Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
36 osób interesuje się tą książką
Spłonął świat – niech powstanie świat.
Wśród zgliszczy, pyłu i rdzy rodzą się nowe historie. Część z nich zatoczy koło, w innych podjęte zostaną próby, by zmienić bieg zdarzeń. Czy jednak to się opłaci? I czy można tak po prostu oszukać los?
Odpowiedzi udzielą nam autorzy osiemnastu opowiadań, którzy wracają do korzeni gatunku. Do jałowych pustkowi, gdzie każda kropla wody znaczy więcej niż ludzkie życie. Do tęsknych snów o przeszłości i do potworów na jawie. Do tajemniczych sekt piorących mózgi i do cybernetycznych korporacji niosących wielki kataklizm.
Wreszcie do małych osobistych tragedii, rozgrywanych na przysypanych popiołem gruzach.
Gdzieś tam jeszcze tli się nadzieja.
Autorzy:
Mateusz Dudek, Justyna Karolak, Mariusz Kaszyński, Aleksandra Knap, Nenad Kojčić, Wojciech Kopyciński, Jakub Kozakiewicz, Gracjan Miernicki, Kamil Mosior, Olaf Pajączkowski, Jacek Pelczar, Krzysztof Rypuła, Rafał Sala, Małgorzata Sanchez, Marek Ścieszek, Łukasz Wilkan, Michał Wysocki, Zeter Zelke
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 513
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł: Popioły
Copyright © 2025 Mateusz Dudek, Justyna Karolak, Mariusz Kaszyński, Aleksandra Knap, Nenad Kojčić, Wojciech Kopyciński, Jakub Kozakiewicz, Gracjan Miernicki, Kamil Mosior, Olaf Pajączkowski, Jacek Pelczar, Krzysztof Rypuła, Rafał Sala, Małgorzata Sanchez, Marek Ścieszek, Łukasz Wilkan, Michał Wysocki, Zeter Zelke
Wszelkie prawa zastrzeżone.
All rights reserved.
Redakcja i korekta: Alicja Gajda, Anna Dzięgielewska
Projekt okładki: Łukasz Białek
Skład i łamanie: Krzysztof Biliński
Wydanie I
Wydawca: Planeta Czytelnika, Łódź 2026
planeta-czytelnika.pl
ISBN 978-83-68702-28-6
W 2060 roku świat mierzył się z konsekwencjami katastrofy Yellowstone – wulkaniczną zimą, kryzysem żywnościowym i migracjami z Ameryki do Europy. To wtedy narodził się pomysł stworzenia globalnych struktur, które pozwoliłyby na szybszą i skuteczniejszą rekultywację zniszczonych terenów.
Kiedy trzynaście lat później granice zmieniały się w ogniu Nuklearnej Wojny 20-minutowej, my przygotowywaliśmy się na misję, która przekracza politykę i ideologię: ochronę ludności przed skażeniem. Dziś, z siedzibą we Vroclaviu, Desibreiss Environmental Systems koordynuje największy w historii program rekultywacyjny – przywracanie równowagi w rejonie Pasa Skażenia, tam, gdzie cywilizacja Zachodu zderzyła się z państwami dzisiejszej Federacji Eurazjatyckiej.
Wierzymy, że prawdziwe bezpieczeństwo zaczyna się od czystego środowiska. Współpracując z międzynarodowymi partnerami, wykorzystujemy najnowocześniejsze technologie neutralizacji odpadów radioaktywnych i chemicznych. Nasze zespoły działają w terenie, dzień po dniu, aby chronić granice, zabezpieczać przyszłość i oddawać Naturze to, co jej zabrano.
Elara Nowicka
Prezes Zarządu
Źródło: Desibreiss Environmental Systems: Cleaning the Future,
„Biuletyn Odbudowy 2128”
Kasjan Dunovski pijał sippę dla przyjemności, zazwyczaj w towarzystwie kogoś, kto tak jak on lubił czuć na języku miodowy aromat zmieszany z ostrym posmakiem dębu. Tym razem powód, dla którego sięgnął po butelkę, był na tyle bolesny, że rytuałowi picia luksusowego trunku postanowił oddać się sam. Przysunął do siebie stolik, przelał resztkę sippy do szklanki, po czym zatonął w miękkim oparciu sofy. Ognisty smak ponownie wypełnił usta, a wzrok Kasjana spoczął na doniczce ustawionej w kącie salonu. Wyrastał z niej poczwarny sukulent. Jak głosiła tabliczka wetknięta w ziemię, należał do rodzaju Selenicereus.
W umyśle coraz bardziej poddającym się wpływowi alkoholu zrodziło się frapujące pytanie: co stałoby się z kaktusem, gdyby podlać go sippą? Skoro uschnąć od niedoboru wody nie zamierzał, może umarłby od spożycia etanolu? I może razem z kaktusem umarłoby uczucie do kobiety, która przyniosła go tu sześć miesięcy wcześniej? Kasjan wciąż usiłował zrozumieć, dlaczego cztery dni temu spakowała swoje rzeczy i zniknęła bez słowa. Im więcej o tym myślał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że powód nie miał nic wspólnego z łączącą ich relacją i że zamiast zastanawiać się, dlaczego odeszła, powinien zadać sobie pytanie, dlaczego w ogóle się wprowadziła.
Zaczęło się zwyczajnie, od ogłoszenia na portalu nieruchomości. Kasjan szukał wtedy współlokatora, który zająłby pusty pokój, wieczorami pogadał o polityce i od czasu do czasu obejrzał mecz. Pojawiła się jednak ona, na wpół wygolona blondynka z końcówkami włosów zafarbowanymi na różowo, ubrana w trampki, wytarte dżinsy i ramoneskę; kobieta budowy tak drobnej, że z daleka można by wziąć ją za nastolatkę. Efekt ten pogłębiał czarny kolczyk w nosie i litera A wytatuowana na skroni. Zmarszczki w kącikach brązowych oczu zdradzały jednak, że kobieta przekroczyła trzydziestkę kilka lat temu. Jej twarz wydała się Kasjanowi sympatyczna, niekoniecznie ładna, choć nie wykluczał, że percepcję wypaczyło mu oglądanie koleżanek z biura, które wstawały godzinę wcześniej niż on, żeby pokryć twarz kompletnym makijażem.
– Selena. – Podała mu drobną dłoń na powitanie. – Widzę, że oboje jesteśmy ofiarami mody na dziwaczne imiona.
Zdobyła pierwszy punkt.
– Szukałem raczej współlokatora… – napomknął, kiedy oglądała pokój wyposażony w stalowy regał, biurko bez szuflad i szafę w rozmiarze niewystarczającym do zaspokojenia potrzeb przeciętnej kobiety.
Selena odwróciła się i spiorunowała Kasjana wzrokiem.
– Jeśli mam stąd wyjść, to tylko po to, żeby zabrać swoje rzeczy z auta.
– Z auta? – Nie znał osobiście nikogo, kto jeszcze jeździł samochodem.
– Muszę czuć ziemię pod kołami – wyjaśniła, a jej twarz złagodniała. – Obiecuję nie robić awantur z powodu brudnych naczyń i rozrzuconych skarpetek. Resztki zgolonego zarostu w umywalce też nie będą problemem.
Wygrała. Wróciła po niespełna dziesięciu minutach ze sportową torbą na ramieniu, dwoma butelkami piwa w lewej ręce i kaktusem w prawej.
– Nie lubię przebywać w pomieszczeniach, w których nie ma kwiatów – powiedziała, stawiając doniczkę na stole.
Kasjan pomyślał, że kaktus bardziej niż kwiat przypomina macki potwora usiłującego po drabince wydostać się z doniczki. Nie zdążył jednak podzielić się tym spostrzeżeniem, bo Selena wyciągnęła pokaźny plik banknotów.
– Nie zależy mi na podpisywaniu umowy – powiedziała.
Chwilę później otworzyła piwo, usiadła po turecku na kuchennym krześle i zaczęła opowiadać o jakimś koncercie. To wtedy Kasjan ją polubił. Były w niej bezpretensjonalność i luz, za którymi tęskniła jakaś część jego osobowości stłamszonej przez korporacyjną manierę.
