Reszta jest historią - Dominic Sandbrook,Tom Holland - ebook + audiobook + książka

Reszta jest historią ebook i audiobook

Dominic Sandbrook, Tom Holland

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

·       Czy wojna trojańska jest faktem?

·       Jaka była najbardziej katastrofalna impreza w historii?

·       Czy Richard Nixon był bardziej podobny do Kaliguli, czy Klaudiusza?  

·       Dlaczego Churchill omal nie przypłacił życiem zwykłej wizyty u fryzjera?

·       Dlaczego naziści wierzyli, że pochodzą z Atlantydy?

Podcast The Rest Is History w błyskotliwy sposób opowiada o najważniejszych momentach w dziejach ludzkości – od wojny trojańskiej po ranking największych psów w historii. Książka autorów podcastu, Toma Hollanda i Dominica Sandbrooka, przenosi ten wyjątkowy klimat na papier, oferując czytelnikom świeżą, szeroko zakrojoną i pełną niespodzianek podróż przez najbardziej fascynujące – i najdziwniejsze – momenty historii.

Przygotuj więc egipską kąpiel w mleku, załóż swoje najlepsze spartańskie sandały i wyrusz w podróż krętymi ścieżkami historii.

„Ci dwaj okularnicy w średnim wieku, zakochani w książkach, jakimś cudem sprawili, że historia stała się pociągająca – wręcz seksowna”.
„The Times”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 395

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 13 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Wojciech Stagenalski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: The Rest Is History

Copyright © 2023 Goalhanger Podcasts Ltd, with Tom Holland and Dominic Sandbrook

All rights reserved

Copyright for the Polish edition © 2026 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: © by Pete Garceau

Grafiki na okładce: © iStock / Getty Images

Opracowanie językowe: CHAT BLANC Anna Poinc-Chrabąszcz

Skład i łamanie: Hanna Wiechecka

Wydawczyni: Małgorzata Ochab

PR i marketing: Karolina Czwojdzińska

ISBN: 978-83-8441-588-7

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA NA FAKTACH

Wstęp

Trzy lata temu miałem mgliste pojęcie o tym, czym jest podcast. Dominic nie wydawał się o wiele lepiej doinformowany w temacie, kiedy zadzwoniłem do niego z pytaniem, czy chciałby poprowadzić ze mną coś takiego. Obaj pracowaliśmy w radiu i naiwnie przyjęliśmy, że wymagania będą mniej więcej zbliżone. A bynajmniej tak nie jest. Gdy spotkaliśmy się, żeby nagrać pierwszy odcinek w mieszkaniu studenckim mojej córki w Oxfordzie – znajdującym się w połowie drogi między moim domem w Londynie a norą hobbita Dominica w Shire – poszło nam beznadziejnie. Siedzieliśmy sztywno naprzeciwko siebie i na przemian wygłaszaliśmy trzyminutowe mowy. Nie zjawił się ani jeden przyjaciel programu, odjechany gość, niemiecki imperator z początku XX wieku uczestniczący w regatach żeglarskich w nieodpowiednim obuwiu. I równie dobrze mogliśmy wtedy zarzucić pomysł.

Do rezygnacji z planu tworzenia podcastów mogła nas zmusić jeszcze jedna rzecz. Nasz cel – wyznaczony na podstawie absurdalnie rozbuchanej pewności siebie – by zająć się jak najszerszym zakresem historii. Lecz nawet gdyby to zamierzenie nas nie przerastało, czy ktokolwiek byłby zainteresowany tym, co mielibyśmy do powiedzenia? Plusem okazało się to, że liczni odbiorcy chcieli słuchać podcastów poświęconych drugiej wojnie światowej. Wiedziałem o tym, ponieważ mój brat James tworzył już podcast z komikiem Alem Murrayem i przedsięwzięcie okazało się wielkim sukcesem. We Have Ways of Making You Talk był w zasadzie jedynym podcastem, którego słuchałem przed tworzeniem The Rest is History, i był dla mnie inspiracją. Tyle że ani Dominic, ani ja nie byliśmy specjalistami od drugiej wojny światowej. Interesujące nas tematy – Początki Kościoła! Pamfleciści lat czterdziestych XVII wieku! Kadencja Stanleya Baldwina! – były często uderzająco egzotyczne. I chociaż nas ekscytowały, brakowało im rozgłosu nazistów.

Niepotrzebnie się martwiliśmy. Im pewniej zaczynaliśmy się czuć w podcastach, tym częściej się przekonywaliśmy, że chyba nie doceniliśmy wrodzonej fascynacji ludzi historią. W czasie ostatnich trzech lat zajęliśmy się wieloma tematami, które poruszają odbiorców; mówiliśmy o nazistach, rzecz jasna, ale również o Tudorach, Rzymianach i wikingach. Chyba najwięcej radości z realizowania podcastów dało nam odkrycie, że nie ma jakiegoś aspektu przeszłości tak nieznanego, niemodnego, nieprzyciągającego uwagi, by nie wzbudził zainteresowania. Kiedy zaczynaliśmy, nie przyszłoby mi do głowy, że poświęcimy nasze programy gołębiom, karierze generała Gordona lub kostarykańskiej wojnie domowej, a tymczasem zagadnienia te okazały się szaleńczo popularne wśród naszych słuchaczy.

Najwięcej radości daje mi realizacja podcastów nie o tym, co znam najlepiej, ale o tym, o czym – przed przystąpieniem do zgłębiania tematu – miałem mgliste pojęcie. Rosnąca ekscytacja, która towarzyszy studiowaniu jakiegoś aspektu historii, naprawdę zalicza się do największych przyjemności życiowych. The Rest is History daje nam sposobność doświadczania jej tydzień za tygodniem. Nie potrafię wyrazić swojej wdzięczności dla słuchaczy za to, że możemy się nią dzielić ze wszystkimi. Mam nadzieję, że ta książka jest świadectwem towarzyszącego mi od zawsze przeczucia, które zostało zdecydowanie potwierdzone przez podcasty: fascynacja przeszłością jest bezgraniczna.

Tom

Przypuszczam, że to nie jest typowa książka historyczna. Na kolejnych stronach przeczytasz o brytyjskim przywódcy politycznym, który zamierzał rzucić kochanka aligatorom na pożarcie, pruskim generale, który zmarł w trakcie wywijania piruetów w tutu baletnicy, brazylijskim cesarzu, którego poddany pomylił z bananem, i francuskim prezydencie, który swoim miłosnym podbojom zawdzięczał przydomek „pan trzy minuty, z prysznicem włącznie”.

Znajdziesz tu zestawienia z Pucharu Świata Premierów, streszczenie wzlotu i upadku lady Jane Grey w wykonaniu obsady Sukcesji i wiarygodny przepis na staroangielską pieczeń wołową. Zapoznasz się również, oczywiście, z listą dziesięciu najważniejszych eunuchów historii.

Kiedy wyruszyliśmy w swoją odyseję po wiekach, coś takiego nawet nam przez myśl nie przeszło. Jak pisze Tom, w zasadzie nie wiedzieliśmy, czym jest podcast, a już na pewno nie wiedzieliśmy, co robimy. (Można by powiedzieć, że nadal nie wiemy). Możliwe, że jest to jeden z powodów, dla których podcast się utrzymuje – nie ma określonych zasad, więc tworzymy własne. Aczkolwiek istnieje jedna zasada: treść musi być fajna, czyli interesująca. Gdyby nie była, po co mielibyśmy się tym zajmować?

Dlaczego podcast się przyjął? Na pewno nie ze względu na parodystyczne talenty Toma. W moim odczuciu ton jest tak samo ważny jak treść. Jeżeli współcześnie wspomina się o historii w wiadomościach, często jest ona tematem zaciekłej kontestacji. Obalaa się statuy, burzy pomniki, przepisuje się podręczniki, załamuje ręce i marszczy brwi – wiesz, o co chodzi. My jednak tego nie praktykujemy.

Nie jesteśmy ślepi na brutalność i okrucieństwo przeszłoś­ci, bynajmniej. W The Rest is History zajęliśmy się mnóstwem mrocznych rozdziałów. Niemniej staramy się podchodzić do historii z otwartością umysłu, ciekawością i entuzjazmem. Bowiem lubimy historię – a z doświadczenia wiem, że nie jest to prawdą w przypadku wszystkich historyków. Uwielbiamy snuć opowieści o ludziach, którzy żyli i umarli przed nami, od wiktoriańskiego bohatera generała Gordona po koreańską kurtyzanę Hwang Jin-i. I cieszy nas, że zainspirowaliśmy tak wielu słuchaczy, od uczniów po emerytów, których łączy jedno – podobnie jak my ubóstwiają historię.

