Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Na uboczu miasteczka stoi stary, drewniany dwór. Nikt nie wie, co naprawdę stało się z jego mieszkańcami, a wokół domu od lat krążą niepokojące historie. Podobno miejsce jest przeklęte, a dziwne zdarzenia sprawiły, że od dawna nikt tam nie mieszka.
Pewnego wieczoru, wracając z urodzin koleżanki, Ola i Kuba zauważają w opuszczonym dworze światło i słyszą przerażające wycie. Tymczasem w bibliotece pojawia się tajemnicza kobieta w czerni, która zostaje zatrudniona jako druga bibliotekarka.
Kim jest nowa pracownica? Czy w starym dworze rzeczywiście ktoś mieszka? Jaką rolę w tej historii odegra kapibara? I czy niepokojące wydarzenia w miasteczku wreszcie się skończą?
A może naprawdę jest się czego bać?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 126
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Eliza Mikulska Copyright © 2026 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Źródło obrazu: Źródło obrazu: Npicture, MaryAnn (stock.adobe.com), okładka z elementami AI
Skład i łamanie: Michał Bogdański
Ilustracje: Natalia Mikulska
Redakcja i korekta: Halina Bogusz
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Radom 2026
ISBN 978-83-68684-84-1
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zaczął sypać pierwszy tej jesieni śnieg. Spadał z nieba zygzakiem i nieśmiało pudrował świat. Ola i Kuba wyszli roześmiani z urodzin Neli. Na podwórku żegnali się jeszcze ze znajomymi. Gdy solenizantka zamknęła drzwi, spojrzeli w niebo.
– Nie przepadam za imprezami – westchnęła dziewczyna. – Chociaż ta dzisiejsza należała do przyjemnych.
– Tak. I tort był taki smaczny. I pomysł z graniem w planszówki. Nie myślałem, że przy tym może być tyle śmiechu.
– Ja też nie. – Pomyślała, że lubi śniegowe gwiazdki. Teraz w nikłym świetle latarni wpatrywała się w rękaw swojej kurtki, na którym przysiadła jedna z nich, żeby po chwili się rozpuścić. – Musimy zadzwonić do wujka.
– Jest jeszcze wcześnie. Odprowadzę cię. Poza tym cała droga jest oświetlona latarniami.
– Chętnie się przespaceruję. Jeszcze słychać muzykę – zerknęła na dom koleżanki.
– Proponuję pójść w prawo, tędy będzie najkrócej.
Ruszyli przed siebie, patrząc w okna mijanych budynków. W niektórych mieszkańcy szykowali kolację, w innych oglądali telewizję, w kolejnych bawili się z dziećmi, a były i zupełnie ciemne, bez śladów życia. Po elewacjach trudno się było domyślić, kto mieszka w domach i co robi w tym momencie. Może kogoś odwiedzali jak oni albo po prostu spali.
Skręcili w kolejną ulicę. Tutaj latarnie zdawały się przygaszone i smutne. Dwie z nich mrugały, jakby puszczały oczko. Okoliczne posesje wyglądały na opuszczone, nigdzie nie słyszeli szczekania psów. W powietrzu Ola wyczuwała dziwne fluidy. Nie potrafiła ich dokładnie nazwać. Jakby nagle coś miało wyskoczyć i ich przestraszyć. Stąpali ostrożnie po wyszczerbionym tu i ówdzie chodniku. Spojrzała na Kubę, który nagle stracił zwykłą pewność siebie.
– Może jednak zadzwonię do wujka – szepnęła.
– Zobacz, jeszcze trzy domy i uliczka się skończy. Ta obok z pewnością wygląda przyjaźniej.
Bez przekonania poszła za nim.
– Wszyscy unikają tej okolicy. Zapomniałeś, co tu jest?
Machnął tylko ręką.
– Nie wierzę w takie bzdury. Dobrze wiesz, że duchów nie ma. Poza tym zawsze możemy przejść na drugą stronę.
Tak zrobili. Znajdowali się na wysokości drewnianego piętrowego dworu. Od dawna nikt nie mieszkał w tym starym domu. Nie wiadomo, jakim cudem ocalały w nim okna i drzwi. Może dlatego, że wszyscy omijali to miejsce. Ogród zarastały chaszcze i odgradzały dom od przechodniów.
Nagle w oknie na piętrze pojawiło się nikłe światło.
– Widziałaś? – ekscytował się Kuba.
Skinęła głową i odparła:
– Lepiej stąd chodźmy.
