Tajemnicza Ziemia Rawska - praca zbiorowa - ebook

Tajemnicza Ziemia Rawska ebook

zbiorowa praca

0,0
28,00 zł

lub
Opis

W książce ,,Tajemnicza Ziemia Rawska" znajdziesz najlepsze opowiadania napisane przez uczestników konkursu literackiego zorganizowanego przez gazetę ,,KochamRawe.pl - magazyn opinii" i serwis internetowy www.KochamRawe.pl.

Autorami opowiadań są: Amelia Brzozowska, Natalia Budek, Zofia Demianiuk, Mirosław Iskierka, Julita Jakubowska, Julia Jóźwiak, Jakub Łodej, Maciej Łysoniewski, Marta Malinowska, Natalia Nowak, Halina Patrzyk, Piotr Stankiewicz, Rafał Szewczyk, Monika Wieprzkowicz, Hanna Winnicka, Antonina Wołk, Antonina Zawadzka.

Wśród autorów są dzieci, młodzież i osoby dorosłe. Fabuła każdego z opowiadań osadzona jest na Ziemi Rawskiej, zarówno we współczesności jak i w minionych wiekach.

Warto przypomnieć, że na przestrzeni wieków Rawa była: stolicą Księstwa Rawskiego później dużego województwa, a aktualnie powiatu rawskiego. W tutejszym zamku przechowywany był tzw. ,,Skarb kwarciany" na utrzymanie wojska. Z miastem i całą Ziemią Rawską związanych jest wiele legend i ciekawych historii, które w twórczy sposób wykorzystali autorzy opowiadań zgłoszonych do udziału w II edycji konkursu literackiego, którego podsumowaniem jest właśnie zbiór opowiadań pt. ,,Tajemnicza Ziemia Rawska".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 185

Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Maciej Łysoniewski

Szkoła Podstawowa im. Jana Kochanowskiego w Białej Rawskiej, klasa VII C

I NAGRODAKategoria: szkoły podstawowe

Tu zostanie moje serce

Dzisiejsza wyprawa dobiegała końca. Właśnie ujrzeliśmy nasz gród położony na wzgórzu.

W promieniach zachodzącego słońca wyglądał baśniowo. Nazywają go Rawa, bo w okolicznych lasach jest dużo bagien. Smugi dymu, unoszące się z chat, świadczyły o tym, że przygotowywano wieczorny posiłek.

Dopiero od niedawna mogę brać udział w poważnych męskich zajęciach. Mam już własnego konia, kasztanka z białą gwiazdką, piękny łuk jak każdy wojownik i ozdobny kołczan ze strzałami. Kniaź Rawy to mój stryj. Mściwój, jego syn, będzie kiedyś kniaziem. Ja jestem traktowany tak samo i uczę się tego samego co on. Bardzo chcę zawsze go wspierać. Mój ojciec cały czas podróżuje. Odwiedza odległe kraje, poznaje obyczaje innych ludzi i ich sposób życia.

Dziś, razem z Siemisławem, Wojsławem, Pomściborem i Mirogniewem ochraniałem dwa wozy z żelazem. Przywozimy je z fryszerek, które znajdują się nad ogromną rzeką nazywaną Pilicą. Mam tam przyjaciela, któremu zazdroszczę takiej pracy. On natomiast marzy o czymś innym.

Słuchaj, chciałbym żyć tam, gdzie Hasan!

No, nie wiem – odpowiedziałem ostrożnie.

No co ty?! Ciepło, nigdy śniegu i mrozu, mnóstwo smacznych owoców – upierał się mój przyjaciel.

Hasan to śniady, czarnooki, mieszkaniec południowego kraju. Przyjeżdża do nas odbierać bursztyn, który przywożą ludzie z dalekiej północy. Nie mogę utrzymać powagi, jak się spotykają ze sobą. Jedni, ubrani w stroje cieńsze od naszego lnu, drudzy w puszystych futrach.

Moje rozmyślania przerwało dziwne zachowanie koni. Stanęły, zarżały lękliwie i stuliły uszy. Czego się bały? Usłyszeliśmy jedynie trzask łamanych gałęzi. Mam nadzieję, że to nie zbóje, których mnóstwo kryje się w tych lasach. Może to był tur, o którym marzą wszyscy łowcy? Na szczęście do grodu dojechaliśmy spokojnie. Strażnicy opuścili most i otworzyli bramę. Rozglądali się jednak z przestrachem i bardzo spieszyli.

Była już jesień i w całym grodzie pachniało suszonymi grzybami i wędzonym mięsem upolowanych jeleni. Przygotowywano zapasy na bardzo śnieżną i mroźną zimę, której przetrwanie było zawsze bardzo trudnym wyzwaniem. Konie trzymane luzem na naszych pastwiskach narażone były na ataki wilków. Podjechaliśmy pod drewniany dwór kniazia. Był to dom niewysoki, z maleńkimi oknami, zbudowany z przepięknych, grubych bali dębowych. Dach pokryty był snopkami trzciny. Przy drzwiach wejściowych stało czterech wojów.

Kniaź bardzo pilnie wzywa cię do siebie! – powiedział jeden z nich.

W mrocznej izbie, gdzie kniaź odbywał narady płonęły łuczywa. Przy ciężkim, długim stole siedziało na prostych, drewnianych ławach kilku najważniejszych wojów kniazia i jego syn.

Jesteś wreszcie – z ulgą powiedział kniaź. – Martwiłem się o twój powrót. Teraz siadaj

i przypomnij sobie dokładnie naszą ostatnią wizytę u wieszcza Radogosta.

Domyśliłem się, że nasz gród i my, wszyscy jego mieszkańcy, znaleźliśmy się w wielkim niebezpieczeństwie. Dwóch wojów relacjonowało, że zbliża się do nas od wschodu duża grupa uzbrojonych wojowników. Nie wróciła nasza grupa zwiadowcza, która pojechała sprawdzić co się dzieje w okolicy grodu. Myśliwi polujący na grubego zwierza także powinni być już w grodzie. Może nasze konie wyczuły niebezpieczeństwo, gdy zbliżaliśmy się do końca podróży?

Teraz miałem jednak wrócić myślami do ostatniego pobytu u wieszcza. Było to w czerwcową pełnię księżyca. Chata wieszcza Radogosta stała w miejscu odludnym, niedaleko rzeki. On sam bardzo rzadko pojawiał się w grodzie. Wiedziałem, że kniaź odwiedza go czasami w towarzystwie najbardziej zaufanych ludzi. O wieszczu Radogoście opowiadano niezwykłe historie. Potrafił on znaleźć takie zioła, które przywracały zdrowie i siły chorym i rannym. Wiedział, jak sporządzić z ich liści, kwiatów i korzeni odpowiedni lek. Kolory nieba o zachodzie słońca i barwa tarczy księżyca pozwalały mu określić, jaka będzie pogoda w najbliższym czasie. Rozumiał zachowanie pszczół, mrówek i innych owadów. Rozpoznany przez niego niepokój ptaków nieraz obronił gród przed atakiem obcych plemion. Układ gwiazd na nocnym niebie pozwalał mu na przepowiadanie losu mieszkańców grodu. Z tego powodu wieszcz Radogost budził we mnie lęk i obawę.

Wtedy, w czerwcu, po raz pierwszy zostałem dopuszczony do orszaku kniazia. Wyjechaliśmy po zachodzie słońca, kiedy na niebo wypływał niesamowicie wielki księżyc. Jego karminowa barwa budziła zaniepokojenie. Kniaź zabrał ze sobą dziesięciu jeźdźców. Za nami jechał wóz ciągnięty przez dwa konie. Oprócz woźnicy siedziało na nim czterech łuczników. Dojechaliśmy do końca naszych pastwisk i pól, a następnie wąską ścieżką skierowaliśmy się na południowy zachód. Ładunek z wozu wzięli łucznicy i podążali za nami. Wkrótce ukazała się chata wieszcza Radogosta. On sam siedział na wielkim pniu przed domem, obok warczał pies podobny do wilka.

Jesteś, panie! – zawołał wieszcz do kniazia. – Dobrą podjąłeś decyzję w tak niespokojnych czasach.

Kniaź odesłał łuczników, którzy przynieśli ogromne gliniane naczynie i pakunek owinięty w skórę. Dał im eskortę złożoną z dwóch ludzi konnych. Do chaty zaprosił mnie, Pomścibora, Mirogniewa i swojego syna. Czterech zbrojnych jeźdźców zostało przed chatą. Usiedliśmy przy ławie na zwykłych pniach ze ściętego drzewa. W izbie nie było podłogi tylko ubita glina.

Nie traćmy czasu – powiedział kniaź. – Tu zostawiam coś, co mam najcenniejszego. Te przedmioty niech świadczą o naszej świetności. Tu zostanie moje serce.

Dopilnuję wszystkiego, panie! – krzyknął wieszcz.

Odsunął ogromną kadź w kącie izby. Naszym oczom ukazał się głęboki dół. Do niego włożyli woje wielkie gliniane naczynie i długi pakunek. Położyli na to krótkie deski, przysypali ziemią i z ogromnym wysiłkiem wtoczyli przygotowany wcześniej głaz. Pozostałą przestrzeń wyrównali ziemią i zalepili gliną.

Tu zostanie moje serce. – powtórzył uroczyście kniaź.

Nie wiedziałem co zostało ukryte w chacie wieszcza, ale nie śmiałem pytać. Teraz uczestniczyłem w naradzie, przed spodziewaną napaścią i czułem, że dostanę do wykonania jakieś ważne zadanie.

Pamiętaj – zwrócił się do mnie kniaź – razem z Pomściborem wyprowadzisz z grodu kobiety i dzieci. Znasz wejście do podziemnego przejścia, które prowadzi do pastwisk i pól. Potem, przez las musicie dotrzeć do chaty wieszcza Radogosta. On zadecyduje, co robić dalej. Wszystko zależy od wyniku walki, która, mam nadzieję, będzie dla nas zwycięska.

Wykonam twój rozkaz – kniaziu – odpowiedziałem, kłaniając się wszystkim zebranym.

Tej nocy mieliśmy czuwać. Moja mama dopilnowała, żeby wszystkie kobiety miały przygotowane coś do jedzenia i najpotrzebniejsze rzeczy na wypadek koniecznej ucieczki. Godziny upływały, a moje oczy zamykały się coraz bardziej. Zbudził mnie okropny hałas; krzyki, płacz i jęki. Niektóre chaty płonęły. W grodzie było jasno jak w dzień. Pomścibor pomagał kobietom i dzieciom schodzić do podziemia. Starałem się też dopomóc starszym osobom i matkom z niemowlętami. Już mieliśmy zamaskować wejście, kiedy nagle Pomścibor upadł na ziemię. W jego piersi tkwiły trzy strzały. Mój opiekun i nauczyciel ledwo zdążył wyszeptać ostatnie słowa:

Teraz musisz poradzić sobie sam!

Byłem zrozpaczony. Nie żył już ten, który uczył mnie strzelać z łuku i jeździć konno. Z trudem założyłem ciężki drewniany właz do tunelu. Zapaliliśmy łuczywa.

Biegnij sam czym prędzej do wieszcza – powiedziała moja mama. – My przeczekamy tutaj.

Spieszyłem się bardzo. Tunel się skończył, a ja biegłem wśród drzew uważając, żeby nikt mnie nie dostrzegł. Ostre igły młodych krzewów kaleczyły mi twarz i ręce. Dopalały się zgliszcza domów przy pastwiskach i polach uprawnych. Ogromna łuna znad grodu oświetlała całą okolicę. Słychać było dzikie wrzaski napastników i komendy naszych wojów. Wreszcie znalazłem ścieżkę do chaty wieszcza Radogosta. Widziałem w koronach drzew, że gwiazdy zbladły i budził się nowy dzień. Nagle zobaczyłem blask żarzących się węgli. To dopalała się chata wieszcza. Obok niej nie było nikogo. Byłem zupełnie sam. Nie wiedziałem co począć. Usiadłem pod drzewem i przytuliłem się do jego pnia. Nagle uprzytomniłem sobie, że nie jestem sam. Kniaź zostawił tu przecież swoje serce. Swoje serce i skarb.