Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Podstawowe dzieło Berta Hellingera. Książka o ludzkich losach i o tym, jak można odwrócić je na lepsze. Warsztaty terapeutyczne zostały tutaj przedstawione bez skrótów - czytelnik bierze udział w poszukiwaniu rozwiązania tak, jak gdyby sam był na nich obecny. Bert Hellinger obszernie przedstawia swój sposób postępowania terapeutycznego, czyli technikę ustawień rodzinnych. Zabiera czytelnika w podróż, która prowadzi do odkrycia opisanych tutaj porządków. Na zakończenie w obszernym wywiadzie wyjaśnia podstawowe zasady swojej terapii. Polskie wydanie zostało poszerzone o protokół ustawienia z warsztatów w Warszawie, które Bert Hellinger prowadził we wrześniu 2003 roku: "Polacy i Ukraińcy - drogi pojednania". Ukazują one sugestywnie, jak złożone i trudne są to problemy, i którędy wiedzie droga do prawdziwego pojednania.
[opis okładkowy]
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Powiatowa Biblioteka Publiczna w Krasnymstawie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem
Biblioteka Publiczna Gminy i Miasta Zduny (Wielkopolskie) - Zduny BPGiM
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 514
Rok wydania: 2006
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
BERT HELLINGER
PORZĄDKI MIŁOŚCI
PORZĄDKI MIŁOŚCI
e
ZARZUT
HIERARCHIA W ORGANIZACJACH
DECYZJA PRZECIWKO WŁASNEMU DZIECKU
BYT I NIE-BYT
SKUTKI DLA ZWIĄZKU
NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE
PRZESUNIĘTY ŻAL
USTAWIENIE: CÓRKA REPREZENTUJE ZMARŁĄ SIOSTRĘ OJCA
WYRÓWNANIE PRZEZ CIERPIENIE
PORZĄDEK MIŁOŚCI
UCZCZENIE JAKO WYRÓWNANIE
USTAWIENIE: WZIĄĆ, NAWET KOSZTEM WIELU
PRZYJECHALI
WINA ŹRÓDŁEM SIŁY
POMÓC OJCU ZACHOWAĆ TWARZ
CIERPIENIE JEST LŻEJSZE NIŻ ROZWIĄZANIE
POKORA SPRAWIA BÓL
ZATRZYMANY RUCH MIŁOŚCI DZIECKA KU MATCE LUB OJCU
BÓLE RAMION
NATRĘTNA MYŚL
USTAWIENIE: MATKA GROZI, ŻE ZABIJE SIEBIE I DZIECI
SKUTKI GROŻENIA MORDERSTWEM I CIĘŻKICH PRZESTĘPSTW W RODZINIE
KTO STRACIŁ PRAWO PRZYNALEŻNOŚCI, MUSI ODEJŚĆ
ZAUFAĆ WEWNĘTRZNEMU OBRAZOWI
ODPOWIEDZIALNOŚĆ TERAPEUTY PODCZAS USTAWIEŃ RODZINNYCH
SPOSÓB POSTĘPOWANIA PRZY USTAWIENIU RODZINY THEI
PRZEJĘTY ZAMĘT I PRZEJĘTE UCZUCIA
MATKA GROZI, ŻE SIĘ ZABIJE
SAMOBÓJCY
KONIEC
NA ŚMIERĆ I ŻYCIE
GRÓB
USTAWIENIE: ODRZUCONY BRAT DZIADKA I ZLEKCEWAŻONY WUJEK
/
8
&
PARENTYFIKACJA: GDY DZIECKO REPREZENTUJE RODZICÓW RODZICÓW
POKUTA ZA ŚMIERĆ W POŁOGU
ZŁUDZENIE
OJCIEC I SYN
NIEZNANY DZIADEK
UCZCZENIE MATKI
PRZESUNIĘTA GORLIWOŚĆ
USTAWIENIE: CÓRKA IDENTYFIKUJE SIĘ Z NARZECZONĄ OJCA I PRZEJMUJE JEJ UCZUCIA
OBIEKTYWNA I SUBIEKTYWNA AROGANCJA
TĘSKNOTA ZA OJCEM
KIEDY PIERWSZEŃSTWO W RODZINIE MA KOBIETA,
KOBIETA PODAŻĄ ZA MĘŻCZYZNA,
DAREMNA MIŁOŚĆ
CO Cl WYRZĄDZIŁEM,
ZŁOŚĆ JAKO OBRONA PRZED BÓLEM
OPANOWANY GNIEW
RÓŻNE RODZAJE GNIEWU
DZIEŃ TRZECI
PRZEJĘTE SYMPTOMY
ŻYDOWSKIE POCHODZENIE
WŁAŚCIWA MIARA
ULGA
CENA
UCZUCIE PODSTAWOWE I JAK JE ZMIENIĆ
POKÓJ DZIĘKI MIŁOŚCI
POTAJEMNE SZCZĘŚCIE
INNA WIEDZA
DAWANIE BEZ BRANIA
NOWA PERSPEKTYWA
IDEAŁ ZWIĄZKU
DAWANIE I BRANIE W PARTNERSTWIE
POZWOLIĆ SPŁYNĄĆ NACISKOWI
KWESTIA RELIGII
SMUTEK PO CIOTCE, KTÓRA ZGINĘŁA
POMAGAĆ RODZICOM DZIECI NIEPEŁNOSPRAWNYCH - Z SZACUNKIEM
AROGANCJA I JEJ SKUTKI
POŁOWA DROGI
CZY MIEĆ WŁASNE DZIECKO?
DRUGA ŻONA
TAK I NIE DLA PALENIA
CO ŁAGODZI BÓL GŁOWY
UCZCIĆ OJCA - A ZA JEGO PLECAMI ZOBACZYĆ BOGA
ODMOWA ODCIĄŻENIA
USTAWIENIE: NAJMŁODSZA CÓRKA IDENTYFIKUJE SIĘ Z MATKĄ MATKI
DZIEDZICZENIE ZA CENĘ I BEZ CENY
USTAWIENIE: WE WŁADZY LOSU
0 ©
©
©
0
DLACZEGO RODZINA CHORUJE I CO JA UZDRAWIA
© ©
©
DZIECI MUSZA IŚĆ ZA OJCEM, JAK ICH MATKA ZA MĘŻEM
PYTANIA DO PRZYJACIELA
Hellinger
PORZĄDKI MIŁOŚCI
CZYLI BYĆ SOBĄ I ŻYĆ SWOIM ŻYCIEM
BIBLIOTEKA HELLINGEROWSKA
Bert Hellinger
Dlaczego właśnie ja? Brzemię losu w chorobie nowotworowej, Sursum 2004 Listy terapeutyczne. Znaleźć to, co działa, J. Santorski & Co 2004 Miłość szczęśliwa. Terapia par Berta Hellingera, J. Santorski & Co 2004 Porządki miłości, czyli być sobą i żyć swoim życiem, J. Santorski & Co 2006
Inni autorzy
Otto Brink, Otwartość sprzymierzeńcem miłości, Sursum 2005 Thomas Schafer, Dlaczego dusza choruje i co ją uzdrawia, Sursum 2002 Berthold Ulsamer Bez korzeni nie ma skrzydeł, Sursum 2003
BH
BERT HELLINGER
PORZĄDKI MIŁOŚCI
CZYLI BYĆ SOBĄ I ŻYĆ SWOIM ŻYCIEM
przekład
Zenon Mazurczak
Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy Dzielnicy Żoliborz Czytelnia Naukowa nr XVI
a
5010013505
TYTUŁ ORYGINAŁU NIEMIECKIEGO Ordnungen der Liebe Ein Kurs-Buch
© by Bert Hellinger 2000. Ali rights reserved.
The original edition is published by Carl-Auer-Systeme Verlag, Heidelberg, Germany © for the Polish edition by Jacek Santorslti & Co, Warszawa 2006
REDAKCJA Krystyna Podhajska
PROJEKT OKŁADKI I OPRACOWANIE GRAFICZNE Agnieszka Spyrka
ZDJĘCIE NA OKŁADCE Jacek Żaczek
KOREKTA
Jolanta Ogonowska
SKŁAD
Dorota Borkowska
DRUK I OPRAWA Opolgraf SA
Wydanie I
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co www.jsantorski.pl
03-972 Warszawa ul. Alzacka 15a, dział sprzedaży: tel. 022/616 29 36, 616 29 28 fax 022/616 12 72 e-mail: [email protected]
ISBN 83-60207-44-5
SPIS TREŚCI
Szczegółowy spis treści Przedmowa do wydania polskiego Wprowadzenie Podziękowania
POZNANIE PRZEZ WYRZECZENIE
Wykład o fenomenologicznej drodze poznania
UWIKŁANIA I ICH ROZWIĄZYWANIE
Warsztat szkoleniowy ustawień rodzinnych
PORZĄDKI PRZYNALEŻNOŚCI
Warsztat dla terapeutów rodzinnych
DLACZEGO RODZINA CHORUJE I CO JA UZDRAWIA Wystąpienie na konferencji „Medycyna a religia"
PYTANIA DO PRZYJACIELA
Rozmowa z Berłem Hellingerem
Przypisy
Indeks
Aneks
Biblioteka Hellingerowska
SZCZEGÓŁOWY SPIS TREŚCI
Ustawienie: Matka grozi, że zabije siebie i dzieci 99
Dzień drugi
Rola ofiary jako zemsta
Zapewnienie
Wyrównanie
Zaskakująca poprawa
Miłujący pokój
Opowieść: Dlaczego?
Na tropie podwójnego przesunięcia
Ustawienie: Uporządkować podwójne przesunięcie
Nie prosić o wybaczenie
Skutki dla dziecka
Ustawienie: Niepełnosprawny brat i zatajony brat przyrodni,
obaj zmarli jako dzieci
Opowieść: Pełnia
Daremna walka
Przejęty żal osłabia
Jeśli potrafisz to zostawić...
Przemęczenie szczęściem
Opowieść: Wystarczy
Rozwód i wina
Za lekkomyślne rozstanie pokutują dzieci
Wyrównanie przez pokutę
Wina jako zaprzeczenie rzeczywistości
Więź pozostaje dzięki spełnieniu miłości
W kręgu wpływów matki
Różne sposoby dawania i brania w rodzinie
Umiłowany ciężar
Zastępcza ofiara
Ustawienie: Ojciec nieślubny, dziadek wykluczony Parentyfikacja: Gdy dziecko reprezentuje rodziców rodziców Pokuta za śmierć w połogu Opowieść: Złudzenie
Przejęta zemsta
Zastanawianie się nad niewinnością Prezent dla matki
Jak najłatwiej rozwiązywać kryzysy?
Ustawienie: Inny obraz
Dzień trzeci
Praca w kręgu Przejęte symptomy Żydowskie pochodzenie Właściwa miara Ulga Cena
Uczucie podstawowe i jak je zmienić
Pokój dzięki miłości
Potajemne szczęście
Inna wiedza
Dawanie bez brania
Nowa perspektywa
Ideał związku
Dawanie i branie w partnerstwie Pozwolić spłynąć naciskowi Kwestia religii
Smutek po ciotce, która zginęła
Pomagać rodzicom dzieci niepełnosprawnych - z szacunkiem Arogancja i jej skutki Połowa drogi
Czy mieć własne dziecko?
Druga żona Tak i nie dla palenia Co łagodzi ból głowy
Uczcić ojca - a za jego plecami zobaczyć Boga
DLACZEGO RODZINA CHORUJE I CO JA UZDRAWIA 375
Wystąpienie na konferencji „Medycyna a religia"
PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO
Zawsze, gdy myślę o historii powstania Porządków miłości, ogarnia mnie zdziwienie. Jakże inaczej się wszystko potoczyło! Osiągnąwszy wiek emerytalny, postanowiłem się wycofać, właściwie zakończyłem działalność terapeutyczną. Zgodziłem się poprowadzić ostatni warsztat dla około 35 osób na międzynarodowym sympozjum „Medycyna a religia". Ale nagle całe sympozjum, kilkaset osób, przyszło do mnie na zajęcia. I to był początek. Zacząłem pisać książkę. Tak powstały Porządki miłości, przetłumaczone na kilkanaście języków, a w Niemczech wydawane wielokrotnie w łącznym nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Do dziś opublikowałem prawie 40 książek, wiele dokumentacji wideo i poprowadziłem niezliczone seminaria na całym świecie.
(...) nikt tam nie rozprawiał
0 porządku, nikt mężczyzn i dam nie ustawiał,
A każdy mimowolnie porządku pilnował.
Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował
1 nigdy nie dozwalał, by chybiano względu
Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu;
»Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną, Z jego upadkiem domy i narody giną«.
Niech mi będzie wolno zacytować w tym kontekście fragment z Pieśni o dzwonie Fryderyka Schillera:
Ład prześwięty, to wybrane Dziecię niebios, co jednakie Rzeczy wolnym łączy związkiem,
Co wspomaga miast budowę,
Co wezwało do wspólnoty Dzikich ludzi niezrzeszonych,
Co wstąpiło w ludzkie chaty,
Łagodziło obyczaje I najdroższą z więzi silnych Przędło, miłość do ojczyzny!
(tłum. Andrzej Łam)
Porządki - dziwi również liczba mnoga. Właściwie przyzwyczailiśmy się do tego, że albo porządek jest, albo go nie ma. A więc, że jest jeden. Zresztą gdy jest, to go nie widać. Widać tak naprawdę dopiero wtedy, gdy go nie ma albo gdy jest nienaturalny. Okazuje się jednak, że porządków jest więcej. Tak uczy doświadczenie. A co ważniejsze, nie zostały wymyślone, lecz są dane czy też zastane. My ich nie ustanawiamy, natomiast możemy je odkryć.
Dziwi wreszcie zestawienie porządku z miłością. Mamy wyobrażenie romantycznej miłości z jednej strony, a bezdusznego porządku z drugiej. Porządek oznacza to, wedle czego coś się rozwija. Na przykład drzewo. Rozwija się według pewnego porządku. Inaczej nie byłoby drzewem. Ten porządek został mu dany. A jednak każde drzewo jest inne, bo porządek nie jest czymś statycznym, jest żywą zasadą. Z kolei miłość oznacza stosunki między ludźmi. One też udają się lub nie udają według pewnych porządków. Jeśli znamy te porządki, wtedy miłość udaje się lepiej.
O dziwo, ta książka, która powstała jako wprowadzenie do ustawień rodzinnych i nadal z powodzeniem tę funkcję pełni, czytana jest dzisiaj często jak powieść, jak opowieść o ludzkich losach, prawdziwa historia o życiu i miłości. Nie ukrywam, że taka lektura jest mi obecnie nie tylko miła, nie tylko zależy mi na niej najbardziej, ale wydaje mi się ona bliższa samej natury rzeczy i w tym sensie właściwa. Dlatego cieszę się, że Porządki miłości ukazują się w Wydawnictwie J. Santorski, którego zawołanie brzmi: „Książki, które pomagają żyć".
Chciałbym szczególnie podziękować Zenonowi Mazurczako-wi, tłumaczowi moich książek, za pomysł Biblioteki Hellin-gerowskiej oraz za prowadzenie mojej strony internetowej www.hellinger.pl, najlepszej, jaką znam. Przy pracy nad tłumaczeniem podziwiałem jego dociekliwość, dbałość o szczegóły i wytrwałość w poszukiwaniu rozwiązania, ale przede wszystkim wyczucie ducha i stylu.
Czytam dziś wiersz Czesława Miłosza Dar zaczynający się od słów: Dzień taki szczęśliwy. Myślę o Polsce, Polskich Czytelnikach, o tym wszystkim, co mi się w Polsce przydarzyło -z wdzięcznością.
Bert Hellinger 11.12.2004 Konstancin ,yVilla Edith"
WPROWADZENIE
Jest to książka o porządkach obowiązujących w miłości między ludźmi. Miłość udaje się tylko wtedy, gdy znamy jej porządki. Ślepa, bezwiedna miłość nie zna tych porządków i często prowadzi na manowce. Ale jeśli miłość zna te porządki i je respektuje, sprowadza to, za czym tak tęsknimy. Ma wtedy zarówno dla nas, jak i dla ludzi z naszego otoczenia dobroczynne i uzdrawiające działanie.
W tej książce przedstawiam nieco skrócone zapisy trzech warsztatów terapeutycznych.
Pierwszy warsztat Uwikłania i ich rozwiązywanie był warsztatem szkoleniowym i prezentuję go tutaj w całości.
Stanowi wprowadzenie do metody ustawień rodzinnych i wydobywa za ich pomocą na jaw to, co w rodzinie i w rodzie wikła nas w losy innych członków, i to, co do uwikłań prowadzi. Przede wszystkim zaś wydobywa na jaw to, kiedy, jak i wedle jakich praw udaje się uwolnić z uwikłania.
Okazuje się, że istniejąca w rodzinach i rodach wspólna wszystkim potrzeba więzi i wyrównania nie toleruje wykluczenia nikogo z członków. Jeżeli dojdzie do wykluczenia jakiejś osoby, jej los zostanie przejęty przez tych, którzy przyjdą po niej, i będzie nieświadomie przez nich dźwigany. Tak rozumiem uwikłanie.
Kiedy potomni oddadzą cześć wykluczonym jako przynależącym do systemu, wtedy miłość i szacunek wyrównują wyrządzoną krzywdę. Nie ma wówczas konieczności powtarzania ich losu. Tak rozumiem rozwiązanie.
Uwikłanie kieruje się porządkiem, według którego zło musi zostać odkupione złem, a niewinni „mali" muszą ręczyć i pokutować za winnych „dużych". Rozwiązanie natomiast kieruje się porządkiem, który zaspokaja potrzebę więzi i wyrównania w uzdrawiający sposób. Obydwa porządki, pierwszy zgubny, a drugi zbawienny, są porządkami miłości.
Drugi warsztat Porządki przynależności był przeznaczony dla terapeutów rodzinnych. Wybrałem z niego fragmenty pokazujące, gdzie jest miejsce dzieci, które mają tylko jednego rodzica lub rodziców nie mają. A także pokazujące, jakie skutki ma oddanie dziecka do adopcji lub adoptowanie dziecka bez potrzeby.
Trzeci warsztat Miłość, która sprowadza chorobę, i miłość, która uzdrawia był warsztatem dla chorych, terapeutów i lekarzy. Na nim chorzy mogli ustawiać swoje rodziny pochodzenia i rodziny aktualne w obecności kilkuset obserwatorów. Zarówno dla chorych, jak i dla obserwatorów stało się jasne, co w rodzinnej i rodowej wspólnocie losu prowadzi do ciężkich chorób, wypadków lub samobójstw, i co takie losy odwraca.
Ta książka ma kilka wymiarów:
Po pierwsze prezentuje wybrane warsztaty terapeutyczne. Dzięki temu czytelnik może brać udział w walce o rozwiązanie, jak gdyby był przy tym obecny. Być może, dzięki temu znajdzie dla siebie drogi wyjścia z kryzysu i uzdrowienie w chorobach uwarunkowanych psychosomatycznie.
Po drugie przedstawia i wyjaśnia ważne procedury terapeutyczne. Odnosi się to przede wszystkim do ustawień rodzinnych, które w dość prosty sposób ujawniają uwikłania i pokazują rozwiązanie. Odnosi się to także do dokończenia przerwanego ruchu miłości dziecka do matki lub ojca. Dzięki temu lęki i szkody, które powstają z powodu straty lub przedwczesnego rozstania, zostają uleczone lub złagodzone.
Po trzecie ten, kto pyta o drogę poznania, która prowadzi do uchwycenia opisanych tutaj porządków, może w czasie lektury doświadczyć na sobie, że wgląd przynoszący rozwiązanie i uzdrowienie przychodzi nagle jak błyskawica z ciemności wyłącznie dzięki skupionemu patrzeniu (psychoterapia fenomenologiczna).
Imiona uczestników zostały zmienione, a informacje umożliwiające rozpoznanie osób usunięte.
Przebieg ustawień pozwalają śledzić schematy, pokazujące ich kolejne fazy. Komentarze wyjaśniają sposób postępowania i opisują ujawniające się wzorce, a niekiedy przynoszą opowieści i zbierają to, co rozproszone. Wywiad na końcu książki - Pytania do przyjaciela - służy lepszemu zrozumieniu zaprezentowanych tu działań. Pokazuje etapy mojego terapeutycznego rozwoju, przybliża wglądy i zamiary kryjące się pod stosowanymi przeze mnie metodami. Umieszczony, co prawda, na końcu, osobom mniej obeznanym z tematem służyć może również jako wprowadzenie.
Życzę Państwu zadowolenia z lektury, zrozumienia porządków miłości i wiary w to, że dzięki wiedzy o porządkach uda się Państwu ta miłość.
PODZIĘKOWANIA
Chciałbym podziękować wielu przyjaciołom za wskazówki i za pomoc.
Dr Gunthard Weber oraz dr Norbert Linz towarzyszyli mi we wszystkich fazach pisania tej książki i nie ustąpili dopóty, dopóki nie uporządkowałem i nie przedstawiłem przejrzyście całego materiału.
Przy zbieraniu materiałów pomagali mi prof. dr Michael Anger-maier i Heinrich Breuer. Przygotowali pierwszy z opisanych w tej książce warsztatów i nakręcili go na wideo. Drugi warsztat nagrał Friedrich Fehlinger. Trzeci zarejestrowała Verena Nitschke.
Korekty czytali, a także uzupełnili i ulepszyli tekst licznymi propozycjami: prof. dr Michael Angermaier, Felizitas Betz, Heinrich Breuer, dr Otto Brink, dr Mariannę Kriill, Jakob Schneider i dr Gunthard Weber.
O ostateczną redakcję zatroszczył się dr Norbert Linz. On też przeprowadził ze mną obszerny wywiad zatytułowany Pytania do przyjaciela.
Wszystkim składam serdeczne podziękowania.
Szczególnie chciałbym podziękować mojej żonie Hercie. Ona stworzyła mi przestrzeń, jakiej wymagała taka praca. Towarzyszyła mi cierpliwie i mądrze.
POZNANIE PRZEZ WYRZECZENIE
Wykład o fenomenologicznej drodze poznania
Na początek opowieść.
POZNANIE
Pewien człowiek chce w końcu wiedzieć. Wskakuje na rower; wyjeżdża na otwartą przestrzeń i z dala od tego, do czego przywykł, znajduje nieznaną ścieżkę.
Nie ma tu żadnych znaków i dlatego zdaje się na to, co widzi na własne oczy i co może przemierzyć swoimi krokami. Rozpiera go radość odkrywcy, a dotychczasowe przeczucie staje się pewnością.
Ale oto ścieżka urywa się nad szeroką rzeką, a on zsiada z roweru. Wie, że jeśli chce iść dalej, musi zostawić na brzegu wszystko, co ma przy sobie. Wie, że straci grunt pod nogami i porwie go siła, która jest potężniejsza od niego i której będzie się musiał powierzyć. Dlatego się waha i wycofuje.
Wracając do domu, zdaje sobie sprawę, że niewiele wie o tym, co pomaga, i że nie umie tego przekazać innym. Zbyt często bywało z nim tak, jak z owym człowiekiem, który rusza za rowerzystą, ponieważ tamtemu telepie się błotnik. Woła do niego: „Hej, ty, błotnik ci się telepie!". „Co?". „Błotnik ci się telepie!". „Nie rozumiem - odpowiada mu tamten - bo mi się błotnik telepie!".
„Coś tu się nie zgadza" - myśli. Dlatego hamuje i zawraca.
Nieco później spotyka starego nauczyciela. Pyta: „Jak pomagasz innym? Często przychodzą do ciebie ludzie i proszą o radę w sprawach, o których wiesz niewiele. Jednak potem mają się lepiej".
Nauczyciel odpowiedział: „Nie wiedza to sprawia, że się ktoś zatrzymuje w drodze i nie chce iść dalej. Albowiem szuka bezpieczeństwa tam, gdzie wymagana jest odwaga, a wolności tam, gdzie prawda nie pozostawia mu już wyboru. I dlatego kręci się w kółko.
Nauczyciel jednak nie ulega pozorom ani złudzeniom. Szuka centrum i w skupieniu czeka - jak ktoś, kto rozpina żagle na wiatr - czy dosięgnie go może słowo, które działa. Gdy przyjdzie do niego drugi człowiek, znajdzie go tam, dokąd sam się musi udać, a odpowiedź jest dla obu. Obaj są słuchaczami
I dodał: „W centrum masz poczucie lekkości
NAUKOWA I FENOMENOLOGICZNA DROGA POZNANIA
Dwie drogi prowadzą do poznania. Na pierwszej wybiegamy do przodu i chcemy uchwycić to, co dotąd nieznane, żeby to posiąść i tym dysponować. To droga poszukiwań naukowych. Wiemy, jak bardzo przeobraziła, umocniła i wzbogaciła nasz świat i nasze życie.
Na drugiej drodze zatrzymujemy się, pragnąc uchwycić nieznane, a spojrzenie kierujemy nie na coś określonego i uchwytnego, lecz na całość. Wzrok jest więc gotowy przyjąć jednocześnie wielość rozciągającą się przed nim. Gdy wejdziemy na tę drogę, mając przed sobą na przykład krajobraz, zadanie lub problem, zauważamy, że nasz wzrok jednocześnie napełnia się i opróżnia. Ponieważ otworzyć się na pełnię i wytrzymać ją można tylko wtedy, gdy się zrazu pominie to, co jednostkowe. Zatrzymujemy się i cofamy trochę, czekamy, aż osiągniemy pustkę, która może sprostać pełni i wielości.
Tę drugą drogę nazywam drogą fenomenologiczną. Prowadzi do innych wglądów niż droga poznania naukowego. Jednakże obie się uzupełniają. Dzieje się tak dlatego, że wybiegając do przodu na drodze naukowego poznania, musimy niekiedy zatrzymać się i przenieść wzrok z wąskiego na rozległe i z bliskiego na dalekie. A wgląd uzyskany fenomenologicznie wymaga sprawdzenia na tym, co jednostkowe i najbliższe.
PROCEDURA POSTĘPOWANIA
Na drodze poznania fenomenologicznego otwieram się -w obrębie pewnego horyzontu - na wielość zjawisk, nie wybierając ich ani nie wartościując. Ta droga poznawcza wymaga pozbycia się dotychczasowych wyobrażeń i wewnętrznych impulsów: emocjonalnych, wolitywnych, aksjologicznych. Uwaga jest przy tym ukierunkowana i jednocześnie nieukie-runkowana, skupiona i zarazem pusta.
Postawa fenomenologiczna wymaga pełnej gotowości działania, jednak bez spełnienia. Dzięki temu napięciu osiągamy najwyższą zdolność i gotowość percepcji. Kto wytrzyma to napięcie, doświadczy po chwili tego, że wielość w obrębie horyzontu ułoży się wokół pewnego centrum, i zobaczy nagle zależność, a może porządek, prawdę czy kolejny krok. Ten wgląd przychodzi niejako z zewnątrz, doświadczamy go jako daru i jest on - z reguły - ograniczony.
WYRZECZENIE
Pierwszym warunkiem uzyskania wglądu doświadczanego w taki sposób jest brak jakichkolwiek zamiarów. Kto ma zamiary, narzuca coś własnego rzeczywistości, chce ją, być może, zmienić według własnego gotowego obrazu. Chce, być może, wedle tego obrazu wywrzeć na innych wpływ i ich przekonać. Jednak wtedy zachowuje się tak, jakby miał przewagę nad rzeczywistością, jakby ona była przedmiotem dla jego podmiotu, a nie odwrotnie - on był przedmiotem rzeczywistości. Tu widać wyraźnie, jakiego potrzeba wyrzeczenia z naszej strony, gdy rezygnujemy z zamiarów, nawet tych najlepszych. Również mądrość wymaga takiego wyrzeczenia, ponieważ - jak pokazuje doświadczenie - to, co czynimy w dobrych lub nawet najlepszych zamiarach, często się nie udaje. Zamiar nie zastąpi wglądu.
ODWAGA
Drugim warunkiem uzyskania takiego wglądu jest nieustra-szoność. Kto się boi tego, co pokaże rzeczywistość, zakłada sobie klapki na oczy. A kto się boi tego, co pomyślą lub zrobią inni ludzie, gdy powie to, co wie, ten zamyka się na dalsze wglądy. Klient boi się terapeuty, który nie ma odwagi zmierzyć się z jego rzeczywistością, na przykład z faktem, że pozostało mu tylko niewiele czasu. Widzi bowiem, że terapeuta nie dorósł do rzeczywistości.
HARMONIA
Brak zamiarów i nieustraszoność umożliwiają osiągnięcie harmonii z rzeczywistością taką, jaka ona jest, również z jej przerażającą, przygniatającą i straszną stroną. Dlatego terapeuta pozostaje w harmonii ze szczęściem i nieszczęściem, niewinnością i winą, zdrowiem i chorobą, życiem i śmiercią. Ale właśnie dzięki tej harmonii zyskuje wgląd, zyskuje siłę zmierzenia się z trudnościami, a czasami też siłę dokonania zwrotu w harmonii z tą rzeczywistością. O tym mówi kolejna opowieść.
WOLNOŚĆ
Uczeń zwrócił się do mistrza: „Powiedz mi, co to jest wol-
nosc .
„Jaka wolność?" - zapytał go mistrz.
„Pierwsza wolność to głupota. Podobna jest do rumaka, który rżąc, zrzuca jeźdźca. Ale potem tym mocniej czuje jego rękę.
Druga wolność to żal Podobna jest do sternika, który po rozbiciu się statku tonie wraz z nim, zamiast wsiąść do lodzi ratunkowej.
Trzecia wolność to wgląd. Przychodzi po głupocie i po żalu. Jest podobna do źdźbła, które kołysze się na wietrze, a jednak stoi, ponieważ ulega tam, gdzie jest słabe".
Uczeń spytał: „Czy to wszystko?".
Na to mistrz: „Niektórzy myślą, że sami szukają prawdy duszy. Jednak to wielka dusza myśli i szuka poprzez nich. Wielka dusza, jak przyroda, może sobie pozwolić na bardzo wiele błędów, bo z łatwością kiepskich graczy stale zastępuje nowymi. Temu jednak, który pozwoli jej myśleć, udziela czasem trochę swobody i niesie go do brzegu, niczym rzeka pływaka, który poddaje się nurtowi
FENOMENOLOGIA FILOZOFICZNA
W fenomenologii filozoficznej chodzi o to, żeby czerpiąc z pełni zjawisk, poznać ich istotę, otwierając się na nie całym swoim jestestwem. Istota wyłania się nagle z ukrycia jak błyskawica, i zawsze wychodzi daleko poza to, co mogę sobie wymyślić, wywnioskować logicznie z założeń lub pojęć. Jednakże istota nigdy nie jest pełna. Otoczona jest przez skry-tość, tak jak każdy byt otoczony jest przez nie-byt.
Dzięki postawie fenomenologicznej uchwyciłem istotne aspekty sumienia. Na przykład to, że sumienie działa jak systemowy zmysł równowagi, dzięki któremu wiem natychmiast, czy źnajduję się w harmonii z systemem czy nie. Czy to, co robię, pomaga mi zachować przynależność, czy też mojej przynależności zagraża lub ją niweczy. „Mam czyste sumienie" w tym kontekście znaczy tylko: Jestem pewny, że jeszcze przynależę. A „mam nieczyste sumienie" oznacza: Obawiam się, że już nie mogę przynależeć. Dlatego sumienie ma niewiele wspólnego z ogólnie obowiązującymi prawami i prawdami, lecz jest względne i zmienia się w zależności od grupy.
Podobnie odkryłem również to, że sumienie reaguje inaczej, gdy nie chodzi o prawo przynależności (co właśnie opisałem), lecz o wyrównanie w dawaniu i braniu, a jeszcze inaczej, gdy czuwa nad porządkami współżycia z innymi ludźmi. Każda z tych funkcji sumienia jest kierowana i wypełniana przez różne poczucia niewinności i winy.
Ale największa różnica zachodzi między sumieniem odczuwanym a sumieniem ukrytym. Okazało się mianowicie, że podążając za sumieniem odczuwanym, czasem wykraczamy przeciwko ukrytemu sumieniu i chociaż czujemy się niewinni wedle sumienia odczuwanego, sumienie ukryte ściga ten czyn jak winę. Przeciwieństwo między sumieniem odczuwanym a sumieniem ukrytym jest podstawą wszystkich tragedii, zwłaszcza tragedii rodzinnych. Jest powodem tragicznych uwikłań prowadzących w rodzinach do ciężkich chorób, wypadków i samobójstw. Przeciwieństwo to jest też odpowiedzialne za wiele tragedii w związkach. Sprawia, że związek między mężczyzną i kobietą rozpada się nieraz mimo wielkiej wzajemnej miłości.
FENOMENOLOGIA PSYCHOTERAPEUTYCZNA
Zdobyłem te wglądy nie tylko dzięki percepcji filozoficznej i filozoficznemu zastosowaniu drogi fenomenologicznego poznania. Trzeba było jeszcze wiedzy innego rodzaju, którą nazywam wiedzą zdobytą poprzez partycypację. Taką wiedzę czerpiemy z ustawień rodzinnych, jeśli odbywają się w sposób fenomenologiczny
W ustawieniu rodzinnym klient wybiera spośród uczestników przedstawicieli dla siebie i innych ważnych członków swojej rodziny, na przykład ojca, matki i rodzeństwa. Potem w skupieniu ustawia ich w przestrzeni. Dzięki temu nagle wychodzi na jaw coś, co jego samego zaskakuje. To znaczy, że w procesie ustawiania klient wchodzi w kontakt z wiedzą, która była poprzednio dla niego niedostępna. Niedawno jeden z kolegów opowiadał mi, jak w czasie ustawienia okazało się, że klientka musi reprezentować przyjaciółkę ojca. Pytała ojca i krewnych, ale wszyscy ją zapewniali, że on nie miał przyjaciółki. Kilka miesięcy później ojciec otrzymał list z Białorusi. Kobieta, która podczas wojny była jego wielką miłością, długo szukała jego adresu i dopiero teraz go odnalazła.
Tak to wygląda z perspektywy klienta. Z kolei reprezentanci, gdy zostaną ustawieni, czują jak osoby, które reprezentują. Mają niekiedy też ich symptomy cielesne. Pamiętam nawet przypadki, że słyszeli wewnętrznie imię reprezentowanej osoby. Wszystko to jest odczuwane, mimo że reprezentant nie wie o rodzinie klienta prawie nic. Wie tylko, kogo reprezentuje. W ustawieniach rodzinnych widać, że między klientem a członkami jego systemu działa wiedzące pole sił, które umożliwia zdobycie wiedzy bez zewnętrznego przekazu, lecz wyłącznie poprzez partycypację. Co więcej, również przedstawiciele, którzy przecież z tą rodziną poza tym nie mają nic wspólnego, mogą zostać podłączeni do jej rzeczywistości.
To samo odnosi się oczywiście w szczególny sposób do terapeuty Pod warunkiem jednak że terapeuta, klient i reprezentanci są gotowi, bez żadnego zamiaru i bez lęku, nie bacząc na wcześniejsze teorie czy doświadczenia, stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością dążącą do ujawnienia się i przyjąć ją taką, jaka ona jest. To postawa fenomenologiczna zastosowana w psychoterapii. Także tutaj wgląd uzyskuje się dzięki wyrzeczeniu, rezygnacji z zamiarów, odrzuceniu lęku i zgodzie na taką rzeczywistość, jaka się wyłania. Zgoda polega na tym, że się nie wyolbrzymia, nie osłabia i nie interpretuje tego, co się pokazało. Bez postawy fenomenologicznej, a więc bez zgody na to, co się pokazuje, ustawienia rodzinne są powierzchowne, wprowadzają w błąd i mają mało siły.
DUSZA
Jeszcze bardziej niż przekazywanie wiedzy poprzez partycypację zdumiewa to, że wiedzące pole albo - lepiej jeszcze - wiedząca dusza, przekraczająca jednostkę i kierująca nią, szuka rozwiązania i znajduje takie, które wychodzi daleko poza to, co możemy sobie wymyślić, i które ma skutki idące dużo dalej niż nasze planowe działanie. Najwyraźniej widać to w ustawieniach, w których terapeuta, powodowany szczególną powściągliwością, ustawia ważne osoby, a potem bez żadnych wytycznych pozostawia je temu, co je porywa jak nieodparta moc z zewnątrz i co prowadzi do wglądów i doświadczeń, których zdobycie w inny sposób byłoby niemożliwe.
Kiedyś w Szwajcarii pewien mężczyzna po ustawieniu aktualnej rodziny powiedział, że jest Żydem. Ustawiłem wtedy siedmiu przedstawicieli ofiar holocaustu obok siebie. Następnie ustawiłem za nimi siedmiu przedstawicieli morderców i poleciłem ofiarom odwrócić się. Mniej więcej przez kwadrans w całkowitej ciszy zachodził między nimi niewiarygodny proces. Pokazał, że istnieje coś takiego jak niedokończone i dokończone umieranie i że dla ofiar oraz dla sprawców umieranie się dopełnia, gdy w śmierci odnajdą drogę do siebie. I ofiary, i sprawcy poczuli się kierowani przez jakąś potęgę działającą ponad nimi. Na koniec w niej znaleźli schronienie.
FENOMENOLOGIA RELIGIJNA
Tutaj płaszczyzny filozofii i psychoterapii zostają zastąpione przez inną, pojemniejszą, na której doświadczamy, że jesteśmy na łasce większej całości. Można nazwać tę płaszczyznę religijną lub duchową. Tutaj też zachowuję postawę fenomenologiczną, bez zamiaru, bez lęku, bez wytycznych. Tylko to, co się pokazuje. Co to znaczy dla wglądu religijnego i religijnego aktu, opisuję w trzeciej opowieści.
METANOIA
Człowiek rodzi się w swojej rodzinie, ojczyźnie, kulturze i już od dziecka słyszy, kto ma być dla niego wzorem, nauczycielem, mistrzem, i czuje głęboką tęsknotę, żeby stać się taki jak on.
Przyłącza się do pokrewnych sobie duchem, przez wiele lat wprawia się w dyscyplinie i podąża za swoim wielkim wzorem, żeby stać się taki jak on. Myśli, mówi, czuje i chce jak on.
Uważa jednak, że jeszcze czegoś mu brakuje. Dlatego wyrusza w daleką drogę, by w najodleglejszej samotności przekroczyć, być może, również ostatnią granicę. Mija dawno opuszczone stare ogrody; tylko dzikie róże jeszcze w nich kwitną, a wysokie drzewa wydają co roku owoce, które jednak niezauważone spadają na ziemię, ponieważ nie ma nikogo, kto by je chciał. Dalej zaczyna się pustynia.
Już wkrótce otacza go nieznana pustka. Wydaje mu się, że tutaj każdy kierunek jest taki sam, a obrazy, które czasami widzi przed sobą, okazują się puste. Wędruje przed siebie na oślep i gdy przestaje już ufać swoim zmysłom, widzi źródło. Bije ono z ziemi i wsiąka w nią szybko. Tam jednak, gdzie dosięga woda, pustynia zmienia się w raj.
Wędrowiec rozgląda się wokół siebie, widzi, że nadchodzi dwóch obcych. Oni zrobili dokładnie tak samo jak on. Podążali za swoim wzorem, aż się z nim zrównali. Wyruszyli, jak on, w daleką drogę, by w samotności pustyni przekroczyć, być może, również ostatnią granicę. I jak on, znaleźli źródło. Wspólnie się pochylają, piją tę samą wodę i wierzą, że są już prawie u celu. Wtedy wymieniają swoje imiona: „Ja nazywam się Gautama, Budda". „Ja nazywam się Jezus, Chrystus„Ja nazywam się Mahomet, Prorok".
Potem przychodzi noc, a nad nimi świecą gwiazdy, jak od prawieków, cicho i nieosiągalnie daleko. Wszyscy trzej milkną. Jeden czuje się tak blisko wielkiego wzoru, jak nigdy przedtem. Przez chwilę wydaje mu się, że potrafi przeczuć, jak by mu było, gdy zaznał niemocy, daremności, pokory. I jak musiałoby mu być, gdyby przyszło mu poznać winę.
Następnego ranka wędrowiec zawraca i uchodzi z pustyni. Raz jeszcze jego droga prowadzi obok opuszczonych ogrodów. Wreszcie dociera do ogrodu, który do niego samego należy. Przed wejściem stoi stary mężczyzna, jak gdyby na niego czekał. Powiada: „Kto powrócił z tak daleka jak ty, kocha wilgotną ziemię. Wie, że wszystko, jeśli rośnie, umiera, i jeśli przestaje rosnąć, karmi". „Tak - odrzekł wędrowiec - zgadzam się z prawem ziemi". I zaczynają uprawiać.
UWIKŁANIA I ICH ROZWIĄZYWANIE
Warsztat szkoleniowy ustawień rodzinnych
DZIEŃ PIERWSZY
POWITANIE
hellinger: Witam! Najpierw nich każdy powie krótko, jak się nazywa, czym się zajmuje, jaka jest jego sytuacja rodzinna i jaką ma sprawę.
Poszukiwanie rozwiązania problemu rozpocznie się wtedy, kiedy nadarzy się stosowna okazja. Kolejne kroki wypróbujemy w działaniu. Będziecie mogli ich doświadczyć, robiąc ustawienia, biorąc w nich udział jako reprezentanci lub jako obserwatorzy. Jeśli pojawią się jakieś pytania dotyczące sposobu postępowania, rezultatów lub podstawowych zasad, to postaram się na nie odpowiadać w miarę moich możliwości.
ADOPCJA JEST NIEBEZPIECZNA
karl: Nazywam się Karl, mieszkam z żoną i z małym adoptowanym synem. Mamy czworo własnych dzieci w wieku od dwudziestu sześciu do trzydziestu dwóch lat, które już wyszły z domu. Mieliśmy jeszcze na wychowaniu trzy córki, a adoptowany syn to dziecko jednej z nich.
Jestem pastorem, pracuję z niepełnosprawnymi - dziećmi i młodzieżą - oraz ich rodzinami. W ubiegłym roku dzięki spotkaniu z tobą zrozumiałem, że moja praca dotychczas była powierzchowna. Patrzyłem bowiem na tych młodych ludzi albo jak na niepełnosprawnych, albo jak na jednostki wyizolowane z otoczenia. Tymczasem pomaganie dziecku prawie nie ma sensu, jeśli nie pracuje się również z jego rodziną. Ponadto rodzina musi być świadoma problemu.
hellinger: Musisz cofnąć adopcję.
karl: Cofnąć adopcję?
hellinger: Musisz.
karl: Nie potrafię sobie tego w ogóle wyobrazić.
hellinger: Nie masz prawa do adoptowania dziecka. Adopcja to niebezpieczny proceder. Kto się na nią decyduje bez absolutnej konieczności, drogo za to płaci - albo swoim dzieckiem, albo partnerem. Ofiarowuje ich wtedy dla wyrównania. Kto chciał adopcji?
karl: Oboje chcieliśmy adopcji, moja żona i ja.
hellinger: Dlaczego dziecko nie jest przy matce?
karl: Matka przyszła do nas z czteromiesięcznym dzieckiem i zostawiła je nam na wychowanie, ponieważ chciała żyć z przyjaciółmi.
hellinger: Wziąć dziecko na wychowanie, to jest okej, ale adopcja idzie o wiele za daleko. Wykracza poza to, czego dziecko potrzebuje. Wyrywa je z jego więzi.
karl: W tym momencie nie rozumiem jeszcze dokładnie, o czym mówisz, ponieważ stosunki dziecka z rodzoną matką istnieją i są takie same jak przed adopcją.
hellinger: Stosunek tego dziecka do rodzonej matki nie jest już taki jak poprzednio; to właśnie jest złe. Odebrałeś matce jej prawa i jej odpowiedzialność. Ojcu również. Co się dzieje z ojcem tego dziecka?
karl: Zerwał z nim kontakt. Jest Turkiem, ożenił się po raz drugi - z Turczynką. Ma z nią dzieci.
hellinger: Dlaczego dziecko nie może iść do swego ojca? Czy się boisz, że zostanie muzułmaninem? Musiałoby zostać! karl: Mogłoby zostać.
hellinger: To dla niego najlepsze miejsce. Czy to chłopiec? karl: Tak.
hellinger: Musi zatem iść do ojca, to zupełnie jasne.
karl: Muszę się zastanowić.
hellinger: Czy wiesz, jak to jest z ludźmi, którzy „muszą się zastanowić"? Dokładnie tak samo, jak z pewnym proboszczem, który po rekolekcjach powiedział: „O kurczę, po rekolekcjach potrzebuję zawsze sześciu tygodni, żeby wrócić na stare tory!"/
ZASADY UCZESTNICTWA
brigitte: Nazywam się Brigitte. Jestem psychologiem i prowadzę własny gabinet. Mam cztery córki z pierwszego małżeństwa. Mój pierwszy mąż nie żyje, umarł już po rozwodzie. Potem powtórnie wyszłam za mąż. Mam z tego małżeństwa dwie pasierbice. Żyję z mężem na dystans, ponieważ chcę jakoś zebrać siły Przyszłam na warsztat, żeby nauczyć się czegoś, nie wysilając się zbytnio.
hellinger: To się wzajemnie wyklucza. A więc - czego chcesz?
brigitte: Chcę się zaangażować tylko tak, jak potrafię. hellinger: Dla mnie to zbyt ryzykowne, żeby pozwolić na uczestniczenie w warsztacie komuś, kto nie jest gotowy na podjęcie ryzyka przyjrzenia się sobie. Takie zachowanie krępuje innych uczestników. Dlatego chcę cię ostrzec. Tego, co tutaj robimy, nie da się tylko oglądać.
brigitte: Nie chciałam, żeby to zostało tak zrozumiane. Ponieważ szkolę kilkoro uczestników tego warsztatu, a grupa jest taka duża, chcę się trzymać trochę z boku. Zrobię jednak to, co jest wymagane.
hellinger: Podałem ci reguły, a ty je zrozumiałaś. Teraz dla mnie jest to w porządku. Ale opowiem ci jeszcze pewną historię.
* Interwencja ta może się wydawać ostra, ale reagowałem na pozawer-balne sygnały widoczne w zachowaniu Karla, a jego późniejsza reakcja potwierdziła moją intuicję (por. str. 99). To dobry przykład tego, że znajomość porządków miłości pomaga terapeucie zrozumieć złożoność komunikatu klienta.
MNIEJ CZY WIĘCEJ
Pewien amerykański profesor psychologii zawołał do siebie studenta. Wręczył mu banknot jednodolarowy oraz banknot studolarowy i powiedział: „Idź do poczekalni. Tam siedzi dwóch facetów. Daj jednemu z nich banknot jednodolarowy, a drugiemu studolarowyStudent pomyślał: „Odbiło mu znowu!". Mimo to wziął pieniądze, poszedł do poczekalni i dał jednemu mężczyźnie jednego dolara, a drugiemu sto. Nie wiedział jednak, że profesor wcześniej powiedział jednemu mężczyźnie: „Potem dostaniesz jednego dolara" a drugiemu: „Potem dostaniesz sto dolarów". Przypadek sprawił, że student dał jednego dolara temu, który czekał na jednego dolara, a sto dolarów temu, który czekał na sto.
hellinger: uśmiechając się Dziwne, teraz się zastanawiam, dlaczego ci opowiedziałem tę historię.
PODWÓJNE PRZESUNIĘCIE
Claudia: Nazywam się Claudia. Jestem psychologiem i pracuję nie tylko jako psychoterapeutka, lecz także jako biegły sądowy w sprawach rodzinnych. Prowadzę również kursy dla ludzi, którym odebrano prawo jazdy i którzy muszą odbyć szkolenie psychologiczne. Moja sytuacja rodzinna: jestem rozwiedziona. Trochę mi głupio, ponieważ byłam zamężna tylko pół roku. Zastanawiam się, czy można to w ogóle uznać za małżeństwo.
hellinger: Byłaś zamężna i tego nie można już cofnąć. Czy masz dzieci?
claudia: Nie, nie mam dzieci.
hellinger: Dlaczego się rozstaliście?
claudia: Ponieważ to był koszmar. Nie znaliśmy się zbyt
długo. Zdecydowaliśmy się na małżeństwo stosunkowo szybko. Wszystko potem było dla mnie straszne.
hellinger: Ty uważałaś wszystko za straszne, czy twój mąż także?
claudia: Postarałam się, żeby to było straszne także dla niego. hellinger: Jaką straszną kobietę ze swojego systemu pochodzenia naśladowałaś?
claudia: Na pewno matkę.
hellinger: Poszukajmy jeszcze innej. Pytanie brzmi: Która kobieta z twojego systemu miała powody, żeby być zła na jakiegoś mężczyznę? Kiedy zdarza się coś takiego, wtedy dość często u podstaw leży dynamika podwójnego przesunięcia. Czy wiesz, co na czym ona polega?
claudia: Nie.
hellinger: Dam ci przykład. Na jednym z moich warsztatów Jirina Prekop demonstrowała holding1. Poleciła pewnemu małżeństwu, żeby się objęło i wzajemnie mocno trzymało. Nagle twarz żony się zmieniła i widać było, że jest zła na męża. Nie miała jednak do tego żadnego powodu. Powiedziałem wtedy do Jiriny: „Spójrz, jak zmieniła się jej twarz. Po tym można rozpoznać, z kim się ona identyfikuje". Chociaż ta kobieta miała trzydzieści pięć lat, przez chwilę jej twarz wyglądała jak twarz osiemdziesięciolatki. Zapytałem ją wtedy: „Kto miał taką twarz?". Odrzekła: „Moja babcia". Okazało się, że babcia pracowała w gospodzie, a dziadek czasami na oczach wszystkich gości ciągnął ją za włosy przez całą izbę. I ona to znosiła.
Czy możesz sobie wyobrazić, co rzeczywiście czuła wtedy ta babcia? Była zła na swego męża, ale nigdy tego nie wyraziła. Stłumioną wściekłość przejęła wnuczka. Nastąpiło przesunięcie w podmiocie - z babci na wnuczkę. Złość dotyka nie dziadka, lecz męża wnuczki. Nastąpiło także przesunięcie w przedmiocie - z dziadka na męża. Wnuczka ryzykuje mniej - mąż to przyjmuje, bo ją kocha. Tak wygląda dynamika podwójnego przesunięcia. Zazwyczaj nie jesteśmy jej świadomi. Pytanie, czy do czegoś takiego doszło u ciebie.
claudia: Nic o tym nie wiem.
hellinger: Gdyby doszło, byłabyś bardzo wiele winna swojemu mężowi.
claudia: Hm.
hellinger: Właśnie.
Claudia się śmieje.
hellinger: Przyłapałem cię?
claudia: Nie. Ale właśnie pomyślałam o tym, jak się cieszę, że mu się dobrze wiedzie.
hellinger: To dlatego, że czujesz się winna. Gdy będziemy pracować dalej, sprawdzimy, czy to się zgadza. Na razie to tylko hipoteza.
PIERWSZA ŻONA
gertrud: Nazywam się Gertrud. Jestem lekarką i prowadzę
prywatną praktykę. Jestem niezamężna. Mam syna, który
skończy teraz dziewiętnaście lat.
hellinger: Co z jego ojcem?
gertrud: Nie widziałam go już od pięciu lat.
hellinger: Co z nim?
gertrud: Jest żonaty i ma troje dzieci w tym związku. Mniej więcej od pięciu lat ma jeszcze dziecko z inną kobietą. Ale to jego problem.
hellinger: Czy był żonaty, kiedy go poznałaś?
gertrud: Znam go jeszcze z czasów szkolnych, chodziliśmy razem do szkoły. Potem się rozeszliśmy. On zamieszkał w innym mieście i tam się ożenił. Kiedy go ponownie spotkałam, był żonaty, wydaje mi się, że po raz drugi. Właśnie miał się rozwieść. Raz ożenił się dla przysługi, żeby jakaś kobieta mogła wyjechać z Węgier. Potem się z nią rozwiódł. Teraz jest żonaty po raz trzeci.
hellinger: Tego nie można robić - żenić się dla przysługi. Czy miałaś z nim intymną więź, zanim ożenił się po raz pierwszy?
gertrud: Tak.
hellinger: Jesteś zatem jego pierwszą kobietą. Masz pierwszeństwo przed wszystkimi jego żonami. Dobre uczucie, co? gertrud: Tak, tak, ale ciężkie.
hellinger: Co w tym ciężkiego?
gertrud: Nie potrzebuję tego uczucia. Teraz już nie. hellinger: Pierwszeństwo nie zależy od uczucia.
GERTRUD: Ach tak?
hellinger: To rzeczywistość, która istnieje niezależnie od uczuć.
SZCZĘŚCIE NAPAWA LĘKIEM
hellinger: Powiem ci coś o szczęściu. Szczęście wydaje się niebezpieczne, ponieważ czyni człowieka samotnym. Podobnie rzecz się ma z rozwiązaniem problemu. Również ono czyni człowieka samotnym. Kiedy mamy problem i jesteśmy nieszczęśliwi, mamy towarzystwo. Natomiast ludzie szczęśliwi są samotni.
Problem i nieszczęście wiążą się z poczuciem niewinności i wierności. Rozwiązanie problemu i szczęście natomiast wiążą się z poczuciem winy i zdrady. Dlatego szczęście i rozwiązanie możliwe są tylko wtedy, gdy potrafimy stawić czoła poczuciu winy. Wina nie jest racjonalna, ale przeżywamy ją jako taką. Dlatego przejście od problemu do jego rozwiązania stanowi aż taką trudność. Gdyby to, co ci powiedziałem, było prawdziwe, a ty byś to przyjęła, musiałabyś się przecież zupełnie zmienić.
USTAWIENIE: SYN REPREZENTUJE BRATA MATKI
hartmut: Nazywam się Hartmut, zajmuję się doradztwem i pracuję także naukowo jako filozof religii. Mam dwie córki z pierwszego małżeństwa: trzydzieści i dwadzieścia siedem lat. Potem jeszcze raz się ożeniłem, ale od siedmiu lat żyję z żoną w separacji.
hellinger: I co chcesz tutaj zrobić?
hartmut: Chciałbym zyskać jasność, jak głęboko mam wchodzić w relacje z ludźmi. Stałem się pustelnikiem i czuję, że coś tracę. Mam wielką nadwyżkę miłości, ale nie wiem, co z nią zrobić.
hellinger: Ustawimy twoją rodzinę pochodzenia. Czy robiłeś już kiedyś ustawienie rodziny, czy wiesz, jak to się robi? hartmut: Jeszcze nie, ale mam pewien pomysł.
hellinger: Ten pomysł jest zapewne błędny i służy tylko do obrony. To, co sobie ktoś wcześniej przygotuje, służy obronie. To, co się opowiada terapeucie o swoich problemach, służy głównie obronie. Sprawa robi się poważna dopiero wtedy, gdy trzeba działać. Okej, kto mógłby reprezentować twojego ojca? hartmut: Robert mógłby go reprezentować, ponieważ... hellinger: Nie potrzebujesz uzasadniać. Ile masz rodzeństwa? hartmut: Dwoje, i przyrodnią siostrę. Dlatego się wahałem. Ale z tą siostrą nie wychowywaliśmy się razem.
hellinger: Z czyjego związku pochodzi przyrodnia siostra? hartmut: Mojego ojca.
hellinger: Czy on był wcześniej żonaty?
hartmut: Nie. Po rozwodzie z moją matką ożenił się jeszcze raz i wtedy urodziła się moja przyrodnia siostra. Matka już nie wyszła za mąż.
hellinger: Kto jest pierwszym dzieckiem twoich rodziców? hartmut: Ja.
hellinger: Czy któreś z twoich rodziców było wcześniej w związku małżeńskim, zaręczone albo w stałym związku? hartmut: Nie. Ale moja matka miała upragnionego kandydata na męża, który potem został moim ojcem chrzestnym. hellinger: Będziemy go potrzebować. Czy poza tym jest jeszcze ktoś ważny?
hartmut: Niezwykle ważny jest brat mojej matki. hellinger: Co z nim?
hartmut: Moja matka zawsze chciała żyć z nim razem, zawsze chciała się na nim wzorować.
hellinger: Jest proboszczem, czy co?
hartmut: Nie, był słynnym aktorem.
hellinger: Chciała żyć z nim razem?
hartmut: Właściwie wolała go bardziej od mojego ojca. hellinger: Bratem matki zajmiemy się później. Najpierw ustawimy ojca, matkę, rodzeństwo, drugą żonę ojca, siostrę przyrodnią i przyjaciela matki. Wyszukaj w grupie reprezentantów każdego z nich: mężczyzn jako reprezentantów mężczyzn lub chłopców i kobiety jako reprezentantki kobiet lub dziewczyn. Potem ustaw każdego na właściwym dla niego miejscu zgodnie z tym, co czujesz, nie mówiąc nic ani niczego nie wyjaśniając. Zrób to w skupieniu i z powagą, inaczej się nie uda.
Hartmut ustawia swoją rodzinę pochodzenia2.
hellinger: Teraz obejdź raz jeszcze ustawione osoby i jeśli trzeba, skoryguj ich pozycję. Potem usiądź tak, żeby wszystko dobrze widzieć.
0 ojciec M matka
1 pierwsze dziecko, syn (= Hartmut)
2 drugie dziecko, córka
3 trzecie dziecko, syn 2Ż druga żona ojca
4 czwarte dziecko, z drugą żoną PM przyjaciel matki
hellinger: Jak się czuje ojciec?
ojciec: Czuję się bardzo odizolowany. Moja była rodzina jest daleko ode mnie, a za plecami mam coś, czego w ogóle nie widzę.
hellinger: Jak się czuje matka?
matka: Mam kontakt z moim byłym mężem. Wcześniej byłam odrętwiała.
hellinger: Jakie masz przy tym uczucie?
matka: Niemocy Braku możliwości działania.
hellinger: A co czujesz do swojego kochanka, ojca chrzestnego Hartmuta?
matka: Stoi za mną, ale jednocześnie siedzi mi na karku. Moje uczucia są raczej mieszane.
hellinger: Jak się czuje kochanek?
przyjaciel matki: Też mam mieszane uczucia. Uważam ją za atrakcyjną, sympatyczną kobietę, jestem z nią w związku. Ale w tych warunkach mi się to nie podoba. Czuję się sztywny i znieruchomiały.
hellinger: Jak się czuje najstarszy syn?
pierwsze dziecko: Gdy zostałem tutaj postawiony, pomyślałem, że zaraz ktoś mnie złapie - to dziwnie - za łydki. Czuję tam ciepło. Mam też wrażenie, jak gdyby pies chciał mnie ugryźć. To budzi niepokój. W kierunku ojca płynie ciepło, ale do niego nie dociera. Z rodzeństwem stojącym za mną nie czuję żadnej więzi. Druga żona ojca i siostra przyrodnia są dla mnie bez znaczenia.
hellinger: Jak się czuje drugie dziecko?
drugie dziecko: Gdy podczas ustawiania matka stała obok
mnie, czułam się lepiej, a teraz już nie tak dobrze.
hellinger: Jak się czuje trzecie dziecko?
trzecie dziecko: Mam moich rodziców w polu widzenia,
jednak nie umiem się zdecydować. CzUję, że ciągnie mnie do
ojca, lecz nie mogę stąd odejść.
hellinger: Jak się czuje druga żona?
druga żona: Zastanawiam się, dlaczego mój mąż nie może
się do mnie odwrócić.
hellinger: Jak się czuje przyrodnia siostra?
czwarte dziecko: Najpierw czułam, że znajduję się na zewnątrz i uważałam ojca za groźnego. Odkąd matka stoi za mną, jest lepiej. Ale ojciec wchodzi mi w drogę.
pierwsze dziecko: Gdy stoję tutaj, robi mi się ciepło z przodu, jakbym był naładowany i chciał coś złapać.
hellinger: do Hartmuta Teraz dostaw brata matki!
> BM
PM
e
3
BM brat matki
hellinger: Co się zmieniło u najstarszego syna?
pierwsze dziecko: Ciągnie mnie w lewo, do brata matki, i zastanawiam się, czego on chce. Co on tam właściwie robi? hellinger: Czy jest lepiej, czy gorzej?
pierwsze dziecko: Siła, którą poprzednio miałem, ucieka teraz w lewo. Rozrywa mnie. Tak nie może być. Trochę siły płynie jeszcze do ojca. Z tyłu wszystko naładowane, a po lewej coś ucieka.
hellinger: Jak się czuje brat matki?
brat matki: Nie wiem naprawdę, co ja tutaj robię.
hellinger: Jak się teraz czuje matka?
matka: Ciasno mi.
hellinger: I to jak!!!
matka: Tak. Śmieje się.
hellinger: do Hartmuta Czy on był żonaty, ten aktor? hartmut: Nie, zresztą on już dawno nie żyje.
hellinger: Co się teraz dzieje u drugiej żony?
druga żona: Uważam za przyjemne to, że oni tam wszyscy
stoją. Mam uczucie, że to się zgadza.
hellinger: Co u najstarszego syna? Czy jest lepiej, czy gorzej? pierwsze dziecko: Naraz zrobiło się tu jasno. To dla mnie dobre miejsce.
hellinger: Co jest U ojca?
ojciec: Mogę się teraz poświęcić mojej obecnej rodzinie.
Hellinger przestawia obraz.
Obraz nr 3
Hellinger przestawia obraz. Przyjaciel matki może usiąść, ponieważ najwyraźniej nie odgrywa już ważnej roli.
Obraz nr 4
hellinger: Jak to jest dla ojca?
ojciec: Czuję się bardzo dobrze. Mogę teraz patrzeć na moją pierwszą żonę. To była nieudana próba. Nowa więź jest właściwa. Uważam za dobre, że moje dzieci są tak blisko. hellinger: Jak się czuje trzecie dziecko?
trzecie dziecko: Chciałbym mieć więcej kontaktu z matką. hellinger: Jak się czuje córka?
drugie dziecko: Tutaj w kręgu jest okej.
hellinger: Jak się czuje najstarszy syn?
pierwsze dziecko: Tak, pięknie. Teraz moja siostra przyrodnia i jej matka także należą do rodziny. To, że moja matka odchodzi, jest dla mnie w porządku.
hellinger: A jak się czuje matka?
matka: Chciałabym popatrzeć na moje dzieci.
hellinger: Jak się czuje jej brat?
brat matki: Czuję się tu bardzo dobrze. Chciałbym spontanicznie coś przedsięwziąć.
hellinger: do Hartmuta Co powiesz na to ustawienie? hartmut: Nie potrafię w tym oczywiście rozpoznać realnej sytuacji. Zresztą chyba nie o to chodzi. To rozwiązanie, które funkcjonowałoby, gdyby dzieci współdziałały. Jednak takie rozwiązanie nie zaistniało. Dlatego moim zdaniem jest w tym coś z utopii.
hellinger: Komentarze służą często zakwestionowaniu rozwiązania, są próbą uniknięcia rozwiązania. Chciałem tylko wiedzieć, jak się czujesz, gdy to widzisz.
hartmut: Nie jestem zachwycony. Raczej pojawia się uczucie żalu, że tak nie było. W gruncie rzeczy powinienem milczeć.
Hellinger odwraca znów matkę i jej brata w kierunku rodziny. Matkę stawia obok brata, po jego lewej stronie, ażeby mogła się znaleźć bliżej dzieci.
Obraz nr 5
hellinger: do reprezentantów Czy to lepiej, czy gorzej?
pierwsze dziecko: Cieplej.
drugie dziecko: Gorzej.
hellinger: Dla matki?
matka: Dla mnie lepiej.
brat matki: Dla mnie też.
hellinger: do grupy Ta kobieta oszukała swojego męża. Reprezentantka matki śmieje się.
Ta kobieta oszukała swojego męża, ponieważ go nie chciała. Dlatego właściwie powinna się odwrócić. Straciła prawo patrzenia w tym kierunku.
Hellinger znów odwraca matkę i brata matki. Matkę stawia za plecami brata.
Obraz nr 6
hellinger: do reprezentantów Jak to jest?
matka: Zgadza się.
hellinger: Właśnie. Widzicie, z kim się identyfikuje Hart-mut. Matka stoi teraz za swoim bratem - dokładnie tak samo, jak na początku, gdy stała za najstarszym synem. Hartmut identyfikuje się z tym bratem.
pierwsze dziecko: Mam ciarki na plecach i przychodzi mi do głowy zdanie: „Biedna matka!".
hellinger: do grupy W tej rodzinie rozgrywa się dramat, na który ani mąż, ani dzieci nie mają żadnego wpływu. Nie wiemy też, dlaczego się tak dzieje. Nie możemy tu ingerować. Musimy tak to zostawić. Dla Hartmuta jedynym rozwiązaniem jest stanie przy ojcu.
hellinger: do Hartmuta Czy chcesz teraz stanąć na swoim
miejscu?
hartmut: Tak.
Hartmut staje na swoim miejscu w ustawieniu.
hellinger: Teraz panuje porządek. Powiem ci, jak z tym postępować. Miałeś wewnętrzny obraz rodziny, który był w dosłownym znaczeniu szalony. To dlatego ustawiłeś rodzinę w szalony sposób. Ja ustawiłem porządek. Masz więc szansę wziąć ten nowy obraz do serca i unieważnić stary jego mocą. I wtedy się zmienisz, chociaż nikt inny się nie zmienił i nie zmieniła się sytuacja. Ty się zmienisz, ponieważ niesiesz w sobie obraz porządku. I możesz całkiem inaczej zwrócić się do twojej obecnej rodziny. Na pozycji, którą miałeś, identyfikowałeś się z kimś, kogo matka kochała bardziej niż ojca, dlatego żadna kobieta nie mogła zatrzymać ciebie, a ty nie mogłeś zatrzymać żadnej kobiety. Czy to dla ciebie jasne? Okej, to tyle.
RÓŻNICA MIĘDZY IDENTYFIKACJA A NAŚLADOWNICTWEM
ida: Jak w ogóle mogło dojść do identyfikacji Hartmuta z wujkiem?
hellinger: Jego matka szuka nieświadomie kogoś, kto w aktualnym systemie reprezentowałby dla niej brata, którego straciła w swoim systemie pochodzenia. Najstarszy syn przejął dla niej rolę brata, ale nie zauważyli tego ani on, ani ona, ani nikt inny
hartmut: Ale to chyba różnica, czy moja matka wychowała mnie tak, bym pełnił rolę jej brata, którego przedwcześnie straciła i którego nie znałem, czy też ja sam wziąłbym go sobie za wzór do naśladowania, czego zresztą nie zrobiłem. To przecież dwie różne identyfikacje.
hellinger: Nie. Wzór do naśladowania nie jest identyfikacją. Wzór mam niejako przed sobą. Dlatego jestem od niego oddzielony. Mogę za nim podążać albo i nie - jestem wolny. Gdy zachodzi identyfikacja, nie jestem wolny. Często w ogóle nie wiem, że doszło do identyfikacji. Dlatego w wypadku identyfikacji czuję się wyobcowany wobec samego siebie. Gdy podążam za wzorem, nie czuję tego wyobcowania.
hartmut: To prawda. A więc słowa „identyfikacja" używasz na opisanie obiektywnego procesu, którego nikt świadomie nie uruchomił.
hellinger: Tak. Dlatego też nikt nie jest winien. Matka nie wybrała sobie ciebie do identyfikacji z bratem. Nie można matce robić z tego zarzutu. To dynamika, która wynika z konstelacji, chociaż świadomie nikt jej nie chce. A dziecko nie może się przed tą dynamiką bronić.
hartmut: Są więc tylko ofiary.
hellinger: Tak. Są tylko uwikłani, każdy w inny sposób. Dlatego pytanie o winę lub o sprawcę w tym kontekście nie ma sensu.
ZASADA MINIMALIZMU
dagmar: Czy to znaczy, że nie trzeba już ustawiać rodziny ze strony matki, żeby odkryć, co tam się stało?
hellinger: Broń Boże! Wolę nie myśleć, dokąd byś wtedy zaszła. Hartmut tego nie potrzebuje. Dla niego rozwiązanie jest teraz zupełnie jasne. A tego, co się jeszcze zdarzyło, nie można już zrekonstruować. Próbując to robić, wchodzimy w obszar fantazji. Dlatego też wielkie rekonstrukcje rodzinne są ostatecznie mylące i rzadko prowadzą do rozwiązania. On ma wszystko, czego potrzebuje do działania. Zawsze, gdy to odnajdę, przerywam. Robię tylko tyle, ile ktoś potrzebuje do rozwiązania! Nie szukam rozwiązań dla nieobecnych. Działam zatem według zasady minimalizmu, to znaczy ograniczam się do znalezienia rozwiązania dla osoby, o którą chodzi. Na tym poprzestaję i od razu przechodzę dalej. Nie snuję też długich rozważań po ustawieniu. Na tym warsztacie robię wyjątek ze względu na jego szkoleniowy charakter. Ale normalnie nie wolno tego robić. Nie przeprowadzam również żadnej kontroli efektów ani czegoś podobnego. To jedynie zabiera siłę.
INDYWIDUACJA ZMNIEJSZA BLISKOŚĆ W ZWIĄZKACH
ida: Co z dziećmi w tym pogmatwanym systemie? Czy dostały coś ważnego?
hellinger: Oczywiście, że tak. Z jednej strony, dzięki tej konstelacji, nawet jeśli jest ona dla nich obciążająca, otrzymały życie. Z drugiej strony, ich rozwój został zahamowany. Tutaj na przykład pierwszy syn przejął coś, co utrudniało mu rozwój. Teraz ma szansę urosnąć i wznieść się ponad te problemy.
Rozwój w rodzinie pochodzenia i w aktualnych związkach zmierza do indywiduacji. To znaczy, że człowiek uwalnia się stopniowo ze swoich więzi. To uwolnienie prowadzi do włączenia się w dużo szerszy kontekst, w którym jednocześnie pozostaje się wolnym.
To trochę przypomina sytuację, gdy ktoś w górach wychodzi z ciasno zabudowanej wioski i zaczyna się wspinać, wyżej i wyżej. Roztacza się przed nim coraz rozleglejszy widok. Ale im wyżej się wspina, tym bardziej staje się samotny. Doświadcza siebie w szerszym kontekście. A więc uwolnienie się od tego, co bliskie, pozwala powstać więzi z czymś większym. Ceną jest jednak większa samotność. Dlatego wielu osobom ten krok sprawia taką trudność. Każda ścisła więż dąży do czegoś większego i rozleglejszego. Dlatego w każdym związku mężczyzny i kobiety po osiągnięciu apogeum - są nim narodziny pierwszego dziecka - bliskość słabnie, ale związek może zacząć się rozwijać w kierunku czegoś większego. Związek staje się dzięki temu bogatszy, ale bliskość słabnie. Musi słabnąć.
Niektórzy, wstępując w związek, sądzą, że zawsze pozostanie on tak ścisły, jak na początku. Ale bycie w związku jest także procesem umierania. Każdy kryzys w związku przeżywany jest jak umieranie i jest częścią umierania. Wtedy słabnie poczucie bliskości, ale na innej płaszczyźnie pojawia się nowa jakość. Jest inaczej niż poprzednio - spokojniej, swobodniej. Związek jest pojemniejszy.
ida: Więc to nie miłość się traci?
hellinger: Nie, nie, miłość może być większa, dużo większa, ale zyskuje inną jakość.
MIŁOŚĆ I PORZĄDEK
hellinger: Wiele problemów powstaje, ponieważ człowiek sądzi, że mógłby za pomocą przemyśleń, wysiłku lub miłości - jak żąda tego na przykład Kazanie na górze - przezwyciężyć porządek. Jednak porządek jest nam dany i nie da się go zastąpić miłością. To iluzja. Trzeba wrócić do porządku, do prawdy. Dopiero tam znajdziemy rozwiązanie.
hartmut: Rzuciłeś mimochodem okrutne zdania, że miłość nie pomaga i niczego nie rozwiązuje, że nie można takiego problemu rozwiązać za pomocą miłości. Rzeczywiście, próbowałem na różne sposoby i się nie udało. Ale to straszny wgląd. hellinger: Miłość jest częścią porządku. Porządek wyprzedza miłość, a miłość może się rozwijać tylko w ramach porządku. Porządek jest dany. Jeśli odwrócę te stosunki i za pomocą miłości zechcę zmienić porządek, poniosę porażkę. To niemożliwe. Miłość poddaje się porządkowi i wtedy może rosnąć. Tak jak nasienie, które rozwija się i rośnie, jeśli tylko podda się glebie.
hartmut: Zatem rzeczywiście jestem szalony.
hellinger: Tak, ale teraz masz szansę uporządkowania tego. Niektórzy potrafią w krótkim czasie nadrobić bardzo dużo, gdy działają. Natomiast wyznawanie win i biadolenie uniemożliwiają działanie i osłabiają. Zastępują działanie.
PORZĄDEK STARSZEŃSTWA
dagmar: Ustawiłeś osoby w systemie Hartmuta w pewnej kolejności. Według jakiego porządku?
hellinger: W obrębie systemu panuje pewna hierarchia. Jest to porządek starszeństwa. Jego kryterium stanowi czasowe następstwo przynależności. Miejsce w hierarchii zależy od tego, jak długo ktoś należy do systemu. Dlatego w systemie Hartmuta pierwsza żona ma pierwszeństwo przed drugą, a najstarszy syn ma pierwszeństwo przed młodszymi dziećmi. Gdy się ustawia rodzinę wedle tego porządku, na przykład w kręgu, wtedy osoby niższe rangą stoją na lewo od osób wyższych rangą - zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Obraz 1
0
ojciec
M
matka
1
pierwsze dziecko, córka
2
drugie dziecko, syn
3
trzecie dziecko, syn
Byt jest definiowany przez czas i uzyskuje rangę dzięki czasowi. Czas nadaje bytowi strukturę. Kto był w jakimś systemie wcześniej, ten ma pierwszeństwo przed kimś, kto przyszedł później. To, co się zdarzyło w jakimś systemie wcześniej, ma pierwszeństwo przed tym, co się zdarzyło później. Dlatego pierworodny ma pierwszeństwo przed drugim dzieckiem, a związek małżeński ma pierwszeństwo przed rodzicielstwem. Tak jest w systemie rodzinnym.
Także między systemami istnieje hierarchia, ale rządzi się ona odmiennymi prawami. Nowy system ma pierwszeństwo przed starym. Na przykład rodzina aktualna ma pierwszeństwo przed rodziną pochodzenia. Gdy jest odwrotnie, dzieje się źle. Na przykład dla matki Hartmuta system pierwotny miał pierwszeństwo przed systemem aktualnym. Dlatego źle się im układało.
o
dagmar: Twierdzisz zatem, że jest pierwszeństwo czasowe, a jednocześnie pierwszeństwo tego, co teraźniejsze. Czy tak? hellinger: W systemie pierwszeństwo ma ten, kto dłużej do niego przynależy. Pomiędzy systemami natomiast nowy ma pierwszeństwo przed starym.
PIERWSZEŃSTWO PIERWSZEJ WIĘZI
frank: A czy nie ma hierarchii ze względu na jakość systemów? System naturalny czy zdrowy stałby w niej wyżej niż nienaturalny czy chory.
hellinger: Nie, ten rodzaj rozróżnienia nie funkcjonuje. Pierwsza więź, w którą ktoś wchodzi, ma pierwszeństwo przed drugą, niezależnie od tego, jaką jakość miała ta pierwsza. W każdym kolejnym związku głębia więzi jest mniejsza. Więź to nie to samo, co miłość. W drugim związku miłość bywa większa, ale więź zawsze jest mniejsza. Głębię więzi poznaje się po tym, jak wielka jest wina, którą ktoś odczuwa, gdy związek się rozpada. Gdy się ktoś uwalnia z drugiej więzi, czuje się mniej winny niż wtedy, kiedy się uwalniał z pierwszej. Jednak drugi system ma pierwszeństwo przed pierwszym.
hartmut: Jestem bardzo odświeżony, naładowany energią; trochę jak w Ewangelii: „Prawda was wyzwoli". Czuję się jak na początku wyzwolenia.
HIERARCHIA W RODZINIE
hellinger: Każda grupa ma pewien porządek, pewną hierarchię, która wynika z początku przynależności. Tak jest w rodzinach i tak jest w organizacjach.
Jeśli w rodzinie doszło do tragedii, to znak, że ktoś niższy rangą naruszył - świadomie czy nieświadomie - porządek starszeństwa. A więc uzurpuje sobie prawo do czegoś, co jest zastrzeżone dla wyżej postawionych. Uzurpacja taka często bywa tylko obiektywna, nie subiektywna.
Jeśli na przykład dziecko próbuje odbyć pokutę za swoich rodziców albo wziąć na siebie skutki winy rodziców - jest to uzurpacja. Jednak dziecko nie zauważa tej uzurpacji, ponieważ działa pod wpływem miłości. Nie słyszy w sumieniu głosu, który je przed takim postępowaniem ostrzega. Dlatego wszyscy tragiczni bohaterowie są ślepi. Sądzą, że czynią coś dobrego i wielkiego. Jednak to przekonanie nie chroni ich przed upadkiem. Powoływanie się na dobre intencje lub czyste sumienie, uruchamiane zazwyczaj wtórnie, nie chroni przed zgubnymi skutkami.
Dziecko nie potrafi się bronić przed uzurpacją, działa bowiem pod wpływem miłości. Dopiero dorosły, gdy zrozumie ten mechanizm, może się uwolnić z krępujących więzów uzurpacji i wrócić na przysługującą mu pozycję. Nie przychodzi mu to łatwo, ponieważ wtedy musi stać tylko na własnych nogach. Musi zaczynać wszystko od początku, na samym dole hierarchii i polegać tylko na własnych możliwościach. Ale stojąc na tym miejscu, jest skupiony i jest sobą. Na zawłaszczonym miejscu nie jest sobą i jest wyobcowany.
Dlatego w terapii rodzinnej zwraca się uwagę przede wszystkim na to, czy ktoś nie uzurpuje sobie prawa do czegoś, co mu nie przystoi. I to najpierw trzeba uporządkować.
RANGA INTYMNOŚCI
Dziecko nigdy nie może wiedzieć o niczym, co należy do związku między rodzicami. To dziecka nie obchodzi. To, co należy do pary, nie obchodzi również nikogo innego. Jeśli ktoś ujawnia coś ze swojego intymnego związku, nadużywa zaufania i wywołuje złe skutki. Niszczy związek. Intymności należą tylko do tych, którzy weszli w związek. Dla osób z zewnątrz muszą one pozostać na zawsze tajemnicą. Na przykład mąż nie może opowiadać drugiej żonie niczego o swojej pierwszej żonie, niczego na temat intymnego związku. Wszystko, co dotyczy pary, musi pozostać dobrze strzeżoną tajemnicą między mężczyzną i kobietą. Jeśli rodzice mówią dzieciom coś o swoich relacjach, jest to dla dzieci bardzo niedobre. Jeśli na przykład doszło do aborcji, dzieci nic to nie obchodzi. To należy do intymnego związku rodziców. Także wobec terapeuty wolno o tym mówić tylko w taki sposób, by chronić partnera. W przeciwnym razie związek się rozpadnie.
PIERWSZEŃSTWO PRZY ROZWODZIE
uczestniczka: A jeśli rodzice się rozchodzą i dzieci chcą wiedzieć, dlaczego?
hellinger: Wtedy się im mówi, że to nie jest ich sprawa. Rozstajemy się, jednak pozostaniemy dla was ojcem i matką. Związek rodzicielski nie zostaje przecież rozwiązany. Po rozwodzie dzieci często zostają przyznane jednemu z rodziców, a drugiemu odebrane. Jednak nie można rodzicom zabrać dzieci. Rodzice zachowują pełne prawa i pełne obowiązki, także po rozwodzie. Rozwiązane zostaje tylko małżeństwo.
Nie wolno pytać dzieci, do kogo chcą iść. Zmuszałoby się je wtedy do wybierania między rodzicami, do opowiedzenia się za jednym i przeciw drugiemu. Tego nie można od nich wymagać. Rodzice omawiają między sobą, do kogo pójdą dzieci, a potem informują dzieci o decyzji. Nawet jeśli dzieci protestują, to są wewnętrznie wolne i cieszą się, że nie muszą wybierać. uczestniczka: Czy rodzice, opowiadając dzieciom o tym, co między nimi jako parą nie było dobre, nie próbują się wobec dzieci usprawiedliwiać?
hellinger: Trzeba zacząć od tego, że do rozstania dochodzi zwykle bez niczyjej winy. Jest ono nieuniknione, z reguły jest nieuniknione. Kto szuka winnego i winy w sobie i w partnerze, ten odmawia stawienia czoła temu, co nieuniknione. Wtedy powstaje złudzenie, że istniałoby inne rozwiązanie, gdyby... A to nieprawda. Rozstania są skutkiem uwikłań. Każdy z partnerów jest w szczególny sposób uwikłany. Dlatego jako terapeuta nie dociekam nigdy, kto mógłby być winny albo co mogłoby być winne. Mówię: „Minęło. A teraz stawcie czoła bólowi, że związek przeminął, chociaż chcieliście dobrze". Gdy para tak postąpi, może się rozejść w pokoju i uregulować między sobą to, co jest do uregulowania. Wtedy każde z nich staje się gotowe na przyjęcie swojej przyszłości. To odciąża wszystkich.
uczestniczka: Brałam udział w badaniach na temat tego, jakie skutki u dzieci wywołują rozwody Otóż okazało się, że jeśli rodzice mówili dzieciom, że chcą się rozwieść, wtedy w pierwszym odruchu dzieci myślały, że to ich wina. hellinger: Jeśli coś się nie udaje między rodzicami, wtedy dzieci szukają winy w sobie. Wolą być winne, niż obciążyć winą rodziców. Dobrze, jeśli rodzice powiedzą dzieciom: My jako para zdecydowaliśmy się rozstać. Jednak pozostaniemy waszymi rodzicami, a wy pozostaniecie naszymi kochanymi dziećmi. uczestniczka: Okej. Często widywałam, jak dzieci dopytują się o szczegóły. Co wtedy zrobić?
hellinger: Dałem ci już rozwiązanie. Jest jeszcze coś bardzo ważnego. Dzieci muszą po rozwodzie iść do tego rodzica, który bardziej szanuje w nich swojego byłego partnera. Z reguły jest to mężczyzna. Częściej mężczyzna szanuje w dzieciach kobietę niż kobieta w dzieciach mężczyznę. Czemu tak jest, nie wiem, ale to widać. Gdy pracuję z parą, która chce się rozwieść, wtedy mówię im, że najlepsze dla dobra dzieci będzie to, jeśli każde z nich w dzieciach będzie kochało partnera - niezależnie od tego, jak potoczyły się później losy związku. Wraca się do początku. To był przecież szczęśliwy czas dla większości par, czas bliskości. Niech patrzą na swoje dzieci, mając w pamięci tę bliskość - nawet po rozwodzie.
ZARZUT
gertrud
