Umowa stoi. Tajemnice piłkarskich kontraktów i wielomilionowych transferów w Premier League - Daniel Geey - ebook

15 osób właśnie czyta

Opis

Otwiera oczy na sprawy, o których nigdy nie myślałeś!

Odszkodowanie za zwolnienie trenera. Zatrudnienie nowej gwiazdy. Negocjacje sprzedaży praw telewizyjnych. Wielomilionowe przejmowanie klubów. Daniel Geey ma wszystkie te zagadnienia w małym palcu. Jako jeden z czołowych piłkarskich prawników na co dzień współpracuje z największymi klubami z Premier League i piłkarzami ze światowego topu, dbając, by nikomu nie stała się finansowa krzywda.

Umowa stoi pozwala nam poznać angielską ligę piłkarską od nieco innej strony. Mniej liczą się tutaj piękne bramki i efektowne parady, możesz się za to dowiedzieć, który piłkarz musiał zapłacić 80 tysięcy funtów za to, że przez chwilę było mu widać majtki, któremu Szwedowi zakazano w kontrakcie latania w kosmos albo który zawodnik wymagał w swojej umowie zapisu o sfinansowaniu lekcji gotowania dla jego żony.

Wielkie pieniądze, kontraktowe zawiłości i wierność barwom klubowym będąca tylko kwestią ceny – tak wygląda świat współczesnego futbolu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 325

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dla Issie i Livi.

Patrzcie w gwiazdy i twardo stąpajcie po ziemi

Gianluca VialliWprowadzenie

Mój pierwszy zawodowy kontrakt podpisałem w 1980 roku. Miałem 16 lat, związałem się z klubem Cremonese. Po radę mogłem się wtedy zgłosić jedynie do AIC, włoskiego odpowiednika Professional Footballers’ Association. W tamtych czasach piłka nożna tworzyła samowystarczalny ekosystem: pieniądze zostawały w naszym środowisku, nie było żadnych prawników, banków ani agencji − nawet agenci stanowili względną rzadkość. Ponad dziesięć lat później, w 1992 roku, przeszedłem z Sampdorii do Juventusu. Znów w transferze tym nie uczestniczył żaden agent ani prawnik. Paolo Mantovani, prezydent Sampdorii, zapytał, na czym mi zależy, a potem w moim imieniu negocjował bezpośrednio z Juventusem. To on załatwił mi kontrakt, na mocy którego odszedłem z jego klubu.

W połowie lat 90. angielska Premier League przecierała szlaki − tworzyła z piłki produkt medialny typu premium i sprzedawała go na cały świat. Wtedy popłynęły pieniądze. Wielu moich kolegów podpisało umowy z agentami i prawnikami, by ci negocjowali w ich imieniu kontrakty komercyjne oraz transfery. W 1996 roku miał miejsce mój ostatni transfer w karierze, do Chelsea. Wtedy też po raz pierwszy korzystałem z pomocy agenta. Dla nas, piłkarzy, to była zupełnie nowa rzeczywistość, w której musieliśmy szybko nauczyć się odnajdywać. Musieliśmy zacząć postrzegać samych siebie w zupełnie nowy sposób: jako marki, produkty, towar, który można kupować i sprzedawać.

Od tamtej pory minęło nieco ponad 20 lat i futbol zmienił się nie do poznania. Dzięki przychodom ze sprzedaży praw transmisyjnych w piłce nożnej jest więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej, a to winduje kwoty transferów, zarobki piłkarzy, kwoty umów sponsorskich oraz przychody komercyjne. W tym nowym świecie trudno sobie wyobrazić, żeby młody piłkarz miał podpisać kontrakt − z nowym lub dotychczasowym klubem − bez pomocy agentów, prawników, a czasem również doradców marketingowych i specjalistów ds. PR. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie 28-letniego napastnika z 59 występami w reprezentacji narodowej na koncie, jak zawierza kwestię negocjowania warunków swojego transferu prezydentowi dotychczasowego klubu.

Na najwyższym poziomie dzisiejszej piłki agenci, prawnicy, banki, agencje marketingowe i PR-owe odgrywają istotną rolę. Wprowadzenie tych specjalistów do świata futbolu przyniosło korzyści samej dyscyplinie, jak i zawodnikom: zwiększyły się standardy, jeśli chodzi o rzetelność finansową, dobre praktyki komercyjne oraz ochronę prawną sportowców, których kariera jest przecież krótka. Oczywiście przy okazji każdego kolejnego okna transferowego w prasie pojawiają się artykuły o tym, kto tak naprawdę korzysta na tych olbrzymich kwotach obecnych w futbolu − media zastanawiają się, co dzieje się za kulisami i czy wszystkie podejmowane tam działania na pewno są zgodne z prawem.

Daniel został mi przedstawiony przez naszego wspólnego znajomego. Poprosił mnie, bym zaangażował się w działalność Football Aid, organizacji charytatywnej, którą wspiera. Od tamtej pory dobrze poznałem Daniela i darzę go wielkim szacunkiem jako autorytet w kwestiach prawnych i biznesowych związanych z piłką. Ta książka stanowi dowód nie tylko jego obszernej wiedzy, ale także tego, że potrafi nawet najbardziej złożone kwestie przedstawić w sposób jasny i ciekawy. Nie znam nikogo, kto lepiej ukazałby tę fascynującą branżę od kuchni.

− Luca Vialli

Gra, która się zmienia

W minionych latach drastycznie zmieniło się to, w jaki sposób konsumujemy piłkę nożną. Dorastałem w latach 80., gdy transmisje meczów na żywo stanowiły wielką nowinkę. W telewizji pokazywano futbol tylko raz na jakiś czas, a w gazetach też się o nim nie rozpisywano. Oznaczało to, że moim głównym źródłem informacji była lokalna prasa, na przykład „Liverpool Echo” i „Daily Post” – dwie strony na co dzień, kilka dodatkowych w dniu meczu i nazajutrz. Nic dziwnego, że pochłaniałem wszelkie doniesienia piłkarskie, jakie wpadły mi w ręce.

Coś takiego jak plotki transferowe w zasadzie wtedy jeszcze nie istniało. Później pojawiła się telegazeta, telewizyjna usługa informacji tekstowych, dzięki której zyskałem dostęp nawet do dziesięciu stron wiadomości piłkarskich dziennie. W ten sposób w moim życiu narodziła się nowa tradycja. Zaraz po szkole pędziłem do domu, chwytałem pilota i oddawałem się lekturze stron 302–312, by dowiedzieć się, że chodzą słuchy o zainteresowaniu Liverpoolu konkretnym piłkarzem i ile miałby on kosztować. Dla mnie było to coś wspaniałego. Szczególnie mrocznie wspominam dzień, w którem wróciłem do domu i dowiedziałem się, że Roy Keane podpisał kontrakt z Manchesterem United. To był internet mojego pokolenia, moje pierwsze doświadczenia z epoką cyfrową.

W tamtych latach niezwykłą popularnością cieszyły się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Możliwość odkrywania nowych piłkarzy i poznawania ich umiejętności na tych turniejach otworzyła mi oczy na szeroki świat futbolu, na egzotycznych zawodników i egzotyczne ligi.

W okresie, gdy bywałem na większości meczów, które Liverpool rozgrywał u siebie, pojawił się kolejny sposób pozyskiwania najnowszych plotek transferowych, a mianowicie specjalne infolinie, za połączenia z którymi płaciło się określone stawki. Jestem przekonany, że dzięki temu, ile kosztowały połączenia z tymi numerami, mój tata należał do pierwszej fali użytkowników internetu. Zainstalowano nam w domu modem telefoniczny, który był powolny i wydawał dziwne piski, ale dawał też dostęp do aktualizowanych na bieżąco wiadomości piłkarskich oraz forów poświęconych futbolowi.