W tej samej chwili usłyszeli przeciągłe wycie i huk. Rzucili się biegiem do zakrętu i bez oglądania za siebie wkrótce dotarli do domu bibliotekarki Anny, która była ciocią Oli.
Wpadli do środka zziajani i przez dłuższą chwilę nie mogli wykrztusić słowa. Anna i Julian stanęli naprzeciwko nich i czekali w napięciu.
– Stało się coś? – zapytała kobieta.
Ola potaknęła, Kuba pokręcił głową.
– Mieliście zadzwonić – stwierdził wujek.
– Tam straszy. – Nastolatka pierwsza odzyskała głos. – Widzieliśmy światło i coś przeraźliwie wyło.
– O czym mówicie? – zdziwił się Julian.
– Zaraz, czy mijaliście ten opuszczony dom? – domyśliła się bibliotekarka.
Potaknęli.
– Nikt tamtędy od dawna nie chodził. Odkąd zdarzyła się ta tragedia. Pewnie coś wam się przywidziało.
– A wycie? Słyszałam wyraźnie.
– Ja też.
– To pewnie jakiś biedny zbłąkany pies – oznajmiła Anna. – Zawieź Kubę do domu, bo będą się o niego martwić – zwróciła się do Juliana.
– Ciociu, mówimy prawdę.
– Nie twierdzę, że kłamiecie. Tylko dobrze wiesz, że rzeczywistość każdy z nas postrzega inaczej.
– Skoro inaczej, to dlaczego Kuba widział i słyszał to samo.
– Przyjaźnicie się od dawna, myślicie podobnie, pewnie dlatego. Zasugerowaliście się czymś...
Dziewczyna uznała, że nie ma sensu dalej przekonywać cioci. Zdjęła kurtkę, buty i pomaszerowała do łazienki. Kiedy stamtąd wyszła ubrana w pidżamę i szlafrok, wrócił wujek. Usiadł w ulubionym fotelu i przymknął oczy. Podeszła do niego i zapytała:
– Wierzysz mi?
– Oczywiście. Skąd to pytanie?
– Bo wcale się tym nie przejęliście.
– Bo nie ma się czym przejmować. Proszę cię, żebyś nie chodziła obok tego budynku.
– Ale to wycie było takie przeciągłe, jakby ktoś potrzebował pomocy.
– Być może. Dobrze wiesz, że nikt tam od dawna nie mieszka. Obiecaj, że już tam nie pójdziesz.
Ola wyszła z pokoju. Gdy stała w progu, do jej pleców dobiegły słowa wujka:
– Proszę, obiecaj.
Nie odpowiedziała. Znowu się zaczynało. Im była starsza, tym dorośli mniej ją rozumieli, a powinno być odwrotnie. Słyszała, że ciocia krząta się w kuchni, lecz nie zajrzała do niej, tylko od razu poszła do swojego pokoju i położyła się w łóżku. Usłyszała dźwięk przychodzącego esemesa. To Kuba pytał, czy jutro wrócą pod nawiedzony dom. Odpisała, że da mu znać, bo nie wiedziała, jaki ciocia i wujek, z którymi mieszkała, mieli plan na weekend. Potem odłożyła telefon na stolik przy łóżku i pogrążyła się w rozmyślaniach. Czy w domu na obrzeżach mógł ktoś mieszkać? Może ukrywał się w nim jakiś przestępca? Interesowało ją, do kogo dwór należał i jaka kryła się w nim tajemnica. Mieszkańcy miasteczka mówili różnie. Że właściciele zginęli w pożarze, że umarli na gruźlicę, że zostali porwani, że mieli wypadek samochodowy, że dom od zawsze był niezamieszkany. Oli wszystko to wydawało się tylko plotkami. Gdyby właściciele zginęli w pożarze, nie byłoby dworu, bo także zostałby zniszczony. Gdyby nikt w nim nigdy nie mieszkał, nie zawieszałby w oknach firanek. Gdyby zmarli na gruźlicę czy mieli wypadek, byłoby głośno w miasteczku, bo takie wydarzenia nie przechodzą bez echa. Gdyby zostali porwani, ktoś by ich szukał. Postanowiła, że porozmawia z ciocią i poprosi o stare książki i gazety dotyczące ich miasteczka. Jeżeli dom miał właścicieli, to gdzieś powinien po nich zostać ślad. Uśmiechnęła się, bo pomysł wydał jej się genialny. W końcu zasnęła.
Która z tych wersji wydaje się Wam prawdziwa? Może macie pomysł, kim byli właściciele starego domu i co się mogło z nimi stać?
