyła się natychmiast.

‒ Do mojego gabinetu.

‒ Przepraszam, panie prezesie… ‒ W drzwiach ukazała się skruszona twarz szefa ochrony. ‒ Chcielibyśmy wprowadzić panią do systemu jako gościa, ale potrzebujemy imienia i nazwiska.

Obydwaj spojrzeli na Rebel, która pogardliwie wydęła usta. Pulchne i malinowoczerwone ‒ zauważył mimowolnie Draco.

‒ Arabella Daniels ‒ mruknęła niechętnie.

Natychmiast zrozumiał, dlaczego jej twarz wydała mu się znajoma. Niegdyś obiecująca zawodniczka w biegach narciarskich juniorów, niespodziewanie przerzuciła się na skoki i choć udawało jej się utrzymywać w pierwszej dziesiątce, w wieku dwudziestu pięciu lat nie miała jeszcze na koncie żadnego tytułu mistrzowskiego. Prawdopodobnie ze względu na swój skandaliczny styl życia. Poczuł niesmak na wspomnienie doniesień prasowych o jej wybrykach, ale zachował kamienną twarz. Ruszył do swojego gabinetu, nie oglądając się za siebie. Już w środku zasłonił przeszklone ściany automatycznymi żaluzjami i przysiadł na krawędzi biurka.

‒ Usiądź.

‒ Nie, dziękuję. Zresztą mówiłeś, że masz zaraz ważne spotkanie. Czy kłamałeś?

‒ Widzę, że plotki się potwierdzają.

‒ Jakie plotki?

‒ O twoim niewyparzonym języku i braku subordynacji.

‒ Masz problem z niezależnymi kobietami?

‒ Nie mam problemu z kobietami, zwłaszcza z niezależnymi. Gdybym miał więcej czasu i ochoty, udowodniłbym ci to. ‒ Zmierzył ją powolnym spojrzeniem. Tak jak się spodziewał, zarumieniła się i umknęła wzrokiem.

‒ Ja na pewno nie mam czasu i ochoty wysłuchiwać tych bzdur. Zadaj te swoje pytania i skończmy już.

‒ Wyglądasz na wytrąconą z równowagi. Czyżbyś się czuła onieśmielona?

Arabella potrząsnęła głową tak żywiołowo, że jej czarne włosy rozsypały się wokół twarzy jedwabistą kaskadą.

‒ Niby czym? Twoimi insynuacjami?

‒ Może tym, że w przeciwieństwie do większości znanych ci mężczyzn nie daję sobą pomiatać? Lubisz dominować, prawda?

Rebel przewróciła oczami.

‒ A chcesz, żebym cię zdominowała? ‒ zapytała z przekąsem. ‒ Wprawdzie skończyły mi się pejcze, ale spróbuję wykazać się kreatywnością.

‒ Nie wątpię, że potrafisz, ale zrezygnuję.

Mimo że starał się zachowywać nonszalancko, zrobiło mu się gorąco na samą myśl o tym, co mogliby razem zrobić…

‒ Pan spontaniczny ‒ parsknęła.

Draco uśmiechnął się drapieżnie, tak przynajmniej opisywano ten wyraz jego twarzy w kolorowych gazetach.

‒ Ludzie często spontanicznością tłumaczą swój brak odpowiedzialności. Osobiście uważam, że na pewne rzeczy warto poczekać.

Przez chwilę wytrzymała jego wzrok, a potem odwróciła głowę i udawała, że przygląda się wystrojowi gabinetu. Jednak Draco nie umknęły rumieńce na jej policzkach i płytki oddech sprawiający, że jej piersi falowały lekko. Poczuł, jak krew w jego żyłach zaczyna krążyć szybciej. Miał nadzieję, że ta dziwna reakcja wkrótce ustąpi ‒ przecież słynna panna Daniels reprezentowała sobą wszystko, czym pogardzał!

‒ Fascynujące, ale wolałabym już iść, więc…

‒ Dlaczego zamiast trenować do mistrzostw w Verbier, chadzasz na lunche?

Odwróciła się gwałtownie w jego stronę. Na jej twarzy nie było śladu znudzenia, jedynie szczere zaskoczenie.

‒ Jesteś nieodpowiedzialna, a udajesz poważnego sportowca ‒ warknął.

Podeszła do niego szybko, jej ciało emanowało wrogością.

‒ Jak śmiesz?! To absurdalne oskarżenie!

‒ Wiem wystarczająco dużo o takich jak ty.

Arabella zacisnęła dłonie w pięści.

‒ Kim ty jesteś, żeby mnie oceniać?!

‒ Człowiekiem, który dopilnuje, żebyś nie znalazła nowego sponsora i nie marnowała pieniędzy potrzebnych naprawdę utalentowanym i zmotywowanym sportowcom. Swoim rozrywkowym stylem życia dajesz młodym ludziom zły przykład.

Oczy Arabelli robiły się coraz większe, a zaskoczenie przerodziło się we wściekłość. Ponownie, tym razem uważniej, rozejrzała się po gabinecie. Trofea i zdjęcia wiszące na ścianach nagle nabrały znaczenia.

Draco z satysfakcją odnotował moment, w którym na jej twarzy odmalowało się zrozumienie.

‒ Draco Angelis! Superagent ‒ szepnęła ze zgrozą. ‒ To ty reprezentujesz Rex Glow?

‒ Twojego byłego sponsora ‒ podkreślił czas przeszły, kiwając głową.

Kolejne pytanie zaskoczyło go.

‒ I mój ojciec dla ciebie pracuje?

W jej oczach dostrzegł ból.

‒ On przecież nienawidzi sportu ‒ szepnęła, bardziej do siebie niż do niego.

W tym momencie Draco zaczął się poważnie martwić zniknięciem Nathana Danielsa.

‒ Cóż, jeszcze do niedawna był moim dyrektorem finansowym, ale dwa tygodnie temu zapadł się pod ziemię. A wraz z nim pół miliona funtów z firmowego konta.

Rebel zakryła usta dłonią, ale w jej oczach, oprócz szoku, dostrzegł także zawstydzenie, jakby miała coś na sumieniu…

Tytuł oryginału: A Diamond Deal with the Greek

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Maya Blake

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela. Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3174-9

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.