Pamflety - Frédéric Bastiat - ebook + książka

Pamflety ebook

Frederic Bastiat

4,0

Opis

Genialny Bastiat powraca w nieznanych polskiemu czytelnikowi pamfletach. Jeszcze raz z niezwykłą siłą argumentu, logiką wywodu, finezją myśli, w swoim niepowtarzalnym stylu, udowadnia wyższość wolności nad zniewoleniem, wyższość swobody handlowej nad protekcjonizmem, własności prywatnej nad kolektywną, czyli de facto niczyją, wreszcie: wyższość Sprawiedliwości nad sprawiedliwością społeczną. 

 

W zbiorze zatytułowanym Pamflety znajdą się niepublikowane dotąd nigdy w języku polskim znakomite teksty wielkiego publicysty ekonomicznego.

1. Własność a rabunek

2. Matura i socjalizm

3. Utopista

4. Własność a prawo stanowione

5. Sprawiedliwość a braterstwo

6. Rabunek a prawo

 

„Każdy, kto przeczyta i zrozumie Bastiata, może uważać się za skutecznie i dożywotnio zaszczepionego na protekcjonistyczną chorobę umysłu czy mrzonki o państwie opiekuńczym. Bastiat zabił protekcjonizm i socjalizm po prostu wyśmiewając je” – Henry Hazlitt

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 231

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (3 oceny)
1
1
1
0
0

Popularność




Frédéric Ba­stiat

 

Pam­fle­ty

 

 

 

Prze­kład z ory­gi­na­łu fran­cu­skie­go: Ma­rian Mi­szal­ski

 

 

 

 

War­sza­wa 2016

 

ISBN:

978-83-61344-95-7

 

Kon­cep­cja okład­ki:

Pa­weł To­bo­ła-Per­t­kie­wicz

Wy­ko­na­nie pro­jek­tu okład­ki:

Ma­ciej Ha­ra­basz

Ry­sun­ki:

Piotr Ma­rzec

Re­dak­cja i ko­rek­ta:

Bar­ba­ra Ma­niń­ska

 

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Pro­hi­bi­ta and Ma­riusz Woj­ten­ko, 2016.

All ri­ghts re­se­rved. Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne.

 

Wy­daw­ca:

Wy­daw­nic­two PRO­HI­BI­TA

Pa­weł To­bo­ła-Per­t­kie­wicz

www.pro­hi­bi­ta.pl

wy­daw­nic­[email protected]­hi­bi­ta.pl

www.fa­ce­bo­ok.com/Wy­daw­nic­two­Pro­hi­bi­ta

Tel: 22 424 37 36

ul. Dy­miń­ska 4

01-519 War­sza­wa

 

Sprze­daż książ­ki w In­ter­ne­cie:

 

Utopista

 

 

 

Ty­tuł ory­gi­na­łu: L’uto­pi­ste

Data pierw­sze­go wy­da­nia książ­ko­we­go: 1847 r.

Prze­kład z ory­gi­na­łu fran­cu­skie­go:

Ma­rian Mi­szal­ski, 2015 r.

 

 

Mot­to:

„Aby wy­ro­bić so­bie pew­ne po­ję­cie o mo­ral­no­ści rzym­skiej wy­obraź­my so­bie, że w cen­trum Pa­ry­ża po­wsta­je ja­kieś sto­wa­rzy­sze­nie lu­dzi nie­na­wi­dzą­cych pra­cy, zde­cy­do­wa­nych za­pew­nić so­bie uży­wa­nie ży­cia pod­stę­pem i prze­mo­cą, a w kon­se­kwen­cji - po­przez wal­kę ze spo­łe­czeń­stwem. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że wkrót­ce w ło­nie tego sto­wa­rzy­sze­nia wy­two­rzy­ła­by się swo­ista mo­ral­ność, a na­wet swo­iste poj­mo­wa­nie cno­ty i za­słu­gi. Od­wa­ga, upór, skry­tość, ostroż­ność, dys­cy­pli­na, wy­trwa­łość w zno­sze­niu nie­po­wo­dzeń, głę­bo­ka ta­jem­ni­ca, punkt ho­no­ru, po­świę­ce­nie się tej wspól­no­cie - ta­kie by­ły­by bez wąt­pie­nia cno­ty, któ­re ko­niecz­ność i opi­nia utrwa­la­ły­by w tej ban­dyc­kiej wspól­no­cie. Ta­kie wła­śnie były cno­ty fli­bu­stie­rów i ta­kie były cno­ty Rzy­mian.”

Frédéric Ba­stiat, Ma­tu­ra i So­cja­lizm

 

Uto­pi­sta60

- Gdy­bym tak był mi­ni­strem Jego Kró­lew­skiej Mo­ści!…

- I cóż by pan wte­dy uczy­nił?
- Za­czął­bym od… od… Sło­wo daję, naj­pierw był­bym w wiel­kim kło­po­cie.

Bo prze­cież żeby zo­stać mi­ni­strem, mu­siał­bym mieć za sobą więk­szość; tę więk­szość miał­bym tyl­ko wte­dy, gdy­bym ją so­bie za­pew­nił; a za­pew­nić ją so­bie, szcze­rze po­wie­dziaw­szy, mógł­bym tyl­ko w ten spo­sób, że rzą­dził­bym we­dle jej po­my­słów… A za­tem gdy­bym chciał kie­ro­wać się wła­sny­mi po­my­sła­mi, sprzecz­ny­mi z po­my­sła­mi więk­szo­ści, nie miał­bym już za sobą więk­szo­ści, a gdy­bym nie miał za sobą więk­szo­ści, nie mógł­bym zo­stać mi­ni­strem Jego Kró­lew­skiej Mo­ści.

- Za­łóż­my jed­nak, że pan nim zo­stał, że więk­szość nie prze­szka­dza panu; cóż by pan uczy­nił?
- Roz­wa­żał­bym naj­pierw, po któ­rej stro­nie leży spra­wie­dli­wość.
- A po­tem?
- Po­tem za­sta­no­wił­bym się, po któ­rej stro­nie jest uży­tecz­ność.
- A po­tem?
- Za­sta­no­wił­bym się, czy słusz­ność i uży­tecz­ność zga­dza­ją się ze sobą, czy się ze sobą kłó­cą.
- A gdy­by do­szedł pan do wnio­sku, że nie idą w pa­rze?
- Rzekł­bym do kró­la Fi­li­pa: „Pro­szę mi ode­brać tekę mi­ni­stra; moje rymy nie są olśnie­wa­ją­ce, a mój styl nie­co sta­ro­świec­ki, ale czyż Wa­sza Kró­lew­ska Mość nie wi­dzi, że stoi za nimi czy­sta uczci­wość i że są wię­cej war­te, niż kom­bi­na­cje ob­ra­ża­ją­ce zdro­wy roz­są­dek?”…61.
- A gdy­by uznał pan, że spra­wie­dli­wość i uży­tecz­ność są ze sobą zgod­ne?
- Wów­czas po­stą­pił­bym da­lej.
- Świet­nie. Ale żeby wcie­lać w ży­cie uży­tecz­ność i spra­wie­dli­wość, po­trzeb­na jest jesz­cze trze­cia rzecz.
- Jaka?
- Moż­li­wość.
- Przy­znał mi pan tę moż­li­wość.
- Kie­dy?
- Przed chwi­lą.
- Jak­że to? W jaki spo­sób?
- Za­kła­da­jąc, że będę miał więk­szość za sobą.
- To za­ło­że­nie od razu wy­da­wa­ło mi się bar­dzo ry­zy­kow­ne, gdyż osta­tecz­nie im­pli­ku­je ono, że ta więk­szość po­strze­ga ja­sno to, co spra­wie­dli­we, po­strze­ga też ja­sno to, co uży­tecz­ne, że wresz­cie po­strze­ga wy­raź­nie, że po­zo­sta­ją one w do­sko­na­łej har­mo­nii.
- Ale gdy­by ta więk­szość ja­sno to wszyst­ko po­strze­ga­ła, do­bro do­ko­na­ło­by się, by tak rzec, sa­mo­ist­nie.
- Oto, do­kąd cią­gle mnie pan do­pro­wa­dza: abym uznał re­for­mę za moż­li­wą tyl­ko wsku­tek po­stę­pu po­wszech­ne­go zro­zu­mie­nia.
- Bo jak wi­dać, wszel­ka re­for­ma jest nie­za­wod­na dzię­ki temu po­stę­po­wi.
- Wspa­nia­le. Ale ten po­prze­dza­ją­cy re­for­mę ogól­ny po­stęp ro­zu­mu trwa dość dłu­go. Za­łóż­my, że już się do­ko­nał. I co pan robi? Gdyż śpiesz­no mi wi­dzieć pana w dzia­ła­niu, w kon­kret­nej pra­cy, w prak­ty­ce.
- Przede wszyst­kim zmniej­szył­bym opła­tę za li­sty do 10 cen­ty­mów.
- Sły­sza­łem, że mó­wił pan wcze­śniej o 5 cen­ty­mach62.
- Tak, ale że za­mie­rzam też i inne re­for­my, mu­szę po­stę­po­wać ostroż­nie, by unik­nąć de­fi­cy­tu.
- Do ka­du­ka! Ja­każ to ostroż­ność! Od razu po­pa­da pan w 30-mi­lio­no­wy de­fi­cyt.
- Na­stęp­nie zmniej­szył­bym po­da­tek od soli do 10 fran­ków.
- Pięk­nie! Ko­lej­ne 30 mi­lio­nów de­fi­cy­tu. Za­pew­ne w to miej­sce wy­my­ślił­by pan ja­kiś inny, nowy po­da­tek?
- Niech mnie Bóg bro­ni! Poza tym nie przy­pi­su­ję so­bie tak wy­na­laz­cze­go umy­słu…
- Trze­ba by jed­nak… Ach! Poj­mu­ję! Gdzie ja mia­łem gło­wę!… Za­mie­rza pan po pro­stu zmniej­szyć bu­dże­to­we wy­dat­ki. Nie po­my­śla­łem o tym.
- Nie pan je­den… Ow­szem, doj­dę i do tego, ale na ra­zie nie na to li­czę.
- Ach tak! Więc zmniej­sza pan przy­cho­dy nie zmniej­sza­jąc wy­dat­ków, i tak pan uni­ka de­fi­cy­tu?
- Ow­szem, zmniej­sza­jąc jed­no­cze­śnie inne opła­ty.