Ani przez chwilę nie mieliśmy wątpliwości co do naszej roli w tym procesie. Nie jesteśmy gwiazdami. Prawdziwymi gwiazdami są ci, o których opowiadamy: anglosaski król, który się skompromitował podczas własnej koronacji, kameruński niewolnik, który został carskim generałem, niemieccy studenci, którzy przeciwstawili się nazistowskiemu reżimowi, zwyczajni Duńczycy, którzy przemycali żydowskich sąsiadów w bezpieczne miejsca. Świetnie się bawiliśmy, opowiadając o nich w podcastach, a jeszcze więcej frajdy mieliśmy, opisując ich na poniższych stronach.

I chociaż podczas lektury nie zaznasz przyjemności słuchania mojego słodkiego głosu, ta książka ma dwie zalety, których nie ma podcast. Po pierwsze, nie istnieje najmniejsze nawet ryzyko, że Tom będzie parodiował Marilyn Monroe. I po drugie, nie będzie mi przerywał. Hura!

I tą rewelacją kończąc, mam nadzieję, że książka Ci się spodoba.

Dominic

Dziesięć najtragiczniejszych przyjęć w historii

Nr 10

Data: 14 listopada 1908

Miejsce: Pałac Donaueschingen, Badenia-Wirtembergia

Uczestnicy dramatu: cesarz Wilhelm II; książę Max von Fürstenberg; hrabia Dietrich von Hülsen-Haeseler

Po długim dniu polowania hrabia Dietrich von Hülsen-Haeseler, szef Gabinetu Wojskowego cesarza, wraz z przyjacielem z dzieciństwa, cesarzem, udali się na formalną kolację do pałacu ich wspólnego przyjaciela, księcia Maxa von Fürstenberga.

W pewnym momencie hrabia von Hülsen-Haeseler, arche­typowy krzepki Prusak, opuścił salę, by powrócić do niej bez wyjaśnienia w różowym tutu, baletowych rajtuzach i różowym trykocie. Wykonawszy „taniec cukrowej wróżki”, niewiarygodna balerina zawirowała w ostatnim piruecie, ukłoniła się i zmarła na zawał. Stężenie pośmiertne niebywale utrudniało ściągnięcie tutu z ciała przed pochówkiem.

Zwyczajny wieczór w Badenii-Wirtembergii?

Nie.

Jeśli ktoś by się (bardzo) postarał, temu pojedynczemu aktowi braku rozwagi można przypisać katastrofalne skutki.

Cesarz wcześniej powierzył hrabiemu Hülsen-Haeselerowi oczyszczenie szeregów pruskiego najwyższego dowództwa po tym, jak wzmianka w prasie o istnieniu w nich kręgu homo­seksualnego doprowadziła do serii pozwów o zniesławienie i samo­bójstw.

Co było skutkiem całego tego zamieszania? Cesarz w desperackim dążeniu do zadośćuczynienia za zniewieściały wybryk kolegi postanowił udowodnić swą męskość.

Rezultat? Pierwsza wojna światowa.

I już nikt nie był skory do tańca.

Nr 9

Data: maj 2017

Miejsce: Festiwal Fyre, Great Exuma, Bahamy

Uczestnicy dramatu: Billy McFarland, biznesmen oszust; raper Ja Rule; współpracownik Pabla Escobara, kolumbijskiego barona narkotykowego; influencerki z Instagrama

W 2017 roku przedsiębiorca Billy McFarland postanowił zatrudnić rapera i drogie influencerki z Instagrama, które mogą robić wrażenie albo i nie, w tym Bellę Hadid i Kendall Jenner, do promowania organizowanego na Bahamach festiwalu gwarantującego rzekomo „najlepsze jedzenie, sztukę, muzykę i przygodę”.

Goście, z których część zapłaciła za bilet nawet siedem­dziesiąt pięć tysięcy funtów, niewątpliwie przeżyli przygodę.

Organizatorzy dali sobie niecałe dwa miesiące na przygotowanie festiwalu swojego życia. O wybranej przez siebie wys­pie musieli zapomnieć, bo zdenerwowali mieszkańców tym, że w celu nakręcenia koniunktury posłużyli się nazwiskiem kolumbijskiego barona narkotykowego, którego poplecznicy byli właś­cicielami owej wyspy (w tamtym czasie serial Narcos cieszył się w Stanach Zjednoczonych ogromną popularnością). Na wyspie drugiego wyboru nie było wolnych pokoi hotelowych z powodu odbywających się tam regat żeglarskich.

Dlatego pięć tysięcy ludzi, którzy zapłacili za bilety z góry, zastało na miejscu budowę. Spali na zawilgoconych materacach w namiotach ratunkowych, jakie udostępnia się zwykle uchodźcom. Podano im po kilka kanapek z serem. A potem zostali ewakuowani drogą powietrzną.

Każdemu, kto miał ponad trzydzieści pięć lat, cudze nieszczęście dało więcej uciechy niż jakikolwiek festiwal (no chyba że historyczny).

McFarland trafił za kratki na sześć lat.

Nr 8

Data: 1698

Miejsce: Deptford, południowo-wschodni Londyn

Uczestnicy dramatu: młody Piotr I Wielki; John Evelyn; siedem­dziesięciu żołnierzy; czterech karłów; kucharz; ksiądz; małpa

John Evelyn, słynny siedemnastowieczny pamiętnikarz, podnajął swój londyński dom admirałowi Benbowowi, a ten z kolei Piotrowi I Wielkiemu, mającemu dwa metry wzrostu carowi, który rządził Rosją przez czterdzieści trzy lata, na którego cześć nazwano miasto Sankt Petersburg i który nadal inspiruje Władimira Putina.

Piotr miał dość tego, że wszyscy się na niego gapią, gdy jeździ na łyżwach po skutej lodem Tamizie, dlatego pocieszał się, urządzając wielkie przyjęcia, na których jego świta spożywała kolosalne ilości napojów wysokoprocentowych, paliła meb­le na ognisku, strzelała z broni do dwudziestu pięciu obrazów, zniszczyła wszystkie zamki i drzwi, zrujnowała dywany i podłogi, wybiła trzysta szyb i w czasie pijackich wyścigów w taczkach zdewastowała w ogrodzie wszystkie krzewy, które Evelyn pielęgnował przez dwadzieścia lat.

Taczki też zresztą roztrzaskała.

Krótko mówiąc, wszyscy się nawalili. I wszystko rozwalili.

Lokaj Evelyna napisał do właściciela, który przysłał Christophera Wrena i królewskiego ogrodnika z zadaniem dokonania wyceny szkód. Oszacowano je na trzysta pięćdziesiąt funtów i dziewięć pensów1.

Nr 7

Data: 9 sierpnia 1157

Miejsce: Roskilde, Dania

Uczestnicy dramatu: Swen III, Kanut V, Waldemar I 

W 1146 roku król Danii Eryk III abdykował i wstąpił do klasztoru. Nazwano go Erykiem III Jagnięciem albo Pamiętnym. Dziś już nikt dobrze tego nie pamięta.

Akt ten zapoczątkował duński odpowiednik wojny dwóch róż, w której trzech pretendentów do tronu walczyło ze sobą przez jedenaście lat. Podczas narady na wyspie Lolland postanowiono podzielić królestwo na trzy części. Sweyn zaprosił wtedy pozostałych dwóch królów na przyjęcie w Roskilde.

To była klasyczna pułapka. Swen poinformował gości, że wyskoczy tylko na chwilę, i zostawił ich ze swoimi żołnierzami, którzy przystąpili do realizacji „krwawej uczty” w Roskilde. Kanut zginął, Waldemarowi udało się uciec pomimo rany uda.

Kilka miesięcy później Waldemar powrócił z dużą armią i zdrowym udem, pokonał Swena i został Waldemarem I Wielkim.

Morał tej historii? Lepiej nie przyjmuj zaproszenia na przyjęcie u króla Danii.

