Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Wszystko po raz pierwszy ebook

Aimee Carson

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wszystko po raz pierwszy - Aimee Carson

 

Ta znajomość nie zaczęła się najlepiej. Najpierw Jaqueline poturbowała Blake’a na ulicy. Potem on wyciągnął ją z aresztu i zatrudnił, chociaż wcale tego nie chciała. Dzieli ich kilka lat i progów podatkowych. Żyją w różnych światach. Ona czasami łamie prawo, on stoi na jego straży. Pyskata i spontaniczna Jaqueline powinna działać na nerwy zasadniczemu i poważnemu prawnikowi. I działa, tylko że to przestaje być ważne…

Opinie o ebooku Wszystko po raz pierwszy - Aimee Carson

Fragment ebooka Wszystko po raz pierwszy - Aimee Carson

Aimee Carson

Wszystko po raz pierwszy

Tłumaczenie

Janusz Maćczak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Blake Bennington schodził frontowymi schodami gmachu sądu, zastanawiając się, czy przed powrotem do biura umówić się na randkę z Sarą. Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie, i tak będzie musiał skrócić czternastogodzinny dzień pracy, by pojawić się wieczorem na dorocznej imprezie charytatywnej Księżyc nad Miami, co oznaczało, że po dziesięciu godzinach spędzonych pod krawatem zamieni garnitur na smoking. Lecz chętnie akceptował tę niedogodność, skoro zaangażowanie jego siostry Nikki w organizację imprezy trzymało ją z dala od kłopotów, od kiedy tylko wróciła do domu.

Odepchnął od siebie niewesołe myśli.

– Dzięki za informacje, Saro – powiedział.

Idąca obok niego piękna brunetka posłała mu uśmiech zabarwiony subtelną zmysłową prowokacją, jednak Blake konsekwentnie nie reagował na jej kokieterię, odkąd przed laty po raz pierwszy połączyły ich sprawy zawodowe w Wydziale Specjalnym Południowej Florydy do Spraw Zwalczania Narkotyków.

– Jeżeli doprowadzisz do skazania Menendeza, umocnisz szanse na awans – odrzekła. – Mam nadzieję, że dane, które zebrałam, okażą się pomocne.

– Pomoże mi każdy okruch informacji, Saro. – Gdy doszli do zatłoczonego chodnika, spojrzał na piękną prawniczkę. – Naprawdę jestem ci wdzięczny, że poświęciłaś mi swój wolny czas.

– Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. – Musnęła dłonią jego ramię.

Blake stłumił uśmiech. Nie dał się zwieść pozornie niewinnemu gestowi. Sara była wyrafinowana, elegancka i inteligentna. Słynęła z nieustępliwości na sali sądowej, odznaczała się taką samą jak on determinacją, a także pragmatyzmem. Właśnie z takimi kobietami powinien się umawiać, i tak też czynił. Jego świat, jego poziom, jego liga. Bardzo ważne było również to, że Sara doskonale rozumiała zawodowe aspiracje Blake’a i wiedziała, jak wiele wytężonej i czasochłonnej pracy wymaga ich realizacja. Przecież to był jej styl życia.

Dlaczego więc się wahał?

Podszedł do nich jakiś prawnik i zapytał o coś Sarę. Blake również przystanął. Wiedział, że postępuje głupio, ignorując erotyczną propozycję Sary. Owszem, niesforna Nikki zabierała mu więcej czasu, niż przystoi młodszej siostrze, a głośny proces wymagał od niego pełnego zaangażowania, ale natura obdarzyła go temperamentem, a już seks po prostu uwielbiał. Jednak działo się tak, że przepuszczał kolejne okazje i od pół roku żył jak mnich! Niby dlaczego?

Gdy rozważał tę kwestię, jakaś kobieta wyglądająca tak młodo, jakby dopiero całkiem niedawno zyskała czynne prawo wyborcze, wpadła na niego z wzrokiem utkwionym w komórce, a obcasem czarnego buta nadepnęła mu na stopę. Objął spojrzeniem długie włosy koloru bursztynu, podkoszulek z wizerunkiem Beatlesów i dżinsy z nogawkami kusząco obciętymi tak wysoko, że niemal odsłaniały bieliznę. Myśli Blake’a natychmiast zajęły się kwestią, co jest pod spodem, koronkowe majteczki czy figi. Co w połączeniu z widokiem seksownych skórzanych kowbojskich butów…

Rany, naprawdę powinien wziąć się w garść.

Prześladowczyni wrzuciła komórkę do kieszeni i cofnęła but z jego nogi.

– Przepraszam, sztywniaku – rzekła przeciągle, a Blake odsunął ją, z rozbawieniem unosząc brwi. – Śpieszę się, jestem spóźniona – ciągnęła – ale rzecz jasna to żadne usprawiedliwienie. Przepraszam, że cię staranowałam.

– Powinnaś uważać, jak idziesz. – Wskazał głową prowokacyjne kowbojki. – W takich butach mogłabyś zrobić komuś krzywdę.

– Wyluzuj. A może pozwiesz mnie do sądu za ucieczkę z miejsca wypadku? – Orzechowe oczy błysnęły nie tyle uwodzicielsko, co z zaraźliwą wesołością.

– Jednak nie uciekłaś – zauważył Blake, daremnie usiłując zachować powagę. – I formalnie rzecz biorąc, jeżeli zostawisz mi swoje dane, nie będę miał podstaw, by wysunąć przeciwko tobie oskarżenie.

– No cóż, skoro tak to ujmujesz… – Wyciągnęła do niego rękę, którą Blake uścisnął. Miała delikatną skórę, a na wewnętrznej stronie nadgarstka dostrzegł tatuaż. – Jacqueline Lee – przedstawiła się. – A na wypadek, gdybyś zamierzał się ze mną umówić… – dodała, puszczając jego dłoń – wiedz, że wszyscy nazywają mnie Jax.

Blake uświadomił sobie, że błędnie zrozumiała jego poprzednie słowa jako seksualną prowokację, dlatego odparł ze sceptycznym uśmieszkiem:

– Nie umawiam się na randki z nieletnimi.

– Mam dwadzieścia trzy lata i jestem zdrowa na ciele i umyśle – oświadczyła, a on pomyślał, że nie zna jej na tyle dobrze, by ocenić stan umysłu, ale ciało niewątpliwie miała zdrowe. Przechyliła głowę na bok. – Czy to cię ośmiela?

– Mogłoby, tylko że z zasady nie umawiam się z kobietami używającymi męskich imion – odparł żartobliwym tonem.

Uśmiechnęła się prowokująco z jego absurdalnych – i zmyślonych – reguł dotyczących randek.

– Domyślam się, że masz cholernie dużo zasad. – Odwróciła się, by odejść, ale zatrzymała się i rzuciła mu przez ramię figlarny uśmiech. – Zadzwoń do mnie, kiedy zdecydujesz się złamać którąś z nich.

Z twarzy Blake’a zniknął wyraz kpiącego powątpiewania, gdy przyglądał się, jak panna Lee weszła na trawnik przed budynkiem sądu. Kiedy ostatnio wdał się w niewinny flirt? Najwyraźniej zbyt dawno. Stanowczo nadeszła pora, by znów zaczął się umawiać, skoro zwrócił uwagę nawet na tę małą diablicę. Ale z pewnością nie takiej kobiety potrzebował w życiu.

Ze starego volkswagena garbusa zaparkowanego przed gmachem sądu ryknęła głośno muzyka, wypełniając cały gwarny dziedziniec. Seksualna prześladowczyni Blake’a szybko przeszła przez trawiasty teren i zaczęła tańczyć. Osłupiały Blake na próżno usiłował pojąć sens jej zachowania, ale tylko do chwili, gdy dołączyła do niej grupa nastolatków, tworząc niewątpliwie opracowany układ choreograficzny. Po chwili kilkanaścioro młodych ludzi wykonywało numer taneczny na tyle dobry, że można by go zaprezentować w telewizji w formie profesjonalnego wideoklipu.

– Och, na litość boską, to flash mob – powiedziała z dezaprobatą Sara, podchodząc do Blake’a. – Czy ci młodzi nie mają nic lepszego do roboty?

Blake przyglądał się tańczącej grupie, a szczególnie liderce, której każdy ruch emanował pasją. Tonu, jakim wcześniej z nim rozmawiała, nie można było brać serio, ale teraz zafascynował go żarliwy entuzjazm malujący się na jej twarzy.

– Po prostu się bawią, Saro – odrzekł z roztargnieniem. Kiedyś też żył dla zabawy, a nawet korzystał z niej w nadmiarze. Jednak to, że porzucił ją na rzecz nieubłaganej rzeczywistości – kiedy zmarł ojciec, pozostawiając na jego barkach brzemię odpowiedzialności za ekscentryczną rodzinę – nie oznacza, że wszyscy inni dwudziestolatkowie powinni odebrać taką twardą życiową lekcję. – Nikomu to nie szkodzi – dodał.

Zapewne tak, choć akurat on ryzykował spokojem ducha, gdy podziwiał płynne ruchy tej dziewczyny – czy kobiety – o orzechowych oczach. Obracała się i skręcała, tańcząc w rytm latynoskiej hiphopowej piosenki – dziwny wybór, zważywszy na kowbojki – z gibką gracją, a ciało przybierało przy tym niemal niemożliwe pozycje. Jej taniec rozbudził wyobraźnię Blake’a, rozpalił krew w żyłach.

– Nie szkodzi? – powtórzyła Sara. – Powiedz to tym policjantom. Nie wyglądają na zachwyconych. Wyglądają tak, jakby chcieli ich aresztować.

Blake przeniósł wzrok na dwóch ponurych gliniarzy, którzy zbliżali się do tańczącej grupy. W umyśle błysnął mu kuszący obraz zbiegłej z miejsca wypadku sprawczyni zakutej w kajdanki. Ta wizja nie miała nic wspólnego z jego prokuratorską profesją.

Do diabła, co się z nim dzieje?

Przyglądał się, jak jeden z policjantów przystanął i przemówił do młodych ludzi, którzy zaczęli tańczyć na trawie z jeszcze większym zapałem, podczas gdy drugi ruszył w kierunku zdezelowanego volkswagena garbusa, z którego rozbrzmiewała muzyka. Dopiero teraz Blake zauważył, że z fotela pasażera sterczy noga w długim gipsowym opatrunku.

Mruknął coś z desperacją, a całe rozbawienie gwałtownie się rozwiało. Nie miał cienia wątpliwości, czyja to noga, ponieważ było w najwyższym stopniu nieprawdopodobne, aby w Miami istniały dwa identyczne opatrunki gipsowe ozdobione od biodra do palców stóp wizerunkiem czerwonego smoka. Kochana siostrzyczka nazwała to gipsowym tatuażem.

Policjant oparł rękę na masce samochodu i nachylił się, by porozmawiać z ukrytą wewnątrz zagipsowaną pasażerką. Blake dotąd sądził, że gips stanie się kotwicą, która nie pozwoli Nikki wypłynąć na burzliwe wody, czyli na przykład wylądować w areszcie, przynajmniej dopóki on nie zakończy głośnej i trudnej sprawy sądowej.

A niczego nienawidził bardziej, niż się mylić.

Sześć godzin później

– Panno Lee, tylko na prośbę mojej siostry wyciągnąłem cię z aresztu – oświadczył Blake Bennington, na co Jax skrzywiła się, ponownie dziękując w duchu bogom, że dzisiaj tylko ją zapuszkowano. Mroczne wnętrze limuzyny i śniade, przystojne rysy prawnika ostro kontrastowały z jego chłodnymi szarymi oczami, gdy mówił dalej: – Kłótnia na temat zalet i wad Wydziału Policji w Miami nie jest ujęta w tej umowie.

Siedząca obok niego Jax zapadła się głębiej w wygodnym skórzanym fotelu. To, że zadzwoniła po radę do swojej przyjaciółki, a zarazem studentki prawa Nikki Bennington, wydawało się rozsądnym posunięciem. Kiedy zaś Nikki oznajmiła, że jej brat nie jest zachwycony wizytą na posterunku, Jax ani trochę nie przejęła się jakimś tam nadętym nudziarzem, ale tylko do chwili, gdy okazało się, że nadęty nudziarz, zamiast jechać na imprezę charytatywną organizowaną przez Nikki, musi zjawić się w areszcie. Dlatego Jax, nim Blake Bennington przybył z odsieczą, przyrzekła sobie, że odwdzięczy mu się za ten szlachetny gest trzymaniem za zębami ostrego języka i zachowaniem spokoju.

Jednak ten spokój został głęboko zmącony przez sam widok Blake’a.

Wciąż jeszcze czuła zmysłowy impuls, który przeniknął ją, gdy ujrzała faceta, którego niedawno staranowała, a który teraz zjawił się z pomocą. Właściwie po kilku godzinach spędzonych w areszcie powinna być zbyt wyczerpana, by poczuć cokolwiek, lecz nie co dzień wyciągał ją zza krat przystojniejszy od Jamesa Bonda mężczyzna w smokingu, co wzbudziło w niej obawę, ale także przyprawiło o rozkoszne drżenie.

– Nie kłóciłam się o zalety i wady wydziału policji. – Starała się przybrać pojednawczy ton, lecz zabrzmiało to co najwyżej żałośnie. – Ja tylko… – urwała i zmusiła się, by spojrzeć na imponującego i ze wszech miar podniecającego faceta.

Silny erotyczny pociąg do Blake’a Benningtona wprawiał ją w okropne zakłopotanie, a już zwłaszcza w sytuacji, gdy nadęty prawnik nie krył dezaprobaty jej osobą. Do tego zachowywanie swych opinii dla siebie nie leżało w stylu Jax i okazało się o wiele trudniejsze, niż początkowo sądziła.

Dumnie zadarła głowę i postanowiła dyplomatycznie zamknąć tę dyskusję:

– Kwestionowałam tylko ich priorytety – oznajmiła.

– Jestem pewien, że policjanci ochoczo zgodziliby się z tobą i zaakceptowali twoje priorytety – rzucił z jawną ironią. – Ale muszą wykonywać swoje obowiązki i są zobligowani literą prawa. Tak więc na przyszłość pamiętaj… – dodał kpiącym, a nawet szyderczym tonem – że zakłócanie porządku publicznego choćby z najbardziej niewinnych pobudek jest sprzeczne z prawem.