(W tym miej­scu mój roz­mów­ca puka się w czo­ło, po­trzą­sa gło­wą, co może ozna­czać: „Ten czło­wiek bre­dzi”…).

- Jak­że to! Cóż to za dow­cip­ny po­mysł! Wpła­cam 100 fran­ków do skar­bu pań­stwa, pan ob­ni­ża mi o 5 fran­ków po­da­tek od soli, o 5 fran­ków od opłat pocz­to­wych; a żeby skarb pań­stwa otrzy­mał nie mniej, niż moje 100 fran­ków, pan jesz­cze ob­ni­ża mi o 10 fran­ków inny po­da­tek?
- Niech pan da rękę! Zro­zu­miał mnie pan.
- Gu­zik praw­da! Nie je­stem na­wet pe­wien, czy do­brze usły­sza­łem.
- Po­wta­rzam więc: rów­no­wa­żę jed­ną ulgę po­dat­ko­wą - inną ulgą po­dat­ko­wą.
- Do li­cha! Niech stra­cę jesz­cze kil­ka chwil i po­słu­cham, jak ob­ja­śni pan ten swój pa­ra­doks.
- Oto cała jego ta­jem­ni­ca: znam pe­wien po­da­tek, któ­ry kosz­tu­je pana 20 fran­ków, a któ­ry nie przy­no­si ani cen­ta skar­bo­wi pań­stwa; na­ka­zu­ję więc od­dać panu po­ło­wę tego po­dat­ku, a dru­gą po­ło­wę od­sy­łam do skle­pu przy uli­cy Ri­vo­li63.
- Do­praw­dy, nie ma dru­gie­go ta­kie­go fi­nan­si­sty, jak pan! Jest tyl­ko je­den kło­pot. Co to za po­da­tek, je­śli pan ła­skaw po­wie­dzieć, któ­ry ja pła­cę, a któ­ry nie tra­fia do skar­bu pań­stwa?
- Ile pan za­pła­cił za ten swój frak?
- 100 fran­ków.
- A gdy­by pan ka­zał spro­wa­dzić suk­no z Bel­gii, z Ve­rviers, ile by pana kosz­to­wał ten frak?
- 80 fran­ków.
- Dla­cze­go więc nie spro­wa­dził pan suk­na z Ve­rviers?
- Bo to za­bro­nio­ne.
- A dla­cze­go to jest za­bro­nio­ne?
- Żeby ten frak kosz­to­wał mnie 100 fran­ków za­miast 80.
- Ten za­kaz kosz­tu­je pana za­tem 20 fran­ków.
- Bez naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści.
- A gdzie się po­dzie­wa te 20 fran­ków?
- Gdzie one idą? Do pro­du­cen­ta suk­na?
- No wła­śnie! Niech pan mi da 10 fran­ków na skarb pań­stwa, ja na­ka­żę znieść ten za­kaz, a pan za­ro­bi jesz­cze na tym 10 fran­ków.
- Ach, ach! Za­czy­nam ja­sno poj­mo­wać. Ra­chu­ba skar­bu pań­stwa jest taka: tra­ci 5 fran­ków na opła­tach pocz­to­wych, 5 fran­ków na po­dat­ku sol­nym, a zy­sku­je 10 fran­ków na suk­nie. Je­ste­śmy kwi­ta.
