Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 83-01-07382-9
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna / Centrum Kultury w Pieszycach
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 512
Rok wydania: 1988
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Darwin
0 wyrazie uczuć u człowieka
1 zwierząt
0 wyrazie uczuć u człowieka
1 zwierząt
Karol Darwin
Charles Robert Darwin, ur. 12 II 1809, Shrewsbury, zm. 19 IV 1882, Down k. Beckenham; przyrodnik angielski, twórca pierwszej gruntownie udokumentowanej teorii ewolucji organizmów i selekcji naturalnej nazwanej darwinizmem (1859). Studia: po odbyciu nauki w szkole początkowej i średniej (1817 - 25), podjął studia medyczne na Uniwersytecie w Edynburgu (1825 - 27), równolegle słuchał wykładów z geologii i zoologii; odbył studia teologiczne w Chrisfs College w Cambridge (1828 - 31), uzyskując bakalaureat nauk humanistycznych (1831), a następnie magisterium nauk humanistycznych na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie uczęszczał również na wykłady geologii A. Sedgwicka oraz botaniki J. S. Henslowa. Działalność: 1830 jako asystent A. Sedgwicka brał udział w wyprawie geologicznej do Walii; 27 X11 1831 -2 X 1836 wziął udział w podróży dookoła świata na okręcie JKM „Beagle", podczas której przeprowadził obserwacje w zakresie zoologii, botaniki, geologii, paleontologii, antropologii i etnografii oraz zgromadził bogate zbiory naukowe. Po powrocie do kraju początkowo zamieszkał w Cambridge (1836), następnie w Londynie (1837 - 42); od 1842 w Down k. Beckenham pod Londynem. Był sekretarzem honorowym Towarzystwa Geologicznego w Londynie (1837 - 41), członkiem honorowym Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego i Towarzystwa im. Pliniusza w Edynburgu.
Darwin przyjmował za czynnik ewolucji walkę o byt; swoją teorię ewolucji zastosował do człowieka (1871); w psychologii uznawany jest za autora pierwszej psychologicznej pracy badawczej nad ekspresją uczuć, której podstawą uczynił przesłanki ewolucjonizmu (1872).
Biblioteka Klasyków Psycnologii
Komitet Redakcyjny
Włodzimierz Szewczuk - przewodniczący
Jan Legowicz
Józef Pieter
Janusz Reykowski
Bogdan Suchodolski
Tadeusz Tomaszewski
Artur Kowaliszyn - sekretarz
■ • Karol
Darwin
ekspresji
ekspresji
Rozdział czwarty Sposoby wyrażania
uczuć u zwierząt
ekspresji u zwierząt
ekspresja człowieka: cierpienie i płacz
Rozdział siódmy Złe samopoczucie -
Niepokój - Smutek -Zniechęcenie - Rozpacz
Rozdział ósmy Radość - Dobre
samopoczucie - Miłość -Czułość - Pobożność
i gniew
Szyderstwo, wyzwanie: odsłonięcie kła po jednej stronie twarzy
Zazdrość, zawiść, skąpstwo, mściwość, podejrzliwość, fałsz, chytrość, poczucie winy, próżność, zarozumiałość, ambicja, pycha,
pokora itp.
Bezradność, bezsilność: wzruszanie ramionami
Znaki potwierdzania lub pochwały oraz zaprzeczania lub nagany;
potakiwanie i potrząsanie głową
Zdumienie - Strach -Przerażenie
Rozdział trzynasty Samoświadomość*-Wstyd -
Nieśmiałość - Skromność -Rumienienie się
i streszczenie
Bibliografia
Darwin
0 wyrazie uczuć u człowieka
1 zwierząt
Państwowe Wydawnictwo Naukowe • Warszawa 1988
W2G
Z oryginału angielskiego
The Expression of the Emotions in Man and Animals
London 1872 Przetłumaczyły
ZOFIA MAJLERT i KRYSTYNA ZACWILICHOWSKA
Redakcja naukowa
ROMAN J. WOJTUSIAK
Warszawa 1959. Państwowe Wydawnictw
Pierwsze wydanie polskie: 1873
Przedmową opatrzył WŁODZIMIERZ SZEWCZUK
Notę o autorze i bibliografie opracował Adam A. Zych
Miejska Biblioteka Publiczna Centrum Kultury w Pieszycac
000002933
00901-
Projekt graficzny serii Zygmunt Ziemka
Redaktor
Teresa Wilińska
Redaktor techniczny
Bożena Siedlecka
Korekta Zespół
CZYTELNIA
© Copyright by
Państwowe Wydawnictwo Naukowe Warszawa 1938
ISBN 83-01-07382-9
Karol Darwin i znaczenie jego prac dla psychologii
Różny jest rytm rozwoju myśli ludzkiej, różne tempo poznawania przez człowieka zjawisk zachodzących w przyrodzie. Gdy odkrycia dokonywane przez człowieka mają rewolucyjny charakter, przysługuje im rola szczególna, gdyż zmuszają do nowego spojrzenia na rzeczywistość, łączą nieuporządkowane fakty, wyjaśniają i eliminują sprzeczności w obrazie świata.
Takim rewolucyjnym, rozpoczynającym nową epokę w historii nauki zdarzeniem było ukazanie się dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium CGeles-tium (O obrotach sfer niebieskich, 1543), takim zdarzeniem było też opublikowanie pracy Karola Darwina On the origin of species by means of Natural Selection, or the Preservation of Favoured Rones in the Strugle of Life (London, 1859). Nic tedy dziwnego, że od wieku XIX do czasów współczesnych wielokrotnie porównywano Darwina z Kopernikiem.
Historycznie rzecz rozpatrując, zdarzeniem, które zadecydowało o nowym kierunku myślenia biologicznego
0 istotach żywych, było wystąpienie dwóch angielskich uczonych, geologa Ch. Lyella i botanika J. Hookera
1 lipca 1858 r. na posiedzeniu Londyńskiego Stowarzyszenia im. Linneusza. Przedstawili króciutką rozprawę autorstwa kończącego piątą dekadę życia Karola Darwina, na temat powstawania gatunków. Równocześnie złożyli pisemne oświadczenie, że myśli zawarte w rozprawie autor prezentował publicznie już w 1838 roku, ale nie wyrażał zgody na ich publikowanie, gdyż wciąż odczuwał niedosyt dowodów empirycznych. Jeżeli dodać, że Lyell i Hooker nakłonili Darwina do napisania rozprawy, rodzi się pytanie, co było przyczyną owego postępowania, a zwłaszcza publikowania komunikatu?
Karol Darwin po powrocie ze słynnej wyprawy na statku „Beagle" pracował bardzo intensywnie nad analizą materiałów zgromadzonych podczas podróży i w końcu lat trzydziestych stworzył już zarys koncepcji zmienności gatunków. Wiedzieli o tym Lyell i Hooker. Namawiali go do opublikowania wyników badań. Dopiero jednak w latach 1842 i 1844 Darwin przygotował szkicowe opracowania swojej koncepcji, nie przeznaczone jeszcze do publikacji. Uważał, że dokumentacja wciąż nie jest wystarczająca i nadal gromadził materiały dowodowe.
W 1858 roku Alfred R. Wallace, przyrodnik i podróżnik angielski, prowadzący w tym czasie badania na Molukach, przysłał Darwinowi swą pracę On the Tendency of Varietes to Depart Indefinitely from the Original Type (O dążności odmian do nieograniczonego odbiegania od typu pierwotnego) z prośbą o jej ocenę. Zaistniała sytuacja niezwykła. Wallace w swej pracy prezentował koncepcję zmienności gatunków identyczną z koncepcją Darwina, który, rzecz zaskakująca, był skłonny uznać pierwszeństwo Wallace'a. Ale Hooker i Lyell wiedzieli doskonale, że Darwin sformułował swoją koncepcję już w 1838 roku; znali jego szkice z 1842 i 1844 roku. Napisali o tym Wallace'owi, który bez najmniejszych zastrzeżeń przyznał pierwszeństwo Darwinowi. Wówczas to właśnie obaj uczeni odczytali na posiedzeniu wspomnianego Towarzystwa dwa referaty, najpierw Darwina, następnie Wallace'a. Godne i piękne zachowanie czterech naukowców przeszło do historii.
W 1859 roku ukazała się wspomniana już książka Darwina O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego. W dniu jej wydania cały nakład w liczbie 1250 egzemplarzy został wykupiony. Ukazanie się pracy angielskiego przyrodnika wywołało wiele dyskusji wśród ludzi nauki.
Przyrodnik i filozof, E. Du Bois-Reymond, który pierwszy, jeżeli nie przeoczyłem czegoś w moich poszukiwaniach, porównał Darwina z Kopernikiem, określił teorię Darwina jako wybuch, jakiego dotąd nauka nie widziała, wybuch, który spowodował rewolucyjne przemiany w sposobach myślenia o świecie istot żywych. Teorie Georgesa Cuviera, zoologa i paleontologa francuskiego, i Jeana L. Agassiza, szwajcarskiego zoologa i paleontologa, konkludował Du Bois-Reymond, należały już tylko do historii nauki1.
Od wielu wieków umysł ludzki podziwiał piękno i doskonałość natury, w tym doskonałość istot żywych. Od czasu do czasu zadawano sobie pytanie, skąd się wzięła przebogata ich różnorodność, doskonałość budowy, cudowny sposób przystosowania do warunków życia. Wprawdzie nie wszyscy przyrodnicy przypisywali cud stworzenia Bogu, przynajmniej oficjalnie, ale aż do XIX wieku wszyscy byli przekonani o niezmienności gatunków, zwłaszcza że tę niezmienność obserwowano codziennie. Tak jak obserwowano „wędrowanie" Słońca nad nieruchomą Ziemią.
Czy można się dziwić, że teoria Darwina wywołała żywe dyskusje? Obalała usankcjonowany tradycją sposób myślenia o świecie istot żywych, sposób wywodzący się z mitu biblijnego. Przekonywająco wykazano, jak to podkreślił wybitny fizyk i psycholog H. Helmholtz w 1869 roku w swej mowie 2 inaugurującej Zjazd Przyrodników w Innsbrucku, że celowość w budowie organizmów, ta podziwiana przez wieki cudowność, powstała bez udziału czyjejkolwiek inteligencji, powstała w wyniku ślepego działania praw przyrody.
Zwolennicy unaukowionego mitu biblijnego nie uważali się za pokonanych. Atakowali dzieło O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, atakowali wszelkimi możliwymi sposobami jego twórcę na stronicach pospiesznie kleconych pseudonaukowych książek, na łamach czasopism, niekiedy nawet naukowych, na łamach gazet, z kazalnic, w specjalnych anonimowych pamfletach... Zarzucano mu nie tylko błędne interpretowanie faktów, ale wręcz świadome ich fałszowanie. Oskarżano, że zezwierzęcił człowieka, że zachęcał do ludożerstwa, jako działania uzasadnionego walką
0 byt.
Jednakże fakty naukowe zostają wcześniej czy później racjonalnie uzasadnione i zdobywają uznanie. „Odnalazł on" — pisał o Darwinie Thomas Huxley, zoolog
1 filozof angielski — ,,wielką prawdę, którą deptano nogami, którą kalali świętoszkowie i z której drwiono... (...) Doczekał się chwili, kiedy prawda została w nauce ugruntowana, wniknęła w codzienny bieg myśli ludzkiej, a nienawidzą i obawiają się jej tylko ci, którzy
chcieliby ją (jeszcze dziś) szkalować"8.
*
Idea, której rozwinięciem było wiekopomne dzieło o pochodzeniu gatunków, powstała w czasie podróży Darwina na okręcie „Beagle". Napisał później: „Podróż na »Beagle« była najdonioślejszym zdarzeniem mego życia i zadecydowała o całej mojej dalszej karierze". U jego biografów często spotyka się przekonanie, że wyjeżdżał w 1831 roku jako zwolennik teorii stałości gatunków, a wracał po pięciu latach jako twórca nowej koncepcji. Znacznie bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie — dowodów bezpośrednich brak — że wątpliwości w stosunku do tradycyjnego poglądu zrodziły się wcześniej. W latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku znajomość lamarckowskiej koncepcji ewolucji istot żywych była niemal powszechna. W wydanej w roku 1809, roku urodzin Darwina, Philosophie Zoologiąue Lamarck, wskazując na podstawowe podobieństwa organizmów, uzasadniał i rozwijał tezę o wspólnym pochodzeniu istot żywych. Charles Lyell w swych Zasadach geologii4, tak gruntownie studiowanej przez Darwina, ukazywał przemiany, jakim podlega ziemia i formułował prawa tych przemian. Dziadek Karola, Erazm Darwin, opublikował w latach 1794 - 1796 swoje główne dzieło Zoonomia or the Laws of Organie Life, w którym prezentował ideę zmieniania się gatunków pod wpływem warunków zewnętrznych, ideę dziedziczenia cech nabytych. Trudno wręcz pomyśleć, że te wszystkie idee nie pozostawiły żadnego śladu w umyśle uczestnika wyprawy „Beagle". Zasadne jest sądzić, że nie tylko pozostawiły ślad, ale że nadały kierunek myślenia i obserwacji, w poszukiwaniu odpowiedzi na owe pytania. Kiedy w Ameryce Południowej w czasie prac o charakterze geologicznym natknął się na szczątki mastodonta i szczerbaków, a także, na tych samych pokładach, na różne gatunki małżów żyjących również w czasach dzisiejszych, tamte idee stawały się stymulatorem analizy stwierdzonych faktów. Odkrycie na wyspach Galapagos, odległych o ponad tysiąc kilometrów od lądu amerykańskiego, całej grupy gatunków endemicznych, ale podobnych do fauny tegoż lądu, ugruntowało rodzące się już wcześniej hipotezy. Dojrzewała idea zmienności gatunków.
Z pięcioletniej podróży przywiózł Darwin bogate zbiory i notatki z własnych obserwacji, w tym wspaniały dziennik podróży. W rok po powrocie, w lipcu 1837 roku, zaczął prowadzić specjalny notatnik faktograficzny dotyczący powstawania gatunków. Analiza zgromadzonych materiałów potwierdzała hipotezę zmienności gatunków drogą doboru naturalnego. Już w następnym roku zwierzał się z tego Lyellowi i Hookerowi. Dopiero jednak sześć lat później opracował pierwszy szkicowy zarys swej koncepcji.
W liście z dnia 5 lipca 1844 roku pisał do żony Emmy: ,,... właśnie skończyłem szkic mojej teorii gatunków. Gdyby kiedyś teoria ta — czego spodziewam się — została przynajmniej przez jednego kompetentnego człowieka uznana, stanowiłoby to poważny krok w rozwoju nauki. Dlatego na wypadek mojej nagłej śmierci przekazuję najuroczyściej moją ostatnią wolę..." 5. Chodziło o opiekę nad szkicem, o powierzenie go Lyellowi, Forbesowi, Henslowowi, Hookerowi lub Stricklandowi. Nasilająca się choroba, od której nie uwolnił się już do końca życia, podyktowała mu ten list. Ale nie myślał jeszcze o publikowaniu szkicu. Od 1838 roku, od chwili powstania teorii, upłynęło dokładnie 20 lat do przekazania przez niego niewielkiego
streszczenia Lyellowi i Hookerowi w celu przedstawienia na posiedzeniu naukowym Londyńskiego Towarzystwa im. Linneusza.
Gromadził jeszcze nowe fakty. Wciąż miał wątpliwości. Wciąż nie był dostatecznie przekonany, że zgromadził wystarczającą dokumentację. Był jednym z pierwszych badaczy posługujących się szeroko kwestionariuszem. Prowadził ogromną korespondencję, zwracał się do wybitnych naukowców, specjalistów z różnych dziedzin, ale także do zwykłych ludzi, którzy zajmowali się hodowlą zwierząt czy uprawą roślin. Cieszył się> gdy podważano jego przypuszczenia, kiedy próbowano inaczej interpretować ustalone przez niego fakty. „Mało który uczony" — pisał o nim K. Timiriazew 6 — ,,tak bez sprzeciwu, wprost z zadowoleniem przyjmował argumenty przeciwnika, oceniał je, roztrząsał, chociażby pochodziły one z tak skromnego źródła, że nawet niejeden drugorzędny uczony potraktowałby je pogardliwie i wyniośle. Nigdy nie uciekał się do polemiki pozwalającej na ukrycie słabości argumentacji, przeciwnie, gdy uznawał słabość dowodu, to sam pierwszy zwracał na to uwagę. Srogi sędzia własnych idei nigdy nie poniżył się do roli ich adwokata. Na każdym kroku można się przekonać, że tak samo i cudze zarzuty i swój dowód ceni o tyle, o ile one dotyczą sprawy, nie biorąc zupełnie pod uwagę, czy podrywają, czy wzmacniają jego autorytet". Nie tylko Timiriazew tak oceniał Darwina. Jean L. Quatrefages de Breau, francuski antropolog i zoolog, który był obrońcą idei niezmienności gatunków, w mowie wygłoszonej 1 maja 1882 roku na posiedzeniu Akademii Francuskiej powiedział: „we własnych pracach przedstawiał argumenty
• K. Timiriazew Karol Darwin i jego nauka. Tłum. T. Różycki i L. Skarżyński. Warszawa 1952, PWRiL, s. 64.
przemawiające na korzyść przeciwników (...), z szlachetnością wręcz rycerską pierwszy na nie wskazywał" 3. Zdarzało się, że formułował takie argumenty przeciw swoim przypuszczeniom, których nie znali przeciwnicy, szukał faktów, które mogłyby podważyć jakąś jego tezę.
Wyjaśniał, dlaczego wciąż odkładał decyzję o publikowaniu pracy — wciąż nie był pewny czy posiada już dostateczną liczbę dowodów, by zaprezentować swoją teorię. W dniu 1 maja 1857 roku pisał do A. R. Wal-lace'a: „Z Pana listu, a jeszcze wyraźniej z Jego artykułu 4 w „Rocznikach" sprzed roku lub nawet więcej, widzę zupełnie jasno, że bardzo podobnie myślimy, a w pewnym zakresie doszliśmy do podobnych wniosków...
Tego lata mija właśnie 20 lat od czasu, kiedy po raz pierwszy zacząłem notować spostrzeżenia dotyczące zagadnienia, jakie są różnice między gatunkami i odmianami i skąd one się biorą. Teraz przygotowuję swoje dzieło do druku. Temat ten okazał się jednak tak obszerny, że chociaż napisałem już wiele rozdziałów, nie spodziewam się, abym oddał pracę do druku przed upływem dwóch lat..." 5.
Rok 1859, rok publikacji dzieła O pochodzeniu gatunków drogą doboru naturalnego, wszedł do historii nauki jako data przewrotu w myśleniu człowieka o świecie, taki bowiem skutek miało dzieło Karola Darwina.
Zmienność jednostkowych organizmów jest cechą każdego gatunku. Każda właściwość przedstawicieli danego gatunku wykazuje pewne zróżnicowanie u poszczególnych osobników. Jest tak dlatego, że nieustannie powstają w nich drobne zmiany, zarówno korzystne, jak i niekorzystne dla życia. Nie są to jednak zmiany bezkierunkowe. Zmienność jest ukierunkowana na możliwie najlepsze przystosowanie organizmu do warunków życia. Czynnikiem determinującym owo ukierunkowanie jest dobór naturalny. Tak, jak w warunkach domowych hodowca kieruje rozpłodem w ten sposób, że dopuszcza do niego tylko osobniki wyróżniające się korzystnymi dla hodowcy cechami, tak w przyrodzie dobór naturalny decyduje w walce o byt o utrzymaniu się przy życiu osobników, mających cechy najbardziej korzystne dla nich samych, dla ich istnienia, a tym samym zachowania gatunku. Należy zaznaczyć, że — ponieważ ich potomstwo będzie miało większe szanse przeżycia — te korzystne cechy będą się utrwalały, utrwalając zmiany w gatunku.
W roku 1871 ukazuje się w druku drugie wielkie dzieło Darwina The Descent of Many and Selection in Relaction for sex (Londyn 1871, wyd. polskie O pochodzeniu człowieka 1959). Twórca teorii zmienności gatunków rozwija w nim tezę o zwierzęcym pochodzeniu człowieka, o jego bliskim pokrewieństwie z małpami, opartą na teorii zmienności.
Dzieło poświęcone zmienności gatunków wywołało, jak już podkreślono, rozliczne dyskusje zarówno w świecie nauki, jak i poza nim. Ale z czasem teoria Darwina stawała się oczywista dla coraz szerszych kręgów naukowców i zjednywała sobie umysły ludzi. Warto w tym miejscu zacytować po raz drugi słowa teoretycznego przeciwnika Darwina, Quatrefagesa, wypowiedziane w Akademii Francuskiej: „Ogromna próba dokonana przez wielki umysł nie zawiera w sobie niczego, co byłoby sprzeczne z prawami przyrody i nie można nie zgodzić się z tym, że idee Darwina mają w sobie coś głębokiego a zarazem porywającego, jeśli potrafiły przyciągnąć nie tylko tłum wierzący na słowo, często pod wpływem namiętności, ale, i to przede wszystkim, ludzi jak Hooker, Huxley, Vogt, Lubbock, Philippi, Haeckel, Lyell i wielu innych. Rzecz w tym, że jego podstawowe tezy nie obawiają się żadnej krytyki. Sądzę, że obecnie nie będzie nikogo, kto próbowałby zaprzeczyć temu, co jest bezwarunkowo słuszne w darwinowskiej idei walki o byt i teorii doboru naturalnego" 6.
Wrzenie wywołane teorią zmienności gatunków na drodze doboru naturalnego byłoby po pierwszym szoku stopniowo wygasło, gdyby Darwin nie postawił kropki nad i, gdyby nie opublikował pracy O pochodzeniu człowieka, która była przecież konsekwencją teorii zmienności gatunków. Rozumieli to przedstawiciele nauki, początkowo niektórzy, później wszyscy, którzy kierowali się kryteriami naukowymi. Natomiast dla teologów, dla Kościoła, był to największy w historii myśli ludzkiej cios w zbudowany na micie obraz świata. Stąd nieopanowana furia ataków na Darwina.
Darwin nie taił, że jest ateistą. Miał poważne wątpliwości już w czasie studiów w Edynburgu. Narosły one w Cambridge. Zmiany zasadnicze dojrzewały w czasie wyprawy na „Beagle", dokonały się bezpośrednio po powrocie do Anglii. „Stopniowo — pisze w Autobiografii7 — „coraz bardziej owładała mną niewiara, aż wreszcie dokonała się całkowicie. Postępowała wszakże tak wolno, że nie odczuwałem żadnego niepokoju i od tego czasu nie wątpiłem nigdy ani przez chwilę, że moje wnioski są prawdziwe. Trudno mi doprawdy pojąć, że ktokolwiek mógłby sobie życzyć, aby wiara chrześcijańska była prawdziwa. Bo gdyby tak było, to. bezpośrednia wymowa tego tekstu (Ewangelii — W. S.) jest, jak się zdaje, taka, iż ludzie, którzy nie wierzą — a do nich należy zaliczyć mego ojca, brata i prawie wszystkich moich najlepszych przyjaciół (wybitnych naukowców — W. S.) są skazani na wieczne potępienie".
Rzeczywistość, świat, którego różne formy doskonałości podziwiamy, którego bogactwo i różnorodność nas. zachwyca, którego piękno nas urzeka, świat którego cząstkę, najwyższą ewolucyjnie, stanowimy, podlega ciągłemu rozwojowi, którym rządzą niezmienne, obiektywne prawa 12, odkrywane, poznawane stopniowo przez, umysł ludzki. Nie spekulatywne, arbitralne rozważania, lecz rzetelne badania naukowe doprowadziły Darwina do takiego właśnie obrazu świata.
Darwin spotykał się często z koronnym argumentem,, że za istnieniem Boga przemawia wewnętrzne przekonanie ludzi o jego istnieniu. Takie stanowisko nie wytrzymywało, jego zdaniem, elementarnej wręcz krytyki. Jedni powoływali się na wewnętrzne przekonanie o istnieniu jednego Boga, inni — wielu bogów, a jeszcze inni uważali, że żaden bóg nie istnieje. Argument o celowości w przyrodzie, którym posługiwano się przez, wieki, okazał się w świetle jego niepodważalnej teorii jedynie wyrazem antropomorfistycznych skłonności myślenia ludzkiego.
Eksponując epokowe znaczenie dzieła Darwina dla rozwoju nauk biologicznych nie sposób pominąć znaczenia powyższych filozoficznych konsekwencji jego teorii dla kształtowania współczesnego myślenia o rzeczywistości.
*
Pochodzenie człowieka ukazujące gatunek homo sapiens jako najwyżej rozwinięty w rodzinie ssaków, jako najdoskonalszy organizm powstały w wyniku ewolucji istot żywych, rodziło nowe pytania, nowe problemy, już nie tylko zoologiczne czy biologiczne. Człowiek różni się od pozostałych gatunków inteligencją, umysłem. Ale umysł ten nie powstał nagle, rozwijał się, tak jak rozwijał się cały organizm w procesie ewolucji. Prysnął mit o duszy otrzymanej przez człowieka od Boga, mit, że tylko człowiekowi przysługuje życie psychiczne. Należało porównywać ludzi ze zwierzętami nie tylko pod względem anatomicznym, ale również psychicznym obserwując działania, zachowania jednych i drugich. Realizacja tego postulatu miała w przekonaniu Darwina, jak się później okazało w pełni słusznym, dostarczyć danych, nowych dowodów ewolucji istot żywych, a równocześnie inspirowała powstanie nowych dyscyplin psychologicznych — psychologii zwierząt i psychologii porównawczej. Biologowie i filozofowie zaczęli nawiązywać do XVIII-wiecznej tradycji zapoczątkowanej sześciotomowym dziełem R. A. F. Reaumu-re'a Memoires pour servir a d'histoire des insectes. Kontynuatorem Reaumure'a był wybitny entomolog Jean Henri Fabre, także Francuz, który pozostając pod wpływem Darwina zaczął publikować, w siedem lat po ukazaniu się słynnej pracy Darwina O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt, swoje 10-tomowe dzieło Souve-nirs entymologiąues. Etudes sur Vinstinct et les moeurs des insectes.
Do tradycji Reauimure'a, przy niewątpliwym wpływie prac (teorii) Darwina, nawiązywali tacy badacze życia zwierząt jak Romanes i Lubbock. Wymieniona praca Darwina była i jest klasyczną, właśnie prekursorską pozycją z psychologii porównawczej. Wrócimy do niej nieco dalej.
Prace Darwina inspirowały również powstanie psychologii rozwojowej, o czym jej przedstawiciele rzadko pamiętają. Wprawdzie już w 1789 roku Dietrich Tie-demann opublikował swoje Beobachtungen iiber die Eitwicklung der Seelenfahigkeiten bei Kindern, wprawdzie pojawiły się w połowie XIX wieku prace B. Si-gismunda i K. Kussmaula, ale dopiero dzieło Wilhelma Pryera Die Seele des Kindes dało rzeczywisty początek tej dyscyplinie. Ukazało się ono w 1882 roku, a więc w czasie, gdy dzieła Darwina, także porównawcze studium o wyrazie uczuć, były już powszechnie znane. Ostatnie dwie dekady XIX wieku to okres lawinowego narastania publikacji z psychologii rozwojowej, a szczególnie psychologii dziecka. Gardiel Compayre, Anatole Dauriac, Gustave Droz, Paola Lombroso, L. N. Wilson, B. Anfosso, Stanley Hall, E. Shinn, Espinas, Baldwin, Trący, Sully to tylko przykładowe nazwiska autorów prac z tego okresu. Paul Janet słusznie pisał pod koniec ubiegłego wieku, że idea rozwoju będzie się coraz bardziej rozbudowywać w psychologii. W pierwszej dekadzie naszego wieku nastąpił rozkwit psychologii rozwojowej i psychologii dziecka.
The expression of the Emotions in Man and Animals Darwin opublikował w rok po wydaniu O pochodzeniu człowieka, tj. w 1877 roku. Pisanie tej rozprawy podjął wówczas, gdy dzieło poświęcone pochodzeniu człowieka zostało już oddane do druku. W liście do Wiliama Turnera, anatoma z uniwersytetu w Edynburgu, z dnia 28 marca 1871 roku napisał: „Pracuję teraz nad moim konikiem — rozprawą o wyrazie uczuć...". 27 grudnia tego samego roku pisał do H. Haeckela, wybitnego filozofującego zoologa niemieckiego:
„Tego lata chorowałem i przez dwa miesiące nie byłem w stanie nic robić, ale teraz ukończyłem nowe wydanie (Powstawanie gatunków — W.S.), które tłumaczy Victor Carus. Nie ma w nim wiele nowego z wyjątkiem jednego rozdziału, w którym odpowiedziałem, mam nadzieję w sposób zadowalający, na tak zwany zarzut p. Mivarta dotyczący zaczątkowych stadiów tworów użytecznych. Podałem także dowody mojego braku wiary w wielkie i nagłe przemiany. Przygotowuję rozprawę o sposobie wyrażania uczuć przez człowieka i niższe zwierzęta".
W tym liście jest już określony nieomal w pełnym brzmieniu tytuł rozprawy. Początki tej psychologicznej monografii zaczęły powstawać wiele lat wcześniej. Spostrzeżenia dotyczące wyrażania uczuć gromadzić zaczął już w 1838 roku. Nie były one przypadkowe. Zagadnienie zrodziło się w wyniku wszechstronnej obserwacji zachowania zwierząt podporządkowanej dojrzewającej idei przemian i rozwoju gatunków. Zwierzę traktował nie tylko jako jednostkę w określony sposób zbudowaną, lecz także jako żywą istotę zachowującą się w różny sposób w zależności od warunków i określonej sytuacji. Tak, jak porównywał, szczególnie w czasie podróży na „Beagle", budowę różnych przedstawicieli danego gatunku i różnych gatunków, tak porównywał również różne rodzaje zachowania jednostki w obrębie gatunku i zachowanie przedstawicieli różnych gatunków, naturalnie także człowieka. Podobnie, jak w porównywaniu budowy szukał dowodów na ewolucję gatunków, tak też szukał ich i w sposobach zachowania. W tym ostatnim przypadku zainteresowały go reakcje .emocjonalne zwierząt i związane z nimi ruchy wyrazowe. Już w tym czasie domyślał się, że badania nad wyrazem uczuć mogą dostarczyć dalszych dowodów na rzecz poglądu, że człowiek pochodzi od niżej zorganizowanych zwierząt.
Jak w przypadku wszystkich innych swoich badań, tak i w tym, wyszukiwał i czytał wszystko, co na dany temat zawierała istniejąca literatura, zaczynając od Conferences sur Vexpression de different Caracteres des Passions Le Bruna wydanej w Paryżu w 1667 roku, poprzez Discours par Pierre Camper sur le moyen de representer les diverses passions etc. z 1792 roku, Charlesa Bella Anatomy and Physiology oj Ezpressions z 1806 roku (III wydanie uzupełnione z 1844 roku), aż po dra Duchenne, który opublikował w 1862 roku książkę Mecanisme de la Physionomie humaine zawierającą novum w postaci eksperymentów z zastosowaniem drażnień prądem elektrycznym. Naturalnie pilnie śledził artykuły ukazujące się w czasopismach. Kontaktował się także korespondencyjnie z naukowcami, przyrodnikami, lekarzami, szczególnie psychiatrami, podróżnikami, misjonarzami, urzędnikami kolonialnymi, farmerami, nauczycielami, prawnikami, a nawet inżynierami. Posłużył się dla rozwiązania tych zagadnień specjalną 16-pytaniową ankietą. Nie zaniedbywał okazji bezpośredniego kontaktowania się z ludźmi, od których spodziewał się uzyskać określone informacje. Uzyskał w ten sposób bogaty materiał dotyczący zwierząt i ludzi i to niemal z wszystkich kontynentów. Do tego dołączały się jego własne obserwacje. Warto chyba dodać, że badał miedzioryty, sztychy, portrety. Gromadził w ten sposób materiały aż do czasu, kiedy rozpoczął pracę nad tekstem monografii. W roku 1871 W. Ogle opisał mu w liście zmiany ekspresyjne u czterech ludzi aresztowanych za dokonanie morderstwa. W niedługi czas potem notował dodatkowe informacje w bezpośredniej rozrn$^ie<^J3glem. Wkrótce po tej rozmowie prosił w liście z 7 marca tegoż roku, o możliwie dokładny opis sytuacji, w jakiej nastąpiło aresztowanie, formułując szereg konkretnych pytań. Już w pięć dni później dziękował mu za dostarczone dane i informował: „przypadek mordercy umieszczę w moim ulubionym szkicu o wyrazie uczuć".
Jeżeli chodzi o literaturę przedmiotu, to ogólnie rzecz biorąc „nie przydała się na nic" — by użyć jego własnych słów. Najwyżej cenił pracę Le Bruna, tę z 1667 roku. Owa nieprzydatność odnosiła się do zagadnienia, które interesowało Darwina, zagadnienia ewolucji gatunków, w ramach którego zajmował się wyrazem uczuć.
Przed ogłoszeniem przez Darwina omawianej monografii, panowało przekonanie, że wyrażanie uczuć jest specyficzną właściwością, jest szczególnym przywilejem człowieka. Reprezentował tę tezę Ch. Bell, autor znaczącego dzieła wydanego w roku 1806 i podtrzymał ją w całej rozciągłości w wydaniu poprawionym w 1844 roku. Człowiek — taka była zasadnicza treść pracy — został obdarzony specjalnymi mięśniami po to, by mógł wyrażać swoje uczucia. Tak, jak wszystkie inne doskonałości i cudowności istot żywych, również te mają swoją przyczynę w ingerencji istoty wyższej, w jej planie stworzenia.
Darwin nie znalazł w zgromadzonych materiałach, obcych i swoich, żadnych danych przemawiających za tezą, że jakieś mięśnie rozwinęły się u człowieka specjalnie w celu wyrażania uczuć. Dane przemawiały na rzecz sumiennej tezy: ruchy wyrazowe powstawały, tworzyły się jako użyteczne dla zwierzęcia, a później stopniowo utrwalały się i stawały z czasem dziedziczne, pozostając takimi niezależnie od tego, czy były, czy nie były użyteczne. Stawały się reakcjami szczątkowymi.
Należy wyraźnie podkreślić, że w ewolucyjnym myśleniu Darwina zawierała się teza, że tak, jak drobne zmiany w organizmie przedstawiciela gatunku utrwalają się i stają z czasem dziedzicznymi dzięki doborowi naturalnemu, tak i określone formy reakcji wywołane warunkami życia mogą się stopniowo utrwalać i stawać dziedzicznymi. Instynkty zwierząt uważał Darwin za utrwalone dziedzicznie, w czasie życia wielu pokoleń, elementy indywidualnego doświadczenia przedstawicieli danego gatunku. Była to chyba pierwsza wyraźna przesłanka przekształcania się doświadczenia jednostkowego w doświadczenie gatunkowe, odruchów warunkowych, jak później będzie się to określać, w bezwarunkowe. W rozważaniach Darwin nie wykluczał takiej ewentualności, że pierwotne ruchy miały charakter intencjonalny, a — będąc użytecznymi — stawały się z czasem odruchami bezwarunkowymi.
Jednocześnie Darwin przywiązywał dużą wagę do uczuć jako czynnika kształtującego się doświadczenia jednostkowego. Jeżeli określone ruchy powstawały w stanach zaspokajania potrzeb, w stanach rozładowywania przykrych doznań, a tym samym były pożyteczne, to powtarzając się często kojarzyły się z tymi stanami, dodajmy pozytywnymi emocjonalnie, utrwalały się, nabierały odruchowego charakteru i potem występowały przez skojarzenie, jako reakcje w określonych sytuacjach bez względu na to, czy były jeszcze pożyteczne, czy też nie.
Porównywanie wyrazu uczuć w podobnych sytuacjach u ludzi z różnych kontynentów, różnych ras, z różnych warunków kulturowych wykazuje, że wszystkie podstawowe ruchy wyrazowe są jednakie i tym samym dowodzi wspólnego pochodzenia z jednego pnia. Darwin wykazał, że nawet pewne niezbyt częste ruchy wyrazowe, które skłonni jesteśmy uważać za wyuczone, są dziedziczne.
Jak już wyżej zaznaczono, podstawowe ruchy wyrazowe stanowią repertuar nie tylko gatunku ludzkiego, ale i niższych od niego gatunków zwierząt. Jeszcze długo po ukazaniu się pracy Darwina, mimo że w jakimś zakresie przyznawano mu rację, dominował pogląd, że np. śmiech jest wyłącznie ludzkim wyrazem uczuć. Zdaniem Darwina śmiech wyrażający zadowolenie lub radość istniał u naszych przodków zanim przysługiwała im nazwa ludzi.
Ponad wiek minął od pierwszego wydania O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt, a żadna z podstawowych tez sformułowanych przez Darwina nie została podważona. Przeszło wiek minął, a w dziedzinie psychologii porównawczej, w odniesieniu do uczuć, książka jego jest pozycją bardzo ważną, żeby nie powiedzieć najważniejszą, a już z pewnością klasyczną. Z przykrością trzeba dodać, że jest pozycją do dziś nie w pełni wykorzystywaną przez psychologów.
Włodzimierz Szewczuk
Od Redaktora8
Książka Karola Darwina Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt należy do późniejszych dzieł tego genialnego biologa. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1872, już po takich dziełach, jak Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia, Podróż na okręcie „Beagle", po słynnym podstawowym dziele O powstawaniu gatunków oraz po Pochodzeniu człowiekai i stanowi to jak gdyby uzupełnienie dwóch ostatnich dzieł. Tym razem chodziło autorowi o zebranie dowodów z dziedziny psychologii i etologii porównawczej popierających teorię ewolucji. Darwin starał się udowodnić wspólność pewnych gestów i ruchów mimicznych oraz zachowania się kręgowców wyższych i człowieka w określonych sytuacjach i ich stopniowy rozwój. Stąd też dzieło Wyraz uczuć... miało duże znaczenie dla ewolucjo-nizmu i psychologii porównawczej. Darwin zaznaczył w nim już wyraźnie swe stanowisko w stosunku do człowieka jako jednego ze ssaków.
Obecnie książka ta utraciła wiele ze swego dawnego znaczenia. Blisko sto lat upływa od pierwszego jej wydania. Od tego czasu wiele poglądów na temat fizjologii układu nerwowego i zjawisk psychicznych oraz ich interpretowania uległo zmianie. Dziś nie mówi się już o „sile nerwowej", która płynie utartymi przewodami. Pojęcia „nawyk" i „przyzwyczajenie", „instynkt" i „odruch" zostały wyraźniej sprecyzowane niż za czasów darwinowskich. Ponadto próby wyjaśnienia opisywanych przez Darwina zjawisk wydają się dzisiaj nieraz naiwne i mają raczej znaczenie historyczne. Również nazywanie ludzi innych ras „dzikimi" musi obecnie razić, choć podówczas było zgodne z panującymi poglądami. W książce swej Darwin używa często wyrażenia „zwierzęta niższe", chodzi mu jednak nie o bezkręgowce, jak to dzisiaj rozumiemy, lecz o kręgowce niższe od człowieka.
W dziele O wyrazie uczuć... spotyka się pełno antro-pomorfizmów. Przy tłumaczeniu reakcji i zjawisk psychicznych u zwierząt Darwin rozumuje kategoriami wziętymi z psychologii ludzkiej. Jako typowy przykład można przytoczyć chociażby następujące zdanie: „Nawet owady wyrażają gniew, grozę, zazdrość i miłość za pomocą narządów stridulacyjnych". Kręgowcom w jeszcze większym stopniu przypisywano uczucia i nastroje ludzkie. Przyjmowanie podobieństwa lub identyczności stanów psychicznych u zwierząt i ludzi było zgodne z poglądami współczesnych Darwinowi biologów, takich jak Romanes, Brehm, Lubbock, Reaumure i inni. Okres ten w historii zoopsychologii nosi nazwę okresu antropomorficznego, czyli darwinowskiego. Kierunek ten doprowadził do zupełnego „uczłowieczenia" zwierząt i w konsekwencji spowodował powstanie skrajnie przeciwnego kierunku — mechanicyzmu, któ-rogo typowym przedstawicielem stał się później Ja-cąues Loeb. Dopiero po tych skrajnych wahnięciach poglądów doszło do obiektywnego ujmowania zarówno psychologii ludzkiej, jak i zwierzęcej opartego na danych sprawdzonych doświadczalnie. Z jednej strony uzewnętrzniło się to w poglądach Pawłowa, który zachowanie się zwierząt opierał na fizjologii układu nerwowego, z drugiej strony — w behawioryzmie Watso-na. Doprowadziło to do rozwoju współczesnej psychologii porównawczej, zoopsychologii i etologii.
Mimo pewnych historycznych aspektów, jakie wykazuje wydana obecnie książka, ma ona jednak i dziś wielkie znaczenie jako podstawowe dzieło opisujące gesty i mimikę w sposób porównawczy. Podane przez Darwina fakty — oparte na obserwacjach własnych — zachowują swą prawdziwą wartość. Szereg innych iak-tów zostało zebranych za pomocą stosowanej podówczas powszechnie metody ankiety i te należy przyjmować z pewną dozą krytycyzmu, chociaż sam Darwin podaje, że je sprawdzał. Wprowadzone przez Darwina metody obserwowania zwierząt, dzieci, dorosłych i psychicznie chorych stały się podstawą dla szeregu nauk. Czytelnika znającego naukę Pawłowa o odruchach bezwarunkowych i warunkowych z pewnością uderzy szereg trafnych myśli wyrażonych na ten temat przez Darwina. Darwin znał zasady powstawania odruchów i skojarzeń, które później udowodnił doświadczalnie wielki fizjolog rosyjski. Jest to jeden z dowodów ge-nialności wielkiego biologa angielskiego. Współczesnych zoopsychologów, którzy śledzą dyskusję na temat teorii instynktów Lorenza, oraz imprinting względnie Pragung, uderzy także fakt, że Darwin zwrócił uwagę na potrzebę nabycia we wczesnym okresie rozwoju zwierząt odpowiedniego nawyku dla wytworzeni.? się odnośnego instynktu.
W odniesieniu do genezy instynktów Darwin przyjął założenie, że powstały one głównie z działań świadomych podległych woli, a następnie wskutek długotrwałego powtarzania utrwaliły się i stały się dziedziczne. Nawet jeżenie się włosów miało być pierwotnie zależne od woli, zaś szczekanie psa powstało wskutek naśladowania gadatliwego człowieka. Instynkty więc byłyby nawykami, które w ciągu wielu pokoleń stały się dziedziczne. Pod tym względem zarysowuje się wyraźna różnica w stosunku do innych badaczy przyjmujących za punkt wyjścia odruchy i ich połączenia, które coraz bardziej się komplikowały.
Tłumaczenie niniejsze na język polski jest drugie z rzędu. Pierwsze, dokonane przez dra Konrada Do-brskiego, ukazało się w rok po oryginalnym wydaniu angielskim, tj. w roku 1873. Na ówczesne czasy było ono wystarczające i spełniło swoje naukowe zadanie. Niemniej jednak przekład, mający blisko 100 lat, a szczególnie jego styl, tak dalece odbiegał od obecnych wymagań, że nie można go było użyć za podstawę do nowego wydania, lecz co najwyżej do kontroli nowego tłumaczenia. Tłumaczenie niniejsze zostało oparte na pierwszym oryginalnym wydaniu angielskim z roku 1872. Wstęp oraz rozdziały od I do V, obejmujące głównie ogólne zagadnienia oraz wyraz uczuć u zwierząt, przetłumaczyła Zofia Majlert, pozostałe zaś rozdziały od VI do XIV — Krystyna Zaćwi-lichowska. Podczas tłumaczenia wyłoniło się szereg trudności dotyczących terminologii. Przede wszystkim dawny tytuł Wyraz uczuć... stracił obecnie na swym pierwotnym znaczeniu i raczej należałoby zastąpić go przez Wyrażanie uczuć... Jednak na życzenie Komitetu Redakcyjnego dano tytuł: O wyrazie uczuć... W tekście termin expression przetłumaczony został różnie, zależnie od kontekstu. Czasem pozostawiono „wyraz", gdzie indziej „wyrażanie", „formy wyrażania uczuć" lub „ekspresja". Na podobne trudności natrafiono także w odniesieniu do terminów sensation, emo-tion, feeling, impression, effect, passion, gesture, trick itp. Tłumaczono je tak, jak wynikało to z treści zdań> a nie jednym i tym samym dla każdego terminem pol--skim. W tłumaczeniu pozostawiono tytuły angielskie sir i lady, natomiast mr, mrs i m(esserus) przetłumaczono na „pan" i „pani". Cytaty Darwina obcojęzyczne pozostawiono w oryginalnym brzmieniu, dodając w odnośnikach tłumaczenie polskie. Nazwy mięśni pozostawiono według nomenklatury Darwina, choć obecnie niektóre mięśnie nazywamy inaczej, a inne rozdzielono na kilka. Ewentualne różnice łatwo zauważyć porównując je z nomenklaturą w podręcznikach Poplewskie-go lub Bochenka.
Roman J. Wojtusiak
Wstęp
Napisano już wiele dzieł o wyrażaniu uczuć, a jeszcze więcej o fizjonomice, to jest o poznawaniu charakteru na podstawie badania rysów twarzy. Tym ostatnim zagadnieniem nie będę się tutaj zajmował. Dawniejsze rozprawy 1, które przejrzałem, miały dla mnie niewielkie znaczenie lub wcale mi się nie podobały. Sławne Conferences2 malarza Le Bruna, ogłoszone drukiem w 1667 r., są najlepiej znanym dawnym dziełem i zawierają pewne trafne uwagi. Inne nieco przestarzałe dzieło, a mianowicie Discours, zawierające odczyty wygłoszone w latach 1774 - 1782 przez znanego holenderskiego anatoma Campera3, niewiele posunęło wiedzę o tym przedmiocie. Natomiast przytoczone tu inne dzieła zasługują w pełni na uwagę.
Sir Charles Bell, sławny ze swych odkryć w dziedzinie fizjologii, opublikował pierwsze wydanie swej Anatomy and Philosophy of Expression w 1806, a trzecie w r. 1844 4. Można śmiało powiedzieć, że nie tylko położył on podwaliny pod tę gałąź wiedzy, ale także znacznie ją rozbudował. Jego praca jest pod każdym względem bardzo interesująca; zawiera obrazowe opisy różnych uczuć i jest pięknie ilustrowana. Przyjmuje się zazwyczaj, że zasługa Bella polega głównie na wykazaniu bliskiego związku istniejącego między ruchami wyrażającymi uczucia a ruchami oddechowymi. Jednym z najważniejszych punktów jest pozornie błahy fakt, że podczas silnych ruchów wydechowych mięśnie okrężne oczu kurczą się mimowolnie w celu zabezpieczenia tych delikatnych narządów przed uciskiem krwi. Wyjaśnienie tego faktu, którego całkowite zbadanie zawdzięczam uprzejmości prof. Dondersa z Utrechtu, wyjaśnia nieco, jak to później zobaczymy, pochodzenie niektórych najważniejszych form wyrazu ludzkiej fizjonomii. Znaczenie pracy sir C. Bella było niedoceniane lub nawet całkowicie pomijane przez niektórych zagranicznych badaczy, natomiast w pełni uznane przez innych, jak np. przez M. Lemoine'a5, który całkiem słusznie powiedział: Le livre de Ch. Bell devrait etre medite par ąuiconąue essaye de faire par-ler le visage de Vhomme, par les philosophes aussi hien que par les artister, car, sous une apparense plus le-gere et sous le pretexte de V estetiquet c'est un des plus beaux monuments de la science des rapports du phy-sique et du morał 9.
Z powodów, które zaraz przedstawię, sir C. Bell nie rozwinął swych poglądów tak dalece, jakby to mógł uczynić. Nie próbował wyjaśnić, dlaczego pod wpływem różnych uczuć działają rozmaite mięśnie; dlaczego na przykład u osoby przeżywającej smutek lub niepokój podnoszą się wewnętrzne końce brwi i opuszczają się kąciki ust.
W 1807 r. M. Moreau opublikował nowe wydanie Fizjonomii Lavatera6, do którego włączył kilka własnych rozprawek, zawierających doskonałe opisy ruchów mięśni twarzy oraz wiele cennych uwag. Niewiele natomiast światła rzucił na filozoficzną stronę zagadnienia. Na przykład mówiąc o czynności marszczenia brwi, to jest o kurczeniu się mięśnia nazwanego przez francuskich autorów sorcilier (corru-gator supercilii)10, M. Moreau słusznie zauważa: Cette action des sourciliers est un des symptómes les plus trachis de Vexpression des affections penibles ou eon-centrees11. Dodaje on, że mięśnie te, dzięki swemu przyczepowi i położeniu, są przystosowane ... a resser-rer, d concentrer les principaux traits de la face, com-me tl convient dans toutes ces passions waiment op-presswes ou profondes, dans ces affections dont le sen-timent semble porter 1'organisation a revenir sur elle--meme, a se contracter et k s^moindrir, comme pour offrir moins de prise et de sur face a des impressions redoutables ou importunes12. Nie podzielam stanowiska tych, którzy uważają, że tego rodzaju uwagi wyjaśniają znaczenie czy pochodzenie różnych form wyrażania uczuć.
Przytoczony cytat wskazuje na bardzo niewielki postęp w dziedzinie filozofii przedmiotu w stosunku do poziomu wypowiedzi malarza Le Bruna, który opisując w 1667 r. wyraz twarzy przy przestrachu, mówi: Le sourcil qui est abaisse d'un cóte et eleve, de Vautre, fait voir que la partie elevee semble le vouloir joindre au cerveau pour la garantir du mai que Vame apercoit, et le cóte, qui est abaisse et qui parait enfle, nous fait trouver dans cet etat par les esprits qui viennent du cerveau en abondance, comme pour couvrir Vame et la defendre du mai qu'elle craint; la bouche fort cou-verte fait voir le saissement du coeur, par la sang qui se retire vers lut, ce qui Voblige, voulant respirer, a faire un effort qui est cause que la bouche syouvre extremementf et qui, lorsqu'il passe par les organes de la voiXy formę un son qui n'est point articule; que si les muscles et les veines paraissent enfles, ce n'est que par les esprits que le cerveau envoie en ces parties--la *. Sądzę, że warto było podać powyższe cytaty jako przykłady zadziwiających nonsensów, jakie napisano na ten temat.
The Physiology or Mechanism of Blushing ** dra Burgessa ukazała się w 1839 r. i na tę pracę powołuję się często w trzynastym rozdziale niniejszej książki.
W 1862 r. dr Duchenne opublikował dwa wydania swego dzieła Mecanisme de la Physionomie Huma-ine *** w formacie arkuszowym i ósemkowym. W dzie-
* „Brew z jednej strony podniesiona, a z drugiej opuszczona wskazuje, że część podniesiona chce połączyć się z mózgiem, by go zabezpieczyć przed złem, jakie dusza spostrzega, strona zaś opuszczona i jakby opuchnięta jest następstwem działania myśli, które napływają obficie z anózgu, jakby w celu osłonięcia duszy i bronienia jej przed złem, którego się obawia; usta szeroko otwarte świadczą o niepokoju serca z powodu wracającej do niego krwi; człowiek, chcąc odetchnąć, zmuszony jest do uczynienia wysiłku, co sprawia, że usta otwierają się szeroko, a podczas przechodzenia (powietrza przez narządy głosu .powstaje dźwięk całkiem nieartykułowany; jeśli mięśnie i żyły wydają się nabrzmiałe, wywołane jest to myślami, które mózg wysyła do tych części" (przyp. tłum).
** „Fizjologia, czyli mechanizm rumienienia się" (przyp. tłum.).
*** „Mechanizm fizjonomii ludzkiej" (przyp. tłum.).
le tym analizował ruchy mięśni twarzy pod wpływem prądu elektrycznego oraz ilustrował je doskonałymi fotografiami. Pozwolił mi łaskawie skopiować ze swego dzieła potrzebne mi fotografie. Praca dra Duchenne'a była przez niektórych jego rodaków niedoceniana lub nawet całkowicie pomijana. Być może, że dr Duchenne przeceniał znaczenie skurczów pojedynczych mięśni w tworzeniu wyrazu twarzy, trudno bowiem wierzyć w niezależne działanie poszczególnych mięśni wobec ich ścisłego powiązania, co widzimy na anatomicznych rysunkach Henlego7 — sądzę, że najlepszych, jakie zostały kiedykolwiek wydane. Dr Duchenne zdawał sobie jasno sprawę zarówno z tego źródła, jak i z innych źródeł błędów, ale skoro udało mu się wyjaśnić fizjologię mięśni ręki na podstawie działania na nie prądem elektrycznym, to możliwe, że ma również rację w odniesieniu do mięśni twarzy. Moim zdaniem badania dra Duchenne'a ogromnie posunęły naprzód wiedzę o tym przedmiocie. Nikt dokładniej od niego nie badał skurczów poszczególnych mięśni i tworzenia się wskutek tego zmarszczek na skórze. Wykazał również, które mięśnie mniej zależą od bezpośredniej kontroli woli. Nie zagłębiał się zbytnio w teoretyczne rozważania i tylko niekiedy usiłował wyjaśnić, dlaczego te, a nie inne mięśnie kurczą się pod wpływem określonych wzruszeń.
Wybitny anatom francuski, Pierre Gratiolet wygłosił w Sorbonie cykl wykładów na temat wyrażania uczuć, które opublikowano po jego śmierci (1865) pod tytułem De la Physionomie et des Mouvements d'Ex-pression 13. Jest to bardzo interesujące dzieło, pełne cennych spostrzeżeń. Teoria Gratioleta jest dość zawiła i, o ile można ją wyrazić jednym zdaniem, brzmi następująco: II resulte, de tous les faits que j'ai rappe-les, que les sens, Vimagination et la pensee elle-meme, si elevee, si abstraite qu'on la suppose, ne peuvent s'exercer sans eveiller un sentiment correlatif, et que ce sentiment se traduit sympathiquement, symbolique-ment ou metaphoriquement, dans toutes les spheres des organes exterieurs qui le racontent tous, suivant leur mode d'action propre, comme si chacun d'eux avait ćte directement affecte *.
Zdaje się, że Gratiolet nie zwrócił uwagi na nawyki odziedziczone, jak również na nawyki zdobyte indywidualnie, i dlatego sądzę, że nie udało mu się we właściwy sposób wytłumaczyć, ani też w ogóle jakoś wyjaśnić, wielu gestów i wyrazów twarzy. Jako przykład tych ruchów, które on nazywa symbolicznymi, przytoczę jego uwagi (s. 37), wzięte z Chevreula, o człowieku grającym w bilard. Si une bille devie legerement de la direction que le joueur pretend lui imprimer, ne Vavez-vous pas vu cent fois la pousser du regard, de la tete et meme des epaules, comme si ces mouvements, purement symboliquesi pouvaiant rectifier son trajet? Des mouvements non moins signifacatifs se produisent quand la bille manque d'une impulsion suffisante. Et, chez les joueurs novices, ils sont quelquefois accuses au point d'eveiller le sourire sur les levres des spec-tateurs **. Wydaje mi się, że ruchy takie można przy-
* „Z przytoczonych przeze mnie faktów wynika, że zmysły, wyobraźnia, a nawet sama myśl, tak wzniosła i oderwana, nie mogą działać, nie budząc współzależnego uczucia, i że uczucie to wyraża się bezpośrednio, współczulmie, symbolicznie lub przenośnie w różnych zakresach działania narządów zewnętrznych, które wyrażają je zgodnie ze swoją specjalizacją, jakby każdy z nich był oddzielnie podrażniony" (przyp. tłum.).
*♦ „Gdy kula zbacza nieco z kierunku, jaki chciał jej nadać gracz, czyż nie widzieliście sto razy, jak gracz popycha ją pisać tylko przyzwyczajeniu. Ilekroć człowiek chciał przesunąć jakiś przedmiot w określonym kierunku, zawsze popychał go w tę stronę; gdy chciał posunąć go ku przodowi, popychał go do przodu, a gdy chciał go cofnąć, popychał ku tyłowi. Dlatego więc gdy człowiek widzi piłkę toczącą się w złym kierunku, a pragnie usilnie, by szła w innym kierunku, nie może uniknąć, z racji długiego przyzwyczajenia, wykonania bezwiednie ruchów, które w innych wypadkach okazywały się celowe.
Jako przykład ruchów zbieżnych * podaje Gratiolet (s. 212) następujący wypadek: un jeune chien a oreilles droites, auąuel son maitre presente de loin quelque viande appśtissante, fixe avec ardeur ses yeux sur cet objet dont U suit tous les mouvement, et pendant que les yeux regardent, les deux oreilles se portent en avant comme si cet objet pouvait etre entendu **. W tym wypadku zamiast mówić o zbieżności między uszami i oczami, wydaje mi się znacznie prościej przyjąć, że w ciągu długich pokoleń psy, wpatrując się w jakiś przedmiot nastawiały uszy, by usłyszeć jakiś
spojrzeniem, ruchem głowy, a nawet ramionami, jak gdyby te ruchy, czysto symboliczne, mogły nadać jej właściwy bieg? Niemniej charakterystyczne ruchy wykonuje gracz, gdy kuli brak odpowiednio silnego rozpędu. U początkujących graczy ruchy te miekiedy są tak wyraziste, że wywołują uśmiech widzów" (przyp. tłum.).
* Darwin używa tu terminów: sympathetic, sympathy — współczujący, współodczuwający, sympatyczny, współczucie, współodczuwanie, sympatia — których w polskim języku w tym znaczeniu użyć nie można (przyp. red.).
** „młody pies o stojących uszach, któremu pan pokazuje z daleka smaczny kawałek mięsa, wpatruje się z natężeniem w przedmiot, śledząc wszystkie ruchy, i podczas gdy oczy spoglądają, uszy nastawiają się ku przodowi, jak gdyby przedmiot można było usłyszeć" (przyp. tłum.).
dźwięk, i odwrotnie, wpatrywały się w kierunku, skąd mógł pochodzić usłyszany dźwięk, i dlatego wskutek długotrwałego przyzwyczajenia nastąpiło skojarzenie ruchów tych narządów.
W 1859 r. dr Piderit ogłosił rozprawę o wyrażaniu uczuć, której nie widziałem, ale w której, jak sam twierdzi, wyprzedził Gratioleta w wielu jego poglądach. W 1867 r. ogłosił drukiem swój Wissenschaftliches System der Mimik und Physiognomik. Trudno w kilku zdaniach dać jasny obraz jego poglądów; może dwa przytoczone niżej cytaty zastąpią krótkie omówienie: „Ruchy mięśni wyrażające uczucia odnoszą się częściowo do urojonych przedmiotów, a częściowo do urojonych wrażeń zmysłowych". W tym zdaniu leży klucz do zrozumienia wszystkich mimicznych 14 ruchów mięśniowych" (s. 25). Dalej — „Ruchy mimiczne wyrażane są głównie przy pomocy licznych i ruchliwych mięśni twarzy, częściowo wskutek tego, że nerwy pobudzające je do ruchu pochodzą z najbliższej okolicy mózgu 15, ale częściowo także dlatego, że mięśnie te służą do wspierania narządów zmysłowych" (s. 26). Gdyby dr Piderit przestudiował dzieło C. Bella, nie powiedziałby prawdopodobnie (s. 101), że gwałtowny śmiech wywołuje marszczenie się czoła w podobny sposób jak ból, lub że łzy u małych dzieci drażnią oczy (s. 103), co wywołuje skurcz mięśni okrężnych. W dziele tym zamieszczono jednak wiele trafnych uwag, na które nieraz będę się powoływał.
Krótkie wzmianki o wyrażaniu uczuć można znaleźć w różnych pracach, których nie ma potrzeby tu wyszczególniać. Pan Bain natomiast w dwóch swych pracach potraktował przedmiot nieco szerzej. Powiada on 8: „Uważam tak zwaną ekspresję za część składową czucia. Sądzę, że ogólnym prawem umysłu jest to, że razem z istnieniem wewnętrznego czucia, czyli świadomości, istnieje działanie odśrodkowe, czyli pobudzanie części ciała". W innym miejscu dodaje: „Znaczna liczba faktów sprowadza się do następującej zasady, a mianowicie, że stany przyjemne związane są ze wzrostem, stany zaś przykre z obniżeniem się niektórych lub wszystkich funkcji życiowych". Powyższe prawo rozproszonego działania uczuć 16 wydaje się zbyt ogólne, by mogło wyjaśnić szczególne typy wyrażania uczuć.
Pan Herbert Spencer, rozprawiając o uczuciach w swych Principles of Psyćhology17 (1855), czyni następujące uwagi: „Silny strach wyraża się krzykiem, usiłowaniem ukrycia lub ucieczki, wzmożonym biciem serca lub drżeniem; to są właśnie objawy, które towarzyszyłyby przeżywaniu prawdziwej przyczyny strachu. Zgubne uniesienia wyrażają się ogólnym napięciem układu mięśniowego, zgrzytaniem zębów, wysuwaniem pazurów, rozwartymi oczami i nozdrzami, warczeniem; są to słabsze formy czynności towarzyszących zabijaniu zdobyczy". Mamy tutaj, jak sądzę, prawdziwą teorię obejmującą wielką liczbę form wyrażania uczuć; ale główne zadanie oraz trudność zagadnienia polega na śledzeniu dziwnie złożonych skutków. Wnoszę, że już ktoś wcześniej (ale nie umiem powiedzieć kto) miał podobne zdanie, gdyż sir C. Bell pisał9: „Utrzymywano, że tak zwane zewnętrzne oznaki uniesień towarzyszą jedynie tym ruchom dowolnym, które ze względu na budowę organizmu są potrzebne". Pan Spencer ogłosił10 również cenną rozprawę o fizjologii śmiechu, w której podkreśla istnienie „ogólnego prawa, że uczucia, przekraczając pewien punkt szczytowy, z reguły znajdują upust w działaniu cielesnym" oraz że „nadmiar siły nerwowej wyraźnie obiera, bez określonego powodu, najpierw drogi najzwyklejsze, a jeśli te nie wystarczają, przelewa się następnie na drogi mniej zwykłe". Sądzę, że prawo to ma ogromne znaczenie dla wyjaśnienia naszego przedmiotu n.
Wszyscy autorzy, którzy pisali o ekspresji — z wyjątkiem p. Spencera, wielkiego zwolennika zasady ewolucji — byli zdaje się całkowicie przekonani, że gatunki, nie wyłączając oczywiście człowieka, pojawiły się na Ziemi w swej obecnej postaci. Sir C. Bell, będąc o tym przekonany, twierdził, że wiele z naszych mięśni twarzy jest „jedynie narzędziem ekspresji" lub że są one „specjalnie przewidziane" do tego jedynie celu 12. Jednak wskutek tego, że małpy człekokształtne mają takie same mięśnie twarzy jak my13, staje się mało prawdopodobny fakt, by mięśnie te służyły nam tylko do wyrażania uczuć; nikt bowiem, jak sądzę, nie byłby skłonny przyjąć, że małpy zostały obdarzone specjalnymi mięśniami jedynie po to, by pokazywać swe okropne grymasy. Wyraźną przydatność, niezależnie od wyrażania uczuć, można istotnie wyznaczyć z dużym prawdopodobieństwem dla prawie wszystkich mięśni twarzy.
Sir C. Bell chciał widocznie wykazać możliwie największą różnicę między człowiekiem a niższymi zwierzętami; twierdził więc, że „u niższych stworzeń nie ma takich ekspresji, które odnosiłyby się wyłącznie lub prawie wyłącznie do wyrażania pragnień 18 lub potrzebnych instynktów". Utrzymywał on także, iż „twarze ich mogą, zdaje się, wyrażać głównie wściekłość i strach"14. Jednak człowiek nie potrafi tak dobrze wyrazić miłości i pokory za pomocą zewnętrznych oznak, jak pies, który wita swego ukochanego pana ze zwieszonymi uszami, obwisłymi wargami, wyginając ciało i merdając ogonem. Nie można tych ruchów wytłumaczyć wpływem pragnień 19 lub podobnych instynktów; tym bardziej nie dałoby się w ten sposób wyjaśnić blasku w oczach i uśmiechu na twarzy u człowieka, który spotyka starego przyjaciela. Gdyby sir C. Bell był zapytany o sposób wyrażania przywiązania u psa, niewątpliwie odpowiedziałby, że zwierzę to zostało stworzone ze specjalnymi instynktami, przystosowującymi je do towarzyszenia człowiekowi i, że wszelkie dalsze pytania na ten temat są zbyteczne.
Choć Gratiolet z naciskiem zaprzecza 15 temu, że jakiś mięsień rozwinął się jedynie w celu wyrażania uczuć, to zdaje się, iż nigdy nie zastanawiał się nad zasadami ewolucji. Widocznie uważa on, że każdy gatunek był oddzielnie stworzony. To samo odnosi się do innych, którzy pisali o wyrażaniu uczuć. Na przykład dr Duchenne po omówieniu ruchów kończyn opisuje ruchy, które nadają twarzy pewien wyraz 16 i zauważa: Le credteur n'a donc pas eu a se preoccuper ici des besoins de la mecaniąue; U a pu, selon sa sagesse, ou — que Von me pardonne cette maniere de parler — par une divine fantaisie, mettre en action tel ou tel musclet un seul ou plusieurs muscles a la fois, lorsqu'il a voulu que les sigmes caracteristiques des passions, meme les plus fugaces, fussent ecrits passag&rement sur la face de Vhomme. Ce langage de la physionomie une fois cree, il lui a suffiy pour le rendre universel et immu-able, de donner a tout &tre humain la faculte instincti-ve d'exprimer toujours ses sentiments par la contrac-tion des memes muscles 20.
Wielu uczonych uważa, że całego zagadnienia wyrażania uczuć nie da się wyjaśnić. Sławny fizjolog Muller powiada17: „Całkowicie odmienne wyrazy twarzy przy różnych namiętnościach 21 wskazują na to, że zależnie od rodzaju przeżywanych uczuć 22 działają zupełnie różne grupy włókien nerwu twarzowego. Przyczyny tego zupełnie nie znamy".
Niewątpliwie, dopóki uważać będziemy człowieka i wszystkie inne zwierzęta za istoty odrębne, dopóty istnieć będzie przeszkoda w naturalnym pragnieniu możliwie najlepszego zbadania przyczyn ekspresji. Przyjmując tę doktrynę, można wszystko wytłumaczyć jednakowo dobrze; okazała się ona szkodliwa tak w odniesieniu do ekspresji, jak i do innych dziedzin wiedzy przyrodniczej. U człowieka niektóre wyrazy uczuć, jak np. jeżenie się włosów wskutek przerażenia lub szczerzenie zębów pod wpływem wściekłości, można zrozumieć jedynie, jeśli się przyjmie, że człowiek żył kiedyś w stanie znacznie niższym, podobnym do zwierzęcego. Wspólność pewnych form wyrażania uczuć u pokrewnych gatunków, na przykład ruchy tych samych mięśni twarzy w czasie śmiechu u człowieka i różnych małp, zrozumiemy łatwiej, jeśli przyjmiemy pochodzenie ich od wspólnego przodka. Ten kto na podstawie ogólnych zasad przyjmuje, że budowa i zwyczaje wszystkich zwierząt rozwijały się stopniowo, ujrzy całe zagadnienie ekspresji w nowym, zajmującym świetle.
Badanie ekspresji jest trudne, ponieważ ruchy mięśni są często niesłychanie słabe i przelotne. Można czasem wyraźnie zauważyć różnicę, a jednak nie móc stwierdzić, jak sam się przekonałem, na czym ta różnica polega. Gdy jesteśmy świadkami czyjegoś głębokiego wzruszenia, nasze współczucie jest często tak silne, że zapominamy o bezpośredniej obserwacji lub staje się ona prawie niemożliwa, na co miałem wiele ciekawych dowodów. Nasza wyobraźnia stanowi drugie, i to znaczenie poważniejsze, źródło błędów; jeśli bowiem w danych warunkach spodziewamy się jakiegoś wyrazu uczuć, łatwo wyobrażamy sobie jego istnienie. Dr Duchenne, mimo swego dużego doświadczenia, przez dłuższy czas wyobrażał sobie, jak sam podaje, że przy pewnych wzruszeniach kurczy się kilka mięśni jednocześnie, a tymczasem przekonał się ostatecznie, że ruch ograniczał się do pojedynczego mięśnia.
By zdobyć możliwie najlepszą podstawę do dalszych badań i przekonać się, niezależnie od panującej opinii, jak dalece poszczególne ruchy mimiczne i gestykulacja wyrażają istotnie pewne stany umysłu, uznałem za najbardziej przydatną następującą metodę.
Po pierwsze — trzeba obserwować dzieci, ponieważ, jak zauważył sir C. Bell, wyrażają one wiele uczuć ,,z niezwykłą siłą"; w późniejszym zaś okresie życia niektóre z naszych ekspresji tracą to czyste i proste „źródło, z którego powstały w dzieciństwie" 18.
Po drugie — zdawało mi się, że na badania zasługują umysłowo chorzy, ponieważ podlegają najsilniejszym uniesieniom, nad którymi nie panują. Nie miałem osobiście sposobności do tego rodzaju badań, więc zwróciłem się do dra Maudsleya i otrzymałem od niego polecenie do dra J. Crichtona Browne'a, który kieruje ogromnym zakładem dla umysłowo chorych koło Wakefield, a który, jak się przekonałem, interesował się już przedtem tym zagadnieniem. Ten doskonały obserwator z niestrudzoną uprzejmością przesyłał mi wiele notatek i opisów zaopatrzonych cennymi uwagami, dotyczącymi wielu zagadnień; nie umiem wyrazić, jak cenna była jego pomoc. Interesujące uwagi, odnoszące się do dwóch czy trzech zagadnień, zawdzięczam również uprzejmości p. Patricka Nicola z zakładu dla umysłowo chorych w Sussex.
Po trzecie — dr Duchenne, jak już wiemy, drażnił prądem elektrycznym pewne mięśnie u starego człowieka, którego skóra była mało wrażliwa, i w ten sposób wywoływał różne wyrazy twarzy, które fotografowano w dużym powiększeniu. Wpadłem na szczęśliwy pomysł, by pokazać kilka najlepszych tablic, bez żadnych objaśnień, około dwudziestu osobom wykształconym, różnego wieku i płci, zapytując ich w każdym wypadku, jakie wzruszenia lub uczucia wyraża ich zdaniem twarz starca; notowałem ich dosłowne odpowiedzi. Niektóre z ekspresji zostały rozpoznane od razu prawie przez wszystkie osoby, choć były określane różnymi słowami; sądzę, że wyniki można uznać za prawdziwe; omówimy je dalej szczegółowo. Z drugiej strony w odniesieniu do niektórych ekspresji wypowiadano krańcowo różne sądy. Takie pokazywanie fotografii miało jeszcze inną wartość, gdyż dowiodło mi, jak łatwo może nas zwieść wyobraźnia. Gdy po raz pierwszy oglądałem fotografie dra Duchenne'a w trakcie czytania tekstu, a zatem wiedziałem, co miały wyrażać, byłem, z małymi wyjątkami, zachwycony ich wiernością. Gdybym natomiast przeglądał je bez żadnych objaśnień, byłbym niewątpliwie w pewnych wypadkach również zakłopotany, podobnie jak inne osoby.
Po czwarte — miałem nadzieję skorzystać wiele z dzieł mistrzów malarstwa i rzeźby, którzy są tak dobrymi obserwatorami. W związku z tym przejrzałem fotografie i sztychy wielu znanych dzieł, lecz — z małymi wyjątkami — nie odniosłem spodziewanej korzyści. Przyczyną było niewątpliwie to, że w dziełach sztuki głównym celem jest piękno, natomiast silne skurcze mięśni twarzy niszczą piękno 19. Treść kompozycji wyrażona była na ogół z wielką siłą i wiernością dzięki umiejętnie dobranym akcesoriom.
Po piąte — wydawało mi się, że byłoby bardzo ważne ustalenie, czy takie same ekspresje i gesty występują, jak to często twierdzono bez dostatecznych dowodów, u wszystkich ras ludzkich, a zwłaszcza u tych, które mało obcowały z Europejczykami. Jeśli te same wyrazy twarzy lub gesty wyrażają u różnych odrębnych ras ludzkich takie same uczucia, to możemy twierdzić z dużjm prawdopodobieństwem, że takie ekspresje są prawdziwe, to znaczy, że są wrodzone lub instynktowne. Umowne formy wyrazu twarzy lub gesty, nabyte przez jednostkę w okresie młodocianym, są prawdopodobnie różne u różnych ras, podobnie, jak różne są ich języki. W związku z tym rozesłałem na początku 1867 roku niżej zamieszczone pytania z prośbą (którą w pełni spełniono), aby w odpowiedziach oprzeć się na rzeczywistych obserwacjach, a nie na pamięci. Pytania te napisałem po dłuższym okresie, w czasie którego uwaga moja zwrócona była w innym kierunku, i dziś widzę, że mogły być lepiej sformułowane. Do niektórych później rozesłanych egzemplarzy dopisałem ręcznie kilka dodatkowych pytań.
1. Czy zdziwienie wyraża się szerokim rozwarciem oczu i ust oraz podniesieniem brwi?
2. Czy wstyd wywołuje rumieniec w wypadku, gdy kolor skóry umożliwia jego zobaczenie, a zwłasizcza, jak daleko rumieniec ten rozprzestrzenia się w dół ciała?
3. Czy człowiek oburzony lub zuchwały marszczy czoło, prostuje siię i podnosi głowę, nastawia bary i zaciska pięści?
4. Czy człowiek głęboko zamyślony lub zastanawiający się nad jakąś zagadką marszczy czoło lub skórę poniżej dolnych powiek?
5. Czy u człowieka smutnego kąciki ust są opuszczone, a wewnętrzne końce brwi (podnoszą się dzięki mięśniowi zwanemu przez Francuzów „mięśniem smutku"? Brwi w tym stanie stają się nieco skośne, a wewnętrzne ich końce lekko zgrubiałe; tworzą się zmarszczki poprzeczne w środkowej części czoła, a nie przez całą jego szerokość, jak to bywa przy zdziwieniu, gdy brwi są podniesione.
6. Czy u człowieka wesołego oczy się błyszczą, czy powstają drobne zmarszczki wkoło oczu oraz pod niimi i czy kąciki ust są lekko cofnięte?
7. Czy człowiek drwiący z kogoś lub gniewający się na kogoś podnosi kąt górnej wargi ponad kłem lub zębem ocznym 23 od strony osoby, do której kieruje drwinę lub złość?
8. Czy można rozpoznać wyraz uporu i zaciętości, które objawiają się głównie zaciśniętymi ustami, opuszczonymi brwiami i lekkim zmarszczeniem czoła?
9. Czy pogarda wyraża się lekkim wydałem warg i nozdrzy oraz słabym dmuchnięciem przez nos?
10. Czy wstręt wyraża się wywinięciem dolnej wargi, lekkim podniesieniem górnej wargi oraz nagłym wydechem, nieco podobnie jak przy zaczynających się wymiotach lub jak gdyby się coś wypluwało?
11. Czy silny strach wyraża się, na ogół, tak samo jak u Europejczyków?
12. Czy śmiech doprowadza kiedykolwiek do takiej ostateczności, że łzy napływają do oczu?
13. Czy człowiek chcący pokazać, że nie może czemuś zapobiec, ani czemuś sam poradzić, wzrusza ramionami, łokcie kieruje do wewnątrz, a ręce z dłońmi otwartymi rozchyla na zewnątrz, i podnosi brwi?
