Projekt Judyta. Czym jest siła kobiety? - o. Adam Szustak - ebook
Opis

Nie potrzebujesz mężczyzny, aby być w pełni szczęśliwą!

Brzmi interesująco?

To nie pomysł feministki, ale Boga.

Pierwotny projekt kobiety to piękna, wolna, niezależna, kompletna z tym, w co została wyposażona podczas stwarzania, osoba.

Tymczasem dzisiejsze kobiety w poczuciu stłamszenia przez mężczyzn wymyśliły feminizm i inne „waleczne postawy”, które sprawiają, że zamiast spełnioną kobietą, stają się żeńską wersją mężczyzny.

Dlaczego to się popsuło i jak to naprawić?

Przeczytaj o kobiecej sile na przykładzie Judyty - jednej z najbardziej niezwykłych kobiet z kart Biblii.

 

Z książki dowiesz się:

• Jak być silną kobietą, nie stając się jednocześnie imitacją mężczyzny?

• Czym prawdziwe piękno różni się od atrakcyjności seksualnej?

• Na czym polega kobieca niezależność i jak ją budować?

• Dla jakich kobiet mężczyźni tracą głowę?

• Jak zachwycać swoją kobiecością

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 105

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Projekt JUDYTA. Czym jest siła kobiety?

Seria: Dla kobiet i mężczyzn

Adam Szustak OP dla RTCK

Autor: Adam Szustak OP

Produkcja: RTCK

Nowy Sącz 2019

Wydanie I

© RTCK 2019

ISBN: 978-83-65927-61-3

Książka powstała na postawie audiokonferencji o tym samym tytule, która uzyskała adnotację „nihil obstat” o treści:

Za pozwoleniem władzy duchownej.

Niniejszym, na podstawie „nihil obstat” z dnia 10 stycznia 2014 roku, udzielonego przez ks. dra hab. Marka Kluza – zezwalam na wydanie publikacji „Projekt Jonasz” i „Projekt Judyta” z konferencjami autorstwa Adama Szustaka OP.

Wikariusz Generalny, bp Wiesław Lechowicz

Redakcja: Zuzanna Marek

Uwagi redakcyjne: Renata Czerwicka

Korekta: Edyta Buff

Skład i łamanie: Barbara Wrzos, Graphito, www.graphito.pl

Rysunki: Katarzyna Halota

Projekt okładki: Jakub Kosakowski

Fragmenty Pisma Świętego za: Biblia Tysiąclecia Online, Pallotinum, Poznań 2003

www.biblia.deon.pl

RTCK Rób to co kochasz

RTCK

ul. Zielona 27, WSB, bud. C

33-300 Nowy Sącz

tel. 531 009 119

sklep@rtck.pl

www.rtck.pl

Dołącz do społeczności ludzi, którzy chcą robić to, co kochają.

Zapisz się na www.rtck.pl, a będziemy Cię wspierać na tej drodze, wysyłając wartościowe materiały!

Wersja epub i mobi | Graphito studio graficzne, www.graphito.pl

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:

Z nich zaś największa jest miłość.

1 Kor 13, 13

Prawdopodobnie – choć nikt tak naprawdę nie wie tego na pewno – Bóg planował nas przez tysiące lat. A pisząc tysiące lat mam na myśli nieskończoną liczbę lat, bo On czasu nie zna. Od wieków, jeśli można tak o Nim napisać, zachodził w głowę jak mamy wyglądać, kim mamy być, jak nas ulepić, żeby objawiło się w nas Jego nieskończone piękno. Przez Jego niepojęte myśli musiały przelatywać setki i tysiące pomysłów, idei, obrazów, pragnień – w końcu Jego wyobraźnia jest nieskończenie twórcza. Każda myśl musiała budzić Jego entuzjazm i jednocześnie poczucie, że można jeszcze doskonalej, jeszcze niezwyklej, jeszcze lepiej – w końcu On ma w sobie nieskończone pokłady geniuszu. Kiedy miał już wrażenie, że jakiś pomysł to wreszcie to, o co Mu chodziło, musiała zaraz pojawiać się myśl, że to za mało, że mógłby nam dać coś jeszcze więcej – w końcu jest On nieskończenie hojny.

Niesamowity musiał być ten moment, kiedy po tym nieskończonym czasie wyczekiwania i planowania wreszcie, usiadł przed kreślarskim stołem i narysował pierwszą kreskę – kiedy tylko pojawiła się przed Nim już wiedział, że to będzie właśnie to. Od pierwszej kreski już widział finalny kształt i każdy szczegół. Co to musiał być za wybuch twórczości i nieokiełznanej niczym, poza miłością, pasji! Szczerze mówiąc mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane – jak już u Niego wszyscy będziemy – zobaczyć film nagrany w tamtej chwili. Na pewno aniołowie mają go gdzieś na składzie. Będzie trochę tak jak u babci, kiedy wyciąga się stare zdjęcia i ogląda początki życia, początki miłości rodziców, pierwsze kroki i inne, ważne momenty. Zresztą nie tylko będziemy oglądać jakiś przekaz z przeszłości, ale prawdopodobnie doświadczymy tego na żywo i na nowo, bo w końcu trzeba będzie nas na nowo ukształtować po tej ziemskiej tułaczce.

W którymś momencie tego twórczego szału ogarnęło Go przemożne przekonanie, że nie zamknie wszystkich tych pomysłów w jednym projekcie, że nie wystarczy człowieka, żeby wypełnić w nim wszystko, co zaplanował i przygotował. Że skoro ma mu przekazać całe swoje piękno i dobro, skoro ma sprawić, że będziemy do Niego podobni, że to, co ma On, będziemy mieć też my, to za mało pojemny jest człowiek, żeby mógł w sobie to wszystko zmieścić. Właśnie wtedy pojawiła się pewnie myśl: muszę zrobić to na dwa sposoby! Potrzebne mi są dwa projekty! Ten moment Biblia komentuje krótko, ale bez żadnych wątpliwości: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Z jednego pierwotnego zamysłu rozrysował więc dwa projekty, niby podobne, bo z tego samego źródła i pierwotnego zamysłu, ale zupełnie inne, bo w swojej nieskończonej fantazji On nigdy się nie powtarza, nigdy nie kopiuje tego, co zamierzył i stworzył.

Ta książka, którą trzymasz w rękach, urodziła się z wynikającego z tej historii przekonania, że jest przez Boga rozrysowany pierwotny projekt mężczyzny i kobiety. Projekt, który można odkryć, odczytać i w sobie zrealizować. Został zapisany w Biblii, czyli w instrukcji obsługi między innymi tej rzeczywistości, którą nazywamy człowiekiem. Geniusz tego Bożego projektu polega na tym, że jest On jasny, kompletny i gotowy do realizacji, a jednocześnie jest tylko projektem, czyli jego konkretne, indywidualne przekształcenie w rzeczywistego mężczyznę i kobietę nigdy nie będzie takie samo w każdej realizacji. Stworzyciel projektu, jako miłośnik wolności, stworzył bowiem nienaruszalny schemat, gwarantujący osiągnięcie szczęścia i pełni, ale nie zamknął drogi do twórczego rozwinięcia tego projektu. Zaprosił nas, żebyśmy go przyjęli, oparli się na nim i rozwinęli go w jedyny i niepowtarzalny dla każdego z nas efekt finalny.

Kresek, którymi w Biblii został wypełniony projekt kobiety jest oczywiście bardzo wiele, prawie w każdej księdze można znaleźć jakiś bardzo wyraźny albo ledwie majaczący, ukryty ślad tego Bożego zamysłu. Dlaczego więc Księga Judyty? W końcu to tekst, przynajmniej z dzisiejszego punktu widzenia, o mocno podejrzanej moralności, a już na pewno przez wielu traktowany jako fantazyjna bajka o kobiecie, której raczej na pewno nigdy nie było i która na pewno nie dokonała tego, co jej się przypisuje. Można by wręcz pomyśleć, że opieranie się na tej historii jest diametralną pomyłką, bo budowanie wizerunku kobiety na odrealnionej postaci i historii do niczego dobrego nie może prowadzić.

Otóż wszystko w mojej głowie zaczęło się jak zawsze od lektury pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju i od dwóch kobiet, które możemy tam znaleźć. Te dwie kobiety to w zasadzie jedna, bo chodzi mi o oczywiście o Ewę, ale protoplastka kobiecego rodu ma tam dwa oblicza: jedno przed grzechem pierworodnym i drugie po wystąpieniu tej katastrofy.

Ewa z początku świata to niezwykła realizacja Bożego planu na kobiecość. Przyjmująca bez zająknięcia i fałszywej skromności komplementy, które na jej widok wykrzykuje Adam, czyli kobieta w pełni świadoma swojego piękna i niezwykłości. Niezależna od mężczyzny, bo wydobyta z jego boku, od niego uwolniona albo wręcz odseparowana, stoi naprzeciwko Adama jako równorzędna partnerka, gotowa do wejścia z mężczyzną w wolny i piękny związek. Ewa z raju to kobieta przygotowana przez Boga do stania się źródłem życia dla wszystkich ludzi, całego rodzaju ludzkiego, który ma się z niej narodzić, jej imię wręcz naznacza jej niepowtarzalną i podniosłą rolę początków życia.

Niestety chwilę później, po feralnej rozmowie z kłamliwym wężem, znajdujemy Ewę w opłakanym stanie. Pełna lęku i bojaźni, schowana w sobie, staje się poddaną mężczyzny. Całkowicie od niego zależna, kierująca ku niemu swoje pożądanie i niemogąca przez to znaleźć nigdzie spełnienia stanowi zaprzeczenie swojego wcześniejszego blasku jaśniejącego wolnością. To Ewa, która z towarzyszki Adama, niezbędnej mu do osiągnięcia pełni, staje się narzędziem, które pozwala się wykorzystywać na wszelki możliwy sposób. To Ewa, która za odrobinę czułości i namiastkę kochania gotowa jest zatracić wszelką swoją godność i piękno. To Ewa, która podobnie jak Adam, choć w zupełnie inny sposób, staje się niewolnikiem niezdolnym do zapanowania nad swoim sercem.

Po przeczytaniu tego tekstu, po zobaczeniu tego obrazu opłakanego stanu kobiety, pomyślałem, że nie wystarczy jakiś delikatny lifting, jakaś szczątkowa pomoc, która sprawi, że kobieta odzyska choć trochę swojej dawnej godności i blasku. Pomyślałem, że potrzeba kobiety, która będzie totalnym wręcz zaprzeczeniem tego wszystkiego, co napsuł w niej grzech pierworodny. Pomyślałem, że potrzeba kobiety, w której realność i siłę – dlatego że taka jest mocna – prawie nikt nie będzie chciał uwierzyć, bo zbytnio się przyzwyczailiśmy, nie tylko mężczyźni, ale same kobiety również, do tego marnego stanu w jakim kobiecość się znajduje. Właśnie wtedy na scenę moich myśli wkroczyła albo raczej trzeba by powiedzieć – z impetem jak armia wjechała – Judyta, kobieta najbardziej chyba niezwykła i silna spośród córek Ewy, (obarczonej grzechem pierworodnym) jaką opisała Biblia. Przyznam, że kiedy czytam jej historię i myślę o niej, to aż przechodzą mnie ciarki, że taka może być kobieta. Mam nadzieję, że na Was, drogie Panie, zrobi ona podobne wrażenie i ruszycie za nią w pościg.

Adam Szustak OP

Nie zdarza mi się często mówić lub pisać coś tylko do kobiet. Za każdym razem, gdy kończę to robić, mam poczucie, że byłem głupi, w ogóle się za to zabierając. Po każdym głoszeniu do kobiet mówię sobie: „nigdy więcej!”, a potem znów się w to pakuję i znów mam dogłębne przekonanie o tym, że to powinien być ostatni raz w życiu. Oczywiście nie myślę tak dlatego, że nie lubię kobiet lub niemiło mi się z nimi przebywa. Nie. Chodzi o to, że gdy próbuję im coś wytłumaczyć, opowiedzieć kim są, to mam doświadczenie totalnej absurdalności i bezsensu tego, co o nich wymyśliłem.