Nagle piłka nożna znalazła się wszędzie. Stała się sednem naszych rozmów przy kolacji, gdy najsensowniej wypowiadała się mama (a czasem tata!). Dyskutowaliśmy o taktyce, menedżerach, piłkarzach, meczach, rywalach i historii.

Potem poszedłem na studia, gdzie dzienną dawkę wiadomości piłkarskich przyjmowałem za pośrednictwem agregatora treści NewsNow. Udało mi się nawet napisać pracę dyplomową na temat zmian w systemie transferowym FIFA oraz przypadku belgijskiego piłkarza Jeana-Marca Bosmana (więcej o nim piszę na s. 73). Tak oto po raz pierwszy pomyślałem, że moje dwie największe życiowe pasje – futbol i prawo – da się połączyć.

Wkrótce znalazłem się w sytuacji, której wielu mogłoby mi pozazdrościć. Zamiast ograniczać się do konsumowania piłki (która zdążyła już stać się ważnym elementem światowej branży rozrywkowej), mogłem też publikować własne przemyślenia na jej temat. Zacząłem pisać bloga, a moje uwagi i opinie były przekazywane dalej za pośrednictwem wyszukiwarek, Twittera, Facebooka i Instagrama.

Odkąd zostałem prawnikiem, dostałem szansę pracy przy licznych dużych przejęciach w świecie piłkarskim, transferach i sporach. Przy okazji poznałem wielu fantastycznych ludzi z tego środowiska. Oczywiście w praktyce wygląda to tak, że życie prawnika specjalizującego się w futbolu rzadko bywa ekscytujące. Owszem, umowy finalizuje się w sali posiedzeń zarządu i tam też robi się oficjalne zdjęcia dla mediów, ale większość drobiazgowych negocjacji prowadzona jest na WhatsAppie. Wymieniam górę e-maili, dzwonię do mojego klienta 40 razy dziennie, a potem i tak ostatnie szczegóły ustala się w późnych godzinach nocnych, żeby nie powiedzieć, że nad ranem. Zdarzało się, że pomagałem klientowi negocjować transfer, jednocześnie odbierając dzieci ze szkoły. Zdarzało mi się być na wakacjach i musieć wrócić do pracy, bo transfer został mniej więcej dogadany i piłkarz nazajutrz miał się zjawić w swoim potencjalnym nowym klubie. Pracowałem przy negocjowaniu umów na plaży, w śniegu, na jachtach oraz w górach (gdzie co chwila gubiłem zasięg). Ktoś może myśleć, że te negocjacje mają charakter rutynowy, ale to rzadko tak wygląda, za to poczta elektroniczna i smartfony sprawiają, że dzisiaj coraz trudniej o fizyczne przeszkody uniemożliwiające finalizację jakiejś umowy.

Mimo to do dziś nie przestaje zadziwiać mnie nieco delikatny charakter tej branży. Wystarczy pechowa kontuzja kolana albo agresywny wślizg rywala, by kariera piłkarza dobiegła końca. Wystarczy jeden nieodpowiedni tweet, by zawodnik został zawieszony na określony czas. Wystarczy kilka nieudanych meczów, by menedżerowi pokazano drzwi. Agenci żyją w ciągłym strachu, że stracą swoje największe gwiazdy, choć w budowanie relacji z nimi włożyli wiele lat ciężkiej pracy. Właściciele, którzy nierzadko uratowali swój ukochany klub z dzieciństwa przed bankructwem, później muszą radzić sobie z falą krytyki, gdy zespół nie gra najlepiej.

Awans, spadek, zwycięski gol strzelony w ostatniej minucie, brak awansu do finału, przegrana w serii rzutów karnych na mundialu, kontuzje, rehabilitacja, negocjowanie kontraktów, prośby piłkarzy o transfer, kluby wypychające zawodników gdzie indziej – oto codzienność definiująca branżę futbolową. Tutaj nic nie jest czarne albo białe. Liczą się niuanse i kontekst.

To, dlaczego dany artykuł został napisany, jest dokładnie tak samo ważne jak jego treść. Każdy dąży do realizacji jakichś swoich celów. Agent zawodnika chce wynegocjować nowy, bardziej atrakcyjny kontrakt, a klub chce tonować oczekiwania fanów. Ilość dostępnych informacji, artykułów, reportaży publikowanych w sieci potrafi być naprawdę przytłaczająca, ale z tego wszystkiego rodzi się nowa branża tworzenia treści, która zmienia oblicze piłki nożnej, świata i rozrywki jako takiej.

Netflix, YouTube czy SkySports oferują nam wielokrotnie więcej treści, niż mieliśmy do dyspozycji kiedyś. Dawniej najważniejszy był konkretny sport i tyle. Dzisiaj wybierasz sobie ulubiony program telewizyjny, masz ulubionego vlogera na YouTubie, a gdy nie obejrzałeś meczu na żywo, bez problemu znajdujesz jego skrót w sieci. W sferze rozrywki sportowej konkurencja jest dziś tak duża, że nawet gdy ktoś ogląda cały mecz na żywo, zwykle równocześnie korzysta z drugiego urządzenia, by śledzić wiadomości na WhatsAppie, Twitterze czy Snapchacie. Skraca się dostępny nam czas maksymalnego skupienia, zmieniają się nawyki konsumpcyjne. Piłka nożna nie jest już dobrem tak trudno dostępnym jak kiedyś. Dzisiaj każdy ma do wyboru niemal nieskończoną ilość sportowych treści rozrywkowych. Rywalizacja o odbiorcę jeszcze nigdy nie była tak zacięta jak teraz.

Opinia publiczna nieustannie skupia na piłce nożnej dużą uwagę. Część fanów chciałaby, żeby piłkarze byli aniołami i zawsze zachowywali się idealnie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, wszyscy popełniamy błędy. Dotyczy to również zawodników. Błędy się zdarzają i będą się zdarzać. Czytając nagłówki, należy koniecznie pamiętać, że w życiu piłkarzy, menedżerów czy właścicieli klubów jeden błąd, jedna kontuzja czy jedna konferencja prasowa mogą zadecydować o wielkim sukcesie lub wielkiej tragedii. Futbol jest pod tym względem szczególnie trudny, zwłaszcza jeśli spojrzeć na Twittera po przegranym meczu jakiegoś zespołu. Wszelkie pozytywne aspekty giną zwykle w morzu krytyki. Bardzo ważny jest kontekst, ale niestety niezwykle łatwo jest o nim zapomnieć. Dramaty i kontrowersje są nam przecież fundowane co tydzień.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jednym z najważniejszych aspektów tego pięknego sportu są fani, dzisiaj jednak jeszcze bardziej niż dotąd ważne jest to, by zajrzeć za kulisy i dowiedzieć się, jak to wszystko działa. Celem tej książki jest przedstawić odrobinę kontekstu i piłkarskich niuansów. Chciałbym też na podstawie własnych doświadczeń opisać boiskowe i pozaboiskowe sprawy dotyczące lig, klubów, piłkarzy i kibiców – sprawy kształtujące oblicze nowoczesnej piłki.

Rozdział 1 Piłkarski ekosystem

Piłka nożna to skomplikowana sprawa. Na szczęście przedstawię ją w tej książce w dość szczegółowy sposób. Na początek chciałbym, żebyś zobaczył, jakie wzajemne relacje zachodzą między poszczególnymi elementami tego ekosystemu. Dlatego kawałek dalej znajdziesz specjalny diagram. Musisz rozumieć, w jaki sposób pasują do siebie różne elementy futbolowej układanki, by móc zagłębić się w szczegóły i pojąć, jak to wszystko naprawdę działa.