* * *
Gdyby zobaczył Selenę na ulicy, raczej nie zwróciłby na nią uwagi. Mieszkali jednak razem, a to całkowicie zmieniało perspektywę. Zupełnie jakby natura chciała wykorzystać okazję stwarzaną przez i tak wspólne już życie. Selena lubiła nosić podkoszulki z nadrukami, które miały prowokować do myślenia. Kiedy widział ją po raz ostatni, miała na sobie białą bluzę z hasłem We Are All Blind wydrukowanym tak, że przypominało litery na dawnej tablicy okulistycznej. Aby przeczytać słowo Blind w czwartym rzędzie, Kasjan musiał zmrużyć oczy.
Zwykle uciekał od tych napisów wzrokiem w stronę ramion, a potem zsuwał się po ich kształtnej linii aż po smukłe palce. Kasjanowi podobało się, jak Selena przygryzała wargę, kiedy pogrążała się w zamyśleniu, i to, że do obiadu wyglądała tak, jakby dopiero co wstała z łóżka. Pracowała do późna, z oldschoolowym laptopem na kolanach i nogami zarzuconymi na stół.
– Komputery, telefony, auta i papier – zażartował kiedyś Kasjan. – Jesteś bardziej staroświecka niż moja babcia.
– Przynajmniej kiedy pracuję, wyglądam jak człowiek – odcięła się Selena. – Ty jak zombie, które bezmyślnie gapi się w ścianę. Kable w ciele kiedyś cię zgubią. Zobaczysz.
Spory o to, czy z głośników ma płynąć stary dobry rock, czy może muzyka pasująca do klubowych świateł, były na porządku dziennym. Zdarzały się też wygłupy i kąśliwe uwagi.
Zbliżał się koniec maja i zaczynało już pachnieć latem, które tu, w zrekultywowanej dzielnicy Asylium prezentowało się miło dla oka: zieleń, fontanny i oczyszczone powietrze. Kasjan siedział w kuchni, pił mleczny syntkoktajl i zastanawiał się, czy nie zamknąć okna – niosły się zza niego piski dzieciaków. Selena szukała wtedy resztki płatków śniadaniowych.
– Znów zjadłeś…
Odwróciła się i po raz kolejny przyłapała Kasjana na skrupulatnym studiowaniu kształtu jej pośladków. Podeszła bliżej i popatrzyła tak, że po jego plecach przetoczyła się fala gorąca.
– Zamiast się gapić, mógłbyś mi przypomnieć, jak to jest być z mężczyzną.
Propozycja wcale go nie zdziwiła. Podobne zdarzały się od czasu do czasu i, jak sądził, była to zasługa przyjemnej dla oka aparycji. Składały się na nią południowe rysy twarzy – odziedziczone po matce Włoszce – i wzrost, który z kolei zawdzięczał genom ze strony ojca. Kasjan nigdy nie odmawiał kobietom i tym razem także nie zamierzał. Selena nie czekała jednak na odpowiedź. Usiadła mu na kolanach i zdjęła koszulkę. Krył się pod nią płaski brzuch i piersi na tyle małe, że mieściły się w dłoniach.
Selena miała fantazję i żadnych oczekiwań. Była idealną partnerką do intensywnych wieczorów kończących się na rozmowach w wymiętej pościeli. Rozmowach na tematy, którymi być może Kasjan nigdy by się nie zainteresował, a które kiełkowały przez kilka dni w pamięci po to, żeby stać się zaczątkiem kolejnej dyskusji.
Z czasem, zupełnie niepostrzeżenie, Kasjan zaczął zmieniać dotychczasowe zwyczaje. Nie pracował już w weekendy, a z biura wychodził punktualnie. W drodze powrotnej omijał kluby VR, drogie restauracje i bary. Wyjątek stanowiły te dni, w które musiał pokazać się na kolacji z ważnym klientem. Dawniej godziny spędzane w biurze zdawały się uciekać przez palce, teraz – dłużyły się niemiłosiernie. Budżety, prognozy, koszty i przychody; wolumeny przejechanych kilometrów i tony zneutralizowanych odpadów; wskaźniki odkażenia i stężenia toksycznych substancji – wszystkie przestały stanowić elementy intrygującej układanki. Spowszedniały. Liczba uwag, jakie Elara miała do jego analiz, zwiększyła się zauważalnie, ale nie na tyle, żeby należało się tym przejmować. Wciąż był dobry, a co ważniejsze: było mu dobrze. Nie przestał jednak przedstawiać Seleny jako współlokatorki, jej zaś wcale to nie przeszkadzało.
Zniknęła niedługo po tym, jak późnojesienny deszcz wypłukał z krajobrazu resztki letnich barw. Pościel, jeszcze do niedawna przesiąknięta zapachem Seleny, wirowała teraz w pralce, a rękawiczki bez palców, pozostawione przez nieuwagę, trafiły do worka na śmieci. Ten sam los spotkał plakat, na którym ryby o jaskrawych barwach wesoło krążyły wśród koralowców. Ostatni raj na ziemi głosił napis na przemian wyłaniający się z głębiny i zlewający się z jej granatem. Nowozelandczycy zdołali ocalić małą część raf przed skutkami zimy wulkanicznej, osłaniając je kopułami termicznymi. Niektórzy uznali to za bohaterstwo, inni za marnotrawstwo zasobów w obliczu globalnego głodu. Selena po prostu chciała tam pojechać. I zamieszkać, najlepiej pod wodą.
Kasjan próbował przekonać sam siebie, że to koniec tej historii, jednak myśl o tym, co zaszło, wciąż nie dawała spokoju. Odszukał w syntetycznej pamięci zdjęcie z imprezy urodzinowej Tymona. Selena nie lubiła się fotografować, ale wtedy nie udało jej się uciec przed obiektywem.
– AI, podnieś jakość zdjęcia i znajdź tę kobietę – wydał polecenie w myślach.
– Poprawiam jakość.
Przed oczami pojawił się półprzezroczysty panel, a na nim zdjęcie. Niebieska kreska przesuwała się w dół grafiki, pozostawiając za sobą obraz o doskonałej ostrości. Selena stała z boku, patrzyła na bawiących się gości i wyglądała na piekielnie znudzoną.
– Przeszukuję sieci otwarte.
Na panelu pojawił się pasek ładowania, który szybko wypełnił się niebieskim kolorem.
Jest.
– Iga Nubis. Pochodzi z Pojezierza i przeprowadziła się do Vroclavia, aby podjąć pracę jako dziennikarka cyfrowego portalu śledczego „Raport Zero”.
Kasjanowi zrobiło się gorąco i zimno zarazem. Dziennikarka śledcza. Czego od niego chciała?
– Przeszukaj listę baz, z których korzystała.
Pasek ładowania ledwie mignął przed oczami.
– Listę usunięto.
– Jak to usunięto?! To niemożliwe. Co z zabezpieczeniami?
Tym razem analiza trwała dłużej, a z każdym przesunięciem niebieskiego prostokąta serce mocniej waliło w piersi.
– Zabezpieczenia personalnej sieci zostały złamane. Zagrożenia nie udało się wykryć w momencie naruszenia. Nastąpiło cztery dni temu.
To wtedy zniknęła Iga. Ktoś jej musiał w tym pomóc. Ktoś łebski.
– Co z siecią służbową?
– Podjęto próbę włamania. Nie posiadam danych na temat rezultatów.
Kasjan przetarł dłonią twarz i przygarbił plecy, przytłoczony świadomością zagrożenia. Jeśli okaże się, że wpuścił do domu kogoś, kto skroił firmę na dane, Elara wyleje go z roboty na zbity pysk. Biorąc pod uwagę wielkość rat kredytu, będzie to równoznaczne z puszczeniem go z torbami.
Chwycił kurtkę i ruszył do drzwi. Wiedział już, gdzie znaleźć Igę, ale nie miał pojęcia, jak z nią rozmawiać.
Obniżył pułap i posadził speeda niedbale, blokując dwa miejsca postojowe. Wysiadł z pojazdu, wbiegł po schodach i zatrzymał się przed wejściem do elipsoidalnego biurowca. Zbudowano go na miejscu, w którym siedem lat wcześniej wysadzono centrum handlowe razem z okolicznymi budynkami. Umieszczona przed wejściem tablica upamiętniająca śmierć ofiar przypominała, że wojna z FEA tak naprawdę wcale się nie skończyła. Od dawna przybierała rozmaite formy, nie wyłączając prowokacji i zamachów bombowych po tej stronie Pasa Skażenia.
Kasjan podniósł głowę. Zimne światło wylewało się z wnętrza przez trójkątne panele, opadało na wybrukowany plac i malowało na nim mleczny pierścień. Otaczająca go ciemność skrywała krzewy, gruzy budynków i pagórki, które miejscowi nazywali kurhanami. Korporacyjny budynek kontrastował z pustkowiem. Był jak grzyb Mycelia irradiatus – jedyny żywy organizm występujący na radioaktywnych terenach. Toksyczny i odporny na wszystko.
W środku budynku migały jeszcze sylwetki pracowników, których tego dnia praca pochłonęła bardziej niż życie. Ciężkie machiny sprzątające zwane cleanami wjechały już na korytarz, dając niedobitkom sygnał, że czas zbierać się do domu. Obraz do bólu znajomy.
Ponad pół godziny Kasjan spędził na przenikającym skórę chłodzie. Wreszcie pojawiła się Iga. Szła szybkim krokiem, z rękoma w kieszeniach płaszcza i ze wzrokiem sunącym po betonie. Po tym ją poznał, bo samej Igi nie było widać prawie wcale. Czapkę miała naciągniętą nisko na czoło, a szalikiem owinęła się tak, że zakrywał nawet nos.
– Cześć, Iga!
Zatrzymała się, a właściwie stanęła jak wryta. Odwróciła głowę i przez chwilę patrzyła na Kasjana tak, jakby zastanawiała się, czy nie lepiej będzie podążyć w swoją stronę. Zdecydowała się jednak podejść. Na jej twarzy było widać tyle emocji, co na tafli jeziora skutego lodem i przysypanego grubą warstwą śniegu.
– Czego chcesz?
– „Cześć” byłoby na miejscu. „Przepraszam” zresztą też – odpowiedział zuchwale, jednak szybko zdał sobie sprawę, że tym tonem niewiele wskóra. – Cholernie zmarzłem. Może jakąś kawę wypijemy i pogadamy?
* * *
Weszli do kawiarni ukrytej w trzewiach biurowca. W środku nie zastali żywej duszy. Czekały na nich jedynie automaty do kawy i ciastek oraz clean zgarniający syf ze stolików. Ściany pokrywała nachalna zieleń, a stoliki i krzesła ledwie odróżniały się od nich odcieniem. Gdyby pigment w farbie miał zdolność fotosyntezy, oddychałoby się tu jak w lesie tropikalnym.
Kasjan poczekał, aż automat obciąży konto, i usiadł koło okna, naprzeciwko Igi. Nie podniosła wzroku. Obejmowała kubek dłońmi i kontemplowała strukturę pianki wystającej ponad krawędź. Kasjan nie ruszył kawy. Z rękoma skrzyżowanymi na piersi czekał, aż wystygnie, bo nie lubił mrowienia, które zostawiają na podniebieniu zbyt gorące płyny.
– Od początku chodziło ci tylko o dane, prawda?
– Co jest? – Iga nieprzyjemnie zmrużyła oczy. – Włączyłam ci w głowie moduł „Romeo”? Wybacz. Musiałam pomylić guziki.
Odwrócił głowę w bok i zacisnął zęby. Gdyby zapytać, na co patrzy, nie wiedziałby, co powiedzieć. Chodziło tylko o to, żeby nie patrzeć na Igę. Znowu przegięła. Naprawdę przegięła. Gdyby jej nie znał, nazwałby ją stukniętą.
– Nie masz koło siebie jakiejś Julci, z którą nie będzie obciachem wyjść na miasto?
– Skończyłaś już?
– Zaraz skończę kawę. – Iga uśmiechnęła się złośliwie. – Mam do zamknięcia jeden temat, a kolejny już czeka. Jeśli masz jeszcze coś do powiedzenia…
– Co zamierzasz zrobić z tym, co ukradłaś?
Iga nie odpowiedziała. Jej wzrok powędrował w stronę drzwi, które właśnie się rozsunęły, wpuszczając do środka zimne powietrze. Do kawiarni wszedł mężczyzna w skórzanej kurtce i żołnierskich butach. Spod ciemnej czapki wystawał kucyk, cienki jak szczurzy ogon, a wierzch dłoni wzmocniony był przez stalowy pancerz. Na prawym oku nosił ektawizor – gadżet modny ostatnio wśród grup paramilitarnych, które kontrolowały tereny przejściowe. Tam nie zapuszczała się nawet policja. Właściwy Pas Skażenia zabezpieczono i wyraźnie oznaczono z kilkukilometrowym naddatkiem, jednak w społecznej świadomości przybywanie na subpasie równało się z samobójstwem. Tak naprawdę żyli tam ludzie – najubożsi i ci należący do kryminalnego półświatka.
Cyberszczur. Tak mógłby się nazywać.
Mężczyzna zajął miejsce dwa stoliki dalej. Kiedy spojrzenia jego i Kasjana się skrzyżowały, ten umknął wzrokiem.
– Boisz się o posadę, co? O mieszkanie w ładnej dzielnicy i wypasionego speeda? I o to, że gdybyś wszystko stracił, przyjaciele szybko zapomnieliby, kim jesteś?
– Odpowiedz.
– Czas na mnie. – Iga podniosła się i położyła na stole banknot. – To za kawę.
Wyszła, zanim Kasjan zdążył cokolwiek powiedzieć. Musiał to wszystko raz jeszcze przemyśleć. Gdyby na studiach nie rzucił palenia, pewnie wyciągnąłby teraz paczkę papierosów. Gdyby miał pod ręką ulubioną sippę, napiłby się jej z przyjemnością. Właściwie nie pogardziłby żadnym innym płynem zawierającym dwucyfrową dawkę alkoholu, a że był odcięty od dostępu do wszelkich substancji kojących, postawił na spacer.
Wkrótce niebo nad okolicą ściemniało, deszcz stawał się coraz uporczywszy, a perspektywa powrotu do mieszkania, w którym czekał szkaradny kaktus, napawała Kasjana niechęcią. Przeklął pod nosem, otarł z twarzy lodowate krople i ruszył w stronę parkingu.
* * *
Mężczyzna ze szczurzym ogonem na karku stał oparty o drzwi speeda. Miał nieprzyjemną twarz, ale takich na ulicach widzi się setki. Gęby drugiego typa nie sposób było zapomnieć. Wyglądał tak, jakby ktoś uformował mu głowę w imadle, ściskając ją raz z boków, a raz z góry i z dołu. Linia brwi i usta były równolegle wygięte w łuk, przez co przypominał trochę Frankensteina. Brakowało tylko śrub w szyi i szwów na czole.
– Przestałem tak parkować po tym, jak porysowali mi wehikuł – powiedział Cyberszczur, trącając kamień ubłoconym buciorem.
– Mój miał dziś szczęście – odrzekł Kasjan z uśmiechem, który na pierwszy rzut oka wyglądał uprzejmie, ale tak naprawdę mówił rozmówcy, że ma się odpieprzyć.
– Ta Iga jest niebezpieczna.
– A ty nie?
– Ja też, a że stoję tuż obok, nie radzę pyskować. Moim szefom nie podoba się, że węszy.
– Nie znam twoich szefów – mruknął Kasjan.
– Ale oni znają twoich. Ty z tą dziennikareczką też się dobrze znasz, co?
– Wynajęła pokój na pół roku, potem się wyprowadziła.
– Jasne. A tam przy kawie to była awantura o rachunki za prąd.
Cyberszczur nachylił się tak, że zajechało czosnkiem. Obiektyw ektawizora przekręcił się, jakby ustawiał ostrość. Fotografował twarz? A może dokonywał pomiaru tętna? Z pewnością było wysokie. Cholera wie, co potrafi ten sprzęt.
– Co ona wie i kto jeszcze wie?
– Sam ją zapytaj.
Cyberszczur rzucił drugiemu spojrzenie, które okazało się poleceniem. Frankenstein zacisnął łapsko na karku Kasjana i jednym pchnięciem rozkwasił mu wargę o drzwi speeda. Kiedy ten próbował zatamować krew przeciekającą między palcami, Frankenstein przycisnął mu do szyi pluskwę. Zakotwiczyła się głęboko pod skórą. Ból wykrzywił Kasjanowi twarz i sprawił, że pociemniało w oczach. Frankenstein przesunął suwak na pilocie.
