Opowiedz zwierzę. Poetki i poeci o zwierzętach - Barbara Niedźwiedzka - ebook

Opowiedz zwierzę. Poetki i poeci o zwierzętach ebook

Barbara Niedźwiedzka

0,0

Opis

Antologia Opowiedz zwierzę zawiera 200 wierszy wybitnych polskich poetów XX i XXI wieku. To poezja dotykająca skomplikowanej, pięknej, ale i bolesnej relacji człowiek–zwierzę. Są wśród nich m.in. strofy Bolesława Leśmiana, Tadeusza Różewicza, Anny Świrszczyńskiej, Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza, Wisławy Szymborskiej i te pisane przez poetki i poetów debiutujących w ostatnich kilkunastu latach. Bardzo interesujące jest, jak w miarę postępów wiedzy zmienia się sposób pisania o tej pogmatwanej, meandrującej relacji, jak poezja – najlepsza z diagnostyczek – opisuje ogromniejący etyczny problem.

 

Barbara Niedźwiedzka – dr hab., od zakończenia pracy akademickiej na UJ działa na rzecz pełnego szacunku i uznania prawa zwierząt do dobrego, zgodnego z naturalnymi potrzebami życia, wolnego od przemocy i krzywdy ze strony człowieka. Będąc chrześcijanką, działania kieruje głównie do osób religijnych i umieszcza je w kontekście ekologii integralnej. Jest przekonana, że nadszedł czas, aby ludzie uczynili kolejny krok w swoim etycznym rozwoju. Chce, aby troska o zwierzęta stała się oczywistą częścią moralności i kultury. Członkini Światowej Rady Laudato Si’ Movement, autorka licznych publikacji i źródłowej strony www.opowiedzzwierze.pl, a także liderka ruchu „Chrześcijanie dla zwierząt”. Współpracuje z wieloma krajowymi i międzynarodowymi prozwierzęcymi organizacjami. Weganka wierząca, że ludzkość kiedyś wypracuje zasady współżycia bez przemocy, a szacunek i solidarność człowieka ze zwierzętami jest tego warunkiem. Mieszka z czworgiem bliźnich, czyli istot, które potrzebują pomocy. Aktualnie są to suczki: azylantka Sara i uchodźczyni Horpyna oraz przygarnięte z biedy koty: Kosza i Kacper.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 193

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten zbiór dedykuję

moim Braciom i Siostrom – zwierzętom

i mojej Mamie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dlaczego ta antologia?

 

Z bezradności.

Nie mogę pojąć, dlaczego człowiek tak dumny z tego, że od reszty natury odróżnia go świadomość dobra i zła, wciąż krzywdzi zwierzęta. Wiedział to od początku. Może zresztą właśnie wtedy stał się człowiekiem – kiedy to sobie uświadomił? Aby zagłuszyć sumienie, mówi o konieczności, maskuje winę obyczajem, kulturą, metafizycznymi wierzeniami. Ukrywa ją przed samym sobą i… między sobą. Związaliśmy się wspólnym sekretem jak mafia złoczyńców, a winę polukrowaliśmy zachwytami. To rozumiem. Sama temu uległam. Nie wszyscy jednak ulegli. Zawsze byli, i nadal są, tacy, którzy pisali traktaty i obrończe mowy, potępiali zło. A teraz tyle więcej wiemy o zwierzętach! O tym co czują, czego potrzebują, co im zawdzięczamy, i że nie musimy ich niewolić, żeby przeżyć.

Mówimy, że słowa mają moc stwarzania i przemieniania. Gdzie ich wpływ, dlaczego tak wolny?

Może trzeba obrazów i znaczeń rodzących się między słowami? Poezji. Jej nagromadzenia. Zlotu wierszy. One, tak jak muzyka, dotykają bezpośrednio ludzkiego serca. Przenikają, zapadają w pamięć, rozdzierają. Sprawiają, że płyną łzy lub rozchodzi się ciepło.

Z wielu wspaniałych wierszy, kierując się swoimi odczuciami, wybrałam niektóre. Celowo rozmaite. Wybór nie był łatwy i musiał być ograniczony. To wiersze polskich poetek i poetów napisane w XX i XXI wieku. Są wśród nich takie, które mnie po prostu zachwycają, oraz takie, które mówią wprost o tym jak jest. Jedne sprawiają, że czuję cudowną łączność z innymi zwierzętami, inne, że kulę się w sobie ze wstydu i zgrozy. Są takie, które dotykają tajemnicy, budzą z uśpienia, i takie, które wzniecają gniew. Wiele z tych wierszy podnosi na duchu, pozwala wierzyć w dobro. Te które rodzą gniew – mobilizują do sprzeciwu. Wszystkie przynoszą rodzaj poznania dostępny tylko przez serce. Miał je dla zwierząt autor ilustracji zamieszczonych w tym zbiorze, poeta – Cyprian Kamil Norwid.

Przeczytajcie sami. Czytajcie innym. Niech te wersy przybliżą świat prawdziwej przyjaźni między ludźmi i zwierzętami, świat bez przemocy.

 

Barbara Niedźwiedzka

 

 

WIERSZE

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bolesław LeśmianWół wiosnowaty

 

Pierwszy upał wiosenny, skrząc się po murawach

Ślepi szyby w chałupach i wodę we stawach.

Muchy ruchem celowym – a bez celu krążą.

W jeden powój miłosny dwie łątki się wiążą.

Świerszcz wzniósł nogę – na baczność, a drugą – w sen dłuży…

Gardziel kwiatu drobnego zachłysnął bąk duży –

Tylko wół, co tej wiosny czad chłonie morderczy, –

Jak rogata mogiła, w pustkowiu pól sterczy!

 

Źle mu! Przemęczył żebra, przepracował płuca!

Pole w ślepiach kołuje… Mrok do łba się rzuca…

Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem…

Stracił teraz i runął!… Runął – całym bytem!

Za duży – dla litości, dla snu – zbyt brzuchaty…

A że zemdlał na wiosnę – zwie się Wiosnowaty.

 

Toć go znałem! Miał w pysku – woń mlecznej ciepłoty,

W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty.

Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie,

Na dno brzucha mu spada – dźwięcznie i niechlujnie…

Lubił wgniatać kurzliwie w piach, lśnistszy od złota,

Dreptające kopyta z przytwierdkami błota.

Nie wiem, jak się to działo – ale już o świcie

Wchodził z widnokręgami w obłędne współżycie…

Gdzie się zjawił – tam zawsze tkwił w snów bezokolu,

I bezdomniał w oborze – i daleczał w polu…

 

Oczami, co się martwią, choć światu nie przeczą,

Patrzył we mnie, jak w oddal – w mgłę ledwo człowieczą…

Wierzył w Boga, nie wiedząc, że to – Bóg… Na miedzy

Przystawał, by ciąg dalszy snuć owej niewiedzy.

A nie bratał się z ciałem, co marło w niedoli –

Żył sam w sobie – poza nim… A ono – niech boli…

I zadrwiły zeń nagle niegodziwe kości:

Nie zniósł wiosny – bez szczęścia, czaru – bez radości…

Poraziło go słońce. Przyśniły się zgony…

Skroń chylę i całuję łeb, snem pomącony,

Twardy, jak głaz, co cierpi z trudem – nie od razu…

Kocham upór męczeński – hej! – takiego głazu!…

 

A on leży i leży… Muchy grzbiet obsiadły.

Brzuchem w nicość się tłoczy, a wargi pobladły –

Jęzor z nich się w świat wywarł i na bok zwichnięty

Śmierć liże, niby cukier, dany dla przynęty…

 

Dzień przystanął opodal… Czas luzem się tuła…

Jar pobliski brzmi osą, jak pusta szkatuła.

Cisza stoi nad polem – żywa i gorąca,

Lecz nad tą ciszą, z istnień utkaną tysiąca,

Góruje tajemnicą drętwego mozołu

Cisza – wezbrana w ciele zemdlonego wołu.

 

 

Bolesław LeśmianKoń

 

Koniu krzywy, koniu siwy,

Ozdobiony łachem grzywy,

Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni

I oddech, juchą parnej dymiący zieleni.

 

Łeb kościaty, ale krewki,

Z wargą miękką, jak pierś dziewki,

Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę,

Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę.

 

Koniu smutny aż do śmierci

Z białą pręgą lejc na szerci,

Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,

Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.

 

Dam ci wody z mego dzbana,

Dam ci cukru, dam ci siana,

Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba

I przez okno otwarte przychylę ci nieba.

 

Nie sęp oczu brwi sitowiem,

Powiem tobie, wszystko powiem!

A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze

I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.

 

 

Bolesław LeśmianZwierzyniec

 

Flamingo, różowiejąc, smukli się nad wodą

Skrzydlatego jedwabiu zaciszną urodą.

Sama dal tak w nim skupia swe znikliwe dzieje,

Że – czy leci, czy stoi – zawsze daleczeje.

 

Wielbłąd w słońcu zapłowiał stąd o kroków siedem

Jak sprzęt Boży, okryty poniszczonym pledem.

Świat, co szuka oparcia dla swego zamętu,

Korzysta z pogarbionej ciszy tego sprzętu.

 

Ślepie, z których się słońce nigdy dość nie wylśni,

Patrzą na mnie z plamiście rozwrzaskanej pilśni,

W której mrok się tygrysim gęstwi uścierwieniem –

Ten sam mrok, co w ogrodzie był tylko – brzóz cieniem…

 

Pies mój, kwiat oszczekując, łbem się tuli ku mnie –

By poistnieć w mym świecie trafnie i beztłumnie –

I oczami po prośbie w twarz mi się człowieczy,

A ja wchodzę – w Mgłę zwierząt i w Tuman wszechrzeczy.

 

 

 

 

 

Leopold StaffJaskółki

 

Jaskółki górne, w wolnym szybujące locie

Nad kominami, z których mknie dymów mgła siwa,

Gdy ja w pokoju siedzę jeszcze przy robocie,

A dusza mi się do was przez okno wyrywa!

 

O, wysokie wietrznice, poczekajcie chwilę.

Nim krąg słońca spopieli się w zachodu zgliszcze,

By odetchnąć głęboko, z okna się wychylę

I, wolny jak wy, z wami zagwiżdżę, poświszczę…

 

 

 

 

 

Spis treści

Dlaczego ta antologia?

WIERSZE

Bolesław Leśmian Wół wiosnowaty

Bolesław Leśmian Koń

Bolesław Leśmian Zwierzyniec

Leopold Staff Jaskółki

Table of Contents