Pani bibliotekarka i straszny dwór - Eliza Mikulska - ebook + książka

Pani bibliotekarka i straszny dwór ebook

Eliza Mikulska

0,0

Opis

Na uboczu miasteczka stoi stary, drewniany dwór. Nikt nie wie, co naprawdę stało się z jego mieszkańcami, a wokół domu od lat krążą niepokojące historie. Podobno miejsce jest przeklęte, a dziwne zdarzenia sprawiły, że od dawna nikt tam nie mieszka.

Pewnego wieczoru, wracając z urodzin koleżanki, Ola i Kuba zauważają w opuszczonym dworze światło i słyszą przerażające wycie. Tymczasem w bibliotece pojawia się tajemnicza kobieta w czerni, która zostaje zatrudniona jako druga bibliotekarka.

Kim jest nowa pracownica? Czy w starym dworze rzeczywiście ktoś mieszka? Jaką rolę w tej historii odegra kapibara? I czy niepokojące wydarzenia w miasteczku wreszcie się skończą?

A może naprawdę jest się czego bać?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 126

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Eliza Mikulska Copyright © 2026 by Lucky

Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Źródło obrazu: Źródło obrazu: Npicture, MaryAnn (stock.adobe.com), okładka z elementami AI

Skład i łamanie: Michał Bogdański

Ilustracje: Natalia Mikulska

Redakcja i korekta: Halina Bogusz

Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom

Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54

e-mail: [email protected]

Wydanie I

Radom 2026

ISBN 978-83-68684-84-1

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Rozdział I

Zaczął sypać pierwszy tej jesieni śnieg. Spadał z nieba zygzakiem i nieśmiało pudrował świat. Ola i Kuba wyszli roześmiani z urodzin Neli. Na podwórku żegnali się jeszcze ze znajomymi. Gdy solenizantka zamknęła drzwi, spojrzeli w niebo.

– Nie przepadam za imprezami – westchnęła dziewczyna. – Chociaż ta dzisiejsza należała do przyjemnych.

– Tak. I tort był taki smaczny. I pomysł z graniem w planszówki. Nie myślałem, że przy tym może być tyle śmiechu.

– Ja też nie. – Pomyślała, że lubi śniegowe gwiazdki. Teraz w nikłym świetle latarni wpatrywała się w rękaw swojej kurtki, na którym przysiadła jedna z nich, żeby po chwili się rozpuścić. – Musimy zadzwonić do wujka.

– Jest jeszcze wcześnie. Odprowadzę cię. Poza tym cała droga jest oświetlona latarniami.

– Chętnie się przespaceruję. Jeszcze słychać muzykę – zerknęła na dom koleżanki.

– Proponuję pójść w prawo, tędy będzie najkrócej.

Ruszyli przed siebie, patrząc w okna mijanych budynków. W niektórych mieszkańcy szykowali kolację, w innych oglądali telewizję, w kolejnych bawili się z dziećmi, a były i zupełnie ciemne, bez śladów życia. Po elewacjach trudno się było domyślić, kto mieszka w domach i co robi w tym momencie. Może kogoś odwiedzali jak oni albo po prostu spali.

Skręcili w kolejną ulicę. Tutaj latarnie zdawały się przygaszone i smutne. Dwie z nich mrugały, jakby puszczały oczko. Okoliczne posesje wyglądały na opuszczone, nigdzie nie słyszeli szczekania psów. W powietrzu Ola wyczuwała dziwne fluidy. Nie potrafiła ich dokładnie nazwać. Jakby nagle coś miało wyskoczyć i ich przestraszyć. Stąpali ostrożnie po wyszczerbionym tu i ówdzie chodniku. Spojrzała na Kubę, który nagle stracił zwykłą pewność siebie.

– Może jednak zadzwonię do wujka – szepnęła.

– Zobacz, jeszcze trzy domy i uliczka się skończy. Ta obok z pewnością wygląda przyjaźniej.

Bez przekonania poszła za nim.

– Wszyscy unikają tej okolicy. Zapomniałeś, co tu jest?

Machnął tylko ręką.

– Nie wierzę w takie bzdury. Dobrze wiesz, że duchów nie ma. Poza tym zawsze możemy przejść na drugą stronę.

Tak zrobili. Znajdowali się na wysokości drewnianego piętrowego dworu. Od dawna nikt nie mieszkał w tym starym domu. Nie wiadomo, jakim cudem ocalały w nim okna i drzwi. Może dlatego, że wszyscy omijali to miejsce. Ogród zarastały chaszcze i odgradzały dom od przechodniów.

Nagle w oknie na piętrze pojawiło się nikłe światło.

– Widziałaś? – ekscytował się Kuba.

