Wanna z kolumnadą - Filip Springer - ebook

Wanna z kolumnadą ebook

Filip Springer

4,8

Opis

Od pierwszego wydania Wanny z kolumnadą minęło siedem lat. Trochę się jednak w tym czasie zmieniło. Mamy w końcu ustawę krajobrazową, której tak wyczekiwał Marcin Rutkiewicz, jeden z bohaterów tekstu Jesteś tylko spojrzeniem. Mamy też prężne ruchy miejskie, które domagają się harmonii i ładu przestrzennego w polskich miastach. Mamy całą masę architektonicznych ikon. Ale mamy i specustawę mieszkaniową, która pozwala deweloperom budować swoje osiedla gdzie popadnie i bez uwzględniania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. I mamy ukryte w ziemi blizny po prawie trzech milionach drzew, które wycięto w Polsce w ciągu zaledwie kilku miesięcy obowiązywania znowelizowanej ustawy o ochronie przyrody zwanej „lex Szyszko”. Tym wszystkim zmianom – na lepsze i na gorsze – zostały poświęcone uzupełnienia poszczególnych tekstów, a także nowe reportaże, które zamieszczamy w tym wydaniu. Wanna z kolumnadą z roku 2020 jest prawie dwa razy dłuższa niż ta z roku 2013. Przybyło tematów, wątków i ciągów dalszych. Cała ta nowa-stara opowieść kończy się reportażem o problemie polskiej przestrzeni, którego w ogóle nie widać, za to bardzo dobrze słychać. Do bólu oczu dołączył ból uszu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 382

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Fi­lip Sprin­ger

Wan­na z ko­lum­na­dą. Re­por­ta­że o pol­skiej prze­strze­ni

Ka­rak­ter

Kra­ków 2020

Wstęp

Ból oczu za­czy­na się za nie­wi­dzial­ną dziś gra­ni­cą. Moż­na ru­szyć na przy­kład z Gör­litz. Za­dba­na sta­rów­ka, od­re­stau­ro­wa­ne ka­mie­ni­ce. Z wy­so­kie­go brze­gu Ny­sy wi­dać już Pol­skę. Pro­wa­dzi tam drew­nia­ny most Przy­jaź­ni. Tuż za nim bia­ło-czer­wo­ny słu­pek i zruj­no­wa­na ka­mie­ni­ca. Na niej wy­ma­lo­wa­ny wo­ła­mi na­pis: „Zi­ga­ret­ten”. Po­dob­no miesz­kań­cy Zgo­rzel­ca wy­bie­ra­ją­cy się na nie­miec­ką stro­nę mó­wią, że „idą na sta­re mia­sto”. Miesz­kań­cy Gör­litz zmie­rza­ją­cy w prze­ciw­nym kie­run­ku mó­wią po pro­stu, że idą do Pol­ski.

Ten ból nie po­ja­wia się na­gle, przy­cho­dzi po­wo­li, na­ra­sta stop­nio­wo. Na po­cząt­ku nie trze­ba się go bać. W pew­nym mo­men­cie sta­je się jed­nak nie do znie­sie­nia. Bu­dzi iry­ta­cję, złość. Że­by so­bie z nim po­ra­dzić, moż­na za­mknąć oczy i przy­po­mnieć, że już za chwi­lę znik­nie zu­peł­nie. Gdy po­ja­wi się obo­jęt­ność na to, co do­oko­ła, bę­dzie­my wie­dzie­li, że je­ste­śmy już u sie­bie.

Że je­ste­śmy w do­mu.

Nie pa­mię­tam lek­cji pla­sty­ki z pod­sta­wów­ki. Z każ­dym in­nym przed­mio­tem mam zwią­za­ne ja­kieś wspo­mnie­nia. Pa­mię­tam sło­je z pre­pa­ra­ta­mi w pra­cow­ni bio­lo­gicz­nej i szpa­rę mię­dzy zę­ba­mi rzą­dzą­cej ni­mi na­uczy­ciel­ki. Pa­mię­tam po­lo­nist­kę i jej wzru­sze­nie, gdy czy­ta­ła nam nie­któ­re wier­sze Her­ber­ta. Pa­mię­tam sza­lo­ną na­uczy­ciel­kę geo­gra­fii, któ­ra po wpi­sa­niu pa­ły do ze­szy­tu rzu­ca­ła nim przez ca­łą kla­sę, aż na sam ko­niec. Trze­ba by­ło iść i go pod­nieść, wy­słu­chu­jąc jej krzy­ków. Pa­mię­tam na­wet, co go­to­wa­łem na za­ję­ciach prak­tycz­no-tech­nicz­nych. Ale za nic na świe­cie nie mo­gę so­bie przy­po­mnieć, co dzia­ło się na pla­sty­ce.

