Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
lub
0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.
Radek uwielbia historie o piratach, morskich potworach i ukrytych skarbach. Chętnie przeżyłby taką przygodę naprawdę – gdyby tylko mama przestała traktować go jak malucha. I wtedy na plaży znajduje niezwykłe drewienko. Nim zdąży się zorientować, razem z kuzynką Hesią i dwiema wyjątkowo rozmownymi papugami ląduje na pirackim statku Krwawego Jacka, który za wszelką cenę chce schwytać syrenę. Aby ją uratować, Radek będzie musiał zmierzyć się z prawdziwym niebezpieczeństwem. A kiedy wróci do domu, czeka go jeszcze jedna ważna próba. Czasami najtrudniej zdobyć się na odwagę nie na środku oceanu, ale we własnym pokoju.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 64
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Beata Ostrowicka
Radek i syreni skarb
© by Beata Ostrowicka
© by Wydawnictwo Literatura
Okładka i ilustracje: Katarzyna Piątek-Arendt
Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie I, Łódź 2026
ISBN 978-83-8208-730-7
Wydawnictwo Literatura
91-334 Łódź, ul. Srebrna 41
tel. (42) 630-23-81
www.wydawnictwoliteratura.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Po nocnej burzy morze wyrzuciło na brzeg muszelki, omszałe kawałki lin, pióra, które Azalia rozpoznała jako mewie, plastikowe zakrętki od butelek, frędzle wodorostów z zaplątanymi w nie drobinami słonecznych bursztynów i różnokształtne kawałki drewna.
Przy brzegu pływało drewienko. Miało nierówne krawędzie, było długie niczym ołówek z Radkowego piórnika i cienkie jak jego mały palec.
Chłopiec z początku go nie zauważył. Najpierw przenosił do morza galaretowate meduzy, uwięzione na plaży w zagłębieniu wypłukanym przez fale, a potem zbierał zakrętki, by wrzucić je do kosza stojącego obok budek z goframi i smażonymi rybami.
Przy okazji znalazł szary kamień z odciśniętą muszelką i schował go do kieszonki spodni.
A kiedy wyłowił drewienko, zamigotało czerwienią i złotem.
– Patrz! – powiedział do Azalii, która siedziała w plecaku, żywo zaciekawiona wszystkim, co się działo dookoła.
Żółtozielona głowa ptaka z zakrzywionym dziobem i czarnymi jak smoła guzikowymi oczami wystawała przez górną klapkę. Papuga o lśniących piórach, dostojna i całkiem spora, była prezentem od taty.
Tata wspominał, że kiedy przyniósł ją do domu dawno temu i położył obok synka, była od niego dłuższa.
– Bardzo ładny – zgodziła się Azalia i kłapnęła dziobem. – Bierzemy, prawda? A tak w ogóle co to? – spytała, choć naprawdę bardziej interesowała ją przelatująca tuż obok błyszcząca mucha.
Radek przyłożył drewienko do oczu, zmrużył je, jakby patrzył na ostre światło, po czym zamknął prawe.
Na krótką chwilę świat zamigotał, a kiedy wszystko się uspokoiło, ujrzał ogromny statek z łopoczącymi żaglami. Dostrzegł bocianie gniazdo, drewnianą rzeźbę kobiety na dziobie, marynarzy uwijających się na pokładzie i rosłą postać kapitana na mostku.
Potem zamiast żaglowca pojawiła się smukła budowla przypominająca zamek, ozdobiona muszlami i wodorostami. Stała częściowo w morzu. Wokół tryskały fontanny, a woda błyszczała w słońcu.
Chwilę później świat znowu zamigotał i obraz zniknął.
Chłopiec wrócił do pokoju, ale tamten widok pozostał mu w pamięci.
Drewienko wraz z muszelkami, bursztynowymi drobinami i kilkoma zielonymi szkiełkami, którym fale wygładziły ostre krawędzie, wylądowało w szklanej kuli stojącej na półce w łazience. Na jej dnie wcześniej usypał grubą warstwę piasku. Ładnie to wyglądało.
– Mam tu takie swoje małe morze – powiedział do mamy, która przyszła zobaczyć, czy wszystko w porządku.
Mama kilkukrotnie obróciła pierścionek na serdecznym palcu prawej ręki. Radek nie znosił, kiedy to robiła. Ten nawyk, powtarzany bardzo często, denerwował go niesamowicie. Potem rozciągnęła usta w uśmiechu i przeczesała palcami grzywkę syna. Zawsze była zwichrowana, nie było na nią sposobu. Po powrocie od fryzjera odrastała zaskakująco szybko i znowu nie dawała się ujarzmić żadnej szczotce ani grzebieniowi.
Chłopiec pociągnął nosem raz i drugi.
Mama zesztywniała w jednej chwili.
– Krupku, złapałeś katar – powiedziała, przyciskając dłoń do czoła syna.
Radek westchnął. Kiedyś lubił to przezwisko. Teraz chciał, żeby zniknęło, ale nie miał odwagi tego powiedzieć mamie. Zawsze tak było, ona decydowała, a on słuchał, nawet jeśli serce podpowiadało, że powinien się sprzeciwić.
Od kilku dni w jego głowie krążyły pewne myśli. Jeśli znajdzie w sobie odwagę i poprosi mamę, żeby zwracała się do niego po imieniu, to wtedy odważy się też poprosić o inne rzeczy.
Żeby pukała, zanim wejdzie do jego pokoju.
Żeby mógł sam wybierać książki do czytania.
Żeby mógł zjeść płatki z mlekiem, kiedy ma na nie ochotę.
Niby drobiazgi. A jednak to one tworzą codzienność. A z codzienności składa się życie.
W myślach powtórzył sobie cicho: „Najpierw imię. Potem reszta”. Jednak nie znalazł w sobie odwagi i zamiast tego spytał:
– Czujesz?
– Co, Krupku?
– Pachnie morzem – odparł i od razu pożałował tych słów. Szybko ugryzł się w język, by nie spytać, czy słyszy też szum fal.
– Uważaj na siebie – przypomniała mu jak zawsze, a Radek, jak zawsze, kiwnął głową. – Krupku, posprzątałam ci w pokoju – dodała, a on znowu w milczeniu skinął głową.
Bo co miał powiedzieć? Jakie słowa dobrać, skoro to, co mówi, ma dla mamy niewielkie znaczenie?
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Co morze przyniosło
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
