Stany spłątane. Fizyka a literatura współczesna - Dominika Oramus - ebook

Stany spłątane. Fizyka a literatura współczesna ebook

Dominika Oramus

0,0
69,90 zł

lub
Opis

Dr hab. Dominika Oramus, tłumaczka, profesor nadzwyczajny Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego w swojej najnowszej książce postanowiła, idąc śladem C.P. Snowa, angielskiego fizyka i powieściopisarza, wyjaśnić brak porozumienia między sferami nauk ścisłych a humanistyką.

Jak sama twierdzi: „Termin „stany splątane” w tej książce należy rozumieć jako metaforę określającą współzależność między fizyką a literaturą. Książka ma na celu prześledzenie fascynacji i strachu, jakie rozwój fizyki w ostatnim stuleciu wzbudzał u humanistów, oraz jak fizycy odwoływali się do literatury i filozofii, by pojąć implikacje własnych odkryć. W tym sensie zajmuje się właśnie „splątaniem” kilku dyskursów. Moim celem jest pokazanie, że nauki ścisłe (których sztandarowym przedstawicielem jest fizyka) i humanistyka (reprezentowana przez literaturoznawstwo) rozwijają się tylko pozornie niezależnie, a naprawdę pozostają w pewnej od siebie zależności.”

Wspomniany wyżej Snow upatrywał przyczyn kryzysu intelektualnego w kulturze Zachodu w Liczne głosy wskazują dziś na pogłębienie się przepaści między dwoma sposobami opisu rzeczywistości, stworzonymi w odpowiedzi na te zjawiska: analizą zjawisk świata zewnętrznego metodą naukową a systemową analizą wytworów kultury ludzkiej. Mówi się też o braku porozumienia między ich przedstawicielami. Warto więc zadać pytanie odwrotne – jak bardzo te sfery cywilizacji zależą od siebie nawzajem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 567

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



© Copyright by Dominika Oramus & Copernicus Center Press, 2020
Adiustacja i korektaMirosław Ruszkiewicz
Projekt okładkiMariusz Banachowicz
SkładMELES-DESIGN
Publikacja dofinansowana przez Wydział Neofilologii Uniwersytetu Warszawskiego
ISBN 978-83-7886-490-5
Wydanie I
Kraków 2020
Copernicus Center Press Sp. z o.o. pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków tel. (+48) 12 448 14 12, 500 839 467 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: http://ccpress.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Przypisy

[1] Zob. np. Anton Zeilinger, Od splątania cząstek do kwantowej teleportacji, s. 10. O biograficznych okolicznościach powstania tego słynnego powiedzenia, użytego przez Einsteina po raz pierwszy w liście do Maxa Borna w 1935 roku, można przeczytać w Einstein. Jego życie, jego wszechświat Waltera Isaacsona, s. 432.
[2] A także ćwierć wieku po opublikowaniu Trzeciej kultury pod redakcją Johna Brockmana – rewizji tez Snowa z lat 90., epoki boomu na książki popularnonaukowe. O książce tej dokładniej piszę w rozdziale III. Snow nie był pierwszym intelektualistą, który zwrócił uwagę na proces stopniowego oddalania się dwóch sfer cywilizacji zachodniej. Już pod koniec XIX wieku Thomas Henry Huxley postulował w eseju „Science and Culture” („Nauka i kultura”), by w kształceniu młodych Anglików kładziono większy nacisk na nauki ścisłe, zaś Matthew Arnold dowodził tezy wręcz przeciwnej w „Literature and Science” („Literatura i nauka”), gdzie opowiadał się za humanistycznym charakterem wykształcenia. Identyczny tytuł, Literature and Science, nosi też praca Aldousa Huxleya wydana już po wykładzie Snowa (i jego książkowej wersji). Huxley zgadza się z niektórymi kwestiami poruszanymi przez Snowa. Pod koniec wieku XX do zagadnień tych wraca N. Katherine Hayles w książce The Cosmic Web: Scientific Field Models and Literary Strategies in the Twentieth Century (Kosmiczna sieć. Naukowe modele pola i strategie literackie w wieku XX). W Stanach splatanych zastosowana jest następująca konwencja pisania tytułów tekstów (lub filmów), które nie były tłumaczone na język polski. Za pierwszym razem po tytule oryginału podane jest w nawiasie tłumaczenie tytułu na polski, w dalszej części tekstu używany jest tytuł oryginału. Kursywą pisane są tytuły esejów, książek i filmów, w cudzysłowach tytuły rozdziałów lub opowiadań zaczerpniętych z tomów o osobnym tytule. Konwencja cytowania: po cytacie w nawiasie podano nazwisko autora i numer strony. W przypadku gdy cytowanych jest kilka tekstów tego samego autora, oprócz nazwiska podano pierwsze słowo tytułu, a jeśli cytowane źródło pochodzi z Internetu, nie podano numeru stron.
[3] Sonia Front w Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction (Kształty czasu w brytyjskiej fikcji kwantowej w XX wieku) opisuje modę na „kwantowość” w kulturze anglosaskiej – internetowa księgarnia Amazon oferowała w roku 2015 aż 33 053 książki z kwantami w tytule, od kwantowego tarota po kwantowe prowadzenie biznesu (Front, vii).
[4] Użycie takich metod pozwala na odtworzenie założeń teoretycznych autora, ale nie pozwala na określenie, czy są one słuszne. Pokazuję na przykład, że dana powieść zawiera intertekstualne odniesienia do teorii względności, ale nie oceniam, czy teoria ta służy do opisu Wszechświata lepiej czy gorzej niż teorie wcześniejsze. Ukazuję jedynie, czy w świecie przedstawionym powieści stosowana jest konsekwentnie i jaki jest efekt artystyczny tego zabiegu.
[5] Mam na myśli przede wszystkim dygresyjną i pełną opowieści o kolegach autobiografię Freda Hoyle’a Mój dom kędy wieją wiatry oraz dwutomowe dzieło 200 uczonych w anegdocie Wróblewskiego.
[6] Jim Baggott w książce Teoria kwantowa. Odkrycia, które zmieniły świat wskazuje na fakt, że istnieje także niebezpieczeństwo odwrotne – to fizyka, odsuwając się od empirii, popada w retorykę, a zapożyczony od humanistów ornamentalny język zastępuje sprawdzalne tezy: „kryzys fizyki wynika bezpośrednio z braku danych doświadczalnych. Teoria, która ma ambicje skupiać się na sprawach autentycznie ważnych, faktycznie pojawiających się w rzeczywistym świecie, musi opierać się na eksperymentach. Bez nich grozi jej wycofanie się w metafizykę, stosunkowo bezcelowe spekulacje o tym, ile aniołów mieści się na czubku szpilki, albo o tym, ilu niewidocznych (i niemożliwych do zaobserwowania) wymiarów przestrzennych potrzebują superstruny do tego, żeby mogły w nich wibrować. Nauki ścisłe to nie filozofia. Kiedy jednak nie można odwołać się do wyników eksperymentów, być może nie da się uniknąć tego, by nauka stała się bardziej spekulatywna i granicząca z metafizyką” (Baggott, 489).
[7] Książkę Sokala i Bricmonta omawiam dokładniej w rozdziale III.
[8] W tym momencie można by postawić zarzut, że tytułowe „splątanie”, określenie zaczerpnięte z dyskursu fizycznego i użyte w pracy literaturoznawczej, to właśnie taka mylna postmodernistyczna metafora. Jest to jednak jedyny taki przypadek w książce, a tytuł rządzi się własnymi prawami i jest w nim miejsce na większą dowolność. Sam Einstein, nazywając stan splątany oddziaływaniem „upiornym”, sięgnął do repertuaru horroru czy opowieści o duchach, by opisać zjawisko fizyczne, i tym samym rozpoczął tradycję używania tego terminu w sposób metaforyczny. Dodatkowo pojęcie „stan splątany” nie służy w książce jako pretekst do budowania piętrowych porównań. Rozmaite aspekty tych stanów nie są przywoływane do opisu zjawisk kultury tak, jak Baudrillard eksploatuje termin „przestrzeń nieeuklidesowa”, by opisywać różne aspekty postmodernistycznego pesymizmu.
[9] Na przełomie XIX i XX wieku angielscy intelektualiści zaczęli zdawać sobie sprawę, jak upraszczający i niebezpieczny jest pogląd, że na Ziemi panuje jedna cywilizacja – zwycięski Zachód, który skolonizował i przemodelował na swoje podobieństwo resztę świata. W monumentalnym Studium historii Arnold Toynbee ostrzegał przed lekceważeniem innych, stłamszonych, ale nie zniszczonych kultur, które wcześniej czy później mogą ruszyć na zachodnie imperia, jak niegdyś barbarzyńcy na Rzym: „Teza jedności cywilizacji stanowi błędną koncepcję, na której trop naprowadził nowożytnych zachodnich historyków wpływ ich społecznego środowiska. Zwodniczym okazuje się fakt, iż w okresie nowożytnym nasza własna cywilizacja zachodnia zarzuciła sieć swego kanonicznego systemu na całą kulę ziemską. Choć mapy gospodarcza i polityczna ulegają obecnie westernizacji, mapa kulturalna pozostaje w istocie tym, czym była, zanim nasza zachodnia społeczność rozpoczęła swe dzieła ekonomicznego i politycznego podboju” (Toynbee, 49).
[10] Porównaj studium wyobraźni militarnej w fikcji spekulacyjnej autorstwa I.F. Clarke’a Voices Prophesying War: Future Wars, 1763-3749 („Jak głosy przodków nową wieszczą wojnę!”. Wojny przyszłości 1763–3749).
[11] Fizyk Paul Davies w popularnonaukowej książce Czas, przybliżającej czytelnikom kwestie natury ściśle naukowej, zamieścił rozdział poświęcony literaturze i czasowi pt. „Podróże w czasie. Fakt czy fantazja?”, gdzie omawia m.in. Wehikuł czasu H.G. Wellsa, a także późniejszą Strzałę czasu Martina Amisa. Nie wspomina natomiast o powieści Ada Vladimira Nabokova, łączącej rozważania o naturze czasu z rozważaniami o fantastyce naukowej, którą Nabokov woli nazywać fantastyką fizyczną.
[12] Wspólnota naukowa zawsze w nie do końca uświadomiony sposób uznaje dany paradygmat – osoby uprawiające określoną specjalność funkcjonują w ramach zdefiniowanych przez instytucję: mają podobne wykształcenie zdobyte na tych samych uczelniach, piszą do tych samych periodyków naukowych, posługują się zbliżoną terminologią, w analogiczny sposób przekazują swoją wiedzę i kompetencje pokoleniu uczniów. Wykazują się oni względną jednomyślnością w kwestiach zawodowych, łączą ich podobne lektury i wyciągnięte z nich wnioski. Thomas Kuhn w Dwóch biegunach podaje podstawowe znaczenia terminu „paradygmat”: to przekonania naukowców w jakiejś epoce, na przykład na temat funkcjonowania Wszechświata, a jednocześnie przekonanie najistotniejsze, determinujące sposób uprawiania fizyki i myślenia o naturze.
[13] Człowiek o bardzo szerokich horyzontach i wszechstronnym wykształceniu. Dobrze znał kulturę starożytną i historię literatury – jego oczytanie wpłynęło znacząco na charakter życia kulturalnego Los Alamos, zwłaszcza że przysyłano tam najlepszych europejskich fizyków, którzy przyjechali do Stanów Zjednoczonych z hitlerowskiej Europy i mieli za sobą tradycyjne europejskie wykształcenie z przełomu wieków, kiedy to wielką wagę przywiązywano do klasyki. O ponadprzeciętnych zdolnościach młodego Oppenheimera, który wykazywał talent do wszystkich przedmiotów, piszą Kai Bird i Martin J. Sherwin w pierwszym rozdziale biografii Amerykański Prometeusz. Triumf i tragedia Roberta Oppenheimera, nazywając go „nietypowym młodym człowiekiem o renesansowej skali zainteresowań” (Bird i Sherwin, 37).