Jax ugryzła się w język i napomniała siebie, by pomyśleć o Nikki. Gdy na chodniku wpadła na Blake’a, wydał się przystępny, niemal zrelaksowany, lecz kiedy przyjechał, by wydobyć ją z aresztu, objawił się jako surowy prokurator, choć musiała przyznać, że był spokojny i opanowany. A teraz, niech go diabli, miał cholerną rację!

Postanowiła wygłosić jeszcze tylko jedną uwagę na swoją obronę. Zadowoli się tym i potem już zachowa milczenie.

– Planując to wydarzenie, nie zamierzałam złamać prawa.

Blake rozparł się wygodniej, jakby szykował się do wysłuchania interesującej opowieści. Położył rękę na oparciu fotela Jax, założył nogę na nogę i wzrokiem zachęcił do dalszych wyjaśnień, wzmacniając to słowami:

– Więc co zamierzałaś?

– Pracuję jako muzykoterapeutka w ośrodku dla nastolatków South Glade. Niestety miasto wycofało dotację… – Serce zabiło jej mocniej, ścisnął je skurcz lęku. Ośrodek stanowił bezpieczne miejsce dla dzieciaków, czuły tam się u siebie. Bez niego pewnie by nie przetrwała licealnych czasów. Przerzucano ją z jednej rodziny zastępczej do kolejnej, a klub South Glade był dla niej jedynym stałym punktem oparcia, miejscem, gdzie czuła się naprawdę jak w domu. Wykluczone, by miała go utracić. By się uspokoić, potarła dłonią niewielki tatuaż częściowo maskujący dwie blizny na nadgarstku. Rany wojowniczki, jak lubiła je nazywać. Symbole przeszłości, które przypominały jej, kim była i jak daleko zaszła. Opanowała panikę, wyprostowała się. – Chciałam więc zyskać trochę pozytywnego rozgłosu dla naszej sprawy – dokończyła.

– Dając się aresztować?

Kpi sobie z niej? Odetchnęła głęboko, by zachować cierpliwość, i oznajmiła:

– Właśnie dlatego Nikki się w to zaangażowała. Nasz wspólny przyjaciel poprosił ją o wskazówki, jak przeprowadzić tę akcję zgodnie z prawem. – I powinnam była ściślej zastosować się do jej rad, dodała w duchu.

Jak się zdaje, na Blake’u jej wyjaśnienie nie zrobiło wrażenia.

– No cóż, według policyjnego raportu muzyka ryczała z volkswagena tak głośno, że zakłócała spokój.

Jax skrzywiła się w duchu, zła na siebie za defensywny ton.

– Powiedziałam twojej siostrze, że trudno w tańcu utrzymać rytm, jeśli nie słyszy się muzyki.

Jednak Blake zignorował tę uwagę, za to powiedział:

– Nie wspominając już o tym, że podczas szalonego tańca wylądowałaś na chodniku i… – wyjął z aktówki raport policyjny – cytuję: „Panna Jacqueline odmówiła zastosowania się do polecenia funkcjonariusza organów ochrony porządku publicznego i nadal tamowała ruch przechodniów”.

Gdy znów na nią spojrzał, zaczerwieniła się. Nie chciała jednak, by zobaczył gorący rumieniec, więc zaczęła energicznie strzepywać z dżinsowych szortów ziarenka piasku, pozostałość po tym, jak siedziała na ziemi.

– Z powodu głośnej muzyki nie usłyszałam polecenia policjanta – wymamrotała.

– Właśnie – rzekł z naciskiem Blake.

Rzuciła na niego ukradkowe spojrzenie spod rzęs, po czym rzekła mocniejszym już głosem:

– Wcale nie zamierzałam wylądować na chodniku. Po prostu przeholowałam z wykonywaniem robaka.

– Robaka? – Uniósł brwi. – Przypuszczam, że mówisz o tanecznej figurze polegającej na tym, że wiłaś się, leżąc na brzuchu na ziemi. – Odłożył raport i zamilkł, jakby czekał na dalsze wyjaśnienia.

Jax nie sądziła jednak, by zagłębianie się w szczegóły mogło w czymkolwiek pomóc.

– Niełatwo wykonać tę figurę – rzekła tylko.

– Rzeczywiście, sprawiała dosyć przykre wrażenie.

Nie zważając na niezbyt miłą uwagę, mówiła dalej:

– I niechcący znalazłam się w niewłaściwym miejscu. Nie zdawałam sobie sprawy, że dotarłam aż na chodnik.

– Fatalny błąd w ocenie sytuacji – rzucił drwiąco.

A to już ją zirytowało, dlatego odparła dość agresywnie:

– Do diabła, nie mieliśmy czasu na ćwiczenia! Musieliśmy jak najszybciej zareagować na obcięcie funduszy, dopóki jeszcze ludzie pamiętają o tym genialnym posunięciu ważniaków z ratusza.

