Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
48 osób interesuje się tą książką
W pewien marcowy poranek, para emerytów odnajduje na plaży w Jastrzębiej Górze zwłoki mężczyzny. Policja szybko ustala, że ofiara to Wojciech Zawada, popularny autor kryminałów, który od prawie dwóch miesięcy mieszkał w jednym z jastrzębskich pensjonatów, gdzie pracował nad swoją nową książką. Tym razem przed komisarzem Oczko trudne zadanie, ponieważ najnowsza powieść pisarza miała opowiadać prawdziwą, nierozwiązaną do tej pory zbrodnię, która dwadzieścia siedem lat wcześniej wstrząsnęła Jastrzębią Górą. Czyżby Zawada zdołał rozwiązać zagadkę i dlatego zginął?
To cykl opowiadań kryminalno-sensacyjnych, których akcja rozgrywa się na Pomorzu. Polecamy kolejne części o śledztwach komisarza Oczko i również cykl o komisarzu Andrzeju Papaji i cykl o detektywce Róży Wielopolskiej.
Tomasz Wandzel – Autor, który ma na swoim koncie powieści sensacyjne, kryminalne, obyczajowe oraz historyczne. Jest wielokrotnym stypendystą różnych instytucji, wspierających rozwój kultury m.in. Marszałka Województwa Pomorskiego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieszka w Prabutach, które często pojawiają się w jego twórczości.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 96
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
TOMASZ WANDZEL
Komisarz Oczko (t. 32)
@lindcopl
e-mail: [email protected]
Tytuł oryginału: Przed sezonem
Seria: Komisarz Oczko (t. 32)
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)
Wydanie I, 2026
Opracowanie redakcyjne: kaziki.pl
Projekt okładki i grafiki: Daniel Rusiłowicz
(częściowo wygenerowane przy użyciu AI)
Copyright © dla tej edycji:
Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026
ISBN 978-83-68524-40-6
Gdy Wojciech Zawada przekroczył próg władysławowskiej biblioteki, zrozumiał, że jego nazwisko nawet przed sezonem okazało się magnesem, który przyciągnął na lokalne spotkanie autorskie kilkadziesiąt osób. Niewielka biblioteczna sala była wypełniona do ostatniego siedzącego miejsca. Z kolei pani Irenka, zarządzająca biblioteką, pękała z dumy, a ekscytacja w jej głosie sięgała zenitu.
– Szanowni państwo, mam zaszczyt przedstawić pisarza, którego właściwie nie trzeba przedstawiać, bo nazwisko Zawada jest doskonale znane wszystkim miłośnikom kryminałów. W końcu któż z nas nie czytał cyklu o aspirant Renacie Ryjek czy serii z komisarzem Kwiatkowskim. Osobiście jestem fanką naszego drogiego gościa i gdy tylko dowiedziałam się, że pan Wojciech zawitał do Jastrzębiej Góry, aby w tak klimatycznym miejscu pracować nad swoją najnowszą powieścią, postawiłam sobie za punkt honoru doprowadzenie do tego spotkania…
Słuchając wstępu, którym niska dziarska brunetka po sześćdziesiątce raczyła publikę, Zawada przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie, do którego doszło pięć tygodni wcześniej. Jadł właśnie śniadanie w restauracji naprzeciw pensjonatu o nieco kiczowatej nazwie „Marysieńka”. Poza nazwą oraz brakiem wyżywienia obiekt spełniał wszystkie jego wymagania. Po pierwsze łazienka w pokoju była wyposażona w wannę, a Zawada uwielbiał wylegiwać się w ciepłej wodzie. Bardzo często to właśnie podczas zażywania kąpieli przychodziły mu do głowy najlepsze pomysły. Po drugie z okna mógł obserwować morze, a jego widok, szczególnie gdy wzburzone fale z ogłuszającym hukiem uderzały o plażę, działał na niego uspokajająco. Po trzecie miał dostęp do kuchni, tak więc gdy nie chciało mu się wychodzić, mógł przygotować sobie posiłki na miejscu. Po czwarte przed sezonem był jedynym gościem, nie licząc weekendowych par, przyjeżdżających do pensjonatu na małżeńskie lub pozamałżeńskie igraszki. Dlatego od piątkowego wieczoru do niedzielnego popołudnia Zawada nie opuszczał swojego pokoju. Choć przy zakwaterowaniu poprosił właścicielkę o dyskrecję, to doskonale wiedział, że pokusa powiedzenia najbliższym o tym, kto przez prawie dwa miesiące będzie zajmował pokój numer dwadzieścia jeden, była zbyt duża.
Przekonał się o tym już po kilkunastu dniach, gdy w sobotnie przedpołudnie do jego pokoju zapukała dość atrakcyjna blondynka około trzydziestki. Jej satynowy szlafrok, pod którym, jak Zawada podejrzewał, nie miała niczego więcej, jasno wskazywał, że jest gościem pensjonatu. Kobieta przedstawiła się jako wierna czytelniczka Ania i prezentując najbardziej promienny uśmiech, na jaki było ją stać, wręczyła mu jedną ze starszych powieści, prosząc o autograf. Wykorzystując fakt, że Zawada podszedł z książką do biurka, czytelniczka Ania bez zaproszenia weszła do pokoju, a nawet była na tyle kulturalna, że zamknęła za sobą drzwi, a zwykłe podpisanie książki zamieniło się w prywatne minispotkanie autorskie, które udało się Zawadzie przerwać dopiero po kilkunastu minutach.
Później nauczony doświadczeniem nikomu więcej nie otwierał drzwi. Jednak w łapy pani Irenki wpakował się na własne życzenie, choć przy ich pierwszym spotkaniu w restauracji jeszcze nie przeczuwał intencji energicznej sześćdziesięciolatki, która najpierw z kiepsko udawanym zaskoczeniem poprosiła o autograf, kładąc na stole prawie wszystkie jego książki, a gdy już je podpisał, mimochodem wspomniała, że jest kierownikiem biblioteki we Władysławowie. Zawada, który i tak miał zamiar odwiedzić bibliotekę, skorzystał z okazji i zapytał, czy w bibliotecznych zbiorach znajdzie wydania lokalnych gazet z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku, wyjaśniając, że chciałby dowiedzieć się, co prasa pisała o sprawie zastrzelonej dziewczyny o nieustalonej tożsamości, znalezionej pod koniec sierpnia na plaży w Jastrzębiej Górze.
– Rozumiem, że tego będzie dotyczyła pańska nowa powieść? – z wypiekami na twarzy zapytała pani Irena.
Zawada potwierdził, że na tej historii zamierza oprzeć fabułę swojej nowej książki, a wtedy bibliotekarka zapewniła, że przygotuje dla niego wszystkie materiały. Rzeczywiście, gdy kilka dni później zawitał do biblioteki, otrzymał plik skanów oraz propozycję udziału w spotkaniu autorskim, z zastrzeżeniem, że biblioteka jest biedna jak mysz kościelna, więc na honorarium nie ma co liczyć.
– Ale specjalnie dla pana upiekę sernik z kandyzowaną skórką pomarańczy – obiecała pani Irena. Fakt, że użyła najbardziej podstępnego argumentu, dowodził, iż bardzo dobrze zaplanowała tę potyczkę. W końcu, o ile dobrze pamiętał, o tym, że ubóstwia sernik w takim wydaniu, wspomniał tylko w jednym telewizyjnym wywiadzie, na dodatek kilka lat temu.
– Zatem nie przeciągając, bo już upłynął kwadrans, pozwólcie, że oddam głos autorowi kilkudziesięciu znakomitych kryminałów – podsumowała bibliotekarka i gdy umilkły brawa, zadała pierwsze z pytań: – Nietypowo zacznę od tego, co sprowadziło pana do Jastrzębiej Góry. Podobno, jak głoszą plotki, pracuje pan nad swoją pierwszą powieścią z gatunku true crime. Czy to prawda, a jeśli tak, to czego będzie ona dotyczyła?
– Tak, właśnie jestem na końcowym etapie pisania powieści, której akcja rozgrywa się w Jastrzębiej Górze. Fabuła również związana jest z tą miejscowością i dotyczy tajemniczej śmierci młodej kobiety, do którego doszło dwadzieścia siedem lat temu. Jak pewnie niektórzy z państwa sobie przypominają, w sierpniu tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku na plaży w pobliżu Lisiego Jaru znaleziono nagie zwłoki dziewczyny z raną postrzałową głowy. Mimo intensywnych działań policji do dzisiaj nie udało się ustalić, kim była ofiara, dlaczego zginęła, a przede wszystkim kto ją zabił. W swojej powieści próbuję udzielić odpowiedzi na wszystkie te pytania…
– Czy to znaczy, że przeprowadził pan prywatne śledztwo? – wtrąciła pani Irenka, a jej policzki aż zaróżowiły się z ekscytacji.
– Można tak powiedzieć – przyznał Zawada, wiedząc, że nic tak nie rozkręca marketingowego bączka, jak ziarno prawdy w plewach fikcji. – Czas spędzony w Jastrzębiej Górze wykorzystałem nie tylko na pisanie, ale także rozmowy z ludźmi, którzy doskonale pamiętają tamtą sprawę i podzielili się ze mną wieloma interesującymi spostrzeżeniami.
– A więc istnieje szansa, że tajemnica sprzed lat zostanie wyjaśniona? – konspiracyjnym szeptem zapytała prowadząca.
– Wyjaśniona raczej nie, ponieważ to nie do mnie, ale do policji należy rozwiązywanie zagadek kryminalnych, jednak z pewnością moje ustalenia rzucą nowe światło na tamtą sprawę. Niestety niczego więcej na razie powiedzieć nie mogę – zastrzegł Zawada, mając nadzieję, że bibliotekarka przestanie drążyć temat.
– Doskonale pana rozumiem, dlatego proszę nam teraz opowiedzieć o swoich początkach w niełatwym świecie literatury kryminalnej. W końcu autorów, którzy próbują swoich sił w tym gatunku, są setki, lecz tylko niewielu udaje się przebić.
– Tak, ma pani rację – przyznał Zawada i przez następne kilkanaście minut opowiadał o swoich pierwszych literackich próbach.
Następnie przyszła kolej na pytania dotyczące konkretnych książek, a na koniec czas dla uczestników spotkania. Tak jak się spodziewał, poza pytaniami stricte literackimi zostały poruszone tematy, o których w ciągu ostatniego półrocza donosiły wszystkie mniej i bardziej opiniotwórcze media. Musiał więc zapewniać, że jego małżeństwo ma się znakomicie, a krążące w sieci pogłoski o rozwodzie i jego kochankach są bzdurami wyssanymi z palca. Dementował doniesienia o pobycie syna w ośrodku odwykowym oraz wielu innych mniej lub bardziej absurdalnych kwestiach dotyczących jego prywatnego życia. Gdy już myślał, że seria dziwnych pytań dobiegła końca, młoda dziewczyna z końca sali zadała pytanie, którego się nie spodziewał.
– Czy jest pan pewien, że zabójstwo Dominiki Cierniewskiej, tragicznej bohaterki powieści, którą właśnie pan kończy, miało dokładnie taki przebieg, jaki serwuje pan swoim czytelnikom?
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