Gdy czytałem sobie jakiś czas temu Księgę Judyty, początkowo, będąc w fazie takiego męskiego optymizmu, pomyślałem, że to świetny temat i genialny pomysł, by opowiedzieć – na podstawie tej księgi – o kobietach. Sądziłem, że jak zacznę mówić, to godzinami, całymi dniami, tygodniami byłbym w stanie opowiadać o Judycie. Tymczasem, gdy rzeczywiście siadłem do tej księgi, to okazało się, że nie mam nic do powiedzenia. Chyba z tydzień miałem poczucie, że nie mam tu nic do powiedzenia. I nie chodzi oczywiście o to, że w tej historii nie ma nic ciekawego lub godnego uwagi. Ja po prostu nic z tego nie rozumiem. Miałem co prawda pierwszą intuicję, o co chodzi w tej kobiecie, ale poza pierwszym krokiem w mojej głowie nie było nic. I tak dzieje mi się właśnie za każdym razem, gdy zaczynam coś mówić lub pisać o kobietach, do kobiet. Nie jest oczywiście tak, że u kobiet za tą pierwszą warstwą nic nie ma. Jest, ale to coś istnieje jako zupełnie niedostępne dla mnie. Sądzę, że tak ma każdy mężczyzna, gdy stoi przed kobietą. Najpierw jest wielkie „wow!” i chęć powiedzenia tysiąca słów na jej temat, a potem: „nie mam pojęcia, o co tu chodzi”, nieudana próba zrozumienia i pustka w głowie. Stąd to moje „nigdy więcej”. Ale trochę na przekór tego i trochę w naiwnym myśleniu, że może tym razem się uda, spróbuję. Zachowam się w tym pewnie jak rasowy mężczyzna: przyjdę, powiem, co myślę, i pójdę. No ale cóż, jestem mężczyzną. Proszę zatem nie przywiązywać do tych treści jakiejś wielkiej wagi dogmatycznej. Sama ocenisz, czy to jest prawda, bo ja zwyczajnie nie wiem. Czytasz więc na własną odpowiedzialność

Zazwyczaj, gdy chcę zinterpretować jakiś fragment biblijny lub też powiedzieć o nim jakąś konferencję, czytam go krok po kroku, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie i na bieżąco próbuję go komentować. Nie da się tego zrobić z Księgą Judyty, bo ma aż szesnaście rozdziałów i gdybym każde zdanie chciał tu opisać, nigdy nie skończylibyśmy tej książki. Przeczytamy więc wspólnie tylko kilka fragmentów tej księgi, a do lektury całości zapraszam Cię indywidualnie. Warto sięgnąć do całości, bo to wiele Ci wyjaśni i poszerzy perspektywę, gdyż do wielu wątków pojawiających się w Księdze Judyty będę się odwoływał, nie cytując ich.

Ta księga to dość dziwny tekst. Gdyby bowiem ktoś, czytając ją, nie znał tytułu, to przez siedem pierwszych rozdziałów w życiu nie zorientowałby się, że to jest księga o Judycie. Dlaczego? Bo przez pierwsze siedem rozdziałów ani widu, ani słychu o tej kobiecie, nie ma o niej żadnego słowa. I to jest bardzo dziwne. Gdy kiedyś opowiadałem mężczyznom historię Jonasza, tam było zupełnie inaczej. Od początku do końca wiadomo, kto jest główną postacią – Jonasz oczywiście. Tutaj natomiast w Księdze Judyty czytamy pierwszy rozdział i nic, drugi podobnie, trzeci, czwarty i dalej nigdzie jej nie ma. Nikt o niej nie słyszał. O co chodzi?

Okazuje się jednak, że te siedem pierwszych rozdziałów, które stanowią prawie połowę całej księgi, to bardzo ważny wstęp. Mogłoby się wydawać, że skoro nie pojawia się tam Judyta, to ta część nie jest o kobietach. To jednak mylne wrażenie, bo ta część bardzo wiele mówi o kobietach, ponieważ pokazuje świat, w którym nie ma kobiet. Świat, który nam się zrobił taki a nie inny, bo nie ma w nim kobiet. I oczywiście nie chodzi o to, że kobiety zniknęły lub że są nieważne itd. Nie. Nie masz jednak czasem takiego poczucia, że jako kobieta nie jesteś w tym naszym współczesnym świecie w miejscu, w którym chciałabyś być lub w którym powinnaś być? Stąd, z takiego poczucia, wzięły się te wszystkie ruchy feministyczne. [I tu od razu chcę zaznaczyć otwarcie, że będę w tej książce straszliwie obrażał wszystkie feministki. Jeśli to czyta jakaś feministka, to proszę mi wybaczyć, robię to specjalnie, a do tego mam nadzieję, że pójdzie Ci w pięty]. Te pierwsze siedem rozdziałów Księgi Judyty pokazuje więc to, co wydarzyło się w świecie, kiedy zabrakło w nim kobiety.

Świat bez