Sługa Boży o. Mateusz z Agnone - Henryk Bejda, Urszula Szczepańska - ebook
Opis

Nie dar prorokowania, nie dana mu przez Boga moc czynienia cudów, ale walka z szatanem – posługa egzorcysty – była szczególnym charyzmatem i najważniejszym rysem zakonnej działalności ojca Mateusza z Agnone. Chociaż przypisuje się mu uwolnienie ze szponów demona ponad 650 opętanych, to najbardziej niezwykłe jest to, że śmierć ojca Mateusza w 1616 r. nie stała się wcale kresem jego posługi. Do dziś, ponad 400 lat po śmierci zakonnika, wielu odzyskuje wolność za jego wstawiennictwem. Demony, które widzą go podczas egzorcyzmów, przyznają, że wzywanie go wyrządza im wiele krzywd, a sam ojciec Mateusz jest odrażający i śmierdzi im wieczną szczęśliwością i świętością, której nie mogą znieść. Poza życiorysem pobożnego pomocnika walczących z diabłem, książka zawiera liczne świadectwa interwencji tego, który przez demony jest złośliwie nazywany „sukienką Boga” czy „nagromadzeniem pokuty i cnoty”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 87

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Dziękujemy ojcu Cyprianowi de Meo, jego sekretarzowi Janowi (Giovanniemu) Comodo oraz ojcu Jakubowi (Iacopo) Carliniemu z klasztoru kapucynów we Florencji za rozmowę, poświęcony nam czas oraz pomoc w zgromadzeniu materiałów potrzebnych do opracowania tej publikacji.

Autorzy

Wstęp

Ojciec Cyprian i jego niezwykły pomocnik

Dość wysoki mężczyzna o pociągłej twarzy z siwą, charakterystycznie przystrzyżoną bródką i kępką siwych włosów na głowie wygląda jak większość starszych kapucynów. W sandałach na nogach, w brązowym habicie nie odbiega zbytnio od zakonnych „standardów”.

A jednak jest coś, co zdecydowanie odróżnia go od innych zakonników. Od ponad 60 lat pełni posługę egzorcysty. Niestrudzenie toczy walkę z największym wrogiem Boga i człowieka – diabłem. Pomaga najnieszczęśliwszym z nieszczęśliwych – ludziom opętanym przez złego ducha.

Jako jeden z najbardziej doświadczonych egzorcystów świata przewodniczy również Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Egzorcystów. Stawiany jest na równi z założycielem tego stowarzyszenia, najsłynniejszym z włoskich egzorcystów – ojcem Gabrielem Amorthem, znanym także w Polsce z wielu publikacji, między innymi z Wyznań egzorcysty.

Jest zresztą nie tylko kapłanem egzorcystą, lecz także pisarzem i poetą. Do jego najbardziej poczytnych książek należy Il divino e l’umano nel mio apostolato di esorcista (Boskie i ludzkie w mojej posłudze egzorcysty), a jako poeta był laureatem wielu prestiżowych nagród.

Spełnione marzenia

Ojciec Cyprian de Meo – bo to właśnie jego dotyczy powyższy opis – urodził się 5 stycznia 1924 roku w ­Serracaprioli koło Foggi, w bardzo religijnej rodzinie. Matka była gospodynią domową, prowadziła również rodzinny sklep spożywczy; ojciec pracował jako kierowca. Oboje liczyli tylko na siebie w utrzymaniu swej licznej rodziny: trzech chłopców i jednej (zmarłej w dzieciństwie) dziewczynki.

Ojciec Cyprian od małego pragnął zostać kapucynem i jego marzenia się spełniły. Studiował teologię w Campobasso i Avellino, gdzie wykładał później w tamtejszym seminarium. Równocześnie nauczał religii w jednym z liceów w San Severo. To właśnie w ­Avellino po raz pierwszy w życiu spotkał diabła.

U boku Ojca Pio

Dzień 2 lipca 1949 roku był jednym z przełomowych w jego życiu – pierwszym spędzonym w klasztorze kapucynów w San Giovanni Rotondo. Wtedy też miało miejsce pierwsze osobiste spotkanie z najbardziej niezwykłym zakonnikiem XX wieku – starszym od niego o 37 lat Franciszkiem (Francesco) Forgione, czyli św. Ojcem Pio. Przez pięć lat kapucyn z Serracaprioli zajmował się głównie porządkowaniem napływającej do klasztoru korespondencji. O tym, że nie była to łatwa praca, wiedzą ci, którzy na własne oczy widzieli ogromne stosy listów adresowanych do Ojca Pio. Ojciec Cyprian dobrze poznał św. Ojca Pio. Spędził z nim mnóstwo czasu, spożywał obok niego posiłki, brał udział w rozmowach i modlitwach, często prosił go o pomoc i poradę. Ojciec Pio zapewniał go również o swojej modlitwie i wsparciu. Do dziś ulubionym zdjęciem ojca Cypriana jest to, na którym stoi obok Ojca Pio1.

Właśnie tam, we wciśniętym w górską dolinę San Giovanni Rotondo, ojciec Cyprian odprawiał swoje pierwsze Msze Święte i wygłaszał swoje pierwsze kazania.

Ofiarna posługa

Rok 1952 to kolejna ważna data w życiu ojca Cypriana. Właśnie wtedy – za zgodą biskupa diecezji Avellino – zaczął pełnić posługę egzorcysty. Dziś ma na swoim koncie całkiem spory dorobek – około 30 duchowych uzdrowień, a właściwie uwolnień z sideł złego ducha. A trzeba wiedzieć, że walka z diabłem to nie przelewki. Często trzeba przecież wielu, nawet bardzo wielu spotkań z egzorcystą, zanim zły duch da za wygraną i opuści ciało swej ofiary. Większość z tych uwolnień następowała dopiero po sześciu czy nawet ośmiu latach uporczywych i niezwykle wyczerpujących zmagań.

Ojciec Cyprian jest dziś jednym z 30 działających we Włoszech egzorcystów. Trzydzieści to duża liczba, ale chyba w obecnych czasach już niewystarczająca. Opętanych czy zniewolonych przez diabła Włochów jest coraz więcej, więc tym samym egzorcyści mają coraz więcej pracy.

Dzieje się tak zresztą nie tylko w tym kraju, lecz także na całym świecie, a mieszkańcy katolickich krajów są szczególnie narażeni na ataki złego ducha.

Spokój i dziecięca prostota

Jak w przypadku większości książek dwojga autorów, ktoś musi grać pierwsze skrzypce, ktoś musi to wszystko dopracować i ogarnąć. Wziąłem na siebie ten ciężar. Urszula wspomagała mnie z Florencji. Od lat tam mieszka, oprowadza polskich turystów i doskonale zna realia tego pięknego i tajemniczego kraju, w którym na porządku dziennym jest uciekanie się do „pomocy” magów odczyniających czy rzucających uroki. Ich „klientami” są zwykle osoby, które nie mogą się zwrócić do egzorcysty, a równocześnie nie potrafią sobie poradzić same z sobą. To właśnie we Florencji Urszula spotkała się z ojcem Cyprianem. Gościł tam w wiekowym klasztorze karmelitanek pod wezwaniem św. Marii Magdaleny dei Pazzi z jedną ze swoich grup modlitewnych, z którymi od lat odwiedza rozsiane po całych Włoszech kościoły, klasztory i sanktuaria. Wywarł na Urszuli duże wrażenie. Uczestniczyła w odprawianej przez niego Mszy Świętej, a późniejsza rozmowa z nim ukazała go jej jako człowieka niezwykle spokojnego, emanującego pozytywną energię i cechującego się swoiście dziecięcą prostotą.

Niezwykli pomocnicy

Ojciec Cyprian jest egzorcystą, ale oczywiście musimy jasno zdać sobie sprawę z tego, że to nie on uwalnia ludzi z mocy diabła, lecz czyni to sam Bóg, a kapłan jest tylko swoistym „transmiterem” Bożej mocy. W tej niezwykle trudnej posłudze ojca Cypriana wspierają duchowo osoby świeckie skupione w grupach modlitewnych. Jednak nie tylko oni. Od lat wiernymi sprzymierzeńcami są również jego współbrat św. Ojciec Pio, zmarła matka ojca Cypriana – Michalina, oraz ojciec Mateusz z Agnone. O tym, że są oni obecni obok niego w trakcie odprawiania egzorcyzmów, powiedział mu sam diabeł.

Walki i zwycięstwa odnoszone nad diabłem przez Ojca Pio zarówno za jego życia, jak i po śmierci, są już dziś powszechnie znane. To, że zmarła matka pomaga synowi – z zupełnie naturalnych powodów – też można zrozumieć. Najbardziej intrygującą postacią w tym gronie jest zatem ojciec Mateusz z Agnone. Kim był ów zakonnik? W jaki sposób pomaga ojcu Cyprianowi? Dlaczego diabeł drży przed nim? Zanim odpowiemy na te pytania, jeszcze jedna kwestia wymaga wyjaśnienia.

W jaki sposób zmarli pomagają żywym? Osoby wierzące bardzo dobrze wiedzą, że tajemnica świętych obcowania nie jest żadnym wymysłem, lecz najświętszą prawdą. Wiarę w nią potwierdzamy przecież podczas każdej Mszy Świętej, odmawiając Credo, czyliWierzę w Boga. Święci i błogosławieni, którzy zostali oficjalnie kanonizowani i beatyfikowani przez Kościół, cała rzesza świętych niewyniesionych na ołtarze (bo przecież proces beatyfikacyjny nie jest inicjowany w stosunku do każdej zasługującej na niego osoby), czyli tak zwany Kościół triumfujący w niebie, połączony jest mistycznymi nićmi z Kościołem cierpiącym – zmarłymi oczyszczającymi się w czyśćcu, oraz z Kościołem wojującym na ziemi – nami wszystkimi, wciąż jeszcze żyjącymi na tym łez padole. Właśnie dzięki tym więziom święci i zmarli pomagają żywym, a żywi są w stanie wpływać na złagodzenie mąk czyśćcowych wszystkich wiernych zmarłych.

Serracapriola

Choć ojciec Cyprian dużo podróżuje po całych Włoszech, to jego „kwaterą główną” jest San Severo, a najważniejszym miejscem duszpasterskiej posługi – Serracapriola, miejsce jego urodzenia. Jest to niewielka mieścina w południowych Włoszech położona niedaleko słynnego San Giovanni Rotondo (wszystkie te miejscowości leżą w prowincji Foggii). W Serracaprioli znajduje się klasztor i kościół kapucynów pod wezwaniem Matki Bożej Łaskawej. Obydwa obiekty także wpisują się w całej pełni w zakonne standardy. Kto widział starą świątynię kapucynów w San Giovanni Rotondo, ma już wyobrażenie tego, jak wyglądają pozostałe. Ta w Serracapriola jest do niej bardzo podobna. Niewysoka, z charakterystyczną niewielką wieżyczką, w której umieszczony jest dzwon.

Na fasadzie nad wejściem widnieje wizerunek Świętej Rodziny, który flankują umieszczone w niszach wyrzeźbione w marmurze anioły. Wewnątrz kościoła znajdują się freski przedstawiające Zwiastowanie Pańskie oraz najważniejsze sceny z życia największych franciszkańskich świętych – św. Franciszka i św. Antoniego.

Warto nadmienić, że w klasztorze w Serracaprioli przez ponad rok (od października 1907 roku do listopada 1908 roku) przebywał młody Francesco Forgione, czyli św. Ojciec Pio – wówczas jeszcze brat. Bardzo często zakonnicy zastawali go modlącego się i płaczącego przed krucyfiksem w zakonnym chórze. W Serracaprioli bywał także zmarły w 1905 roku „święty mnich” – obdarowany przez Boga szczególnymi darami sługa Boży ojciec Rafael z Sant’Elia a Pianisi.

