Projekt Eliasz - o. Adam Szustak - ebook

Projekt Eliasz ebook

o. Adam Szustak

4,6

Opis

Celem najmocniejszych ataków zła są największe pragnienia męskiego serca. To w czasie najgłębszego kryzysu i ciemności mężczyzna odkrywa to, kim naprawdę jest. Wstań! Tu i teraz. Bądź mężczyzną, który zmienia świat. Czy to, co robisz przekształca rzeczywistość? Misją najmocniej wpisaną w męską tożsamość jest udoskonalanie świata. Poznaj historię Eliasza, który miał odwagę stawać naprzeciw swoim wrogom, czerpiąc siłę od Tego, który przychodził w ogniu i ciszy, a przezwyciężając swoją niemoc, odkrył własną tożsamość. Z książki dowiesz się: ● Od czego zaczyna się budowanie męskiej tożsamości. ● O trzech światach, w których potrzebujesz podjąć zdecydowane działanie. ● Dlaczego, gdy Ty ratujesz kobietę, ona jest ratunkiem dla Ciebie. ● Jak wykorzystać doświadczenie własnych grzechów i słabości w budowaniu swojej tożsamości. ● Dlaczego najczęstszą odpowiedzią Boga na Twoje wołanie jest cisza.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 103

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (10 ocen)
6
4
0
0
0

Popularność




Projekt Eliasz

Adam Szustak OP dla RTCK

Autor: Adam Szustak OP

Produkcja: RTCK

Nowy Sącz 2019

Wydanie I

© RTCK 2019

ISBN: 978-83-66523-02-9

Książka powstała na podstawie audiokonferencji o tym samym tytule, za zgodą władzy duchownej.

Za pozwoleniem władzy duchownej.

Odpowiadając na prośbę z dnia 31 lipca 2015 roku, na podstawie „nihil obstat” udzielonego przez ks. dr. hab. Janusza Królikowskiego, prof. UPJPII, delegata biskupa diecezjalnego do oceny ksiąg treści religijnej, wyrażam zgodę na wydanie publikacji: Projekt Eliasz. Czym jest męska tożsamość?

Z pasterskim błogosławieństwem,

bp Andrzej Jeż

biskup tarnowski

Redakcja: Zuzanna Marek

Uwagi redakcyjne: Adam Szymczak

Korekta: Seiton, www.seiton.pl

Skład i łamanie: Barbara Wrzos, Graphito, www.graphito.pl

Projekt okładki: Jakub Kosakowski Ilustracje: Katarzyna Halota

RTCK

ul. Zielona 27, WSB, bud. C

33-300 Nowy Sącz

tel. 531 009 119

[email protected]

www.rtck.pl

Dołącz do społeczności ludzi, którzy chcą robić to, co kochają.

Zapisz się na www.rtck.pl, a będziemy Cię wspierać na tej drodze, wysyłając wartościowe materiały!

Wersja epub i mobi | Graphito studio graficzne, www.graphito.pl

Godzina 15.15. Zakrystia. Panna młoda, oczywiście zjawiskowo piękna, wręcz onieśmielająco, obok niej świadkowie, pałętający się pod nogami fotograf i dzieci, które mają trzymać obrączki. W oczach świadka lekki niepokój, który z minuty na minutę przekształca się w strach, a potem w przerażenie. Ślub ma się odbyć o 15.30. Niestety nie ma pana młodego, więc pytam świadka, czy coś wie. „Ojcze, nie mam z nim kontaktu od rana. Nad ranem wysłał mi jakiegoś dziwnego esemesa i potem zniknął, jak kamień w wodę”. Kiedy zostało już tylko kilka minut, nerwowość rozlewa się jak rzeka, panna młoda też już chyba wie, o co chodzi. Kiedy wyznaczona godzina mija, a jego ciągle nie ma, zaczyna się szloch i w oczach widać taki smutek i nieszczęście, że aż się serce kraje. Jednocześnie mam wrażenie, że ona doskonale wiedziała, że tak się może stać, więc nie tyle sytuacja jest zaskakująca, ile przerażająca, bo stało się to, czego od dawna się spodziewano.

Brzmi jak fabuła kiepskiego amerykańskiego filmu? Niestety to rzeczywistość. Miałem tego ślubu udzielać kilka lat temu. Nie odbył się. I pewnie bardzo dobrze, bo z człowiekiem, którego stać na taką akcję, chyba lepiej nie wiązać się na całe życie. Ale tu nie chodzi o ten niedoszły ślub, a o to, co dzieje się z mężczyznami we współczesnym świecie. To wydarzenie jest tylko przykładem jakiejś przedziwnej słabości, która ogarnia dziś męską połowę ludzkości.

Mam wrażenie, że choć z kobietami bywa oczywiście też różnie, czasem równie tragicznie, to kondycja męskości w dzisiejszym świecie jest już na skraju przepaści. Nieumiejętność budowania relacji, uleganie słabościom i nałogom czy zupełnie już nagminna niezdolność do podejmowania zobowiązań i trwania w podjętych decyzjach stała się wręcz oznaką bycia mężczyzną. I można się spierać, że zawsze tak było i że oczywiście nie wszyscy tacy są – mam jednak wrażenie, że o ile słabości i przeróżne podłości od zawsze były męską domeną, o tyle jednak swoistego rodzaju niemoc i słabość woli osiąga dzisiaj niespotykane wcześniej rozmiary. Nawet jeśli mężczyźni od zawsze dopuszczali się różnych tragicznych, a czasem bestialskich czynów, to przynajmniej było ich stać na działanie, niedobre, ale jednak działanie. Dzisiaj po prostu nic im się nie chce i coraz mniej są zdolni do jakiejkolwiek inicjatywy. Najgorsze w tym wszystkim jest coraz większe skracanie konsekwentnego trwania w poważnej odpowiedzialności czy długotrwałym zobowiązaniu. Mężczyźni zawsze działali skokowo – taka jest pewna naturalna struktura męskiej aktywności – ale dawniej te okresy spadku napięcia i zaangażowania były właśnie okresami jedynie, a teraz stają się dominującą postawą ogromnej liczby mężczyzn.

Niestety nie jest to problem tylko i wyłącznie mężczyzn. Nie dotyka to tylko ich samych, ponieważ w wyniku tego kryzysu męskości wśród współczesnych mężczyzn coraz trudniej o dobre i sensowne rodziny, bo często po prostu nie ma z kim ich założyć. I nawet jeśli znajdzie się kobieta gotowa do poważnego zaangażowania, gotowa do oddania się w miłości i do poświęcenia, to trudno jej znaleźć taki sam odpowiednik po męskiej stronie. Ta nieumiejętność budowania relacji przekłada się też bardzo dotkliwie na relacje w już istniejących małżeństwach, nie tylko między małżonkami, ale również między pokoleniami, co może być niezwykle dotkliwe także dlatego, że niepowodzenia w relacjach z dziećmi bardzo mocno przekładają się na relacje między małżonkami i nierzadko trudności małżeńskich nie da się rozwiązać bez naprawienia relacji z dziećmi, co często okazuje się trudne albo wręcz niemożliwe.

Pewnie właśnie dlatego powstaje w Kościele tak wiele wspólnot tylko dla mężczyzn, coraz częściej organizuje się też rekolekcje lub konferencje specjalnie dla nich. Taka praktyka nie była oczywiście obca Kościołowi w dawniejszych czasach, wystarczy wspomnieć o naukach stanowych, które odbywają się podczas każdych parafialnych rekolekcji wielkopostnych, ale dzisiaj te działania na rzecz rozwoju mężczyzn i poszukiwania ich tożsamości chyba się nasilają. I bardzo dobrze.

Ja również, sam poszukując własnego kształtu i tożsamości, zadałem sobie pytanie, czy i gdzie w Biblii można znaleźć pomoc w tym poszukiwaniu. Historii męskiego dojrzewania i doskonalenia jest w Biblii co niemiara, ale jedna zwróciła moją szczególną uwagę.

Posłuchaj historii o Eliaszu...

Jakiś czas temu słuchałem nagrania z weekendowej sesji przeprowadzonej przez włoską biblistkę Brunę Costacurtę w Centrum Formacji Duchowej u krakowskich salwatorianów. Tematem tych rekolekcji był właśnie prorok Eliasz. Bruna Costacurta przedstawiała historię proroka jako przykład kryzysu i nawrócenia człowieka. Gdy jednak słuchałem jej konferencji, przez cały czas miałem wrażenie, że dla mnie ta historia jest zupełnie o czymś innym. Ona mówiła o jednym, a ja miałem w głowie coś innego. Opowiadała o Eliaszu jako o człowieku, który spotyka Boga, jako o proroku i jednocześnie wzorze chrześcijańskiego życia i to wszystko oczywiście jest prawdą, ale mnie z każdego jej zdania wynikało coś innego. Słuchając tego wszystkiego, zobaczyłem w Eliaszu jakąś niezwykłą męską drogę. Zainspirowany więc trochę tym, o czym mówiła Bruna Costacurta, chciałbym zaprosić Cię do wspólnego przeczytania historii Eliasza, szukając tego, kim jesteśmy jako mężczyźni.

Zanim jednak pójdziemy dalej, mam jedno zastrzeżenie. Ta książka będzie trudnym tekstem. Zazwyczaj moje konferencje lub publikacje są swoistymi motywatorami, w których próbuję pokazać fascynujące rzeczy o Panu Bogu, by zainspirować do robienia świetnych rzeczy w życiu. Ta książka będzie inna, ponieważ pomysł na nią wziął się z uświadomienia sobie, że głównym problemem Eliasza było to, iż ten chłop miał nieustanny kryzys, od początku do końca swojego życia. Cała jego historia polega na tym, że zmaga się z depresją i kryzysem. Chciałbym więc trochę o tym opowiedzieć nie dlatego, że ta książka jest dla facetów z depresją, ale dlatego, że kryzys to rzecz fundamentalna dla męskiej tożsamości. I nie chodzi mi o to, że w okolicach czterdziestki facet musi kupić sobie czerwone porsche, by jakoś inaczej zbudować swoją męskość. Kryzys to baza naszej męskiej tożsamości. Znalazłem to w historii Eliasza i chciałbym Ci o tym opowiedzieć. Nie zamierzam Cię inspirować ani też budzić Cię do tego, by być nagrzanym na męskość. Chciałbym pokazać Ci kilka spraw i poruszyć do głębszego przemyślenia, postawić pytania, które pobudzą Cię do niełatwej, ale ważnej refleksji. Taki jest cel tej książki, by w tym znaczeniu dojść do męskiej dojrzałości.

Historia Eliasza jest dość krótka. Kiedyś, znając tylko różne opowieści o nim, myślałem, że jego dzieje to jakaś epopeja. Gdy jednak zajrzałem do Biblii, okazało się, że to zaledwie kilka rozdziałów z Pierwszej i Drugiej Księgi Królewskiej. W związku z tym jednak, że Eliasz jest bardzo ważną postacią dla Izraela, pojawia się on w wielu kontekstach, stąd to wrażenie jego wszechobecności. Poczytamy sobie więc wspólnie fragment po fragmencie tej opowieści i spróbujemy zobaczyć, co ta historia mówi o nas. Do rzeczy więc.

Historia Eliasza zaczyna się tak:

Prorok Eliasz z Tiszbe w Gileadzie rzekł do Achaba: «Na życie Pana, Boga Izraela, któremu służę! Nie będzie w tych latach ani rosy, ani deszczu, dopóki nie powiem». Potem Pan skierował do niego to słowo: «Odejdź stąd i udaj się na wschód, aby ukryć się przy potoku Kerit, który jest na wschód od Jordanu. Wodę będziesz pił z potoku, krukom zaś kazałem, żeby cię tam żywiły». Poszedł więc, aby uczynić według rozkazu Pańskiego, i podążył, żeby zamieszkać przy potoku Kerit na wschód od Jordanu. A kruki przynosiły mu rano chleb i mięso wieczorem, a wodę pijał z potoku.

1 Krl 17, 1–6

Ten tekst to miejsce w Biblii, w którym po raz pierwszy pojawia się Eliasz. W jakim kontekście go poznajemy? I oczywiście nie chodzi mi o odsłonięcie całej warstwy historycznej tego fragmentu, tylko o dostrzeżenie pewnych faktów, które rzeczywiście są elementami historii Eliasza, ale jednocześnie stanowią szkic naszej sytuacji jako mężczyzn.

To jasne, że ten tekst nie jest biblijną przypowieścią, Eliasz był realną postacią. Całą tę historię Eliasza od początku do końca będziemy jednak traktowali jako opowieść o naszym wnętrzu i o naszej tożsamości.

W jakim momencie historii Izraela pojawia się Eliasz? Kiedy Izrael zostaje podzielony na dwa oddzielne królestwa: na północy Izrael, a na południu Juda, czyli pokolenie Judy. Eliasz działa w tak zwanym północnym królestwie. Jest to ważna informacja, ponieważ sytuacja północnego królestwa była zupełnie inna niż południowego. Na północy królem jest niejaki Achab. Jego żona zaś to królowa Izebel, po naszemu Iza, która – jak się potem okaże – jest znacznie silniejszą osobą niż król. W królestwie panuje niewiarygodny dobrobyt. Czasy Eliasza to bowiem taki okres, w którym nie było wojen z żadnymi ościennymi państwami. Ten stan był dość nietypowy dla Izraela, ponieważ gdy sięgnie się do historii narodu wybranego, to nie sposób nie zauważyć, że Izraelici nieustannie trwają w jakichś wojnach i konfliktach. Tym razem jest inaczej: nie ma żadnych konfliktów zbrojnych, panuje ogromny dobrobyt. Kraj rozwija się finansowo, gospodarczo i społecznie, ponieważ na tych ziemiach żyją obok siebie w symbiozie różne narody. Nie pojawia się coś charakterystycznego dla żydowskiego podejścia do innych narodów, czyli pewna niechęć wobec pogańskich zwyczajów i religii. To życie w symbiozie po jakimś czasie oznacza jednak mieszanie się poszczególnych narodów ze sobą, a co za tym idzie także dosyć mocny synkretyzm religijny. Historia Eliasza zaczyna się w momencie, gdy Achab za namową swojej żony Izebel odchodzi od wiary w Boga Jahwe i choć na początku nie neguje oraz nie prześladuje jej, to po jakimś czasie przyjmuje wierzenia swojej żony i czci Baala. W ten sposób powstaje coraz więcej pogańskich świątyń, coraz więcej miejsc kultu i coraz więcej ludzi zaczyna wierzyć w Baala.

Czy ten obraz nie przypomina Ci naszego współczesnego świata? Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w niektórych miejscach na ziemi nie żyje się dobrze i brakuje chleba. Ale nasza część świata – czyli miejsce, gdzie żyjemy: Europa, Stany Zjednoczone, wszystkie kraje, które są dość mocno cywilizowane – doświadcza dość sporego dobrobytu. Jasne, że nie neguję różnych problemów ekonomicznych czy gospodarczych, które mamy chociażby w Polsce. Generalnie jednak żyjemy w dobrobycie. Skoro bowiem możesz teraz siedzieć i czytać książkę, to znaczy, że nie musisz siedzieć w pracy od siódmej rano do dwudziestej drugiej, bo masz siłę i czas to robić. I nie chodzi o to, że w Twoim życiu jest fantastycznie i niczego nie potrzebujesz. Nie cierpisz głodu, nie jesteś bezdomny, masz robotę, to oznacza dobrobyt, w którym żyjemy. Widzisz więc, że sytuacja królestwa północnego Izraela jest nam dość bliska. Co więcej, nasz świat podobny jest do państwa Achaba, również w mnogości współistniejących ze sobą różnych prądów myślowych i religii. Nie odkryję Ameryki, gdy powiem, że chrześcijaństwo nie jest już jedyną, główną siłą przewodnią współczesnej kultury czy cywilizacji. Coraz częściej jest zaś religią prześladowaną.

Reprezentantem królestwa północnego, a zatem także naszego świata, jest człowiek, który ma na imię Achab. Kim on jest? Królem tego świata, ale jednocześnie strasznie marnym facetem. Gdyby sięgnąć do wcześniejszych rozdziałów Pierwszej Księgi Królewskiej, okazuje się, że Achab funkcjonuje w swoim życiu jak kapeć, a nie jak facet. Wszystko w jego życiu dzieje się tak, jak każe królowa Izebel. Achab jest więc tylko i wyłącznie pachołkiem, prawdopodobnie z powodów seksualnych. On jest zupełnie poddany tej kobiecie dlatego, że jej potrzebuje seksualnie. Izebel jest zaś niezwykle silną jednostką, więc de facto ona rządzi w tym kraju. Imię Achab po polsku można przetłumaczyć jako „brat mojego ojca”. I choć to wyrażenie w naszym języku jest dość neutralne, w hebrajskim oznacza coś negatywnego. W tym określeniu chodzi bowiem o to, że ktoś jest prawie ojcem, czyli nie jest ojcem, tylko prawie, i w tym przypadku „prawie” robi różnicę. Czyli mamy faceta, który chce być mężczyzną, ojcem, ale jest „prawie”, czyli naprawdę taki nie jest.

Co ciekawe, w rdzeniu imienia Achab znajduje się także czasownik, który po hebrajsku oznacza wyjące na pustyni zwierzę. Język hebrajski jest tak zbudowany, że posługuje się obrazami przyporządkowanymi do poszczególnych słów. Wszystkie pojęcia abstrakcyjnie wyrażone są w nim obrazami, a co za tym idzie, słowa zawierają obrazy. Rdzeń słowa „Achab” jest zbudowany na obrazie zwierzęcia, które siedzi w jakimś pustynnym miejscu i wyje. Jeśli zestawimy to z faktem, że myśląc o Achabie, myślimy o nas, mężczyznach, wyłania się z tego dość nieprzyjemny obraz. Facet jest tu pokazany jako ktoś, kto wyje za nie wiadomo czym, kto żyje na pustyni, kto jest całkowicie podległy kobietom, kto nie ma żadnej siły ani woli, bo rządzi nim kobieta, kto jest jej niewolnikiem z powodów seksualnych, kto ma w sobie kalekie ojcostwo, bo jest prawie jak ojciec.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej