Spóźniony śpiewak - William Carlos Williams - ebook
NOWOŚĆ

Spóźniony śpiewak ebook

William Carlos Williams

4,0

22 osoby interesują się tą książką

Opis

Wiersze Williama Carlosa Williamsa są lekcjami powolnego patrzenia w świecie, który wszystko każe nam rozstrzygać natychmiast. Autor to z jednej strony odnowiciel poezji amerykańskiej, z drugiej – lekarz z New Jersey, zapisujący to, co widzi obok siebie, tu i teraz. Wiersz staje się tu przestrzenią, w której przedmiot nie zamienia się w symbol, lecz może po prostu być: ze swoją kruchością, brzydotą i nagłym błyskiem jasności. Julia Hartwig nie tylko tłumaczy Williamsa, ale też wchodzi z nim w poetyckie porozumienie. Jej wybór i przekład wydobywają ton najbliższy własnej wrażliwości poetki – ujawnia się tu Williams wyciszony, wyczulony na detal, prosty, ale nigdy uproszczony. Spóźniony śpiewak to efekt tego spotkania – książka, w której amerykański klasyk mówi po polsku tak, jakby od dawna był obecny w naszej codzienności.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 44

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (4 oceny)
1
2
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spóźniony śpiewak

Czerwona taczka

Tak wiele zależy

od

czerwonej

taczki

lśniącej

po deszczu

obok białych

kurcząt

Młoda kobieta w oknie

Siedzi ze

łzami na

policzkach

z policzkiem na

dłoni

z dzieckiem na

kolanie

z noskiem

przyciśniętym

do szyby

Między ścianami

tylnego

skrzydła

szpitala

gdzie nic

nie rośnie

wysypano żużel

w którym lśnią

potłuczone

okruchy zielonej

butelki

Wiersz

Kot

wspina się

na szczyt

szafki kuchennej

najpierw prawa

przednia łapka

ostrożnie

potem tylna

obsuwa się

na dno

pustej

doniczki

Późna letnia pogoda

On ma na głowie

stary jasnoszary kapelusz filcowy

ona czarny beret

On nosi brudny sweter

Ona niebieski płaszcz

opięty na ciele

Szare szerokie spodnie

Czerwoną bluzkę i

przydeptane czarne pantofle

Otyli Zagubieni Wloką się

donikąd przez

górne miasto przekopując

sobie drogę przez

sterty

opadłych liści klonu

zielonych jeszcze – i

szeleszczących jak dolarowe banknoty

Żadnych obowiązków! Hej ho!

Wielka cyfra

Wśród deszczu

i świateł

widziałem cyfrę 5

złotą

na czerwonym

wozie strażackim

który pędził

pełnym gazem

nie bacząc na nic

wśród ostrych gwizdków

wycia syren

i zgrzytu kół

przez ciemne miasto

Pijak

Ty spity

chwiejący się na nogach

nicponiu

Na Boga

Mimo twego

brudu

i zaniedbania

zazdroszczę

ci

To prawdziwe oblicze

samej

miłości

oddane

w opiekę

bezsiły

trzeba by opłakiwać

Portret proletariacki

Duża młoda kobieta z gołą głową

w fartuchu

Z włosami zaczesanymi gładko do tyłu stoi

na ulicy

Opierając jedną stopę w pończosze

na chodniku

W ręce trzyma pantofel. Ogląda

uważnie jego wnętrze

Wyciąga tekturową wkładkę

żeby znaleźć gwóźdź

Który ją uwiera

Obraz czasów

Dwóch wojskowych z West Point

stało przy nowej

śluzie

patrząc z góry na

rzekę –

Jeden siusiał

podczas kiedy drugi

demonstrował

swoją czerwoną

pijacką twarzą

odwieczną tragedię

braku miłości

w tym samym czasie

stara zezowata kobieta

w czarnej

sukni

przyciskając

bukiet

późnych chryzantem

do swego

otyłego łona

obróciła się do nich

plecami

na rogu ulicy

Beztroski William

Beztroski William podkręcił

swój zapuszczony w listopadzie wąsik

i na wpół ubrany wyjrzał

z okna sypialni

na wiosenny dzień.

Hej, hej, rzucił raźno,

wychylając się jeszcze bardziej,

by spojrzeć w górę i w dół ulicy,

gdzie ciężkie światło słońca

leżało między niebieskimi cieniami.

Cofnął głowę na powrót

do pokoju i uśmiechnął się

do siebie z zadowoleniem,

podkręcając swój młody wąsik.

Mujer

Ach, czarny kocie perski!

Czy twoje życie nie było

już dość nędzne z powodu potomstwa?

Zabraliśmy cię, żebyś wypoczął na tej starej

farmie jankeskiej – samotnej

i zasobnej w polne myszy

żyjące wśród wysokiej trawy –

a teraz wracasz do nas

w takim stanie?

O, czarny kocie perski!

Biedak

Zachwyca mnie anarchia

ubóstwa, stary

żółty domek wciśnięty

między nowe kamienice z cegły

albo balkon z lanego żelaza,

przez który prześwitują gałęzie dębu

z gęstwiną liści. Podobny wygląd

mają ubranka dzieci

zdradzające różny stopień

i różny obyczaj nędzy.

Kominy, dachy, ogrodzenia

z drzewa i metalu w tym nieogradzanym

stuleciu zamykają obszar

nieprzylegający do niczego; stary mężczyzna

w swetrze i miękkim czarnym

kapeluszu zamiata chodnik –

dziesięć stóp stanowiących jego własność

na wietrze, który zręcznie

okrążywszy róg ulicy

bierze w posiadanie całe miasto.

Na powitanie listonosza

Dlaczego nie przyniesiesz mi

właściwego listu z plikiem

banknotów w środku.

Wiedziałbym, co z nimi zrobić.

Śmiało, chłopcze, śmiało!

Kąpiel w słońcu

Tramp grzejący się

na stopniu

oparty o wschodnią ścianę

1 listopada 1933 roku

niedomyty młodzieniec

w starym

wojskowym płaszczu

wiercący się i drapiący

podczas gdy tłusta Murzynka

stojąc w oknie żółtego domu

wygląda na ulicę i ziewa

w przestrzeń pięknej pogody

Śmierć See

Pewnego ranka

gdy wiatr szalał

na ulicach

Przeczytałem: Znaleziono

poetę i kobietę

zastrzelonych

Śmierć zdaje się

wynikiem porozumienia –

Samobójstwo

w mieszkaniu artysty –

Ich ciała

kompletnie ubrane

znaleziono

na wpół

przykryte

kocem –

See

opisany był jako

poeta

ale kiedy lub

gdzie jego

wiersze były

drukowane M. nie

potrafił powiedzieć…

Młody właściciel pralni

Błagam was, moje panie, o przychylność dla

mojego przyjaciela Wu-Ki: jest młody, bystry, zręczny

i dobrze zbudowany, muskuły jego falują

pod cienką koszulą, a naga stopa

w słomianych sandałach, podniesiona na obcasie,

przesuwa się, przybierając wciąż nowe pozycje.

Proszę o koszule pani męża do prania, dla Wu-Ki.

Dziewczyna

Z wydatnymi piersiami

pod niebieskim swetrem

bez nakrycia głowy –

przechodzi przez ulicę

czytając gazetę,

staje, obraca się

i patrzy w dół

jakby

zobaczyła dziesięciocentówkę

na chodniku

Inwokacja i wniosek

Styczeń!

Początek wszystkiego!

Wyskoczyłam ze starego płonącego gniazda

wprost w płomienie!

Wydano mnie za mąż kiedy miałam trzynaście lat

Moi rodzice mieli dziewięcioro dzieci

i wychowywaliśmy się na ulicy

Dlatego właśnie ten stary drań –

Miał wtedy dwadzieścia sześć lat

a ja nie przeszłam nawet jeszcze

miesiączki. Spójrz na mnie teraz!

Do biednej starej kobiety

która gryzie na ulicy

śliwki z papierowej torebki

trzymanej w ręce

Jakże jej smakują

Jak jej

smakują Jak

smakują

Widać to po

zapamiętaniu z jakim

ssie połówkę

trzymaną w drugiej ręce

Uszczęśliwiona

słodyczą dojrzałych śliwek

która zdaje się wypełniać powietrze

Jak jej smakują

Usprawiedliwienie

Dlaczego piszę dzisiaj?

Popycha mnie do tego

piękno

groźnych twarzy

naszych nie-istnień –

kolorowych kobiet

wyrobników dziennych

starych i doświadczonych –

wracających do domu o zmierzchu

byle jak odzianych

o twarzach

jak stary dąb florencki

Również

wygląd

waszych twarzy mnie porusza

dostojni obywatele

ale

inaczej

Ostatnie słowa mojej angielskiej babki

Kilka brudnych talerzy

i szklanka mleka

na małym stoliku przy jej łóżku

cuchnącym i zaniedbanym –

Pomarszczona i na wpół ślepa

chrapała we śnie

i budziła się z gniewem,

wołając o jedzenie.

Dajcie mi jeść –

Głodzą mnie –

Jestem zdrowa, nie pójdę

do szpitala. Nie, nie i nie.

Dajcie mi coś do jedzenia.

Pozwól mi odwieźć się

do szpitala, powiedziałem,

a kiedy będziesz zdrowa,

zrobisz, co zechcesz.

Uśmiechnęła się. Tak,

najpierw ty zrobisz, co zechcesz,

potem ja mogę robić, co zechcę –

Ach jej! krzyczała,

kiedy pielęgniarze z ambulansu

kładli ją na nosze –

Czy to według ciebie

ma przynieść mi ulgę?

Teraz jej umysł był jasny –

Wy, młodzi ludzie, mówiła,