– Działa – obwieścił, odsłaniając w uśmiechu metalowe implanty zębów.
Przez ucisk w uszach i uczucie dezorientacji Kasjanowi zebrało się na wymioty.
– Wszystko, co zobaczysz i usłyszysz, zobaczymy i usłyszymy też my – ostrzegł Cyberszczur. – Nie ruszysz się nigdzie bez naszej wiedzy. Jesteś kundlem na smyczy. Pion siedzi głęboko, a ramiona zahaczyły o ścięgna. Jeśli spróbujesz wyjąć pluskwę, w najlepszym razie wyszarpiesz kawał mięcha. W najgorszym: infradźwięki rozsadzą ci mózg.
Kasjan przełknął ślinę i popatrzył na drżącą rękę. Przeklęta Iga! Wplątała go w jakąś grubą sprawę. Żałował, że pozwolił jej się wprowadzić. Właściwie zaczynał siebie za to nienawidzić.
– Dowiedz się, co dokładnie wyniuchała dziennikareczka – polecił Cyberszczur. – I kto ma kopie danych. Potem zabierzesz ją na romantyczną wycieczkę w góry. Adres masz w pamięci pluskwy. Zintegruj sobie ją w wolnej chwili.
Kasjan pokiwał głową. Nie chciał już niczym prowokować zbirów. Frankenstein wyjął nóż, przeciągnął nim ze zgrzytem po białej karoserii i zatrzymał rękę tuż przy jego boku.
– Bądź grzeczny – rzucił na odchodne Cyberszczur. – I pamiętaj, że to ty miałeś dziś szczęście, nie wehikuł.
Kasjan wsiadł do speeda, uważając, aby nie zabrudzić krwią tapicerki. Zwinął chusteczkę i przyłożył ją do wargi. Zaczęła przeciekać, jeszcze zanim odpalił silnik. Sięgnął po drugą, ale kilka kropel zdążyło spaść na obicie fotela.
* * *
Wziął parę dni urlopu. Elara nie tolerowała fanaberii, a za największą uważała pracę z domu. Do poniedziałku siniak nie zniknął, ale zdążył zżółknąć i znacząco się zmniejszyć. W miejscu, w którym Cyberszczur i Frankenstein wbili pluskwę, została tylko ranka przypominająca rozcięcie.
Chciał, aby ten dzień zaczął się zwyczajnie. Szedł do pracy z nadzieją, że znów wbije się w korporacyjną rutynę i na jakiś czas zapomni o historii z Igą. Potrzebował tego. Liczył też, że urocza Marlenka z recepcji zechce mu w tym pomóc. Odkąd dołączyła do firmy, wlepiała w Kasjana niebieskie oczy. Mijając go w korytarzu, wypinała dorodny biust i obdarzała zachęcającym uśmiechem. Byłoby dobrze w końcu wyskoczyć z nią gdzieś wieczorem.
Podszedł do bramki, która tym razem nie drgnęła. Marlenka otworzyła drzwi jednym z guzików osadzonych na wirtualnym panelu za jej plecami. Patrzyła na niego ze współczuciem, które musiał wywołać widok rozbitej wargi.
– Elara chce cię widzieć – szepnęła. – Natychmiast.
Wtedy zdał sobie sprawę, że powód troski może być inny, a bramki wcale się nie zepsuły.
Wjechał windą na ostatnie piętro i stanął przed białymi drzwiami. Wokół panowała sterylna pustka, a panele udające okna wyświetlały krajobraz karaibskiej plaży sprzed stu pięćdziesięciu lat. Kasjan wziął głęboki wdech i wszedł do gabinetu.
– Siadaj. Mam dla ciebie dwie minuty.
Elara siedziała za owalnym biurkiem, którego blat odbijał wzór na suficie. Na twarzy o ostrych rysach malował się wyraz znużenia, a loki opadały na masywne ramiona. Elara była nałogową pływaczką. Kształt sylwetki odzianej w popielaty kombinezon stanowił tego niezbity dowód.
– Lubię cię. Dlatego proponuję profesjonalny rozwód za porozumieniem stron.
– Ale…
– Spierdoliłeś. Odcisk palca i zjeżdżaj.
– Chwila! – Kasjan wyprostował się i zadarł głowę. – Zarzynałem się dla tej firmy i…
Zmarszczyła nos, jakby do nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach.
– Należy mi się słowo wyjaśnienia. Tym bardziej że zostało mi… – zerknął na speedwatcha – czterdzieści pięć sekund?
Elara westchnęła i poprawiła się na korporacyjnym tronie.
– Audyt AI wykazał, że kilka dni temu nastąpił wyciek poufnych danych. Włamanie do sieci z twojej lokalizacji. Znajomy detektyw wysłał nanodrona, żeby ci się przyjrzał. I co się okazało? – Tu wykonała pretensjonalny gest dłonią. – Że w wolnym czasie posuwasz dziennikarkę portalu, który od lat próbuje nam robić koło pióra.
Nie był pewien, czy Elara mówi prawdę, czy może akcja na parkingu miała z tym wszystkim coś wspólnego. Cyberszczur twierdził, że jego szefowie znają szefów Kasjana.
– Nie wiedziałem, kim jest.
– Oczekujesz, że co powiem? – Elara rozłożyła ręce w geście bezradności. Potem postukała białym paznokciem w blat. – Sprzęt zostaw Marlence.
Odcisk palca i do widzenia. Tak załatwia się nieczyste sprawy w przeszklonych wnętrzach biurowców. Kasjan zjechał piętro niżej, żeby zabrać swoje rzeczy. Nikt się do niego nie odezwał, nikt nie uścisnął ręki na do widzenia. Czuł na plecach spojrzenia, ale nikt nie patrzył mu w oczy. Czy człowiek ze skończoną karierą zaczyna wyglądać inaczej? Emanuje czarną aurą albo ciągnie się za nim jakiś smród? Na to wyglądało.
Wychodząc, Kasjan rzucił Marlence speedwatcha.
– Trzymaj się – powiedział oschle.
– Może byśmy…
Ruszył w swoją stronę. Jej rozmarzone spojrzenie po raz pierwszy go zirytowało. Marlenka wciąż należała do świata Desibreiss, a on właśnie przestał być jego częścią.
Pieszy powrót do centrum zabrał mu niespełna godzinę. Kolejne trzy Kasjan snuł się po mokrych ulicach, a potem powegetował trochę na parkowej ławce. Obserwował, jak system drogowy uziemia speeda, który wspiął się na niewłaściwy pułap, ryzykując kolizję z innymi pojazdami. Na murze miejskiego hangaru pojawiły się trzy nowe manifesty: Jebać FEA, Fiuty EuarAzji i Wszyscy jestesmy radioaktywni. Choć czuł, że krople deszczu spływają mu po twarzy, rzeczywistość wydawała się odległa, jakby oddzielona mętną szybą. Ze stanu zawieszenia wyrwał go dźwięk sygnalizujący nadejście wiadomości.
Iga czekała przed drzwiami mieszkania.
Drzwi windy rozsunęły się i Kasjan zobaczył Igę. Siedziała na schodach, oparta plecami o ścianę. Patrzyła przed siebie, obgryzając paznokcie. Wyglądała, jakby nie spała kilka nocy, a powyciągany dres, który miała na sobie, właściwie mógłby być piżamą.
– Przypomniałaś sobie o kolczastym przyjacielu? – Rzucił w jej stronę niechętne spojrzenie i otworzył drzwi. Może powinien się cieszyć? Nie będzie musiał jej szukać, żeby wypełnić misję Cyberszczura.
Iga podniosła się i zatrzymała wzrok na rozbitej wardze. Nie spytała jednak, co się stało.
– Oberwałem za koślawe parkowanie. – Kasjan nie był pewien, dlaczego uznał, że należy to wyjaśnić.
Iga uwierzyła albo nie dała po sobie poznać, że jest inaczej.
– Musimy pogadać – powiedziała cicho, jakby bała się, że ktoś usłyszy.
Najchętniej wyciąłby ją ze swojego życia, ale wtedy Cyberszczur mógłby zechcieć wyciąć mu coś z brzucha. Kasjan wszedł do mieszkania, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wtedy Iga chwyciła go za ramię.
– Nie tutaj.
Zjechali na parking podziemny, po czym wyszli tylnym wyjściem. Przeszli przez ulicę i za rogiem wsiedli do mocno już sfatygowanego Fiata Endless.
* * *
Jechali w milczeniu, na wschód – w stronę Pasa Skażenia. Z każdym pokonanym kilometrem krajobraz przygnębiał coraz bardziej. Dominowały w nim usypane z odpadów pagórki, na których toczyło się codzienne życie mieszkańców subpasa. Jakiś starzec zajadał się ogórkami przy stoliku z opony, umorusane dziecko bawiło się na huśtawce ze sznurka i butelek. Dalej, na śmieciowej równinie, Kasjan dostrzegł dziesiątki namiotów uszytych z foliowych torebek. Za budynki użytku publicznego służyły kontenery i usztywnione naczepy. Gdzieniegdzie, spod warstw śmieci, wyglądały gałęzie. Zwracały się w stronę słońca, jakby prosiły o pomoc z nieba.
Tak od kilkudziesięciu lat wyglądało życie na terenach przejściowych. Po Yellowstone, kiedy zrujnowana Ameryka przestała liczyć się na świecie, a siły NATO składały się głównie z armii lokalnych, Federacja Eurazjatycka wykorzystała szansę i odpaliła głowice nuklearne. Dostępne systemy przeciwrakietowe nie miały jak przechwycić wszystkich. Poświęcono wschodnią flankę, aby chronić strategiczne cele w Europie Zachodniej. Warszawa, Rzeszów, Białystok, Lublin i Siedlce dziś należały do Pasa Skażenia, a tereny graniczące z nim po obu stronach stały się miejscami składowania odpadów z obu przeludnionych kontynentów. Powietrze poszarzałe od pyłu ograniczało widoczność i coraz bardziej ciążyło w piersi. Kasjan zaczął kaszleć tak, jakby miał wypluć płuca. Wyłączył więc nawiew z zewnątrz, a Iga otworzyła schowek i podała mu maskę.
– Gdzie druga? – spytał.
– Przywykłam. Tu się wychowałam.
– Ty?
Obrócił się przez ramię i spojrzał na najbliższą hałdę śmieci. Ludzie niczym mrówki zbierali odpady i gromadzili je na dole. Zerknął na Igę. Te dwa obrazki z trudem składały się w jeden.
– Na pierwszy rok studiów zarobiłam, zbierając odpady. – Ruchem głowy wskazała hałdę. – Zdziwiłbyś się, jakie cuda można tam znaleźć. A jeszcze więcej można zrobić z tego, co się znajdzie.
Telefon w kieszeni Igi wydał z siebie nieśmiałe piknięcie. Zamarła, odczytując wiadomość, i omal nie zjechała z pasa.
– Straciłam przyjaciela – wyszeptała, powstrzymując łzy. – Podejrzewają morderstwo.
– Pracował nad tą sprawą?
Skinęła głową i docisnęła gaz.
* * *
Iga wpadła do motelowej recepcji obsługiwanej – ku zdziwieniu Kasjana – przez człowieka z krwi i kości. Ludzi zwykle zatrudniano w celach kontrolnych albo reprezentacyjnych, jak Marlenkę w Desibreiss.
– Pokój dla palących – rzuciła Iga.
W jej głosie pobrzmiewała desperacja, a to wprawiło Kasjana w jeszcze posępniejszy nastrój. Iga poprawiła plecak, który zsunął się z ramienia, i wyjrzała przez okno. Musiała podejrzewać, że są śledzeni. Nie wiedziała tylko, że nie mieli szans uciec przed pościgiem. Wieźli przecież pluskwę w żywym ciele.
Kiedy okrągła i powolna recepcjonistka uporała się z formalnościami, Iga złapała kartę do pokoju i pognała do windy. Wparowała do środka, a zamykające się drzwi omal nie uderzyły Kasjana w nos. Wyciągnęła kolejnego papierosa, nie wiedział już nawet którego. Tytoniowy dym zabił resztki zapachu motelowych środków czystości.
Ściany pokoju miały paskudny pomarańczowy kolor, upstrzony gdzieniegdzie odciskami palców. W środku znajdowały się dwa łóżka, stolik, fotel – jeden z tych, w których człowiek siedzi sztywno jak na tronie – lustro i rozklekotana szafa. Kiedy Kasjan się rozglądał, Iga wyszarpała z plecaka grubą jak cegła teczkę i rzuciła ją na łóżko.
– Iga, ja nie chcę mieć nic wspólnego z twoimi dziennikarskimi śledztwami – zablefował.
– Nie ma tu złotej rybki, która mogłaby spełnić twoje trzy życzenia. Będziesz musiał przejść się do zoologicznego.
Zaśmiał się. Nie sądził, że w tych okolicznościach będzie do tego zdolny.
– Kiedyś nie zabierałam się za takie tematy, ale po tym, jak… – Westchnęła ciężko. – Po prostu będzie lepiej, jak otworzysz i poczytasz. Nie chcę, żebyś zrobił coś głupiego.
Kasjan nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Iga rozkłada go w głowie na czynniki pierwsze. Łowiła wzrokiem każdy jego gest i grymas. Zaciągała się coraz chciwiej, jakby uspokajająca moc tytoniu malała z każdym kolejnym wdechem.
Czytał długo. Zaczął od skomplikowanej struktury własnościowej i powiązań między podmiotami. Wynikało z niej, że ostatecznie kontrolę nad Desibreiss sprawowały fundusze FEA, a zachodni PR to pic na wodę. Państwa Federacji przejęły nad Desibreiss kontrolę po wojnie nuklearnej, kiedy wycena spadła niemal do zera. Wykupili ją za grosze.
Potem przyszła kolej na ekspertyzy stwierdzające zawartość izotopu 134Cs na zachodnich terenach przejściowych. Odsetek chorych na rzadkie i agresywne nowotwory wśród mieszkańców subpasa dwudziestokrotnie przewyższał średnią populacji.
– Rzeczywiście skażenie w niektórych rejonach rosło, mimo wieloletnich wysiłków.
– I nic nie zrobiliście?
– Analiza AI wykazała, że musiały odbywać się nielegalne transporty odpadów. Korupcja na wschodzie i te sprawy. Wszczęto nawet śledztwo.
Iga westchnęła i wywróciła oczami.
– Ja przeprowadziłam własne. Skutecznie. To Desibreiss Logistics, wasza spółka córka, transportuje odpady radioaktywne spod wschodniego muru i składuje je bez zabezpieczenia pod zachodnim. Te przenikają do gleby i wód gruntowych, zatruwając tutejsze tereny. Pas się poszerza. Pochłania Polskę Zachodnią.
Teczka wysunęła się Kasjanowi z rąk.
– Nie wiedziałem. Przysięgam.
– FEA buduje nowy mur oddzielający wschód od zachodu. Taki, którego nie da się zburzyć ani przejść. Pas Skażenia to najpotężniejsza bariera militarna na świecie i ciche ludobójstwo zarazem.
Od patrzenia na zdjęcia zmutowanych zwierząt i zdeformowanych płodów Kasjanowi zrobiło się słabo. Z ulgą zatrzymał wzrok na tunelu transportowym. Kierowca TIR-a z logo Desibreiss, odziany w kombinezon chroniący przed promieniowaniem, instruował robotników. Na kolejnej fotografii widać było typy z parkingu.
– Powinieneś się cieszyć, że skończyło się na obitej buźce. Ten duży to Frank. Znajomy z policji powiedział, że odsiedział już kilka wyroków. O tym drugim wiem na razie tyle, że mówią na niego Piłka.
– Bo lubi grać w nogę?
– Nie. Podobno piłą ręczną odciął kuzynowi palce, a że był już jeden Piła…
– Niepotrzebnie pytałem.
Wzrok Kasjana przykuło zdjęcie przedstawiające czteroosobową rodzinę i szpitalną aparaturę w tle. Wszyscy bladzi, rodzice z przerzedzonymi włosami, a dzieci chyba nigdy ich nie miały. Nie uśmiechali się, ale widać było w ich oczach, że pogodzili się z losem. Wyglądali tak, jakby w myśli o tym, że odchodzą razem, odnajdywali pocieszenie.
– Dzieci zachorowały najpierw, potem Basia i w końcu Tomek. On jeszcze żyje, ale dostaje takie dawki morfiny, że nie ma już z nim kontaktu. Basia chciała, żeby to zdjęcie trafiło do sieci. Żeby ich tragedia wyszła komuś na zdrowie. Tak to ujęła.
– Myślałem, że na raka mało kto dziś umiera.
– Chyba że potrzeba nierefundowanej terapii, bo trafiłeś na rzadki rodzaj nowotworu. Albo prywatny ubezpieczyciel odmówił pokrycia kosztów, bo mieszkasz przy Pasie Skażenia. Zostaje jeszcze choroba popromienna. Takie przypadki wcale nie są rzadkie.
Odłożył zdjęcie. Nie miał siły dłużej na nie patrzeć. Potem otworzył okno, oparł się o parapet i wciągnął do płuc zimne powietrze. To miało pomóc ochłonąć, lecz nie pomogło wcale. Odwrócił się i popatrzył na Igę.
– Rusza człowieka, co? – Jej żuchwa drżała. Uspokajające działanie tytoniu musiało ustać całkowicie. Paliła już chyba tylko po to, żeby mieć co zrobić z ręką. – Moja Ania ostatnie urodziny spędziła pod kroplówką. Nie miała nawet siły zdmuchnąć świeczek, a były tylko cztery. Arek nie przyszedł, bo widok chorej córki za bardzo go przytłaczał. Tak to ujął. Pytała o niego cały dzień. W trumnie trzymała lalkę zrobioną z odpadków. Na oddanie znalezionej lalki nie było nas wtedy stać. Takie szły na sprzedaż.
Kasjan chciał coś powiedzieć, ale wszystkie słowa, które przychodziły mu do głowy, wydawały się nieadekwatne; wszystkie jego dotychczasowe problemy – miałkie i nieprzystające do okoliczności. Milczał więc i patrzył, jak Iga walczy o to, żeby się nie rozkleić. Złość uleciała gdzieś, zostało tylko zażenowanie faktem, że w ogóle śmiał ją odczuwać. Powinien był się domyślić, że za zachowaniem Igi kryje się coś więcej niż paskudny charakter. Emocje, które inna kobieta wylałaby ze łzami, w niej gotowały się, parowały przez każdy centymetr kwadratowy skóry i uderzały w Kasjana potężną falą gorąca.
– Nie potrafię o tym mówić – powiedziała, gasząc papierosa. – Dlatego poszłam na studia dziennikarskie. Chciałam o tym napisać. – Odgarnęła włosy, a jej rozedrgana twarz stężała. Selena zagryzła wargę i popatrzyła w ciemność za oknem. Przed jego oczyma znów zmaterializowała się Iga, którą tak dobrze znał. – Muszę mieć pewność, że zarząd wiedział, co się dzieje. Musisz mi powiedzieć, co wiesz.
Kasjan pokiwał głową. Wciąż szumiało w niej od emocji. Nagle zdał sobie sprawę, że był gotów wybaczyć Idze wszystko, byleby tylko wróciła. Byleby tylko było jak dawniej. Problem w tym, że o powrocie do normalnego życia nie mogło już być mowy. Cyberszczur i Frank byli gangsterami, a gangsterzy nie poprzestają na straszeniu.
– Ojciec ma domek w górach. – Kasjan z trudem powstrzymywał drżenie głosu. – Tam dokończysz pracę. A ja ci pomogę.
– Dobry plan na kolejne dni. Co z dzisiaj? – Iga rzuciła mu takie spojrzenie jak wtedy w kuchni. – Łóżka nie wyglądają na zbyt wygodne. Trudno będzie usnąć.
* * *
Paznokcie Igi wbijały się w plecy jak igły, ciało drżało. Kiedy udało jej się uwolnić usta od pocałunków, powiedziała, że to z zimna. Kasjan nawet nie zauważył, że grzejniki były wyłączone. Po tym, jak przez dwie godziny Iga bombardowała go informacjami na temat polityczno-gospodarczych nadużyć, a potem, jak gdyby nigdy nic, zaczęła się rozbierać, jego emocjonalny termometr wskazywał temperaturę, która groziła udarem. Dlatego nie włączył grzejników. Jedyne, czego w tym momencie chciał, to jak najszybciej uwolnić się od posępnych myśli i na chwilę uwierzyć, że Iga znów była Seleną. Kiedy dysząc, opadł na poduszkę, myślał, że mu się udało.
Iga leżała tyłem z głową ułożoną na jego ramieniu. Za każdym razem, kiedy się poruszała, mokra od potu skóra odklejała się od ciała. Rozrzucone włosy pachniały tytoniem i mentolem, ale Kasjanowi już wcale to nie przeszkadzało. Właściwie nie wyobrażał sobie, że mógłby w tej chwili czuć cokolwiek innego.
– Chciałbym, żebyś wróciła – szepnął i wtulił twarz we włosy Igi.
– Śpij już.
Zasypiał, patrząc, jak wirujący jeszcze kurz złoci się w świetle nocnej lampki. Sen przyszedł szybko, a wraz z nim powróciły dwa demony.
Byli w lesie. Kasjan klęczał. Mokra ziemia ziębiła kolana. Cyberszczura nie widział, słyszał za to jego śmiech. Stojący naprzeciwko Frank mierzył lufą w czoło i uśmiechał się przy tym upiornie. Kiedy miał paść strzał, Kasjan zdał sobie sprawę, że całą scenę ogląda z boku, jakby nie było go już we własnym ciele. Wtedy umysł oprzytomniał i powrócił do rzeczywistości.
Tej nocy Kasjan nie zmrużył już oka. Kiedy niebo zaczęło jaśnieć na wschodzie, wyszedł na balkon. Obserwując, jak budzi się do życia sądny dzień, rozpaczliwie szukał w głowie pomysłów na to, jak wyjść cało z tej historii.
Kątem oka zauważył, że jeden ze speedów na motelowym parkingu – czarny, z płomieniami na karoserii – miga długimi światłami. Musiał należeć do Cyberszczura i Franka. Kasjan poczuł, jak wnętrzności skręcają się w ciasny węzeł. Trzeba uciekać. Tylko jak uciec, mając pluskwę w ciele?
– Ja poprowadzę – powiedział Kasjan, choć nie czuł się na siłach robić cokolwiek. Kiedy tego ranka zobaczył się w lustrze, pomyślał, że wygląda jak zombie. O tym, że zombie nie był, przypominało tylko serce, które tłukło się w piersi jak u nastolatka trzymającego pierwszą dziewczynę za rękę.
– Potrafisz?
– Speedy też czasem kołują. Skrzynia automatyczna?
– Tak.
Rozejrzał się. Czarnego speeda nigdzie nie było. Wsiadł do auta i wpisał do GPS-u adres otrzymany od Cyberszczura. Iga zajęła miejsce pasażera. Od tego momentu unikał jej wzroku, jakby obawiał się, że kobieta przejrzy go na wylot.
Kiedy już nieco się uspokoił, zaczął układać w głowie wszystkie fakty. Wyłaniał się z nich obraz, na który wolałby nie patrzeć wcale. Kasjan powoli utwierdzał się w przekonaniu, że nie może do końca ufać Idze. Nie był pewien, czy jest dla niej kimś ważnym, a jeśli nawet jest, to czy ważniejszym od artykułu? Co zrobiłaby, gdyby to jemu coś groziło? Przed oczami stanęła mu wizja tygodni spędzonych w odosobnieniu, wyciągania informacji przemocą i końca w głębokim dole.
Czas mijał, pokonanych kilometrów przybywało, a pomysły na to, jak wyjść cało z tej historii, wcale nie pchały się do głowy. Wreszcie GPS poinformował, że znajdują się dwa kilometry od celu, po czym nakazał skręcić w prawo na najbliższym skrzyżowaniu. Kasjan pojechał prosto. Znów zerknął w lusterko, ale nie dostrzegł nic podejrzanego. Zatrzymał auto na poboczu.
– O co chodzi? – spytała Iga.
– Przegapiłem zjazd.
Wtedy Kasjan wpadł na pewien pomysł. Gangsterzy patrzyli jego oczami i słuchali jego uszami, ale wciąż nie mieli dostępu do myśli. Sięgnął po długopis i zamarł, wyciągając go z kieszeni.
– Właściwie chodzi o to, że… – Przełknął ślinę i spojrzał Idze w oczy. Podejrzewał, że ma minę zbitego kundla. – O to, że nie ma żadnego domku w górach. Dorwali mnie ci ludzie ze zdjęć. Wbili mi pluskwę.
Pokazał ranę na szyi, po czym spojrzał przez okno, i nie zerkając w stronę Igi, napisał jej na udzie: Nie mówprawdy.
– Chcą wiedzieć, kto jeszcze w tym siedzi. Daj im nazwisko, bo inaczej mnie zabiją.
– Ami Kobirski – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
– Kto to?
– Jakie to ma znaczenie?! Jedź!
Iga odwróciła głowę. Kasjan nie potrafił już skupić się na prowadzeniu auta. Wciąż zerkał na jej profil, nieruchomy jak u sfinksa. Nie wiedział, czy udawała, żeby nie wzbudzić podejrzeń gangsterów, czy naprawdę miała go za ostatniego gnoja.
– Iga, popatrz na mnie. – Kasjan chciał ująć jej dłoń, ale cofnęła rękę. Omal nie wjechał w słup na zakręcie. – Przecież wiesz, co to za ludzie. Co miałem zrobić?
– Powiedzieć prawdę, kiedy był na to czas. Jakieś dziesięć godzin temu.
– Miałem mętlik w głowie. Zabiliby mnie.
Zapadła cisza, która jeszcze kilka minut kłuła Kasjana w uszy. Wiedział, co Iga myśli. I tak zginą. Miała rację.
– Zatrzymaj się – powiedziała nagle.
Przyspieszył, jakby bał się, że prędkość stu pięciu kilometrów na godzinę jest zbyt mała, żeby powstrzymać Igę przed otworzeniem drzwi.
– Przecież nie pójdziesz sama w las.
– Pójdę, jeśli będę musiała. Stój!
* * *
Przyspieszył jeszcze bardziej i pędził tak aż do zjazdu na stację benzynową. Czerwony speed o opływowych kształtach kończył tankowanie, a stanowisko dla aut właśnie się zwolniło. Kasjan liczył, że spotka na stacji jakiegoś człowieka, choć wiedział, że szanse są nikłe. W takich miejscach zwykle polegano na samoobsłudze. Automat sczytywał numer podwozia, autoryzował płatność z centralnym implantem, wypełniał bak i ściągał kasę z konta.
Weszli do budynku. Tam uderzył w nich zapach świeżo parzonej kawy i hot dogów, które wypadały z automatu po wciśnięciu guzika. Znów ta kawa. Kasjan pomyślał, że kiedy to wszystko się skończy, przestanie ją pić, bo aromat będzie mu się kojarzył wyłącznie z tym całym bagnem.
Ustawili się w kolejce. Zachowywali się jak zwykli klienci i gdyby nie grobowe miny, wyglądaliby tak samo jak oni. Świadomość, że mafia wydała na człowieka wyrok, generowała ogromny stres, ale udawanie, że wszystko będzie dobrze, konsumowało niebotyczne pokłady energii.
Iga poszła po pączki, a wzrok Kasjana spoczął na etykiecie obok automatu z kawą. Zgodnie z treścią dotarcie tu zajmie serwisantowi jakieś piętnaście minut. Policji – znacznie dłużej. Brak upragnionej kawy dałby pretekst do posiedzenia tu nieco dłużej, nie budząc podejrzeń gangsterów. A przynajmniej na to Kasjan liczył.
Upewnił się, że nikt nie patrzy, po czym wyjął z kieszeni kluczyki i upuścił je na podłogę. Udał, że schyla się tylko po to, aby je podnieść, a lewą ręką wyrwał kabel z maszyny. Styki puściły, szum automatu ustał. Nagle na Kasjana spadła porażająca myśl. Co, jeśli gangsterzy znali takie numery? Jeśli ich AI sygnalizowało nietypowe ruchy nosiciela pluskwy? Cholera wie, w co mieli zaprzęgnięty ten swój sprzęt.
Wziął kilka głębokich wdechów. Nie mógł pozwolić na to, aby strach przejął kontrolę nad umysłem.
– Automat się zepsuł – powiedział do Igi i wcisnął guzik, żeby wezwać serwisanta. – Na kawę sobie trochę poczekamy.
Usiadł przy stoliku i przez chwilę obserwował, jak Iga pochłania pierwszego pączka. W tym czasie naskrobał na serwetce:
Policja?
– Idę do toalety – rzuciła Iga bez namysłu i wpakowała sobie do ust ostatni kawałek.
Nie było jej raptem kilka minut. Kiedy wróciła, nic w jej zachowaniu nie wskazywało na to, że przed chwilą wzywała pomoc. Mogła uciec, ale tego nie zrobiła. Na myśl, że Iga wciąż ufała Kasjanowi, zrobiło mu się cieplej na sercu. Wyciągnął rękę, żeby zdjąć kawałki lukru, które przykleiły się Idze do brody. Odsunęła się ostentacyjnie.
– Jesteś jak ten twój kaktus – powiedział. – Najlepiej nie patrzeć i nie dotykać.
– Dokładnie tak. Otwieram się tylko w nocy.
– Co zrobisz, kiedy już to wszystko się skończy?
– Mam kupiony bilet do raju – odrzekła.
Kasjan poczuł, jak jej słowa wyciskają mu na twarzy wyraz przerażenia. Iga nachyliła się tak, że zaledwie kilka centymetrów dzieliło ich od pocałunku. Gdyby się wydarzył, miałby smak Advocaatu.
– Wyobraźnia cię ponosi, Romeo. Bilet na wahadłowiec.
Zatopiła zęby w kolejnym pączku, kremowe nadzienie wylało się na podbródek. Kasjan podał jej serwetkę. Jeszcze tydzień temu cisnąłby mu się na usta szyderczy uśmiech, teraz wcale nie było mu do śmiechu. Zabrał ze stolika paczkę papierosów i ruszył w stronę wyjścia.
– To ty palisz?
Wyszedł na zewnątrz, włożył papierosa do ust i przyłożył ogień. To było jak podróż w czasie, dziwna i na swój sposób przyjemna. Może nawet wyzwalająca. Rzucił palenie na ostatnim roku studiów. To wtedy nastał koniec epoki, w której to, co niezdrowe, uchodziło za zdrowe. Potem zaczęło się poprawne dorosłe życie i praca, uzależniająca tak samo jak palenie.
Wciągnął do płuc tytoniowy dym. Pomyślał, że może ciało nigdy nie zapomina nałogów i że o Idze także trudno byłoby zapomnieć. Piekielnie trudno. O ile w ogóle by przeżyli. Nie wybaczyłaby mu tej akcji. Strzepnął papierosa, przez chwilę patrzył, jak płatki popiołu leniwie opadają na mokry chodnik, po czym podniósł wzrok.
Drzwi rozsunęły się, stanęła w nich Iga. Kasjan przełknął ślinę, rozejrzał się i papieros wypadł mu z ręki. Koło myjni stał speed z płomieniami na karoserii.
– Chodź – powiedziała Iga zdławionym głosem i chwyciła go za rękę. Już miał coś odpowiedzieć, kiedy poczuł, że wsuwa mu kartkę do tylnej kieszeni. – Kawa już czeka.
– Kawa? A serwisant?
– Wszedł… tylnymi drzwiami.
Czuł, że kłamie. W jej oczach zobaczył błaganie: „Uciekajmy!”.
* * *
Weszli do środka, a gdy tylko drzwi zasunęły się za ich plecami, rzucili się do ucieczki. Wypadli na zewnątrz, tylne drzwi z hukiem uderzyły o elewację. Ruszyli w stronę lasu. Iga od razu wyprzedziła Kasjana i zniknęła mu z oczu. Nie szukał jej wzrokiem, choć kosztowało go to wiele. Każde posłane Idze spojrzenie stanowiło wskazówkę dla gangsterów.
Pędził, co chwilę oglądając się przez ramię. Cyberszczur był szybszy, ale Frank też dawał radę. Kasjan myślał jedynie o tym, że powinien pozbyć się pluskwy. Zniósłby ból, ale nie miał czasu, żeby się z tym babrać. Powinien najpierw gdzieś się schować. Tylko jak? Krążyć po tym pustkowiu po omacku? Iga miała rację. Zgubią go kable we własnym ciele.
