Święty Peregryn - Henryk Bejda - ebook
lub
Opis

Peregryn Laziosi zasłynął cudownym uzdrowieniem wymodlonym u samego ukrzyżowanego Jezusa. Jest orędownikiem wszystkich najciężej chorych, zwłaszcza na choroby nowotworowe; tych, którym lekarze nie dają nadziei; tych, którym ludzką miarą pomóc nie sposób. Ale dla Boga nie ma spraw niemożliwych.

Książka prezentuje postać św. Peregryna, patrona chorych na raka, oraz zbiór modlitw, które za jego pośrednictwem każdy potrzebujący może zanosić do Boga. Kto czuje, że jego choroba nad nim zwycięża, kto gorąco wierzy w moc Bożego Miłosierdzia, ten w treści książki odnajdzie nadzieję, a w słowach modlitw siłę do walki z chorobą i dźwigania jej krzyża.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 39


WSTĘPPATRON DAJĄCY NADZIEJĘ

„W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” – pisał św. Paweł Apostoł (Kol 1,24), ukazując nam wszystkim zbawczą wartość cierpienia.

Jednym z tych, którzy dopełniali w swym ciele Chrystusowych udręk, był św. Peregryn Laziosi (1265-1345). Znosił wielkie boleści, a dzięki żarliwej modlitwie został uzdrowiony i z tego właśnie powodu uważany jest za czułego wspomożyciela tych, którzy przeżywają fizyczne i psychiczne cierpienia. Święty Peregryn został patronem chorych na raka, osób cierpiących na AIDS, dolegliwości stóp lub na nieuleczalne choroby. We Włoszech niemal dorównuje popularnością św. Ricie z Cascii i św. Judzie Tadeuszowi. Zapoznaj się z jego niezwykłym życiem...

ROZDZIAŁ IWIELKI CUD!

Na większości obrazów i obrazków przedstawiających św. Peregryna Laziosiego widzimy otoczonego aniołami, odzianego w czarny habit zakonnika z obnażoną obandażowaną prawą nogą, półleżącego przed krucyfiksem, z którego schodzi doń Chrystus. Scena ta obrazuje wielki cud, jakiego doświadczył ten włoski święty.

PROBLEMY Z NOGĄ

Sześćdziesięcioletni Peregryn od pewnego już czasu cierpiał z powodu paskudnej rany, która utworzyła mu się na prawej nodze. Ponoć była ona tak straszna, że można było zobaczyć przez nią kość, a tym, którzy tę ranę widzieli, zbierało się na płacz. Kończyna, na której ta rana się pojawiła, była spuchnięta i pewnie czarna od zgangrenowanych tkanek. Wiele osób sądziło, że dni zakonnika są już policzone.

Według Nicolo Borghesego – autora napisanego około 1483 roku najważniejszego żywota św. Peregryna i, jak wszyscy zgodnie twierdzą, najbliższego prawdy o tym oddanym Bogu i ludziom człowieku – był to rak, ale nie możemy być tego w stu, a nawet w pięćdziesięciu procentach pewni. Podejrzewano jednak, że faktycznie mogły nastąpić już zmiany nowotworowe i wdała się gangrena. Czy tak było w istocie, tego do końca nie wiadomo. Diagnozy z XIV wieku różniły się bowiem dość znacznie od współczesnych.

Charakterystyczną cechą tej rany był towarzyszący jej potworny, nieznośny fetor, na skutek którego zakonnika unikali nawet jego współbracia, także ci, którzy musieli się nim opiekować. Ba! Sam Peregryn sobą się brzydził. Rana powodowała dotkliwy ból – nie tylko fizyczny, ale i psychiczny.

Z czasem Peregryna zaczęto nazywać drugim Hiobem. Cierpiał bardzo. Choroba była dla niego bardzo kłopotliwa i wyczerpała go do cna, ale nie lamentował, nie użalał się nad swym losem. Znosił tę chorobę jak każdą inną. Przyjmował ten „Boży dopust”, wyraz przedziwnej Bożej miłości z niezmienną, stałą pogodą ducha, z wiarą w słowa Pawła Apostoła, że cnota właśnie w słabościach się doskonali. Borghese pisał, że była to zesłana przez Boga próba, swoisty dowód i wyraz nadprzyrodzonej Bożej miłości. Peregryn z pewnością też tak na to patrzył.

TRZYDZIEŚCI LAT NA STOJĄCO!

Borghese podał możliwą przyczynę choroby, tej rany Peregryna. Miałyby nią być niezwykle surowe umartwienia, jakim oddawał się zakonnik, a zwłaszcza jedno z nich, wprost niewiarygodne, polegające na tym, że przez 30 lat – dzień w dzień i noc w noc – nigdy... nie siadał. Robił wszystko na stojąco. Na stojąco jadł, modlił się, lekko tylko przyklękając, a przegrywając ze zmęczeniem, na krótki czas opierał się o kamienną ścianę lub, przebywając na zakonnym chórze, o ławkę. Spać oczywiście co jakiś czas musiał, bo i największego ascetę morzy w końcu sen. Gdy tak się działo, nie korzystał z łóżka, lecz kładł się wprost na gołej ziemi.

Współcześni lekarze przychylają się do tezy, że taki tryb życia, taka praktyka ascetyczna mogły doprowadzić do zaostrzenia stanu chorobowego, którego główną przyczyną były żylaki. Peregryn musiał mieć do nich genetyczne predyspozycje, a styl życia, jaki prowadził, i umartwienia, którymi doświadczał swe ciało, pogorszyły stan – żylaki popękały i rozjątrzyły się.

To właśnie naukowo stwierdzono podczas kanonicznej rekognicji ciała zakonnika dokonanej w 1958 roku. Potwierdziły się wtedy domniemania Borghesego sprzed ponad 500 lat! Uznano, że przyczyną cierpień Peregryna musiały być zaniedbane i zdegenerowane żylaki, do których powstawania miał wrodzoną predyspozycję, a do pogorszenia się ich stanu przyczyniło się w dużym stopniu podjęte przez niego surowe umartwienie polegające na ciągłym pozostawaniu w pozycji pionowej. Z uwagi na brak odpowiedniego leczenia i dołączające się zakażenia bakteryjne powstała w ten sposób rana znajdowała się w stanie ciągłego zaostrzenia i nieznośnie cuchnęła. Dokładnie zresztą ją umiejscowiono – wytworzyła się u dołu, po wewnętrznej części prawej nogi. Co więcej – na skutek chorobowych zmian ucierpiały także stopy. Przyglądając się im, badacze ustalili, że zakonnik zmuszony był chodzić, obciążając jedynie piętę prawej stopy, i że doznał z tego powodu dodatkowych zesztywnień. Cokolwiek jednak by to nie było – rak czy tylko zgangrenowana, trudno gojąca się rana – i jakakolwiek była tego schorzenia przyczyna, to rokowania nie były pomyślne. Ba! Wręcz fatalne. Peregrynowi groziła śmierć.

NOGĘ TRZEBA AMPUTOWAĆ!

Pewnego