Wojna „made in Russia” - Miedwiediew Siergiej - ebook + książka
NOWOŚĆ

Wojna „made in Russia” ebook

Miedwiediew Siergiej

4,5

41 osób interesuje się tą książką

Opis

Jedno z najbardziej wnikliwych i fascynujących studiów nad rosyjskim państwem i społeczeństwem, które pojawiło się od czasu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

Siergiej Miedwiediew, przebywający na emigracji naukowiec, w zwięzły i niezwykle elokwentny sposób stawia tezę, że atak Rosji na Ukrainę nie jest kaprysem Putina, lecz wynika z dwóch dekad autorytarnej degradacji i postimperialnych nastrojów reżimu rosyjskiego. Przez wieki Rosja prezentowała się jako imperialna potęga, rozległe terytorium, kraj wysokiej kultury, eksploracji kosmosu i potęga militarna. W rzeczywistości jednak od wewnątrz trawił ją rak niewolnictwa, korupcji, tyranii, kłamstwa i okrucieństwa. „Przemoc opanowała państwo i nieuchronnie je obali”, uważa autor. Książka Miedwiediewa pozwala nam na nowo przemyśleć i zrozumieć, co stoi za decyzjami Putina i rosyjskiej elity. Pozwala zobaczyć jak brutalnym krajem na przestrzeni ostatnich dekad stała się Rosja.


Książka wydana w ramach Impact Books, serii przekładów najciekawszych i najbardziej istotnych międzynarodowych tytułów dotyczących biznesu, geopolityki i kultury na język polski. Impact Books to inicjatywa, która powstała w odpowiedzi na przekonanie, że dzielenie się wiedzą jest kluczem do tworzenia dobrobytu gospodarczego i społecznego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 193

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (26 ocen)
14
10
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
TBekierek

Nie oderwiesz się od lektury

I kolejna doskonała książka o Rosji napisana P. S. Miedwiediewa. Dał. tych co chcą dowiedzieć się czegoś więcej o tym kraju i ku przestrodze lektura obowiązkowa
10
ligea1313

Nie oderwiesz się od lektury

super
00
MJakubik

Nie oderwiesz się od lektury

Ok
00
Piotr_72

Nie oderwiesz się od lektury

Znakomity portret współczesnej rosji
00

Popularność




Siergiej Miedwiediew, Wojna „made in Russia”

Tytuł oryginału: ВОЙНА ‘MADE IN RUSSIA’/

A War Made in Russia (1st Edition)

Przekład z języka rosyjskiego

Warszawa 2024

Copyright © by Siergiej Miedwiediew, 2023

Copyright © for the translation by Hanna Pustuła-Lewicka, 2024

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2024

Wydanie pierwsze

This edition is published by arrangement with Polity Press Ltd., Cambridge.

ISBN: 978-83-67805-79-7

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Wstęp „W szaleństwie metoda”

1

W szkole najbardziej lubiłem historię. Nauczała jej Galina Rudolfowna, surowa kobieta z monumentalną fryzurą, w okularach z grubymi szkłami i z głosem nieznoszącym sprzeciwu. Jednocześnie była sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej. Pasjonowała ją metodologia marksistowska, z namaszczeniem wykładała niepodważalną logikę marksistowskiej wersji historii: baza i nadbudowa, siły wytwórcze i stosunki produkcji, etapy rozwoju formacji społeczno-ekonomicznych. Podobała mi się elegancja tego schematu i jego uniwersalna moc objaśniania. Program szkolny na tym nie poprzestawał; Galina Rudolfowna szła dalej, opowiadała nam o źródłach marksizmu, o klasycznej filozofii niemieckiej, o Schellingu, Heglu i jego logice historii. Moją nastoletnią wyobraźnię porwała hamletowska metafora z Hegla: Duch Świata niezauważalnie ryje w materii historii i wyłania się na powierzchnię w postaci idealnego państwa. Filozofowi jawiły się nim ówczesne Prusy, kontynuacja świetności królestwa Fryderyka Wielkiego. Na jego natarczywe żądanie, gdy ryje pod powierzchnią jak kret, powinniśmy posłusznie urzeczywistniać jego cele1.

Z klasy, jaskrawo oświetlonej jarzeniówkami, wyglądałem przez okno na mroczny poranek moskiewskiej późnej jesieni. Świat za szybą składał się z szarych domów i nagich drzew. Ostatnie lata Związku Radzieckiego zapisały się w mojej pamięci jako czasy ciemności i chłodu: kolejek do sklepów, pieśni patriotycznych w radiu, komunikowania się półgłosem, rozmów dorosłych o bombie atomowej, akademiku Andrieju Sacharowie, wojnie w Afganistanie. Moskiewskie cmentarze zapełniały się rzędami świeżych mogił chłopaków niewiele starszych ode mnie. Wszyscy moi koledzy z klasy rozumieli, że musimy dostać się na studia, aby otrzymać odroczenie od wojska. W listopadzie tamtego roku umarł Breżniew, zaczęła się seria genseków, Związek Radziecki wkraczał do świata cieni. Kilka lat później tamto państwo umarło, nagle wydało ostatnie tchnienie, jak to się często zdarza rosyjskim państwom. Licealne lekcje filozofii Hegla zostały ze mną, tak samo jak Szekspirowski obraz kreta historii i chęć przysłuchiwania się jego nieustannemu ryciu, szukania logiki w wydarzeniach z przeszłości.

Minęło czterdzieści lat i Rosja znów prowadzi kolonialną wojnę na terytorium sąsiedniego kraju, tym razem Ukrainy. Znów rozbrzmiewają patriotyczne pieśni, rosną rzędy mogił, wróciły strach przed atakiem jądrowym i przyciszone rozmowy w kuchni. Na tę wojnę czekano, ostrzegały przed nią wywiady Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, mimo to prawie nikt nie wierzył, że w XXI wieku wielkie mocarstwo, członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, centralnie i frontalnie, z wykorzystaniem ogromnego zgrupowania wojsk (blisko ćwierć miliona ludzi) najedzie swojego sąsiada z zamiarem zajęcia jego terytorium i obalenia legalnego rządu, jakbyśmy tkwili w wieku XX, a może nawet XV albo XVI. Europa nie widziała czegoś takiego od 1945 roku, a jeśli spojrzeć szerzej, na myśl przychodzi jedynie inwazja Saddama Husajna na Kuwejt w sierpniu 1990 roku. Napaścią na Ukrainę w 2022 roku Rosja dokonała potężnego geopolitycznego rozłamu, zburzyła cały międzynarodowy system bezpieczeństwa. Spowodowała tragedię Ukrainy, ale też własną lokalną katastrofę, oderwała się bowiem od globalnego świata i weszła w stan swobodnego spadania.

Nikt nie miał szans przewidzieć rozmiarów tego kataklizmu. Lecimy w dół razem z lawiną, próbując utrzymać się na powierzchni, nie dać się pogrzebać żywcem. Trudno oprzeć się pokusie złożenia tego wszystkiego na karb szaleństwa jednego człowieka, który tupnął nogą na niestabilnym stoku i wywołał lawinę, albo na rosyjskie elity, tkwiące w błocie resentymentów i kompleksu niższości, nazywające agresję wojną Putina i syndromem postimperialnym. Gdybyśmy jednak chcieli obarczyć je winą, musielibyśmy zrezygnować z obiektywistycznego spojrzenia na historię. W tej książce próbuję znaleźć „metodę w szaleństwie” (inne wyrażenie Szekspira), dostrzec prawidłowości w katastrofie, wpisać ją w logikę rosyjskiej historii, w fazy życia i śmierci imperium rosyjskiego, w struktury rosyjskiej polityki, rosyjskiego społeczeństwa i zbiorowej świadomości. Innymi słowy, staram się odkryć obiektywną naturę tej wojny. Tak jak kret, długo się przygotowywała, ryjąc w materii historii, by wyłonić się na powierzchnię w postaci putinowskiego państwa. Rozpętało ono największą i najkrwawszą rzeź w Europie od czasów II wojny światowej.

1 Za: Georg Wilhelm Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, przeł. Janusz Grabowski, Adam Landman, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1958.

2

Rosyjski rodzaj państwa zawsze funkcjonował w trybie wojny. Była jego raison d’être. Na początku epoki nowoczesności państwo to powstało na wschodnich obrzeżach Europy, „wciśnięte”, jak trafnie wyraził się Marks, „między Litwę i Tatarów”. Formowało się w nieustających walkach z rozszerzającymi się imperiami Zachodu z jednej strony a jeźdźcami z eurazjatyckich stepów z drugiej. Na zachodzie głównym zadaniem państwa była obrona: stulecie po stuleciu odpychało najazdy europejskich armii: w XVII wieku Polaków i Litwinów, w XVIII wieku Szwedów, w XIX wieku Napoleona, potem znowu Francuzów; Anglików na Krymie; na początku XX wieku Niemiec i Austrii, a w połowie stulecia – Hitlera…

Wasilij Kluczewski, XIX-wieczny historyk rosyjski, nazwał ukształtowany w tych okolicznościach system wojennym ustrojem państwa: organizuje się ono przede wszystkim po to, by prowadzić wojnę. W XVIII wieku Rosja musiała zbudować ciąg umocnień o długości ponad dwóch tysięcy kilometrów, od Morza Czarnego do Bałtyku, ale nawet podwójna linia twierdz, oddzielonych od siebie dniem marszu, nie zapobiegła kolejnym najazdom. Spośród imperiów wczesnonowoczesnych jedynie Rosja przetrwała konfrontację z Zachodem. Mezoamerykańskie państwa Azteków i Inków, perskie imperium Safawidów, państwo Wielkich Mogołów w Indiach, Chiny dynastii Qin i szogunat Tokugawów w Japonii upadły pod naciskiem bardziej zaawansowanej cywilizacji; Zachód uczynił je swoimi koloniami albo protektoratami. Według harwardzkiego historyka Marshalla Poe, autora określenia „rosyjski moment” w historii świata, Rosja zawdzięczała ów sukces właśnie wojskowej organizacji państwa i społeczeństwa2. W tym samy czasie powiększyła swoje posiadłości na Zachodzie: przyłączyła do swoich terytoriów Polskę, Finlandię i Besarabię.

We wczesnych wiekach istnienia Rosja broniła się też na południu i wschodzie: w połowie XIII wieku Mongołowie zajęli Ruś Kijowską i przekształcili ją w zachodnią część imperium następców Czyngis-chana, ułus Dżocziego. Po rozpadzie Złotej Ordy, dwieście lat później, Wielkie Księstwo Moskiewskie długo jeszcze walczyło z jej resztkami; Orda Nogajska prowadziła najazdy z Krymu do końca XVIII wieku. Bardzo wcześnie na południowych i wschodnich rubieżach państwa powstała, systematycznie wzmacniana, linia zasieków, odpowiednik chińskiego Wielkiego Muru na drugim krańcu Wielkiego Stepu. Zbudowano ją z powalonych drzew, głównego materiału konstrukcyjnego rosyjskiej cywilizacji leśnej. W połowie XVI wieku Iwan Groźny zdobył Kazań, stolicę Chanatu Kazańskiego, jednego z najważniejszych następców Ordy i konkurentów Moskwy, i przeszedł na drugi brzeg Wołgi. Właśnie wtedy Rosja zaczęła marsz na wschód i na południe; będzie go kontynuowała nieprzerwanie przez czterysta lat. W ramach tej bezprecedensowej ekspansji (Richard Pipes policzył, że w XVI i XVII wieku imperium rosyjskie powiększało się o trzydzieści pięć tysięcy kilometrów kwadratowych rocznie; był to obszar równy ówczesnej Holandii) Rosja przyłączyła całą północną Eurazję. Uczyniło ją to największym imperium lądowym w dziejach ludzkości3.

Ekspansja na taką skalę wymagała nie tylko nieustannych wojen i ekspedycji, lecz także szczególnej organizacji państwa i administracji terytorialnej oraz specyficznych stosunków władzy ze społeczeństwem. Aleksander Etkind pisze o „kolonizacji wewnętrznej”: państwo kolonizowało własny naród w swoich granicach, a zarazem nieustannie je przesuwało4. Relacje między państwem i mieszkańcami kraju nigdy nie opierały się na modelu obywatelsko-republikańskim; władza traktowała ludność tak, jak inne imperia mieszkańców kolonii. Uważała ją za swego rodzaju zasób naturalny, który można wykorzystać do realizacji strategicznych celów państwa. Kolonizacja Syberii i Dalekiego Wschodu w dużym stopniu miała charakter „wojskowo-policyjny” i „katorżniczy” (podobnie jak brytyjska kolonizacja Australii): państwo wznosiło na podbitych obszarach twierdze, ostrogi i więzienia, a ogromne zamarznięte przestrzenie zasiedlało żołnierzami, zesłańcami i katorżnikami. Dlatego rozległe przestrzenie mają w Rosji konotacje represyjno-penitencjarne: przez kilkaset lat straszono Syberią jako miejscem zsyłki, na syberyjskich śnieżnych polach przepadły bez śladów pokolenia wrogów państwa, ludzie zwyczajnie niewygodni, a nawet całe narody. Przestrzeń utożsamiano z miejscem wykluczenia, ukarania i zapomnienia.