Nr 6

Data: wiosna 1811

Miejsce: Kair

Uczestnicy dramatu: Muhammad Ali pasza; setki Mameluków

Zmiany dynastii w historii islamu często wiązały się z makabrycznymi przyjęciami. W 750 roku Abbasydzi przeprowadzili udaną rewolucję przeciwko Umajjadom, pierwszej dynastii islamskiej. Zabiwszy Marwana II, ostatniego kalifa Umajjadów, i nakarmiwszy jego językiem kota, Abbasydzi zasztyletowali pozostałych członków rodziny, owinęli ich dywanami i zaprosili przyjaciół na biesiadę przy słodkościach i jękach konających.

Nieco ponad tysiąc lat później gubernator wojskowy Muhammad Ali (ale nie ten bokser) chyba zainspirował się tamtą ohydną imprezą. Egipt powrócił pod rządy otomańskie, a Muhammad Ali miał dość Mameluków, elity wojskowej, która rządziła Egiptem przez wieki.

Postanowił urządzić w cytadeli w Kairze przyjęcie urodzinowe syna, co dało mu świetną sposobność do zaproszenia setek Mameluków. Nakarmiwszy ich dobrze, zamknął ich w stromym wąskim przejściu między fortecą a dolną bramą i dokonał masakry.

Nr 5

Data: początek III wieku

Miejsce: Rzym?

Uczestnicy dramatu: Heliogabal, cesarz rzymski; jego byli przyjaciele

Heliogabala nazwalibyśmy dziś niezłym imprezowiczem. Rzekomo był pierwszym cesarzem, który nie godził się nosić nic oprócz jedwabiu, uwielbiał się przebierać za Wenus, układać na leżance wyścielonej króliczymi futrami, karmić swoje psy foie gras, pływać w basenie z perfumowaną wodą i jeździć rydwanem ciągniętym przez kobiety mające na sobie wyłącznie uzdy i cugle.

W latach dwudziestych XXI wieku zafundowałby działowi HR solidny ból głowy.

Był też kimś w rodzaju dowcipnisia i zabawiał/wkurzał przyjaciół, zapraszając ich na wystawne bankiety, gdzie pożywienie było wykonane z wosku lub drewna. Za swoją ulubioną rozrywkę uważał zamykanie pijanych śpiących przyjaciół w sali z lwami, lampartami lub niedźwiedziami, przy czym z usuniętymi zębami, żeby były niegroźne. Niektórzy z przyjaciół umierali z szoku po przebudzeniu. Reszta prawdopodobnie przestawała się z cesarzem kumplować.

Nie jest to ktoś, z kim chciałoby się urządzać wieczór kawalerski.

Niemniej przyjęciem, które zasłużyło sobie na piąte miejsce na naszej liście jest to, na którym cesarz podobno udusił swoich gości płatkami róż spadającymi z sufitu w środku zimy, a sprowadzonymi z Lazurowego Wybrzeża2.

Impreza miałaby tu jeszcze lepsze notowania, gdybyśmy uznali, że miała szansę się odbyć.

Tak się składa, że Heliogabala zamordowano w wieku osiemnastu lat.

Nr 4

Data: 24 listopada 1440

Miejsce: Pałac w Edynburgu

Uczestnicy dramatu: Jakub II (dziesięciolatek); William Douglas (szesnasto­latek) i jego młodszy brat David Douglas

Rodzina Douglasów zaliczała się do najbardziej wpływowych rodzin nizin w późnym średniowieczu, a swoją pozycję osiągnęła podczas szkockich wojen o niepodległość.

Gdy młody hrabia Douglas spożywał wesoło obiad z bratem i królem Szkocji Jakubem II, służący nagle wtoczyli do sali czarny łeb byka, symbol śmierci. Nastoletnich braci Douglasów wywleczono, urządzono im publiczny proces i szybko stracono przez ścięcie głów.

„Czarny obiad” zorganizowany przez zazdrosnego stryjecznego dziadka stał się inspiracją dla Waltera Scotta, który nawiązał do niego w swoim wierszu, a także pierwowzorem sceny „krwawych godów” w Grze o tron.

„Mogę zmyślać do woli, a i tak w historii znajdzie się coś równie złego albo jeszcze gorszego”, powiedział George R.R. Martin, autor powieści Gra o tron.

Nr 3

Data: 28 stycznia 1393

Miejsce: Paryż

Uczestnicy dramatu: Karol VI; Izabela Bawarska (jego żona); Huguet de Guisay

Pewnego dnia 1392 roku, po napadzie szału w lesie, w czasie którego Karol VI, król Francji, zaatakował rodzinę i przyjaciół, zabrano go do Paryża, by podreperował kruche zdrowie w czasie zimy. W ramach kuracji urządzano dla króla niezliczone przyjęcia, które miały go rozweselić.

Czy może istnieć lepszy powód dla urządzenia przyjęcia niż ślub? Dwudziestego ósmego stycznia 1393 roku żona Karola, Isabeau, celebrowała zaślubiny jednej ze swoich ulubionych dam dworu. Zgodnie ze zwyczajem drugie, trzecie (lub czwarte) przyjęcie weselne było wyjątkowo huczne.

Wśród gości znalazł się nadzwyczaj nieprzyjemny człowiek, niejaki Huguet de Guisay. Jedno z jego ulubionych zachowań na przyjęciach polegało na zmuszeniu służącego, by położył się na podłodze, a następnie przydepnięciu go nogą odzianą w but z ostrogą i wygłoszenie rozkazu: „Daj głos, psie! Daj głos” – coś na kształt sceny z niedźwiedziem na podłodze w Sukcesji.

Tego wieczoru Huguet uznał, że fajnie będzie przebrać się za drzewo. Sześciu mężczyzn, w tym król, przywdziało maski, wysmarowało się łatwopalną smołą, okleiło gałęziami i wpadło do pokoju, gdzie królowa i jej dama dworu celebrowały zaślubiny.

I wszystko szło dobrze do czasu, aż brat króla, zawiany książę Orleanu, chwycił pochodnię. Iskra padła na jednego z hulaków. Siuuu! Królowa krzyknęła, bo wiedziała, że jednym z zamaskowanych roztańczonych drzew był jej małżonek. Ciotka Karola, księżna Berry, która miała zaledwie piętnaście lat, zarzuciła kolosalną spódnicę na bratanka, by uchronić go przed płomieniami. Inny tancerz, Sieur de Nantouillet, przeżył dzięki wskoczeniu do kadzi z winem.

Pozostali, którzy zapłonęli niczym świece, nie mieli tyle szczęścia. Jeden zginął na miejscu. Dwóch innych przez dwa dni zmagało się ze skutkami poparzeń. De Guisay przegrał walkę trzeciego dnia. Gdy jego trumnę niesiono ulicami Paryża, wszyscy krzyczeli: „Daj głos, psie!”.

Nr 2

Data: 30 maja 1898

Miejsce: pole Chodynka, obrzeża Moskwy

Uczestnicy dramatu: Mikołaj i Aleksandra, ostatni car i carowa Rosji; tysiące ciemiężonych Moskwian

Po koronacji Mikołaja i Aleksandry w maju 1896 roku urządzono publiczne świętowanie na cześć najnowszego cara z dynastii Romanowów. 29 maja po Moskwie rozeszła się pogłos­ka, że ludzie zostaną zasypani podarunkami podczas przyjęcia na obrzeżach miasta: bułkami, kawałkami kiełbasy, piernikami oraz pamiątkowymi pucharkami ze złotą monetą w środku.

W Moskwie w 1896 roku był to współczesny odpowiednik darmowej Tesli.

Rankiem w dniu przyjęcia na pole wylewały się tysiące ludzi. Policji było za mało, aby zapanować nad tym tłumem. W pewnym momencie pojawiła się plotka, że kończą się precle i piwo.

Podekscytowany tłum rzucił się w kierunku straganów. Ludzie wpadali do rowów na usianym nimi polu ćwiczeń wojskowych, upadali jeden na drugiego. Zginęło co najmniej tysiąc dwieście osób przygniecionych przez innych, a dwadzieścia tysięcy odniosło poważne obrażenia.

Do czasu, kiedy car i carowa przybyli na pole o drugiej po południu, wszystkich martwych i konających już zabrano, by para mogła uczestniczyć w festynie spokojnie, a potem zaszczycić bal z udziałem francuskiego ambasadora.