Kiedy dotarł do skarpy, omal nie stracił równowagi. Niech to szlag! Trzeba będzie jakoś zleźć. Znów obejrzał się przez ramię. Cyberszczur biegł z wycelowanym w niego pistoletem. Zwolnił. Gotował się do strzału. Kasjan skoczył w bok i zaczął zsuwać się ze skarpy, na tyle ostrożnie, na ile było to możliwe. Szło całkiem dobrze. Przypomniał sobie o kartce w tylnej kieszeni. Przycupnął przy ściętym pniu, żeby przeczytać wiadomość.
„Dopadli mojego człowieka. Wyczyścili dane. Jedyna kopia dokumentów – w twojej głowie”.
– AI, wypuść dane do sieci globalnej. Wybacz, Iga, Pulitzera nie będzie.
Cyberszczur ryknął, a Kasjan przyspieszył. Zasięg był słaby, przesył wolny, a gangster nabrał takiego animuszu, że po kilku sekundach skrócił dystans o połowę.
Pasek postępu pracy zwalniał nieubłaganie.
– Szybciej, błagam! – powiedział do AI. – Skoro mam tu zginąć, to nie na darmo.
Spod stopy osunął mu się kamień, świat zawirował i Kasjan stoczył się ze skarpy. Wylądował na plecach, otworzył oczy i zobaczył Cyberszczura. Stał dwadzieścia kroków wyżej i mierzył do niego z pistoletu. Kasjan przewrócił się na brzuch. Obite biodro pulsowało bólem podobnie jak przedramię, którym o coś grzmotnął. Już miał się podnieść, ale siła pocisku przytwierdziła go do ziemi. Ciepła krew rozlała się po plecach.
Usłyszał wrzask Igi. Nie odmówił sobie ostatniego spojrzenia w jej stronę. Była na dole. Biegła gruntową drogą, ślizgając się po mokrej ziemi. Za nią sunął wojskowy speed z groźnym grillem na przodzie. Po kilku sekundach wyminął Igę i zawisł przed nią pół metra nad ziemią. Wyskoczyło z niego dwóch mięśniaków ogolonych na pałę i ubranych w skórzane kurtki. Wciągnęli Igę do środka i speed śmignął w stronę lasu. Tego z Igą nie przewidzieli. Nie przewidzieli, że gangsterów było więcej.
Padł drugi strzał. Fala bólu po raz kolejny przetoczyła się po plecach. Głowa opadła jak kamień, a do policzków przykleiły się mokre liście. Kasjan zachłannie wciągał do płuc powietrze – wraz z nim zapach wilgotnej ziemi. Wytrzymać. Jeszcze trochę. Walka z obezwładniającą niemocą wymagała nieludzkiego wysiłku. I zdawała się trwać wieczność.
– Transfer zakończono.
Dopiero wtedy odpuścił. Poruszył ręką, zaszeleściły liście. Chwycił jeden z nich, zacisnął sztywniejące palce i pomyślał, że właśnie kruszy w dłoni ostatni fragment rzeczywistości. Świadomość zaczęła zwalniać jak silnik speeda pozbawiony dopływu benzyny. Wkrótce zgasła.
Dopóki nie zamknęły się drzwi wahadłowca, Kasjan wyobrażał sobie, że Iga wchodzi na pokład w ostatniej chwili. Choć zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to bezsensowne, w porcie nieustannie szukał jej wzrokiem. Raz nawet zdawało mu się, że widzi ją w kolejce przy odprawie. Teraz wahadłowiec kołował po płycie, a Kasjan zaczynał godzić się z myślą, że Igi już nie ma. O tym, że kiedykolwiek istniała, przypominały czarno-białe zdjęcia na ekranach informacyjnych i puste miejsce obok.
Iga zarezerwowała lot do Nowej Zelandii trzy miesiące wcześniej, w dniu, w którym przyszła, żeby o wszystkim opowiedzieć. Wiadomość odczytał dopiero, kiedy wybudził się ze śpiączki farmakologicznej. Zdecydował się na podróż po tym, jak przesłuchujący go bot policyjny doradził jak najszybciej wyjechać z kraju.
Do zebranych przez Igę materiałów dorwały się inne portale dziennikarskie. Elara już siedziała, a lista umoczonych w proceder stawała się coraz dłuższa. To już nie był przekręt gospodarczy, ale afera polityczna, w której Kasjan nie chciał brać udziału. Rząd FEA oskarżył Polskę Zachodnią o prowokację i ponownie zagroził odpaleniem głowic. Fala migracji zalała Niemcy i Benelux.
W międzyczasie Selenicereus zdołał udowodnić, że jest kwiatem. Gdy Kasjan wrócił ze szpitala, zastał go w stanie odmienionym. Mimo że dni były jeszcze krótkie, Selenicereus wypuścił dwa pąki, a przynajmniej tak się wtedy Kasjanowi wydawało. Pąki okazały się dojrzałymi kwiatami, które otwierały się po zmroku, ukazując białe języczkowate płatki. To wtedy Kasjan poczuł obowiązek zaopiekowania się już nie tak szkaradnym kaktusem.
Zahuczały silniki i wahadłowiec powoli oderwał się od ziemi. Za jedenaście godzin wyląduje na miejscu. Tam Selenicereusowi będzie żyło się lepiej niż w doniczce.
MAŁGORZATA SANCHEZ
Malarka, nauczycielka kreatywnego pisania i laureatka konkursów literackich. Debiutowała w 2022 roku opowiadaniem „Obok” w antologii horroru „Wszystkie kręgi piekła”, publikowała między innymi w „Magazynie Biały Kruk”, „Fantazjach Zielonogórskich” i „Fantazmatach”. Żyje równolegle w dwóch światach – fantastycznym i rzeczywistym. W drugim dlatego, że nie ma wyboru.
PUBLIKACJE
Gwiazdy nad Marsem (w toku), Ocaleni 2.0, „Wilki Trzy i Kot”2025/2026
Chowaniec (w toku), Nanofantazje, „Fantazmaty” 2025/2026
Miasto ptaków (w toku), Nanofantazje, „Fantazmaty” 2025/2026
Jedna z tysiąca pierwszych (w toku), O podbojach sfer niebieskich (w toku), „Fantazmaty” 2025/2026
Awirus, Urania. Postępy w astronomii, 2025
Głębion, Konstelacja Grozy: Spaczeni Lovecraftem, 2025
Wojownik o dwóch głowach, Droga przez otchłań, Abyssos, 2025
Był las, są kurhany, Twórcy Twórców. Antologia opowiadań Fantastycznych, Fantasmagoria, 2024
Skrzydlaty Wąż, Ekstrakty, „Fantazmaty”, 2023
Komitet Rewitalizacji Umarłych Komunistów (KRUK), „Magazyn Biały Kruk”, Nr 24, 2022; XIII Fantazje Zielonogórskie – Ad Astra, 2023
Mordnik, Baźnie. Antologia folk horroru, Dom Horroru, 2022
Straciłem duszę, „Magazyn Biały Kruk”, Nr 21, 2022
Jedna z tysiąca pierwszych, Urania. Postępy w astronomii, 2022
Obok, Wszystkie Kręgi Piekła, Phantom Books Horror, 2022.
NAGRODY I WYRÓŻNIENIE
Konkurs Nowej Fantastyki (2024) – finalistka
XV Fantazje Zielonogórskie 2025 („Kto zastąpi człowieka?”) – wyróżnienie
XIII Fantazje Zielonogórskie 2023 („Trzynastka”) – Nagroda Kapituły
Pigmalion Fantastyki 2022 – I miejsce
Międzynarodowy Festiwal Kryminałów 2022 (konkurs na opowiadanie kryminalne lub sensacyjne) – laureatka
Konkurs o Sowę Tuchówki 2022 („Piękno, byt sam w sobie tak doskonały?”) –wyróżnienie
Konkurs O Pióro Pegaza 2021 („Cyberwiersze”) – III miejsce
Nowe dzienniki Gwiazdowe 2021 (konkurs magazynu „Urania”) – laureatka.
DZIAŁALNOŚĆ LITERACKA
Nauczycielka kreatywnego pisania w Pasji Pisania od 2022 roku
Sekcja literacka „Twórcy Twórców” od 2022 roku.
