Uważność dla wszystkich. Mądrość, która może zmienić świat - Jon Kabat-Zinn - ebook

Uważność dla wszystkich. Mądrość, która może zmienić świat ebook

Jon Kabat-Zinn

2,3

Opis

Jon Kabat-Zinn, pionier uważności i jeden z najbardziej znanych popularyzatorów ruchu mindfulness, zmienił nasz sposób postrzegania codziennego życia. W swoich bestsellerowych książkach pisze o związku pomiędzy praktyką uważności a naszym dobrym samopoczuciem, zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym, społecznym czy duchowym.

W Uważności dla wszystkich Kabat-Zinn wyjaśnia, jak tytułowa uważność może pomóc zmienić świat. Pokazuje, jak pod jej wpływem może rozwijać się demokracja i dlaczego mindfulness to klucz do zrozumienia problemów osobistych i globalnych, a w dalszej perspektywie – również do świadomego działania. Dzięki praktyce możemy stać się bardziej empatycznymi i świadomymi istotami – a stąd już tylko krok do pozytywnej zmiany w życiu naszym i innych.

Książka opiera się na osobistych doświadczeniach autora, twórcy programu redukcji stresu opartego na uważności. Kabat-Zinn jest autorem kilkunastu publikacji, w których uczy uważności oraz radzenia sobie z trudnościami życia codziennego. Do jego najbardziej znanych tytułów należą Gdziekolwiek jesteś, bądź, Życie, piękna katastrofa oraz Świadomą drogą przez depresję.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 224

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Przed­mowa

Uważ­ność dla wszyst­kich!

To chyba sza­lony pomysł. Ale wła­ści­wie dla­czego? Zwłasz­cza w tych cza­sach, gdy nasze jed­nost­kowe i zbio­rowe życie pod­dane jest ogrom­nej pre­sji z wielu stron.

Pod­ty­tuł książki nie jest hiper­bolą. W dal­szej czę­ści tek­stu mam nadzieję wyka­zać, że tytu­łowa mądrość to poten­cjał, który jest czę­ścią nas wszyst­kich. Co wię­cej, można go pie­lę­gno­wać na wiele róż­nych spo­so­bów. W ciągu ponad czter­dzie­stu ostat­nich lat mia­łem przy­wi­lej obser­wo­wa­nia z bli­ska, jak ten poten­cjał zaczyna być dostrze­gany i roz­wija się w naj­prze­róż­niej­szych sfe­rach życia. Dziś, choć wciąż w począt­ko­wym sta­dium roz­woju, mądrość uważ­no­ści okrze­pła i staje się nie­zbędna bar­dziej niż dotąd.

Ewo­lu­cyjne zna­cze­nie świa­do­mo­ści medy­ta­cyj­nej

Jeśli chcemy lepiej zro­zu­mieć samych sie­bie i w więk­szym stop­niu zasłu­żyć na nazwę nadaną naszemu gatun­kowi1, jeśli chcemy ura­to­wać się przed samo­za­gładą lub dys­to­pij­nym kosz­ma­rem prze­kra­cza­ją­cym naj­więk­sze zbrod­nie, które już mamy na sumie­niu, musimy zdo­być się na nową odpo­wie­dzial­ność za wła­sne czyny, za stan umy­słu, za ludzką spo­łecz­ność i za pla­netę. W prze­ciw­nym wypadku, sądząc po tym, przez co prze­szli­śmy w prze­szło­ści, nasze dzia­ła­nia i zanie­dba­nia mogą spra­wić, że stwo­rzymy świat tak nie­zdrowy i ska­żony, że mało kto będzie chciał w nim żyć. Te słowa to i tak dobry kan­dy­dat na nie­do­mó­wie­nie tysiąc­le­cia, albo­wiem widoczny gołym okiem wszech­ogar­nia­jący kry­zys, w któ­rym pogrąża się ludz­kość, przy­biera coraz bar­dziej dra­styczną postać.

Zatem uważ­ność dla wszyst­kich, pogłę­bia­nie mądro­ści w naszych dzia­ła­niach oraz więk­sza tro­ska o nasz świat to nie jest zwy­kła moda czy pobożne życze­nie. Takie podej­ście oka­zać się może klu­czo­wym skład­ni­kiem naszej krótko- i dłu­go­fa­lo­wej stra­te­gii prze­trwa­nia, ochrony zdro­wia oraz tro­ski o sta­bilny roz­wój ludz­ko­ści. Aby jed­nak spro­stać ogro­mowi takiego wyzwa­nia, uważ­ność, o któ­rej mowa, musi być ze wszech miar auten­tyczna oraz zako­rze­niona w ogól­no­ludz­kiej tra­dy­cji dharmy, kul­ty­wu­ją­cej mądrość i współ­czu­cie2. Co do mnie, kiedy się­gam po poję­cie uważ­no­ści, mam na myśli pewien rodzaj postrze­ga­nia oraz spo­sób na życie o dłu­giej tra­dy­cji. Obec­nie uważ­ność bar­dzo dyna­micz­nie się roz­wija, wkra­cza­jąc w naj­prze­róż­niej­szy spo­sób do głów­nego nurtu życia wielu śro­do­wisk i kul­tur. W zakre­sie war­to­ści podej­ście, za któ­rym się opo­wia­dam, musi się opie­rać – i opiera – na etycz­nej i altru­istycz­nej mądro­ści sto­ją­cej na jego straży, zako­rze­nio­nej w ciele i aktyw­nie sto­so­wa­nej oraz na takim samym dzia­ła­niu. Uważ­ność można rozu­mieć jako jeden ze skład­ni­ków tra­dy­cji ludz­kiej mądro­ści. Jej zasady w naj­bar­dziej kla­rowny spo­sób sfor­mu­ło­wał bud­dyzm, jej istota ma jed­nak uni­wer­salny cha­rak­ter i zna­la­zła róż­no­raki wyraz we wszyst­kich kul­turach i tra­dy­cjach.

Uwa­żam, że coraz popu­lar­niej­sza prak­tyka medy­ta­cji uważ­no­ści oraz jej świa­dome sto­so­wa­nie w codzien­nym życiu mogą stwo­rzyć pod­stawy auten­tycz­nej pomyśl­no­ści, pokoju oraz jasno­ści widze­nia w życiu wszyst­kich ludzi oraz kul­tur pod każdą sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficzną. Uważ­ność ma coś do zaofe­ro­wa­nia zarówno każ­demu z nas indy­wi­du­al­nie, jak i całej glo­bal­nej wspól­no­cie. Sądzę, że na tym wyjąt­ko­wym eta­pie naszego roz­woju, gdy zro­zu­mie­li­śmy, jak mimo wszystko kru­cha jest nasza pla­neta, potrzeba real­nego się­gnię­cia po prze­obra­ża­jący poten­cjał uważ­no­ści nie ulega kwe­stii.