To był zły omen dla ostatniego cara Rosji, którego szybko obdarzono przydomkiem „Krwawego Mikołaja”. Żaden scenarzysta nie wymyśliłby sceny, która oddawałaby lepiej relacje beztroskiej, wyniosłej elity i uciemiężonej, uciskanej większości.

Zwycięzcy

Iran może się nie wydawać oczywistym wyborem na światową stolicę imprez, ale w Persepolis (ceremonialnej stolicy imperium Achemenidów, a nie popularnej restauracji przy Peckham High Street w Londynie) odbyły się dwie uczty, które tłumaczą przyznanie temu miastu pierwszego miejsca w rankingu.

Data: 330 rok p.n.e.

Uczestnik dramatu: Aleksander Wielki

Aleksander uczestniczył w wielu katastrofalnych przyjęciach: prawie zginął na weselu swojego ojca, Filipa, którego później zamordowano na weselu siostry Aleksandra.

Impreza, która znalazła się na pierwszym miejscu naszej listy, odbyła się w 330 roku p.n.e., po pokonaniu przez Alexandra Persów w trzech wielkich bitwach, których kulminacją była bitwa pod Gaugamelą i ucieczka Dariusza III. Persepolis symbolizowało serce perskiej dynastii i nadawało się idealnie dla zaznaczenia nowego statusu Aleksandra jako króla Persji.

Skrajnie pijany i pobudzony przez kurtyzanę Aleksander postanowił spalić miasto, niszcząc przy tym jego wspaniałe pałace i tworzone przez wieki dzieła sztuki i pisma religijne; jedno z najwyborniejszych miast świata zostało obrócone w ruinę.

Data: październik 1971

Uczestnicy dramatu: Mohammad Reza Pahlavi, szach Iranu; księżna Anna; Haile Selassie, cesarz Etiopii; Josip Broz Tito, prezydent Jugosławii; Imelda Marcos, pierwsza dama Filipin; Nicolae Ceauşescu, prezydent Rumunii; Mobutu Sese Seko, prezydent Zairu

Przenosimy się w przyspieszonym tempie o ponad dwa tysiące lat, kiedy to Persepolis ponownie stało się miejscem najbardziej ekstrawaganckiego według Księgi rekordów Guinnessa bankietu w historii. W ramach obchodów dwa tysiące pięćsetnej rocznicy założenia Imperium Perskiego przez Cyrusa Wielkiego ostatni szach Iranu zorganizował huczną zabawę z pokazami dźwięku i świateł, dziesięcioma tysiącami talerzy ozdobionych turkusami i złotem oraz listą gości obejmującą mających najgorszą sławę dyktatorów (i księżnę Annę).

Przeciwnicy szacha rozdmuchali później skalę ekstrawagancji tego przyjęcia i wykorzystali je jako metaforę przepełnionego pychą, cierpiącego na demencję, wyniosłego szaleńca. Poskutowało. Szacha obalono w ramach irańskiej rewolucji w tej samej dekadzie, co doprowadziło do wyłonienia się ajatollahów, którzy mają mniejszą skłonność do urządzania ekstrawaganckich przyjęć z udziałem przedstawicieli brytyjskiej rodziny królewskiej.

Persepolis jest obecnie na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i nie można tam urządzać imprez.

Jeśli zbierzesz te wszystkie imprezy do kupy, klęska Borisa Johnsona, który padł ofiarą tortu i wcześniejszego przybycia kanclerza na spotkanie, wydaje się w porównaniu z nimi raczej skromna.

1 Sprawcy uiścili rachunek. Według kalkulatora Banku Anglii kwota 350 funtów z 1698 roku była w lutym 2023, gdy pisano tę książkę, odpowiednikiem 48296 funtów, a przewidywano z grubsza, że w lutym 2024 będzie odpowiadała 480 296 funtom.
2 Scenę tę rozsławił Lawrence Alma-Tadema, autor obrazu z 1888 roku zatytułowanego Róże Heliogabala.

Czy potrafisz rozwikłać najbardziej tajemnicze zabójstwo w historii Anglii?

Latem 1483 roku dwaj młodzi książęta, synowie Edwarda IV, zostali uwięzieni w twierdzy Tower w Londynie przez swojego wuja, Ryszarda III – i już nikt ich nigdy więcej nie zobaczył. Ta średniowieczna sprawa kryminalna inspiruje od wieków wszystkich, od Shakespeare’a po George’a R.R. Martina, autora Gry o tron.

Teraz twoja kolej.

Uczestnicy dramatu

Henryk VI, ostatni król z rodu Lancasterów

Urodzony w 1421 roku Henryk był królem przez rok i w tym czasie założył Eton College, ale stracił Normandię, władzę i wreszcie rozum. Nie mógł zapobiec trwającej przez trzydzieś­ci lat wojnie dwóch róż w rywalizującym z nim rodem Yorków, również z dynastii Plantagenetów, i został zdetronizowany i uwięziony dwukrotnie, w 1461 i 1471 roku. W końcu jego rywal z Yorków, Edward IV, zabił go podczas jego drugiego pobytu w więzieniu.

Edward IV, ojciec zamordowanych książąt

Jedyny angielskich król, poza Ethelredem II, który rządził dwukrotnie (jeśli odrzucimy wersję z części I i II Henryka IV). Edward IV był dziadkiem Henryka VIII, z którym łączyło go zamiłowanie do bitki, rzezi i ostrego pijaństwa3. W 1461 roku pokonał Lancasterów pod Towton w najkrwawszej bitwie, jaka rozegrała się na angielskiej ziemi, ale wystawił swoje przyszłe królestwo na niebezpieczeństwo za sprawą kontrowersyjnego małżeństwa i nagłej śmierci, która doprowadziła do zabójstwa jego dwóch synów.

Elżbieta Woodville, matka zamordowanych książąt

Gdy Edward IV objął tron jako uzurpator w 1461 roku, nakłaniano go do poślubienia Fracuzki, co miało umocnić jego pozycję, ale on zirytował wszystkich w 1464 roku (w szczególności księcia Warwick, który zorganizował bunt Lancasterów przeciwko niemu), poślubiając wdowę po zwolenniku Lancasterów4. Mimo wszystko małżeństwo z Elżbietą Woodville należy uznać za szczęśliwe, a jego owocem było dziesięcioro dzieci, w tym dwaj synowie.

Ryszard Shrewsbury, młodszy z zamordowanych synów

Młodszy syn Edwarda i Elżbiety wiódł krótki, obfitujący w wydarzenia żywot. Urodził się w Shrewsbury w 1473 roku, poślubił hrabinę Norfolku w wieku pięciu lat (ona też miała pięć lat, co czyni układ trochę mniej dziwnym). Owdowiał, mając lat siedem, i został (prawdopodobnie) zamordowany w wieku dziewięciu lat, a Brian Blessed grał go w odcinku serialu o alternatywnej rzeczywistości zatytułowanym Czarna żmija, w którym udało mu się ocaleć i zostać królem.

Edward V, starszy z zamordowanych synów

Urodzony w 1470 roku, gdy ojciec przebywał na wygnaniu, Edward został księciem Walii po powrocie ojca w 1471 roku. Dbając o to, by jego syn był mniejszym awanturnikiem od swojego staruszka, Edward pilnował, by w domu nie zawitał nikt, kto by był „rozrabiaką, oszczercą, zwykłym hazardzistą, cudzo­łożnikiem lub człowiekiem posługującym się sprośnym językiem”. Młody Edward raczej radował się idyllicznym dzieciństwem w zamku Ludlow, gdzie jego nauczycielem był wuj ze strony matki, Anthony Woodville.

Anthony Woodville (hrabia Rivers), miły wuj chłopców

Anthony Woodville, brat królowej, był idealnym nauczycielem dla Edwarda V: cnotliwym, uczonym i świetnym w zrzucaniu innych z konia. Niestety, został aresztowany, osadzony w więzieniu i stracony przez ścięcie głowy z rozkazu wuja swoich uczniów ze strony ojca, Ryszarda, księcia Gloucester.

Ryszard, książę Gloucester (Ryszard III), zły wuj chłopców i główny podejrzany

Drobny, szczupły i dotknięty skoliozą (ale nie garbus z uschniętym ramieniem i szukający konia, jak opisał go Shakespeare) młodszy brat Edwarda IV był poważnym, pobożnym i ambitnym człowiekiem, który rządził większą częścią północnej Anglii. Grany przez aktorów teatru pasowanych na rycerzy, takich jak Laurence Olivier, Alec Guinness, Antony Sher i Ian McKellen, był ostatnim królem z dynastii Plantagenetów i rządził tylko przez cztery lata, do czasu przegranej z Henrym Tudorem w bitwie pod Bosworth.

Jerzy, książę Clarence, zmarły wuj chłopców

„Kłamliwy, zmienny, wiarołomny Clarence”, jak opisał go Shakespeare, który tym razem nie przesadzał5. Książę Clarence był klasycznym przykładem środkowego dziecka, jak Fredo w Ojcu chrzestnym. W 1469 roku zawarł sojusz z hrabią Warwick przeciwko Edwardowi IV, pojednał się z nim w 1471, gdy starszy brat okazał się zwycięzcą, i znowu zaczął spiskować przeciwko niemu w 1476 roku, po narodzeniu się kontrowersji związanych z jego małżeństwem. Gdyby Clarence’a nie zabito w 1478 roku, przypuszczalnie topiąc go w kadzi z winem małmazja, byłby prawdopodobnie drugim głównym podejrzanym o zabójstwo bratanków, do którego doszło pięć lat później.

Henry Stafford, książę Buckingham, przyjaciel Ryszarda III i jeden z głównych podejrzanych o dokonanie morderstwa

Wielki posiadacz ziemski na terenach marchii Walii i przyjaciel z dzieciństwa Ryszarda III, ambitny książę Buckingham, był mężem Catherine Woodville, jednej z sióstr królowej i potomkiem Edwarda III6. Ścięto go w obecnym dziale bieliźnianym w Debenhams w Salisbury7.

Henryk Tudor (Henryk VII)

Henryk Tudor, potomek Lancasterów, syn mało znanego walijskiego ziemianina, który poślubił byłą francuską królową, skorzystał najwięcej na śmierci książąt. Pokonawszy Ryszarda III pod Bosworth w 1485 roku, objął tron i poślubił siostrę książąt, Elżbietę z Yorków, i tym samym zjednoczył dwie rodziny, kładąc kres wojnie dwóch róż.

Kluczowe dowody – chronologia

Rok 1483 był bardzo intensywny. Poniżej kluczowe wydarzenia, które pomogą ci rozwikłać zagadkę morderstwa.

9 kwietnia – koniec zarzyganej Wielkanocy Edwarda

Edward IV od zawsze lubił porządnie się objeść, ale w latach osiemdziesiątych XV wieku zrobił się potwornie gruby i zaczął przyjmować środki wymiotne, żeby móc pochłonąć sześć dań zamiast trzech. W końcu się przekręcił, prawdopodobnie wskutek udaru. W przeciwieństwie do wnuka, Henryka VIII, który umierał dość powoli i zapewnił rodzinom w rodzaju Seymourów czas na przygotowanie się (i swoich Edwardów VI), zaskoczył wszystkich, co zaowocowało gorączkowymi tygodniami, przy których Sukcesja prezentuje się raczej pospolicie.

Na zgromadzeniu rady uzgodniono, że koronacja Edwarda V odbędzie się 4 maja. Dwunastolatek był jednak za młody, by przez następne cztery lata móc rządzić samodzielnie. Kto będzie miał do niego dostęp w tym czasie8?

29 kwietnia – Ryszard jest twoim (najważniejszym) wujem

Dwudziestego dziewiątego kwietnia Ryszard, książę Gloucester, i Anthony Woodville, wujowie młodych książąt reprezentujący dwie strony rodziny, odbyli w Northampton najgorsze spotkanie rodzinne do czasu Bożego Narodzenia na Zoomie w 2020 roku.

Woodville, nauczyciel Edwarda V, został następnego ranka aresztowany przez ludzi Ryszarda i stracony dwa miesiące później z powodu sfingowanych zarzutów. Ani Edward, który uwielbiał swojego nauczyciela, ani rada, która zorientowała się w kierunku wiatru, nie uwierzyli Ryszardowi, księciu Gloucester, ale byli zbyt słabi, żeby go powstrzymać.

Ośmielony tym Ryszard przełożył koronację Edwarda V na 22 czerwca i umieścił jego oraz jego dziewięcioletniego brata w twierdzy Tower, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Potem przesunięto koronację ponownie na listopad.

22 czerwca – kazanie bez banałów

Dwudziestego drugiego czerwca zamiast koronacją uraczono ludzi kazaniem teologa Ralpha Shaa, który przekonywał, że Edward IV był nieprawowitym władcą. Innymi słowy, Ryszard nie wprost oskarżał własną matkę o swobodę moralną. Ponadto Shaa dodał, że Edward IV miał już kolejną żonę (tak się dobrze składało, że owa „pierwsza” już nie żyła, więc nie mogła zabrać głosu), przez co jego małżeństwo z Elżbietą Woodville i ich dwaj synowie również byli nieprawowici9.

Dwudziestego piątego czerwca ogłoszono, że książęta są z nieprawego łoża, co przygotowało grunt pod koronację Ryszarda 6 lipca.

6 lipca – krótki żywot króla Ryszarda

Nic dziwnego, że ani Elżbieta Woodville, ani Ryszard V nie zjawili się na koronacji Ryszarda III, mimo że dla dwunastolatka zamówiono strój, ostrogi i konie, co sugerowało, że Ryszard brał pod uwagę publiczne pokazanie go w ramach najważniejszego zatwierdzenia nowego reżimu.

W miesiąc po koronacji Ryszarda odbyła się nieudana próba uwolnienia chłopców i przeprowadzenia kontrzamachu przez zwolenników Woodville’ów.

Chłopców jako takich widziano po raz ostatni, gdy ćwiczyli szermierkę latem w Tower, pałacu królewskim i kompleksie więziennym zarazem. Podobno uduszono ich poduszkami albo otruto, a nawet utopiono w kadzi z winem małmazja jak ich wuja, księcia Clarence.

Werdykt

Kto dopuścił się zbrodni?

Cui bono?

Istnieje pięć teorii.

1. Buckingham zrobił to potajemnie

Nagrodzony tytułem wielkiego konstabla po koronacji Ryszarda III, wciąż łaknący więcej, ambitny książę Buckingham prawdopodobnie miał motyw i możliwość wstępu do Tower, by zamordować dwóch młodzieńców10.

Tyle że Ryszard nigdy nie obarczył winą starego druha – nawet gdy nadarzyła się ku temu idealna okazja. Kiedy coraz bardziej opętany Buckingham przyłączył się jesienią 1483 roku do spisku mającego na celu posadzenie na tronie Tudora, co doprowadziło do jego aresztowania i egzekucji, Ryszard nie skorzystał z owej chwili, by oskarżyć pozbawione głowy zwłoki zdrajcy.

2. Zabił ich Henryk Tudor

Część żarliwych zwolenników Ryszarda, pragnąca dokonać reinterpretacji jego spuścizny po ponad pięciuset latach niesławy, twierdzi, że w sprawę był jakoś zamieszany Henryk Tudor – albo Margaret Beaufort, jego matka. Jako ostatni z rodu Lancasterów – i pierwszy monarcha z Tudorów, który poślubił siostrę zmarłych książąt – to on wyszedł na całym tym zamieszaniu z różami (Yorków i Lancasterów) najlepiej.

Aczkolwiek szczera panika Henryka VII w kontakcie z sobowtórami występującymi w roli ocalałych książąt sugeruje, że nie ma nic wspólnego z ich śmiercią.

Do godnych uwagi podszywających się pod książęta za życia Henryka zaliczyć należy: Lamberta Simnela, który twierdził, że jest Ryszardem ze Shrewsbury, zamordowanym dziewięciolatkiem, ale potem zmienił zdanie i stał się hrabią Warwick, synem księcia Clarence; oraz Perkin Warbeck, który dla odmiany najpierw podawał się za księcia Warwick, a potem Ryszarda11.

3. Edward V wiódł długie, spokojne życie w wiosce w Devon i zostawił na swoim grobowcu wskazówki dla potomnych

Tak głosi teoria rozwinięta w ramach projektu „zaginieni książęta” między innymi przez pisarkę Philippę Langley, która w 2012 roku odkryła pod parkingiem w Leicester kości Ryszarda III.

Rzekomo matka Edwarda zawarła i odnowiła umowę z dwoma bezwzględnymi ludźmi, Ryszardem III i Henrykiem VII, którzy pozwolili Edwardowi dożyć dni w Devon jako prostemu „Johnowi Evansowi”, pod warunkiem że zachowa milczenie. W wieku czterdziestu jeden lat pan Evans zbudował dla siebie kaplicę, w której umieścił wskazówki dotyczące jego prawdziwej tożsamości, w tym niezwykły (auto)portret Edwarda wykonany w technice witrażowej.

A pierwsze litery nazwiska Evans? EV. Edward V.

4. Ryszard zlecił zabicie książąt

Shakespeare zdecydowanie tak uważał i odmalowując portret przebiegłego, podstępnego wuja, który planował zabójstwo od lat, przypieczętował jego reputację jednego z najgorszych królów Anglii12. Ryszard niewątpliwie był osobą, która najbardziej skorzystała na śmierci książąt – i nie mógł ich pokazać publicznie, gdy pogłoski o zabójstwie zaczęły się rozprzestrzeniać.

Bardziej życzliwa interpretacja postępowania Ryszarda sprowadza się do tego, że przyszło mu uczestniczyć w przerażającej, ryzykownej i niebezpiecznej branży i uznał, że okoliczności nie pozostawiają mu innego wyboru, jak tylko usunąć ze swojego życia zabójcze zagrożenie – młodego króla całkowicie sympatyzującego z jego rywalami.

5. Nikt nic nie wie

Jednym z powodów, dla których ta sprawa wciąż fascynuje po upływie ponad połowy millenium, jest to, że nikt nie może mieć całkowitej pewności co do tego, że to Ryszard był zabójcą.

Kolejną przyczyną jest to, że sprawa nie przedawniła się tak zupełnie. Nie dość, że w Leicester wykopano kości Ryszarda III, to na przestrzeni lat znaleziono już kilkakrotnie szkielety jego młodych bratanków. W 1674 roku odkryto w Tower kości, które zidentyfikowano jako szczątki dwóch chłopców i pochowano w Opactwie Westminster na polecenie Karola II. Ponowne oględziny szkieletów w 1933 wykazały, że są one niekompletne i zawierają też kości zwierząt.

Może prawdziwe znajdą się za panowania Karola III na jeszcze innym parkingu.

3 Edward IV miał 193 centymetry wzrostu, co było wyjątkowe jak na kogoś żyjącego w XV wieku. Na portretach jest niebywale podobny do Davida Camerona.
4 Dzięki Bogu czasy (prawie) się zmieniły, kiedy książę William poślubił Kate Middleton 547 lat później.
5 W. Shakespeare, Król Ryszard III, w: tenże, Tragedie i kroniki, tłum. S. Barańczak, Kraków 2013, s. 1472.
6 Nie tak imponującą, jak by się wydawało. Edward III miał ośmiu synów i pięć córek, a ich frakcje występowały po różnych stronach w wojnie dwóch róż. Według genetyka Adama Rutheforda, jeżeli urodziłeś się w Wielkiej Brytanii w latach siedemdziesiątych XX wieku i masz głównie brytyjskich przodków, nie jest w zasadzie możliwe, abyś nie był spokrewniony z Edwardem III.
7 Niestety, sklep już zlikwidowano.
8 Doświadczenia ostatniego lorda protektora nie wyglądały dobrze. Huphrey, książę Gloucester, który odgrywał tę rolę w przypadku Henryka XVI, zmarł w więzieniu oskarżony o zdradę, a jego żonę uwięziono pod zarzutem bycia czarownicą.
9 Te bzdury oparto na rozpowszechnianych przez Lancasterów pogłoskach, które towarzyszyły zamachowi na Edwarda IV w 1470 roku.
10 To jest teoria Paula Murray’a Kendalla, jednego z najbardziej szanowanych biografów Ryszarda III.
11 Simnela ułaskawiono, bo miał zaledwie dziesięć lat, kiedy siły Yorków walczyły w jego imieniu, i znalazł później zatrudnienie w królewskiej kuchni. Warbecka, dwudziestoparolatka, powieszono. Co ciekawe, nikt nie próbował udawać Edwarda V, prawdopodobnie dlatego, że był nazbyt dobrze znany w wieku dwunastu lat.
12 Król Jan, inny monarcha o podobnie paskudnej reputacji, również został oskarżony o zamordowanie bratanka.

Jak gołębie wygrały wojnę i utraciły spokój

Gołębie mają słaby PR. Kiedy Ken Livingstone był burmistrzem Londynu, nazwał je „fruwającymi szczurami” i wydał blisko trzysta pięćdziesiąt tysięcy funtów na jastrzębie, żeby przegoniły je z Trafalgar Square13. Nie mieliśmy pojęcia, że zasługują z nawiązką na honorowe miejsce w wojskowej historii, tuż obok słynnych mieszkańców placu odlanych z brązu.

Poniżej najlepsze momenty długiej i wspaniałej współpracy człowieka i gołębia.

Ojciec, syn i święty gołąb

Do rodziny gołębi zalicza się między innymi biały gołąb, który cieszy się o wiele lepszą reputacją niż reszta, po części dzięki Biblii. To on przynosi Noemu wieść o lądzie w Księdze Rodzaju i pojawia się w Ewangelii jako symbol Ducha Świętego podczas chrztu Jezusa.

Skromnego gołębia czci się nie tylko w chrześcijaństwie. Jako symbol pokoju, niewinności i wiernej monogamii gołębie pojawiały się w mitologii Egiptu i Grecji: składano je w ofierze Afrodycie (podobnie jak pod kolumną Nelsona i innymi posągami na Trafalgar Square).

Olimpiadę w starożytności rozpoczynano od symbolicznego wypuszczenia gołębi, co odtwarzano współcześnie do momentu, kiedy trzy ptaki spłonęły żywcem w płomieniach znicza olimpijskiego w Seulu w 1988 roku.

Przybył, zobaczył, wypuścił gołębia

Turyści na Trafalgar Square wiedzą, że gołębie to towarzyskie ptaki, które nie boją się ludzi. Dzięki temu łatwo je udomowić, jeśli ktoś chce to zrobić. Związki człowieka z gołębiami mają pięć tysięcy lat historii i zaczynają się od Egipcjan, którzy rozsyłali je po kraju z informacją o tym, że Nil niebawem wystąpi z brzegów.

Nikt nie wie, jak działa owo udomowienie. Może mieć coś wspólnego ze słońcem lub polem magnetycznym Ziemi, ale jedno jest pewne – kluczowym motywatorem jest pożywienie, podobnie jak w przypadku współczesnych nastolatków. Najlepsze gołębie pocztowe mają zasięg blisko tysiąca kilometrów, czyli dwa razy więcej niż większość modeli Tesli (i dwudziestopięcio­krotnie większy niż rakieta Starship SpaceX Elona Muska).

Pięćdziesiąt lat p.n.e. Rzymianie byli zafascynowani udomowieniem gołębi. Jak pisze Pliniusz, parkę sprzedawano za czterysta denarów, czyli dwukrotność rocznej pensji legionisty. Dość szybko wojskowi dowódcy uświadomili sobie, że ten drogi symbol pokoju może być jeszcze przydatniejszy jako narzędzie wojenne, zwłaszcza jeśli teren, za który trzeba było przekazać wiadomość, był zajmowany przez przeciwnika.

Juliusz Cezar wykorzystał gołębie w Galii do przesyłania wiadomości do różnych części armii, a w 43 roku p.n.e. generał Decymus Brutus przekazywał w ten sposób wiadomości, które pomogły mu przerwać oblężenie.

Niemal dwa tysiąclecia później, w 1870 roku, użyto gołębi w podobny sposób podczas oblężenia Paryża. Kiedy pruskie wojska obległy miasto, Francuzi wypuszczali gołębie z balonów, by przekazać i odebrać ponad milion wiadomości.

Do tego czasu wyścigi gołębi zdobyły już popularność, w szczególności wśród arystokracji (w połowie XX wieku stały się sportem klasy pracującej i określano je mianem wyścigów końskich dla biedoty). Wyścigi gołębi cieszyły się szczególną popularnością w Belgii, gdzie Paul Julius Reuter, założyciel agencji prasowej, zaczął je wykorzystywać w latach pięć­dziesiątych XIX wieku do przenoszenia wiadomości między Brukselą a Niemcami, bo okazały się najszybszym środkiem komunikacji.

Gołąb idzie naprzód

W 1914 roku gołąb był już integralnym elementem nowoczesnej wojny. Jak napisał pod koniec pierwszej wojny światowej generał major Fowler, dowódca Królewskiego Korpusu Łączności: „Gdyby okazało się konieczne zrezygnować natychmiast z każdej linii i metody łączności wykorzystywanej na froncie i pozostawienie jednej, i ja miałbym dokonać jej wyboru, bez wahania wskazałbym gołębie. W szale walk, gdy wszystko ustępuje pod gradem kul i ostrzałem z karabinów maszynowych, nie wspominając o atakach gazowych i bombardowaniach, w sukurs przychodzą nam gołębie właśnie”.

To pomaga wyjaśnić słynny epizod, w którym kapitan Blackadder trafił przed sąd wojenny za zastrzelenie Speckled Jima, ulubionego gołębia generała Melchetta.

W ostatnim roku wojny słynny amerykański gołąb Cher Ami odegrał kluczową rolę w wyzwoleniu amerykańskiej 77. Dywizji. Ostrzeliwani przez swoich żołnierze rozpaczliwie pragnęli wysłać wiadomość. Zostały im jednak tylko trzy gołębie. Pierwszego Niemcy zastrzelili. Drugiego spotkał taki sam los. Trzeci, Cher Ami, również został postrzelony, ale leciał dalej, poważnie ranny, i wrócił do bazy. Stracił nogę i wzrok. Został odznaczony Krzyżem Wojennym.

Chociaż odmówiono mu pełnych wojskowych honorów, Cher Ami wypchano i można go oglądać w Smithsonian Institution w Waszyngtonie.

Le pigeon de résistance

Gołębie nadal zajmowały mocną pozycję w czasie drugiej wojny światowej, konfliktu, który kojarzymy raczej z bardziej zaawansowaną technologią, jak bomby skaczące, okręty podwodne i broń nuklearna.

Gdy sieć brytyjskiego wywiadu załamała się po tym, jak naziści zajęli gwałtownie Europę Zachodnią w 1940 roku, pojawiła się rozpaczliwa potrzeba, by wiedzieć, co się dzieje na okupowanych terytoriach. Gołębie – które mogą lecieć ze średnią prędkością ponad osiemdziesięciu kilometrów na godzinę przez sześć godzin ciągłego lotu – okazały się idealnym rozwiązaniem.

Grupa MI14(D), mniej znana siostra MI5 i MI6, przekonała RAF do zrzutu gołębi we Francji, Belgii i Holandii. Do nóżek ptaków przywiązano pojemniczki z pytaniami w rodzaju: „Jak są rozlokowane siły niemieckie na tym terenie?”, albo „Jak dobry jest tu zasięg BBC?”.

Część gołębi została zjedzona przez głodnych francuskich rolników.

Inne jednakże powróciły do domu z wielce przydatnymi informacjami, także o lokalizacji niemieckich radarów i wyrzutni rakiet V-2. Pewien katolicki ksiądz, który uczył się kaligrafii w Chinach, zdołał sporządzić maczkiem raport, który po przepisaniu zajął dwanaście stron użytecznych informacji. Pokazano to Churchillowi, wielkiemu miłośnikowi takich brawurowych czynów, a ten uznał, że jest to ucieleśnieniem ducha oporu.

W czasie wojny brytyjski rząd zatrudnił blisko dwieście pięćdziesiąt tysięcy skrzydlatych bohaterów. Pośród nich najsławniejszy był Winkie, jedna z wielu gołębic, które trafiły na pokłady samolotów RAF-u, na wypadek gdyby załoga musiała wodować przymusowo, a radio by nie działało. Pewnego dnia Winkie powróciła do domu cała umazana olejem i paliwem, bez wiadomości. Właściciel zdołał na podstawie czasu i prędkości lotu gołębicy ustalić koordynaty zatopionego samolotu.

Po tym, jak uratowano wszystkich członków załogi, Winkie odznaczono medalem i zaproszono na kolację, podczas której nie podano żadnej potrawy z gołębi.

Licencja na sokoły

Naziści również starali się wykorzystywać gołębie przeciwko Wielkiej Brytanii, wywołując wielkie przerażenie – i żenującą reakcję, która przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego.

Na początku wojny MI5 stworzyła jednostkę Falcon Destruction Unit, jedyną z licencją na zabijanie. Obawiano się, że sokoły na południowym wybrzeżu będą przechwytywały i zabijały brytyjskie gołębie powracające do domu z ważnymi informacjami. Jeżdżąc wzdłuż klifów i próbując strzelać do sokołów, jeden z funkcjonariuszy MI5 spadł z urwiska i zginął.

Na dalszym etapie wojny pojawiły się doniesienia, że gołębie nazistów przelatują szybko nad archipelagiem Scilly. Aby temu przeciwdziałać, MI5 uznała, że potrzebuje jednostki sokołów, które będą wychwytywać skrzydlatych natrętów. Na archipelag wysłano ekipę mającą szkolić sokoły, których nie zdążono wcześniej wybić. Mimo że ptaki chętnie się uczyły, nie potrafiły odróżnić dobrych, dzielnych gołębi brytyjskich od tych ślepo posłusznych nazistom.

I niestety zabiły wyłącznie brytyjskie.

Chińska gołębia armia wyzwolenia

Po drugiej wojnie światowej Wielka Brytania powołała podkomisję Połączonego Komitetu Wywiadu, by się zastanowić, czy gołębie mogą nadal odgrywać jakąś rolę w epoce jądrowej. Czy, na przykład, mogłyby przelatywać przez radioaktywne chmury?

Jednakże, jak to się często zdarza w czasach powojennych, to Stany Zjednoczone wyprzedziły Brytyjczyków i zrzuciły nad Związkiem Radzieckim gołębie z przymocowanymi kamerkami.

Współcześnie Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza szkoli dziesięć tysięcy gołębi pocztowych na wypadek cyber­ataku na systemy łączności. Kiedy Gordon Corera, korespondent do spraw bezpieczeństwa BBC i autor Secret Pigeon Service [Tajne służby gołębi] zapytał swoich informatorów z wywiadu brytyjskiego, czy przygotowują się w podobny sposób, napotkał puste spojrzenia.

Niewykluczone, że Wielka Brytania powinna dodać brak gołębi do długiej listy zmartwień związanych z chińską dominacją w XXI wieku.

13 Jastrzębie zabiły 130 gołębi; koszt zabicia jednego wynosił szacunkowo 2729 funtów.

Jak przyrządzić osiemnastowieczną brytyjską pieczeń z rostbefu

Osiemnasty wiek to ogromny brytyjski sprzeciw względem kuchni francuskiej i budzonych przez nią skojarzeń ze wszystkim choć odrobinę kosmopolitycznym, skorumpowanym lub miejskim. W stuleciu, kiedy Brytania regularnie wojowała z Francją14, niektórzy Brytyjczycy znajdowali pokrzepienie w dziwnej formie wołowej, patriotycznej nostalgii, i tworzyli kluby zorganizowane wokół tematu steków, malowali obrazy i śpiewali pieśni na temat starej dobrej wołowiny brytyjskiej.

Nawet w książkach kucharskich można było znaleźć poważne polityczne nuty. W najsłynniejszej w tamtych czasach The Art Of Cookery Made Plain and Easy [Sztuka gotowania jasna i prosta] autorka Hannah Glasse przestrzegała przed bogatym, drogim, niezdrowym i niepatriotycznym francuskim jedzeniem. Książka wydana w 1747 roku do dziś ma wznowienia.

Poniżej prezentujemy zatem, jak mógł wyglądać przepis na osiemnastowieczną pieczeń z rostbefu.

Wybór wołowiny

Mięso będzie oczywiście lokalne, ekologiczne, z hodowli, której pochodzenie można prześledzić do czasów anglosaskich. W porównaniu z innymi krajami europejskimi Anglia zawsze miała mnóstwo bujnie zielonych pastwisk idealnie sprzyjających produkcji mleka, masła i wołowiny.