Tłu­ma­czę so­bie, że to dla­te­go ży­je­my w ta­kim brzyd­kim kra­ju. Pew­nie gdy­by nas moc­niej przy­ci­snąć, umie­li­by­śmy po­wie­dzieć coś na te­mat mi­to­zy i me­jo­zy. A przy­naj­mniej uda­ło­by się nam przy­po­rząd­ko­wać te po­ję­cia do od­po­wied­niej pra­cow­ni w na­szej pod­sta­wów­ce. Ja jed­nak nie umiem so­bie przy­po­mnieć na­wet te­go, jak wy­glą­da­ły drzwi do pra­cow­ni pla­stycz­nej w mo­jej szko­le. A mo­że ta­kiej po pro­stu nie by­ło?

Bli­sko pięć­dzie­siąt lat sza­ro­ści PRL-u też mo­gło­by wie­le wy­ja­śniać. Ale to nie tak. Wy­star­czy spoj­rzeć na pla­ka­ty z tam­tych cza­sów, po­roz­ma­wiać z ar­chi­tek­ta­mi, obej­rzeć sta­re zdję­cia. Mo­że i by­ło to wszyst­ko sier­mięż­ne, zgrzeb­ne i by­le ja­kie. Ale nie by­ło ki­czo­wa­te. Świat nie jest aż tak czar­no-bia­ły, by wszyst­ko, co złe, zrzu­cać na tam­tą sza­rość.

Eks­pe­ry­ment z bó­lem oczu bę­dzie moż­na po­wta­rzać u nas jesz­cze przez la­ta. Bę­dzie­my wsia­dać do sa­mo­cho­du gdzieś w Niem­czech i ru­szać na wschód. Al­bo gdzieś w Cze­chach, by skie­ro­wać się na pół­noc. Po mi­nię­ciu nie­wi­dzial­nej gra­ni­cy po­czu­je­my lek­kie ukłu­cie, lecz po­je­dzie­my da­lej. Ból bę­dzie na­ra­stał, ale prze­cież wie­my, że w koń­cu mi­nie. Ja­koś go oswo­imy.

We wstę­pie do pierw­sze­go wy­da­nia tej książ­ki na­pi­sa­łem, że jej te­mat nie jest waż­ny. Na­dal tak uwa­żam. Po­li­ty­cy umiesz­cza­ją go na sza­rym koń­cu li­sty obiet­nic wy­bor­czych. Prze­szka­dza w ro­bie­niu in­te­re­sów przed­się­bior­com. Nie roz­pa­la umy­słów. Moż­na za­py­tać prze­chod­nia na uli­cy: „Nie prze­szka­dza to pa­nu?”, i po­ka­zać pal­cem. Czło­wiek mach­nie rę­ką:

– Nie, nie prze­szka­dza. Mo­gło­by być tro­chę ład­niej­sze, ale ja się na tym nie znam – od­po­wie, a w gor­szym wy­pad­ku rzu­ci: – Lu­dzie nie ma­ją cze­go do garn­ka wło­żyć, a wy się bzdu­ra­mi zaj­mu­je­cie.

Od­by­łem dzie­siąt­ki ta­kich roz­mów. Od tam­te­go wy­da­nia Wan­ny z ko­lum­na­dą mi­nę­ło sie­dem lat. Tro­chę się jed­nak w tym cza­sie zmie­ni­ło. Ma­my w koń­cu usta­wę kra­jo­bra­zo­wą, któ­rej tak wy­cze­ki­wał Mar­cin Rut­kie­wicz, je­den z bo­ha­te­rów tek­stu Je­steś tyl­ko spoj­rze­niem. Ma­my też pręż­ne ru­chy miej­skie, któ­re do­ma­ga­ją się har­mo­nii i ła­du prze­strzen­ne­go w pol­skich mia­stach. Ma­my ca­łą ma­sę ar­chi­tek­to­nicz­nych ikon. Ale ma­my i spe­cu­sta­wę miesz­ka­nio­wą, któ­ra po­zwa­la de­we­lo­pe­rom bu­do­wać swo­je osie­dla gdzie po­pad­nie i bez uwzględ­nia­nia miej­sco­wych pla­nów za­go­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­ne­go. I ma­my ukry­te w zie­mi bli­zny po pra­wie trzech mi­lio­nach drzew, któ­re wy­cię­to w Pol­sce w cią­gu kil­ku za­le­d­wie mie­się­cy obo­wią­zy­wa­nia zno­we­li­zo­wa­nej usta­wy o ochro­nie przy­ro­dy zwa­nej „lex Szysz­ko”. Tym wszyst­kim zmia­nom – na lep­sze i na gor­sze – zo­sta­ły po­świę­co­ne uzu­peł­nie­nia po­szcze­gól­nych tek­stów, a tak­że no­we re­por­ta­że, któ­re za­miesz­cza­my w tym wy­da­niu. Wan­na z ko­lum­na­dą z ro­ku 2020 jest pra­wie dwa ra­zy dłuż­sza niż ta z 2013. Przy­by­ło te­ma­tów, wąt­ków i cią­gów dal­szych. Ca­ła ta no­wa-sta­ra opo­wieść koń­czy się zaś re­por­ta­żem o pro­ble­mie pol­skiej prze­strze­ni, któ­re­go w ogó­le nie wi­dać, za to bar­dzo do­brze sły­chać. Do bó­lu oczu do­łą­czył ból uszu.

Co jed­nak naj­istot­niej­sze – te­mat tej książ­ki nie był waż­ny, nie jest i praw­do­po­dob­nie już ni­g­dy nie bę­dzie. Ska­la wy­zwań, przed ja­ki­mi wkrót­ce sta­nie­my w związ­ku z ka­ta­stro­fą eko­lo­gicz­ną – przede wszyst­kim kon­se­kwen­cja­mi prze­grza­nia kli­ma­tu – spra­wi, że za­gad­nie­nie har­mo­nii w pol­skiej prze­strze­ni zej­dzie na jesz­cze dal­szy plan. Przy­naj­mniej w tych aspek­tach, któ­re do­ty­czą wy­łącz­nie es­te­ty­ki. Mia­stom, gmi­nom i wła­dzom cen­tral­nym, a tak­że sa­mym oby­wa­tel­kom i oby­wa­te­lom nie wy­star­czy ener­gii na wal­kę ze szpet­ny­mi re­kla­ma­mi i pstro­ka­ty­mi ele­wa­cja­mi w cza­sach, w któ­rych trze­ba się bę­dzie za­sta­na­wiać nad za­pew­nie­niem wszyst­kim wo­dy czy elek­trycz­no­ści. Praw­do­po­dob­nie nie bę­dzie­my mie­li już szan­sy żyć w es­te­tycz­nych, za­dba­nych mia­stach. Cze­go nie uda­ło nam się za­ła­twić w cią­gu tych ostat­nich lat ro­sną­ce­go do­stat­ku, już pew­nie za­ła­twić się nie uda. Bę­dą o wie­le pil­niej­sze spra­wy i wy­dat­ki. Ale nie zna­czy to, że za­prze­pa­ści­li­śmy szan­sę ży­cia w mia­stach w ja­kimś sen­sie lep­szych – ta­kich, któ­re są do­sto­so­wa­ne do po­trzeb lu­dzi, a nie sa­mo­cho­dów; w mia­stach, w któ­rych zie­le­ni przy­by­wa, a nie uby­wa, i w mia­stach, w któ­rych roz­wią­za­nia prze­strzen­ne bu­du­ją wspól­no­tę, a nie ją nisz­czą. O te spra­wy ca­ły czas war­to wal­czyć, ko­niecz­ność ad­ap­ta­cji do ga­lo­pu­ją­cych zmian kli­ma­tu stwa­rza szan­sę na wpro­wa­dze­nie pro­gre­syw­nych roz­wią­zań w pol­skich mia­stach. Mo­że­my to jesz­cze zro­bić, choć błę­dy, któ­re po­peł­ni­li­śmy w cią­gu ostat­nich trzech de­kad, spra­wia­ją, że nie bę­dzie to pro­ste za­da­nie.

(2013–2020)

Wy­ci­nan­ka

Atlas drzew: klon

Jesz­cze do­brze nie wy­siadł z sa­mo­cho­du, a już go zmro­zi­ło:

– Wy­tnie­my i mo­że­cie za­czy­nać – po­wie­dzie­li.

Woj­tek już to kie­dyś sły­szał. Wła­ści­wie to sły­szy to re­gu­lar­nie. Przy­jeż­dża, oglą­da dział­kę. Te­ren jest ład­ny, ro­śnie tam na­wet do­rod­ne drze­wo – daj­my na to, klon. Nie że sta­ru­szek, ale wy­star­cza­ją­co do­ro­sły, by się nim za­chwy­cić (nie­któ­rym do za­chwy­tu wy­star­czy mniej; mniej, jak wia­do­mo, cza­sem zna­czy wię­cej).

– Ale co wy­tnie­cie? – py­ta w ta­kich sy­tu­acjach.

– No to drze­wo, że­by nie prze­szka­dza­ło – od­po­wia­da klient al­bo szef ro­bót.

– Ro­zu­miem, wy­tnie­cie to drze­wo – Woj­tek już wie, w środ­ku ja­kiej roz­mo­wy się zna­lazł. – A co by pan chciał w tym ogro­dzie? Co my tu ma­my pa­nu za­pro­jek­to­wać?

– No nie wiem, mo­że ja­kieś tu­je? Że­by ład­nie by­ło.

Ta roz­mo­wa za­wsze wy­glą­da tro­chę ina­czej, ale jej me­ri­tum po­zo­sta­je nie­zmien­ne. Woj­tek Ja­nusz­czyk jest ar­chi­tek­tem kra­jo­bra­zu nie od wczo­raj i jest pe­wien, że ni­g­dy nie prze­sta­nie się dzi­wić.

Gdy­by prze­stał, mu­siał­by zmie­nić za­wód.

Wy­spa

– Po­win­ni­śmy się spo­tkać przed świ­tem – mó­wi mi Woj­ciech Szy­mal­ski. – To wte­dy naj­ła­twiej po­czuć wy­spę.

A ja, głu­pi, umó­wi­łem się z nim w sa­mym ser­cu wy­spy, ale w sa­mym środ­ku dnia. Chcia­łem naj­pierw po­roz­ma­wiać, a po­tem prze­je­chać ro­we­rem przez wy­pra­żo­ne upa­łem śród­mie­ście. Li­czy­łem na opo­wieść o tym, co nas cze­ka w przy­szło­ści. Ale on wła­śnie zbił mnie z tro­pu.

Szy­mal­ski jest pre­ze­sem In­sty­tu­tu na rzecz Eko­ro­zwo­ju i sze­fem pro­jek­tu Ad­apt­ci­ty. Re­ali­zu­ją­ca go gru­pa eks­per­tów od 2014 ro­ku ba­da­ła obec­ne i przy­szłe kon­se­kwen­cje ka­ta­stro­fy kli­ma­tycz­nej do­ty­ka­ją­ce War­sza­wę. Na pod­sta­wie tych ba­dań po­wsta­ła sto­łecz­na stra­te­gia ad­ap­ta­cji do zmian kli­ma­tu. W lip­cu 2019 ro­ku uchwa­li­li ją miej­scy rad­ni. Od­tąd wła­dze mia­sta bę­dą mu­sia­ły brać ją pod uwa­gę przy opra­co­wy­wa­niu do­ku­men­tów pla­ni­stycz­nych czy bu­dże­tów. Co wię­cej, przy roz­pa­try­wa­niu każ­dej więk­szej in­we­sty­cji bę­dą mu­sia­ły uwzględ­niać, czy wpi­su­je się w stra­te­gię kli­ma­tycz­ną mia­sta. Trud­no o to przy ko­lej­nej wy­cin­ce drzew pod par­king czy bu­do­wie szer­szej uli­cy kosz­tem pa­sa zie­le­ni; ła­twiej w przy­pad­ku wy­ku­pu przez mia­sto grun­tów pod za­ło­że­nie par­ku.

Mó­wiąc o wy­spie, Szy­mal­ski ma na my­śli miej­ską wy­spę cie­pła, zja­wi­sko, któ­re do­ty­czy nie­mal każ­de­go więk­sze­go mia­sta w Pol­sce (ze wzglę­du na nad­mor­skie po­ło­że­nie wol­ne od nie­go jest Trój­mia­sto). Me­cha­nizm jest pro­sty. W cie­płe dni za­la­ne be­to­nem i gę­sto za­bu­do­wa­ne kwar­ta­ły na­grze­wa­ją się in­ten­syw­niej niż te­re­ny zie­lo­ne. Obec­ność drzew umoż­li­wia obieg wo­dy, a gdzie jest wo­da, tam jest po pro­stu chłod­niej. Brak drzew wzma­ga na­grze­wa­nie, swo­je do­kła­da­ją sztucz­ne źró­dła cie­pła, ta­kie jak kli­ma­ty­za­to­ry, sil­ni­ki sa­mo­cho­dów, tram­wa­jów i au­to­bu­sów czy ka­ro­se­rie po­jaz­dów, któ­re sto­ją za­par­ko­wa­ne na chod­ni­kach. Zwar­ta za­bu­do­wa do­dat­ko­wo unie­moż­li­wia cyr­ku­la­cję po­wie­trza. Wszyst­ko to pod­no­si je­go tem­pe­ra­tu­rę.

Za­rys war­szaw­skiej wy­spy cie­pła wy­ła­nia się z map przy­go­to­wa­nych przez Ad­apt­ci­ty. Są one do­stęp­ne na stro­nie in­ter­ne­to­wej sto­łecz­ne­go ma­gi­stra­tu. Wi­dać na nich wy­raź­nie, że wy­spa ma dwa bie­gu­ny cie­pła, ob­sza­ry za­zna­czo­ne przez ba­da­czy ko­lo­rem ciem­no­wi­śnio­wym. Pierw­szy z nich znaj­du­je się w miej­scu mo­je­go spo­tka­nia z Szy­mal­skim – na bli­skiej Wo­li, w re­jo­nie ulic Sien­nej, Że­la­znej i Twar­dej. Ten dru­gi naj­go­ręt­szy skraj le­ży osiem ki­lo­me­trów na wschód, na Gro­cho­wie. Wy­spa wpły­wa na ży­cie i zdro­wie lu­dzi, in­fra­struk­tu­rę i kosz­ty utrzy­ma­nia mia­sta. Wy­mu­sza sta­wia­nie na uli­cach kur­tyn wod­nych dla miesz­kań­ców oraz chło­dze­nie wnętrz szpi­ta­li, urzę­dów i in­nych waż­nych bu­dyn­ków uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej. Od tem­pe­ra­tu­ry za­le­ży też stan tram­wa­jo­wych to­ro­wisk. Szy­ny kła­dzio­ne na ka­mien­nym pod­ło­żu bar­dziej się na­grze­wa­ją i w re­zul­ta­cie ła­twiej wy­pa­cza­ją. Tra­wia­ste to­ro­wi­ska są od­por­niej­sze na wy­so­kie tem­pe­ra­tu­ry, ale tych jest w War­sza­wie sto­sun­ko­wo nie­wie­le.

Re­dak­cja: Jan Ja­ro­szuk, Ewa Ślu­sar­czyk

Ko­rek­ta: Pau­li­na Bie­niek, Pau­li­na Le­nar

Fo­to­gra­fie: Fi­lip Sprin­ger

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MO­BI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Do­ku­men­ta­cja: Ka­ta­rzy­na Kraw­czyk (Uciecz­ka z uli­cy Urba­ni­stów, Klej­not w ko­ro­nie, Płot nasz po­wsze­dni, Je­steś tyl­ko spoj­rze­niem, Czyn 2.0), Maj­ka Ju­sty­na (Nad rze­kę), Mar­ta Szew­czuk (Uciecz­ka z uli­cy Urba­ni­stów)

Co­py­ri­ght for the text © by Fi­lip Sprin­ger, 2020

Co­py­ri­ght for this edi­tion © Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter,2020

ISBN 978-83-66147-64-5

Wy­da­nie dru­gie, zmie­nio­ne

144. książ­ka wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

Książ­ka po­wsta­ła dzię­ki pro­gra­mo­wi sty­pen­dial­ne­mu Mło­da Pol­ska Na­ro­do­we­go Cen­trum Kul­tu­ry.

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl

Tekst Wiel­ka prze­mia­na był pu­bli­ko­wa­ny w od­cin­kach w 2018 ro­ku na vo­gue.pl.

Tekst Naj­ci­szej uka­zy­wał się w od­cin­kach w 2019 ro­ku na vo­gue.pl.

Frag­men­ty tek­stu Wy­ci­nan­ka by­ły pu­bli­ko­wa­ne w 2018 ro­ku na vo­gue.pl oraz w ma­ga­zy­nie „Pi­smo” w paź­dzier­ni­ku 2019 ro­ku.

Tekst Uber­land­szaft uka­zał się w kwar­tal­ni­ku „Prze­krój” w czerw­cu 2019 ro­ku.

Za­pra­sza­my in­sty­tu­cje, or­ga­ni­za­cje oraz bi­blio­te­ki do skła­da­nia za­mó­wień hur­to­wych z atrak­cyj­ny­mi ra­ba­ta­mi. Do­dat­ko­we in­for­ma­cje do­stęp­ne pod ad­re­sem sprze­[email protected]­rak­ter.pl oraz pod nu­me­rem te­le­fo­nu 511 630 317