Uważ­ność zaczyna wywie­rać coraz więk­szy wpływ na główny nurt kul­tury. Histo­ryk Yuval Noah Harari w swo­jej książce 21 lek­cji na XXI wiek poświę­cił uważ­no­ści cały roz­dział. Przy­znaje się w nim, że medy­tuje codzien­nie, odkąd wziął udział w dzie­się­cio­dnio­wym odosob­nie­niu w roku 2000, ponadto raz w roku spę­dza mie­siąc lub dwa na inten­syw­nym odosob­nie­niu w ciszy (bez dostępu do ksią­żek i mediów spo­łecz­no­ścio­wych)3. To wyzna­nie bar­dzo wiele mówi o jego auto­rze. Po napi­sa­niu dwóch nie­zwy­kle popu­lar­nych, inspi­ru­ją­cych i wni­kli­wych ksią­żek, opi­su­ją­cych histo­rię ludz­kiej kon­dy­cji oraz wyzwa­nia sto­jące przed nami w naj­bliż­szej przy­szło­ści – nie­które są dość prze­ra­ża­jące – w naj­now­szym dziele, rów­nież best­sel­le­rze, Harari opra­co­wał dla nas dwa­dzie­ścia jeden klu­czo­wych lek­cji. Autor bar­dzo umie­jęt­nie łączy wiele wąt­ków, by wska­zać ogromne pro­blemy sto­jące przed ludz­ko­ścią. Z tym więk­szym zain­try­go­wa­niem oraz satys­fak­cją dowie­dzia­łem się, że pod­jął bar­dzo rygo­ry­styczną prak­tykę uważ­no­ści i postrzega ją za co prawda nie­spo­dzie­wane, ale być może klu­czowe narzę­dzie w naszym star­ciu z nowymi wyzwa­niami poja­wia­ją­cymi się w dzie­dzi­nie tech­niki cyfro­wej oraz bio­tech­no­lo­gii.

Dzie­wią­tego wrze­śnia 2018 roku „Sun­day New York Times Book Review” opu­bli­ko­wał recen­zję 21 lek­cji na XXI wiek autor­stwa Billa Gatesa pod wymow­nym tytu­łem Thin­king Big4, kimże bowiem w swych histo­rycz­nych bada­niach jest Harari, jeśli nie nie­zwy­kle głę­bo­kim, kre­atyw­nym myśli­cie­lem oraz auto­rem pory­wa­ją­cych syn­tez? Gates pisał:

Co zda­niem Hara­riego powin­ni­śmy z tym wszyst­kim zro­bić? (z tym wszyst­kim, czyli z ogrom­nymi wyzwa­niami, przed któ­rymi ludz­kość obec­nie stoi). W tek­ście znaj­du­jemy tro­chę prak­tycz­nych wska­zó­wek, w tym trzy­punk­tową stra­te­gię zwal­cza­nia ter­ro­ry­zmu oraz kilka pomy­słów na radze­nie sobie z fake new­sami. Jed­nak jego naj­waż­niej­sza idea spro­wa­dza się do tego: medy­tuj­cie. Oczy­wi­ście Harari nie suge­ruje, że pro­blemy świata znikną, jeśli dosta­teczna liczba osób zacznie sie­dzieć w pozy­cji lotosu i recy­to­wać „om”. Upiera się jed­nak przy tym, że życie w XXI wieku wymaga uważ­no­ści – głęb­szego pozna­nia wła­snej natury oraz zro­zu­mie­nia, jak sami przy­czy­niamy się w swoim życiu do cier­pie­nia. To łatwy cel kpin, ja jed­nak, mając za sobą kurs uważ­no­ści i medy­ta­cji, uwa­żam takie podej­ście za bar­dzo inte­re­su­jące.

To dość nie­zwy­kłe stwier­dze­nie, zwłasz­cza że jego auto­rem jest Bill Gates. Naj­wy­raź­niej wyro­bił on sobie zda­nie na temat poten­cjału uważ­no­ści z wyko­rzy­sta­niem oso­bi­stego doświad­cze­nia.

* * *

Gdy­bym miał poku­sić się o przed­sta­wie­nie pod­sta­wo­wego prze­sła­nia tej książki, powie­dział­bym, że zanim sta­niemy w obli­czu opi­sy­wa­nych przez Hara­riego wyzwań zwią­za­nych ze sztuczną inte­li­gen­cją, inte­li­gent­nymi robo­tami i per­spek­tywą poja­wie­nia się czło­wieka „ulep­szo­nego” cyfrowo, jeśli nie rów­nież bio­lo­gicz­nie, zanim zre­zy­gnu­jemy z czło­wie­czeń­stwa, powin­ni­śmy grun­tow­nie zba­dać, co zna­czy w pełni być czło­wie­kiem, czło­wie­kiem bar­dziej świa­do­mym, bar­dziej zado­mo­wio­nym we wła­snym ciele. To jest praw­dziwy zamysł leżący u pod­łoża mojej książki oraz wszyst­kich pozo­sta­łych tomów cyklu Coming to Our Sen­ses. Dla Czy­tel­nika ozna­cza to jed­nak potrzebę bar­dzo oso­bi­stego zaan­ga­żo­wa­nia w postaci wzię­cia odpo­wie­dzial­no­ści nie tylko za sie­bie, lecz rów­nież za świat. Przed każ­dym z nas, wła­śnie tutaj, wła­śnie teraz, stoi zada­nie w wymia­rze zewnętrz­nym i wewnętrz­nym pole­ga­jące na pod­ję­ciu regu­lar­nego ćwi­cze­nia uważ­no­ści jako prak­tyki medy­ta­cyj­nej oraz jako spo­sobu na życie. Bez tego nie uda nam się zro­zu­mieć wie­lo­wy­mia­ro­wo­ści naszej natury oraz całego bogac­twa jej ukry­tych moż­li­wo­ści. Nie będziemy też umieli tych moż­li­wo­ści wyko­rzy­stać.

Ele­menty uni­wer­sal­nej dharmy uważ­no­ści – opar­tej na medy­ta­cji – do któ­rej się odwo­łuję, są obecne w każ­dej kul­tu­rze, dla­tego uważ­ność z natury sprzyja otwar­to­ści, prze­zwy­cięża bariery komu­ni­ka­cyjne oraz wzmac­nia poczu­cie wspól­nego celu. Nie ma cze­goś takiego jak jedyny słuszny spo­sób jej upra­wia­nia czy kate­chizm wie­rzeń, które należy przy­jąć. Co wię­cej, ta coraz powszech­niej znana tra­dy­cja mądro­ści na­dal roz­wija się poprzez naszą prak­tykę, doko­ny­wane wybory oraz spo­sób, w jaki pod­cho­dzimy do życio­wych wyzwań i moż­li­wo­ści. Odzwier­cie­dla to, co zawsze było w nas naj­głęb­sze i naj­lep­sze, zarówno w naszej odmien­no­ści, jak i w tym, co nas łączy.

Jak zaprzy­jaź­nić się z wła­snym cia­łem i umy­słem: uni­wer­salna prak­tyka medy­ta­cyjna

Oczy­wi­ście mądrość, o któ­rej tu mowa, wymaga zako­rze­nie­nia w pew­nym spo­so­bie roz­woju, a więc trwa­łej, wzmac­nia­ją­cej oraz pogłę­bia­ją­cej prak­tyki. Uważ­ność prze­staje być uważ­no­ścią, jeśli nie jest się czę­ścią życia. To nato­miast ozna­cza, że sami musimy ją ucie­le­śniać. Ci z nas, któ­rzy wkro­czyli na tę ścieżkę, robią to naj­le­piej, jak potra­fią, ze świa­do­mo­ścią, że nie jest to ideał, lecz cią­gle roz­wi­ja­jący się spo­sób na życie.

Dla­czego?