Znamienitych przodków twojej krowy mógł spożywać Henryk VII (to on powołał żołnierzy królewskiej straży przybocznej, których potocznie zwie się „Beefeaters” [dosłownie: „zjadacze wołowiny”]); mogli oni również zainspirować scenę w Henryku V Shakespeare’a, w której Francuz przed bitwą pod Agincourt mówi o Anglikach: „Byle im wydawać potężne racje wołowiny i zbroić ich w żelazo i stal, a będą żreć jak wilki i bić się jak diabły”15.

Nie dodawaj do pieczeni żelaza ni stali. To mięso jest bogate w żelazo.

Obróbka wołowiny

We Francji czy Włoszech mięso się smaży, dusi lub gotuje na wolnym ogniu. To tworzy podwaliny dla rewolucji, obłędu i abstrakcyjnych rzeczowników dotyczących braterstwa.

My w Anglii pieczemy naszą wołowinę, przez co zazdrośni Francuzi nazywają nas les rosbifs, a my ich, z odrazą, przeżywamy Żabojadami.

Znajdź otwarte palenisko i rozgrzej je do mniej więcej tysiąca stu stopni Celsjusza. Piecz wołowinę przez kilka godzin, obracając ją: ręcznie, jeśli masz czas; z pomocą kieratu z zaprzężonym psem albo szałowego obrotowego rożna z ciężarkiem, jeśli lubisz nowinki techniczne16.

Nie próbuj przyrządzać wyszukanego bulionu ani sosu. Słowa ragoûu i fricassée zawierają fikuśne literki, które sugerują, że nie mają angielskiego pochodzenia. Omijaj je szerokim łukiem.

Tudorom wystarczał sos z pieczeni, więc i tobie wystarczy. Wolter, który Anglikiem nie był, powiedział, że Anglicy mają ze sto różnych religii, a tylko jeden sos, co jest zdecydowanie lepsze niż mieć sto różnych sosów (lub serów), ale tylko jedną religię.

Możesz dodać do sosu trochę musztardy angielskiej zmieszanej z chrzanem i octem, żeby wzmocnić smak (i siebie). Francuzi dodają do sosu śmietankę, przez co są (oni i ich sosy) aksamitni i łagodni.

No i na złej drodze.

Dodatki do wołowiny

Francuzi mają niebywały zwyczaj serwowania mięsa z czymś, co zwą warzywami. Unikaj tego.

Jeszcze dziwniejsze jest to, że oddzielają smaki: słodki i wytrawne. To wyjaśnia, dlaczego są tacy skwaśniali i nieprzyjemni – i dlaczego tak często walczymy z nimi na rogi.

Pieczeń należy, rzecz jasna, podawać z puddingiem17. Do puddingu możesz wrzucić, co chcesz – befsztyk i cynaderki, łój, mielone mięso. Wybór należy do ciebie. Przecież to jest Anglia, kraj wolności lepszej od tej francuskiej, która prowadzi do jedzenia ślimaków i żabich udek – a także powstania gilotyny.

Wolność na przystawkę

Możesz chcieć rozkoszować się wołowiną w zaciszu domu/zamku i popijać ją angielskim ale lub porto z Portugalii, naszego najstarszego sojusznika. Nie daj się skusić na francuskie niewzmocnione wino. Francuzi są słabi nie bez powodu.

Możesz również wyjść ze swoją pieczenią na zewnątrz i dzielić się nią z myślącymi podobnie. Unikaj (większej częś­ci) Londynu. Jest miejscem „rozwoju podłości, gdzie pochlebcy i karierowicze, alfonsi i fircyki, cukiernicy i fryzjerzy łączą się, by wysysać ze wsi jej bogactwo”18.

Rozejrzyj się uważnie po Soho, bo możesz tam znaleźć klub miłośników wołowiny. Nasławniejszy z nich, założony już w 1735 roku, to Sublime Society of Beef Steaks, który spotyka się nad Covent Garden Theatre, a wśród jego członków znaleźli się Jerzy IV, doktor Johnson i Hogarth. Hogarth z luboś­cią malował wołowinę na swoich obrazach. Brama Calais, przechrzczona później na Wspaniałą wołowinę Starej Anglii, pokazuje wychudzonych francuskich żołnierzy w łachmanach patrzących z lubością na wielki kawał wołowiny wnoszony do angielskiej tawerny. Na Inwazji namalowanej podczas wojny siedmioletniej widzimy natomiast Francuzów, którzy pieką żaby nad ogniem, by je potem schrupać.

Przegrali wojnę.

Aby wejść do klubu, będziesz potrzebować specjalnego błękitnego płaszcza, kamizeli z mosiężnymi guzikami z napisem „wołowina i wolność” oraz srebrnego medalu przedstawiającego ruszt.

Po obiedzie możesz nabrać ochoty na to, by trawić pożywienie podczas angielskiej sztuki lub musicalu, ale nie opery – te są śpiewane w złym języku19. Przed spektaklem możesz wspólnie ze swoją grupą zaśpiewać „O, the roast beef of old England” [O, pieczeni wołowa starej Anglii] Henry’ego Fieldinga20.

A potem do łóżka, jak lubił mawiać Samuel Pepys, wielki siedem­nastowieczny pamiętnikarz i sekretarz Urzędu Marynarki (i prawdopodobnie zjadacz wołowiny).

Możesz spać spokojnie. Stałeś się ucieleśnieniem Johna Bulla, angielskiej karykatury stworzonej przez zuchwałego Szkota w 1712 roku, którą później przejęli sami Anglicy – pulchnego sceptyka dzierżącego kufel w jednej i stek wołowy w drugiej ręce.

Chudzi, idealistyczni, okrutni, racjonalni francuscy Jakobini za nic nie zdołają przebić się przez prostoduszną zbroję kamizelki z flagą Union Jack opinającej wyhodowane na wołowinie brzuszysko.

Dwudziestopierwszowieczne resztki

Wołowina z XVIII wieku szybko się psuje, więc najlepiej serwować ją na ciepło.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

14 Historycy zwą niekiedy ten okres drugą wojną stuletnią. Trwał on 126 lat, od 1689 do 1815 roku, o 10 lat dłużej od pierwszej wojny stuletniej, która trwała 116 lat, od 1337 do 1453 roku.
15 W. Shakespeare, Henryk V, w: tenże, Tragedie i kroniki, tłum. S. Barańczak, Kraków 2013, s. 1377.
16 Doktor Johnson, fizyczne ucieleśnienie zjadacza wołowiny, wychował się w domu z Lichfield, w którym znajdował się obrotowy rożen. Pojawi się już za chwilkę w tym rozdziale.
17 Haggis, duszona w owczym żołądku szkocka potrawa, jest pod pewnym względem pierwowzorem „puddingu”. Również odegrała swoją rolę w politycznej bitwie w XVIII wieku, krytykowana przez Anglików po buncie jakobitów i na nowo wyniesiona na piedestał przez Burnsa w jego słynnym poemacie z 1786 roku.
18 Cytat za cudowną książką Bena Rogersa zatytułowaną Beef and Liberty. Robert Walpole, pierwszy premier i kolejni wielcy wigowie, jak rodzina Pelhamów, którzy zdominowali politykę w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVIII wieku, uchodzili powszechnie za skorumpowanych, chciwych, wyniosłych przedstawicieli metropolitarnej elity, która wchłonęłaby całe tofu, gdyby wiedziała, co to jest.
19 „Spectator” i „Tatler” prowadziły energiczne kampanie przeciwko operze i wychwalające wołowinę.
20 Fielding skomponował tę pieśń w latach trzydziestych XVIII wieku do The Grub Street Opera, ale w dalszej części tego stulecia przyjaciel Fieldinga nadał jej bardziej chwytliwą melodię i pieśń często śpiewano w tea­trach. Poniższy fragment pozwoli poczuć klimat: „Gdy Anglicy wielką pieczeń wołową spożywali, / krew swą nią wzbogacali i uszlachetniali. / Żołnierze dzielnie, a dworzanie dobrze służyli. / O, pieczeni starej Anglii, pieczeni z wołowiny”. Tę samą melodię (lecz niestety bez słów) odtwarza się podczas formalnych obiadów United States Marine Corps.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Wstęp

Dziesięć najtragiczniejszych przyjęć w historii

Czy potrafisz rozwikłać najbardziej tajemnicze zabójstwo w historii Anglii?

Jak gołębie wygrały wojnę i utraciły spokój

Jak przyrządzić osiemnastowieczną brytyjską pieczeń z rostbefu

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji