Seks z przyjacielem - Paula Roe - ebook
Opis

Kat Jackson, dziewczyna z bogatego domu, nieustannie trafia na pierwsze strony gazet. Ojciec robi jej wtedy awantury, a wspiera ją Marco Corelli, kochający wolność flirciarz. Od czasów szkoły średniej Kat i Marco są przyjaciółmi na śmierć i życie, ale... pewnej nocy po kilku drinkach lądują w łóżku. Kat boi się, że straci najlepszego przyjaciela...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Paula Roe

Seks z przyjacielem

Tłumaczenie: Edyta Tomczyk

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ponad dwa miesiące temu Katerina Jackson spędziła noc ze swym najlepszym przyjacielem, co okazało się dla niej wstrząsającym doświadczeniem.

Właśnie jechała szosą Captain Cook, gdy tuż przed zjazdem do Cairns przed jej oczami ukazał się obraz tego faceta: był półnagi i uwodzicielsko się uśmiechał.

Zahamowała instynktownie, dzięki czemu nie wpadła na jadący przed nią samochód, który właśnie zatrzymał się na czerwonych światłach. Ciepło, które czuła na policzkach, rozlało się po całym ciele. Jeszcze raz zerknęła na dobrze znany billboard z Markiem Corellim, cudownym dzieckiem pierwszej ligi francuskiej i najlepszym strzelcem w historii marsylskiego klubu. Nie był całkiem nagi, ale skąpe, nisko wycięte slipy Skins i podpis: „Przyjdź i dotknij mojej skóry”, nie zostawiały zbyt wielkiego pola dla wyobraźni.

Jednak to nie naprężone bicepsy, widoczne mięśnie pośrodku brzucha i te boczne schodzące poniżej pasa wprawiały jej serce w szybsze bicie. Powodem był czarujący uśmiech, który zdawał się mówić: „Przyjdź, żebym mógł się z tobą zabawić”, wysunięta dolna warga i bezwstydna obietnica malująca się w ciemnych zmysłowych oczach. Zdjęcie świetnie oddawało jego hipnotyczny urok i zniewalające spojrzenie rzucane spod burzy czarnych włosów. Niesforny kosmyk opadający na czoło i policzek tylko dodawał mu uroku.

Od ponad dwóch miesięcy codziennie rano musiała przejeżdżać koło tego cholernego billboardu i zauważać wymowny wzrok faceta, który zdawał się pamiętać każdy szczegół tamtej nocy. Popatrzyła z powrotem na drogę i tylne światła samochodów. Boże, ale jestem głupia, pomyślała. To przecież Marco, przyjaciel od szkoły średniej. Była jego najlepszą kumpelką, powiernicą sekretów, współuczestniczką zbrodni i towarzyszką na oficjalnych imprezach.

Marco, dawna gwiazda futbolu, a obecnie komentator sportowy i reklamujący bieliznę uwodziciel, chodził z tabunami dziewczyn, w tym także z jej szefową. Przypomniała sobie rozmowy prowadzone z Grace na temat Marca, które urwały się jakiś czas przed ową pamiętną nocą. Wyglądało na to, że przynajmniej jeden problem spadł jej z głowy. Wystarczy jeszcze uporać się z dwoma pozostałymi: seks z najlepszym przyjacielem i tak zwana wpadka.

Z uczuciem bólu zjechała na parking należący do Channel Five, chwyciła torebkę i ruszyła w kierunku studia. Gdy znalazła się w swoim gabinecie, sprawdziła telefon. Cztery nieodebrane połączenia, jedno od Connora, trzy od Marca oraz wiadomość od tego drugiego: „Wróciłem, musimy pogadać. Drink na łodzi? M”. Westchnęła i odpisała: „Sorry, jestem zawalona pracą. Nadciąga cyklon, ale chyba o tym wiesz. K”.

Po wysłaniu esemesa przejrzała wiadomości, jakie wymienili z sobą przez ostatnie dwa miesiące – bolesne świadectwo jej wewnętrznych rozterek. „Miłej podróży do Francji”. „Nie znoszę tak wyjeżdżać, powinniśmy porozmawiać o ostatniej nocy”. „Nie ma o czym. Alkohol plus głupota. Zapomnijmy o tym, co się stało, okej?”. „Czy na pewno ci to odpowiada?”. „Całkowicie. Usuwam to z pamięci. Trzy, dwa, jeden…”. „Oookej, do zobaczenia za kilka tygodni”.

I to tyle. W czasie jego wyjazdów służbowych nie mieli z sobą kontaktu telefonicznego, choć zawsze przesyłał jej kilka zdjęć z miejsc, w których się znajdował. Teraz jednak wrócił i chciał jak zwykle pogadać przy drinku, a ona nie miała pojęcia, jak się zachować.

– Nie możesz bez końca go unikać – stwierdził Connor, gdy do niego po chwili oddzwoniła.

– No cóż, spróbuję.

– Nie bądź śmieszna. Ma prawo wiedzieć.

Kat oparła się o biurko i westchnęła.

– Jakoś nie słyszę aprobaty w twoim głosie.

– To nieprawda. Jestem jedną z niewielu osób, które wiedzą, przez co od kilku lat przechodzisz. Mimo to Marco ma prawo wiedzieć.

Takiej bezpośredniości mogła się po Connorze spodziewać.

Marco, Connor, Kat i Luke, czyli Wspaniała Czwórka ze szkoły. Różne osoby i temperamenty, ale „zgrane jako grupa”, jak to kiedyś ujął Marco. On był pewnym siebie czarusiem, jego kuzyn Luke – typowym złym chłopcem, zawsze wpadającym w tarapaty. Connor – spokojny, poważny i niezwykle przystojny – był jej powiernikiem, który zawsze mówił prawdę, nie owijając niczego w bawełnę. Czasem jego rzeczowość porażała, choć to właśnie dzięki niej stał się odnoszącym sukcesy biznesmenem. Pilnie strzegł swego prywatnego życia, a ona była wdzięczna, że z biegiem lat została do niego dopuszczona.

– Nie mogę tak po prostu mu tego zakomunikować. Już teraz nie daję sobie rady z emocjami.

– To nie fair, skarbie. Marco nigdy by tak wobec ciebie nie postąpił.

Uszczypnęła się w czubek nosa, a potem zobaczyła, że ktoś z ekipy wykonuje ponaglające gesty.

– Słuchaj, muszę lecieć. Pogadamy później.

Connor westchnął.

– Uważaj na siebie w czasie huraganu.

Kat zakończyła połączenie i szła do studia makijażu, gdy telefon znów zadzwonił. To był Marco.

– Nie chcę rozmawiać – wyszeptała i wyłączyła dzwonek.

– Unikasz telefonu od narzeczonego?

Kat posłała krótkie spojrzenie Grace Callahan, gwieździe programu „Morning Grace”, zadbanej eleganckiej czterdziestolatce, tylko siedem lat starszej od Kat. W swój wygląd inwestowała czas i pieniądze, ponieważ głęboko wierzyła, że ma on kluczowe znaczenie. Jej jasne włosy charakteryzował artystyczny nieład, gładką skórę pokrywała sztuczna opalenizna, ciało ukształtowały ćwiczenia. Oprócz wspaniałej aparycji miała pociągającą osobowość, która działała na ludzi niczym magnes. Co wyjaśniało stałe powroty Marca.

Kat pragnęła uniknąć dalszych pytań.

– Nie, to tylko… pewien facet.

– Naprawdę? – Szeroko otwarte oczy Grace napotkały wzrok Kat w lustrze. – Prawdziwy facet? O Boże, gdzie mój telefon? Muszę uwiecznić ten moment.

Mimo wisielczego nastroju Kat uśmiechnęła się.

– Przez ciebie czuję się jak zakonnica.

– Zaczynałam już myśleć, że jesteś zakonnicą, złotko. – Skrzywiła się, gdy fryzjerka zbyt mocno pociągnęła za pasemko włosów nawiniętych na lokówkę. – To ekscytujące. I co za przerywnik w czasie natłoku wiadomości o pogodzie. Mogę omówić to na wizji?

Kat parsknęła śmiechem.

– Wiesz, że nie. Nie jestem tego warta.

Grace pomachała na pożegnanie fryzjerce i zdjęła z ramion ochronną pelerynę.

– Jesteś celebrytką, a celebryci zawsze są na topie.

– Proszę, nie przypominaj mi. Nie trawię osób, które są słynne dlatego, że są słynne.

– Przepraszam, złotko, ale skandale związane z tobą od lat królują w plotkarskich czasopismach. A to byłby kolejny gorący news na twój temat.

Wstała, poprawiła sukienkę i skierowała się w stronę wyjścia. Kat westchnęła, ruszając za nią.

To prawda, choć nic szczególnego się za tym nie kryło: córka bankiera i organizatorki imprez, uczennica prywatnych szkół. Między szkołą średnią a uniwersytetem spędziła rok na balowaniu. Gdy zaczynała robić dyplom na wydziale dziennikarstwa na Uniwersytecie w Brisbane, otrzymała propozycję pracy jako reporterka lifestylowej rubryki w „The Tribune”. Rok później, po śmierci matki, spektakularnie stoczyła się na dno.

– To byłaby bomba – rzekła Grace, gdy szły korytarzem. Rozłożyła ręce, wskazując na wyimaginowany tytuł. – Dawna dziewczyna z okładek, Katerina Jackson, w końcu ujawnia prawdę na temat swoich małżeństw, sekretów francuskiego piłkarza i słynnych skandalizujących zdjęć.

– To się nigdy nie stanie, Grace.

– Zaczniemy od początku, żeby niczego nie pominąć. Dzieciństwo, dorastanie i bójka z Markiem w wieku czternastu lat. Jesteś postacią na miarę słynnego „Klubu winowajców”.

– Wiedziałam, że nie powinnam ci niczego mówić.

Grace roześmiała się.

– Nic nie powiem, chyba że mnie o to poprosisz, choć uważam za rzecz fascynującą, że wśród twoich najbliższych przyjaciół znajduje się supergwiazda futbolu, bankier milioner i siostrzeniec rzekomego gangstera. Wszyscy są zdecydowanie osobnikami alfa i ulubieńcami mediów. Więc za co zostaliście ukarani, ty i pozostali? – spytała mimochodem, wchodząc do studia.

– Świetnie wiesz. Marco za popisywanie się przed kumplami i bawienie moim kosztem.

– A co takiego powiedział?

– Naprawdę nie pamiętam. – Oczywiście, że pamiętała. Był to głupi komentarz nastolatka na temat braku „atrybutów kobiecych”, za który, trzeba przyznać, potem ją przeprosił.

– Zresztą nieważne. Luke został złapany na niszczeniu toalet, a Connor?

– Za poprawianie nauczyciela ekonomii, a potem straszenie, że doprowadzi go do bankructwa.

– No, nieźle.

– To była elitarna szkoła, gdybyś nie wiedziała. – Wzruszyła ramionami. – Dziewczyny nie miały odwagi odzywać się do Luke’a i Connora, ja miałam. Coś między nami zaskoczyło.

– I nigdy nie myślałaś…? – Grace poruszyła brwiami. – No wiesz.

– Co? Nie!

– Nawet z Markiem?

Kat wywróciła przesadnie oczami.

– Koniec wywiadu. Teraz zamieniam się w twoją asystentkę.

Grace podeszła do żółtej sofy i niskiego stolika, otoczonych z wszystkich stron przez kamery i reflektory.

– Cóż, będę próbować dalej – odparła Grace z uśmiechem, biorąc do ręki szklankę wody.

– Niczego innego się nie spodziewałam. – Kat dostała od członka obsługi swoją ulubioną zieloną herbatę.

Tymczasem Grace usiadła na sofie i zaczęła ustawiać rekwizyty na stoliku.

– Miałaś jakieś wieści od Marca? – zapytała od niechcenia.

– Jeszcze nie – skłamała Kat, bawiąc się telefonem. – Komentował piłkarski Puchar Francji.

– Miał podobno dzisiaj wrócić. – Grace wygładziła sukienkę opadającą na wyeksponowane nogi. – Zamierzam w tygodniu urządzić kolację na jego cześć.

– Znów jesteście razem? – Kat poczuła nagły ucisk w sercu i wypiła łyk herbaty, by ukryć zmieszanie.

Grace roześmiała się.

– Nie sądzę, żebyśmy naprawdę z sobą zerwali. Mam pewne plany. – Upiła łyk wody. – Spójrzmy prawdzie w oczy, mój zegar biologiczny tyka. Teraz, gdy prowadzę już własny program i zdobyłam wysoką pozycję w mediach, czas na dziecko.

Kat zakrztusiła się, herbata popłynęła jej po brodzie. Wytarła ją, a potem popatrzyła uważnie na Grace.

– Z Markiem?

