Słodka pokusa - Cora Reilly - ebook

Słodka pokusa ebook

Cora Reilly

4,7

123 osoby interesują się tą książką

Opis

Jednotomowa historia autorki słynnych „Złączonych”!

Po stracie żony Cassio zostaje sam z dwójką małych dzieci. Musi szybko znaleźć dla nich matkę, a dla siebie kobietę, która ogrzeje jego łóżko.

Cassio ma władzę, a wraz z nią obowiązki. Mafioso doskonale wie, że w jego świecie posiadanie żony jest nakazem, bo nie ma niczego ważniejszego od tradycji i honoru. I z tego powodu żeni się z osiemnastoletnią dziewczyną.

Giulia zawsze zdawała sobie sprawę, że poślubi mężczyznę, którego wybierze dla niej ojciec. Ale nie przypuszczała, że będzie on dużo starszy od niej. Nagle musi zostać matką dwójki maluchów, kiedy nigdy nie trzymała niemowlaka w ramionach. Giulia szybko się zorientuje, że Cassio nie jest zainteresowany związkiem z nią. Szukał jedynie niani dla swoich dzieci.

Jednak dziewczyna postanowi zawalczyć o swoją wizję szczęścia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 411

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
MamuskaIgnaca

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo dobrze ją się czytało.
00

Popularność




Tytuł oryginału

Sweet Temptation

Copyright © 2020 by Cora Reilly

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2021

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Alicja Chybińska

Korekta:

Anna Powązka

Katarzyna Olchowy

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Przygotowanie okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-539-6

PROLOG

Cassio

Spojrzałem na swoje zakrwawione dłonie, a potem na bezwładne ciało mojej żony. Ostrożnie przymknąłem drzwi na wypadek, gdyby przyszedł Daniele. Nie powinien oglądać więcej takich rzeczy. Czerwone róże, które gosposia kupiła dla Gai z okazji naszej ósmej rocznicy ślubu, leżały obok zwłok, zgniecione i połamane. Czerwone róże pasowały do krwi na prześcieradle i jej białej sukni.

Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do ojca.

– Cassio? Nie masz dziś aby rezerwacji na kolację z Gaią?

– Gaia nie żyje.

Cisza.

– Możesz powtórzyć?

– Gaia nie żyje.

– Cassio…

– Ktoś musi posprzątać, zanim dzieci to zobaczą. Przyślij ekipę sprzątającą i zawiadom Lucę.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Cassio

Gdy umiera ci żona, spodziewasz się po sobie smutku i rozpaczy, ale patrząc, jak opuszczają jej trumnę do dołu, czułem jedynie złość i rozgoryczenie.

Wzięliśmy ślub osiem lat temu. Śmierć zakończyła nasze małżeństwo w rocznicę. Stosowny koniec związku, który od samego początku był skazany na niepowodzenie. Może to przeznaczenie chciało, że akurat dziś wypadł najgorętszy dzień roku. Pot spływał mi po czole i skroniach, ale łzy się nie pojawiły.

Ojciec ścisnął mocniej moje ramię. Dodawał otuchy mnie czy sobie? Od czasu trzeciego zawału wyglądał kiepsko, a śmierć Gai na pewno mu nie pomogła. Spojrzał mi w oczy – martwił się. Zaćma zamgliła mu wzrok. Z każdym dniem jakby coraz bardziej się rozmywał. Im stawał się słabszy, tym ja musiałem być silniejszy. Jeśli będziesz wyglądał na słabego, mafia zeżre cię na śniadanie.

Kiwnąłem mu delikatnie głową, po czym obróciłem się z powrotem w stronę grobu, zachowując kamienną twarz.

Stawili się wszyscy podszefowie z rodziny mafijnej. Nawet nasz capo Luca Vitiello, przyjechał z żoną z Nowego Jorku. Wszyscy mieli takie same, uroczyste miny – idealne maski, dokładnie takie jak moja. Kilka chwil później składali mi kondolencje, szeptali fałszywe słowa pocieszenia, choć plotki na temat przedwczesnej śmierci mojej żony już między nimi krążyły.

Cieszyłem się, że Daniele i Simona są za mali, żeby coś z nich zrozumieć. Nie wiedzieli, że ich matka umarła. Nawet dwuletni Daniele nie pojmował jeszcze znaczenia słowa „śmierć”. A Simona… została osierocona przez matkę w wieku czterech miesięcy.

Przeszyła mnie kolejna fala wściekłości, ale od razu ją stłumiłem. Nieliczni z otaczających mnie mężczyzn byli moimi przyjaciółmi, większość węszyła za oznakami słabości. Byłem młodym podszefem, według wielu zbyt młodym, ale Luca ufał w to, że rządzę Filadelfią żelazną ręką. Nie zamierzałem go zawieść, mojego ojca również.

Po pogrzebie zebraliśmy się w mojej posiadłości na obiad. Sybil, moja gosposia, podała mi Simonę. Maleńka całą noc płakała, ale teraz twardo spała w moich ramionach. Daniele uwiesił się na mojej nodze; wyglądał na zdezorientowanego. Szukał bliskości po raz pierwszy od śmierci Gai. Czułem na sobie te wszystkie pełne współczucia spojrzenia. Sam z dwojgiem dzieci, taki młody jak na tak odpowiedzialną funkcję w rodzinie… Wypatrywali choć najdrobniejszego pęknięcia w mojej fasadzie.

Podeszła matka, uśmiechnęła się smutno i wzięła ode mnie Simonę. Zaproponowała, że zajmie się dziećmi, ale miała sześćdziesiąt cztery lata i musiała dbać o ojca. Zebrały się wokół nas moje siostry i gruchały do Daniele. Mia wzięła go na ręce i mocno przytuliła. One też oferowały pomoc, ale wszystkie miały już własne małe dzieci i mieszkały daleko – z wyjątkiem Mii.

– Synu, wyglądasz na zmęczonego – zauważył ojciec.

– Niewiele ostatnio sypiam. – Od śmierci matki Daniele i Simona zasypiali na najwyżej dwie godziny. Przypomniałem sobie zakrwawioną suknię Gai, ale szybko odpędziłem tę wizję.

– Musisz poszukać dzieciom matki – dodał, opierając się całym ciężarem ciała na lasce.

– Mansueto! – krzyknęła matka. – Przecież dopiero pogrzebaliśmy Gaię.

Ojciec poklepał ją po ramieniu, ale patrzył na mnie. Wiedział, że nie potrzebuję dużo czasu na opłakiwanie Gai, ale musieliśmy dbać o pozory przyzwoitości. Nie wspominając o tym, że nie byłem pewien, czy chcę w życiu kolejnej kobiety. Ale moje zachcianki się nie liczyły. Żelazne zasady i tradycje decydowały o każdym aspekcie mojego życia.

– Dzieci potrzebują matki, a ty kogoś, kto o ciebie zadba. – Ojciec nie ustępował.

– Gaia nigdy o niego nie dbała – mruknęła Mia. Ona również nie wybaczyła mojej świętej pamięci małżonce.

– Nie tutaj, nie teraz – syknąłem. Prychnęła, ale się zamknęła.

– Zakładam, że masz już na oku jakąś kandydatkę dla Cassia – zwróciła się do ojca moja najstarsza siostra Illaria, przewracając przy tym oczami.

– Każdy kapitan i podszef z córką na wydaniu pewnie już dzwonił do ojca – stwierdziła cicho Mia.

Ojciec jeszcze ze mną o tym nie rozmawiał, bo wiedział, że będę się buntował. Nie zmienia to faktu, że Mia zapewne miała rację. Byłem łakomym kąskiem – jedynym nieżonatym podszefem w całej mafii.

Podeszli do mnie Luca i jego żona Aria. Dałem krewnym znak, żeby zamilkli. Luca jeszcze raz uścisnął mi dłoń, a Aria uśmiechnęła się do moich dzieci.

– Jeżeli będziesz chciał trochę odpocząć od obowiązków, daj mi znać – powiedział.

– Nie – odparłem machinalnie. Gdybym teraz oddał swoje stanowisko, już bym go nie odzyskał. Filadelfia była moim miastem i zamierzałem nim rządzić.

Luca pochylił lekko głowę.

– Wiem, że to kiepska pora na tę sprawę, ale zwrócił się do mnie wuj Felix.

Ojciec kiwnął głową, jakby wiedział, do czego Luca zmierza.

– To rozsądny pomysł.

Zaprosiłem ich gestem do ogrodu.

– O co chodzi?

– Gdybym nie znał okoliczności śmierci twojej żony, nie wyciągałbym tego tematu dzisiaj. To brak szacunku. – Luca wiedział tyle, ile ja mu powiedziałem.

Ojciec pokręcił głową.

– Nie możemy czekać przez wymagany rok. Moje wnuki potrzebują matki.

– O czym chcesz pomówić? – zapytałem Lucę. Drażniło mnie, że on i ojciec wiedzą, o co chodzi i nie chcą mnie wtajemniczyć.

– Mój wuj Felix ma córkę, która nie została jeszcze nikomu obiecana. Może zostać twoją żoną. Cassio, związek pomiędzy Filadelfią i Baltimore wzmocniłby twoją władzę – powiedział w końcu Luca.

Felix Rizzo rządził Baltimore jako podszef mafii. Zdobył tę pozycję dzięki małżeństwu z jedną z ciotek Luki, a nie dzięki temu, że nadawał się do tej roboty, ale facet był w miarę znośny. Nie pamiętałem jego córki.

– Czemu nie ma jeszcze męża? – Córka tak wysoko postawionego mafiosa od lat powinna być zaręczona… Chyba że coś z nią nie tak.

Luca i ojciec wymienili porozumiewawcze spojrzenia, przez co od razu się zaniepokoiłem.

– Była przyrzeczona jednemu z naszych kapitanów, ale zginął w zeszłorocznym ataku Braci.

Ojciec momentalnie dostrzegł obawę rysującą się na mojej twarzy, więc dodał pośpiesznie:

– Nie poznała go. Widziała go raz w życiu, jako dwunastolatka.

Wiedziałem, że to nie wszystko.

– Mógłbyś się z nią ożenić na początku listopada. Minęłoby trochę czasu od pogrzebu Gai…

– Dlaczego akurat w listopadzie?

– Bo wtedy kończy osiemnaście lat – odpowiedział Luca.

Spojrzałem z niedowierzaniem na niego, a potem na ojca. Powariowali?

– Dziewczyna jest prawie czternaście lat młodsza ode mnie!

– Cassio, w twojej sytuacji to najlepsza opcja – rzucił ojciec z naganą w głosie. – Wszystkie inne dostępne córki wysoko postawionych ludzi są jeszcze młodsze. A biorąc pod uwagę twoje przejścia, wątpię, byś wolał wdowę.

– To nie najlepszy moment na tę rozmowę – stwierdziłem z zaciętą miną.

– Nie zwlekaj zbyt długo. Felix chce znaleźć kogoś dla Giulii jak najszybciej – powiedział Luca, przechylając lekko głowę.

Przytaknąłem sztywno i wróciłem do środka. Matka próbowała uspokoić Simonę, która w międzyczasie się rozpłakała, a Mia wyprowadzała z pokoju rozwrzeszczanego Daniele. Naprawdę potrzebowałem żony. Ale dziś mój umysł nie był w stanie podjąć decyzji w tej sprawie.

***

Faro podał mi martini, po czym usiadł ciężko na drugim fotelu w moim gabinecie.

– Cassio, wyglądasz jak gówno.

– Kolejna bezsenna noc – odparłem z bladym uśmiechem.

Upił łyk drinka i spojrzał na mnie krytycznie.

– Zgódź się na propozycję Rizza. Potrzebujesz żony. I możesz ją mieć za niecałe cztery miesiące. Rozpaczliwie chce mieć cię w rodzinie, chce, żebyś ocalił mu dupsko. Inaczej nie czekałby tak długo, aż się namyślisz. Na pewno mógł w tym czasie znaleźć córce innego męża.

Wypiłem połowę martini jednym haustem.

– Prawie czternaście lat różnicy. Zdajesz sobie sprawę, że ta dziewczyna nie ma jeszcze osiemnastu lat?

– No to będziesz musiał ożenić się z jakąś wdową. Naprawdę chcesz kobiety wspominającej innego faceta, po tej sprawie z Gaią? – zapytał cicho.

Skrzywiłem się. Przez cały ten czas próbowałem zapomnieć o Gai. Nawet Daniele przestał pytać o mamę, chyba do niego dotarło, że już nie wróci. Zrobił się strasznie milczący, niemal w ogóle się nie odzywał.

– Nie – rzuciłem ostro. – Żadnych wdów. – Po pierwsze nie miałem ochoty ryzykować powtórki z rozrywki, po drugie wszystkie wdowy na rynku miały dzieci, a nie chciałem, żeby Daniele i Simona musieli z kimś rywalizować o uwagę rodziców. Potrzebowali całej troski i miłości, jaką mogli dostać. Cierpieli, a ja, jak bardzo bym się nie starał, nie mogłem ofiarować im tego, czego potrzebowali.

– Na miłość boską, zadzwoń do Rizza. W czym problem? Dziewczyna lada dzień będzie pełnoletnia.

Spojrzałem na niego groźnie.

– Inni faceci pozabijaliby się nawzajem za młodą, seksowną dziewczynę w łóżku. Tobie podają ją na srebrnej tacy, ale musisz wiecznie szukać problemów.

– Gdybyśmy nie przyjaźnili się od dziecka, to za ten ton pozbawiłbym cię ciężaru dźwigania jednego z palców – powiedziałem.

– W takim razie dobrze, że się przyjaźnimy – odparł, unosząc kieliszek.

***

Po kolejnej nocy wypełnionej dziecięcym płaczem, z samego rana zadzwoniłem do Felixa.

– Halo, Felix? Mówi Cassio.

– Cassio, co za przyjemność! Tuszę, że podjąłeś decyzję odnośnie związku z moją córką?

– Chciałbym się z nią ożenić. – To nie do końca prawda, dziewczyna była po prostu jedyną nadzieją na ocalenie mnie przed wariatkowem. – Nie mogę długo czekać. Wiesz, że mam dwoje małych dzieci, które potrzebują matki.

– Ależ naturalnie. Giulia jest bardzo troskliwa. Możemy ustalić datę na początek listopada, dzień po jej osiemnastych urodzinach?

Zacisnąłem zęby.

– W porządku, brzmi rozsądnie.

– Chciałbym, żebyście się wcześniej poznali. Ustalimy szczegóły przyjęcia. Zorganizowanie hucznego wesela tak szybko będzie sporym wyzwaniem.

– Zależy ci na wielkiej fecie?

– Tak. Giulia to nasza jedyna córka i moja żona chce przygotować coś wyjątkowego. Przy naszym synu nie mogła się spełnić w tym względzie. Nie wspominając o fakcie, że przy naszym statusie, będzie to ważne wydarzenie towarzyskie.

– Nie dam rady włączyć się w planowanie. Mam dość na głowie, więc twoja żona będzie musiała się wszystkim zająć.

– To żaden problem. Omówimy szczegóły, gdy przyjedziesz, dobrze? Kiedy dałbyś radę się zjawić?

Sybil i tak zamierzała spędzić u nas cały weekend, żeby mieć oko na dzieci.

– Za dwa dni, ale będę musiał szybko wracać.

– Doskonale. Cassio, dokonałeś dobrego wyboru. Giulia jest wspaniała.

Giulia

Tata dziwnie zachowywał się przy kolacji. Zerkał na mnie co chwilę, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił się przemóc. Z kolei mama wyglądała, jakby dostała właśnie zaproszenie na ekskluzywną letnią wyprzedaż Chanel.

Zjadłam i czekałam, aż tata pozwoli mi odejść od stołu. Chciałam dokończyć obraz, który zaczęłam tego ranka. Nauka skończona, więc poświęcałam większość czasu na doskonalenie umiejętności malarskich.

Ojciec głośno odchrząknął.

– Musimy z tobą porozmawiać.

– Okej… – odparłam powoli. Ostatnim razem po podobnym wstępie ojciec poinformował mnie, że mój narzeczony zginął w napadzie Braci. Nie zabolało mnie to tak, jak być może powinno, biorąc pod uwagę plany na przyszłość, ale spotkałam tego mężczyznę raz, i to dawno temu. Tylko matka zalewała się łzami, ale głównie dlatego, że po jego śmierci zostałam siedemnastolatką bez narzeczonego. A to pachniało przecież skandalem.

– Znaleźliśmy ci nowego męża.

– Och – skwitowałam. Oczywiście, spodziewałam się, że wkrótce mnie za kogoś wydadzą, ale liczyłam, że, ze względu na wiek, przynajmniej włączą mnie w proces wyboru męża.

– Jest podszefem! – zakrzyknęła mama, cała promieniejąc radością.

Uniosłam brwi. Nic dziwnego, że się ekscytowała. Mój świętej pamięci narzeczony był zaledwie synem kapitana, czyli, w opinii mamy, nie było się czym podniecać.

Próbowałam sobie przypomnieć podszefów w moim wieku, ale nic nie wymyśliłam.

– A kto to taki?

– Cassio Moretti – odparł ojciec, unikając mojego spojrzenia.

Opadła mi szczęka. Gdy tata czuł potrzebę spuszczenia ciśnienia, często rozmawiał ze mną o interesach, bo mama nie przejawiała zainteresowania szczegółami. Nazwisko Moretti przebijało się w jego opowieściach od kilku miesięcy. Ten Najokrutniejszy z Mafijnych Podszefów stracił żonę i teraz musiał samotnie wychowywać dwoje dzieciaków. Spekulacji na temat przyczyn i sposobu śmierci jego żony nie brakowało, ale tylko capo znał prawdę. Niektórzy mówili, że Moretti zabił żonę w napadzie gniewu, inni że pochorowała się od egzystencji pod jego surową władzą. A jeszcze inni opowiadali, że sama odebrała sobie życie, żeby uciec od jego okrucieństwa. Tak czy siak nie miałam szczególnej ochoty poznawać tego gościa, nie wspominając nawet o wychodzeniu za niego za mąż.

– Jest ode mnie znacznie starszy – przemówiłam w końcu.

– Giulia, to tylko trzynaście lat. Mężczyzna w najlepszym wieku – pouczyła mnie mama.

– Czemu w ogóle mnie chce? – Nie znał mnie. Ja nie znałam jego. A co najgorsze, nie miałam bladego pojęcia, jak wychowywać dzieci.

– Należysz do rodu Rizzo. Połączenie dwóch tak ważnych familii zawsze jest jak najbardziej pożądane – zawyrokowała moja rodzicielka.

Popatrzyłam na tatę, ale on tylko gapił się w kieliszek z winem. Ostatnie, co powiedział mi o Cassio Morettim, to że Luca zrobił go podszefem, bo są podobni – niereformowalnie okrutni, bezlitośni i zbudowani jak buhaje.

A teraz chce wydać mnie za takiego faceta.

– Kiedy? – zapytałam. Mama nie byłaby taka rozochocona, gdyby nie zdążyli już ustalić szczegółów.

– Dzień po twoich urodzinach – odparła.

– Jestem zdziwiona, że zaczekaliście aż skończę osiemnastkę. Nie żebyśmy byli nadmiernie praworządnym towarzystwem…

Mama zacisnęła wargi.

– Mam nadzieję, że wyzbędziesz się tej zgryźliwości zanim poznasz Cassia. Mężczyzna jego pokroju nie będzie tolerował takiej bezczelności.

Zacisnęłam pięści pod stołem. Mama była najpewniej motorem napędowym tego całego małżeństwa. Nieustannie próbowała poprawić naszą pozycję w mafii. Uśmiechnęła się, po czym wstała.

– Lepiej zacznę już szukać lokalu. Czeka nas towarzyskie wydarzenie sezonu.

Poklepała mnie po policzku, jakbym była słodziutkim szczeniaczkiem, który wygrał dla niej nagrodę na pokazie psów, ale na widok mojej kwaśnej miny zmarszczyła czoło.

– Nie jestem pewna, czy Cassio będzie pochwalał takie nadąsanie… Albo taką grzywkę!

– Egidia, ona wygląda, jak trzeba – wtrącił stanowczo tata.

– Ładnie i młodzieńczo, na pewno nie wyrafinowanie jak dama.

– Jeżeli Cassio szuka damy, to nie powinien rozglądać się za nastolatkami…

Mama aż jęknęła i złapała się za serce, żeby zamanifestować, że lada moment wpędzę ją do grobu. Tata próbował zamaskować śmiech sztucznym kaszlem.

Ale mamy tym nie oszukał. Wymierzyła w niego swój oskarżycielski palec.

– Wbij córce trochę rozumu do głowy. Znasz Cassia. Od zawsze powtarzałam, że jesteś dla niej zbyt pobłażliwy. – Odwróciła się na pięcie i wyszła z uniesioną głową, zamiatając podłogę długą suknią.

Tata westchnął i uśmiechnął się z rezygnacją.

– Mama chce dla ciebie jak najlepiej.

– Chce jak najlepiej dla naszej pozycji. Jakim cudem ślub z okrutnym staruchem ma być dla mnie dobry, tato?

– Chodź – powiedział, wstając z krzesła. – Porozmawiamy w ogrodzie.

Poszłam za nim. Wyciągnął rękę, więc podałam mu swoją. Upalne, duszne powietrze uderzyło mnie jak armatni pocisk.

– Giulia, Cassio nie jest aż taki stary. Ma trzydzieści jeden lat.

Próbowałam wyobrazić sobie mężczyznę w jego wieku, ale rzadko w ogóle zwracałam uwagę na facetów. Czy Luca też nie był aby koło trzydziestki? Myśl o kuzynie była średnią pociechą, przerażał mnie do nieprzytomności. Jeśli Cassio był taki sam…

A co, jeśli to obleśny, gruby tyran? Spojrzałam na tatę. Jego ciemne oczy złagodniały.

– Nie patrz, jakbym cię zdradził. Przyszłość żony Cassia nie jest taka zła, jak może ci się wydawać.

– Niereformowalnie okrutny. Tak go nazwałeś. Pamiętasz?

Tata skinął głową ze skruchą.

– Wobec swoich ludzi i wrogów, nie wobec ciebie.

– A skąd możesz wiedzieć? Czemu jego żona umarła? Jak umarła? A co, jeśli ją zabił? Albo tak ją gnębił, że zabiła się sama? – Wzięłam powolny głęboki wdech, próbując się uspokoić.

Tata odsunął mi grzywkę z twarzy.

– Nigdy nie widziałem, żebyś tak się bała – powiedział. – Luca mnie zapewnił, że Cassio nie przyłożył ręki do śmierci żony.

– A ufasz Luce? Sam mówiłeś, że próbuje wzmocnić swoją władzę…

– Nie powinienem był tyle ci mówić.

– Poza tym, skąd Luca może mieć pewność, co się stało z panią Moretti? Przecież wiesz, jak jest. Nawet capo nie wtrąca się w sprawy rodzinne.

Tata złapał mnie za ramiona.

– Jeżeli Cassio wie, co dla niego dobre, to nawet cię nie tknie.

Oboje mieliśmy świadomość, że gdy już wyjdę za mąż, tata nie będzie mógł nic zrobić. A gdybyśmy chcieli być szczerzy, to musielibyśmy przyznać, że nie był człowiekiem, który ryzykowałby z góry przegrany konflikt. Dla Luki Cassio był ważniejszy od taty. Gdyby musiał pomiędzy nimi wybierać, tatę czekałby szybki koniec.

– Przyjedzie jutro, żeby cię poznać.

Odsunęłam się zszokowana.

– Jutro?!

ROZDZIAŁ DRUGI

Giulia

Mama postawiła sprawę jasno – poznam Cassia dopiero na oficjalnej kolacji zapoznawczej. Całe popołudnie miałam siedzieć zamknięta w pokoju, a rodzice i mój przyszły mąż przedyskutują sobie w tym czasie moją przyszłość, jakbym była dwuletnim dzieckiem bez prawa do własnego zdania.

Ale gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, wypełzłam z pokoju. Miałam na sobie ulubioną dżinsową sukienkę, a pod nią białą koszulkę na ramiączkach, z nadrukiem słoneczników. Szłam boso, dotarłam więc na półpiętro bezszelestnie, uważałam, żeby żadna deseczka nawet nie zaskrzypiała.

Uklęknęłam, żeby się przyczaić i zerknęłam przez balustradę. Sądząc po odgłosach, rodzice wymieniali właśnie powitalne uprzejmości z dwoma przybyszami. Tata pojawił się w moim polu widzenia, dzięki czemu zauważyłam, że miał na ustach swój oficjalny uśmiech. Za nim szła emanująca zachwytem mama. A potem zobaczyłam dwóch obcych mężczyzn.

Bez trudu zgadłam, który to Cassio. Był znacznie wyższy od ojca i drugiego nieznajomego. Zrozumiałam, czemu porównują go z Lucą. Był szeroki i wielki, a przez trzyczęściowy, granatowy garnitur wyglądał jeszcze bardziej imponująco. Miał stalową minę. Nie uśmiechnął się nawet do trzepoczącej rzęsami mamy. Przynajmniej jego kompan nie sprawiał wrażenia, jakby ściągnęli go do naszego domu za karę. Cassio wcale nie wyglądał staro, a już na pewno nie był gruby. Jego muskuły przebijały się nawet przez te wszystkie warstwy materiału. Jego twarz sprawiała wrażenie, jakby składała się tylko z ostrych krawędzi, a do tego nosił ciemny zarost. Jeden z tych dopieszczonych, a nie wołających, że mężczyzna nie ma czasu o siebie zadbać.

Cassio był dorosłym, imponującym mężczyzną o wielkiej władzy. Ja właśnie skończyłam liceum. O czym niby mielibyśmy ze sobą rozmawiać?

Uwielbiałam sztukę współczesną, malarstwo i pilates. Jakoś wątpiłam, by człowiek jego typu przejawiał zainteresowanie podobnymi rzeczami. Do jego ulubionych form rekreacji należały zapewne torturowanie i pranie pieniędzy, no i może okazjonalne wypady na dziwki. Niepokój ścisnął mi żołądek. Za niecałe cztery miesiące miałam spać z tym mężczyzną, z tym obcym człowiekiem. Z człowiekiem, który być może zapędził żonę na tamten świat.

Ukłuło mnie poczucie winy. Odgórne założenia. Cassio stracił żonę i został sam z dziećmi. Może przeżywa właśnie żałobę? Choć na to nie wyglądał.

Niemniej biorąc pod uwagę, że w naszym świecie mężczyźni od maleńkości uczą się ukrywać uczucia, brak zewnętrznych oznak emocji o niczym nie świadczył.

– Może więc udamy się do mojego gabinetu na szklaneczkę najlepszego koniaku i pomówimy o małżeństwie? – Tata wskazał dłonią w głąb korytarza.

Cassio przechylił głowę.

– A ja dopilnuję, żeby w kuchni wszystko poszło, jak trzeba. Nasz kucharz szykuje prawdziwą ucztę – powiedziała entuzjastycznie mama.

Cassio i jego towarzysz obdarzyli ją sztywnymi uśmiechami zaciśniętych ust.

Czy ten człowiek kiedykolwiek śmieje się szczerze, oczami i całym sercem?

Poczekałam, aż wszyscy rozejdą się w swoją stronę, po czym pobiegłam na dół i zakradłam się do biblioteki znajdującej się zaraz obok gabinetu taty. Przycisnęłam ucho do drzwi łączących oba pomieszczenia, żeby podsłuchać rozmowę.

– Ten związek będzie dobry dla ciebie i dla mnie, dla nas obu – powiedział tata.

– Powiedziałeś już Giulii?

Po raz pierwszy usłyszałam własne imię wypowiedziane głębokim głosem Cassia i moje serce zabiło szybciej. Będę je tak słyszeć do końca życia.

Tata odchrząknął. Nie widziałam go, a i tak wiedziałam, że czuje się niekomfortowo.

– Owszem, wczoraj wieczorem.

– Jak zareagowała?

– Giulia ma świadomość, że małżeństwo z podszefem to zaszczyt.

Przewróciłam oczami. Bardzo żałowałam, że nie widzę ich twarzy.

– Feliksie, to nie jest odpowiedź na moje pytanie – napomniał tatę z nutą rozdrażnienia w głosie. – Nie będzie tylko moją żoną. Potrzebuję też matki dla moich dzieci. Rozumiesz to, prawda?

– Giulia to bardzo troskliwa i odpowiedzialna… kobieta. – Wypowiedzenie tego słowa przyszło tacie ze sporym trudem, natomiast do mnie dopiero po chwili dotarło, że mówił o mnie. Nie czułam się jeszcze kobietą. – Od czasu do czasu pilnuje bratanka i bardzo to lubi.

Rzeczywiście, gdy rodzina brata wpadała w odwiedziny, to bawiłam się kilka minut z jego szkrabem, ale nigdy nie zmieniałam pieluchy ani nie karmiłam dziecka.

– Mogę cię zapewnić, że będziesz nią usatysfakcjonowany.

Poczułam ciepło na policzkach. Na chwilę zapadła cisza. Czy Cassio i jego towarzysz źle rozumieli słowa ojca, zresztą tak jak i ja. Tata ponownie odchrząknął.

– Powiedziałeś już Luce?

– Tak, zeszłej nocy, po naszej rozmowie.

Zaczęli omawiać nadchodzące spotkanie z capo. Na moment odleciałam, zanurzyłam się we własnych myślach.

– Muszę zadzwonić do domu. Poza tym chcielibyśmy z Faro trochę się odprężyć przed kolacją. Mamy za sobą długi dzień – powiedział Cassio.

– Naturalnie. Możecie udać się tam, przez te drzwi. W bibliotece jest spokojnie. Mamy jeszcze dobrą godzinę do kolacji.

Odsunęłam się na miękkich nogach od drzwi, zza których dobiegły odgłosy kroków. Klamka się poruszyła. Skoczyłam za jeden z regałów i mocno do niego przywarłam. Spojrzałam w stronę drzwi. Cassio i Faro weszli do środka. Tata posłał im jeszcze jeden sztuczny uśmiech, zamknął za sobą i zostawił mnie z nimi samą. Jak niby miałam się teraz wydostać i wrócić na górę?

– No i? – zapytał Faro.

Cassio przeszedł w głąb pomieszczenia, bliżej mojej kryjówki. Miał ściągnięte brwi, lecz część jego napięcia wywołanego czujnością zniknęła.

– Wycieńczające. Zwłaszcza pani Rizzo. Mam nadzieję, że córka po niej tego nie przejęła.

Zacisnęłam usta z oburzenia. No dobrze, mama rzeczywiście była wycieńczająca, ale jego słowa bardzo mi się nie spodobały.

– Widziałeś jej zdjęcie? – Faro wziął ze stolika jedną z ramek i zarechotał.

Obserwowałam ich przez szczelinę pomiędzy książkami szeroko otwartymi z przerażenia oczami. Faro podniósł ramkę wyżej i pokazał ją Cassio. Miałam na tym zdjęciu dziewięć lat, szczerzyłam się szeroko, ukazując aparat ortodontyczny w pełnej krasie. Do tego dwa cienkie kucyki z wplecionymi w nie słonecznikami, a ubrana byłam w czerwoną sukienkę w białe grochy. I czerwone gumiaki. Tata uwielbiał to zdjęcie i za nic w świecie nie chciał go schować, choć mama ciągle wierciła mu o to dziurę w brzuchu. Teraz pożałowałam, że jej nie posłuchał.

– Kurwa, Faro. Odłóż je – warknął Cassio, aż się skrzywiłam. – Na widok tego zdjęcia czuję się jak pierdolony pedofil.

Faro odstawił ramkę na miejsce.

– Była uroczym dzieckiem. Mogło być gorzej.

– Mam szczerą nadzieję, że pozbyła się już tego aparatu na zęby i grzyweczki.

Odruchowo odsunęłam grzywkę dłonią. Zalała mnie mieszanka złości i przerażenia.

– To i to pasuje uczennicy – skomentował Faro.

– Nie chcę się pieprzyć z zasraną uczennicą.

Wzdrygnęłam się i potrąciłam łokciem książkę. Spadła z półki.

Tylko nie to. Bibliotekę spowiła cisza.

Gorączkowo rozglądałam się za jakąś drogą ucieczki. Wbiłam głowę pomiędzy ramiona i próbowałam przemknąć za kolejny regał. Za późno. Znalazłam się w czyimś cieniu i zderzyłam się z twardym ciałem, od którego się odbiłam i wpadłam na regał. Uderzyłam kością ogonową w twardą półkę i krzyknęłam z bólu.

Poderwałam głowę do góry i cała zalałam się rumieńcem.

– Tak bardzo przepraszam, proszę pana – wybełkotałam. Niech szlag trafi moje stosowne wychowanie.

Cassio piorunował mnie wzrokiem. Dostrzegłam, w którym momencie zrozumiał, kim jestem.

Jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie, mogło pójść ociupinkę lepiej.

Cassio

– Tak bardzo przepraszam, proszę pana.

Spojrzałem na stojącą przede mną dziewczynę. Gapiła się na mnie wielkimi, niebieskimi oczami, miała szeroko otwarte usta. Giulia Rizzo, moja przyszła żona.

Nie odrywałem od niej wzroku. Stojący obok mnie Faro z trudem tłumił rozbawienie, ale mi nie było, kurwa, do śmiechu. Kobieta… dziewczyna, która za niecałe cztery miesiące miała zostać moją żoną, nazwała mnie właśnie „panem”.

Otaksowałem ją wzrokiem. Dostrzegłem nagie stopy, szczupłe nogi, brzydką dżinsową sukienkę i jakieś paskudztwo w kwiatki, które miała na górze. Moje spojrzenie spoczęło w końcu na jej twarzy. Nadal nosiła tę grzywkę, ale poza tym miała długie, pofalowane włosy, które opadały aż na odsłonięte ramiona.

Nie przesunąłem się, żeby ją przepuścić, więc podniosła na mnie oczy i ewidentnie spięła się pod moim świdrującym, nieustępliwym spojrzeniem.

Musiałem przyznać, że ta grzywka nie była aż taka zła. Dziewczyna była bardzo ładna. Śliczna. I na tym polegał problem. W tym stroju wyglądała jak nastolatka, bynajmniej nie jak kobieta – a już na pewno nie jak żona i matka.

Musnęła tę grzywkę rozedrganymi palcami, na jej policzki wypełzła czerwień.

Musiała słyszeć wszystko, co o niej mówiłem.

Westchnąłem. To był fatalny pomysł. Wiedziałem o tym od samego początku, ale decyzja została podjęta i nie było już odwrotu. Zostanie moją żoną i musiałem mieć nadzieję, że już nigdy nie nazwie mnie „panem”.

Opuściła ręce i się wyprostowała.

– Przepraszam pana, nie chcę pana urazić, ale nie powinien przebywać pan ze mną sam na sam bez nadzoru, a na pewno nie powinien pan stać tak blisko mnie.

Spojrzenie Faro nie pozostawiało cienia wątpliwości, był na granicy zeszczania się z uciechy.

Zmrużyłem oczy. Nie cofnęła się ani o centymetr i musiałem przyznać, że spodobało mi się, że mi się postawiła, choć dzierżyłem taką władzę.

– Wiesz, kim jestem?

– Tak, proszę pana, podszefem z Filadelfii, ale postępuję według zasad mojego ojca, nie pańskich, a nawet gdyby, to honor i tak nie pozwalałby mi przebywać sam na sam z mężczyzną, który nie jest moim mężem.

– To prawda – zgodziłem się cicho. – Ale za niecałe cztery miesiące będziesz moją żoną.

Zadarła podbródek, jakby chciała wyglądać na wyższą. Przedstawienie robiło wrażenie, lecz drżące palce i rozszerzone oczy zdradzały jej strach.

– Na moje oko… szpiegowałaś nas. Prowadziliśmy właśnie poufną rozmowę, a ty wtrąciłaś się bez pozwolenia – rzekłem niskim tonem.

Odwróciła wzrok.

– Byłam w bibliotece, a panowie tu weszli i mnie zaskoczyli.

Faro nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Uciszyłem go groźnym spojrzeniem i westchnąłem ciężko. Nie miałem cierpliwości do takich przedstawień. Od tygodni nie przespałem porządnie nocy. Gosposie brały na siebie większość pracy, ale płacz Simony i tak ciągle mnie budził. Potrzebowałem matki dla dzieci, a nie kolejnego dzieciaka do niańczenia.

– Faro, możesz dać nam chwilę?

Giulia spojrzała na mnie niepewnie, dalej opierając się o regał. Cofnąłem się, żeby powstała między nami stosowna przestrzeń. Faro wyszedł i zamknął za sobą drzwi.

– Tak nie wypada… – wydukała cicho.

– Chcę z tobą zamienić kilka słów. Później, przy twoich rodzicach, nie będziemy mieli okazji pomówić.

– Głównie będzie mówiła matka. Jest bardzo wycieńczająca.

Czyżby się ze mną drażniła? Na jej obliczu malowały się ciekawość i ostrożność.

– Nie powinnaś była tego słyszeć. – Wskazałem gestem na fotele. – Porozmawiasz ze mną?

Przechyliła głowę, jakby próbowała zrozumieć, co do niej mówię.

– Naturalnie.

Poczekałem, aż usiądzie, po czym sam zająłem miejsce. Skrzyżowała nogi, ponownie poprawiła grzywkę, ale gdy spostrzegła, że ją obserwuję, zaczerwieniła się. Zmarszczyła nos.

– Doceniłabym, gdyby nie opowiadał pan o tym matce…

– Nie nazywaj mnie panem – burknąłem.

Aż skrzywiła się ze zdumienia.

– To jak mam się do pana zwracać?

– Może Cassio? Wkrótce zostanę twoim mężem.

– W listopadzie – powiedziała rozedrganym głosem.

– Owszem. Gdy tylko będziesz pełnoletnia.

– A to jakaś różnica? Za kilka miesięcy będę nadawała się na żonę bardziej niż teraz?

– Tak czy siak jesteś za młoda, ale gdy będziesz oficjalnie dorosła, będę się czuł z tym całym ślubem nieco bardziej komfortowo.

Wydęła wargi i pokręciła głową.

– Mam dwoje małych dzieci, którymi trzeba się zająć. Daniele ma dwa lata, wtedy będzie miał prawie trzy, a Simona będzie miała dziesięć miesięcy.

– Pokażesz mi ich zdjęcia? – zapytała, całkowicie mnie zaskakując.

Wyjąłem komórkę i pokazałem jej tapetę na pulpicie. Ustawiłem w tle zdjęcie zrobione niedługo przed śmiercią Gai, ale jej na nim nie było. Był za to Daniele, tulący w ramionach małą siostrzyczkę.

Obserwowałem twarz Giulii. Jej mina złagodniała, uśmiechnęła się – to był szczery, nieudawany uśmiech. Nie przypominał uśmiechów kobiet z naszych kręgów. To także dowodziło, jak bardzo jest młoda. Nie zamieniła się jeszcze w fałszywego babsztyla.

– Są cudowne. I jak słodko ją tuli! – Uśmiechnęła się do mnie, ale natychmiast spoważniała. – Przykro mi z powodu twojej straty, ja…

– Nie chcę rozmawiać o mojej zmarłej żonie – warknąłem.

Kiwnęła szybko głową i przygryzła wargę. Ja pierdolę, naprawdę musiała wyglądać aż tak uroczo i niewinnie? Na świecie było tyle nastolatek, które szpachlowały się grubą warstwą tapety, czym dodawały sobie przynajmniej dziesięć lat, ale nie ona. Wyglądała na siedemnastolatkę i za cztery miesiące, gdy skończy osiemnaście, na pewno magicznie się nie postarzeje. Będę musiał poprosić jej matkę, żeby na ślub nałożyła jej mocny makijaż.

Założyła włosy za ucho, odsłaniając kolczyk w kształcie słonecznika.

– Zawsze się tak ubierasz? – Wskazałem ręką na jej strój.

Spojrzała po sobie i zmarszczyła czoło.

– Lubię sukienki.

Kiedy ponownie na mnie popatrzyła, czerwień na jej policzkach nabrała głębi.

– Ja również – odparłem. – Eleganckie, odpowiednie dla kobiet sukienki. Oczekuję, że będziesz ubierała się bardziej elegancko. Na zewnątrz musisz prezentować określony wizerunek. Jeżeli podasz mi wymiary, poślę kogoś, żeby kupił ci nową garderobę.

Gapiła się na mnie jak cielę na malowane wrota.

– Zrozumiałaś? – dopytałem, bo nadal się nie odzywała.

Mrugnęła oczami i skinęła głową.

– Dobrze – powiedziałem. – Nie będzie żadnej oficjalnej uroczystości z okazji zaręczyn. Nie mam na to czasu i nie chcę, żeby widziano nas razem publicznie, dopóki jesteś niepełnoletnia.

– Poznam twoje dzieci, zanim się pobierzemy? Będę mogła obejrzeć twoją posiadłość?

– Nie. Zobaczymy się ponownie dopiero w listopadzie, a dzień po ślubie poznasz Daniele i Simonę.

– Nie sądzisz, że byłoby dobrze, gdybyśmy poznali się przed ślubem?

– Nie widzę powodów – odparłem szorstko.

Odwróciła wzrok.

– Oczekujesz ode mnie czegoś jeszcze, nie licząc zmiany garderoby?

Przeszło mi przez myśl, czy nie kazać jej zacząć brać pigułki, bo nie chciałem więcej dzieci, ale nie potrafiłem się zmusić do poruszenia tego tematu z dziewczyną w jej wieku, co było dość absurdalne, biorąc pod uwagę, że w noc poślubną będę musiał z nią spać. Wstałem.

– Nie. A teraz prawdopodobnie powinnaś już iść, zanim twoi rodzice zorientują się, że jesteśmy tu sami.

Również wstała, spojrzała na mnie, łapiąc dłońmi za łokcie, ale nie odezwała się już ani słowem, odwróciła się i wyszła. Gdy zniknęła za drzwiami, do środka wrócił Faro.

Podniósł pytająco brwi.

– Coś ty jej nagadał? Dziewucha wyglądała, jakby zaraz miała się popłakać.

Zmarszczyłem czoło.

– Nic.

– Wątpię, no ale skoro tak mówisz…

ROZDZIAŁ TRZECI

Giulia

Gdy wróciłam do mojego pokoju po pierwszym spotkaniu z Cassio, nadal cała się trzęsłam. Był zasadniczy i lodowaty, a do tego jeszcze władczy. Kazał mi zmienić garderobę. Jak on śmiał!?

– Tu jesteś! Gdzie się podziewałaś? – zapytała mama i zaprowadziła mnie prosto do wielkiej szafy. – Musimy cię przygotować. Na miłość boską, Giulia, co ty na siebie włożyłaś?

Ciągnęła mnie za ubranie, aż w końcu zaczęłam się rozbierać, ale nadal byłam jakby w transie. Spojrzała na mnie podejrzliwie.

– Co z tobą?

– Nic – odparłam cicho.

Mama obróciła się do wybranych przez siebie sukienek, by dokonać selekcji. Musiała je rozłożyć na ławeczce, zanim wróciłam.

– Nie wierzę, że nie masz ani jednej przyzwoitej sukni.

Zawsze migałam się od wyjść na oficjalne uroczystości, bo nie znosiłam nieszczerych pogawędek o niczym i zdradzieckiej postawy większości gości.

– A co jest nie tak z moimi sukienkami?

Wybrała trzy najbardziej stonowane stroje z mojej kolekcji. Wszystkie w moim ulubionym retro stylu Audrey Hepburn. Podniosła do góry tę błękitną w białe kropki.

– Nie masz czegoś jednolitego?

– Nie – wyjaśniłam. Czy ona nigdy nie zwracała uwagi na to, w co się ubierałam?

Podziękowania za wolność wyboru strojów należały się ojcu. Sam był raczej zachowawczy, ale nie potrafił mi odmawiać. A mama nie miała wyboru, musiała słuchać jego poleceń.

Westchnęła i wręczyła mi tę błękitną sukienkę.

– Pasuje ci do oczu. Miejmy nadzieję, że twój niedorzeczny styl nie odrzuci Cassio.

Przebrałam się bez słowa, pamiętałam doskonale, co powiedział o moim ubraniu i grzywce.

– Giulia, nałóż makijaż. Musisz wyglądać na starszą.

Chciałam uraczyć ją wściekłą miną, ale ruszyła już do wyjścia.

– I szpilki!

Wzięłam głęboki wdech i zamrugałam szybko, żeby powstrzymać cisnące mi się do oczu łzy. Jak do tej pory miałam szczęście. Wolałam ignorować realia mafijnego życia, ale wiedziałam, co czai się za zamkniętymi drzwiami. Nasz świat był okrutny. Dla mnie tata był dobry, ale wiedziałam, ilu moich kuzynów jest gnębionych przez ojców i jak moi wujowie traktują żony.

Mój ostatni narzeczony był ode mnie niewiele starszy. Spokojny, wręcz nieśmiały chłopak, tata wybrał go, żeby mnie chronił. Jako jego żona potrafiłabym postawić na swoim. Z Cassio będzie to trudne zadanie. Nie lubiłam poddawać się negatywnym emocjom, ale ze strachu aż dławiło mnie w piersi.

Złapałam niebieskie buty na obcasie i podeszłam do toaletki. Ujrzałam w odbiciu, że mam szkliste oczy. Nałożyłam więcej makijażu niż zwykle, ale pewnie i tak znacznie mniej, niż chcieliby mama i Cassio.

Zanim zeszłam na dół na oficjalne zapoznanie, zdołałam się uspokoić. Nadal lekko piekło mnie w kącikach, lecz gdy zbliżałam się do taty, Cassio i Faro, mój wzorowy uśmiech nawet nie zadrżał.

Tata podał mi rękę i ścisnął moją dłoń, prowadząc mnie do przyszłego męża. Kiedy Cassio na mnie spojrzał, jego mina była istnym arcydziełem ściśle kontrolowanej uprzejmości. Miał ciemnoniebieskie oczy, w kolorze głębi oceanu. Miałam wrażenie, że mogą pochłonąć mnie równie łatwo, co bezdenne morze. Kiedy otaksował moją sukienkę, na jego obliczu zarysowała się dezaprobata.

– Cassio, poznaj proszę moją córkę, Giulię. – W głosie ojca zabrzmiała cicha nuta ostrzeżenia, które jednak odbiło się od stoickiej fasady Cassio.

– Giulio, to prawdziwa przyjemność. – Jego usta wygięły się w mikroskopijnym uśmiechu, po czym ujął moją dłoń i złożył na niej pocałunek. Zadrżałam.

Spojrzał na mnie i gdy w jego ciemnoniebieskich oczach pojawił się błysk, odruchowo wyprostowałam plecy.

– Cała przyjemności po mojej stronie, prosz… Cassio.

Tata zerknął na niego i na mnie. Wyglądał na zaniepokojonego. Może w końcu do niego dotarło, że rzucił mnie wilkowi na pożarcie. Próbował wystraszyć mojego przyszłego męża groźnym spojrzeniem, ale owca nie zamieni się w drapieżnika, przywdziewając wilczą skórę, a tata zawsze był w naszym świecie krwiożerczych bestii raczej zwierzyną niż myśliwym.

Cassio całkowicie go zignorował, wyprostował się i wskazał na swojego towarzysza.

– To moja prawa ręka i consigliere, Faro.

Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, ale Faro nie podał mi swojej, tylko uprzejmie skinął głową. Opuściłam więc rękę i delikatnie zbliżyłam się do taty, który bacznie mi się przyglądał. Ewidentnie był wewnętrznie rozerwany, a jego rozterki sprawiły mi niezdrową przyjemność.

– Prześlę Giulii nową garderobę. Proszę, powiedz małżonce, żeby wzięła wymiary twojej córki – oświadczył Cassio. – Potrzebuję u mojego boku kobiety, nie dziewczyny.

Tego było już dla taty za wiele.

– Może to jednak błąd i powinienem zerwać umowę.

Cassio stanął przed tatą i spojrzał na niego z góry w sposób, który przewrócił mi żołądek na drugą stronę.

– Felix, podaliśmy już sobie ręce w sprawie zaręczyn. Ustaliliśmy wszystko z Lucą. Wszystko załatwione. Biorąc pod uwagę, że wspólnie zrezygnowaliśmy z oficjalnych zaręczyn, Giulia jest już moją narzeczoną i nikt, a już na pewno nie ty, nie stanie na przeszkodzie temu małżeństwu.

Może i Cassio mnie nie chciał, ale na pewno nie zamierzał pozwolić, by ktoś mu mnie odebrał.

Wstrzymałam oddech. Byliśmy w domu taty, który rządził w tym mieście. Chylił głowę wyłącznie przed Lucą, na pewno nie przed innymi podszefami.

A przynajmniej tak powinno być.

Jednak tata odchrząknął i spuścił wzrok.

– Nie zamierzam zrywać umowy. Po prostu powiedziałem, co mi leży na sercu.

A co mu leżało?

Sądząc po jego minie, Cassio zadał sobie to samo pytanie. W tym momencie we wszystko wtrąciła się zupełnie nieświadoma spięcia mama.

– Kolacja gotowa! – zaświergotała.

Kiedy nas ujrzała, mina jej zrzedła.

Cassio wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na ojca, ale unikał mojego wzroku. Przekaz był raczej oczywisty: od dziś to Cassio będzie wskazywał ci drogę.

Położyłam dłoń na silnym przedramieniu narzeczonego. Jeżeli tata nie mógł mnie już chronić, to musiałam dbać o siebie sama. Cassio poprowadził mnie do jadalni, za nami szła mama, trajkocząc coś o kolorystyce wystroju sali ślubnej. Cassio zapewne miał to gdzieś. Był mężczyzną, więc nawet nie musiał udawać, że go to ciekawi. W przeciwieństwie do mnie – szczęśliwej panny młodej.

Gdy dotarliśmy do stołu, odsunął mi krzesło.

– Dziękuję. – Usiadłam i wygładziłam sukienkę.

Cassio zajął miejsce naprzeciwko. Powędrował wzrokiem od mojej grzywki do kolczyków w kształcie kwiatów, pewnie właśnie się zastanawiał, jak kazać mi się ostrzyc i jaką kupić mi biżuterię.

Chciał przerobić mnie na żonę, jakiej oczekiwał, uformować mnie, jakbym była z gliny. Może uznał, że ze względu na wiek, jestem pozbawioną kręgosłupa marionetką, która będzie ślepo wykonywała wszystkie polecenia pana.

Spojrzałam mu w oczy. Nauczyłam się już, jak osiągać cele za pomocą uśmiechu i życzliwości, jedynej broni kobiet z naszego świata. Czy zadziała na Cassio? Tata miękł, gdy tylko zatrzepotałam rzęsami, ale miałam przeczucie, że z Cassio nie pójdzie tak łatwo.

***

Tydzień później na nasz próg dotarły dwie paki wyładowane sukniami, spódnicami i bluzkami. Rozpakowując kolejne stroje od Max Mary, Chanel, Teda Bakera i innych swoich ulubionych projektantów, mama nie potrafiła ukryć ekscytacji. Suknie były szykowne i eleganckie. Zupełnie do mnie nie pasowały.

Rozumiałam, że Cassio musi dbać o publiczny wizerunek i że na oficjalne uroczystości nie będę mogła zakładać sukienek w kwiatki, ale chciałam, żeby poprosił mnie, bym kupiła sobie kilka eleganckich strojów, a nie wybierał mi ich sam, jakby moje zdanie w ogóle się nie liczyło. Choć, oczywiście, w ogóle się nie liczyło.

Cassio

Minęły cztery miesiące – nieskończony ciąg nieprzespanych nocy, wybuchów dziecięcego płaczu i ciężkiej pracy.

Rankiem przed wieczorem kawalerskim przykucnąłem obok Daniele. Wpatrywał się w iPada, oglądając jedną ze swoich ulubionych bajek. Włosy z przodu miał rozczochrane, z tyłu skołtunione, ale nie pozwalał Sybil się uczesać. Nie miałem cierpliwości, żeby go na siłę przytrzymywać. Po weselu po prostu ogolimy go na krótko.

– Daniele, muszę z tobą porozmawiać.

Nawet nie podniósł głowy. Chciałem zabrać mu tablet, ale mi się wymknął.

– Oddaj mi to.

Jego drobne ramiona lekko się przygarbiły. To była cała jego reakcja. Zabrałem mu urządzenie siłą.

– Niedługo ktoś się do nas wprowadzi. Twoja nowa mama. Zadba o ciebie i o Simonę.

Daniele wykrzywił twarz, rzucił się na mnie i zaczął okładać mnie po nodze swoimi dziecięcymi pięściami.

– Dość! – ryknąłem i złapałem go za ręce.

Na widok łez spływających po jego policzkach, cała moja złość wyparowała.

– Daniele.

Próbowałem go przytulić, ale się wił i próbował wyrwać, dlatego w końcu go puściłem. W pierwszych dniach po śmierci Gai sam szukał mojej bliskości, teraz znowu mnie ignorował. Nie byłem pewien, co powiedziała mu przed śmiercią, ale ewidentnie miał do mnie o coś żal.

Położyłem przed nim iPada i wyprostowałem się. Obróciłem się bez słowa i poszedłem na górę, do pokoju Simony. Niania stanęła na baczność. Za kilka dni w końcu będę mógł pozbyć się tych wszystkich niań, a moją córką zajmie się Giulia. Pochyliłem się nad kołyską. Simona na mnie spojrzała i obdarzyła mnie bezzębnym uśmiechem. Delikatnie wsunąłem dłoń pod jej małe ciałko i wziąłem ją na ręce. Przytuliłem ją i pogłaskałem po blondwłosej główce. Oboje odziedziczyli kolor włosów i oczu po matce. Całując ją w czoło, przypomniałem sobie, jak zrobiłem to po raz pierwszy, dwa dni po jej narodzinach. Gaia nie chciała, żebym był obecny przy narodzinach naszej córki, dopuściła mnie do niej dopiero drugiego dnia. Zawrzał we mnie gniew, jak zwykle, gdy wspominałem przeszłość. Simona gaworzyła, pocałowałem ją raz jeszcze. Gdy ktokolwiek poza mną, moją matką albo siostrami brał ją na ręce, od razu płakała. Miałem nadzieję, że szybko przywyknie do Giulii.

Odłożyłem ją z powrotem do łóżeczka, choć jej szloch rozrywał mi serce. Musiałem się przygotować na spotkanie z Lucą i wieczór kawalerski.

***

Godzinę przed rozpoczęciem oficjalnego, organizowanego przez Faro, wieczoru kawalerskiego, spotkałem się w moim gabinecie z Lucą. Dzień wcześniej przyjechał ze swoją żoną Arią, żeby sprawdzić, jak idą interesy w Filadelfii. Nie znajdzie żadnych powodów do niepokoju. Zarywałem noce, ale pilnowałem, by w moim mieście wszystko szło gładko. Usiedliśmy z capo w fotelach. Zdziwiłem się, że przyjął zaproszenie na mój wieczór kawalerski. Od czasu ślubu z Arią nieco wycofał się z imprezowania.

– Moja ciotka zajęła się planowaniem całego wesela – powiedział, rozsiadając się w fotelu. – Pomyślała o wszystkim, od gołębi i lodowych rzeźb, po jedwabną pościel.

Białą jedwabną pościel. W noc poślubną musiała zabarwić ją dziewicza krew mojej młodej żony.

Wziąłem łyk szkockiej i odstawiłem szklankę.

– Nie będzie pokazu prześcieradła, bo nie zamierzam spać z Giulią.

Luca nieśpiesznie odstawił swoją szklankę i zmrużył oczy. Wiedział, że nie chodzi o szacunek dla Gai, choć rzeczywiście, od jej śmierci nie byłem z żadną kobietą.

– To tradycja. Trwa od wieków.

– Wiem i szanuję nasze tradycje, ale tym razem prezentacji nie będzie. – Te słowa mogły doprowadzić mnie do upadku. Nie miałem prawa sprzeciwiać się tradycji. Tylko Luca mógł mnie zwolnić z obowiązku, a było jasne, że tego nie zrobi. Rozważałem seks z Giulią. Była ładna, ale nie potrafiłem zapomnieć widoku jej niewinnych, szeroko otwartych oczu, zapomnieć, jak dziewczęco wyglądała w tym swoim głupawym stroju, bez odrobiny makijażu. Wszystkie kobiety z mojej przeszłości były mniej więcej w moim wieku – były dojrzałe i potrafiły znieść to, co miałem do zaoferowania.

– Przy pierwszym małżeństwie nie miałeś problemu z wypełnianiem naszych tradycji. Nie możesz sobie wybierać, kiedy ci pasują, a kiedy nie – powiedział Luca ostro.

– Brałem wtedy ślub z kobietą w moim wieku. Jestem prawie czternaście lat starszy od mojej przyszłej żony. Gdy zobaczyła mnie pierwszy raz, nazwała mnie „panem”. To jeszcze dziecko.

– Cassio, ona jest pełnoletnia. Ma dziś urodziny.

Skinąłem głową.

– Wiesz, że wykonuję twoje polecenia. Wiesz, że rządzę Filadelfią bezlitośnie, tak jak oczekujesz, ale nawet ja mam pewne granice, których nie chcę przekraczać i nie zamierzam brać siłą dziecka.

– Jest pełnoletnia i nikt nie mówi, że musisz brać ją siłą – powtórzył Luca, przez co nie wytrzymałem.

Uderzyłem szklanką w stół.

– Owszem, ale i tak czułbym, że ją maltretuję. Chyba mi nie powiesz, że wierzysz, że z własnej woli wskoczy mi do łóżka. Może i będzie uległa, będzie wiedziała, że nie ma wyjścia, ale to nie oznacza, że będzie tego chciała. Luca, mam córkę i nie chciałbym, żeby była z trzynaście lat starszym mężczyzną.

Przypatrywał mi się przez dłuższy czas, może rozważał, czy nie wpakować mi kulki w łeb. Nie tolerował sprzeciwu.

– Cassio, pokażesz prześcieradło po nocy poślubnej. – Otworzyłem usta, żeby jeszcze raz zaprotestować, ale od razu mnie uciszył. – Bez dyskusji. A w jaki sposób przygotujesz zakrwawioną pościel, to już twoja sprawa.

Oparłem się, jego słowa wzbudziły moją czujność.

– Co sugerujesz?

– Nic nie sugeruję – odparł. – Mówię tylko, że chcę zobaczyć zakrwawione prześcieradło. I zarówno ja, jak i wszyscy pozostali uznamy je za dowód cnoty twojej małżonki i twojej bezwzględności. Zgodnie z oczekiwaniami.

Może się myliłem, ale byłem niemal pewien, że Luca zasugerował, żebym sfabrykował zakrwawione prześcieradło. Upiłem łyk szkockiej, zastanawiając się, czy sam ma podobne doświadczenia. Uczestniczyłem w pokazie po jego nocy poślubnej z Arią, ale jakbym się nie starał, nie potrafiłem sobie wyobrazić, że mógłby oszczędzić swoją młodą żonę, że mógłby oszczędzić kogokolwiek. Widziałem na własne oczy, jak wyrwał język facetowi, który obraził Arię, byłem przy tym, jak zadusił wuja gołymi rękoma. Może mnie sprawdzał. Może chciał się przekonać, czy okażę się za słaby, żeby posiąść własną żonę. Dorastając w tym świecie, nauczyłem się wyłapywać sygnały ostrzegawcze. Jeżeli obleję egzamin u capo, skutek może być tylko jeden. Zostanę zdjęty ze stanowiska w jedyny akceptowany sposób – po prostu mnie zabiją. Nie bałem się własnej śmierci, ale drżałem na myśl, co stałoby się z Daniele i Simoną. Okrutny los pozbawił ich matki. Gdybym i ja ich opuścił, przeżyliby koszmarną traumę.

Okazanie cienia słabości w tej sytuacji byłoby równoznaczne ze śmiercią. Nie zamierzałem ryzykować zdrowia moich dzieci ani pozycji bossa w Filadelfii. Upiłem kolejny łyk.

– Zrobię, czego oczekujesz Luca, jak zwykle i jak zawsze robił mój ojciec.

Skinął głową, ale napięcie między nami nie zniknęło. Będę musiał mieć oczy dookoła głowy, dopóki ponownie czymś się nie wykażę.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Cassio

Faro wręczył mi piersiówkę.

– Dla ciebie.

Zanim przyjąłem podarek, poprawiłem krawat.

– Nie będę dziś pił mocnego alkoholu.

– Pomyślałem po prostu, że może ci się przydać, żebyś walnął się w łeb, skoro w ogóle rozważasz coś tak kretyńskiego, jak uchylenie się od tradycji zakrwawionego prześcieradła.

Wsadziłem flaszkę do wewnętrznej kieszeni marynarki.

– Nie zaczynaj znowu.

Spojrzał na mnie groźnie.

– Po prostu obiecaj, że nie będziesz w ogóle kombinował przy tym gównie ze ściemnioną krwią. Luca rzucił ci przynętę. Zaufaj mi, wydupczył swoją żonkę w noc poślubną, nawet jeżeli zanosiła się gorzkimi łzami. Taki jest i oczekuje, że będziesz taki sam. Cassio, daj spokój, przecież właśnie taki jesteś, przestań udawać, że jesteś kimś lepszym tylko dlatego, że masz wyrzuty z powodu Gai.

Złapałem go za gardło.

– Faro, jesteśmy przyjaciółmi, ale jestem też twoim szefem, więc okazuj mi należny szacunek.

Zakrztusił się, a jego brązowe oczy zaszły łzami.

– Próbuję utrzymać cię przy życiu. Giulia jest pełnoletnią kobietą. Nic innego nie powinno się liczyć.

– Zamierzam ją wydupczyć, więc przestań mnie już męczyć – wycedziłem przez zęby i go puściłem. Nie widziałem jej od naszego pierwszego, i jak dotąd jedynego, spotkania sprzed czterech miesięcy, ale wiedziałem, że nadal będzie wyglądała młodo – zbyt młodo, jak na mój gust. Te kilka miesięcy nie mogły tego zmienić. Miałem tylko nadzieję, że jej matka wypełni moje polecenia i nałoży jej tyle makijażu, żeby wyglądała choć trochę dojrzalej.

Faro uśmiechnął się od ucha do ucha.

– Zrób mi przysługę i odnajdź w tym przyjemność, dobrze? Już dziś wsadzisz fiuta w ciasną, młodziutką cipkę.

Uciekł z pokoju, zanim znowu zdążyłem go złapać.

***

Czekałem na Giulię przed ołtarzem. Faro znajdował się po mojej prawej stronie, a naprzeciwko niego stało kilka przyjaciółek Giulii. Wszystkie wyglądały bardzo młodo. Przypominały, w jakim wieku jest moja przyszła żona.

Gdy rozległa się muzyka, spojrzałem na wejście do nawy. Felix wprowadził Giulię. Miała na sobie elegancką białą suknię z długimi rękawami i koronkowym topem. Włosy miała spięte, nie licząc grzywki.

Kiedy ojciec prowadził ją w moją stronę, lekko się uśmiechała, ale nie zdołała zamaskować napięcia. Stanęła przede mną, a ja zauważyłem małe słoneczniki wplecione w jej włosy i bukiet. Spojrzała mi w oczy i dostrzegłem w nich zaskakujący błysk buntu. Felix podał mi jej dłoń, na co spięła się jeszcze mocniej, a jej uśmiech zaczął zanikać.

Dzięki makijażowi i eleganckiej sukni wyglądała minimalnie dojrzalej, ale jej drobna, spocona dłoń i niewinność emanująca z jej oczu, skutecznie przypominały o jej wieku.

Mimo to trzymała głowę wysoko, udawała swobodną. Tyle że czułem, jak się trzęsła. „Tak” wypowiedziała stanowczo, jakby naprawdę chciała tego związku.

Gdy wymienialiśmy się obrączkami, co chwilę niepewnie na mnie zerkała. Nie byłem pewien, czego szukała w mojej twarzy. Może jakiegoś rozczulenia albo nawet smutku. Przypomniałem sobie pierwszy ślub. Wspominając Gaię, na pewno nie czułem żalu.

– Możesz pocałować pannę młodą – obwieścił ksiądz.

Giulia otworzyła szerzej powieki, jakby nie spodziewała się tego elementu ceremonii. Obserwowały nas setki par oczu, jedna należała do mojego capo. Ująłem Giulię za tył głowy i się nachyliłem. Była jak skamieniała, nie licząc tego, że na ułamek sekundy przed momentem, jak stanowczo wbiłem swoje usta w jej, z całych sił zacisnęła oczy. Do tej chwili myślałem, że przyjdzie mi się zmuszać do fizycznej bliskości z Giulią, że ciągłe wypieranie ze świadomości jej wieku i moich własnych przejść będzie wyzwaniem. Teraz, gdy musnąłem ustami jej miękkie wargi i owionął mnie jej słodki zapach, zapłonęło we mnie głęboko skrywane pożądanie. Wzięcie jej dzisiejszej nocy nie stanowiłoby żadnego problemu. Najwidoczniej nie było mi pisane zostać „lepszym człowiekiem”.

Odsunąłem się, zmuszając ją do otwarcia powiek. Nie odwróciła spojrzenia, a na jej policzkach zakwitł rumieniec. I wtedy obdarzyła mnie delikatnym, nieśmiałym uśmiechem. Tak cholernie niewinnym.

Wyprostowałem się i spojrzałem z większej odległości na jej śliczną, młodziutką twarz. Zanim wyprowadziłem ją przed kościół, gdzie mieliśmy odebrać życzenia od gości, dostrzegłem kątem oka, że jest zdezorientowana.

Pierwszy z gratulacjami zjawił się oczywiście Faro. Poklepał mnie po ramieniu i rzucił mi wyzywający uśmiech.

– I jak tam pierwszy kęs młodej żonki? – zapytał szeptem.

Spiorunowałem go wzrokiem. Doskonale wiedział, że rzadko dzielę się takimi informacjami. Naturalnie nie przeszkadzało mu to w zadawaniu podobnych pytań. Odsunął się na krok, stanął przed Giulią i lekko się ukłonił. Odpowiedziała mu naturalnym, przyjacielskim uśmiechem, który niezawodnie dowodził jej młodości. Jako moja żona będzie musiała nauczyć się panować nad podobnymi emocjami. Gaia była idealną gospodynią i wspaniałą żoną - trofeum, opanowaną, do tego mistrzynią towarzyskiej etykiety, a także wytrawnym kłamcą, gotowym zwieść człowieka uśmiechem i wbić mu nóż w plecy. Giulia w niczym jej nie przypominała. Będzie musiała szybko dorosnąć, nauczyć się tajników życia drugiej połowy mafijnego podszefa.

Spojrzałem na słoneczniki w jej włosach. One znikną jako pierwsze. Były zbyt niefrasobliwe i zbyt ekscentryczne. Nie ceniłem takich rzeczy. Kolczyki w kształcie słoneczników były jeszcze gorsze. Powinna założyć biżuterię, którą jej wysłałem. Nachyliłem się do niej.

– Dlaczego nie założyłaś diamentowych kolczyków, które ci kupiłem?

Giulia

Aż się wzdrygnęłam na dźwięk jego krytycznego tonu.

Podeszli do nas mama i tata z życzeniami, więc nie miałam czasu na rozbudowaną odpowiedź.

– Nie pasowały do kwiatów.

Od tygodni toczyłam z mamą zażarte boje o słoneczniki w bukiecie. Ostatecznie tata rozstrzygnął sprawę na moją korzyść, jak zawsze.

– Bo nie powinnaś wybierać słoneczników. Oczekuję, że gdy następnym razem coś ci wyślę, to to założysz.

Zamrugałam. Byłam zbyt oszołomiona, żeby odpowiedzieć. Wyprostował się. Dla niego sprawa była załatwiona. Wydał polecenie i założył, że posłusznie je wypełnię. Nie miał co do tego cienia wątpliwości. Wymienił z tatą uścisk dłoni i miał przy tym kamienną minę.

Mama zamknęła mnie w objęciach, marszcząc przy tym czoło, więc musiałam oderwać wzrok od męża.

– Giulio, musisz wyglądać na szczęśliwą – szepnęła. – Nie rozumiesz, ile masz szczęścia? Nigdy nawet nie marzyłam, że zdołamy cię wydać za podszefa, bo przecież wszyscy byli żonaci. A tu takie szczęśliwe zrządzenie losu.

Uśmiechałam się sztucznie. Jakie znowu szczęśliwe zrządzenie losu? Że Gaia Moretti umarła, osierocając dwójkę małych dzieci? Że wzięłam ślub z człowiekiem, który może być odpowiedzialny za jej śmierć?

Mama znów się zmarszczyła.

– No na miłość boską, postaraj się bardziej z tą szczęśliwą miną. Nie zepsuj tego.

Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jest okrutna.

Na szczęście wtrącił się tata i mocno mnie przytulił. Zanurzyłam się w jego objęciach. Zawsze byliśmy blisko, ale ostatnio moja uraza rzuciła cień na nasze stosunki.

– Wyglądasz pięknie.

– Cassio chyba nie podziela tej opinii – wymamrotałam. Tata się odsunął i spojrzał na mnie badawczo. Widok malujących się na jego twarzy wyrzutów sumienia i niepokoju jeszcze bardziej obciążył moje serce.

Pocałowałam go w policzek, po czym cofnął się niechętnie, żeby zrobić miejsce rodzicom Cassia. Nigdy wcześniej z nimi nie rozmawiałam, jedynie kilka razy widziałam ich z daleka na oficjalnych przyjęciach. Pan Moretti miał takie same ciemnoniebieskie oczy jak syn, lecz już powleczone mgłą z racji wieku, a wrażenie, jakie mogła robić jego imponująca sylwetka, osłabiał fakt, że wspierał się na lasce. Mama Cassio była piękną, elegancką kobietą z ciemnoblond włosami upiętymi w idealnego koka. Za nią czekały równie piękne i opanowane siostry mojego męża. Miałam stać się taka jaka one. Cassio nie chciał mnie takiej, jaką byłam. Chciał, żebym spełniła jego wymogi. Żebym stała się niezbędnym akcesorium w jego życiu.

***

Podczas kolacji moje gardło było zaciśnięte, przez co ledwie udało mi się przełknąć choć kęs jakiegokolwiek jedzenia. Cassio rozmawiał tylko ze swoim ojcem i z Lucą, do mnie nawet się nie odezwał. Tkwiłam obok niego jak jakaś ładna ozdóbka.

Może to i dobrze. Jak dotąd tylko wydawał mi polecenia i coraz bardziej mnie zastraszał. Tak wyglądały wszystkie nasze dotychczasowe rozmowy. Biorąc pod uwagę, że w nocy musiałam dzielić z nim łoże, wolałam jego milczenie. Szanse, że zemdleję i tak były bardzo wysokie.

Zerknęłam na niego kątem oka. Miał atrakcyjne rysy twarzy, w ten ostry, kanciasty sposób. Wystające kości policzkowe, mocną szczękę i ciemny, krótki zarost. Jak do tej pory widywałam go jedynie w trzyczęściowym garniturze, ale i tak przebijały się spod niego muskuły.

– Mój brat grał w liceum w futbol – szepnęła Mia, całkowicie mnie zaskakując. Wcześniej zamieniłyśmy może ze dwa słowa. Byłyśmy szwagierkami, ale poza tym zupełnie obcymi sobie ludźmi, a do tego była ode mnie dziesięć lat starsza.

Poczułam żar na policzkach, bo zrozumiałam, że musiała zauważyć, że gapię się na Cassio. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek chodził do liceum.

– Ty skończyłaś szkołę tego lata, prawda? – zapytała.

Przytaknęłam i uśmiechnęłam się delikatnie.

– Tak. Myślałam o studiach, ale…

– Ale musiałaś wyjść za mojego brata.

– Tak czy siak musiałabym wziąć ślub, ale w przypadku żony podszefa college nie wchodzi już w grę – powiedziałam cicho. Gdyby mama usłyszała, że rozmawiam tak szczerze z siostrą Cassio, padłaby na zawał, ale miałam już po dziurki w nosie udawania.

– To prawda. Będziesz zajmowała się wychowywaniem jego dzieci, więc nuda ci nie grozi.

Moje serce przyśpieszyło, jak zawsze na samą myśl o odpowiedzialności za dwie maleńkie istoty ludzkie. Nie miałam bladego pojęcia o dzieciach. W ciągu ostatnich czterech miesięcy przeczytałam milion artykułów o wychowywaniu maluchów, ale teoria i praktyka to dwie różne sprawy. Czułam się przede wszystkim dziewczyną, nie kobietą, a już na pewno nie matką.

Mia dotknęła mojej ręki.

– Dasz sobie radę. Mieszkam niedaleko. Jeżeli nie będziesz wiedziała, co robić, mogę pomóc.

Cassio musiał to usłyszeć, bo nagle ściągnął brwi.

– Masz dwoje własnych dzieci i trzecie w drodze. Będziesz miała pełne ręce roboty. Giulia da sobie ze wszystkim radę.

Wychodziło na to, że zna mnie lepiej niż ja sama. A może właśnie rozkazał mi, że mam być dobrą matką?

Mia westchnęła, ale nie sprzeciwiła mu się ani słowem. Mój żołądek zacisnął się w jeszcze mocniejszy supeł.

Gdy nadszedł czas pierwszego tańca, byłam już taka spięta, że prawie nie zauważyłam, że Cassio prowadzi mnie na parkiet. Goście zebrali się wokół nas i patrzyli. Nie zapomniałam o obowiązkowym uśmiechu. Jeżeli nauczyłam się od mamy czegokolwiek, to właśnie tego, żeby mierzyć się z przeciwnościami z uśmiechem na ustach.

Przy naszej różnicy wzrostu taniec nie był łatwą sprawą. Gdybyśmy byli prawdziwą parą, mogłabym położyć policzek na jego klatce piersiowej. Ale póki co, byliśmy co najwyżej dalekimi znajomymi. Cassio prowadził mnie przez parkiet bez trudu, pewnie i stanowczo, chyba wszystko w naszym życiu właśnie tak będzie robił. Myśli w mojej głowie wirowały z prędkością dwustu kilometrów na godzinę, gdy wyobrażałam sobie naszą przyszłość i najbliższą noc.

– Dlaczego drżysz? – zapytał, wyrywając mnie z zadumy.

Spojrzałam w jego pozbawione emocji oczy. Naprawdę nie wiedział?

– Może rozkażesz mi, żebym przestała? Może moje ciało będzie posłuszne twoim poleceniom.

Jego twarz stała się bardziej zacięta.

– Oczekuję, że w miejscach publicznych będziesz ostrożniej dobierała słowa. Jestem twoim mężem i będziesz mnie szanowała.

Spuściłam wzrok na jego tors, sztuczny uśmiech przymarzł mi do twarzy.

Gdy taniec dobiegł końca, przysunął mi usta do mojego ucha.

– Zrozumiano?

– Zrozumiano, proszę pana.

Złapał mnie mocniej, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo przyszła kolej na mój taniec z tatą. Kilka razy pytał, czy coś się stało, ale nie widziałam sensu, żeby mu to wyjaśniać. Nie mógł już nic zrobić, poza tym i tak by nie zrobił. Mama tańczyła z moim mężem i jej usta się nie zamykały. Na jej obliczu malował się taki zachwyt, że można by uznać, że to ona jest szczęśliwą panną młodą.

– Moja kolej – powiedział Christian.

Przy bracie mój uśmiech stał się bardziej naturalny. Gdy zaczęliśmy tańczyć, posłał mi krótki uśmieszek. Odkąd pięć lat temu, po osiemnastce, się wyprowadził, rzadko go widywałam. W przeciwieństwie do większości synów podszefów, postanowił, że dopóki sam nie przejmie stanowiska, nie będzie pracował pod rozkazami taty. Chciał zasłużyć na renomę własnego nazwiska, więc wyjechał pracować dla Morettich.

– Dobrze cię widzieć – powiedziałam, ściskając go mocniej.

– Wzajemnie – odparł i nieznacznie skinął głową.

– Nie wyglądasz na zbyt szczęśliwego, że już wkrótce zamieszkamy w tym samym mieście.

Christian pokręcił głową.

– Nie za taką cenę.

– Mówisz o ślubie z Cassio?

Mój brat czujnie się rozejrzał, Cassio tańczył spory kawałek od nas z jedną ze swoich sióstr.

– To nie jest odpowiedni mężczyzna dla ciebie.

– Bo jest za stary.

Christian zaśmiał się sucho.

– To to tylko jedna z przyczyn.

– Wiesz, co się stało Gai? – zapytałam. Odkąd usłyszałam, że mam wyjść za Cassia, nie widziałam się z bratem. Zadawanie takich pytań przez telefon było zbyt niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo, czy FBI nie podsłuchuje.

– Wiedzą tylko Luca, Mansueto, no i Cassio… – zawiesił głos.

– I co?

– Ekipa sprzątająca. Niedługo po całej sprawie obaj mężczyźni z ekipy zginęli w tragicznym wypadku samochodowym.

Przez moment nie byłam pewna, czy się nie przesłyszałam. Moje pole widzenia zaczęło się zawężać.

– Tata powiedział, że Cassio nie przyłożył ręki do śmierci żony.

Na twarzy Christiana błysnął gniew.

– Tata potrzebuje wsparcia Cassia, żeby utrzymać władzę. Tata jest słabym bossem. To tylko kwestia czasu, zanim ktoś spróbuje go usunąć. A jeżeli będzie miał w rodzinie Cassia, jego wrogowie przynajmniej dwa razy się zastanowią. Gdybym ja rządził, nie oddałbym mu cię. Sam kontrolowałbym naszych ludzi.

Walka o władzę. Nie chciałam w niej uczestniczyć, ale mimowolnie i tak stałam się pionkiem w tej śmiertelnej grze.

– Pracujesz dla niego już kilka lat. Naprawdę jest taki zły?

Na obliczu Christiana mignął żal.

– Nie powinienem w ogóle nic mówić.

Wbiłam mu palce w ramię.

– No powiedz, proszę. Muszę się przygotować. – Choć jak można przygotować się na coś takiego?

– Jest skuteczny. I brutalny. Nie toleruje nieposłuszeństwa. Trzyma swoich żołnierzy żelazną ręką. Niewielu ludzi w naszych kręgach cieszy się takim szacunkiem. Jest obecnie najlepszym podszefem w całej mafii. – Christian pokręcił głową. – Powinienem z nim porozmawiać.

– Nie – szepnęłam przerażona. Jeżeli Cassio naprawdę taki był, to nie pozwoliłby mojemu bratu mieszać się w nasze małżeństwo. Christian był odważny i pewnego dnia zostanie świetnym podszefem, ale nie zamierzałam pozwolić, by ryzykował dla mnie życie. – Obiecaj, że nie powiesz na ten temat ani słowa. Przyrzeknij.

– Chcę ci pomóc.

– To powiedz, co mam robić, żeby to małżeństwo działało.

Zaśmiał się bez cienia radości.

– A skąd ja mam to wiedzieć? – Do końca tańca milczał, po czym wykrzywił usta i rzucił: – Bądź mu posłuszna.

Ogarnęła mnie rozpacz. Cztery miesiące temu miałam zmartwienia w rodzaju, jaki kurs pilatesa wybrać i kiedy dokończę obraz. Dzisiaj musiałam się martwić, jak zadowolę męża, który prawdopodobnie zabił poprzednią żonę i ludzi sprzątających miejsce zbrodni.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Giulia

Po tańcu z bratem chciałam tylko znaleźć sobie jakiś cichy kąt, żeby w spokoju wziąć się w garść, ale przykuśtykał do mnie ojciec Cassia.

Uśmiechnęłam się, a mój brat pozdrowił go skinieniem głowy i odszedł. Pan Moretti wyciągnął do mnie rękę.

– Czy uczynisz staremu człowiekowi ten zaszczyt i pozwolisz mu zatańczyć z panną młodą?

– Naturalnie, panie Moretti – odparłam z delikatnym dygnięciem.

– Proszę, mówić mi Mansueto. Przecież jesteśmy już rodziną.

Kiwnęłam głową i podałam mu rękę. Zastanawiałam się, jak pójdzie mu taniec o lasce. Uśmiechnął się z rozrzewnieniem.

– Jeżeli nie masz nic przeciwko, młoda damo, to będziemy zmuszeni tańczyć w miejscu.

Ponownie kiwnęłam głową i przybliżyłam się do niego. Oddał laskę nieznanemu mi mężczyźnie i delikatnie dotknął moich pleców. A potem zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki.

– Jesteś dziś bardzo cicha. A z tego, co słyszałem, wcale nie jesteś cichą dziewczyną.

Poczułam żar na policzkach. Ciekawe, kto zdradził mu tę informację. Christian? Bo na pewno nie matka.

Mansueto miał życzliwe oczy, ale podobnie jak syn, cieszył się mrożącą krew w żyłach reputacją.

– Reputacja syna napawa mnie dumą – zaczął, jakby czytał w moich myślach, co wprawiło mnie w osłupienie. – Wiem, że nawet gdy mnie już zabraknie, będzie bez trudu rządził Filadelfią. Natomiast taka reputacja może niepokoić młodą kobietę, zwłaszcza tak młodą, jak ty.