- A oto pań­ska ra­chu­ba: zy­sku­je pan 5 fran­ków na ob­niż­ce po­dat­ku sol­ne­go, 5 fran­ków na ob­niż­ce opłat pocz­to­wych i 10 fran­ków na tań­szym suk­nie z Bel­gii.
- W su­mie 20 fran­ków. Ten plan na­wet mi się po­do­ba. Ale co zro­bi ów bied­ny fran­cu­ski pro­du­cent suk­na?
- O, po­my­śla­łem o nim. Przy­go­tu­ję dla nie­go kom­pen­sa­tę, ale cią­gle po­przez ko­rzyst­ne ob­ni­że­nie jego opłat na rzecz skar­bu pań­stwa. I to, co uczy­ni­łem dla pana z suk­nem na pań­ski frak - zro­bię dla nie­go w od­nie­sie­niu do weł­ny, jaką musi ku­po­wać, wę­gla, ma­szyn pro­duk­cyj­nych etc. W ten spo­sób bę­dzie mógł ob­ni­żyć swą cenę suk­na bez stra­ty.
- Lecz czy jest pan pe­wien, że za­cho­wa­na zo­sta­nie rów­no­wa­ga?
- Na­stą­pi wah­nię­cie szal. Te 20 fran­ków, któ­re - spra­wię - że pan za­osz­czę­dzi, po­więk­szą się jesz­cze o fran­ki, ja­kie za­osz­czę­dzę panu na zbo­żu, mię­sie, pa­li­wach etc. To uro­śnie do du­żej sumy; a po­dob­na oszczęd­ność zo­sta­nie zre­ali­zo­wa­na przez każ­de­go z pań­skich trzy­dzie­stu pię­ciu mi­lio­nów współ­o­by­wa­te­li. Bę­dzie z cze­go czer­pać i na suk­na z bel­gij­skie­go Ve­rviers, i na te z fran­cu­skie­go El­beuf. Na­ród zo­sta­nie le­piej odzia­ny, to wszyst­ko.
- Za­sta­no­wię się nad tym; bo na ra­zie wszyst­ko to mie­sza mi się w gło­wie.
- Poza wszyst­kim, co do odzie­ży, naj­waż­niej­sze jest być ubra­nym. Pań­skie człon­ki są pań­ską wła­sno­ścią, a nie fa­bry­kan­ta suk­na. Chro­nić je przed zim­nem to pań­ska spra­wa, a nie jego! Je­śli pra­wo bie­rze jego stro­nę prze­ciw panu, to pra­wo jest nie­spra­wie­dli­we, a prze­cież pan ze­zwo­lił mi ro­zu­mo­wać przy za­ło­że­niu, że to, co nie­spra­wie­dli­we, jest za­ra­zem szko­dli­we.
- Może po­su­ną­łem się za da­le­ko; ale pro­szę kon­ty­nu­ować pre­zen­ta­cję pań­skie­go pla­nu fi­nan­so­we­go.
- Wdro­żył­bym też pew­ne pra­wo o opła­tach cel­nych.
- W dwóch opa­słych to­mach?
- Nie, w dwóch le­d­wo ar­ty­ku­łach.
- Tym ra­zem nie po­wie się już, że słyn­na mak­sy­ma: „Nikt nie może tłu­ma­czyć się z nie­zna­jo­mo­ści pra­wa”, jest fik­cją. Zo­bacz­my za­tem, ja­kie jest pań­skie pra­wo cel­ne.