[14] Znaczenie ustnej tradycji epickiej w czasach literatury pisanej – w tym stylizacje epickie używane w tekstach nowożytnych prezentujących wydarzenia uważane w danej kulturze za przełomowe – najpełniej opisuje C.S. Lewis we wstępie do Raju utraconego Johna Miltona. Z drugiej strony jednak do mówienia o funkcjonowaniu opowieści o Los Alamos w kulturze przełomu XX i XXI wieku może posłużyć termin „mit” w ujęciu kulturoznawców takich jak Roland Barthes. Pisząc w roku 1970 wstęp do kolejnego wydania swojej słynnej książki Mythologies, definiuje on zespół mitów funkcjonujących w społeczeństwie francuskim połowy XX wieku jako skodyfikowane znaczenia wyrażone w języku popkultury (zdjęcia, filmy, reklamy), używane, by wierzenia pewnej partykularnej kultury przedstawić jako uniwersalia. Mity zdaniem Barthes’a pochodzą z przeszłości, lecz używane są w teraźniejszości, a kultura masowa sprzyja procesowi mitologizacji, czyli zastyganiu znaczeń arbitralnie przypisywanych pewnym obrazom czy opowieściom.
[15] Podstawowe odniesienie kulturowe powtarzane w wielu relacjach to mit Prometeusza: zaangażowani w prace nad bombą naukowcy myśleli o swojej działalności w kategoriach heroicznych – wykradzenia ognia bogom. Szerzej na ten temat, zwłaszcza o porównywaniu Roberta Oppenheimera do „amerykańskiego Prometeusza”, można przeczytać w rozdziale II.
[16] Był to Norris Bradbury, amerykański fizyk, który kierował działalnością laboratoriów w Los Alamos już po wojnie – w latach 1945–1970.
[17] Modę taką rozpoczął Dan Brown, który w Kodzie Leonarda da Vinci wspomina nazwisko Newtona w kontekście „okultystycznej” działalności intelektualistów XVII i XVIII wieku. Po sukcesie kasowym tej powieści zaczęły ukazywać się książki pisane na podobnej zasadzie – w niektórych niesławnym bohaterem jest właśnie Newton, o czym szerzej piszę w rozdziale I.
[18] W latach 1692–1693 Newton przeszedł ciężkie załamanie nerwowe, być może spowodowane wdychaniem oparów rtęci podczas eksperymentów laboratoryjnych – szerzej na ten temat piszę w rozdziale I.
[19] Równolegle na przełomie XIX i XX wieku powstaje drugi etos – nauk ścisłych jako klucza do zrozumienia świata, działalności naukowej jako misji i genialnych fizyków jako swoistych „wieszczów” wyjaśniających, jak działa natura. Albert Einstein i Leopold Infeld pisali w latach 30.: „Za pomocą teorii fizycznych staramy się przebrnąć przez gąszcz spostrzeganych faktów, staramy się uporządkować i zrozumieć świat naszych wrażeń zmysłowych. Chcemy, aby spostrzegane fakty logicznie wynikały z naszej koncepcji rzeczywistości. Bez wiary w możliwość rozumienia rzeczywistości za pomocą naszych konstrukcji myślowych, bez wiary w wewnętrzną harmonię świata, nie byłoby nauki. Wiara ta jest i zawsze będzie głównym motywem wszelkiej twórczości naukowej. We wszystkich naszych wysiłkach, w każdej dramatycznej walce między starymi a nowymi poglądami, dostrzegamy odwieczne pragnienie zrozumienia, dostrzegamy niezachwianą wiarę w harmonię świata. Wiarę tym silniejszą, im większe piętrzą się na drodze nauki przeszkody” (Einstein i Infeld, 250).
[20] Podgatunek powieści postmodernistycznej, w której narracja ma za zadanie odzwierciedlać doświadczenie rzeczywistości postrzeganej przez pryzmat teorii kwantowej. Tematem quantum fiction wcale nie musi być nauka ani też życie naukowców, choć często powieści te są pisywane przez zawodowych fizyków. Drugim obok quantum fiction miejscem przenikania się teorii kwantowej i humanistyki są teorie, według których procesy zachodzące w świadomości istot rozumnych są warunkowane przez zjawiska kwantowe. W Cieniach umysłu Roger Penrose omawia hipotezę, zgodnie z którą wielkoskalowe stany kwantowe zachodzą w neuronach – w mikrotubulach mających kształt odizolowanych „rurek”, gdzie być może kiedyś zaobserwujemy „wiele dziwnych właściwości funkcji falowych (...) na poziomie makroskopowym” (Penrose, 451). Będzie to moment finalnego mariażu nauk ścisłych i humanistyki, myśli ludzkiej i badań jej fizycznego nośnika. Rozważania takie wykraczają jednak poza zakres mojej książki.
[21] Rozważania Hellera są filozoficznym odpowiednikiem dyskusji o literaturze i fizyce rozpoczętej przez Snowa. W Sensie życia i sensie Wszechświata Heller opisuje filozoficzny odpowiednik „dwóch kultur”, tzw. teorię dwóch prawd, czyli przekonanie, „iż jest rzeczą rozsądną poznawać dwa sprzeczne ze sobą zdania (lub układy zdań), pod warunkiem że każde z nich należy do innej dziedziny, np. do zbioru praw religijnych i twierdzeń nauki” (Heller, Sens..., 87).
[22] Sztuczne bariery nakładane na myślicieli szkodzą każdej z rozdzielonych sztucznie nauk: „Jednym z głównych problemów stojących przed teologią XXI wieku jest jej dialog z naukami, zwłaszcza z naukami przyrodniczymi. Fakt, że wielka liczba teologów (może nawet większość) nie dostrzega wagi tego problemu, świadczy jedynie o tym, że jest to problem naprawdę palący. Zignorowanie go może zepchnąć teologię niedalekiej przyszłości na marginesy kulturowego życia ludzkości” (Heller, Sens..., 17).
[23] Heller prezentuje między innymi poglądy kosmologa Edwarda Arthura Milne’a na rolę Boga w historii Wszechświata. Bóg działa nie poprzez stwarzanie nowych praw przyrody, lecz przez stwarzanie okoliczności do działania biologicznej ewolucji.
[24] Zwraca uwagę na to, że dopiero na początku XX wieku kosmologia skrystalizowała się jako nauka empiryczna, wyszła ze strefy domysłów i rozważań właściwych filozofii. Sama nazwa „kosmologia” zarezerwowana była niegdyś dla humanistycznej dyscypliny filozoficznej zajmującej się Wszechświatem, przez co zmieniała się razem z definicjami Wszechświata i wyobrażeniami, jakie kultura rozmaitych epok miała na temat wyglądu i funkcjonowania Kosmosu. Wszechświat z ludzkich wyobrażeń ograniczał się niegdyś do Układu Słonecznego, a potem wraz z rozwojem technik obserwacyjnych zaczął się rozszerzać.
[25] Dotyczy to zwłaszcza zjawiska początku kosmicznej ekspansji, które „stworzyło dla różnego rodzaju religijnych apologetów naturalną okazję utożsamiania osobliwości ze stworzeniem Wszechświata przez Boga. Dotyczyło to nie tylko popularyzatorów nauki i autorów religijnych książek, ale również poważnych naukowców” (Heller, Filozofia..., 111). W tym kontekście Heller przytacza także hipotezę „Boga do zapychania dziur” (God of the gaps), zgodnie z którą przywołujemy Boga do wyjaśniania luk w naszej wiedzy, zjawisk, które w danym momencie historii nauki są dla nas niepojmowalne.
[26] Nie dysponujemy też innymi przedświatami mogącymi służyć do porównań: „mając za przedmiot obiekt występujący w jednym egzemplarzu, kosmologia jest nauką niezwykle interesującą z metodologicznego punktu widzenia” (Heller, Filozofia..., 5).
[27] Najważniejsza dla rozważań podejmowanych w Stanach splątanych jest książka, którą Michał Heller napisał wspólnie ze Stanisławem Krajewskim, Czy fizyka i matematyka to nauki humanistyczne? Szerzej o niej piszę w rozdziale III.
[28] W Polsce ukazało się tłumaczenie bardzo istotnej, już kilkakrotnie przywoływanej pozycji podejmującej jeden aspekt tego zagadnienia – zapatrzenie filozofów postmodernistycznych w dyskurs współczesnych nauk ścisłych, z którego całymi garściami czerpią metafory, nie zawsze z dobrym skutkiem – Modne bzdury Alana Sokala i Jeana Bricmonta.
[29] Wyjątkiem są niektóre najnowsze powieści postmodernistyczne, zwłaszcza quantum fiction, jak na przykład książki Scarlett Thomas czy Andrew Crumeya. W przypadku tych i kilku innych szczególnie istotnych tekstów, które nie zostały jeszcze opublikowane w naszym kraju, przytaczane w cytatach fragmenty przetłumaczyłam sama.