Rozsiadł się wygodniej w fotelu limuzyny, po czym spytał ironicznie:

– Dlatego uznałaś, że wciągnięcie nastolatków, za których jesteś odpowiedzialna, w uliczny flash mob i narażanie ich na areszt to odpowiednia forma protestu?

Chryste, ujął to tak, że wyszła na wariatkę!

– Powiedziałam ci, że starałam się utrzymać to w legalnych ramach.

Jego opalona twarz o nieskazitelnej cerze przybrała doskonale wystudiowany obojętny wyraz. I nagle Jax odniosła wrażenie, że pomimo gładkiego wyrafinowania i sceptycznej nuty w głosie, odziany w smoking Blake Bennington jest w równej mierze zniesmaczony, co rozbawiony jej akcją na miejskim trawniku.

Zerknęła na niego podejrzliwie, po czym rzuciła:

– W głębi duszy uważasz całą tę sprawę za zabawną, co?

– Tylko tym, że twój starannie zaplanowany flash mob zrujnowała jedna nieudana figura taneczna. – Stłumił uśmiech. – Może następnym razem powinnaś precyzyjniej opracować układ choreograficzny.

Jego skrywane rozbawienie było irytujące, dlatego zripostowała:

– A może następnym razem policjant Brown powinien wykazać trochę więcej tolerancji i poczucia humoru.

Szare oczy Blake’a pociemniały, gdy pochylił się ku niej i wpatrzył się w nią intensywnie. Najwyraźniej trafiła w jego czuły punkt.

– Mogę cię zapewnić, panno Lee, że jeśli chodzi o osoby łamiące prawo – powiedział złowróżbnie łagodnym tonem, a jego bliskość sprawiła, że Jax znów poczuła się ostro napalona – zarówno funkcjonariusz Brown, jak i ja traktujemy swoje obowiązki nadzwyczaj poważnie.

Uwięziona mocą jego wzroku poczuła, że serce szybciej zabiło jej w piersi. Niełatwo było wyzwolić się spod magnetycznej władzy tych oczu, lecz w końcu zdołała przenieść spojrzenie na usta.

Och… Miał usta takie, jakie najbardziej ją pociągały: pełne i zmysłowe. Mógłby zacałować ją nimi do nieprzytomności, aż zapomniałaby, iż poprzysięgła sobie trzymać się z dala od facetów do końca życia – albo przynajmniej dopóki nie napotka takiego, który nie uzna jej za stukniętą.

A ten oto superman o stalowym wzroku niewątpliwie nie należał do tego rodzaju mężczyzn.

Gdy dalej prowadzili pojedynek na spojrzenia, na jej twarz znowu wypełzł gorący rumieniec. Nie chciała jednak poddać się uczuciu zawstydzenia, bowiem kotwiczyło ją to w przeszłości, uniemożliwiając podążenie naprzód.

W nadziei, że jej niewinna mina złagodzi ostre słowa, spytała:

– Czy prawisz mi kazanie? – Jakby sama nie znała już odpowiedzi. – Bo tak to zaczyna wyglądać.

Ku jej zaskoczeniu skrzywił się i odparł:

– Ależ skąd. Po prostu wysunięto przeciwko tobie kilka dość poważnych oskarżeń, więc powinnaś zastosować się do rozsądnej rady.

Rady? Zacisnęła wargi, odwróciła się do okna i zabębniła palcami o skórzane siedzenie. Rada wydawała się zbyt łagodnym słowem na określenie przejawianej przez tego agenta 007 obsesji kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Do tego był tak onieśmielająco barczysty, że pewnie potrzebowałaby mapy, aby przemierzyć pocałunkami szlak przez nagą klatkę piersiową od jednego ramienia do drugiego…

Teraz jednak był ubrany w smoking, co dobitnie przypominało Jax, że zrezygnował z przyjęcia, by wyciągnąć ją z aresztu, a ona, zamiast okazać wdzięczność, bez przerwy się z nim kłóci.

Zacisnęła dłoń w pięść. Och, wspaniale! Cholerne poczucie winy… Tylko tego jej brakowało.

– Posłuchaj, wiem, że miałeś inne plany na ten wieczór. – Przyjrzała się jego mocnej, gładko ogolonej twarzy i świeżo wyprasowanej czarnej muszce, tkwiącej idealnie poziomo pod szyją. – Przykro mi, że ci je zrujnowałam.

– To kwestia dyskusyjna – odparł, obrzucając ją nieprzeniknionym spojrzeniem.

– Wątpisz, że naprawdę mi przykro z tego powodu?

– Nie potrafię zweryfikować szczerości twojej skruchy – oznajmił, tłumiąc rozbawienie. – Ale zapewniam cię, że… – urwał na moment i dokończył z lekkim uśmiechem: – chodziło o uroczystą kolację, z której z radością zrezygnowałem.

– Więc dlaczego się na nią wybierałeś?

Zamyślił się na chwilę, jakby to pytanie go zaskoczyło, aż wreszcie odrzekł:

– Obowiązki, panno Lee.

Ciekawe, pomyślała ironicznie Jax. Sztywniak nie lubi sztywniackich przyjęć? Włączyła się klimatyzacja i owionęło ją zimne powietrze. Kusa góra i dżinsy z obciętymi nogawkami doskonale nadawały się na taneczny flash mob pod gorącym słońcem Florydy, lecz teraz poczuła się jakby obnażona. A siedząc obok nieodparcie seksownego prawnika w jego luksusowej limuzynie, wydała się samej sobie wręcz niechlujnie ubrana. Obciągnęła postrzępione nogawki szortów, usiłując choć trochę zakryć nagie uda. Nie na wiele się to zdało, więc poprzestała na potarciu ramion, by się nieco rozgrzać.

Blake zerknął na nią i pstryknął przycisk, wyłączając lodowaty podmuch, po czym spuentował:

– Kolejna rada. Gdy następnym razem będziesz wybierać się do aresztu, ubierz się w coś bardziej odpowiedniego.

Stłumiła jęk.

– Czy możemy tak zwyczajnie uznać, że nie był to najwspanialszy moment w moim życiu, i porzucić ten temat?

– Ponieważ dopiero co cię poznałem, muszę uwierzyć ci na słowo. – Powiódł wzrokiem do jej piersi.

Przepełniające Jax zmysłowe napięcie doszło do takiego poziomu, że była bliska zrobienia czegoś idiotycznego i niewybaczalnego. Jednak trzymała się na wodzy, mając nadzieję, że nie zdradzi się, co tak naprawdę odczuwa.

Wskazał jej bluzkę i stwierdził:

– Po tym nie najwspanialszym momencie wciąż pozostało trochę błota, które przylgnęło do twarzy Paula McCartneya.

Zaskoczona zerknęła w dół i zobaczyła jasnobrązową smugę przecinającą bluzkę ozdobioną wizerunkiem zespołu Fab Four, imitatorów Beatlesów. Na czole sobowtóra Paula, znajdującym się nad lewą piersią, widniała złocisto-brązowa plama. Gdy zawstydzona i upokorzona Jax kilkakrotnie potarła drżącą dłonią zabrudzone miejsce, zadzwoniły bransoletki na przegubie. Wiedziała, że Blake się jej przygląda, przez co jeszcze bardziej wezbrało w niej pożądanie… aż wreszcie zdradziły ją sterczące pod materiałem sutki piersi.

– Obawiam się, że to tylko pogorszy sprawę – powiedział niskim, podszytym trudną do zidentyfikowania emocją głosem.

Zacisnęła zęby, a bransoletki wydały kolejne melodyjne dźwięki, gdy mocniej potarła bluzkę. Boże, spraw, błagała w duchu, żeby chodziło mu o rozmazaną smugę błota, a nie o twardniejące sutki!

Blake pochylił się do przodu i zdjął smoking, a przy tym ruchu biała koszula napięła się na muskularnej klatce piersiowej. Ten widok spowodował krótkie spięcie w mózgu Jax. Wyłącznie z tego powodu pozwoliła, by Blake narzucił na jej ramiona smoking. Był gruby, ciepły i uwodzicielsko pachniał świeżą morską bryzą. Ten zapach rozkosznie owionął i otulił Jax…

Och, do diabła, nie!

– Dziękuję, ale jest mi ciepło – odparła z cierpkim uśmiechem i uniosła rękę, by zrzucić smoking.

Powstrzymał ją, ujmując za przegub, i ten jego dotyk rozpalił na jej policzkach gorące rumieńce.

– Nie bądź uparta – rzekł cicho, mierząc ją karcącym wzrokiem. – Przecież marzniesz. – Niecierpliwym gestem podwinął rękawy koszuli i rozwiązał muszkę, do reszty rujnując elegancki strój.

Owszem, facet działał na nią magicznie, do tego był bratem jej przyjaciółki, jednak z coraz większym trudem znosiła jego apodyktyczne zachowanie.

– Posłuchaj – powiedziała tak cierpliwie, jak potrafiła. – Wiem, że nie należę do kobiet, z jakimi zazwyczaj masz do czynienia…

– Nie znasz mnie, więc nie wiesz, z jakimi kobietami mam do czynienia – wpadł jej w słowo.

– Och, poznałam cię na tyle… – odchrząknęła cicho – by wiedzieć to wszystko, czego potrzebuję.

Patrząc jej w oczy, odparł:

– To wysoce nieprawdopodobne.

Cała aż się spięła. Znów miała do czynienia z władczym, przesadnie pewnym siebie męskim spojrzeniem. I w tym momencie uświadomiła sobie, że ma dość, już nie zdoła się opanować.

– Chcesz usłyszeć, co naprawdę myślę?

Rozparł się w fotelu, przyjrzał się jej uważnie, po czym oznajmił z rozbawieniem:

– Wyglądasz mi na taką, co uwielbia dzielić się z innymi każdą swoją światłą i mniej światłą myślą. Dlaczego więc miałabyś się powstrzymać?

Ależ ją zirytował! Najwyższy czas, by sprowadziła na ziemię tego pyszałka przeświadczonego o swej boskiej nieomylności. Niewątpliwie bardzo mu się to przyda. Omiotła go kosym spojrzeniem i wypaliła:

– Ubierasz się tak, by wywrzeć na ludziach wrażenie. – Urwała i przypomniała sobie zniecierpliwienie, z jakim podwinął rękawy koszuli i pozbył się muszki. – Wprawdzie wolałbyś nosić się inaczej, ale te ubrania to twoje szaty ceremonialne, innymi słowy, są symbolem sukcesu. Mają zwykłych śmiertelników rzucić na kolana, przekonać ich, że jesteś niezrównany w… – Zmarszczyła czoło. – Czym właściwie się zajmujesz?

– Jestem zastępcą prokuratora federalnego.

– Imponujące – rzekła, unikając wyczekującego spojrzenia jego zimnych oczu. – Strzyżesz włosy konserwatywnie krótko, lecz u góry pozostawiasz nieco dłuższe, by nie wyglądać zbyt agresywnie. – Korciło ją, by zanurzyć palce w tych gęstych włosach i zmierzwić je… po prostu po to, aby się przekonać, jak Blake zareaguje. – Ile masz lat? Trzydzieści? Trzydzieści jeden?

– Trzydzieści dwa.

A więc dzieli ich dziewięć lat, wiele progów podatkowych i fakt, że należą do kompletnie odmiennych, alternatywnych światów. Zerknęła na nagie muskularne przedramiona Blake’a, zirytowana, że jego zabójczy zmysłowy urok działa na nią z tak przemożną siłą. Z reguły unikała wysokich, śniadych i onieśmielająco pewnych siebie mężczyzn, ale ten po prostu… ją rozpalał.

Zaś jego poczucie humoru sprawiało, że był jeszcze bardziej pociągający.

– Założę się o duże pieniądze, że tylko dla jeszcze większego publicznego efektu, a nie z powodu prawdziwej sportowej pasji, wyrobiłeś sobie w pocie czoła te mięśnie w doskonale wyposażonej domowej siłowni. – Z miny Blake’a poznała, że odgadła trafnie. – Doskonała forma fizyczna to część twojego wizerunku. Samodyscyplina i tak dalej. – Lekceważąco machnęła ręką, a bransoletki znowu zadzwoniły.

– Cecha, której najwyraźniej nie cenisz – rzekł, mierząc ją spokojnym, niewzruszonym spojrzeniem.

Stłumiła uśmiech i mówiła dalej, ignorując ten przytyk:

– W erotycznych związkach preferujesz partnerki pod względem charakteru podobne do ciebie. Zgodnie z twoimi zasadami numer jeden i dwa muszą to być kobiety rozsądne i praktyczne.

– Błąd. – Nachylił się ku niej i jeszcze intensywniej wpatrzył się w nią szarymi oczami. Jax zaparło dech w piersi i gwałtownie odwróciła głowę, broniąc się przed jego zniewalającą bliskością. – To zasady numer dwa i trzy – mruknął. – Zasada numer jeden dotyczy przestrzegania prawa.

Sparaliżowana jego wzrokiem, poczuła narastającą, niemal nieznośną potrzebę, by się poruszyć. Założyła nogę na nogę i zaczęła nerwowo kiwać stopą.

Była dość niewysoka, miała sto sześćdziesiąt pięć centymetrów. Blake zaś mierzył co najmniej metr dziewięćdziesiąt. I choć niby żartował i mówił swobodnym tonem, nie miał choćby odrobiny miękkości czy łagodności. W gruncie rzeczy był posępny… i absolutnie pozbawiony luzu. Po prostu strasznie spięty, czujny, zwarty i gotowy, jak żołnierz wyczekujący alarmu.

Dla ciebie to zbyt groźny przeciwnik, Jax, pomyślała. Po prostu trzymaj buzię na kłódkę. Wiedziała jednak, że nie zdoła. Przyjaciele mówili, że jest szczera i otwarta, a gdy żyła w kolejnych rodzinach zastępczych, plotła bez namysłu, co jej ślina na język przyniosła. Teraz już wiedziała, że prawda o niej leży gdzieś pośrodku. Szczerość i otwartość, tak, ceniła i uwielbiała to, ale nadal zdarzało się jej ukrywać za słowotokiem.

Teraz jednak odczuwała nieodpartą pokusę sprowokowania Blake’a Benningtona.

Przestała machać nogą, rozwarła szeroko oczy i spytała z niewinną minką:

– Wciąż jeszcze nie poruszyłam najistotniejszej i starej jak świat kwestii. Nosisz bokserki czy slipy?