U grobu ojca Mateusza

Ale to wcale nie rodzinne sentymenty, nie pamięć o św. Ojcu Pio czy ojcu Rafaelu ciągną ojca Cypriana do Serracaprioli. Czynią to przechowywane w tamtejszym klasztornym kościele doczesne szczątki jego największego „sojusznika” w walce z szatanem – ojca Mateusza z Agnone. Ojciec de Meo wie o nim bardzo dużo, jest bowiem wicepostulatorem procesu mającego na celu wyniesienie tego kapucyna do chwały ołtarzy. Dogłębnie zbadał jego życie, działalność i dzieła, poświęcił mu również szereg napisanych przez siebie cennych publikacji.

Ojciec Cyprian bywa u grobu ojca Mateusza z ludźmi, którzy chcą podziękować za otrzymane łaski lub z tymi, którzy te łaski chcą u sługi Bożego wyjednać. Częstymi gośćmi są tam również opętani.

1 Kiedy poprosiliśmy ojca Cypriana o zdjęcie z autografem, spełnił nasze życzenie, przysyłając nam tę właśnie fotografię.

Rozdział I

Prosper Lolli, czyli... szczęśliwi ci, którzy płaczą

Po włosku – Fra Matteo d’Agnone; po polsku – ojciec Mateusz z Agnone. Jego „świeckie” imię i nazwisko były jednak zupełnie inne. Nazywał się Prosper (po włosku Prospero) Lolli. Nadane mu przez rodziców dość niecodziennie brzmiące dla nas, Polaków, imię, wywodziło się z łaciny i oznaczało mniej więcej to samo, co Feliks, czyli „pomyślny, szczęśliwy”. Otrzymał je dlatego, że po narodzinach trzech córek był dla rodziny długo oczekiwanym męskim potomkiem, mającym zapewnić ciągłość rodu Lollich. Istnieje w języku polskim określenie „prosperować”, czyli pomyślnie się rozwijać, działać, osiągając ze swojej działalności profity. Nomen omen! Starożytni Rzymianie uważali, że imię wyznacza i określa w jakimś stopniu dalsze życie osoby, która je nosi. Trąci to wprawdzie zabobonem, ale być może jakieś ziarno prawdy w tym jest, w każdym razie w przypadku Prospera było. Mimo negatywnych epizodów, jakie miały miejsce w jego życiu, ogólny bilans był „pomyślny” i „szczęśliwy”. Co więcej – jak dowiemy się z tej książki – szczęśliwi są ci, którzy nadal, nawet po jego śmierci z nim przestają!

Prosper przyszedł na świat w Agnone, małej miejscowości w środkowych Włoszech, w regionie Molise, w prowincji Isernia. Od jego czasów to – nieduże, położone na wzgórzu, typowe dla Włoch miasteczko niewiele się zmieniło. Ograniczone przez ukształtowanie terenu nie ma jak się poszerzać. Zamieszkuje je obecnie niespełna 6 tysięcy osób.

Ojciec Prospera, Józef, był ponoć człowiekiem poważnym i dobrym. Więcej – zarówno o nim, jak i o matce Prospera, której nawet imienia nie znamy – nie wiemy.

Z czasów dzieciństwa Prospera też nie mamy zbyt dużo wiadomości. Ojciec de Meo pisze, że jako dziecko Prosper budował ołtarzyki, przed którymi się modlił; miał świetną pamięć, bardzo dobrze się uczył. „Spokojny, skromny i uzdolniony” – takim go zapamiętano. Wyróżnił się przede wszystkim tym, że niezwykle szybko i z łatwością nauczył się – trudnej dla wielu jego rówieśników – łaciny.

Błogosławiona wina

W