Wojny zewnętrzne i wewnętrzna kolonizacja zdeterminowały szczególną rolę przemocy w relacjach między władzą i społeczeństwem, państwem i jednostką. Organizację przestrzeni dyktowały w Rosji potrzeby aparatu nadzoru politycznego, a nie obywateli, autonomia terytorialna praktycznie nie istniała. Powstał ustrój feudalno-wojskowy, w którym arystokracja ziemska pełniła przede wszystkim funkcje wojenne: szlachcic otrzymywał od państwa ziemię, by hodować na niej żołnierzy, dostarczać armii rekrutów i na wezwanie władzy stawić się do walki z bronią, końmi i własnym taborem. W kraju ukształtowała się zmilitaryzowana elita, szlachcic zaraz po urodzeniu był zapisywany do konkretnego pułku; dopiero w drugiej połowie XVIII wieku wprowadzono regularną służbę państwową. Wojna była rutyną, zwykłym zajęciem dużej części społeczeństwa, a ryzyko śmierci na polu bitwy zrodziło słynny rosyjski fatalizm, nawyk igrania z losem. Jurij Łotman, badacz rosyjskiej kultury w XVIII i XIX wieku, tłumaczył tymi uwarunkowaniami namiętność Rosjan do gier hazardowych i pojedynków5.

Według Kluczewskiego na skutek „wojennego ustroju państwowego” szczególną rolę kustoszy państwowej przemocy odgrywały służby specjalne i tajna policja. Wobec braku dostatecznych ograniczeń instytucjonalnych i przeciwwag ich szefowie dysponowali bezpośrednim dostępem do najwyższej władzy i wywierali nieproporcjonalnie duży wpływ na politykę państwa. W stalinowskim ZSRR doprowadziło to do masowego terroru służb bezpieczeństwa: Związek Radziecki, państwo wówczas de facto terrorystyczne, zinstytucjonalizował ideę wojny państwa z włas­nym społeczeństwem oraz imperium ze światem zewnętrznym, a przemoc obrócił z narzędzia państwa w jego główną funkcję.

Michaił Gorbaczow próbował wyłamać się z tego wzorca, osłabić strach przed Rosją na arenie międzynarodowej. Dopuścił do demontażu imperium radzieckiego w Europie Wschodniej i wzrostu świadomości narodowej w republikach związkowych, zgodził się też na bezprecedensową redukcję radzieckich sił jądrowych i konwencjonalnych. Te wysiłki były jednak połowiczne, podobnie jak późniejsze reformy Borysa Jelcyna. Gensekowie demontowali struktury imperialistycznej dominacji, ale nie odważyli się tknąć aparatu przemocy wewnętrznej, przede wszystkim KGB. W nowej epoce zmieniło nazwę na FSB, ale zachowało dotychczasowe funkcje, wpływy i nawyki myślowe, organicznie wtopiło się w nową strukturę rynkową poradzieckiej Rosji jako jeden z głównych przedsiębiorców przemocy. Co więcej, nowi czekiści przejęli mitologię „tajnego zakonu”, ukrytej siły, która w trudnych momentach przychodzi na pomoc państwu, by uratować je przed rozpadem.

…był rok 1999. Rosja przetrwała trudną dekadę postkomunistycznej transformacji. Czas ten wszedł do języka potocznego jako „dzikie lata dziewięćdziesiąte”. W 1998 roku rozpoczął się głęboki kryzys gospodarczy. 17 sierpnia władze ogłosiły, że nie mają środków na wykup swoich obligacji krótkoterminowych. Do końca roku rubel spadł do jednej trzeciej swojej poprzedniej wartości, gwałtownie obniżył się poziom życia, nastąpił paraliż systemu bankowego. Borys Jelcyn przeszedł operację wszczepienia by-passów, odsunął się po niej od spraw państwowych, coraz więcej czasu spędzał na Krymie. Jego rzecznik prasowy eufemistycznie nazywał te wyjazdy pracą z dokumentami. „Rodzina” prezydenta (córka, przyszły zięć, najbliższy krąg urzędników i oligarchów), przerażona krachem finansowym państwa i poważnie zaniepokojona wizją utraty władzy, nerwowo szukała zastępcy. Z badań opinii publicznej konsekwentnie wynikało, że w kraju dojrzało zapotrzebowanie na stabilność, silne państwo i przywódcę wywodzącego się z resortów siłowych: zdrowego, niepijącego mężczyznę w średnim wieku, generała służby czynnej albo przedstawiciela służb specjalnych, „agenta wywiadu”. W taką postać, uosabiającą „siłowe” tęsknoty narodu i otoczenia Jelcyna, wcielił się niepozorny dyrektor wykonawczy FSB, pułkownik Władimir Putin. W sierpniu 1999 roku prezydent wyznaczył go na pełniącego obowiązki prezesa rady ministrów i mianował swoim następcą. Gdy 31 grudnia 1999 Jelcyn oficjalnie zrzekł się urzędu, Putin przejął tymczasowo obowiązki głowy państwa, a w marcu 2000 roku wygrał wybory prezydenckie. Rosja wkroczyła w nowy wiek kalendarzowy – i nową epokę polityczną.

2 Marshall T. Poe, The Russian Moment in World History, Princeton University Press, Princeton (NJ) 2003.

3 Richard Pipes, Rosja carów, przeł. Władysław Jeżewski, Bellona, Warszawa 2022.

4 Alexander Etkind, Internal Colonization: Russia’s Imperial Experience, Polity Press, Cambridge 2011.

5 Jurij Łotman, Biesiedy o russkoj kulturie. Byt i tradicii russkogo dworianstwa (XVIII – naczało XIX wieka), ABC, Moskwa 2020.

3

Jedno z głównych pytań, na które próbuję odpowiedzieć w tej książce, brzmi: czy wojna w Ukrainie jest osobistą wojną Putina, czy wojną całej Rosji? Patrząc szerzej: czy obecny reżim powstał przypadkowo, stworzony przez jednego człowieka, czy mamy do czynienia z logicznym rezultatem długotrwałej ewolucji Rosji? Autorzy opublikowanej niedawno książki Putin vs. the People, politolodzy Sam Green i Graeme Robertson, wybierają drugą odpowiedź: „Należy myśleć nie o putinowskiej Rosji, lecz o rosyjskim Putinie. Powinniśmy zrozumieć, że Putin nie stoi ponad krajem, lecz jest ucieleśnieniem tego kraju, jego polityki, społeczeństwa i historii”6. Zresztą już w wywiadzie udzielonym w 2005 roku pisarz Wiktor Pielewin, znany z aforyzmów o życiu w dzisiejszej Rosji, stwierdził, że Rosja znalazła swoją narodową ideę: „Jest nią Putin”7.

Pytanie o Putina dotyczy przede wszystkim tożsamości. W czasach licznych katastrof: upadku imperium radzieckiego, nastania wolnego rynku z jego pokusami i ryzykami, kryzysu „tradycyjnych wartości” i naporu globalnego świata, Rosja stanęła w obliczu głębokiego kryzysu tożsamości. Komunistyczny system wartości przegnił i odszedł do lamusa, globalny rynek nie zaproponował adekwatnego zamiennika, „rosyjska idea” pozostawała domeną brodatych ekscentryków, za to Putin zaczął propagować ideę nostalgii, świetnej przeszłości Rosji, utraconego imperialnego blasku.

Wielu polityków na świecie odwoływało się do świetnej przeszłości, ale tylko Putin wyprzedził wydarzenia w różnych miejscach globu: pojawienie się Trumpa z jego „Make America Great Again”, brexit z brytyjską nostalgią za funkcjonowaniem poza Europą, rządy wschodnioeuropejskich nacjonalistów pokroju Viktora Orbána i Jarosława Kaczyńskiego, zachodnioeuropejską skrajną prawicę. Z drugiej strony na Putinowskim zwrocie ku konserwatywnemu nacjonalizmowi pod wieloma względami wzorowały się autorytaryzmy Recepa Tayyipa Erdoğana, Narendry Modi i Xi Jinpinga, dlatego nie wolno lekceważyć globalnej atrakcyjności putinizmu. Najważniejsze przesłanie zaadresował jednak do własnych obywateli: na podobieństwo Daniły Bagrowa, bohatera kultowych filmów Brat (1997) i Brat 2 (2000), obiecywał pomścić „krzywdy Rosji” – przeważnie wyimaginowane – i „podnieść Rosję z kolan” (amerykański pierwowzór Daniły, Rambo, wyleczył Stany Zjednoczone z „syndromu wietnamskiego”). Polityczni technolodzy, którzy budowali wizerunek Putina w latach 1999–2000, idealnie trafili w zapotrzebowanie na przywódcę z resortów siłowych, surowego i bezkompromisowego, bez liberalnego krygowania się wypowiadającego właściwe słowa o walce z terrorem. Na tle przaśnych polityków „epoki postheroicznej” Putin prezentował archetyp wojskowego dowódcy. Pokazywał się w kabinie myśliwca, na pokładzie okrętu wojennego albo z nagim torsem w siodle. Stworzył jeden z najbardziej niezapomnianych wizerunków XXI wieku, a zarazem cofnął nas nim do epoki maskulinizmu, patriarchatu i brutalnej siły.

Putin przywrócił Rosji jeden z jej głównych archetypów – wojnę. Doszedł do władzy jako prezydent wojny i kontynuował ten temat przez wszystkie lata swoich rządów. Już pospieszne mianowanie go premierem 9 sierpnia 1999 roku było zsynchronizowane z czeczeńską inwazją na Dagestan, rozpoczętą dwa dni wcześniej. Wkrótce potem nastąpiła seria tajemniczych eksplozji w blokach mieszkalnych w Moskwie, Wołgodońsku i Bujnaksku w południowej Rosji; ponad trzysta osób straciło życie, a 1,7 tysiąca odniosło rany. Niedoszłą eksplozję w Riazaniu władza tłumaczyła „ćwiczeniami FSB”. Oskarżeni o przygotowanie tych akcji czeczeńscy terroryści twierdzili, że zamachów dokonało ich FSB na osobiste zlecenie Putina, ponieważ kandydat na prezydenta chciał podwyższyć swoje notowania przed wyborami prezydenckimi w 2000 roku, wzmocnić pozycję FSB i uzasadnić kolejną wojnę w Czeczenii. Putina zdemaskował między innymi były podpułkownik FSB Aleksandr Litwinienko. Zmarł w listopadzie 2006 roku, a brytyjskie śledztwo wykazało, że rosyjscy agenci w Londynie otruli go radioaktywnym polonem.

Bez względu na to, kto odpowiadał za zamachy na bloki mieszkalne, druga wojna czeczeńska gwałtownie zwiększyła popularność Putina, a jego wyrażenie „utopić terrorystów w kiblu” stało się memem i mottem pierwszej kadencji prezydenckiej Putina, opartej na wojnie z terroryzmem. Zbiegła się ona w czasie z atakami 11 września i amerykańską wojną w Iraku, błyskawicznie popartą przez Rosję. Współpraca ze Stanami Zjednoczonymi zakończyła się jednak we wrześniu 2004 roku. Czeczeńscy terroryści zajęli wtedy szkołę w Biesłanie w Osetii Północnej i podczas operacji odbijania zakładników przez siły specjalne zginęło ponad trzysta dzieci. Putin nieoczekiwanie oskarżył o ten akt terroru nie islamistów, lecz państwa zachodnie: rzekomo to one stały za plecami Czeczenów. Od tego momentu punkt ciężkości permanentnej wojny Putina przesunął się na Zachód. Prezydent Federacji Rosyjskiej obarczył go odpowiedzialnością za rozpad Związku Radzieckiego, „największą katastrofę geopolityczną XX wieku”, oraz późniejsze próby osłabienia i rozczłonkowania Rosji.

W 2007 roku z tej ideologii zrodziła się specyficzna „doktryna Putina”. Prezydent FR zaprezentował ją na konferencji bezpieczeństwa w Monachium, ku zdumieniu słuchaczy; zawierała inwektywy pod adresem Stanów Zjednoczonych, rozszerzania NATO i „jednobiegunowego świata” oraz deklarację na temat „strefy życiowych interesów Rosji”; de facto oznaczała wypowiedzenie nowej zimnej wojny. Już rok później, w sierpniu 2008 roku, Rosja napadła na Gruzję i zajęła część jej terytorium, Osetię Południową, po czym uznała niepodległość tego quasi-państwa. Według dobrze poinformowanych osób mniej więcej w tym samym czasie na lokatorach Kremla ogromne wrażenie wywarła książka rosyjskiego biznesmena i polityka Michaiła Jurjewa Trietja Impierija (Trzecie imperium), political fiction z gatunku historii alternatywnej: w połowie XXI wieku po serii globalnych wojen autorytarna Rosja pokonuje Stany Zjednoczone; zajmuje całą Europę, Turcję i Bliski Wschód. Tę patriotyczną utopię uznano jeśli nie wprost za wskazanie kierunku działania, to przynajmniej proroctwo na temat nieuniknionej konfrontacji z Zachodem w latach 20. XXI wieku. Okupacja Osetii Południowej, a następnie Krymu i wschodnich obwodów Ukrainy utwierdziła Kreml w przekonaniu o prawdziwości takiego scenariusza.

