Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
22 osoby interesują się tą książką
Wiersze Williama Carlosa Williamsa są lekcjami powolnego patrzenia w świecie, który wszystko każe nam rozstrzygać natychmiast. Autor to z jednej strony odnowiciel poezji amerykańskiej, z drugiej – lekarz z New Jersey, zapisujący to, co widzi obok siebie, tu i teraz. Wiersz staje się tu przestrzenią, w której przedmiot nie zamienia się w symbol, lecz może po prostu być: ze swoją kruchością, brzydotą i nagłym błyskiem jasności. Julia Hartwig nie tylko tłumaczy Williamsa, ale też wchodzi z nim w poetyckie porozumienie. Jej wybór i przekład wydobywają ton najbliższy własnej wrażliwości poetki – ujawnia się tu Williams wyciszony, wyczulony na detal, prosty, ale nigdy uproszczony. Spóźniony śpiewak to efekt tego spotkania – książka, w której amerykański klasyk mówi po polsku tak, jakby od dawna był obecny w naszej codzienności.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 44
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czerwona taczka
Tak wiele zależy
od
czerwonej
taczki
lśniącej
po deszczu
obok białych
kurcząt
Młoda kobieta w oknie
Siedzi ze
łzami na
policzkach
z policzkiem na
dłoni
z dzieckiem na
kolanie
z noskiem
przyciśniętym
do szyby
Między ścianami
tylnego
skrzydła
szpitala
gdzie nic
nie rośnie
wysypano żużel
w którym lśnią
potłuczone
okruchy zielonej
butelki
Wiersz
Kot
wspina się
na szczyt
szafki kuchennej
najpierw prawa
przednia łapka
ostrożnie
potem tylna
obsuwa się
na dno
pustej
doniczki
Późna letnia pogoda
On ma na głowie
stary jasnoszary kapelusz filcowy
ona czarny beret
On nosi brudny sweter
Ona niebieski płaszcz
opięty na ciele
Szare szerokie spodnie
Czerwoną bluzkę i
przydeptane czarne pantofle
Otyli Zagubieni Wloką się
donikąd przez
górne miasto przekopując
sobie drogę przez
sterty
opadłych liści klonu
zielonych jeszcze – i
szeleszczących jak dolarowe banknoty
Żadnych obowiązków! Hej ho!
Wielka cyfra
Wśród deszczu
i świateł
widziałem cyfrę 5
złotą
na czerwonym
wozie strażackim
który pędził
pełnym gazem
nie bacząc na nic
wśród ostrych gwizdków
wycia syren
i zgrzytu kół
przez ciemne miasto
Pijak
Ty spity
chwiejący się na nogach
nicponiu
Na Boga
Mimo twego
brudu
i zaniedbania
zazdroszczę
ci
To prawdziwe oblicze
samej
miłości
oddane
w opiekę
bezsiły
trzeba by opłakiwać
Portret proletariacki
Duża młoda kobieta z gołą głową
w fartuchu
Z włosami zaczesanymi gładko do tyłu stoi
na ulicy
Opierając jedną stopę w pończosze
na chodniku
W ręce trzyma pantofel. Ogląda
uważnie jego wnętrze
Wyciąga tekturową wkładkę
żeby znaleźć gwóźdź
Który ją uwiera
Obraz czasów
Dwóch wojskowych z West Point
stało przy nowej
śluzie
patrząc z góry na
rzekę –
Jeden siusiał
podczas kiedy drugi
demonstrował
swoją czerwoną
pijacką twarzą
odwieczną tragedię
braku miłości
w tym samym czasie
stara zezowata kobieta
w czarnej
sukni
przyciskając
bukiet
późnych chryzantem
do swego
otyłego łona
obróciła się do nich
plecami
na rogu ulicy
Beztroski William
Beztroski William podkręcił
swój zapuszczony w listopadzie wąsik
i na wpół ubrany wyjrzał
z okna sypialni
na wiosenny dzień.
Hej, hej, rzucił raźno,
wychylając się jeszcze bardziej,
by spojrzeć w górę i w dół ulicy,
gdzie ciężkie światło słońca
leżało między niebieskimi cieniami.
Cofnął głowę na powrót
do pokoju i uśmiechnął się
do siebie z zadowoleniem,
podkręcając swój młody wąsik.
Mujer
Ach, czarny kocie perski!
Czy twoje życie nie było
już dość nędzne z powodu potomstwa?
Zabraliśmy cię, żebyś wypoczął na tej starej
farmie jankeskiej – samotnej
i zasobnej w polne myszy
żyjące wśród wysokiej trawy –
a teraz wracasz do nas
w takim stanie?
O, czarny kocie perski!
Biedak
Zachwyca mnie anarchia
ubóstwa, stary
żółty domek wciśnięty
między nowe kamienice z cegły
albo balkon z lanego żelaza,
przez który prześwitują gałęzie dębu
z gęstwiną liści. Podobny wygląd
mają ubranka dzieci
zdradzające różny stopień
i różny obyczaj nędzy.
Kominy, dachy, ogrodzenia
z drzewa i metalu w tym nieogradzanym
stuleciu zamykają obszar
nieprzylegający do niczego; stary mężczyzna
w swetrze i miękkim czarnym
kapeluszu zamiata chodnik –
dziesięć stóp stanowiących jego własność
na wietrze, który zręcznie
okrążywszy róg ulicy
bierze w posiadanie całe miasto.
Na powitanie listonosza
Dlaczego nie przyniesiesz mi
właściwego listu z plikiem
banknotów w środku.
Wiedziałbym, co z nimi zrobić.
Śmiało, chłopcze, śmiało!
Kąpiel w słońcu
Tramp grzejący się
na stopniu
oparty o wschodnią ścianę
1 listopada 1933 roku
niedomyty młodzieniec
w starym
wojskowym płaszczu
wiercący się i drapiący
podczas gdy tłusta Murzynka
stojąc w oknie żółtego domu
wygląda na ulicę i ziewa
w przestrzeń pięknej pogody
Śmierć See
Pewnego ranka
gdy wiatr szalał
na ulicach
Przeczytałem: Znaleziono
poetę i kobietę
zastrzelonych
Śmierć zdaje się
wynikiem porozumienia –
Samobójstwo
w mieszkaniu artysty –
Ich ciała
kompletnie ubrane
znaleziono
na wpół
przykryte
kocem –
See
opisany był jako
poeta
ale kiedy lub
gdzie jego
wiersze były
drukowane M. nie
potrafił powiedzieć…
Młody właściciel pralni
Błagam was, moje panie, o przychylność dla
mojego przyjaciela Wu-Ki: jest młody, bystry, zręczny
i dobrze zbudowany, muskuły jego falują
pod cienką koszulą, a naga stopa
w słomianych sandałach, podniesiona na obcasie,
przesuwa się, przybierając wciąż nowe pozycje.
Proszę o koszule pani męża do prania, dla Wu-Ki.
Dziewczyna
Z wydatnymi piersiami
pod niebieskim swetrem
bez nakrycia głowy –
przechodzi przez ulicę
czytając gazetę,
staje, obraca się
i patrzy w dół
jakby
zobaczyła dziesięciocentówkę
na chodniku
Inwokacja i wniosek
Styczeń!
Początek wszystkiego!
Wyskoczyłam ze starego płonącego gniazda
wprost w płomienie!
Wydano mnie za mąż kiedy miałam trzynaście lat
Moi rodzice mieli dziewięcioro dzieci
i wychowywaliśmy się na ulicy
Dlatego właśnie ten stary drań –
Miał wtedy dwadzieścia sześć lat
a ja nie przeszłam nawet jeszcze
miesiączki. Spójrz na mnie teraz!
Do biednej starej kobiety
która gryzie na ulicy
śliwki z papierowej torebki
trzymanej w ręce
Jakże jej smakują
Jak jej
smakują Jak
smakują
Widać to po
zapamiętaniu z jakim
ssie połówkę
trzymaną w drugiej ręce
Uszczęśliwiona
słodyczą dojrzałych śliwek
która zdaje się wypełniać powietrze
Jak jej smakują
Usprawiedliwienie
Dlaczego piszę dzisiaj?
Popycha mnie do tego
piękno
groźnych twarzy
naszych nie-istnień –
kolorowych kobiet
wyrobników dziennych
starych i doświadczonych –
wracających do domu o zmierzchu
byle jak odzianych
o twarzach
jak stary dąb florencki
Również
wygląd
waszych twarzy mnie porusza
dostojni obywatele
ale
inaczej
Ostatnie słowa mojej angielskiej babki
Kilka brudnych talerzy
i szklanka mleka
na małym stoliku przy jej łóżku
cuchnącym i zaniedbanym –
Pomarszczona i na wpół ślepa
chrapała we śnie
i budziła się z gniewem,
wołając o jedzenie.
Dajcie mi jeść –
Głodzą mnie –
Jestem zdrowa, nie pójdę
do szpitala. Nie, nie i nie.
Dajcie mi coś do jedzenia.
Pozwól mi odwieźć się
do szpitala, powiedziałem,
a kiedy będziesz zdrowa,
zrobisz, co zechcesz.
Uśmiechnęła się. Tak,
najpierw ty zrobisz, co zechcesz,
potem ja mogę robić, co zechcę –
Ach jej! krzyczała,
kiedy pielęgniarze z ambulansu
kładli ją na nosze –
Czy to według ciebie
ma przynieść mi ulgę?
Teraz jej umysł był jasny –
Wy, młodzi ludzie, mówiła,
