Wydawca: Rebis Kategoria: Humanistyka Język: polski

Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie ebook

Piotr Zychowicz

4.83333333333333 (6)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 611 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 17 godz. 50 min Lektor: Piotr Zychowicz

Opis ebooka Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie - Piotr Zychowicz

Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie.

Polskie Państwo Podziemne nie zdało egzaminu, twierdzi autor Paktu Ribbentrop–Beck, książki, która zachwiała świadomością historyczną Polaków. Swoje koncepcje, zamiast na realiach, PPP oparło na złudzeniach i pobożnych życzeniach. Obłędny rozkaz wydany w 1944 roku oddziałom Armii Krajowej, by w ramach akcji „Burza” pomagały wkraczającej do Polski Armii Czerwonej, równał się wręcz kolaboracji z wrogiem. Dowództwo AK bowiem wydało w ten sposób swoich żołnierzy w ręce sowieckiej bezpieki. Tysiące z nich zapłaciły za to najwyższą cenę.

Apogeum tego obłędu była decyzja o wywołaniu Powstania Warszawskiego. Zryw ten, choć bohaterski, nie miał najmniejszych szans powodzenia. Spowodował za to gigantyczne straty: zagładę 200 tysięcy Polaków, zburzenie stolicy – wraz z bezcennymi skarbami kultury – i zniszczenie AK. Jedynej poważnej siły, która mogła się przeciwstawić sowietyzacji Polski. Było to spektakularne, ale bezsensowne samobójstwo. Powstanie Warszawskie okazało się najlepszym prezentem, jaki mógł sobie wymarzyć Stalin.

Piotr Zychowicz jest publicystą historycznym. Pisze o drugiej wojnie światowej, zbrodniach bolszewizmu i geopolityce europejskiej XX wieku. W swoich koncepcjach nawiązuje do idei Józefa Mackiewicza, Władysława Studnickiego, Stanisława Cata-Mackiewicza oraz Adolfa Bocheńskiego. Był dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” oraz zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Uważam Rze Historia”. Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”. Warszawiak, absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

REBIS wydał jego bestseller Pakt Ribbentrop–Beck, który wywołał nie słabnącą dyskusję, czy we wrześniu 1939 r. Polska nie powinna była zawiązać tymczasowego sojuszu z III Rzeszą. Tytuł ten „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” uznał za historyczną Książkę Roku 2012.

Opinie o ebooku Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie - Piotr Zychowicz

Cytaty z ebooka Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie - Piotr Zychowicz