– Oczywiście! – Grace lekko zmarszczyła brwi, zerkając na oświetleniowca. – W czym problem? Wiem, że ty i on jesteście blisko…

– Och nie. To znaczy tak… – Kat wzięła głębszy oddech, starając się uspokoić żołądek. – Fakt, wiele nas łączy, ale mamy też zasadę: nie rozmawiamy o naszych związkach.

– Naprawdę? – Grace patrzyła na nią zaintrygowana. – Więc nigdy nic nie powiedział na temat Jamesa czy Ezia?

– Nie.

– A ty nie rozmawiałaś z nim na mój temat?

– Nie, to nie moja sprawa. Chcesz mieć dzieci, super. – Uśmiechnęła się nieco sztucznie, uśmiechem zarezerwowanym dla kamer, które swego czasu śledziły ją wszędzie, co było tak natrętne, że musiała odwołać się do nakazu sądowego.

– Na pewno? – spytała zaciekawiona Grace, zbierając notatki. – Zawsze wydawało mi się, że między wami wyczuwa się napięcie, ale…

– Ja i Marco? Nie, w żadnym razie – zapewniła odrobinę za głośno. – To znaczy jest oczywiście przystojny i uważam go za mojego najlepszego przyjaciela, ale… – szukała właściwych słów – to wolny duch.

– Powiedziałabym raczej: ciacho – dodała Grace z uśmiechem. – I flirciarz wielkiego formatu. Ale to mi odpowiada: nie będzie wtrącał się w moje sprawy i wychowanie dziecka.

Grace miała rację. Marco kochał życie na wysokich obrotach. Nie było w nim miejsca dla stałej partnerki, a tym bardziej dla dziecka. Kat z trudem przełknęła ślinę. Zamęt w głowie, szalone pomysły i skandaliczne scenariusze muszą ustąpić wobec jedynego możliwego rozwiązania. On nie zechce dziecka, a ona też prawie na pewno go nie chce.

Poprawiła słuchawki i patrzyła, jak Grace uśmiecha się do kamery numer jeden. Jej szefowa może i bywa upierdliwa, złośliwa i wymagająca, ale lukrowana postać blondynki kryje złote serce. Kat wyszukiwała sprawy wymagające interwencji, a Grace nagłaśniała je i organizowała zbiórkę pieniędzy. Była osobą publiczną, dawną gwiazdą seriali, która zaliczyła alkoholowo-narkotyczny epizod, a teraz z powodzeniem prowadziła poranny program o najwyższej oglądalności w australijskim stanie Queensland.

Kat natomiast odpowiadała praca poza wizją. Cóż za miła odmiana! Tak, była zadowolona ze swojego życia wypełnionego pracą do tego stopnia, że nie miała czasu na randki. Jak wyjaśniła Connorowi podczas ostatniego spotkania w barze w Brisbane – gdy dziesięć tygodni temu żegnali Marca – nie zamierzała się więcej z nikim wiązać.

– Związki są zbyt czasochłonne, trudne i bolesne, kiedy w końcu nieubłaganie dobiegną końca. – Tak brzmiały jej słowa.

Marco i Luke roześmiali się, ale Connor popatrzył na nią w zadumie, wzrokiem smutnym i poważnym, co ją tak zirytowało, że zamówiła wódkę z sokiem pomarańczowym. Ostatni drink, jakże zgubny.

Przecież nic złego się z nią nie działo. Jako nastolatka nie miewała obsesji na punkcie chłopaków, ślubów i dzieci, co odróżniało ją od innych dziewczyn z elitarnej prywatnej szkoły w Brisbane. Zamiłowanie do sportu i muzyki klubowej oraz brak zainteresowania obcisłymi spódniczkami, makijażem i plotkami sprawiały, że trzymała się z chłopakami. A po incydencie, jak szkolną awanturę z Markiem nazwał ojciec, ku jej zdumieniu okazało się, że wśród rówieśników stała się postacią legendarną, a przy okazji dozgonną przyjaciółką Marca, syna cieszącego się złą sławą rzekomego szefa świata przestępczego. Wkrótce Marco poznał wszystkie jej sekrety, młodzieńcze marzenia, rodzinne tragedie, szczególnie tę związaną z matką, która zmarła na stwardnienie zanikowe boczne. Oraz to, że być może ona sama jest dziedzicznie obciążona tą chorobą.

Gdy okazało się, że jest w ciąży, nie miała pojęcia, co właściwie powinna czuć. Zwłaszcza że przez lata, wbrew radom Marca, unikała badań. Teraz jednak poddała się testom i z niepokojem czekała na wyniki.

Z westchnieniem wróciła do pracy. Kiedy o jedenastej wieczorem skończyły się zdjęcia, wprost padała ze zmęczenia. Pożegnała się i poczłapała do samochodu, myśląc o kupnie czegoś na wynos, gorącej kąpieli i o tym, że musi pozamykać okna przed nadejściem huraganu.

Potem zerknęła w kierunku samochodu i zatrzymała się. Marco. Serce zabiło jej mocniej, gdy omiotła jego postać wzrokiem: garnitur, rozluźniony krawat, ciemne włosy opadające falami na czoło i kołnierz. Lekki zarost. Stał w nonszalanckiej pozie z rękami w kieszeniach i intensywnie się w nią wpatrywał. Wygląd ten w przypadku kogoś innego, mniej pewnego siebie i nie tak otwarcie zmysłowego, można było nazwać ładnym. Jednak z Marca emanowała autentyczna męskość. A gdy uśmiechał się… o Boże! Przypominał jej bohatera z dawnych czasów z zestawem koniecznych rekwizytów: wspaniałych strojów, romantycznych gestów, pełnych namiętności i rozpaczy wierszy miłosnych. I był nie do pobicia w łóżku!

Tak, podziwiano go na całym świecie. Historia jego życia była powszechnie znana – w wieku szesnastu lat ten wychowany w Australii syn włoskich emigrantów został dostrzeżony przez łowcę talentów i trafił do francuskiej ligi piłki nożnej. A jakby tego było mało, po latach spędzonych w Marsylii i Paryżu nabrał francuskiego akcentu. Marco kochał pracę, kobiety i wolność. Nie ma mowy, by straciła najlepszego przyjaciela z powodu jednej głupiej, choć fantastycznej nocy.

Wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę samochodu. A im bardziej się zbliżała, tym sprzeczniejsze uczucia nią targały. Przecież to, co przeżyli, miało intymny charakter. W najśmielszych myślach nie wyobrażała sobie, że mogłoby do tego dojść: nadzy wymieniali pieszczoty i pocałunki. A teraz Marco chce o tym rozmawiać! Lepiej już znaleźć się w basenie z rekinami. Boże, czy może stać się coś gorszego? Z udawaną brawurą wyłączyła alarm i pokonała ostatnie metry dzielące ją od samochodu.

– Co tu robisz? – zapytała, opierając się chęci, by położyć rękę na brzuchu. Zamiast tego wrzuciła torbę do środka, na miejsce pasażera.

– Musimy porozmawiać. – Jego głęboki głos, przyjemna mieszanka francuskiego i włoskiego akcentu, zawsze wyprowadzał ją z równowagi, ale teraz założyła włosy za uszy i zebrała się w sobie. Dostrzegła ostrzegawcze błyski w oczach Marca i poważny wyraz twarzy. Jednak zamiast spanikować, przełknęła ślinę, skrzyżowała ręce na piersi i przekręciła lekko głowę.

– O?

– Możemy pogadać na łódce.

Westchnęła.

– Słuchaj, Marco, jest późno i nadciąga cyklon. Czy to nie może poczekać?

– Unikasz moich telefonów, więc nie. A do cyklonu pozostało jeszcze kilka godzin. – Spojrzał na ciemne niebo i zmrużył oczy, czując leciutki podmuch wiatru.

– Jestem zmęczona.

Zirytowany popatrzył na nią.

– Unikasz mnie.

– Nie odpuścisz, prawda?

– Non.

Westchnęła.

– Dobra, ale krótko.

Usunął się sprzed samochodu, robiąc krok naprzód, a Kat instynktownie odsunęła się, co sprawiło, że zmarszczył brwi.

– Nie uciekniesz, prawda?

– Nie. Słowo harcerki.

– Dobrze. – Skinął głową i odszedł do swojego auta.

Patrzyła na tylne światła jego samochodu, gdy wyjeżdżał jako pierwszy z parkingu, zanim w pełni zrozumiała, na co właśnie się zgodziła. Z westchnieniem usiadła za kierownicą i powoli ruszyła. Nie może uciekać od niego bez końca. Nadszedł czas, by zmierzyć się z konsekwencjami tamtej nocy, bez względu na to, jakie są.

W przystani roiło się od ludzi zabezpieczających jachty i oporządzenie przed nadchodzącym sztormem. Kat zaparkowała i zeszła na drewniany pomost, patrząc na ciemne fale uderzające złowróżbnie o molo. Za kilka godzin nadciągnie huragan czwartego stopnia w skali Saffira-Simpsona. Wszyscy zdawali sobie sprawę, jakie spustoszenia z sobą przyniesie. Miasto dopiero niedawno uporało się ze zniszczeniami po cyklonie Yasi, który kilka lat wcześniej nawiedził północną część stanu.

Łódź Marca, elegancka i lśniąca, zacumowana na końcu pomostu, była jego oczkiem w głowie. Gdy nosił się z zamiarem jej kupna, zmienił się w podniecone dziecko. Serce Kat załomotało, gdy przypomniała sobie to wydarzenie sprzed trzech lat.

Marco stał już na pokładzie. Gdy przechodziła po trapie, podał jej rękę, którą bezwiednie uchwyciła. Ogarnęło ją trudne do określenia uczucie, bo choć wcześniej zdarzało się to wiele razy, teraz ten gest wprowadził jej ciało w stan oczekiwania na następny ruch. To głupie, śmieszne i wysoce niestosowne.

Cholera, tak to jest, jak się prześpisz z bestią! Nie mogła powstrzymać wspomnień jego pieszczot i swoich reakcji. Gdy przechodzili na rufę, udało jej się ukradkiem uwolnić rękę i uniknąć rzuconego z ukosa spojrzenia, z determinacją patrzyła bowiem przed siebie.

Boże, ależ nie lubiła swojego zażenowania! Zrobili coś szalonego i przyjdzie im za to zapłacić. Nic już nie będzie jak dawniej. Kolejna powtórka z jej katastrofalnych związków. Zupełnie tak, jak stwierdził ojciec w trakcie jednej z burzliwych awantur: „Na Boga, Kat, czy choć raz możesz nie być na pierwszej stronie? Skończ ze skupianiem na sobie uwagi i po prostu zachowuj się normalnie”. Na wspomnienie złości i rozczarowania malujących się w jego oczach poczuła wstyd.

Gdy weszli do kabiny, jej myśli przerwał dźwięk silników. Zatrzymała się.

– Wypływamy?

– Tak, płyniemy na wyspę.

Niepokój szybko ustąpił miejsca furii.

– Zwariowałeś? Nie zgadzam się!

Wyszła na zewnątrz, ale było już za późno. Wściekła odwróciła się i rzuciła mu pełne złości spojrzenie.

– Nie było o tym mowy! Poza tym nadchodzi cyklon! – Ręką wskazała na nabrzeże. – Wydano zakaz opuszczania domów. I mój samochód został na przystani.

Marco założył ręce na piersiach i oparł się plecami o barierkę, potem w roztargnieniu odgarnął do tyłu włosy, które z powodu wiatru spadały mu na twarz.

– Po pierwsze, mój dom na wyspie został zaprojektowany tak, żeby wytrzymać ekstremalne warunki pogodowe, w tym i huragany. Jest pewnie bezpieczniejszy niż budynki na stałym lądzie. Po drugie, zadzwonię do kogoś z prośbą o odprowadzenie twojego samochodu. Po trzecie, według doniesień zaledwie skraj wyspy zostanie dotknięty burzą, natomiast Cairns po trzeciej nad ranem znajdzie się w oku cyklonu.

– A wtedy nie wiadomo, kiedy będziemy mogli tu wrócić. Nie zgadzam się. Zawracaj!

– Nie.

– Nienawidzę, kiedy stajesz się arogancki – warknęła.

Skrzywił się, jednak nic nie odpowiedział. Nadal patrzyła na niego ze złością, ale wytrzymał jej spojrzenie.

– Unikałaś moich telefonów – zauważył w końcu.

– Do diabła, potrafisz być strasznie denerwujący – burknęła sfrustrowana i oparła ręce na poręczy.

– I to mówi kobieta, która nie pisnęła ani słowa, że jest w ciąży.

Przez moment serce Kat biło jak oszalałe. Na chwilę zamknęła oczy, a potem wpatrywała się w czerń kłębiącej się w dole wody. Gdy słowa te wybrzmiały, słyszała tylko szum fal i wiatru.

– Zabiję Connora.

Marco uniósł brwi.

– Nie wiń go. Uważał, że mam prawo wiedzieć.

Szybko pozbierała się, skrzyżowała ręce i obróciła się w jego stronę.

– Zawracaj!

Pokręcił głową.

– Musimy to omówić.

– Nie ma czego omawiać.

– Żartujesz, prawda? Jesteś w ciąży, Kat. Nie chodzi tylko o ciebie, ale także o mnie.

Wiedziała, że ma rację, ale niepohamowana wściekłość kazała jej powiedzieć:

– Mój brzuch, moja sprawa.

Wyraz jego twarzy świadczył o szoku i powadze.

– Czy to znaczy, że chcesz ją usunąć?

Zamrugała oczami, potrząsnęła głową i poczuła buntujący się żołądek.

– Marco, wiesz, co przeszłam z matką. Zmarła dwa lata po diagnozie. Mogę być nosicielką.

Przeciągnął ręką po włosach.

– Więc zrób badania. Od lat ci to powtarzam.

– Zrobiłam. Poza tym nie mam instynktu macierzyńskiego, a dzieci mnie nie trawią i…

– Hej, przystopuj na moment. – Zmarszczył brwi i uniósł rękę. – A więc zrobiłaś badania?

– Tak, w zeszłym tygodniu.

– Po tych wszystkich latach powtarzania w kółko „nie chcę wiedzieć”? I kłótniach na ten temat?

Skinęła głową. Sądząc po jego minie, powtórnie go zszokowała.

– Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?

– Właśnie usłyszałeś! – odparła ostro, w duchu przeklinając jego słabo skrywaną urazę. – A jeśli już mówimy o niemówieniu, to co z tobą i Grace?

– W jakim sensie?

– A więc jest coś na rzeczy.

– O czym ty do cholery mówisz?

– O tym, jak ty i ona będziecie mieli dziecko. Poinformowała mnie, że jesteście parą.

Westchnął i oparł ręce na biodrach.

– To dla mnie nowość. Zerwaliśmy przed Pucharem Francji.

– Jak długo przed?

– Lata świetlne przed naszą wspólną nocą, chérie – rzekł tym razem miękko.

Przełknęła ślinę i wyparła to wspomnienie.

– Sugerujesz, że Grace kłamie?

Wzruszył ramionami.

– Może to pobożne życzenie z jej strony?

Otworzyła usta i wzięła głęboki oddech, a potem wymamrotała:

– Co za pieprzona katastrofa.

Może tylko jej się wydawało, ale czyżby zacisnął zęby? Potem westchnął i to wrażenie minęło.

– Kat, ty podejmujesz decyzję, ale gdybym ja miał coś do powiedzenia, urodziłbym to dziecko niezależnie od wyniku testów.

– W takim razie dobrze, że nie jesteś mną – odparła. – Nie widziałeś, co choroba dzień po dniu robiła z mojej matki. Nie zgadzam się, żeby to spotkało moje dziecko.

Jego delikatny szept przypominał pełen bólu jęk.

– Kat…

Łódź podskoczyła na kolejnej fali, a Kat nagle nabrała przekonania, że dzisiejszy lunch za chwilę opuści jej żołądek. Przełknęła ślinę, potem wzięła głęboki oddech i spojrzała mu w oczy.

– Będę zawsze przy tobie, kiedy mnie będziesz potrzebować – oznajmił. – Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a od tego właśnie ma się przyjaciół.

Przyjaciele. Znów poczuła mdłości. Nie było to wyznanie miłości, żadne tam „będziemy żyli długo i szczęśliwie” czy „nie mogę bez ciebie żyć”. Marco ofiarowuje przyjaźń i wsparcie jak we wszystkich momentach jej żenująco publiczno-prywatnego życia. Odczuła coś w rodzaju rozczarowania.

– Marco, sama nie wiem. Nie podjęłam jeszcze decyzji. Poza tym… – wzięła głębszy oddech – nie będę mieć dziecka tylko dlatego, że tego chcesz. A gdy się o tym dowiedzą media… Twoja kariera jest ważniejsza.

– Kat…

– Pamiętasz te ostatnie nagłówki? Naprawdę uważasz, że mogłabym ci to zrobić? O Boże! – Złapała się za brzuch.

Tytuł oryginału: Suddenly Expecting

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2014

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2014 by Paula Roe

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1751-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.