Ponie­waż uważ­ność nie jest faj­nym pomy­słem, miłą filo­zo­fią, sys­te­mem prze­ko­nań czy kate­chi­zmem. To bar­dzo wyma­ga­jąca, powszech­nie dostępna prak­tyka medy­ta­cyjna – jest uni­wer­salna, bo to wła­śnie świa­do­mość jako taką można uznać za osta­teczną wspólną ścieżkę czło­wie­czeń­stwa, łączącą wszyst­kie kul­tury. W wymia­rze osta­tecz­nym uważ­ność jest spo­so­bem ist­nie­nia – postawą wobec wszyst­kiego, czego doświad­czamy. Z samej swo­jej natury wymaga cią­głego pie­lę­gno­wa­nia, zwłasz­cza jeśli zależy nam na pełni życia, pełni wol­no­ści we wspól­no­cie goto­wej nas wspie­rać. Podob­nie jak muzyk musi stroić, prze­stra­jać i dostra­jać swój instru­ment przed wystę­pem, a cza­sem nawet w trak­cie, prak­tykę uważ­no­ści można uznać za swego rodzaju stro­je­nie instru­mentu naszej uwagi oraz przyj­mo­wa­nie pew­nej postawy wobec doświad­cze­nia – każ­dego doświad­cze­nia. Nie ma zna­cze­nia, jak wytraw­nym jesteś muzy­kiem, i tak musisz regu­lar­nie stroić swój instru­ment. Im bar­dziej jesteś uta­len­to­wany, tym wię­cej musisz prak­ty­ko­wać. Jedno pro­wa­dzi do dru­giego.

Nawet naj­wy­bit­niejsi muzycy wciąż ćwi­czą. W rze­czy­wi­sto­ści ćwi­czą praw­do­po­dob­nie naj­wię­cej. Jedyna róż­nica polega na tym, że w przy­padku uważ­no­ści nie ma roz­róż­nie­nia „próby” i „kon­certu”. Dla­czego? Ponie­waż ani próba, ani wyko­na­nie dzieła nie ist­nieje. Ist­nieje tylko ten wła­śnie upły­wa­jący moment. To wszystko. Nie ma cze­goś takiego jak „popra­wia­nie” naszej świa­do­mo­ści. Poprzez prak­tykę uważ­no­ści uzy­sku­jemy lep­szy, głęb­szy dostęp do wła­snego wro­dzo­nego poten­cjału świa­do­mo­ści, do zdol­no­ści, aby tak rzec, zado­mo­wie­nia się w tym wymia­rze ist­nie­nia jako naszym „try­bie domyśl­nym”, a wtedy to z niego wyła­nia się wszel­kie podej­mo­wane przez nas dzia­ła­nie.

Jeden pokój, wiele drzwi: naj­waż­niej­sza jest róż­no­rod­ność i otwar­tość

Podob­nie jak nie­skoń­cze­nie róż­no­rodna jest muzyka, ów praw­dziwy wszech­świat żywej eks­pre­sji i więzi, postać, pod którą światu objawi się prak­tyka uważ­no­ści, musi być rów­nie róż­no­rodna jak jej odbiorcy.

Jed­no­cze­śnie spy­tany, czy nie mar­twi mnie szum ota­cza­jący dziś uważ­ność i uda­wa­nie jej „nauczy­cieli” przez ludzi, któ­rzy nie mają odpo­wied­niego przy­go­to­wa­nia w postaci solid­nej prak­tyki i wie­dzy, odpo­wiem: oczy­wi­ście, że mnie mar­twi. Czy tytuł tej książki może zwięk­szyć ten szum? Mam nadzieję, że tak się nie sta­nie. Przez całe dzie­się­cio­le­cia sta­ra­łem się, aby uważ­ność stała się czę­ścią głów­nego nurtu kul­tury, pod warun­kiem jed­nak, że pozosta­nie wierna swoim dhar­micz­nym korze­niom, nie wyna­tu­rzy się – to wła­śnie ze względu na moje ugrun­to­wane w doświad­cze­niu prze­ko­na­nie (siłą rze­czy ogra­ni­czone, skoro jest to opi­nia jed­nostki) o jej uzdra­wia­ją­cym, prze­kształ­ca­ją­cym poten­cjale, uni­wer­sal­nej przy­dat­no­ści oraz wie­lo­krot­nie udo­ku­men­to­wa­nym wpły­wie na zdro­wie i dobre samo­po­czu­cie na każ­dym ich moż­li­wym pozio­mie. Naukowe bada­nia uważ­no­ści, choć wciąż w powi­ja­kach – co prawda sporo się zmie­niło w ostat­nich dwu­dzie­stu latach – potwier­dzają sen­sow­ność sto­so­wa­nia uważ­no­ści w medy­cy­nie i psy­cho­lo­gii kli­nicz­nej, wykra­cza­ją­cego poza MBSR (reduk­cję stresu opartą na uważ­no­ści) i MBCT (tera­pię poznaw­czą opartą na uważ­no­ści). Paleta nowych zasto­so­wań obej­muje na przy­kład wszyst­kie poziomy edu­ka­cji, wymiar spra­wie­dli­wo­ści, biz­nes, sport, samo­rząd­ność, a nawet poli­tykę.

Czy uży­wa­jąc wyra­że­nia „uważ­ność dla wszyst­kich”, suge­ruję, że nagle wszy­scy podejmą rygo­ry­styczną, głę­boką prak­tykę medy­ta­cyjną? Nie. Oczy­wi­ście, że nie. Nie­mniej coraz wię­cej ludzi na całym świe­cie rze­czy­wi­ście podej­muje stałą, regu­larną prak­tykę medy­ta­cji uważ­no­ści. Choć w roku 1979 na Wydziale Medycz­nym Uni­wer­sy­tetu Mas­sa­chu­setts powstała Kli­nika Reduk­cji Stresu, trudno byłoby wtedy uwie­rzyć, że w ten czy inny spo­sób uważ­ność ćwi­czą dziś uchodźcy w połu­dnio­wym Suda­nie i stra­żacy ame­ry­kań­skiej Pań­stwo­wej Służby Leśnej, dzieci w ramach sta­ran­nie przy­go­to­wa­nych szkol­nych i pozaszkol­nych pro­gra­mów w bied­nych dziel­ni­cach Bal­ti­more oraz poli­cjanci z naj­więk­szych jed­no­stek poli­cji, uczest­nicy otwar­tych coty­go­dnio­wych medy­ta­cji orga­ni­zo­wa­nych w Los Ange­les przez Ośro­dek Bada­nia Uważ­nej Świa­do­mo­ści Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego i pacjenci bio­rący udział w pro­gra­mach spon­so­ro­wa­nych przez ini­cja­tywę na rzecz uważ­no­ści Towa­rzy­stwa Medycz­nego w Szan­ghaju; medy­tują uczest­nicy orga­ni­zo­wa­nych na całym świe­cie pro­gra­mów afi­lio­wa­nych przy Cen­trum Badań nad Zasto­so­wa­niem Uważ­no­ści w Medy­cy­nie, Opiece Zdro­wot­nej i Spo­łe­czeń­stwie oraz warsz­ta­tów pro­wa­dzo­nych przez znacz­nie licz­niej­szą wspól­notę nauczy­cieli oraz tre­ne­rów nauczy­cieli MBSR na uni­wer­sy­te­tach, w szpi­ta­lach i innych insty­tu­cjach. Praw­do­po­dob­nie poza Antark­tydą uważ­ność zapusz­cza korze­nie na wszyst­kich kon­ty­nen­tach: w Ame­ryce Pół­noc­nej, Połu­dnio­wej, w Euro­pie, Afryce i Azji.

Powiem sta­now­czo: „tak”, jeśli zostanę spy­tany, czy mówiąc o uważ­no­ści dla wszyst­kich, sądzę, że każdy, bez względu na wiek, zaję­cie, poglądy, prze­szłość, uspo­so­bie­nie, przy­na­leż­ność reli­gijną, duchową, filo­zo­ficzną i poli­tyczną może sko­rzy­stać z głęb­szej świa­do­mo­ści tego, „jak sam przy­czy­nia się do cier­pie­nia we wła­snym życiu” – aby posłu­żyć się sfor­mu­ło­wa­niem Billa Gatesa. Chęt­nie przy­znam się rów­nież do prze­ko­na­nia, że wszy­scy możemy sko­rzy­stać z pogłę­bio­nej świa­do­mo­ści naszych wza­jem­nych związ­ków, świa­do­mo­ści udziału w gobe­li­nie życia całej pla­nety oraz ze zro­zu­mie­nia fun­da­men­tal­nie bez­oso­bo­wej natury wszyst­kich zja­wisk5, co oczy­wi­ście nas samych także doty­czy. Myślę, że na tym eta­pie naszej histo­rii może to być naj­waż­niej­sza ewo­lu­cyjna szansa ludz­ko­ści. Polega ona na moż­li­wo­ści pozna­nia samych sie­bie w całej naszej pełni, z całym bogac­twem wza­jem­nych powią­zań, na dzia­ła­niu opar­tym na mądro­ści obej­mu­ją­cej więk­szą całość, a nie na małost­ko­wym, zako­rze­nio­nym w lęku, błęd­nym rozu­mie­niu wła­snych potrzeb, na nie­peł­nych, ogra­ni­cza­ją­cych nar­ra­cji o czło­wieku, isto­cie zamiesz­ku­ją­cej tę pla­netę tak krótko, że całe ludz­kie życie jest tylko mgnie­niem w oce­anie kosmicz­nego, geo­lo­gicz­nego i ewo­lu­cyj­nego czasu.

Jeśli jesteś czło­wie­kiem i cier­pisz, ta prak­tyka może być dobra wła­śnie dla cie­bie

Przyj­rzyjmy się kwe­stii uważ­no­ści z oso­bi­stej per­spek­tywy. Dla­czego miał­byś w ogóle się­gać po tę książkę, gdyby moż­li­wość pod­ję­cia prak­tyki cię nie pocią­gała choćby intu­icyj­nie? Domy­ślam się, że tak wła­śnie jest, nawet nie wiesz, czy będziesz potra­fił wytrwale kon­ty­nu­ować oso­bi­stą prak­tykę. Rzecz jed­nak w tym, że potra­fisz. Potra­fisz roz­wi­nąć wła­sną prak­tykę medy­ta­cyjną w spo­sób, jaki będzie ci odpo­wia­dał. Grono takich ludzi na całym świe­cie rośnie z każ­dym dniem. Musisz tylko po pro­stu spró­bo­wać, co zresztą już zro­bi­łeś, skoro zabrną­łeś w lek­tu­rze choćby do tego miej­sca. Jeśli mam rację, dalej wszystko poto­czy się samo­ist­nie. Twoim nauczy­cie­lem sta­nie się samo życie. Będzie się tobą opie­ko­wać w spo­sób, jaki ni­gdy dotąd nie przy­szedł ci nawet do głowy, i z cza­sem, gdy pie­lę­gno­wa­nie nie­osą­dza­ją­cej świa­do­mo­ści każ­dej chwili pozwoli ci widzieć rze­czy nieco jaśniej, zaczniesz to rozu­mieć i doce­niać.

Naj­lep­szym nauczy­cie­lem medy­ta­cji jest samo życie

Osta­tecz­nie prak­tyka medy­ta­cji spro­wa­dza się do tego, że z chwili na chwilę kie­ru­jemy swoim życiem, póki jesz­cze mamy taką moż­li­wość. Ujmu­jąc rzecz nieco kon­kret­niej, cho­dzi o to, jakich wybo­rów doko­nu­jemy w obli­czu doświad­czeń, które nazy­wam nie­kiedy kom­pletną kata­strofą ludz­kiej kon­dy­cji, a cza­sem bar­dziej przy­ziem­nie: kom­pletną kata­strofą naszego jed­nost­ko­wego życia.

Ze względu na szum ota­cza­jący poję­cie „uważ­no­ści” być może warto na chwilę z niego zre­zy­gno­wać. W końcu to tylko słowo. Dla nas naj­waż­niej­sze jest to, co ukrywa się pod powierzch­nią tego słowa, jego naj­głęb­sze zna­cze­nie, a mia­no­wi­cie czy­sta świa­do­mość – być może naj­bar­dziej zdu­mie­wa­jąca cecha i naj­cen­niej­szy ewo­lu­cyj­nie przy­miot czło­wieka.

Sfera czy­stej świa­do­mo­ści to rów­nież sfera rela­cyj­no­ści. To wła­śnie dzięki sku­pie­niu uwagi o wiele łatwiej dostrzec, jak wszyst­kie rze­czy są ze sobą nawza­jem powią­zane. Skoro z natury posia­damy zdol­ność zado­mo­wie­nia się we wła­snej świa­do­mo­ści, jak rów­nież zdol­ność rozu­mie­nia, że jeste­śmy świa­domi, sta­jemy przed nastę­pu­ją­cym wyzwa­niem: jaką wewnętrzną i zewnętrzną postawę przy­jąć wobec samej rze­czywistości w sfe­rze czy­stego ist­nie­nia (przy­tom­no­ści) oraz w sfe­rze dzia­ła­nia? Gdy dotkniemy wła­snej świa­do­mo­ści i nauczymy się w niej spo­czy­wać, nie ma powrotu do stanu uśpie­nia. Zresztą kto wtedy miałby na to ochotę?

Uważ­ność wiąże się i zawsze wią­zała rów­nież z „uważ­no­ścią serca”. W języku chiń­skim i wielu innych języ­kach azja­tyc­kich „umysł” i „serce” to jedno słowo. W chiń­skim ide­ogram ozna­cza­jący uważ­ność to znak „obec­ność” lub „teraz” umiesz­czony powy­żej znaku „serce”. „Uważ­ność” zatem to „uważ­ność serca”. Zawsze tak było. Ozna­cza to rów­nież, że uważ­ność jest ze swo­jej istoty prze­po­jona etyką. Jest i musi być zako­rze­niona w nie­krzyw­dze­niu. Dla­czego? Ponie­waż nie ma miej­sca na opa­no­wa­nie i spo­kój serca, gdy krzyw­dzimy lub zabi­jamy innych, gdy źle o nich mówimy, kła­miemy, krad­niemy, dopusz­czamy się nad­użyć na tle sek­su­al­nym. Wszyst­kie te występki są prze­ci­wień­stwem nie­krzyw­dze­nia i ele­men­tar­nej ludz­kiej dobroci.

Róża pod inną nazwą rów­nie by pach­niała…

W podob­nym duchu można poku­sić się o stwier­dze­nie, że uważ­ność w bar­dzo głę­bo­kim sen­sie jest toż­sama z życz­li­wo­ścią i dobro­cią. Czy kto­kol­wiek sprze­ci­wiłby się nazwa­niu uważ­no­ści dobro­cią? Czy uważ­ność prze­świe­tlona dobro­cią wyda­łaby się zbyt trudna, nie­osią­galna albo eks­tra­wa­gancka? Wąt­pię. Akt auten­tycz­nej życz­li­wo­ści jest zwy­kle spon­ta­niczny i prze­peł­niony szczo­dro­ścią. Wynika z roz­po­zna­nia danej chwili oraz z potrzeby przy­ja­znej reak­cji w celu potwier­dze­nia więzi i być może chęci pomocy. Ową reak­cję poprze­dza jed­nak chwila spon­ta­nicz­nego, poza­kon­cep­cyj­nego zro­zu­mie­nia – zanim pojawi się myśl, że cze­goś się od nas ocze­kuje. Może będzie to uśmiech posłany w odpo­wied­niej chwili albo akt dys­kret­nej wiel­ko­dusz­no­ści. Taki akt roz­po­zna­nia jest chwilą nie­wy­mu­szo­nej wni­kli­wo­ści, wyła­nia­ją­cej się z głębi samej świa­do­mo­ści. To uważ­ność.

Odruch dobroci może uru­cho­mić cokol­wiek, co nas poru­szy, zda­rze­nie zwią­zane z kimś bli­skim, z dziec­kiem, z bez­dom­nym spo­tka­nym na ulicy albo z osobą w samo­cho­dzie na sąsied­nim pasie. Rzecz jed­nak nie w dzia­ła­niu, lecz w zro­zu­mie­niu. To ono jest naj­waż­niej­sze. Owa zdol­ność rozu­mie­nia to wro­dzona, spe­cy­ficz­nie ludzka cecha, a chwila zrozu­mie­nia to chwila spon­ta­nicz­nej uważ­no­ści. To prze­błysk prze­kro­cze­nia oddziel­no­ści. Nie uru­cha­mia go jed­nak myśl, choć póź­niej akt myśle­nia może go wzmoc­nić i uzu­peł­nić. To uchwy­ce­nie sedna poja­wia­jące się w danej chwili, po któ­rym nastę­puje spon­ta­niczne, oby trafne dzia­ła­nie, jeśli dzia­ła­nie jest nie­zbędne albo pożą­dane, bo nie zawsze jest.

Wszy­scy posia­damy zdol­ność takiego rozu­mie­nia już w tej chwili. Gdy wyma­gają tego oko­licz­no­ści, odnaj­du­jemy ją spon­ta­nicz­nie. Dla­czego więc nie mie­li­by­śmy robić tego w każ­dej chwili? Dla­czego mie­li­by­śmy nie roz­po­zna­wać tego, co fak­tycz­nie w każ­dej kolej­nej chwili dzieje się w nas i w naszym oto­cze­niu? A wła­śnie na takim roz­po­zna­niu polega uważ­ność. To wro­dzona zdol­ność rozu­mie­nia, co jest naj­istot­niej­sze, naj­waż­niej­sze, naj­bar­dziej w danej chwili pożą­dane. Co wię­cej, możemy odkryć, że jest to zdol­ność, na któ­rej można cał­ko­wi­cie pole­gać.

Wszy­scy posia­damy już tę zdol­ność, czy może nawet, jak mogli­by­śmy to ująć, jeste­śmy tą zdol­no­ścią. To po pro­stu widze­nie tego, co się jawi, a następ­nie dzia­ła­nie! Dzia­ła­nie na pod­sta­wie tego, cośmy uchwy­cili, zro­zu­mieli, a co cza­sem wygląda w danej chwili jak bez­czyn­ność. Jed­nak nie jest to bez­czyn­ność, nawet gdy nic nie robimy, gdy nawet się nie uśmie­chamy. Dla­czego? Ponie­waż nastą­piła już pewna zmiana w naszym wnę­trzu. Dla­czego nie mie­li­by­śmy uznać wła­snej wro­dzo­nej zdol­no­ści do ujrze­nia rze­czy w ich natu­ral­nej postaci, poza ety­kie­tami, które im nada­jemy, poza kon­cep­cjami na ich temat, poza nazwami i for­mami? Dla­czego nie mie­li­by­śmy uznać wła­snej wro­dzo­nej zdol­no­ści docie­ra­nia do istoty bie­żą­cych zda­rzeń, widzia­nej bez udziału kon­cep­cji, zanim w ów pro­ces włą­czy się myśle­nie, lub dostrze­ga­nej pod powierzch­nią napły­wa­ją­cych myśli?

Co powstrzy­muje nas przed się­ga­niem po to zro­zu­mie­nie czę­ściej, w innych momen­tach naszego życia? Możemy pie­lę­gno­wać w sobie jego uśpiony zalą­żek. Jest to prze­cież forma inte­li­gen­cji. Być może rze­czy­wi­ście to nasza naj­bar­dziej ujmu­jąca cecha i spo­śród wszyst­kich ludz­kich zdol­no­ści to ona ode­gra naj­waż­niej­szą rolę w naszej ewo­lu­cji. Oczy­wi­ście natych­miast znajdą się przed­się­bior­czy herol­do­wie uważ­nej dobroci, któ­rzy pod tą marką zaczną zachwa­lać bran­so­letki, warsz­taty, kto wie co jesz­cze. Po co jed­nak kupo­wać coś czy robić towar z cze­goś, co już posia­damy, co jest inte­gralną czę­ścią naszego ist­nie­nia? Dla­czego nie mie­li­by­śmy się z tym po pro­stu zaprzy­jaź­nić? Dla­czego z tej wro­dzo­nej zdol­no­ści nie zro­bić kom­pasu, za któ­rego wska­za­niami będziemy podą­żać przez życie?

Się­ga­jąc po inną meta­forę, dla­czego nie mie­li­by­śmy spoj­rzeć na świat przez oku­lary bez­po­śred­niego ujmo­wa­nia, przez oku­lary rozu­mie­nia? Dla­czego nie mie­li­by­śmy żyć zgod­nie z war­to­ściami, które ucie­le­śniamy? Możemy zna­leźć ludzi wyzna­ją­cych podobne war­to­ści i wypra­co­wać wspól­nie mądrzej­szą postawę wobec danych nam chwil oraz wobec idei słu­że­nia innym. Możemy to zro­bić, by zmie­nić spo­łe­czeń­stwo, by z hipo­kra­tej­skiego nie­krzyw­dze­nia uczy­nić prze­wod­nią regułę obej­mu­jącą nie tylko wszyst­kie nasze rela­cje, lecz także z całą deter­mi­na­cją pod­jąć próbę ule­cze­nia ran zada­nych tkance naszego spo­łe­czeń­stwa, ran rasi­zmu, nie­rów­no­ści, nie­spra­wie­dli­wo­ści i ubó­stwa, z uważ­no­ścią zma­ga­jąc się z uprze­dze­niami oraz prze­zwy­cię­ża­jąc w chwi­lach olśnie­nia ple­mienne zapędy do dzie­le­nia ludzi na swo­ich i obcych, do fawo­ry­zo­wa­nia podob­nych do nas oraz demo­ni­zo­wa­nia, odczło­wie­cza­nia, wyko­rzy­sty­wa­nia i igno­ro­wa­nia odmien­no­ści. Osta­tecz­nie, decy­du­jąc się na tę drugą postawę, także sobie wyrzą­dzamy krzywdę.