Pod okupacją niemiecką żaden ze znaczących polskich pisarzy nie dziękował „zwycięskiemu, bohaterskiemu Wehrmachtowi za wyzwolenie Pomorza, Poznańskiego i Śląska z polskiego jarzma”. Żaden z polskich pisarzy nie pisał peanów na cześć „genialnego wodza Adolfa Hitlera” do gadzinowego „Nowego Kuriera Warszawskiego”. A pod okupacją sowiecką podobne wystąpienia na łamach „Czerwonego Sztandaru” czy „Nowych Widnokręgów” były normą. Swoimi piórami Sowietom służyli Tadeusz Boy-Żeleński, Mieczysław Jastrun, Jerzy Putrament, Julian Stryjkowski, Aleksander Wat, Adam Ważyk. Wymieniać można by jeszcze długo.
Polskie Państwo Podziemne nie tylko powinno więc było rozprawić się z komunistyczną agenturą, ale było to wręcz jego powinnością. Zaniechawszy tego działania, sprzeniewierzyło się swoim konstytucyjnym obowiązkom. Takie rozwiązanie przyniosłoby sprawie polskiej olbrzymie zyski. Po pierwsze, ukróciłoby mordy członków PPR, GL i AL na polskich patriotach i denuncjowanie ich na Gestapo. Po drugie, położyłoby kres komunistycznym grabieżom ludności cywilnej na prowincji. Po trzecie, pozbawiłoby Sowietów agentury, przy pomocy której mogły w przyszłości rządzić Polską. Po czwarte, poważnie utrudniłoby rozbicie polskich struktur niepodległościowych i wymordowanie ich członków po zajęciu Polski przez Armię Czerwoną.
„gdyby AK sprzymierzona z NSZ podjęła walkę zbrojną z komunistami i oczywiście oddziałami partyzantki sowieckiej”, podważyłoby to… pozycję Polski w koalicji antyniemieckiej i skłoniło Brytyjczyków oraz Amerykanów do porzucenia Polski i pozostawienia jej na łasce Stalina. To nie żart. Profesor Friszke straszył więc realizacją scenariusza, który… został zrealizowany.
Walka z Niemcami oznaczała więc już tylko bezsensowne marnowanie energii i sił. Dobijaniem Niemców zajmowali się bolszewicy i alianci zachodni i pomoc polskiego podziemia nie była im w tym do niczego potrzebna.
Rację miał wybitny polski pisarz Ferdynand Goetel, gdy pisał: „Nie było większego upadku polskiej myśli politycznej, jak właśnie podczas lat okupacji i wojny, które były jednocześnie największym wzlotem patriotycznego uniesienia
Efektem czeskiej strategii były straty osobowe nie przekraczające jednego procenta, zachowanie kraju niemal w nienaruszonym stanie i ocalenie Pragi, która dzisiaj jest jednym z najpiękniejszych miast Europy. Efektem strategii Polski było zaś kilka milionów wyrżniętych Polaków, zniszczenie kraju i zburzenie stolicy.
Józef Mackiewicz ujmował zaś sprawę następująco: Obciąża to nasze sfery o pretensjach wyrobienia politycznego. Trudno bowiem wymagać, powiedzmy, od jakiegoś dwudziestoletniego młodzieńca, który widzi, jak konduktor niemiecki kopie w brzuch jego matkę przy wchodzeniu do niewłaściwego przedziału pociągu, w jakichś Skierniewicach, Radomiu czy Małkini, trudno wymagać odeń, żeby krew, która mu uderza do twarzy w takiej chwili, żeby zaciśnięte pięści i paznokcie wbite w dłonie w rozpaczliwej przysiędze na zemstę mogły mu pomóc w ogarnięciu całokształtu polskich interesów politycznych, do wyrobienia polskiej myśli politycznej, sięgającej het daleko, poza peron kolejowy w Skierniewicach, Radomiu czy Małkini. Taki chłopiec nie chce nic słyszeć o bolszewikach. On wstąpi do AK i będzie strzelał do Niemców. I w gruncie rzeczy dobrze zrobi, bo co wart jest naród, którego jednostki pozbawione są godności osobistej!
Ci sami oficerowie, którzy nie kwapili się do pomocy mordowanym cywilom, teraz z energią i ochotą rzucili się do kolaboracji z bolszewikami. Są to rzeczy tak przykre, że trudno się o nich pisze nawet teraz, po siedemdziesięciu latach.
Zdaniem piszącego te słowa porucznik Jerzy Świda „Lech” powinien za swoje akcje otrzymać order Virtuti Militari i natychmiastowy awans na kapitana. Zamiast tego z rozkazu warszawskiej centrali AK został… postawiony przed sądem wojskowym i skazany na śmierć. Całe szczęście, dzięki jednemu z oficerów, wyrok został opatrzony klauzulą wykonania dopiero po wojnie z możliwością rehabilitacji na polu bitwy w innym terenie. Choć Świda dzięki temu przeżył, sprawa tego wyroku do dzisiaj musi budzić najwyższe oburzenie. Dobry żołnierz i dobry Polak – który konsekwentnie realizował interes swojej ojczyzny – został upokorzony przez ludzi, którzy nie tylko nie dorastali mu do pięt, ale jeszcze działali na szkodę własnego
Nie wiedzieli jednak, że Sikorski został przed wylotem poinstruowany przez Churchilla, co ma mówić, żeby Roosevelt był z niego zadowolony. Gdy więc generał po przylocie otworzył usta, słuchaczy ogarnęło bezbrzeżne zdumienie. Oto kilka próbek z jego amerykańskich wystąpień: „Rosja Sowiecka zarzuciła plany światowej rewolucji”, „Rosja walczy bohatersko”, „w Rosji zachodzą zmiany”, „w Rosji panuje pełna tolerancja religijna”. Nieuczciwe byłoby jednak stwierdzenie, że podczas pobytu w Ameryce Sikorski nie zdobył się na żadne zdecydowane działania. W jednej sprawie rzeczywiście wykazał twarde stanowisko. Na każdym kroku żądał bowiem… udzielenia jak największej pomocy Armii Czerwonej. „Należy pomóc Rosji uczciwie” – mówił – „pomóc dokładnie, szybko, skutecznie”, „konieczna jest ofensywa sojusznicza na kontynencie”. Tak, to nie żart. Wszystko są to słowa premiera Polski. Sikorski naprawdę usilnie namawiał Amerykanów do uzbrajania i wspierania Sowietów, a więc zwiększania potęgi naszego śmiertelnego wroga. Domagał się podjęcia działań, których konsekwencją był później sowiecki zabór Rzeczypospolitej.
już „sam cień” Sikorskiego nad Kaukazem tak przeraził niemiecką armię, że zaczęła się wycofywać spod Rostowa. Zawsze można powiedzieć, że podobne idiotyzmy były wytworem nadgorliwych współpracowników chcących podlizać się szefowi. Niestety najsmutniejsze w całej historii jest to, że Sikorski, czytając takie rzeczy, był zachwycony. I skrupulatnie, z wysuniętym językiem, wycinał je nożyczkami i wklejał do specjalnych albumów. Takiego niestety mieliśmy premiera i naczelnego wodza.
Jakże obco dla nas brzmią mądre słowa amerykańskiego generała George’a Pattona, który mówił swoim żołnierzom, że „na wojnę idziesz nie po to, by zginąć za ojczyznę, ale po to, aby inny sukinsyn zginął za swoją”.