Szczęśliwi czas liczą! - Marcin Pałasz - ebook

Szczęśliwi czas liczą! ebook

Marcin Pałasz

0,0
24,90 zł

lub
Opis

Wakacje nad morzem są okazją do tego, by wiele się nauczyć, szczególnie jeśli ma się tatę, który potrafi z dzieciakami zbudować zegar słoneczny albo zegar piaskowy, a nawet budzik ogniowy. Przygód jest mnóstwo, a przy okazji można się dowiedzieć, jak kiedyś mierzono czas. A skoro już się wie takie rzeczy, to najwyższa pora, żeby nauczyć się posługiwać współczesnym zegarkiem i umieć odpowiedzieć na pytanie: która godzina?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 19

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Copyright © Marcin Pałasz

Copyright © Wydawnictwo BIS 2015

ISBN 978-83-7551-719-4

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01-446 Warszawa

tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33

[email protected]

www.wydawnictwobis.com.pl

Dla Nataszki

Przed obiademZEGAR SŁONECZNY

Gdy już zmęczyliśmy się pływaniem i  rzucaniem piłki w wodzie, wróciliśmy do mamy, na koc. Mój brat Antek od razu położył się brzuchem do góry i  ciężko sapał. Tata wycierał się ręcznikiem w  wielkie kwiaty, a ja usiadłam koło mamy, leżącej na drugim kocu i czytającej gazetę.

– I  kto wygrał? – spytała mama, unosząc okulary przeciwsłoneczne.

– Ja i  Tośka! – wykrzyknął radośnie Antek. – Tata ma dziurawe ręce i  prawie ani razu nie złapał piłki!

– Coś takiego! – zdumiała się mama. – Więc może jednak zostaniecie sławnymi sportowcami?

Co prawda chciałam w przyszłości być weterynarzem, ale może rzeczywiście powinnam zostać słynną zawodniczką w drużynie siatkówki? Wcześniej jednak planowałam karierę baletnicy, a jeszcze wcześniej – stewardesy w  samolocie. Trudny wybór…!

– A kiedy będzie obiad? – spytał Antek chwilę po tym, gdy głośno zaburczało mu w brzuchu. – Głodny się robię! Mamy jeszcze drożdżówki?

– Nie mamy – odparłam, zaglądając do torby. – Wszystkie zjadłeś prawie od razu, gdy tu przyszliśmy! Ty głodomorze! A  do obiadu jeszcze trochę czasu.

– A skąd ty to wiesz? – zaciekawił się tata, odkładając ręcznik i siadając obok mnie. – Przecież nie masz zegarka.

– Bo wczoraj poszliśmy na obiad, gdy słońce było nad tamtą wielką sosną – wskazałam dłonią na duże drzewo na wydmie nad nami. – A nasz koc wczoraj leżał w tym samym miejscu!

– A co ma słońce do obiadu? – zdziwił się Antek, siadając. – Ty, Tośka, jak coś wymyślisz…

– Poczekaj… – Tata zmarszczył brwi i przyjrzał mi się z uwagą. – Bo Tosia ma rację! No proszę… Kochanie, słyszałaś? – rzucił w kierunku mamy. – Nasza córeczka mierzy czas ruchem słońca na niebie!

Trochę się speszyłam.

– A… a to tak nie wolno? – bąknęłam. – No, ale przecież słońce wędruje po niebie, prawda? I już dwa razy mama mówiła, że musimy iść na obiad właśnie wtedy, gdy słońce było nad tą sosną, więc…

– Coś takiego! – Mama spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. – Nasza córeczka działa jak dobry zegar słoneczny!

– Zegar słoneczny? – spytał Antek nieufnie. – Co to znaczy? Przecież zegar to taki ze wskazówkami, jaki tata nosi na lewej ręce. Albo taki, jaki wisi w domu. Albo taki jak na dworcu, co cyferki od razu pokazuje…

– A myślisz, że ludzie zawsze mieli takie zegary? – roześmiał się tata wesoło. – Antku, kiedyś odmierzanie czasu nie było takie proste. Dlaczego? Bo nie było zegarów! Pewnie trudno wam w to uwierzyć…?

– To