Wiewiórek i Bóbr. Przygody leśnych detektywów - Magda Podbylska - ebook

Wiewiórek i Bóbr. Przygody leśnych detektywów ebook

Magda Podbylska

0,0
21,90 zł

lub
Opis

Zabawne opowiadania o Wiewiórku i Bobrze, którzy mieszkają w lesie nad błękitnym strumieniem. Są do siebie zupełnie niepodobni, każdy z nich ma swoje upodobania, niezrozumiałe dla tego drugiego, jednak przyjaźnią się ze sobą i lubią wspólnie spędzać czas. Niekiedy w okolicy dochodzi do zagadkowych i niepokojących zdarzeń. Wówczas Wiewiórek i Bóbr zmieniają się w prawdziwych leśnych detektywów i usiłują dociec, kto stoi za tymi tajemniczymi wypadkami. W ten sposób poznają inne zwierzęta i ich niekiedy dość niezwykłe zwyczaje.

Doskonała lektura dla miłośników przyrody i zagadek detektywistycznych!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 50




Copyright © Magdalena Podbylska

Copyright © Wydawnictwo BIS 2018

ISBN 978-83-7551-675-3

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01–446 Warszawa

tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33

email:[email protected]

www.wydawnictwobis.com.pl

IPierwszy ranek w nowym domu,czyli jak uniknąłem wodnej katastrofy

Pierwsza noc w nowej dziupli nie należała do najprzyjemniejszych. Było mi niewygodnie i zimno. Wierciłem się i wciąż odwracałem na drugi bok. Zasnąłem dopiero nad ranem, gdy opracowałem doskonały sposób na przykrywanie się moim wspaniałym ogonkiem.

Spałem w najlepsze, gdy nagle usłyszałem przeraźliwy hałas. Na początku myślałem, że to sen, ale gdy otworzyłem oczy i nadstawiłem uszu, zorientowałem się, że okropny dźwięk wydobywa się spod mojego mieszkania, jakby z głębi pnia.

Ktoś chce mnie przestraszyć – pomyślałem od razu i odważnie wystawiłem czubek nosa z dziupli.

Przyjrzałem się uważnie strumykowi, gałęziom dookoła wejścia do dziupli, zerknąłem na drugi brzeg, ale niczego nie zauważyłem.

– Co się stało? – powiedziałem do siebie półgłosem.

Nagle rozległ się dźwięk, jakby tysiąc orzechów spadło z drzewa! Wyskoczyłem z dziupli i jednym długim susem znalazłem się na ziemi. A tam…

– Co tu się dzieje? Co to za hałasy? – krzyknąłem do dziwnego zwierzaka, który z wyszczerzonymi zębami stał obok mojego drzewa. Miał futro gładko uczesane, małe uszy, płaski ogon i krótkie, grube łapki.

– Coś się dzieje? – spytał ze zdziwioną miną, która bardzo mnie zaskoczyła.

– Nie słyszałeś tego hałasu?

– Nie – odparł powoli, przysuwając się do drzewa. Oparł się o nie, przysunął nos do kory i wpatrywał się w nią swoimi małymi czarnymi oczkami.

– To niemożliwe! Cały las chyba słyszał! Coś huknęło! Jak mogłeś tego nie usłyszeć?!

– A, o to ci chodzi… – Zwierzak otworzył swój pyszczek, zupełnie jakby chciał się wgryźć w pień.

– Co ty robisz? Przecież to jest mój dom! – krzyknąłem, gdy wbił swoje wielkie zęby w drzewo i zaczął wgryzać się w nie coraz głębiej. To on wydawał ten straszny dźwięk!

– Stój! Zatrzymaj się! Co ty wyrabiasz?! – Biegałem dookoła pnia, krzycząc i machając łapkami.

Dziwny zwierz cały czas stał z zębami wbitymi w drzewo i spoglądał na mnie ze zdziwieniem.

– Uduję. Otrzeuję rewna – powiedział.

– Czego potrzebujesz? Krewna?

Mój nowy znajomy zaśmiał się, a jego śmiech był bardzo podobny do czkawki. Odsunął się od pnia.

– Potrzebuję drewna. Będę tu mieszkał i muszę zbudować sobie mieszkanie – powiedział z dumą.

– Bardzo się cieszę. W tym drzewie są trzy dziuple. W jednej mieszkam ja – zamachałem ogonkiem – a pozostałe dwie są puste. Możesz zamieszkać w jednej z nich. Będzie mi bardzo miło. To znaczy… Będzie mi miło. Hm… Może będzie miło.

Brązowy zwierzak podniósł do góry swoje krótkie łapki i zamachał nimi przed moim nosem.

– Czy ty sądzisz, że ja umiem chodzić po drzewach? – zapytał rozbawiony.

– Wydawało mi się, że potrzebujesz drzew, żeby zorganizować sobie dom – powiedziałem niepewnie, zerkając z ukosa na sporą dziurę, którą wygryzł już w pniu.

Dziwny zwierz znowu przysunął ryjek do pnia i wgryzł się w szorstką korę.

– Otrzebuję ewna. Ewno to ięte ewo. Z ewna ystkie obry onstruują oje udowle.

Zupełnie nic z tego nie rozumiałem, ale było mi wstyd się przyznać.

Dziwak z niego – pomyślałem. – Potrzebuje drewna. Drewno to ścięte drzewo. Z drewna wszystkie dobre budują swoje żywienie… O co tu chodzi?

Spojrzałem na jego zęby. Były trochę podobne do moich, ale dużo większe i mocniejsze. To dzięki tym wielkim zębom mógł próbować ściąć drzewo.

– Jestem Bóbr – powiedział w końcu, uśmiechając się do mnie w dość miły sposób, gdy wypluł kolejną drzazgę. – Nie chciałbym ci robić przykrości, ale muszę szybko zbudować swój nowy dom. Przed chwilą ściąłem jedno drzewo. To chyba ten dźwięk tak cię przestraszył. Potrzebuję jeszcze jednego.

– Weź to! – Wskazałem łapką i ogonkiem na drzewo rosnące po drugiej stronie strumyka. – W nim nikt nie mieszka!

– No nie wiem… – powiedział po chwili wahania Bóbr, ale gdy zobaczył moją groźną minę, od razu zmienił zdanie. – Może być.

– A dlaczego mówiłeś, że wszystkie dobre budują swoje budowle z drewna? Ja też jestem dobry, a tak nie robię.

– Nic takiego nie mówiłem – niewyraźnie wystękał mój nowy znajomy, wypluwając jednocześnie trociny z pyszczka. Zaczął już ścinać nowe drzewo i radził sobie z tym bardzo dobrze. – Mówiłem tylko, że bobry, czyli my, budujemy z drewna swoje konstrukcje… Do budowy domków używamy też błota, gliny, gałęzi. Uważa się nas za wspaniałych budowniczych!

– Chwalipięta! – powiedziałem, chociaż trochę zazdrościłem Bobrowi, że umie budować. Ja mogę tylko zamieszkać w gotowej dziupli, jeśli taką znajdę. Mam, naturalnie, ostre zęby, ale w twardym drzewie nie wygryzę sobie mieszkania. – A jak budujesz swój domek?

– Ułożę przy brzegu gałęzie w kopiec, uszczelnię je mułem i gliną. Powstanie z tego mała górka. Tam zrobię moje gniazdo.

– Będę mógł przyjść do ciebie w odwiedziny? – spytałem natychmiast, bo nigdy nie widziałem takiego domu.

– Jeśli tylko uda ci się zanurkować… Pływałeś kiedyś? – Bóbr zerknął na mnie z ukosa.

– Czy pływałem?! Ja nie jestem przecież rybą! – oburzyłem się i odwróciłem tyłem do Bobra. Koniuszek mojego ogona dotykał jego nosa.

– A… psik! – kichnął Bóbr. – Łaskoczesz. Twoje futerko jest zupełnie inne niż moje. Dasz radę zanurkować, żeby wejść do żeremia?

Zaśmiałem się na cały głos, aż dwie przestraszone ważki zerwały się nagle do lotu.

– Zanurkować, żeby wejść? Mówisz tak, jakby drzwi do twojego mieszkania miały znajdować się pod wodą.

Bóbr zrobił bardzo dziwną minę, zmarszczył nos, a jego oczy stały się nagle małe jak kropeczki. Poruszał wąsikami i patrząc to na mnie, to na wejście do mojej dziupli, zapytał:

– A gdzie jest bezpieczniej? Na drzewie czy pod wodą?

– Pod wodą nie można oddychać! Jeśli się nie jest rybą oczywiście – odpowiedziałem dumnie. Znam się na tych sprawach.

– Wejście do mojego domu będzie pod wodą. Ale cały dom nad wodą. Na chwilę wstrzymasz oddech, zanurkujesz i dostaniesz się do mojego mieszkania. Dasz radę?

– Oczywiście! – odpowiedziałem z zapałem. – Naturalnie! Jasna sprawa! Na pewno dam radę! No przecież dam! Chyba dam. Myślę, że dam. Właściwie… Sam nie wiem. A jeśli nie dam?

Zacząłem się nagle martwić, że nigdy nie zobaczę domku Bobra, jeśli nie zanurkuję. A nurkowanie to nie jest moja specjalność…

Bóbr podrapał się łapką po głowie i uroczystym tonem oświadczył:

– Przygotuję specjalne wejście, specjalnie dla ciebie, mojego specjalnego gościa.

– Specjalnie? – zapytałem nieśmiało.

– Specjalnie. – Bóbr nieco się zawstydził i wbił wzrok w swoje stopy.

Przybiliśmy piątkę i podskoczyliśmy z radości. Tak naprawdę to ja podskoczyłem, a Bóbr podniósł najpierw lewą, potem prawą nogę. On nie jest dobry w skokach.

Bóbr rozejrzał się po obu brzegach leśnego strumyka i zrezygnowany oparł pyszczek na łapce.

– Jeszcze potrzebne mi jest drzewo. Potrzebuję dwóch dużych, starych drzew.

– Po