- Oto ono:

„Art. 1 Wszel­ki to­war im­por­to­wa­ny z za­gra­ni­cy ob­cią­żo­ny jest 5-pro­cen­to­wym po­dat­kiem od jego war­to­ści”.

- Na­wet su­row­ce?
- Chy­ba że nie mają żad­nej war­to­ści.
- Ale za­wsze mają ja­kąś war­tość, mniej­szą czy więk­szą.
- Za­tem będą opła­ca­ne mniej lub wię­cej.
- Jak pan może żą­dać, żeby nasi pro­du­cen­ci wal­czy­li z pro­du­cen­ta­mi za­gra­nicz­ny­mi, któ­rzy mają nie­opo­dat­ko­wa­ny im­port su­row­ców?
- Przy usta­lo­nych wy­dat­kach pań­stwa - je­śli za­mknie­my to źró­dło do­cho­dów, trze­ba by otwo­rzyć ja­kieś inne; nie zmniej­szy to gor­sze­go po­ło­że­nia na­szych fa­bryk, a trze­ba bę­dzie stwo­rzyć wię­cej ad­mi­ni­stra­cji i ją opła­cić.
- To praw­da; ro­zu­mo­wa­łem tak, jak­by cho­dzi­ło o znie­sie­nie tego po­dat­ku, a nie o jego prze­rzu­ce­nie. Za­sta­no­wię się nad tym. A jaki bę­dzie pań­ski dru­gi ar­ty­kuł?
- „Art. 2 Wszel­ki to­war eks­por­to­wa­ny pod­le­ga 5-pro­cen­to­we­mu po­dat­ko­wi od jego war­to­ści”.
- Na li­tość bo­ską! Pa­nie uto­pi­sto! Zmie­rza pan do tego, że pana uka­mie­nu­ją, a jak do tego doj­dzie, rzu­cę w pana pierw­szy ka­mień.
- Przy­ję­li­śmy jed­nak, że więk­szość jest ro­zum­na - oświe­co­na.
- Oświe­co­na! I bę­dzie pan utrzy­my­wał, że ta­kie pra­wo wy­wo­zo­we nie jest do­tkli­we?
- Każ­dy po­da­tek jest do­tkli­wy, a ten - znacz­nie mniej niż inny.
- Trwa­ją­cy kar­na­wał uspra­wie­dli­wia naj­roz­ma­it­sze dzi­wac­twa. Niech­że pan uprzej­mie wy­ja­śni po­zor­ność tego pa­ra­dok­su, je­śli to moż­li­we.
- Ile pła­ci pan za to wino?
- Jed­ne­go fran­ka za litr.
- Ile za­pła­cił­by pan poza ro­gat­ka­mi mia­sta, więc poza gra­ni­cą cel­ną?
- Pięć­dzie­siąt cen­ty­mów.
- Skąd ta róż­ni­ca?
- Niech pan spy­ta w urzę­dzie ak­cy­zo­wym, któ­ry po­bie­ra do­dat­ko­wo te dzie­sięć sou64.
- A kto usta­no­wił ten urząd cel­ny?
- Gmi­na pa­ry­ska, żeby mieć pie­nią­dze na bru­ko­wa­nie i oświe­tle­nie ulic.
- Mamy za­tem do czy­nie­nia z pra­wem im­por­to­wym. Ale gdy­by to gmi­ny gra­nicz­ne usta­na­wia­ły ak­cy­zę, kie­ru­jąc się wła­sny­mi ko­rzy­ścia­mi, ja­kie by­ły­by skut­ki?
- Za­pła­cił­bym co naj­mniej 1 fran­ka za moje wino, war­te 50 cen­ty­mów, i do­dat­ko­we 50 cen­ty­mów za bru­ko­wa­nie i oświe­tle­nie ulic w gmi­nach gra­nicz­nych Mont­mar­tre i Ba­ti­gno­les.
- Tak czy owak, osta­tecz­nie to kon­su­ment pła­ci ten po­da­tek, praw­da?
- Bez wąt­pie­nia.
- A za­tem po wdro­że­niu mo­je­go pra­wa wy­wo­zo­we­go, to za­gra­nicz­ny kon­su­ment par­ty­cy­po­wał­by w pań­skich wy­dat­kach na wino.
- Ła­pię pana na nie­kon­se­kwen­cji: to już nie jest spra­wie­dli­wość.
- Dla­cze­go nie? Aby wy­pro­du­ko­wać co­kol­wiek, po­trze­ba w kra­ju od­po­wied­niej wie­dzy, bez­pie­czeń­stwa, dróg, więc rze­czy, któ­re kosz­tu­ją. Dla­cze­go ob­co­kra­jo­wiec nie miał­by po­no­sić sto­sow­nych opłat za na­sze pro­duk­ty, któ­re prze­cież chce kon­su­mo­wać?
- Jest to sprzecz­ne z ogól­nie przy­ję­ty­mi ide­ami.
- Nic po­dob­ne­go. Ten, kto ku­pu­je ostat­ni po­wi­nien po­kry­wać wszyst­kie bez­po­śred­nie i po­śred­nie kosz­ty pro­duk­cji.
- Próż­ne ga­da­nie, rzu­ca się prze­cież w oczy, że tego ro­dza­ju ure­gu­lo­wa­nie spa­ra­li­żo­wa­ło­by han­del i za­mknę­ło przed nami ryn­ki zby­tu.
- To złu­dze­nie. Gdy­by pła­cił pan ten do­dat­ko­wy po­da­tek za wszyst­kie inne to­wa­ry, miał­by pan ra­cję. Ale je­śli te 100 mi­lio­nów prze­wi­dzia­nych do uzy­ska­nia w ten spo­sób po­wo­du­je za­ra­zem ob­ni­że­nie in­nych pań­skich po­dat­ków - ko­rzy­sta pan na ryn­kach za­gra­nicz­nych ze wszyst­kich swo­ich prze­wag, a na­wet zy­sku­je pan do­dat­ko­wą prze­wa­gę, je­śli ten po­da­tek spra­wia panu mniej kło­po­tu i in­nych wy­dat­ków.
- Za­sta­no­wię się nad tym… Za­tem sól, opła­ty pocz­to­we i opła­ty cel­ne zo­sta­ły ure­gu­lo­wa­ne. I na tym ko­niec?
- Le­d­wo za­czą­łem.
- Niech pan bę­dzie ła­skaw za­po­znać mnie z in­ny­mi pań­ski­mi uto­pia­mi.
- Stra­ci­łem 60 mi­lio­nów na soli i opła­tach pocz­to­wych. Ale moje pra­wo cel­ne re­kom­pen­su­je mi to; daje mi tak­że coś bar­dziej cen­ne­go.
- Co, je­śli ła­ska?
- Sto­sun­ki mię­dzy­na­ro­do­we opar­te na spra­wie­dli­wo­ści i praw­do­po­do­bień­stwo po­ko­ju rów­no­waż­ne z pew­no­ścią. Zmniej­szam woj­sko.
- Całe woj­sko?
- Z wy­jąt­kiem spe­cjal­ne­go woj­ska, któ­re re­kru­tu­je się z do­bro­wol­nych ochot­ni­ków, jak wszyst­kie inne pro­fe­sje. Wi­dzi pan, po­bór re­kru­ta zo­sta­je znie­sio­ny.
- Pro­szę pana, na­le­ży mó­wić „re­kru­ta­cja”.
- Ach, za­po­mnia­łem! Po­dzi­wiam, jak ła­two przy­cho­dzi - w nie­któ­rych kra­jach - utrwa­la­nie naj­bar­dziej nie­po­pu­lar­nych spraw po­przez nada­wa­nie im no­wych nazw…65
- To jak „ze­staw na­leż­no­ści”, któ­re sta­ły się te­raz „po­dat­ka­mi bez­po­śred­ni­mi”.
- Albo „żan­dar­mi”, któ­rzy te­raz na­zy­wa­ją się „straż­ni­ka­mi władz lo­kal­nych”.
- Krót­ko mó­wiąc, roz­bra­ja pan te­raz kraj, kie­ru­jąc się uto­pią.
- Po­wie­dzia­łem, że ogra­ni­czam ar­mię, a nie że roz­bra­jam kraj. Za­mie­rzam, prze­ciw­nie, nadać mu pew­ną siłę nie do po­ko­na­nia.
- Jak zre­ali­zu­je pan ten stek nie­do­rzecz­no­ści?
- Po­wo­łam do służ­by wszyst­kich oby­wa­te­li.
- Le­piej by­ło­by uwol­nić od niej nie­któ­rych niż po­wo­ły­wać wszyst­kich.
- Nie po to zro­bił mnie pan mi­ni­strem, abym po­zo­sta­wił spra­wy ich wła­sne­mu bie­go­wi. Za­tem po swym doj­ściu do wła­dzy oświad­czył­bym jak Ri­che­lieu: „Za­sa­dy Pań­stwa zo­sta­ły zmie­nio­ne”. A moją pierw­szą za­sa­dą, któ­ra po­słu­ży za pod­sta­wę mo­je­go ad­mi­ni­stro­wa­nia, bę­dzie: „Każ­dy oby­wa­tel musi umieć dwie rze­czy: dbać o swój byt i bro­nić swe­go kra­ju”.
- Wy­da­je mi się, w pierw­szej chwi­li, że jest w tym ja­kaś iskier­ka zdro­we­go roz­sąd­ku.
- W kon­se­kwen­cji opie­ram obro­nę na­ro­do­wą na usta­wie za­wie­ra­ją­cej dwa ar­ty­ku­ły:

„Art. 1 Każ­dy zdro­wy oby­wa­tel, bez wy­jąt­ku, po­zo­sta­nie w służ­bie woj­sko­wej przez czte­ry lata, od 21. do 24. roku ży­cia, i w tym cza­sie przej­dzie prze­szko­le­nie woj­sko­we”.

- Pięk­na mi oszczęd­ność! Od­da­li pan 400 ty­się­cy żoł­nie­rzy, a 10 mi­lio­nów uczy­ni pan no­wy­mi żoł­nie­rza­mi!

„Art. 2 Chy­ba że udo­wod­ni w wie­ku 21 lat prze­szko­le­nie na po­zio­mie plu­to­nu”66.

- Nie ocze­ki­wa­łem ta­kie­go za­koń­cze­nia. Jest oczy­wi­ste, że aby unik­nąć czte­rech lat służ­by woj­sko­wej, po­śród na­szej mło­dzie­ży na­stą­pi strasz­li­wa ry­wa­li­za­cja o to, kto le­piej opa­nu­je „w pra­wo zwrot” albo „ła­do­wa­nie na tem­po”. Dziw­ny to po­mysł.
- Lep­szy niż to, co mamy te­raz. Bo prze­cież - bez spra­wia­nia bólu ro­dzi­nom, z któ­rych te­raz po­bie­ra­ny jest re­krut i bez na­ru­sza­nia rów­no­ści oby­wa­te­li - czyż nie za­pew­ni kra­jo­wi w pro­sty i mało kosz­tow­ny spo­sób 10 mi­lio­nów obroń­ców zdol­nych sta­wić czo­ło każ­de­mu wy­zwa­niu ze stro­ny wszyst­kich za­wo­do­wych ar­mii świa­ta?
- Do­praw­dy, gdy­bym nie ufał kró­lew­skim gwar­dzi­stom, może i za­in­te­re­so­wa­ły­by mnie te pań­skie fan­ta­zje.

Tym­cza­sem uto­pi­sta co­raz bar­dziej się za­pa­la:

Bogu dzię­ki, oto mam bu­dżet mniej­szy o 200 mi­lio­nów! Zno­szę ak­cy­zę, grun­tow­nie prze­ra­biam „bez­po­śred­nią kon­try­bu­cję”, a da­lej…

- Ach, pa­nie uto­pi­sto!…

Uto­pi­sta za­pa­la się jesz­cze bar­dziej: Wpro­wa­dzam wol­ność wy­znań, swo­bo­dę na­ucza­nia! Nowe za­so­by. Ku­pu­ję ko­le­je że­la­zne67, spła­cam za­dłu­że­nie, ogra­ni­czam gieł­do­we spe­ku­la­cje…

- Pa­nie uto­pi­sto!
- Uwol­nio­ny od nad­mier­nych i nie­po­trzeb­nych do­tych­cza­so­wych obo­wiąz­ków kon­cen­tru­ję wszyst­kie siły mo­je­go rzą­du na zwal­cza­niu oszustw i szyb­kim, spra­wie­dli­wym są­dow­nic­twie, wresz­cie…
- Pa­nie uto­pi­sto, pod­jął się pan zbyt wie­lu spraw, na­ród nie pój­dzie za pa­nem!
- Ale prze­cież pan dał mi więk­szość.
- Od­bie­ram ją panu.
- W samą porę! A za­tem nie je­stem już mi­ni­strem, a moje pla­ny po­zo­sta­ją tym, czym są: uto­pia­mi.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Sprze­daż książ­ki w In­ter­ne­cie:

Przypisy

[

←60

]

Tekst za­czerp­nię­ty z pi­sma „Li­bre-échan­ge” z 17 stycz­nia 1847 r. [Nota wy­daw­cy fran­cu­skie­go]

[

←61

]

Na­wią­za­nie do „Mi­zan­tro­pa” Mo­lie­ra, akt I, sce­na II. [Nota wy­daw­cy pol­skie­go]

[

←62

]

Rze­czy­wi­ście, w maju 1846 r. w pew­nym ar­ty­ku­le za­miesz­czo­nym w „Jo­ur­nal des Éco­no­mi­stes” au­tor mó­wił o ob­niż­ce tego po­dat­ku do 5 cen­ty­mów. Ar­ty­kuł ten sta­no­wi roz­dział XII dru­giej se­rii So­fi­zma­tów eko­no­micz­nyh Ba­stia­ta. [Nota wy­daw­cy fran­cu­skie­go]

[

←63

]

Mi­ni­ster­stwo fi­nan­sów Fran­cji znaj­do­wa­ło się w owym cza­sie przy ul. Ri­vo­li w Pa­ry­żu. [Nota wy­daw­cy pol­skie­go]

[

←64

]

Sou - mo­ne­ta war­to­ści 1/20 ów­cze­sne­go fran­ka, czy­li 5 cen­ty­mów - przy­pis tłu­ma­cza.

[

←65

]

Jak­że to po­wszech­na so­cjo­tech­nicz­na ma­ni­pu­la­cja dzi­siaj w ra­mach „no­wo­mo­wy”! - przy­pis tłu­ma­cza.

[

←66

]

W XIX-wiecz­nej Fran­cji ist­nia­ły tak w mia­stach, jak i na pro­win­cji licz­ne sto­wa­rzy­sze­nia oby­wa­tel­skie, w ra­mach któ­rych niż­szej ran­gi ofi­ce­ro­wie za­wo­do­wej ar­mii pro­wa­dzi­li szko­le­nia woj­sko­we lud­no­ści; w ra­mach tego szko­le­nia ochot­ni­cy mo­gli ukoń­czyć tzw. szko­łę plu­to­no­wych (po­ziom do­wo­dze­nia ów­cze­sną jed­nost­ką woj­sko­wą naj­niż­sze­go szcze­bla - plu­to­nem) - przy­pis tłu­ma­cza.

[

←67

]

Frédéric Ba­stiat był zde­cy­do­wa­nym prze­ciw­ni­kiem dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej pro­wa­dzo­nej przez pań­stwo. Wy­ja­śnie­nie po­wyż­sze­go pa­ra­dok­su, do­ty­czą­ce­go za­ku­pu ko­lei fran­cu­skich, znaj­du­je się w przy­pi­sie do an­giel­skie­go wy­da­nia Uto­pi­sty.http://oll.li­ber­ty­fund.org/pa­ges/the-uto­pian-17-ja- nu­ary-1847.