Rytuały Koła Roku - Vivien Bone - ebook

Rytuały Koła Roku ebook

Vivien Bone

0,0

Opis

Odkryj magię Koła Roku i naucz się celebrować rytm Natury.

„Rytuały Koła Roku” Vivien Bone to praktyczny i inspirujący przewodnik po wiccańskich oraz pogańskich świętach wyznaczających kolejne etapy rocznego cyklu Natury. Autorka – doświadczona kapłanka wiccańska – prowadzi czytelnika przez osiem świąt Koła Roku: od Yule, przez Imbolc, równonoc wiosenną, Beltane, przesilenie letnie, Lammas i równonoc jesienną, aż po Samhain.

To książka dla wszystkich, którzy interesują się wicca, czarostwem, magią naturalną, neopogaństwem i duchowością związaną z Naturą. Nie musisz być osobą inicjowaną ani należeć do żadnej tradycji – wystarczy pragnienie głębszego poznania cyklu pór roku i świadomego przeżywania zmian zachodzących w przyrodzie.

Vivien Bone przybliża znaczenie poszczególnych sabatów, ich symbolikę i energię, a także proponuje rytuały, praktyki i sposoby celebrowania świąt Koła Roku. Pokazuje, jak obserwowanie rytmu Natury może stać się nie tylko elementem praktyki magicznej, lecz także drogą osobistego i duchowego rozwoju.

„Rytuały Koła Roku” łączą wiedzę z praktyką. To zaproszenie do ponownego odkrycia więzi z przyrodą, dostrzegania przemian światła i ciemności oraz świadomego uczestnictwa w nieustannym cyklu narodzin, wzrostu, przemijania i odrodzenia.

Jeśli szukasz książki o wicca, sabatach, rytuałach Koła Roku i magii Natury – ten przewodnik pomoże Ci rozpocząć własną praktykę lub pogłębić już zdobytą wiedzę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 178

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spis treści

Wesołe powitanie

Yule

Słów kilka o wicca i Kole Roku

Dlaczego światłość z ciemności

Mój pierwszy ołtarz

Rytuał

Imbolc

Atrybuty wiccańskie i żywioły

Rytuał

Równonoc wiosenna

Ziemia

Nasiona

Magia

Rytuał

Beltane

Miłość

„Zdrowa kapłanka naprawi wszystko wokół”

Magia miłosna i etyka magiczna

Powietrze i żywioły

Rytuał

Letnie przesilenie

W oczekiwaniu na ofiarę

Energia i bogowie

Rytuał

Podróż

Lammas

Boski zew

Magiczne bhp

Poezja wezwania

Rytuał

Podróż

Równonoc jesienna

Mit wiccańskiego Koła Roku a inne mity

Moc i medytacja

Czakry

Rytuał

Podróż

Samhain

Słów kilka o Księżycu

Praca w grupie

Nie wszystko, co jest pisane o magii, jest wicca, nie wszystko, co dotyczy wicca, jest magią

Jak znaleźć grupę

Rytuał

Wesołe pożegnanie

Dodatek A Ołtarz

Dodatek B Fazy Księżyca

Polecane lektury

Wesołe powitanie

Nie jest łatwo pisać o wicca. Nie znajdziecie tutaj rytów stricte wiccańskich, z bardzo prostego powodu – wiccanie praktykują w kowenach, których praktyka i teksty są objęte tajemnicą inicjacyjną. Nie znaczy to jednak, że poza kręgiem nie zajmują się pracą magiczną i rozwojem duchowym.

Jeśli więc liczyliście na jakieś pikantne tajemnice, to muszę was zawieść na samym początku. Zamiast tego znajdziecie tutaj zbiór rytuałów, medytacje sterowane i różne praktyki, które moi znajomi wiccanie i ja sama wykorzystujemy właśnie na co dzień. Przede wszystkim jednak szereg teorii i podstaw związanych z wicca tradycyjnym.

Pierwotnie rytuały i ich opisy rozpisywałam do Magicznych Boxów, które tworzę od Yule 2020 roku. Z tego właśnie powodu pierwszy rozdział zaczyna się właśnie od tego święta. Nie mogłam jednak zostawić samych tekstów bez odpowiednich dopisków. I tak z krótkich tekstów powstał mały podręcznik.

W każdym rozdziale, przypisanym odpowiednio do święta, będę wam przybliżać mit Koła Roku dotyczący Boga i Bogini, a także, na ile to możliwe, sposoby, w jaki sami spędzamy dane święto w kręgu i swego rodzaju podstawę magiczną, którą będzie mógł wykorzystać praktycznie każdy, niezależnie od tego, czy jest osobą początkującą, czy też nie.

Koło Roku nie ma początku ani końca, obraca się ciągle i wciąż, ukazując nam przepiękne transformacje. Mam nadzieję, że te teksty pomogą wam dostroić się do zmieniających sezonów w zupełnie nowy, magiczny sposób, a temat wicca stanie się nieco bliższy.

Magia jest ze mną od przeszło dwudziestu lat, wicca od kilkunastu, a inicjowana jestem od pięciu. Na przestrzeni tych lat poznałam dziesiątki wspaniałych osób, od których uczyłam się i uczę się nadal. Każdy jest inny, ma różne poglądy dotyczące tych samych aspektów czy magii, czy też wicca. Dla mnie jest to właśnie jedna z najpiękniejszych rzeczy dotycząca rozwoju magicznego, ta różność i inność w postrzeganiu tego samego.

Dlatego też temat wicca i magii pewnie się nigdy nie wyczerpie; lata mijają, jest nas coraz więcej, coraz więcej możliwości rozwoju, nowych idei i myśli, a także transformacji. Zmieniamy się ciągle, tak jak przyroda wokół nas.

Przed przystąpieniem do praktycznej części spróbujcie najpierw przeczytać książkę w całości.

Jeśli będzie wam się spieszyć, nic nie szkodzi; każdy rozdział dodaje kolejne elementy teorii i praktyki. Sami zdecydujcie, jaki sposób będzie dla was lepszy.

Powodzenia na tej drodze, niech będzie piękna.

Vivien

Yule

SŁÓW KILKA O WICCA I KOLE ROKU

Wicca to religia przyrody i natury w najszerszym tego słowa znaczeniu. Wsłuchiwanie się w rytm całego wszechświata, poznawanie jego praw, dotykanie boskości w stworzeniu jak również świętowanie cyklu nigdy niekończącego się tańca życia i śmierci – koła roku. To religia misteryjna, a także inicjacyjna, ponieważ do misteriów dopuszczeni są tylko inicjowani wiccanie.

Bardzo ważnym aspektem wicca jest wiccańska wspólnota. Wiccanie praktykują w kowenach i tak jak las jest czymś więcej niż tylko zbiorem pojedynczych drzew, tak i kowen to coś więcej niż zbiór pojedynczych czarownic. Odłamy wiccańskie i linie są jak drzewa w lesie splecione ze sobą gałęziami i połączone korzeniami, tworząc jeden wielki organizm. Tak samo wiccanie połączeni są więzami inicjacji, co teraz może brzmieć nieco dziwnie, ale później rozwinę ten wątek.

W związku z powyższym rytuały przygotowane przeze mnie na potrzeby tej książki nie są zdradzeniem jakichś tajemnic wiccańskich, a bardziej przybliżeniem faktycznej praktyki duchowej, jaką się wykonuje przed i po inicjacji.

Nigdy nie jest tak, że praca jest skończona, nie jest tak również, że nagle wiemy wszystko lub nasz duch jest tak doskonały, że nie mamy już co robić dalej. Próba przybliżenia wam tych praktyk jest formą nauki również dla mnie, ponieważ przygotowanie tego w odpowiedniej formie nie tylko zajmuje czas, ale wystawia na próbę pamięć o rzeczach, które wydają się oczywiste i pozwala mi przeżyć na nowo do głębi święta wiccańskie.

Tak właśnie postrzegam powtarzający się cykl koła roku. Jako naukę, którą sama natura przybliża nam rokrocznie. Wicca jest religią naturalną i opiera się również na odkrywaniu boskości w każdej cząsteczce otaczającego nas wszechświata. Czasami zapominamy jak niezwykłe rzeczy dzieją się wokół nas: drzewa produkują tlen, z połączenia dwóch pierwiastków tworzy się nowe życie, ziemia wydaje obfite plony, a zimą... w tej drugiej części roku, która w mojej opinii jest nieco pokrzywdzona przez innych, bo jest zimno, szaro i ponuro. Jednak dzieje się wtedy całkiem sporo zmian, ale tych ukrytych. Ziemia nie wydaje owoców, wszystko usycha i zasypia. Nie ma trawy, kwiatów ani liści. Wszystko przykrywa świetlista, śnieżna pierzyna. Jest cisza i mrok. Wicca pozwala się lepiej dostroić do tych zmian zachodzących w przyrodzie. Co dzieje się więc kiedy jest najzimniej i jaką naukę pragnie nam przekazać ziemia?

Spójrzmy na to, co w głębi. Według wiccańskiego mitu o narodzinach Bogini jest w tym czasie w podziemiach, w królestwie śmierci. Odeszła tam do swego męża, przygotowując się do narodzin syna, a następnie zostanie tam jeszcze kilka tygodni, aby nabrać sił do powrotu na ziemię. Odzwierciedla to przyroda. Nasiona, cebulki kwiatów i innych roślin zimują w głębi ziemi, przechodząc wewnętrzną transformację. Wiedzą, że, kiedy nadejdzie wiosna, będą potrzebować dużo sił, aby wzrosnąć. Myślę, że właśnie tak poetycko można ująć wzbijanie roślin do światła słońca czy kołysania wiatru – analogicznie do ludzkich marzeń czy pragnień. Śnią, wewnątrz transformując się w najlepszą wersję siebie.

Spróbujmy brać przykład wprost z natury. Aby kroczyć wiccańską ścieżką, potrzeba pasji, chęci, także poświęcenia sporej ilości czasu, ale przede wszystkim ugruntowania i poznania samego siebie i swoich pragnień. Nawet jeśli ta ścieżka nie jest dla was i chwyciliście tę książkę jedynie z ciekawości, to wierzę, że wyciągniecie z niej to, co dla was najbardziej przydatne, a już z pewnością kolejne spojrzenie na wicca i praktykę duchową.

Dlaczego światłość z ciemności

Ciemność i światłość są przedstawiane zawsze w sposób przeciwstawny. Wręcz jak moneta z obliczami zawsze z przeciwnych stron. Ciemność – zła, światłość – dobra.

Będąc na wiccańskiej ścieżce i kierując się słowami know thyself (pol. poznaj siebie), spojrzałam na to zupełnie inaczej. Zaczęłam studiować tę „monetę” jako całość, uświadamiając sobie, że jest wykonana z tego samego materiału. Nawet kiedy coś lub ktoś pokazuje nam swoje oblicze, to może być to jedna z jego masek, pod którą kryje się znacznie więcej.

Wszędzie jest światło, jest i cień. Również ten rozumiany dosłownie, który możemy znaleźć także w nas samych. W końcu nasze wnętrzności nie widzą światła, nawet go nie potrzebują, a jednak działają i dobrze im tak.

Dlatego warto już na początku swojej drogi zdać sobie sprawę, że istnieje zarówno dobra, jak i zła ciemność. Podobnie jest ze światłem. Odrobina ognia może ogrzać zmarznięte dłonie, ale kilka węgielków więcej i spłonie cały las. Ciemność może nas pochłonąć i oblać najgorszymi koszmarami, ale jest też ciemność ziemi, gdzie, mimo braku jakiegokolwiek światła, kiełkuje małe nasionko, aby się wydostać na zewnątrz, na świat.

Może ta ciemność jest mi potrzebna, aby wzrastać jak to nasionko? Może warto zanurzyć się w ciemność ziemi i oddać woli bogów? Posłuchać własnego wnętrza i tego, co podpowiada. Nasze boskie i wewnętrzne „ja” zawsze ma dużo do powiedzenia. Idąc dalej za tą myślą i nasionkiem, którym jestem – co mi ta ciemność daje…? Mogę ją zobaczyć, dotknąć i posmakować. Zimowy czas to najlepszy moment na dogłębne poznanie samych siebie.

I Carl Gustav Jung, i Sigmund Freud wierzyli, że umysł, bądź psychika, ma dwa poziomy. Świadomy umysł – czyli ta część nas samych, która jest otwarta i nam znana oraz to głębsze „ja”, które zawiera wszystkie myśli, uczucia, obrazy i zmysłowość, którą odpychamy lub zwyczajnie ignorujemy. Freud nazwał to nieświadomością. Ten głębszy poziom zawiera biologiczne instynkty jak agresja czy seksualność, wszystko, co społeczeństwo uczy nas ujarzmiać. Nasze odepchnięte uczucia i wspomnienia zostają zwyczajnie zapomniane i normalnie nie możemy ich tak łatwo przywołać, ale mogą pojawić się spontanicznie we śnie, w wyobraźni, kiedy świadomy umysł łapie się tej części, która odgradza go od nieświadomości.

Świat fizyczny jest nam bliższy, kiedy nieświadomość jest zaśmiecona i zaciemniona problemami. Odpychamy niewygodne myśli, aby skupić się na czymś bardziej pożytecznym, zagracając swoją nieświadomość coraz bardziej. W przypadku praktyki magicznej chcemy działać, chcemy coś robić, aby się oczyścić z tego, co nam nie służy, ale jednocześnie sami rzucamy sobie nieraz nierealne wyzwania, które będziemy w stanie osiągnąć dopiero wtedy, kiedy uporządkujemy nasze codzienne życie i „przyziemne sprawy”. Zajmujemy się więc w końcu wszystkim, tylko nie tym, czego chcemy najbardziej.

Jung podzielał tezę Freuda co do nieświadomości, ale nie zamykał w niej jedynie „śmieci z przeszłości”, widział bowiem w samej nieświadomości potencjał i źródło nowych idei oraz kreatywnego myślenia, które w przyszłości mogą wspomóc świadomy umysł.

Jeśli bylibyśmy w kontakcie z naszą nieświadomością, połączyli się z naszym wewnętrznym kreatorem, moglibyśmy wejść w głębsze obszary ludzkiej psychiki. Jung nazywał to zbiorową nieświadomością, zbiorem myśli i zachowań podstawowych i uniwersalnych archetypów i idei rodzaju ludzkiego, które je tworzyły i kształtowały na przestrzeni mileniów istnienia.

Jest coś, co przyciąga w tezach Junga. Pozwala lepiej zrozumieć działanie naszego umysłu, a co za tym idzie – magię, dlatego, że te analizy i teorie pomagają zarówno w indywidualnej, jak i grupowej praktyce, bo, stając się lepszymi, jesteśmy w stanie wspomóc naszą zbiorowość (np. kowen lub inną grupę magiczną) na poziomie głęboko przekraczającym nasze wyobrażenie, jednakże najpierw potrzebna jest nam właśnie transformacja.

Jako czarownice wiemy, że esencją manifestacji jest zmiana. Doświadczamy cykli, pór roku. Zima następuje po lecie, śmierć po życiu. Jesteśmy tego świadomi, ale nie zwracamy na to uwagi. Pogrążamy się w sprawach życia codziennego, rutynach i obowiązkach.

Do czasu wielkiego wybuchu, czegoś co wstrząśnie naszymi wewnętrznymi fundamentami, co zmąci spokój ducha i poderwie oddech. Być może będzie to wybuch wojny, pandemia, katastrofa na większą skalę, ale może to być też coś bardziej osobistego: utrata pracy, śmierć bliskiej osoby, rozpad związku, który dla nas będzie równie silny, co koniec świata. A jednak życie naokoło będzie toczyć się dalej. Te negatywne momenty wywołują największe echa, ale nie zapominajmy, że pozytywne zdarzenia mogą wywoływać te same wibracje.

Czymkolwiek to nie będzie i cokolwiek się nie wydarzy wielkiego w naszym świecie, możemy znaleźć ukojenie w duchowym i magicznym życiu. Jeśli podejdziemy do tego, co przynosi nam „los” otwarcie, będzie to budujące dla naszej psychiki, a więc przyszłości, ponieważ wyciągniemy z tego jak najlepszą naukę i wnioski. Jeśli będziemy działać tylko emocjonalnie, mogą okazać się destrukcyjne. Nasza przyszłość będzie czarna.

Yule to kosmicznie interesujący czas. Moment starcia światła z ciemnością, gdzie wydaje się, że jedno zwycięży, ale już wiemy, że nie jest to możliwe, bo razem tworzą całość i jedno zawiera się w drugim. Możemy to porównać do naszej wewnętrznej walki – ego z cieniem. Dlatego podczas tego święta warto zacząć od wewnętrznej przemiany, transformacji.

Polecam rozpoczęcie rytuału najlepiej w noc Yule, jednakże nie martwcie się, jeśli nie będziecie w stanie wykonać tej celebracji konkretnie tego dnia. Zwyczajowo, kiedy spotyka się kowen, zwykle jest to kilka do kilkunastu osób, a niestety nie wszyscy mają możliwość wzięcia dnia wolnego akurat w momencie, kiedy wypadnie święto. Energia nie skupia się tylko tego jednego dnia, możecie więc wykonać je dzień czy dwa później, albo i wcześniej, a w samo święto zapalić np. świecę, już zupełnie dla uhonorowania tego dnia i tego momentu.

Energia i moc świąt nie czekają z zegarkiem w ręku na odpowiednią godzinę. Faktycznie kulminacja energii danego sabatu przypada w konkretny dzień, ale czuć ją już wcześniej, a także już po danym dniu. Najgorsze, co można zrobić, to w ogóle jej nie wykorzystać, pod pretekstem, że właściwy czas minął i że przepadło.

Nie dajcie się swojemu wewnętrznemu sabotażyście! Warto celebrować, uczyć się i z roku na rok wykonywać to coraz lepiej i lepiej. Z każdym kolejnym świętem widzę, jak przeżywam je inaczej i chociaż otaczający świat i nasze osobiste sprawy nieraz bardzo rzutują na nasz odbiór świątecznego czasu, to za każdym razem przeżywamy i wyciągamy z nich coś nowego, poznajemy ich kolejne warstwy i pokłady historii. Dla mnie to jest właśnie piękne.

MÓJ PIERWSZY OŁTARZ

Zanim przejdziemy do przygotowań rytualnych, pora na garść teorii. Nie wszyscy „obnoszą się” ze swoimi miejscami rytualnymi. Nie chcą, żeby ktoś wiedział o ich praktyce, nie mają miejsca na stały ołtarz lub potrzeby, aby taki posiadać. Najczęściej jednak słyszę: „nie wiem, co tam umieścić”; odpowiadam: „to, co ci w duszy gra”.

Istnieją pewne zasady, których w praktyce wiccańskiej się przestrzega. Układ czy kolory muszą pozostać niezmienione, ale możliwości do rozwinięcia przeogromne. Podstawowy schemat takiego ołtarza, czy też nawet przestrzeni magicznej, wygląda następująco:

a) Jeden ołtarz

Najbardziej podstawowy dla samodzielnej praktyki, na którym znajdują się:

Wizerunki Boga i Bogini – mogą to być figurki, obrazki, względnie świece z oznaczeniem ich symboli etc.Przedstawienia żywiołów – Wody, Ognia, Ziemi oraz Powietrza – ich odpowiedniki rozwinę dalejAthameNaczynie na wodęNaczynie na sólRóżdżkaDzwonekKielichMiotła (nie bezpośrednio na sam ołtarz, ale potrzebna do rytuału)Księga lub notatki, jeśli są potrzebnePoczęstunekInne – czyli rzeczy potrzebne, ale często zapominane przed rytuałem. Jeśli np. pijemy wino, to potrzebny będzie korkociąg; zapałki, dodatkowe światło (półmrok jest super, dopóki coś się nie wydarzy i szybko będzie potrzebne światło) etc. Praktyka zrewiduje takie sytuacje i na początku warto sprawdzić dwa, a nawet trzy razy, czy wszystko mamy, niż dopuścić do sytuacji, by miało czegoś zabraknąć i mielibyśmy wybijać się z rytmu rytualnego, tylko po to, żeby iść, dajmy na to, po zwykły nóż do krojenia.

Wszystko zależy od rodzaju rytuału, święta, przeznaczenia itd.

b) Cztery ołtarze

To jeden z najczęściej spotykanychrozkładów w wicca tradycyjnym. Ustawia się nie jeden, a całe cztery ołtarze, co wygląda następująco:

c) Pięć ołtarzy

Teraz pewnie większość z was będzie zaskoczona, kiedy powiem, że jest to mój ulubiony układ. Już mówię, dlaczego. Ołtarz pojedynczy to dobry sposób dla osób początkujących, które praktykują samodzielnie i nie potrzebują dużej ilości miejsca, ale kiedy spojrzymy na listę najpotrzebniejszych rzeczy na ołtarzu, okazuje się, że tego trochę jest. Przydają się więc dodatkowe ołtarze. Wersja b), gdzie są ich cztery, jest bardzo wygodna. Powietrze, Ogień i Woda mają swoje osobne miejsca, mogą być odpowiednio uhonorowane i stanąć po tych stronach świata, którym faktycznie patronują. W tym wypadku jednak ołtarz Ziemi, który jest na północy, dzieli swoje miejsce z resztą potrzebnych rzeczy. Ołtarz Ziemi staje się więc jednocześnie głównym ołtarzem. Jeśli chodzi o wicca tradycyjne, to jest to najpopularniejszy model, jednakże są grupy i takie odłamy, które używają pięciu.

Każdy żywioł ma wtedy swoje miejsce i główny ołtarz ląduje w centrum kręgu. Przy takim układzie czuję, że każdy z żywiołów jest równie ważny i uhonorowany, a praca dzieje się w głównej części. Wszystko ma oczywiście swoje plusy i minusy w działaniu i w przyszłych rozdziałach będę trochę o tym dopowiadać.

Wygląd ołtarzy jest zależny nie tylko od żywiołu, ale także sezonowości, rodzaju rytuału i tego, co chcemy osiągnąć. Z praktyką przychodzi wiedza i z czasem sami będziemy wiedzieli, jaki układ i jaka ilość są dla nas najlepsze. Jeśli potrzebujecie ściągi odnośnie do dekoracji, to znajdziecie ją na samym końcu książki.

Jest bardzo podstawowa, ale na pewno naprowadzi was na to, co można umieszczać na ołtarzu sezonowo. O tym, co znajduje się na ołtarzach żywiołów, będę pisać, rozwijając wątek każdego z nich.

Tu zostawię też małą uwagę, którą będę powtarzać wielokrotnie – nie traktujcie tej książki jakby jej słowa były wyrytymi w kamieniu. Piękno magicznego rozwoju polega na indywidualności. To jest na tyle osobista ścieżka, że możemy dzielić się różnymi spostrzeżeniami, pokazywać różne aspekty duchowości. Oczywiście są pewne granice, pewne zasady, którymi należy się kierować, będąc czy na ścieżce wicca, czy innej. Choć są to wypracowane metody budowane na przestrzeni lat, to nikt nie będzie stał nad wami z batem, kiedy będziecie chcieli postawić kadzidło na ołtarzu Ognia, a nie na ołtarzu Powietrza. Albo kiedy różdżka będzie wam rezonować bardziej z tym żywiołem, a nie innym, albo jeśli będziecie chcieli mieć nawet dziesięć ołtarzy zamiast pięciu, czterech, trzech czy jednego.

Warto zwrócić uwagę na kolory. Dla Powietrza jest niebieski, dla Ognia – czerwony, dla Wody – zielony oraz dla Ziemi – żółty. Od tego są także pewne odstępstwa i niektóre grupy używają żółtego w odcieniu bardzo brudnego, brązowego wręcz. Zielony natomiast jest czasami bardziej „morski”. Ale nie ma to znaczenia, póki zna się podstawę i tradycję.

RYTUAŁ

1. Przedrytualne oczyszczenie

Każdorazowo przed rytuałem, przygotowujemy naszą przestrzeń. Nie wszyscy są w stanie pozwolić sobie na wybudowanie świątyni w ogrodzie, poświęcenia osobnego pokoju w mieszkaniu, a niejednokrotnie nawet własnego stołu czy półki, która mogłaby służyć za ołtarz.

Dla samej celebracji warto jednak znaleźć odrobinę przestrzeni dla siebie, mieć kawałek stołu, miejsca, które będzie uświęcone, na ten jeden moment i czas.

Samo miejsce to nie wszystko, ważne jest dostosowanie się do magicznego BHP i uprzątnięcie całego mieszkania. Przeróżne nauki wschodnie o poprawnych ustawieniach mebli w domu mają wspólny mianownik – mówią o przepływie energii. To, jak wygląda nasz ołtarz i nasze mieszkanie, odzwierciedla stan naszego umysłu. Jeśli wszędzie leżą porozrzucane ubrania, jest nie poodkurzane od miesiąca, a w zlewie czeka stos naczyń, to raczej nie możemy mówić o przyjaznej przestrzeni, w której „energia swobodnie płynie”.

Sprzątając przestrzeń wokół siebie, porządkujemy także nasz umysł. Wymiatamy niepożądane myśli, złe przyzwyczajenia i nałogi.

Traktując cały swój dom z szacunkiem, sprawimy tylko tyle, że będzie nam się żyło tam przyjemniej. Nie idźmy też w skrajność z przesadnym sprzątaniem, w końcu „dom jest do mieszkania”.

Po zwyczajnym uporządkowaniu domu warto oczyścić jego przestrzeń z resztek niepotrzebnych energii, bakterii etc. Do tego celu możemy użyć kadzidła.

Na początku można zaopatrzyć się w mieszanki dostępne chociażby w sklepach ezoterycznych, a z czasem poznać kadzidła na tyle, że samodzielnie będzie się tworzyć kompozycje najlepsze dla nas. Może być to też pęk ususzonych ziół, w ostateczności kadzidełko tłoczone, sproszkowane, ale odradzam wszelkie na patyczkach, które są klejone. Nie chcemy wdychać chemii.

Mamy obecnie w sprzedaży na rynku wiele ciekawych mieszanek. Przy okazji świąt przyporządkowanych „ciemnej” połowie roku używam tych sypkich, które spalam na żywicy zbieranej w lecie. Sama żywica, kiedy się spala, już pięknie pachnie, ale gdy dodamy nieco ziół, jak biała szałwia (również z własnego ogrodu) z odrobiną goździków, sprawia, że mamy mieszankę nie tylko o działaniu ochronnym. Samo otoczenie będzie pachnieć przyjemnie i świątecznie, a, co za tym idzie, nasz umysł będzie się nastrajać na świąteczny, rytualny stan.

Tworzę takie mieszanki bardzo intuicyjnie, czasami dodając naturalne olejki, czasami inne zioła jak szałwia. Jeśli nie czujecie się na siłach, żeby tworzyć kadzidła samodzielnie, na rynku znajdziecie całe serie różnych mieszanek i jedyne, co mogę polecić, to żeby sprawdzać, z jakich źródeł pochodzą. Czy są to odnawialne źródła? Czy składniki są pozyskiwane w etyczny sposób itp. Jest to równie ważne, bo chcemy, aby towarzyszyła im dobra energia na każdym etapie – aż do słoiczka, z którego potem wyciągniecie je do spalenia.

Z rozpalonym kadzidłem obchodzimy całe mieszkanie, zaczynając od drzwi wejściowych. Idziemy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, okadzając wszelkie zakamarki, w szczególności te ciemne, i rogi każdego pomieszczenia. Obchodząc mieszkanie, możesz wizualizować jak biały dym kadzidła zaczyna „otulać” całe mieszkanie, oczyszczając je z wszelkiej energii, która nam nie służy.

Przy zakończeniu ponownie w drzwiach wejściowych, otwórz je na moment i powiedz na głos (lub w myślach), że, jeśli są w twoim mieszkaniu jakieś byty, które ci złorzeczą, że to ich ostatnia szansa na opuszczenie tego domostwa! Mów dosadnie i bądź pewny siebie. Najlepsza magia to ta intencyjna, jeśli nie wierzysz, nic to nie da.

Wypowiedziane słowa mają dużą moc. Magiczną. Nie bez powodu wiele religijnych i magicznych ksiąg o tym wspomina i nie do końca jest to kwestia tyle wymowy (co jest ważne, niezaprzeczalnie), ale w tym wypadku chodzi o urzeczywistnianie naszych myśli.

Nie jest sztuką wypowiedzieć „czary mary” i czekać na zamierzony efekt. Prawdziwym wyzwaniem jest utrzymanie naszej woli i pragnienie stania się danej rzeczy. W tym wypadku wspomożeniem są wszelakie energie i byty. Natura ludzka jest ciekawska, jednak należy wszystkiego używać z rozwagą i pamiętać o magicznym BHP. Otwierając się na energie, które nas otaczają, należy przyjąć je z ufnością, ale i rozwagą. Należy się nauczyć kontroli emocji. Osoby dopiero dotykające magii czują ekscytację i chcą coraz więcej, a wtedy mogą się sparzyć. Gdy otwieramy się na świat, świat obraca się ku nam i możemy przywołać nieraz niebezpieczne sytuacje.

Dlatego każdorazowo oczyszczanie czy miejsca czy samego siebie potraktujmy nie jak niepotrzebny obowiązek lub „dodatek” do rytuału, a faktyczną tarczę i pomoc dla dalszego rozwoju na ścieżce magicznej. O takim „Magicznym BHP” znajdziecie więcej w dalszych rozdziałach.

Zwykle, kiedy już mam oczyszczone mieszkanie, przychodzi pora na kąpiel i oczyszczanie siebie, wpisałam to w medytacji do części drugiej, tam, tym razem będzie bardziej przydatne. Każdy rytuał można w przyszłości zmieniać i adaptować do własnych celów.

2. Pierwsza medytacja

Jak wspominałam, nie wszyscy „obnoszą się” ze swoimi miejscami rytualnymi. Nie chcą, żeby ktoś wiedział o ich praktyce, nie mają miejsca na stały ołtarz, lub nawet potrzeby, aby taki posiadać.

Praktyka magiczna jest działaniem bardzo osobistym.

Na potrzeby rytuałów, będę rozpisywać poszczególne przedmioty magiczne. Opowiem o nich więcej później, a teraz, na Yule, nie potrzeba wam więcej ponad:

wodęsólkadzidłoprzedstawienia Bogów – nie muszą być wymyślne figury, a świece – srebrna dla Bogini i złota dla Bogaduża, biała świeca (na sam rytuał)drobny poczęstunek (ciastka, ciasto, chleb), coś do picia (woda, wino, miód, sok)wybrany olejek do kąpieliolejek lub balsam do ciałanagranie

Nazwałam ten podpunkt „pierwszą medytacją”, ale bardziej jest to ostatni moment, żeby sprawdzić, czy faktycznie mamy przy sobie wszystko, co jest potrzebne. Jeśli mamy ołtarz, to czy wszystko jest ułożone jak należy? Czy mamy tam to, co chcemy mieć? Czy jeśli ma płynąć muzyka, to jest przygotowana i nie pojawi się inny element rozpraszający? Czy telefon ma wyłączone dźwięki i wibrację? Czy działa zapalniczka? itd.