Z myślą o przyszłej wojnie Rosja wykosztowała się w latach 2011–2020 na program gruntownej modernizacji armii, za siedemset miliardów dolarów. Pod nadzorem ministra obrony Anatolija Sierdiukowa wdrożono reformę wojskowości – przesunięto punkt ciężkości na mobilną armię kontraktową. W 2013 roku opracowano tak zwaną doktrynę Gierasimowa, od nazwiska naczelnego dowódcy sztabu sił zbrojnych. Rozwinęła koncepcję wojny hybrydowej. Na równi ze zwykłymi narzędziami militarnymi zaleca wykorzystywać działania niewojskowe: naciski polityczne i dyplomatyczne, wojnę informacyjną, wywoływanie niepokojów, doprowadzanie do zmiany władzy w krajach przeciwnika itd.

Przede wszystkim jednak na przestrzeni ostatnich piętnastu lat wojna weszła do języka codzienności. Przyzwyczailiśmy się myśleć o niej, jest dla nas czymś normalnym, tak jak militarystyczne rytuały państwowej propagandy i zwykłego życia. Z jednej strony odczuwamy skutek narzucanych nam nieustannie kultu II wojny światowej i religii Zwycięstwa, przeobrażonej w nieoficjalną ideologię państwową. Z drugiej – militaryzm przeniknął do wszystkich sfer życia, jest obecny na imprezach masowych i festiwalach rockowych, w szkołach i przedszkolach. Wszędzie tam urządzano wystawy sprzętu wojskowego i broni, dzieci przebierano w mundury, uczono rozkładać i składać karabiny maszynowe, a najmłodszych wożono w wózkach wystylizowanych na czołgi. W 2008 roku wróciły parady techniki wojskowej, znane nam z czasów radzieckich. Każdego roku na ulice wyjeżdżały coraz cięższe pojazdy, aż po balistyczne pociski jądrowe Topol-M; nieważne, że niszczyły asfalt i infrastrukturę miasta. W telewizji prezenterzy delektowali się rozważaniami o ataku jądrowym na Londyn i Waszyngton. Grozili Zachodowi „radioaktywnym popiołem”, a Putin w dorocznych orędziach przed parlamentem pokazywał animacje rosyjskich rakiet hipersonicznych oblatujących kulę ziemską. Pod względem propagandy wojennej Rosja dogania Koreę Północną.

Wojna zawładnęła wyobraźnią mieszkańców kraju, w ich oczach coraz bardziej atrakcyjna i seksowna. Dwa powojenne sowieckie pokolenia żyły, powtarzając, „byle nie było wojny”. Nawet radzieckie władze, na których czele stali ludzie pamiętający II wojnę światową, deklarowały walkę o pokój, przynajmniej słowami. W XXI wieku wszystko jednak się zmieniło, społeczeństwo dało się uwieść hasłom rewanżu i obietnicy „podniesienia Rosji z kolan”. Na tylnych szybach milionów samochodów pojawiła się naklejka przedstawiająca godło Związku Radzieckiego, sierp i młot, gwałcące faszystowską swastykę. Pod grafiką widniał napis: „1941–1945. Możemy powtórzyć”.

6 Samuel Greene, Graeme Robertson, Putin vs. the People. The Perilous Politics of a Divided Russia, Yale University Press, New Haven (CT) 2019.

7Contemporary Russian Fiction: A Short List. Russian Authors Interviewed by Kristina Rotkirch, tranls. Charles Rougle, eds. Kristina Rotkirch, Anna Ljunggren, Inpress, Moscow–Chicago 2008.

4

Wojnie poświęciłem moją poprzednią książkę, Powrót rosyjskiego Lewiatana (2020)8. Opowiadałem w niej o czterech wewnętrznych „wojnach” autorytarnego reżimu, utwierdzającego swoje panowanie w okresie trzeciej prezydentury Putina, w latach 2012–2018, po krótkiej, niezdecydowanej i de facto wyimaginowanej „odwilży” Dmitrija Miedwiediewa (2008–2012), zakończonej nieudaną „rewolucją godności” w zimie 2011/2012, ulicznymi protestami mieszkańców Moskwy i innych wielkich miast. W odpowiedzi na aktywność obywateli władza włączyła machinę represji i terroru politycznego i nieprzerwanie posługuje się nią do dzisiaj.