Skinęła głową i odparła:

– Lepiej stąd chodźmy.

W tej samej chwili usłyszeli przeciągłe wycie i huk. Rzucili się biegiem do zakrętu i bez oglądania za siebie wkrótce dotarli do domu bibliotekarki Anny, która była ciocią Oli.

Wpadli do środka zziajani i przez dłuższą chwilę nie mogli wykrztusić słowa. Anna i Julian stanęli naprzeciwko nich i czekali w napięciu.

– Stało się coś? – zapytała kobieta.

Ola potaknęła, Kuba pokręcił głową.

– Mieliście zadzwonić – stwierdził wujek.

– Tam straszy. – Nastolatka pierwsza odzyskała głos. – Widzieliśmy światło i coś przeraźliwie wyło.

– O czym mówicie? – zdziwił się Julian.

– Zaraz, czy mijaliście ten opuszczony dom? – domyśliła się bibliotekarka.

Potaknęli.

– Nikt tamtędy od dawna nie chodził. Odkąd zdarzyła się ta tragedia. Pewnie coś wam się przywidziało.

– A wycie? Słyszałam wyraźnie.

– Ja też.

– To pewnie jakiś biedny zbłąkany pies – oznajmiła Anna. – Zawieź Kubę do domu, bo będą się o niego martwić – zwróciła się do Juliana.

– Ciociu, mówimy prawdę.

– Nie twierdzę, że kłamiecie. Tylko dobrze wiesz, że rzeczywistość każdy z nas postrzega inaczej.

– Skoro inaczej, to dlaczego Kuba widział i słyszał to samo.

– Przyjaźnicie się od dawna, myślicie podobnie, pewnie dlatego. Zasugerowaliście się czymś...

Dziewczyna uznała, że nie ma sensu dalej przekonywać cioci. Zdjęła kurtkę, buty i pomaszerowała do łazienki. Kiedy stamtąd wyszła ubrana w pidżamę i szlafrok, wrócił wujek. Usiadł w ulubionym fotelu i przymknął oczy. Podeszła do niego i zapytała:

– Wierzysz mi?

– Oczywiście. Skąd to pytanie?

– Bo wcale się tym nie przejęliście.

– Bo nie ma się czym przejmować. Proszę cię, żebyś nie chodziła obok tego budynku.

– Ale to wycie było takie przeciągłe, jakby ktoś potrzebował pomocy.

– Być może. Dobrze wiesz, że nikt tam od dawna nie mieszka. Obiecaj, że już tam nie pójdziesz.

Ola wyszła z pokoju. Gdy stała w progu, do jej pleców dobiegły słowa wujka:

– Proszę, obiecaj.

Nie odpowiedziała. Znowu się zaczynało. Im była starsza, tym dorośli mniej ją rozumieli, a powinno być odwrotnie. Słyszała, że ciocia krząta się w kuchni, lecz nie zajrzała do niej, tylko od razu poszła do swojego pokoju i położyła się w łóżku. Usłyszała dźwięk przychodzącego esemesa. To Kuba pytał, czy jutro wrócą pod nawiedzony dom. Odpisała, że da mu znać, bo nie wiedziała, jaki ciocia i wujek, z którymi mieszkała, mieli plan na weekend. Potem odłożyła telefon na stolik przy łóżku i pogrążyła się w rozmyślaniach. Czy w domu na obrzeżach mógł ktoś mieszkać? Może ukrywał się w nim jakiś przestępca? Interesowało ją, do kogo dwór należał i jaka kryła się w nim tajemnica. Mieszkańcy miasteczka mówili różnie. Że właściciele zginęli w pożarze, że umarli na gruźlicę, że zostali porwani, że mieli wypadek samochodowy, że dom od zawsze był niezamieszkany. Oli wszystko to wydawało się tylko plotkami. Gdyby właściciele zginęli w pożarze, nie byłoby dworu, bo także zostałby zniszczony. Gdyby nikt w nim nigdy nie mieszkał, nie zawieszałby w oknach firanek. Gdyby zmarli na gruźlicę czy mieli wypadek, byłoby głośno w miasteczku, bo takie wydarzenia nie przechodzą bez echa. Gdyby zostali porwani, ktoś by ich szukał. Postanowiła, że porozmawia z ciocią i poprosi o stare książki i gazety dotyczące ich miasteczka. Jeżeli dom miał właścicieli, to gdzieś powinien po nich zostać ślad. Uśmiechnęła się, bo pomysł wydał jej się genialny. W końcu zasnęła.

Która z tych wersji wydaje się Wam prawdziwa? Może macie pomysł, kim byli właściciele starego domu i co się mogło z nimi stać?