Ta książka to przewodnik po zależnościach i interakcjach zachodzących pomiędzy najważniejszymi postaciami w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Istotę futbolu stanowią kluby i drużyny. To one zatrudniają piłkarzy, to one biorą udział w różnych rozgrywkach krajowych i międzynarodowych, to one płacą agentom za finalizowanie wszelkich umów, to one dostają pieniądze od nadawców za prawa do transmitowania meczów na cały świat, to one podpisują lukratywne kontrakty sponsorskie z największymi markami, wreszcie to one pobierają pieniądze od kibiców za wstęp na mecze oraz za klubowe produkty. Wspomniany wcześniej wykres przedstawia przepływ pieniędzy trafiających do świata piłki nożnej i z niego odpływających.

Weźmy jako przykład Liverpool FC. Jak wynika z dokumentów finansowych za sezon 2016/17, opublikowanych w 2018 roku, klub zainkasował 73,5 miliona funtów z tytułu działalności w dniach meczowych; 136,4 miliona funtów z tytułu umów komercyjnych z firmami zewnętrznymi, takimi jak Standard Chartered (30 milionów funtów na sezon), New Balance czy BetVictor; a także 154,3 miliona funtów z tytułu sprzedaży praw transmisyjnych (są to głównie przychody z Premier League). Zyski ze sprzedaży praw do transmisji meczów Premier League są niemałe. Szacuje się je na ponad osiem miliardów funtów, z czego ponad pięć miliardów za wyłączne prawo do transmitowania tych spotkań na terenie Wielkiej Brytanii płacą brytyjscy nadawcy Sky i BT Sport. Stacje telewizyjne mogą sobie pozwolić na tak wysokie opłaty dzięki sprzedaży płatnych abonamentów. Fani płacą za to, by móc co tydzień oglądać występy swojej ulubionej drużyny. Chelsea, triumfatorzy Premier League w sezonie 2016/17, za ten jeden sezon zainkasowała 150,8 miliona funtów. Nadawcy z całego świata są gotowi zapłacić naprawdę olbrzymie sumy za prawa transmisyjne.

Różne stacje telewizyjne wpłacają również olbrzymie sumy do UEFA, dysponenta praw transmisyjnych do Ligi Mistrzów. Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, to firma BT Sport zapłaciła 1,18 miliarda funtów za wyłączne prawo do transmitowania meczów Ligi Mistrzów i Ligi Europy do 2021 roku. Szczegółowe informacje o sprzedaży praw transmisyjnych i płaceniu za nie, a także o podziale wpływów z tego tytułu, znajdziesz w rozdziale 9.

Wróćmy jednak do Liverpoolu. Całkowite obroty tego klubu sięgnęły 364,2 miliona funtów. Tak dla porównania dodam, że przychody Manchesteru United wyniosły 581 milionów funtów, w Realu Madryt było to 580 milionów funtów, a w Barcelonie 557 milionów funtów. Zysk netto Liverpoolu wyniósł 40 milionów funtów. W sezonie 2016/17 dochód operacyjny udało się wypracować 18 klubom Premier League. W tym samym sezonie Leicester City, ubiegłoroczni zwycięzcy, wypracowali zysk na poziomie 92 milionów funtów. Szczegółowe informacje o tym, w jaki sposób kluby maksymalizują przychody, zawarłem w rozdziale 4.

Jeśli chodzi o wydatki, Liverpool przeznaczył 207,5 miliona funtów na wynagrodzenia, wyasygnował również 76 milionów funtów na transfery (szczegółowe informacje na temat prawnych aspektów transferów, ich finansowania i księgowania znajdziesz w rozdziale 2). Kluby wypłacają także prowizje agentom w wysokości 5–10% zarobków piłkarzy. Z danych za letnie i zimowe okno transferowe w sezonie 2016/17 wynika, że agentów najbardziej wynagrodził właśnie Liverpool: 26,7 miliona funtów. Łącznie wszystkie kluby grające w Premier League przeznaczyły na takie prowizje 211 milionów dolarów.

Gdy klub zwalnia menedżera, wypłaca mu zwykle odszkodowanie z tytułu rozwiązania obowiązującej umowy (zwykle obejmuje ono również asystentów i innych członków sztabu szkoleniowego menedżera). Brendan Rodgers, były menedżer Liverpoolu, i jego ludzie mieli rzekomo dostać 16 milionów funtów. Klub, który chciałby zmienić menedżera zatrudnionego na długim kontrakcie, może ponieść z tego tytułu spore koszty.

Kluczowe znaczenie ma przepływ pieniędzy. Różne regulacje finansowe (takie jak UEFA Financial Fair Play) co do zasady zabraniają klubom wydawania większych sum, niż wynoszą ich wpływy. Więcej szczegółów na ten temat znajdziesz w rozdziale 4. Takie podejście spowodowało, że kluby dążą dziś do maksymalizacji przychodów, bo tylko to gwarantuje możliwość bezpiecznego pokrycia wynagrodzeń i premii dla piłkarzy oraz sfinansowania transferów.

Coraz bardziej złożony ekosystem piłkarski, w którym kluby, piłkarze, agenci i organizacje wchodzą ze sobą we wzajemne interakcje, skutkujące wymianą usług i praw w zamian za przychody. Pieniądze krążące w samej Premier League sięgają wielu miliardów funtów.

Połączenie rekordowo wysokich przychodów z praw transmisyjnych i praw komercyjnych spowodowało, że milionerzy i miliarderzy zaczęli się aktywnie interesować posiadaniem klubów na własność. W minionej dekadzie kluby tak legendarne jak Inter Mediolan, Manchester City, Liverpool, AC Milan, Monaco czy Paris-Saint Germain zostały kupione w ramach kontraktów opiewających na wiele milionów funtów. Szczegółowe informacje o formułowaniu takich umów oraz pracy niezbędnej do tego, by przejęcie klubu było możliwe, znajdziesz w rozdziale 4.

Obecnie pracodawcą piłkarza jest klub, który ma obowiązek zwolnić go, gdy ten dostanie powołanie do reprezentacji. Kiedyś ta kwestia okazywała się niezwykle problematyczna. Toczono istotne spory o to, czy dany piłkarz może występować w reprezentacji danego kraju, kto powinien wypłacać wynagrodzenie zawodnikowi, który nabawi się urazu w występie reprezentacyjnym, wreszcie – czy klub powinien otrzymywać rekompensatę za umożliwienie swojemu piłkarzowi występów w drużynie narodowej (bardziej szczegółowo opisuję to w rozdziale 8). Trzeba mieć jednak świadomość, że międzynarodowe turnieje organizowane przez FIFA i UEFA to dla niektórych piłkarzy szczytowe osiągnięcie w karierze. Udany występ na mundialu albo na mistrzostwach Europy może spowodować, że w najbliższym oknie transferowym zawodnikowi zostanie zaproponowany lukratywny kontrakt.

Właściciele marek takich jak Coca-Cola, Budweiser, Hyundai czy Visa płacą miliony funtów za to, by kojarzyło się je z tymi ważnymi turniejami. Pieniądze zainkasowane z tego tytułu przez międzynarodowe federacje piłkarskie są następnie dzielone między federacje krajowe.

Pieniądze krążą w najlepsze. W ostatecznym rozrachunku piłkę nożną finansują sami kibice, kupując bilety na mecze i wykupując płatne abonamenty telewizyjne. Pełne stadiony, fanatyczny doping i nieustanne zainteresowanie ze strony mediów – to wszystko powoduje, że futbol kroczy od sukcesu do sukcesu.

Ta książka wyjaśnia, jak działa ta branża, daje wgląd w kilka najistotniejszych aspektów tego sportu, a także rzuca światło na to, co dzieje się z wieloma milionami funtów i jaki mają one wpływ na zawodników, kluby i stacje telewizyjne.

Rozdział 2 Transfery i kontrakty zawodników

Wróćmy do sierpnia 2015 roku, właśnie kończy się okno transferowe. Media donoszą, że Manchester United ma sfinalizować jakąś umowę. Klub negocjuje sprzedaż swojego pierwszego bramkarza, Davida de Gei. Nabywcą ma być Real Madryt, kwota transferu ma wynieść około 30 milionów dolarów, przy czym Hiszpanie mają przekazać w rozliczeniu swojego bramkarza, Keylora Navasa. Jednocześnie negocjatorzy reprezentujący klub usiłują dopiąć umowę zakupu Anthony’ego Martiala, cudownego dzieciaka z Monaco, który ma kosztować oszałamiające 50 milionów funtów albo i więcej. Transfer Martiala do Manchesteru United udaje się zrealizować, ale de Gea i Navas zostają w starych klubach. Odpowiednie dokumenty nie zostały na czas wysłane do FIFA Transfer Matching System i cała transakcja upada. Zaczyna się obwinianie, oba kluby wzajemnie się oskarżają. W kolejnych tygodniach de Gea podpisuje wieloletnie przedłużenie dotychczasowego kontraktu, a Martial strzela gola w swoim debiucie w starciu z największym rywalem Manchesteru United, czyli Liverpoolem.

Dla prawników, negocjatorów i pracowników klubu odpowiedzialnych za kwestie komercyjne to musiał być wyjątkowo trudny okres. W tym samym czasie negocjowali kontrakty meczowe, uwzględniające liczne obwarowane warunkami premie i klauzule wynikowe; dopinali kontrakty związane z zarządzaniem prawem do wizerunku; upewniali się, żeby umowy sponsorskie zawodnika nie kolidowały z umowami sponsorskimi klubu; negocjowali z licznymi agentami reprezentującymi piłkarzy i sprzedające ich kluby.

Jakby tego było mało, trzeba było zadbać o komplet dokumentów związanych z faktem, że były to transfery międzynarodowe. Navas potrzebowałby pozwolenia na pracę, co dodatkowo komplikuje i tak trudne już negocjacje i związane z nimi prace administracyjne.

Przeczytanie związanych z tym nagłówków zajmuje dosłownie chwilę, tymczasem opisują one coś, czego przygotowanie wymagało wielu tygodni, a może nawet miesięcy wysiłków i negocjacji. Część transferów ostatecznie dochodzi do skutku (Martial), a część nie (de Gea). W tym rozdziale napiszę, jak trudno jest sfinalizować transfer oraz jak wygląda pajęczyna zadań i potencjalnych komplikacji, o jakich większość fanów nie ma najmniejszego pojęcia.

Przeskoczmy teraz do końcówki okna transferowego w lecie 2017 roku w Premier League. Padają kolejne rekordy. Kluby z Premier League wydały na nowych piłkarzy 1,4 miliarda funtów, co jest rekordem w skali światowej. PSG wykupiło z Barcelony kontrakt Neymara za 198 milionów funtów, a do tego zapłaciło Monaco sporą kwotę za wypożyczenie Kyliana Mbappé, jednocześnie zobowiązując się do zakupu tego piłkarza latem 2018 roku za 167 milionów funtów. W tamtym sezonie nadzwyczaj dużo transferów znanych zawodników się nie powiodło (przynajmniej nie od razu). Philippe Coutinho zgłosił w Liverpoolu, że chciałby odejść, ale Liverpool trzykrotnie odrzucał ofertę kupna tego piłkarza przez Barcelonę. Diego Costa chciał opuścić Premier League, ale mu się to nie udało i zapowiadało się na to, że czeka go ławka rezerwowych w Chelsea. Ostatecznie we wrześniu wrócił do Atlético Madryt, ale nie mógł grać do stycznia 2018 roku, ponieważ klubowi z Hiszpanii zawieszono prawo do zgłaszania nowych zawodników. Virgil van Dijk poprosił swój klub o transfer, bo chciał przejść do Liverpoolu, który za jego usługi był gotów zapłacić ponad 70 milionów funtów. Ostatecznie piłkarzem The Reds został dopiero w styczniu 2018 roku za kwotę 75 milionów dolarów, co stanowiło wówczas rekordową sumę za obrońcę.

Wiele tego typu problemów – negocjowanie wysokości transferu, prowizji dla agentów, renegocjowanie kontraktów, umowy dotyczące praw wizerunkowych, pozwolenia na pracę, dokumentacja niezbędna przy transferach międzynarodowych – zostało opisanych poniżej. Dla klubów i agentów zawodników to chleb powszedni. Teraz ty też możesz się dowiedzieć, co trzeba zrobić i załatwić, by piłkarz mógł zmienić klub.

Porozumienie w sprawie transferu

Transfery zawsze były kluczowym elementem piłkarskiego świata. To dzięki nim kluby mogą zmieniać składy swoich zespołów, pokazać fanom swoje ambicje i zwiększać atrakcyjność w oczach opinii publicznej. Dla klubu sprzedającego piłkarza transfer oznacza również istotny zastrzyk gotówki, którą można następnie zainwestować w klubową infrastrukturę albo w zespół.

Gdy czyta się o transferach w prasie, wydają się one proste: klub bierze na cel konkretnego piłkarza, a potem dochodzi do sfinalizowania transakcji. Łatwizna. W praktyce cały ten proces – od wskazania konkretnego zawodnika po podpisanie umowy – okazuje się bardzo złożony. W latach 80. i 90. dość często spotykało się sytuacje, w których piłkarze omawiali, negocjowali i podpisywali długoterminowe kontrakty bezpośrednio z nowym menedżerem, czyli bez pośrednictwa agentów, dyrektorów generalnych, dyrektorów ds. piłkarskich i prezesów. Obecnie wygląda to dokładnie na odwrót. Dzisiaj w czterech najwyższych kategoriach rozgrywkowych trudno o zawodnika, który nie byłby przez kogoś reprezentowany.

W przypadku transferu trzeba zwykle dojść do porozumienia na przynajmniej dwóch płaszczyznach. Muszą się porozumieć klub sprzedający z klubem kupującym oraz piłkarz z klubem kupującym. Brzmi jak coś prostego, ale absolutnie takie nie jest. Porozumienie w sprawie wysokości transferu i kwot dla wszystkich zainteresowanych stron, idących zresztą w miliony funtów, to tylko jedno z wyzwań stojących przed klubem kupującym. Klub prowadzi również negocjacje z różnymi agentami, z którymi musi uzgodnić wysokość tygodniowego wynagrodzenia oraz wysokość premii z tytułu finalizacji transferu, a do tego dochodzą jeszcze premie za lojalność i premie za wyniki. Diabeł tkwi w szczegółach.

Trzeba pamiętać, że transfery absolutnie nie są sprawą prostą. Klub ma obowiązek zgłoszenia zawodnika, który będzie występował w jego zespole. Jakiś klub może zechcieć kupić i zgłosić piłkarza, który ma ważny kontrakt z innym zespołem. W takiej sytuacji może zapłacić kwotę uzgodnioną w kontrakcie, dzięki czemu dany zawodnik zostaje zwolniony z pozostałej części umowy, a jego zgłoszenie jest przenoszone na nowy klub. Wysokość tej kwoty zależy od tego, czy dany piłkarz ma w swoim kontrakcie z dotychczasowym klubem zapisaną kwotę odstępnego (więcej szczegółów na s. 58), a także od tego, na jaką cenę sprzedaży jest gotów zgodzić się klub sprzedający. Wielu piłkarzy zmienia drużynę bez konieczności uiszczania zapłaty przez ich nowy klub, ponieważ skończył im się kontrakt z dotychczasowym pracodawcą. Często określa się to mianem transferu Bosmana (więcej szczegółów poniżej, na s. 73). Transfery, w ramach których nowy klub płaci za zawodnika dotychczasowemu klubowi, można organizować wyłącznie w ograniczonych czasowo oknach transferowych. Zwykle wyróżnia się zimowe i letnie okno transferowe.

Kupując zawodnika, klub identyfikuje zwykle kilku interesujących go piłkarzy. Może wtedy otwarcie skontaktować się z klubem sprzedającym i poprosić o zgodę na rozmowę z konkretnym graczem, ale może też skorzystać z usług agenta, który skontaktuje się z agentem reprezentującym gracza. Manchester United zapewne najpierw kontaktował się z Juventusem, by uzgodnić kwotę transferu za Paula Pogbę, a dopiero potem Mino Raiola, agent zawodnika, przystąpił do omawiania z klubem wynagrodzenia swojego klienta.

Kwota transferu

Kwota transferu zależy od wielu różnych czynników, takich jak wiek piłkarza, warunki w jego obowiązującym kontrakcie, pozycja zawodnika na arenie międzynarodowej, pozostały czas obowiązywania bieżącego kontraktu, narodowość gracza czy jego pozycja na boisku (ogólnie rzecz biorąc, napastnicy są drożsi niż bramkarze). Weźmy na przykład Robina van Persiego, który w wieku 29 lat przeszedł z Arsenalu do Manchesteru United za 29 milionów funtów. Wiek piłkarza dość mocno ograniczał już jego wartość rynkową, ale sir Alex Ferguson uważał, że van Persie bardzo przyda się jego zespołowi jako strzelec goli. Taka logika powoduje, że zawodnik występujący w reprezentacji swojego kraju, a do tego kupowany od największego rywala, po prostu nie może być tani. Ferguson, jak zresztą wielokrotnie wcześniej, miał rację. W sezonie 2012/13 van Persie zdobył 26 bramek dla Manchesteru United, który po zwycięstwie nad Aston Villą zagwarantował sobie triumf w Premier League. W tamtym spotkaniu van Persie, ówczesny najskuteczniejszy gracz zespołu, ustrzelił hat-tricka.

Dojście do porozumienia w sprawie kwoty transferu trwa czasem tygodniami, a nawet miesiącami, tym bardziej że często wzrasta ona o określone warunkowe dodatki, dotyczące:

awansu

klubu do wyższej ligi lub jakichś rozgrywek,

sięgnięcia

przez

klub po trofea,

uniknięcia spadku,

indywidualnych

osiągnięć piłkarza, takich jak powołanie do reprezentacji lub zdobyte bramki,

klauzuli

odsprzedażowej, to znaczy wynagrodzenia dla klubu w wypadku sprzedaży zawodnika.

Czasami na dojście do porozumienia potrzeba kilku godzin, zwłaszcza gdy zamknięcie okna transferowego nadchodzi wielkimi krokami, zwykle jednak wysokość kwoty transferu zależy od względnej siły przetargowej zainteresowanych stron. Weźmy na przykład piłkarza, któremu do końca umowy zostało sześć miesięcy i który składa prośbę o transfer. Taki zawodnik będzie wart mniej, bo za pół roku będzie dostępny za darmo. W rezultacie jego klub nie będzie miał dużych możliwości negocjowania kwoty transferu. W zupełnie innej sytuacji znajduje się klub, którego najlepszy napastnik dopiero co podpisał pięcioletni kontrakt i jest w swoim zespole szczęśliwy.

Według doniesień transfer Naby’ego Keïty z RB Lipsk do Liverpoolu w letnim oknie transferowym miał być uzależniony od tego, na jakim miejscu w Bundeslidze zakończy sezon jego zespół. Oba kluby porozumiały się w sprawie tej transakcji już ubiegłego lata, tyle że porozumienie obejmowało różne kwoty transferu w zależności od tego, na jakim miejscu niemiecki klub zakończy rozgrywki ligowe. Kwota transferu miała wynieść 48 milionów funtów, gdyby piłkarze z Lipska zajęli miejsce siódme lub niższe. Ostatecznie RB okazał się szóstym klubem Bundesligi, co oznaczało, że Liverpool musi zapłacić 52,7 miliona funtów.

FIFA TMS

FIFA Transfer Matching System (TMS) został stworzony w 2010 roku. Zanim FIFA wystawi certyfikat transferu międzynarodowego (ITC, international transfer certificate), klub kupujący i klub sprzedający muszą wprowadzić do TMS ponad 20 rodzajów informacji, które są następnie „zestawiane”. Są to między innymi dane osobowe zawodnika, nazwy klubów, rodzaj transferu, nazwisko agenta i kwota transferu. Prawidłowe podanie wszystkich tych danych skutkuje wystawieniem certyfikatu transferu międzynarodowego, dzięki któremu możliwa jest finalizacja transferu i zgłoszenie zawodnika w jego federacji piłkarskiej.

Szczegóły porozumienia transferowego

Umowa transferu jest sporządzana w momencie, w którym kluby dojdą do porozumienia w następujących kwestiach:

kwota

transferu (często płatna w ratach),

klauzula

odsprzedażowa, uruchamiana w wypadku kolejnego transferu piłkarza w przyszłości,

wszelkie

płatności „dodatkowe” – na przykład gdyby klub kupujący awansował do wyższej klasy rozgrywkowej albo zakwalifikował się do Ligi Mistrzów, możliwe jest automatyczne uruchomienie kolejnych płatności.

Kwota transferowa jest zwykle wypłacana w ratach, na przykład: 50% w dniu finalizacji kontraktu, 25% w pierwszą rocznicę zawarcia kontraktu i 25% w drugą rocznicę. Jak już wspominałem, mogą się też pojawić płatności dodatkowe. Na przykład klub kupujący, któremu uda się awansować do Premier League, może być zobowiązany na mocy umowy transferowej do uiszczenia jednorazowej kwoty dodatkowej, powiedzmy w wysokości 500 tysięcy funtów.

Latem 2017 roku Barcelona oferowała za Philippe’a Coutinho 118 milionów funtów. Rzekomo 82 miliony funtów miały stanowić płatność gwarantowaną, wypłaconą w czterech rocznych ratach. Pozostałe 36 milionów funtów miało być uzależnione od takich warunków jak to, czy Barcelona wygra Ligę Mistrzów oraz czy Coutinho zostanie laureatem Złotej Piłki. Oznaczało to tyle, że transfer opiewający na kwotę 118 milionów funtów wiązałby się z uzyskaniem od Barcelony w ramach pierwszej wpłaty zaledwie 20,5 miliona funtów. Gdy transfer Coutinho wreszcie doszedł do skutku, rzekomo za kwotę 146 milionów funtów, nie podano oficjalnie, jaka część z tej sumy stanowiła kwotę gwarantowaną.

Koszt transferu

Gdy w nagłówkach prasowych pojawia się kwota transferu w wysokości na przykład 35 milionów funtów, wielu fanów może wychodzić z założenia, że klub kupujący wykonuje przelew na konto klubu sprzedającego w wysokości 35 milionów dolarów i to w dniu, w którym transfer zostaje zawarty. W rzeczywistości doniesienia dotyczące transferu często różnią się od tego, ile pieniędzy wpłynie na rachunek klubu sprzedającego w okresie występów danego piłkarza w klubie kupującym.

Załóżmy, że Liverpool kupuje brazylijskiego piłkarza za 35 milionów funtów. Porozumienie transferowe może określać, że Liverpool płaci:

15 milionów funtów z góry,

5 milionów funtów w dniu pierwszej i drugiej

rocznicy transferu piłkarza,

5 milionów funtów, jeśli piłkarz wystąpi w barwach Liverpoolu 50 razy,

5 milionów funtów, jeśli piłkarz sięgnie z Liverpoolem

po

triumfy w Lidze Mistrzów i w Premier League (po 2,5 miliona funtów za każde z tych trofeów).

Oznacza to, że w rok po zakupie piłkarza Liverpool wyda na niego tylko 20 milionów funtów. Oczywiście kwota ta może wzrosnąć w zależności od wyników osiąganych przez klub oraz samego zawodnika.

Jest zupełnie możliwe, że pełnej kwoty podawanej w mediach nigdy nie uda się osiągnąć. Liverpool nie będzie musiał płacić pięciu milionów funtów, jeśli piłkarz wystąpi w jego barwach mniej niż 50 razy albo nie wygra z tym klubem Ligi Mistrzów i Premier League.

Warto mieć świadomość, że kwota transferu podawana w mediach niemal nigdy nie obejmuje kosztów związanych z wypłatą niemałego przecież wynagrodzenia w całym okresie obowiązywania kontraktu. Transfer opiewający na 35 milionów funtów plus 26 milionów funtów na wynagrodzenie oznaczają, że klub będzie musiał głęboko sięgnąć do kieszeni.

Negocjacjom podlegają nie tylko podstawowe zarobki, ale i różne płatności mające zachęcić piłkarza do podpisania kontraktu z danym klubem, takie jak premia z tytułu podpisania umowy czy premie lojalnościowe, zwykle wypłacane w ratach w całym okresie obowiązywania kontraktu zawodnika. Premie za podpisanie umowy są zwykle wypłacane w kolejne rocznice tego zdarzenia, a premie lojalnościowe są płatne z końcem każdego kolejnego sezonu albo z początkiem następnego. Są to często niemałe kwoty, które w przypadku najlepszych piłkarzy mogą sumować się do dwóch–trzech milionów funtów w całym okresie obowiązywania kontraktu.

Dodatkowy koszt związany z premiami za podpisanie kontraktu i z premiami lojalnościowymi też trzeba uwzględnić w całościowych kosztach transferu – klub musi w końcu wiedzieć, że ma na to środki w swoim ogólnym budżecie.

Premie za wyniki

Piłkarze otrzymują wiele różnych rodzajów pensji. Zależą one od ich indywidualnej postawy na boisku, ale też od sukcesów odnoszonych przez cały zespół. Różne premie wynikowe − za liczbę występów, zwycięstw, strzelonych goli czy czyste konto − mogą istotnie zwiększyć podstawowe zarobki zawodnika. Mogą one wzrosnąć nawet o 20−30%. Oznacza to, że klub odnoszący sukcesy może być zobowiązany do wypłacenia swoim ważnym graczom nawet dodatkowego miliona funtów.

Należy zatem podkreślić, że klub oferujący wiele różnych niemałych premii wynikowych poniesie większe koszty z tego tytułu, jeśli jego zespół będzie sobie dobrze radził na boisku.

Najlepsze piłkarki zarabiają ledwie ułamek tego, co proponuje się w tym sporcie mężczyznom. Najlepsze zawodniczki dostają 60−80 tysięcy funtów za sezon, a i to może obejmować umowy sponsorskie danej piłkarki. Dodatkowo kobiety występujące w reprezentacji Anglii otrzymują wynagrodzenie od angielskiej federacji piłkarskiej na mocy tak zwanego kontraktu centralnego (wartego do 30 tysięcy funtów), które uzupełnia ich dochody w klubie. Roczne zarobki zawodniczek bywają czasem równe tygodniowym zarobkom najlepszych zawodników. Z opublikowanych danych wynika, że w 2015 roku jedną z najlepiej zarabiających piłkarek była Alex Morgan, reprezentantka Stanów Zjednoczonych. Zarobiła wtedy 1,9 miliona funtów, głównie dzięki umowom komercyjnym z takimi firmami jak Nike, McDonald’s, Coca-Cola i EA Sports. Obecnie stanowi ona wyjątek od reguły. Strona internetowa SportingIntelligence podaje, że średnie zarobki zawodniczek w English Women’s Super League wyniosły w 2017 roku 26 tysięcy funtów. Dla porównania napiszę, że przeciętne roczne zarobki w Premier League wynoszą 2,6 miliona funtów. Na szczęście popularność piłki nożnej na świecie rośnie, a to może się przełożyć na zmniejszanie tej różnicy.

Piłkarki występujące w reprezentacji Anglii, na przykład Jill Scott i Steph Houghton, odgrywają kluczową rolę w wielu globalnych kampaniach marketingowych Manchesteru City. W kampanii #SameCity występują w towarzystwie Pepa Guardioli i zawodników zespołu męskiego. Skoro przychody z umów komercyjnych i praw transmisyjnych mają rosnąć, pieniądze te spłyną w końcu do zawodniczek, które staną się krajowymi, a być może nawet międzynarodowymi gwiazdami.

Piłka nożna kobiet nieustannie się rozwija. Młode dziewczyny mają już obecnie swoje idolki, a zawodniczki dostają pełne zawodowe kontrakty. Zespół kobiecy ma wreszcie Manchester United, a to z pewnością zwróci na te rozgrywki większą uwagę. Piłkarki zaczęły być sponsorowane przez największe globalne marki. Finał Pucharu Anglii jest rozgrywany na Wembley, a ponadto gromadzi rekordowe tłumy i coraz większe są w nim nagrody pieniężne.

Sam Miller, dziennikarz

Kontrakty dotyczące praw do wizerunku

W najlepszych drużynach Premier League popularną praktyką jest podpisywanie z piłkarzami należącymi do elity kontraktów regulujących kwestię praw do ich wizerunku, który ma istotną wartość komercyjną dla biznesowych partnerów klubu. Czasami płatności z tego tytułu mogą opiewać nawet na 20% całkowitego podstawowego wynagrodzenia zawodnika. Oznacza to, że klub musi się liczyć z kosztami związanymi z wizerunkiem swoich piłkarzy nawet na poziomie miliona funtów rocznie. Spore pieniądze kluby odzyskują jednak dzięki wyższym wartościom w kontraktach sponsorskich, wykorzystując konkretnych piłkarzy w reklamach i kampaniach promocyjnych, przy czym oczywiście nadal płacą za to takiemu zawodnikowi.

Prowizje agentów

Agent zawodnika ma prawo do otrzymania prowizji za sfinalizowany transfer. W przypadku dużych transferów w Premier League zwykle to klub kupujący wypłaca prowizję przedstawicielowi piłkarza. Może to być na przykład 5% podstawowego wynagrodzenia zawodnika, zwykle też kwota ta jest wypłacana w ratach. Na następnej stronie przedstawiam przykład transferu do Liverpoolu opiewającego na kwotę 35 milionów funtów. W tym przypadku klub potencjalnie zapłaciłby agentowi zawodnika 1,3 miliona funtów w ratach rozłożonych na pięć lat obowiązywania kontraktu.

Kwota transferu, o jakiej będzie mowa w prasie, wynosi 35 milionów funtów, ale całkowity koszt po stronie klubu w całym okresie obowiązywania pierwszego kontraktu zawodnika może sięgnąć nawet 71,3 miliona funtów: 35 milionów funtów (kwota transferu) + 26 milionów funtów (wynagrodzenie zawodnika) + 3 miliony funtów (premia za podpisanie kontraktu / premia za lojalność) + 1 milion funtów (premia za wyniki) + 5 milionów funtów (płatność z tytułu praw do wizerunku) + 1,3 miliona funtów (prowizja dla agenta).

Kwota transferu to tylko jeden z elementów całkowitej inwestycji klubu. Wynagrodzenie zawodnika w całym okresie obowiązywania kontraktu może dorównać kwocie transferu, a nawet ją przebić. Do tego dochodzą premie wynikowe oraz płatności z tytułu pozaboiskowej aktywności komercyjnej.

Bardziej złożone aspekty transferów

Niektóre etapy prac nad transferem powodują, że cały proces wydaje się bardziej skomplikowany. Zdarzają się sytuacje, w których różni agenci utrzymują, że reprezentują tego samego zawodnika. Czasami naprawdę trudno jest znaleźć osobę, która ma wszystkie pełnomocnictwa, by podejmować decyzje w imieniu konkretnego piłkarza.

Klub kupujący nie powinien kontaktować się z samym zawodnikiem, dopóki nie otrzyma zgody klubu sprzedającego. Zwykle zgodę tę przyznaje się, gdy zostaną już ustalone ramowe warunki transferu, co często uzgadnia się za pośrednictwem agentów.

Potem zaczyna się właściwa praca: ustalanie kwoty transferu, negocjowanie szczegółów dotyczących różnych płatności oraz nowego kontraktu piłkarza, negocjowanie postanowień umowy dotyczącej praw do wizerunku (więcej szczegółów na ten temat przedstawię poniżej). W niektórych przypadkach konieczne jest sporządzenie dokumentacji i spełnienie obowiązków narzucanych przez FIFA lub poszczególne federacje krajowe. Mowa tutaj o certyfikatach transferu międzynarodowego, wystawianych za pośrednictwem systemu rejestracji zawodników FIFA TMS (FIFA Transfer Matching System), badaniach lekarskich (mających na celu sprawdzenie, czy zawodnik jest zdrowy i zdolny do gry) oraz pozwoleniach na pracę (dla zawodników z obywatelstwem kraju spoza Unii Europejskiej).

Można śmiało powiedzieć, że duże transfery polegające na zakupie zagranicznego piłkarza do Premier League wymagają czasochłonnych analiz i szczegółowych przygotowań. W przypadku największych transferów agenci oraz prawnicy muszą wykazać się nie lada umiejętnościami w negocjowaniu i finalizowaniu tego typu umów.

Poszukiwanie nowego klubu bez zgody dotychczasowego

Zgodnie z przepisami obowiązującymi w Premier League kluby mogą kontaktować się tylko z tymi zawodnikami, którym kontrakt kończy się po trzeciej sobocie maja tego samego roku (czyli na około sześć tygodni przed jego faktycznym wygaśnięciem). Jeżeli transfer miałby się wiązać z przenosinami piłkarza do innego kraju, klubowi nabywającemu wolno z nim rozmawiać na sześć miesięcy przed wygaśnięciem jego kontraktu. Chodzi o to, by nowy mógł zostać podpisany, gdy tylko skończy się ten dotychczasowy.

W Premier League oraz w innych ligach obowiązują przepisy mające zapobiegać sytuacjom, w których piłkarz, jego agent lub inny pełnomocnik kontaktują się z klubem kupującym, nie uzyskawszy wcześniej pisemnej zgody klubu, z którym piłkarza wiąże bieżący kontrakt. W Premier League przepis ten brzmi następująco:

Każdy klub, który sam, przez swoich pracowników, przez swoich piłkarzy, przez swojego agenta, przez dowolną osobę działającą w jego imieniu podejmuje bezpośrednią lub pośrednią próbę zakontraktowania piłkarza (…) łamie postanowienia niniejszych przepisów.

W styczniu 2005 roku Ashley Cole i jego agent spotkali się z Peterem Kenyonem (wówczas dyrektorem generalnym Chelsea), José Mourinho (wówczas menedżerem Chelsea) oraz agentem Pinim Zahavim. Szczegóły tego spotkania nie są do końca jasne, ale włodarze z Premier League ostatecznie orzekli, że doszło do naruszenia przepisów transferowych. Uczestnikom rozmowy postawiono zarzuty i udowodniono je wszystkim poza Pinim Zahavim, nad którym Komisja nie miała jurysdykcji i nie mogła go ukarać. Śledztwo wykazało, że Chelsea usiłowała nakłonić Ashleya Cole’a, by ten podpisał z nią kontrakt, choć był jeszcze piłkarzem Arsenalu. Na klub została nałożona kara finansowa w wysokości 300 tysięcy funtów, do tego odjęto mu trzy punkty, choć wykonanie tej ostatniej kary zostało zawieszone. Cole i Mourinho musieli zapłacić po 75 tysięcy funtów.

Jeśli chodzi o nowsze przykłady, Southampton skarżyło się do władz Premier League, że Liverpool miał rzekomo kontaktować się z Virgilem van Dijkiem. W kilku minionych sezonach Southampton sprzedało Liverpoolowi pięciu piłkarzy i teraz władze klubu niepokoiły doniesienia, że rywal za ich plecami próbuje rozmawiać z van Dijkiem. Poproszono władze Premier League o wszczęcie postępowania.

W ciągu doby Liverpool przeprosił Southampton „za wszelkie nieporozumienia w tej sprawie” i oficjalnie wycofał swoje zainteresowanie van Dijkiem, na tym też zakończyło się postępowanie sprawdzające w Premier League. Transfer ten został ostatecznie sfinalizowany w oknie zimowym na przełomie 2017 i 2018 roku, ale sprawa z pewnością narobiła Liverpoolowi problemów i skomplikowała relacje tego klubu z Southampton. Zanim przejęcie piłkarza udało się sfinalizować, Liverpool musiał działać niezwykle ostrożnie, ponieważ przedstawiciele Southampton konsekwentnie powtarzali, że ten konkretny zawodnik nie jest na sprzedaż − podobnie jak Liverpool powtarzał Barcelonie, że na sprzedaż nie jest Philippe Coutinho (a potem transfer doszedł do skutku). Kluby muszą pamiętać, że mogą znaleźć się raz po jednej, raz po drugiej stronie tego typu sporów.

Transfer aranżowany przez piłkarza

Złożenie

wniosku

o transfer.

Piłkarz

musi

liczyć się z ryzykiem, że nie dostanie na to zgody, zrazi do siebie fanów, wywoła chaos w klubie na całe lato, a niewykluczone też, że zostanie zesłany do trenowania z zespołem rezerw. Przykładem niech będzie planowany, ale ostatecznie niedoszły transfer Johna Stonesa do Chelsea w 2015 roku, czyli jeszcze zanim za 47,5 miliona funtów trafił do Manchesteru City. Gdy Luis Suárez grał w Liverpoolu, zabiegał o przenosiny do Arsenalu, ale ostatecznie następnego lata trafił do Barcelony za ponad 70 milionów funtów.

Strajk.

W ostatecznym rozrachunku najważniejsza jest postawa na boisku. Oczywiście piłkarz nie może po prostu celowo zacząć grać źle, ale menedżerowie, prezesi i koledzy z zespołu dokładnie wiedzą, gdy jakiś zawodnik mniej się przykłada, wykonuje minimum swoich obowiązków albo wręcz jawnie strajkuje. Jeżeli mówimy tu o piłkarzu, który jest gwiazdą zespołu i wie, że w planach menedżera odgrywa kluczową rolę, to jego zachowanie może zdestabilizować całą drużynę i zepsuć atmosferę w zespole. Robbie Savage przyznał niedawno, że „wrzucił na luz”, by wymóc na Birmingham transfer do Blackburn. We wrześniu 2011 roku w meczu Ligi Mistrzów Manchesteru City z Bayernem Monachium Carlos Tévez odmówił wejścia na boisko z ławki. Argentyńczyk temu zaprzeczał, ale Roberto Mancini, menedżer Manchesteru City, zadeklarował, że już nigdy więcej nie wystawi Téveza do gry… no ale minęło kilka miesięcy i Tévez

znowu

grał, wyczekując już transferu do Juventusu.

Lepsza

gra.

Można

jak

najlepiej grać i w ten sposób generować popyt na swoje usługi. Wystarczy spojrzeć na Leicester City, które w sezonie 2015/16 zaskoczyło wszystkich swoim triumfem w Premier League. W tamtym zespole występowało wielu wyróżniających się piłkarzy, takich jak Vardy, Mahrez, Kant

é,

Drinkwater

czy Schmeichel, którzy albo już zostali, albo dopiero zostaną nagrodzeni lukratywnymi przedłużeniami kontraktów bądź transferami do światowej sławy klubów. Kanté przeszedł do Chelsea za 32 miliony funtów, a zaraz za nim na Stamford Bridge podążył Drinkwater, który miał kosztować jeszcze więcej, bo aż 35 milionów funtów. W 2010 roku w Tottenhamie Gareth Bale prawie nie grał, a nawet gdy wychodził na boisko, to nie wygrywał − rozegrał w barwach Spurs 24 spotkania bez zwycięstwa. Trzy lata później, w 2013 roku, był już piłkarzem Realu Madryt, który kupił go za rekordową kwotę 100 milionów euro. Występy w barwach Królewskich i triumf w Lidze Mistrzów uczyniły z niego globalną supergwiazdę.

Kontrakt?

Jaki kontrakt?

Przepisy

FIFA dopuszczają sytuacje, w których piłkarz może zerwać obowiązującą umowę z klubem i zmienić pracodawcę. Będzie musiał wypłacić odszkodowanie dotychczasowemu klubowi, a jego wysokość zależeć będzie od bieżących możliwości zawodnika i jego wartości rynkowej. Może nie są to piłkarze z kręgu tych najbardziej znanych, ale Matuzalém, Morgan De Sanctis i Lassana Diarra musieli zapłacić swoim byłym klubom z tytułu zerwania obowiązującego kontraktu odszkodowania idące w miliony euro. Nie muszę chyba dodawać, że niewielu zawodników decyduje się na ten krok, bo ryzyko wypłaty wysokiego odszkodowania byłemu klubowi jest bardzo duże, a do tego prawdopodobnie dojdą też wieloletnie i rozpraszające uwagę koszty prawne.

Z pomocą mediów.

Gdy

piłkarz opowiada dziennikarzom, jak wielce niesatysfakcjonujące są ambicje jego obecnego klubu, zwykle jest to zawoalowany przekaz, że klub nie jest w stanie zaoferować piłkarzowi tego, na czym mu zależy. Potem możliwe są dwa scenariusze. Zawodnik może trafić na mityczną „listę transferową”, tym samym pali za sobą wszystkie mosty. Jeżeli jednak piłkarz jest gwiazdą zespołu, ma znacznie silniejszą pozycję negocjacyjną i może w ten sposób wywalczyć sobie nowy, bardziej lukratywny kontrakt. Tak to właśnie wyglądało w przypadku Wayne’a Rooneya, gdy ten w 2010 roku publicznie zakwestionował ambicje Manchesteru United.

Strategia

na wyczekanie.

Jeśli

kontrakt

zawodnika dobiegnie końca, klub straci prawo do otrzymania za niego kwoty transferowej. To daje zawodnikowi istotny atut w negocjacjach. W praktyce mało który klub pozwala piłkarzowi odejść „za darmo”, co oznacza, że jeśli piłkarz lub jego agent sygnalizują, że nie są zainteresowani przedłużeniem umowy, klub najprawdopodobniej postanowi sprzedać takiego zawodnika jeszcze przed wygaśnięciem kontraktu, by zmaksymalizować jego wartość transferową. Tak z Liverpoolu odszedł Raheem Sterling, który zadeklarował, że nie ma zamiaru przedłużać swojej umowy. Na tej samej zasadzie za 20 milionów funtów do Manchesteru City przeszedł İlkay Gündoğan, choć do końca jego kontraktu w Dortmundzie został już tylko rok. Klub postanowił spieniężyć wartość tego piłkarza i to pomimo że ten przez wiele miesięcy leczył kontuzję. Niestety, w swoim pierwszym sezonie w Manchesterze City zawodnik nabawił się szeregu kolejnych urazów.

Sprytne

klauzule.

Do

formułowania klauzuli zwalniającej z obowiązującego kontraktu warto zatrudnić bystrego prawnika. Sprytni agenci (z pomocą prawników takich jak ja) umieszczają w umowach piłkarzy klauzule zwalniające ich z tych kontraktów. Taka klauzula może zostać uruchomiona na przykład wtedy, gdy klub kupujący złoży ofertę na 70 milionów funtów. Klub sprzedający jest wówczas zobowiązany umową do przyjęcia takiej oferty i umożliwienia finalizacji transferu. W ostatnich latach takie klauzule uruchamiali między innymi Demba Ba, Christian Benteke oraz Luis Suárez. Jamie Vardy ma rzekomo klauzulę, w której kwota odstępnego jest ustalona na 22 miliony funtów. Pojawiły się również doniesienia, że Emre Can, były zawodnik Liverpoolu, nie zamierza podpisywać nowego kontraktu, jeśli nie znajdzie się w nim klauzula odstępnego. Ostatecznie przeszedł do Juventusu jako wolny zawodnik.

Spadek

do niższej ligi.

Spadek

do niższej klasy rozgrywkowej to ewidentnie niekorzystna sytuacja, ale dla zawodnika „chcącego się wyrwać” może być zbawienna. Wielu piłkarzy ma w swoich kontraktach tak zwaną klauzulę spadkową, która umożliwia im znalezienie nowego klubu i to w atrakcyjnej cenie.

Względy osobiste.

Bywa

i tak, że rodzina zawodnika źle się czuje w danym miejscu, bo jedzenie jest nie takie, bo przez dziewięć miesięcy w roku jest zimno, z uwagi na barierę językową albo na nie dość wysoki poziom sklepów lub życia towarzyskiego. Powoduje to, że w najważniejszych relacjach piłkarza pojawia się napięcie, które może skłonić go do ubiegania się o transfer do innego miasta lub kraju. Kiedy Dimitri Payet po długim okresie występów w West Hamie wrócił do Marsylii, jednym z podawanych przez niego powodów było to, że jego żonie i dzieciom nie udało się zadomowić w Anglii.

„Formularz transferowy”

W ostatnim dniu okna transferowego kluby Premier League potrafią dopinać transakcje dosłownie na ostatnią chwilę. Do finalizacji transferu Adriena Silvy ze Sportingu Lizbona do Leicester City w letnim oknie transferowym zabrakło 14 sekund i w rezultacie zawodnik z występami w nowym klubie musiał czekać do stycznia 2018 roku.