Najpierw opisałem „wojnę o przestrzeń”. Rosją, jak klasycznymi mocarstwami wcześniejszych stuleci, zawładnęła idea zdobyczy terytorialnych: od megalomańskich pretensji do Arktyki (Rosja pretenduje do 1,2 miliona kilometrów kwadratowych wód Północnego Oceanu Lodowatego i szelfu ciągnącego się do wybrzeży Kanady) po aneksję Krymu, od postkolonialnej wojny w Syrii po okupację moskiewskich placów i bulwarów przez oddziały policji, które oczyszczają miasto z protestujących. Wojna druga toczy się o symbole – znaki władzy, siły i upragnioną „suwerenność”, którą Putin uczynił państwowym fetyszem. Szczególnie ważną rolę symboliczną odgrywają rakiety strategiczne, przedstawiane wszędzie – od T-shirtów po plakaty reklamowe. Telewizja transmitowała zawody w typowo rosyjskiej konkurencji „biatlonu czołgowego”, a w ścisłym centrum Moskwy odsłonięto pomnik Michaiła Kałasznikowa, twórcy karabinu maszynowego, jakby to był główny wkład Rosji w światową cywilizację.

W części trzeciej zająłem się „wojną o ciało”: inwazją państwa na intymną sferę życia obywateli, ich cielesność, seksualność, nawyki żywieniowe, wkroczeniem w dziedzinę polityki rodzinnej i reprodukcyjnej. Takie działania Michel Foucault nazywa biopolityką9. Władza uchwaliła prawa dotyczące LGBT, z ducha faszystowskie (nienawiść do homoseksualistów podzielają wszystkie reżimy totalitarne), zakazała adopcji rosyjskich sierot za granicę („prawo Dimy Jakowlewa”, nazwane przez społeczeństwo prawem ludojadów), objęła sankcjami import zachodnich produktów żywnościowych i niszczyła skonfiskowane artykuły, używając buldożerów i mobilnych krematoriów.

Część czwartą poświęciłem „wojnie o pamięć”. Państwo zaczęło prowadzić aktywną politykę historyczną: wydawało nowe podręczniki historii, stworzyło mit Wielkiej Rosji, represjonowało ludzi chroniących pamięć o terrorze czasów stalinowskich (na przykład karelskiego historyka Jurija Dmitrijewa), narzuciło państwową religię Zwycięstwa w II wojnie światowej, ze świątyniami, z procesjami i kultem zmarłych. W Rosji powstało społeczeństwo zmilitaryzowane, gotowe do konfrontacji ze światem zewnętrznym, żyjące mitami o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, lecz rzeczywista wojna wciąż jeszcze wydawała się daleka i niemożliwa.

Czy trzy lata temu, kiedy ukazał się Powrót rosyjskiego Lewiatana, można było przewidzieć wojnę z Ukrainą? Prawdopodobnie tak, wszędzie pojawiały się ostrzeżenia i znaki, ale muszę przyznać, że nie zdawałem sobie w pełni sprawy z tego, jak głębokie przemiany zaszły w Rosji i do jakiego stopnia zagraża ona współczesnemu światu. Podobnie do ostatniej chwili, do świtu 24 lutego 2022 roku, nie wierzyłem w możliwość pełnowymiarowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Tamtego złowieszczego poranka, kiedy zaczęły przychodzić informacje o ostrzale Kijowa i początku rosyjskiej inwazji, zobaczyłem, że cztery opisane przeze mnie wojny zlały się w jedną, prawdziwą. Moje pokolenie znało taką tylko z filmów: bombardowania spokojnych miast, kolumny czołgów wśród ukraińskich pól, tłumy uciekinierów na dworcach, zwęglone trupy, krew, ból, tortury i masowe egzekucje. Wcześniej wydawało się nam, że krwawą historię XX wieku mamy już za sobą, przepracowaliśmy ją i pogrzebaliśmy. W tamte straszne miesiące wstała z martwych i zwaliła się na nas. Wojna z figury retorycznej i paradygmatu badawczego przeobraziła się w codzienną rzeczywistość, wciągający coraz głębiej wir, apokalipsę. Żyjemy w niej i końca na razie nie widać.

Dalsza część w wersji pełnej

8 Siergiej Miedwiediew, Powrót rosyjskiego Lewiatana, przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

9 Michel Foucault, Narodziny biopolityki, przeł. Michał Harer, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011.