Demo­kra­cja 2.0 – pilna aktu­ali­za­cja dzięki uważ­no­ści i uważ­no­ści serca

Ta książka opo­wiada o włą­cze­niu uważ­no­ści nie tylko w nasze oso­bi­ste życie, lecz rów­nież w życie świata, który wspól­nie zamiesz­ku­jemy. Tho­mas Jef­fer­son powie­dział kie­dyś: „Wol­ność jest dla spo­łe­czeń­stwa tym, czym dla poje­dyn­czego czło­wieka zdro­wie. Bez zdro­wia nikt nie zazna żad­nej przy­jem­no­ści, bez wol­no­ści spo­łe­czeń­stwo nie będzie cie­szyć się szczę­ściem”. Jef­fer­son miał rację. Jed­no­cze­śnie był jed­nak wła­ści­cie­lem nie­wol­ni­ków, choć to prze­cież on zawarł w Dekla­ra­cji Nie­pod­le­gło­ści słowa, że wszy­scy ludzie zostali stwo­rzeni jako równi sobie. Mamy więc do czy­nie­nia ze sporą dawką iro­nii i sprzecz­no­ści. To bole­sny dowód na to, jak wolno prze­biega pro­ces praw­dzi­wej demo­kra­ty­za­cji, jak wiel­kim wyzwa­niem jest wyrwa­nie się z oko­wów wła­snej epoki i jej ogra­ni­czeń hamu­ją­cych ewo­lu­cję oraz urze­czy­wist­nie­nie takiej abs­trak­cji jak demo­kra­cja. Dobro­dziej­stwa cywi­li­za­cji ni­gdy nie tra­fiają pod wszyst­kie strze­chy. Ludzie znie­wo­leni ni­gdy jed­nak nie są ślepi na wła­sną nie­wolę. Nie nabiorą się na żadną natchnioną reto­rykę. Wie­dzą, jak wygląda prawda, ponie­waż są prze­śla­do­wani. Choć to sta­ro­żytne Ateny obda­ro­wały nas kon­cep­cją demo­kra­cji, nawet tam nie­wol­nic­two było inte­gralną czę­ścią struk­tury spo­łecz­nej. I skoro już o tym mowa, kto potrafi wyobra­zić sobie, jak wyglą­dało i jak wciąż wygląda cier­pie­nie nie­wol­nika? To samo doty­czy praw kobiet, zresztą rów­nież wyklu­czo­nych z ateń­skiej demo­kra­cji. Nawia­sem mówiąc, w Sta­nach Zjed­no­czo­nych jesz­cze nie­spełna sto lat temu mężatka miała sta­tus prawny wyłącz­nie jako żona swo­jego męża.

To jeden z fun­da­men­tal­nych dowo­dów, że sama demo­kra­cja oraz eman­cy­pa­cja wszyst­kich człon­ków ludz­kiej spo­łecz­no­ści jest wie­lo­po­ko­le­nio­wym pro­ce­sem, który wciąż się toczy bez żad­nej gwa­ran­cji na osta­teczny suk­ces. Czym zresztą jest suk­ces w świe­cie, w któ­rym zmiana jest jedy­nym sta­łym ele­men­tem?

Tak czy owak, ów kul­tu­rowy pro­ces ewo­lu­cyjny6 przy­spie­sza wraz z przy­spie­szającym cza­sem oraz zmia­nami, które wniósł w życie nasze i kolej­nych poko­leń roz­wój nauki i tech­niki. W tej sytu­acji zro­zu­miałe jest ocze­ki­wa­nie, że ist­nieje demo­kra­tycz­nie uchwa­lone i egze­kwo­wane prawo, które chroni insty­tu­cje par­ty­cy­pa­cyjne spo­łe­czeń­stwa i stoi na straży fun­da­men­tal­nej suwe­ren­no­ści jego człon­ków, two­rzą­cych komórki wspól­noty spo­łecz­nej każ­dego kraju, a osta­tecz­nie rów­nież wspól­noty spo­łecz­nej naszej pla­nety.

Szansę na taką wyła­nia­jącą się już zmianę nazwijmy Demo­kra­cją 2.0. Byłaby to „aktu­ali­za­cja” uwzględ­nia­jąca, a także likwi­du­jąca wszel­kiego rodzaju stare jak świat sprzecz­no­ści i machi­na­cje przy­zna­jące cza­sem, zresztą do dziś7, nad­mierne przy­wi­leje jed­nym człon­kom spo­łe­czeń­stwa kosz­tem innych. Dzieje się to na nie­zli­czone spo­soby, od ludo­bój­stwa i jaw­nego nie­wol­nic­twa po oszu­stwa i powszechny ucisk prawny fawo­ry­zu­jący nie­licz­nych – z powodu pocho­dze­nia, stanu posia­da­nia, pozy­cji spo­łecz­nej, wła­dzy, wykształ­ce­nia – na szkodę tych, któ­rzy nie mogą korzy­stać z tych zdo­by­czy. Siłą napę­dową takiej asy­me­trii osta­tecz­nie zawsze jest chci­wość lub nie­na­wiść, uro­je­nia albo pro­tek­cjo­nizm wyni­ka­jący z przy­wi­le­jów oraz fun­da­men­talny brak sza­cunku wobec rów­no­ści szans. Takie postawy odbie­rają wszyst­kim człon­kom spo­łe­czeń­stwa (i ludz­ko­ści) prawo do życia wol­nego od nie­słusz­nych i nie­spra­wie­dli­wych ogra­ni­czeń, ogra­ni­czeń praw­nych, gospo­dar­czych, socjal­nych i oświa­to­wych. Poświę­ce­nie wła­ści­wej uwagi tej asy­me­trii nabie­rze jesz­cze więk­szego zna­cze­nia w spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym wiele miejsc pracy zaj­mo­wa­nych przez ludzi zwy­czaj­nie znik­nie, bo zastą­pią ich algo­rytmy i roboty.

W ciągu ostat­nich dwu­stu lat w kra­jach roz­wi­nię­tych, a ostat­nio także w innych, poziom życia, zdro­wia i dobro­bytu jed­no­stek z pew­no­ścią bar­dzo się popra­wił8. Jed­nak nasza nar­ra­cja na temat wol­no­ści i rów­no­ści wobec prawa, którą wpa­jamy dzie­ciom i imi­gran­tom w chwili nada­wa­nia im ame­ry­kań­skiego oby­wa­tel­stwa, nie uwzględ­nia sprzecz­no­ści zwią­za­nych z począt­kami naszej pań­stwo­wo­ści, obcią­żo­nymi ludo­bój­stwem, nie­wol­nic­twem, z nie­kiedy bru­tal­nym, peł­nym prze­mocy egze­kwo­wa­niem prawa w inte­re­sie nie­licz­nych uprzy­wi­le­jo­wa­nych. Tego typu dys­pro­por­cje w dzie­dzi­nie przy­wi­le­jów i wła­dzy są jesz­cze bar­dziej rażące w innych pań­stwach. Demo­kra­cja mająca za sobą pro­ces roz­woju się­ga­jący paru tysięcy lat musi dziś sta­wić czoło przy­czy­nom sprzecz­no­ści, w które się uwi­kłała. Musi też upo­rać się z wpły­wem zamoż­nych grup inte­resu sabo­tu­ją­cych wol­ność i rów­ność szans.

Sądzę, że nad­szedł czas, aby ludzie wznie­śli się na nowy poziom i oparli demo­kra­cję na współ­czu­ciu i mądro­ści, zapew­nia­jąc wszyst­kim isto­tom fun­da­men­talne prawo do życia, wol­no­ści i poszu­ki­wa­nia szczę­ścia, a następ­nie aby zaczęli zgłę­biać, jak wygląda praw­dziwe szczę­ście i gdzie naprawdę można je odna­leźć. Ogromną rolę do ode­gra­nia ma świa­do­mość, jak funk­cjo­nują nasz umysł i pra­gnie­nia, ponie­waż osta­tecz­nie nasz umysł i to, czego pra­gniemy, są jed­no­cze­śnie zarówno źró­dłem ogrom­nego cier­pie­nia, jak i jedyną realną szansą, by od tego cier­pie­nia się uwol­nić, w naszym wła­snym jed­nost­ko­wym inte­re­sie oraz w inte­re­sie całego świata.