– Nie nazwałbym tej kwestii starą jak świat. – Uśmiechnął się szczerze rozbawiony.

Zaskoczona Jax zamrugała gwałtownie. Wcale nie jest maksymalnie spiętym ponurakiem. Pierwsze wrażenie okazało się trafne. Blake miał w sobie również pogodę ducha, a gdy dochodziła do głosu, stawał się jeszcze bardziej pociągający. Zafascynowana mówiła dalej:

– Niewątpliwie jest stara jak świat. Równie stara jak problem, co było pierwsze, jajko czy kura? – Zauważyła na skroni Blake’a niewielką szramę niknącą pod ciemną kreską brwi, jedyną skazę na doskonałych rysach. – A także jak spór o to, co ma większy wpływ na ludzki charakter: cechy wrodzone czy nabyte w procesie wychowania, dzięki wpływom grup rówieśniczych i kolejom losu.

– Zaraz, zaraz… – Spojrzał na nią z wielkim zainteresowaniem. – Nie zdawałem sobie sprawy, że kwestia męskiej bielizny jest równie kluczowa dla kształtowania osobowości, jak wpływ dziedziczności i środowiska.

– W pewnych kręgach tak się sądzi – odrzekła.

– Być może, jednak nie w tych, w których się obracam.

– To żaden argument. A jeśli chodzi o oddziaływanie kodu DNA i otoczenia… – twarz Jax złagodniała pod wpływem mglistego wspomnienia swojej babki śpiewającej głośno najnowszą piosenkę country – zawsze uważałam, że jesteśmy niepowtarzalną kombinacją obu tych czynników.

– A ja zawsze miałem nadzieję – odparł z zadumą – że zdołamy przezwyciężyć jeden i drugi.

Intrygująca odpowiedź, pomyślała. Nawet bardzo intrygująca. Jax przyjrzała się bliźnie na twarzy Blake’a, zastanawiając się, skąd się wzięła. To też było bardzo intrygujące.

– Czy dlatego nosisz się tak wytwornie? – spytała. – Żeby przezwyciężyć swoje DNA?

– Ciekawsze jest pytanie – odparł z błyskiem w oku – czy uprawianie psychoanalizy na podstawie bielizny wymaga ukończenia specjalnego kursu, tak samo jak w przypadku muzykoterapii?

– Nie. – Rozbawiona Jax odgarnęła z policzka niesforny kosmyk. – Ale każda z podejmowanych przez nas decyzji ujawnia coś z naszego charakteru. Dzisiejszy dzień dowiódł, że ja podążam za głosem serca. – Przyjrzała się jego długim nogom w spodniach najpewniej uszytych na zamówienie, po czym zdecydowanie skinęła głową i mówiła dalej: – Ty jesteś bez wątpienia mężczyzną noszącym slipy. Lubisz mieć wszystko porządnie… – zawiesiła głos i dla lepszego efektu spojrzała mu w oczy – schowane. – Przez jego twarz przemknął zniewalająco uroczy uśmiech, wprawiając Jax w euforyczne upojenie. Dlatego gdy zniknął, od razu za nim zatęskniła. Zaniepokojona swoją reakcją, rzuciła Blake’owi znaczące spojrzenie i dodała głosem pozbawionym już prowokacyjnej nuty: – W tym także emocje.

Był tak zaskoczony tą śmiałą uwagą, że Jax miała mieszane uczucia. Owszem, ogarnęła ją satysfakcja, jako że wprawiła go w zakłopotanie, ale z tego samego powodu poczuła się zażenowana.

Owszem, był zaskoczony, ale nie dlatego, że trafiła w dziesiątkę. Po prostu absolutnie nie zgadzał się z jej opinią, co wyraził takimi oto słowami:

– Pozostawię bez komentarza insynuację, jakobym chował moje emocje w slipach. – Jego uśmiech jeszcze bardziej speszył Jax. – Zwłaszcza że moja umowa z siostrą przewiduje nasze dalsze kontakty.

Zdezorientowana i nie na żarty zaniepokojona Jax zmarszczyła brwi.

– Co to znaczy? Umowa z Nikki nakłada na nas obowiązek kontaktowania się? Co to za pomysł?

– Całkiem dobry. Jak rozumiem, Nikki nie podała ci szczegółów? – Jednak ton głosu zdradzał, że wcale go to nie zaskoczyło, jakby doskonale wiedział, dlaczego siostra okazała się tak powściągliwa w przekazaniu informacji. – W zamian za to, że wydobędę cię z aresztu, Nikki w końcu zgodziła się, abym zatrudnił kogoś, kto wprowadzi się do nas i pomoże jej w codziennych czynnościach, dopóki nie zdejmą jej gipsu.

– A jaki to ma związek ze mną?

Rozsiadł się wygodniej, rzucił jej władczy uśmiech, a na koniec oznajmił:

– Taki, że to ty będziesz tą opiekunką.