Wła­dza przy­wi­le­jów i przy­wi­lej wła­dzy

Jak wszy­scy wiemy, Dekla­ra­cja Nie­pod­le­gło­ści, spi­sana przez Tho­masa Jef­fer­sona, mówi o „życiu, wol­no­ści i dąże­niu do szczę­ścia”. Ale kiedy uchwa­lano ame­ry­kań­ską kon­sty­tu­cję, wyra­że­nie „dąże­nie do szczę­ścia” zostało porzu­cone na rzecz „wła­sno­ści”. Nic w tym zaska­ku­ją­cego, skoro kon­sty­tu­cja była aktem praw­nym, jej sygna­ta­riu­sze byli wła­ści­cie­lami ziem­skimi (i bia­łymi męż­czy­znami), a Dekla­ra­cja Nie­pod­le­gło­ści skargą uło­żoną pod dyk­tando rewo­lu­cjo­ni­stów, nie­po­sia­da­jącą żad­nej mocy praw­nej. Sta­no­wiła doku­ment obwiesz­cza­jący porzu­ce­nie praw­nych struk­tur i ogra­ni­czeń impe­rium bry­tyj­skiego oraz jawne odrzu­ce­nie jego wła­dzy nad kolo­niami. To dobitny dowód, że krzywa roz­woju demo­kra­cji i wol­no­ści w naszym świe­cie to ewo­lu­cyjny eks­pe­ry­ment wyma­ga­jący czasu, eks­pe­ry­ment, który bywa na wiele spo­so­bów pod­wa­żany. Przy­pra­wie­nie wol­no­ści naj­mniej­szą nawet dawką abso­lu­ty­zmu czy przy­zna­nie komuś prawa do podej­mo­wa­nia decy­zji w imie­niu innych koń­czy się ogra­ni­cze­niami, a nawet zaśle­pie­niem. W końcu demo­kra­cja potrze­buje cze­goś wię­cej, powinna wznieść się ponad samo spra­wo­wa­nie wła­dzy. Demo­kra­cja potrze­buje mądro­ści. Mądrość nato­miast wyła­nia się ze zro­zu­mie­nia, że pogoń za zbyt wąsko poję­tym inte­re­sem wła­snym pro­wa­dzi do tego rodzaju śle­poty, tym bar­dziej że kwe­stia „jaźni” budzi spore wąt­pli­wo­ści, więc „ja” ludzi, oby­wa­teli jest mocno względne, nie mówiąc o pod­mio­to­wo­ści kor­po­ra­cji i rzą­dów. Jeśli mamy osią­gnąć praw­dziwe szczę­ście czy ary­sto­te­le­sow­ską eudaj­mo­nię, musimy się prze­bu­dzić, musimy zaprzy­jaź­nić się z wła­sną naturą żyją­cej istoty, ludz­kiej istoty. To sfera nie­du­al­no­ści ukryta pod powierzch­nią myśli, poza dys­kur­syw­no­ścią, w obrę­bie samej świa­do­mo­ści (patrz: Tom 2, Obudź się. Jak prak­ty­ko­wać uważ­ność w codzien­nym życiu).

Prak­tyka nie­dzia­ła­nia

Nasza kul­tura jest tak sku­piona na glo­ry­fi­ka­cji ducha przed­się­bior­czo­ści, że nie­dzia­ła­nie, klu­czowy skład­nik pie­lę­gno­wa­nia uważ­no­ści, spra­wia wra­że­nie, jak gdyby był z istoty nie­ame­ry­kań­ski. Mimo to moż­li­wość wyboru postawy nie­dzia­ła­nia, postawy czy­stego bycia, pozwa­la­ją­cej nam zro­zu­mieć i odpo­wied­nio zako­twi­czyć wła­sną aktyw­ność, staje się atrak­cyjna rów­nież dla nas. To zachęta do wcie­la­nia w życie poten­cjału oświe­co­nego, demo­kra­tycz­nego spo­łe­czeń­stwa, jak rów­nież do wystrze­ga­nia się pod­szep­tów chci­wo­ści, nie­na­wi­ści oraz ułudy – zwłasz­cza gdy znaj­dują one wspar­cie w nie­spra­wie­dli­wych prze­pi­sach prawa – mogą­cych osła­bić lub zupeł­nie zanar­chi­zo­wać spo­łe­czeń­stwo, a takie nie­bez­pie­czeń­stwo w naszej erze cyfro­wej staje się coraz bar­dziej realne. Motto ame­ry­kań­skiego lot­nic­twa brzmi: „Nie­usta­jąca czuj­ność ceną wol­no­ści”. Oby nasze siły powietrzne zda­wały sobie sprawę, jak bar­dzo jest ono praw­dziwe. Czuj­ność musi być jed­nak owo­cem jasnego umy­słu i mądrego serca, musi być też zako­rze­niona w zasa­dach etyki i moral­no­ści. W prze­ciw­nym wypadku bły­ska­wicz­nie sta­nie się czę­ścią nowo­mowy na modłę dys­to­pij­nej powie­ści 1984 Geo­rge’a Orwella. Może też dopro­wa­dzić do podob­nego roz­woju wypad­ków jak wyda­rze­nia, które obser­wo­wa­li­śmy w Bia­łym Domu w roku 2018 – w postaci znacz­nie bar­dziej gro­te­sko­wej, bez­ce­re­mo­nial­nej i nie­po­ko­jąco nie­bez­piecz­nej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Zara­zem ludz­kość zawsze prze­ja­wiała skłon­ność do fun­do­wa­nia sobie takich epi­zo­dów. Kiedy przy­bie­rają one na sile, zawsze pocią­gają za sobą wiele ofiar i mnó­stwo ludzi tra­fia za kraty bez spra­wie­dli­wych wyro­ków. Doty­czy to nawet dzieci. Wydaje się wtedy, że miłość i współ­czu­cie zga­sły.

To jed­nak ni­gdy nie dzieje się do końca. Taki roz­wój wypad­ków pod­po­wiada nam kolejna ogra­ni­czona nar­ra­cja, któ­rej się pod­da­jemy i na pewien czas uzna­jemy ją za prawdę, co po czę­ści zależy od naszych prze­ko­nań i soju­szy. Ludzka dobroć i tro­ska o innych nie umiera ni­gdy. To część naszego DNA, ujaw­nia­jąca się nie­kiedy nawet w naj­trud­niej­szych i naj­bar­dziej kosz­mar­nych warun­kach. Wszy­scy z osobna jeste­śmy zdolni do odczu­wa­nia wiel­kiej miło­ści w takim samym stop­niu, w jakim, nie­stety, potra­fimy krzyw­dzić innych i sie­bie, zarówno aktyw­nie, jak i poprzez zanie­dba­nie. Dla­czego więc nie mie­li­by­śmy pie­lę­gno­wać wła­śnie miło­ści i mądro­ści? Dla­czego nie mie­li­by­śmy ćwi­czyć swo­ich serc i umy­słów w obie­ra­niu takiego kie­runku? W końcu to prze­cież tam można zna­leźć praw­dziwą wol­ność i praw­dziwe szczę­ście.

Spójrzmy sze­rzej na sie­bie i zaab­sor­bo­wa­nie wła­snymi spra­wami

Pora, byśmy zatrosz­czyli się o swoje życie, posze­rza­jąc defi­ni­cję „korzy­ści wła­snej”, i dokład­niej przyj­rzeli się temu, co wła­ści­wie rozu­miemy pod poję­ciem „ja”, „mnie”, „mój”, „my” i „oni”. Pora, byśmy dostrze­gli, co się z „nami” dzieje, gdy wpa­damy w pułapkę reak­tyw­nego emo­cjo­nal­nego dystan­so­wa­nia się i odczło­wie­cza­nia wize­runku innych ludzi. Podob­nej reflek­sji możemy pod­dać praw­dziwe zna­cze­nie pomyśl­no­ści i szczę­ścia. Musimy tylko w klu­czo­wych momen­tach nauczyć się powstrzy­my­wać od reak­tyw­nego wpro­wa­dza­nia podzia­łów na „swo­ich” i „obcych”, łagodną per­swa­zją skło­nić samych sie­bie, by uni­kać tego w życiu oso­bi­stym i spo­łecz­nym.

Przy­szłość będzie taka, jaka jest nasza obec­ność w tej chwili

Skoro już o tym mowa, zasta­nówmy się nad swoją rolą w kształ­to­wa­niu przy­szło­ści, na tym, jak każdy z nas będzie mógł wnieść w nią wła­sny wkład, w pełni anga­żu­jąc się w chwilę obecną. Jeśli to zro­bimy, już następna chwila będzie się głę­boko róż­nić od poprzed­niej, ponie­waż nie zmar­no­wa­li­śmy swo­jej szansy na obec­ność w tym momen­cie, który wła­śnie upły­nął. Budo­wa­nie przy­szło­ści tak, aby było w niej wię­cej mądro­ści i dobra, to tro­ska wła­śnie o chwilę, to pełna obec­ność wraz ze wszyst­kimi, roz­ma­itymi rodza­jami inte­li­gen­cji, któ­rymi dys­po­nu­jemy, innymi słowy, obec­ność pełna uważ­no­ści, obec­ność zanu­rzona w świa­do­mo­ści.

Ta książka zachęca Czy­tel­nika, aby zaufał swo­jej kre­atyw­no­ści i swo­jemu dzie­dzic­twu, bez względu na naro­do­wość, przy­na­leż­ność kul­tu­rową i poglądy. Pie­lę­gno­wa­nie uważ­no­ści, w tym uważ­no­ści serca, to nasz wcale nie­mały wkład w wie­lo­wy­mia­rową sieć powią­zań, w któ­rej możemy być węzłami ucie­le­śnio­nej mądro­ści uzdra­wia­ją­cej i prze­obra­ża­ją­cej nasz świat. Ucie­le­śniona mądrość ujaw­nia się w spo­so­bie, w jaki oka­zu­jemy tro­skę dzie­ciom i wnu­kom w kon­kret­nej chwili, a nie w abs­trak­cji. Mani­fe­stuje się w świe­cie, jaki dla nich zosta­wimy w spadku. Prze­nika naszą pracę, związki, goto­wość afir­ma­cji tego, co uwa­żamy za naj­cen­niej­sze, goto­wość, aby stać się żywym przy­kła­dem wyzna­wa­nych war­to­ści dzięki mądremu dzia­ła­niu i traf­nym wybo­rom. Poja­wia się, gdy jeste­śmy gotowi z całą uwagą wysłu­chać kogoś, kto ma zupeł­nie inne poglądy, gdy z całym moż­li­wym odda­niem słu­chamy głosu natury, w tym wła­snej oraz natury samego wszech­świata. Mówiąc krótko, ucie­le­śniona mądrość tętni życiem i ma się dobrze, gdy my żyjemy peł­nią swego życia i mamy się dobrze, gdy umiemy chwila po chwili, dzień po dniu roz­po­zna­wać i z otwar­tymi ramio­nami przyj­mo­wać wszystko, co się uobec­nia – rów­nież kom­pletną kata­strofę ludz­kiej kon­dy­cji – a potem pod­cho­dzimy do tego mądrze. Kiedy to nam się udaje, pie­lę­gno­wa­nie uważ­no­ści pro­wa­dzi jakimś tajem­ni­czym spo­so­bem do nowej głę­bo­kiej więzi z samym życiem, o któ­rej ist­nie­niu nawet nie śni­li­śmy, a wtedy osta­tecz­nie przy­nosi poży­tek wszyst­kim.

Patrzymy w prze­szłość, aby lepiej widzieć przy­szłość

Więk­szość tego tek­stu powstała w latach 2002–2004. Sta­no­wiła wów­czas dwie ostat­nie czę­ści pier­wot­nej wer­sji Coming to Our Sen­ses, o czym świad­czą przy­kłady, z któ­rych korzy­stam, zwłasz­cza w Czę­ści 1. Zale­żało mi wtedy na roz­sze­rze­niu na całe spo­łe­czeń­stwo uzdra­wia­ją­cego zasięgu uważ­no­ści i jej orto­go­nal­nego podej­ścia. Innymi słowy, chcia­łem objąć nim rze­czy­wi­ste poczy­na­nia Sta­nów Zjed­no­czo­nych na wła­snym tere­nie i za gra­nicą, kon­tra­stu­jące ostro z ofi­cjalną reto­ryką, pró­bo­wa­łem też poka­zać, co zyskamy, się­ga­jąc po uważ­ność w obli­czu naj­więk­szych wyzwań, które zaczy­na­li­śmy sobie wtedy dopiero uświa­da­miać, a które dziś jedy­nie się spo­tę­go­wały.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Homo sapiens sapiens: od łaciń­skiego sapere, „skosz­to­wać”, „wie­dzieć” (por. Tom 1 niniej­szego cyklu, str. XVIII, oraz Tom 3, str. 4, 15), gatu­nek posia­da­jący świa­do­mość, jed­no­cze­śnie świa­domy swo­jej świa­do­mo­ści. [wróć]

Jeśli ter­min „dharma” brzmi obco, por. Tom 1: Medy­ta­cja to nie to, co myślisz. [wróć]

Yuval Noah Harari, 21 lek­cji na XXI wiek, Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, Kra­ków 2018, s. 392–403. [wróć]

To praw­dziwy para­doks, że uważ­ność jest o wiele więk­sza niż samo myśle­nie i w porów­na­niu z nim orto­go­nalna. Naj­wi­docz­niej świa­do­mość i myśle­nie wcale nie wyklu­czają się nawza­jem i przy wła­ści­wym podej­ściu mogą się uzu­peł­niać oraz wspo­ma­gać. W tym kon­tek­ście „orto­go­nal­ność” ozna­cza, że uważ­ność, świa­do­mość są nie­za­leż­nym obsza­rem lub wymia­rem odno­szą­cym się do tej samej chwili co myśle­nie, zdol­nym wszakże uka­zać nam odmienny punkt widze­nia, z któ­rego każdą myśl możemy uchwy­cić w nowy spo­sób. Wię­cej infor­ma­cji o orto­go­nal­no­ści por. Tom 3, str. 45–62. [wróć]

Patrz: Tom 1, „Pustka”. [wróć]

Być może za sprawą mecha­ni­zmów epi­ge­ne­tycz­nych będzie to rów­nież ewo­lu­cja bio­lo­giczna. [wróć]

Patrz np.: Nancy Mac­Lean, Demo­cracy in Cha­ins: The Deep History of the Radial Right’s Ste­alth Plan for Ame­rica, Viking, New York 2017; oraz Noam Chom­sky, Chom­sky on Mis-Edu­ca­tion, Row­man & Lit­tle­field, Lan­ham 2000. [wróć]

Patrz: Hans Rosling, Fact­ful­ness: Ten Reasons We’re Wrong About the World – And Why Things Are Bet­ter Than You Think, Fla­ti­ron, New York 2018; oraz Ste­ven Pin­ker: Nowe Oświe­ce­nie. Argu­menty za rozu­mem, nauką, huma­ni­zmem i postę­pem, Zysk i S-ka, Poznań 2018. [wróć]