14. Czy dzieci nadąsane opuszczają lub wysuwają silnie wargi?
15. Czy można rozpoznać wyraz uczucia skruchy, chytrości, zazdrości? — chociaż nie wiem, jak możina je określić.
16. Czy zgodę wyraża się skinieniem głowy, a przeczenie potrząsaniem głowy ma boki?
Oczywiście najcenniejsze ibędą dla mnie obserwacje zachowań 'tubylców, którzy z Europejczykami mieli mało styczności, chociaż także wszelkie obserwacje zachowań krajowców będą miały dla mnie wielkie znaczenie. Ogólne uwagi na temat sposobu wyraźainia uczuć są stosunkowo mniej ważne; pamięć jest tak zawodina, że bardzo proszę o to, by jej zbytnio nie ufać, Większą wartość będą miały szczegółowe opisy wyrazów twarzy, przy różnych uczuciach czy nastrojach, z podaniem okoliczności, w jakich się zdarzyły.
Na pytania te otrzymałem 36 odpowiedzi od różnych obserwatorów, między innymi od misjonarzy lub opiekunów miejscowej ludności, którym jestem wielce zobowiązany za trud, jakiego się podjęli, i za okazaną mi cenną pomoc. Nazwiska ich oraz inne dane wymienię przy końcu rozdziału, by nie przerywać toku moich obecnych rozważań. Odpowiedzi odnoszą się do rozmaitych najbardziej odrębnych i dzikich ras ludzkich. W wielu wypadkach podane są okoliczności, w jakich obserwowano daną formę wyrazu uczuć i opisano samą ekspresję. Takie odpowiedzi wzbudzają duże zaufanie. Gdy odpowiedzi ograniczały się jedynie do tak lub nie, odnosiłem się do nich zawsze z rezerwą. Ze zdobytych tą drogą informacji wynika, że te same stany psychiczne wyrażane są na całym świecie uderzająco jednakowo. Fakt ten jest interesujący, gdyż stanowi dowód dużego podobieństwa w budowie ciała i dyspozycjach duchowych wszystkich ras ludzkich.
Po szóste — zająłem się w końcu możliwie najdokładniej zbadaniem sposobów wyrażania rozmaitych uczuć u kilku pospolitych zwierząt; sądzę, że będzie to miało największe znaczenie (oczywiście nie decydujące) dla wyjaśnienia zagadnienia, jak dalece pewne ekspresje u człowieka charakteryzują określone nastroje, i dla ustalenia najpewniejszych podstaw do uogólnień na temat przyczyn lub pochodzenia różnych ruchów ekspre-syjnych. Gdy obserwujemy zwierzęta, nie znajdujemy się tak silnie pod wpływem naszej wyobraźni; możemy też być pewni, że ich formy wyrażania uczuć nie są konwencjonalne.
Z podanych wyżej powodów, a mianowicie: przelotnego charakteru niektórych ekspresji (zmiany zachodzące w rysach twarzy są często niesłychanie słabe); współczucia łatwo powstającego na widok silnego wzruszenia, co rozprasza naszą uwagę; wyobraźni, która nas zwodzi, gdyż domyślamy się, czego się spodziewać, choć niewątpliwie niewielu z nas wie, czym właściwie są zmiany w wyrazie twarzy; a w końcu, nawet z naszej długotrwałej znajomości przedmiotu, a więc z powodu tych wszystkich przyczyn razem wziętych, obserwowanie ekspresji nigdy nie jest łatwe, o czym przekonało się wiele osób, które prosiłem o obserwowanie pewnych objawów. Z tych powodów trudno jest określić na pewno, czym są ruchy mimiczne i inne ruchy ciała, które zwykle charakteryzują pewne stany psychiczne. Niemniej jednak niektóre wątpliwości i trudności zostały, mam nadzieję, wyjaśnione dzięki obserwowaniu dzieci, umysłowo chorych, przedstawicieli różnych ras ludzkich, dzieł sztuki, wreszcie dzięki badaniu ruchów mięśni twarzy poddanych działaniu prądu elektrycznego, jak to czynił dr Duchenne.
Pozostaje jednak jeszcze znacznie większa trudność, bo zrozumienie przyczyny, czyli pochodzenia rozmaitych form wyrazu oraz ocena, czy to teoretyczne wytłumaczenie jest słuszne. Oprócz możliwie najlepszego osądu rozumowego, bez pomocy jakichś reguł, i bez ustalenia, które z dwóch czy większej liczby wyjaśnień jest najbardziej zadowalające lub całkiem niezadowalające, widzę tylko jeden sposób sprawdzenia naszych wniosków. Polega on na stwierdzeniu, czy ta sama zasada, która zdaje się tłumaczyć jakąś formę wyrazu, da się zastosować w innych podobnych wypadkach, a zwłaszcza, czy te same ogólne zasady można zastosować z powodzeniem zarówno do człowieka, jak i do niższych zwierząt.
Skłonny jestem twierdzić, że ta ostatnia metoda jest najprzydatniejsza ze wszystkich. Trudność dokonania oceny słuszności jakiegoś teoretycznego wyjaśnienia i sprawdzenia go doświadczalnie za pomocą jakiejś odrębnej metody badań stanowi wielką przeszkodę w rozwoju zainteresowania, jakie badania te mogłyby wzbudzić.
Jeśli chodzi o moje własne obserwacje, to zacząłem je prowadzić w 1838 roku i od tego czasu interesowałem się przy różnych okazjach tym przedmiotem. Początkowo skłaniałem się już do przyjęcia zasady ewolucji, czyli pochodzenia gatunków z innych, niższych form. Wskutek tego, gdy czytałem ważne dzieło sir C. Bella, wydał mi się niesłuszny jego pogląd, że człowiek został stworzony z określonymi mięśniami, przystosowanymi specjalnie do wyrażania uczuć. Uważałem za bardziej prawdopodobne, że zwyczaj wyrażania naszych uczuć za pomocą określonych ruchów, które są wrodzone, został nabyty w jakiś sposób stopniowo. Wykazanie jednak, w jaki sposób przyzwyczajenia te były nabywane, jest bardzo trudne. Na całe zagadnienie trzeba spojrzeć z nowego punktu widzenia, a każda ekspresja wymaga rozumnego wyjaśnienia. To przekonanie skłoniło mnie do podjęcia niniejszej pracy, choć jej wykonanie może okazać się niedoskonałe.
Podam teraz nazwiska panów, którym, jak już wspomniałem, jestem głęboko zobowiązany za informacje dotyczące wyrażania uczuć u różnych ras ludzkich, oraz przytoczę niektóre okoliczności, w jakich obserwacje te wykonywano. Dzięki wielkiej uprzejmości i silnym wpływom p. Wilsona z Hayes Place, Kent, otrzymałem z Australii aż 13 kompletów odpowiedzi na moją ankietę. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż pierwotni mieszkańcy Australii należą do najbardziej odrębnych z wszystkich ras ludzkich. Jak zobaczymy, obserwacje zostały dokonane głównie na południu Australii, w odległych częściach kolonii Wiktoria; otrzymałem jednak także kilka doskonałych odpowiedzi z północy.
Pan Dyson Lacy przesłał mi szczegółowe dane kilku cennych obserwacji, wykonanych kilkaset mil w głębi Queenslandu. Panu R. Brough Smythowi z Melbourne jestem bardzo zobowiązany za jego własne obserwacje oraz za przesłanie mi kilku listów, a mianowicie — od wielebnego Hagenauera z Lake Wellington, misjonarza w Gippsland, Wiktoria, który dużo obcował z tubylcami; od p. Samuela Wilsona, ziemianina rezydującego w Langerenong, Wimmera, Wiktoria; od wielebnego George Taplina, superintendenta krajowców z osady przemysłowej w Pont Macleay; od p. Archibalda G. Langa z Coranderik, Wiktoria, nauczyciela w szkole, do której uczęszczają młodzi i starzy tubylcy z wszystkich części kolonii; od p. H. B. Lane'a z Belfast, Wiktoria, opiekuna, urzędnika policji, którego obserwacje, jak mnie zapewniano, są wysoce wiarygodne; od p. Tem-pletona Bunneta z Echuca, miejscowości leżącej na granicy kolonii Wiktoria, a który dzięki temu mógł obserwować tubylców mających słaby kontakt z białymi ludźmi; porównywał on swe obserwacje ze spostrzeżeniami dwóch innych panów, mieszkających od dawna w tej okolicy; wreszcie od pana J. Bulmera, misjonarza z odległej części Gippsland, Wiktoria.
Jestem też zobowiązany wybitnemu botanikowi, doktorowi Ferdynandowi Mullerowi z Wiktorii, za kilka jego własnych obserwacji oraz za przesłanie mi obserwacji pani Green, jak również za kilka poprzednich listów.
W przypadku Maorysów z Nowej Zelandii, wielebny J. W. Stack odpowiedział jedynie na kilka z moich pytań; odpowiedzi te były jednak bardzo wyczerpujące,, jasne i wyraźne, z podaniem okoliczności, w których dokonano obserwacji.
Radża Brooke podał mi nieco wiadomości o Dajakach z Borneo.
Jeśli chodzi o Malajeżyków, to powiodło mi się bardzo dobrze, bo p. F. Geach (któremu polecił mnie p. Wallace), przebywając jako inżynier-górnik w głębi Malakki, obserwował wielu tubylców, którzy nigdy przedtem nie mieli styczności z białymi ludźmi. Napisał on do mnie dwa długie listy z doskonałymi i dokładnymi obserwacjami na temat sposobów wyrażania przez nich uczuć. Obserwował on również chińskich osadników na Archipelagu Malajskim.
Dobrze znany przyrodnik p. Swinhoe, konsul J. K. M.24, również przeprowadził dla mnie obserwacje nad Chińczykami w ich rodzinnym kraju, zbierał też informacje od innych wiarygodnych osób.
Pan H. Erskine w Indiach, piastując urzędową godność w okręgu Ahmednugur 25, prezydencji Bombaju, zwracał uwagę na sposób wyrażania uczuć mieszkańców, ale trudno mu było dojść do jakichś pewnych wniosków, gdyż ukrywają oni zwykle wszystkie swe uczucia przed Europejczykami. Uzyskał on również informacje dla mnie od p. Westa, sędziego z Kanary oraz zasięgał rady w niektórych sprawach u kilku inteligentnych tubylców. Pan J. Scott, kierownik Ogrodu Botanicznego w Kalkucie, obserwował starannie ludzi z różnych plemion pracujących tam przez dłuższy okres i przysłał mi tak wyczerpujące i cenne szczegóły jak nikt inny. Dzięki badaniom botanicznym przyzwyczaił się do dokładnego obserwowania i umiał to zastosować także w przypadku naszych badań. Jeśli chodzi o Cejlon, to jestem bardzo wdzięczny wiel. S. O. Glenowi za odpowiedzi na niektóre z moich pytań.
W przypadku Murzynów z Afryki, miałem bardzo mało szczęścia, choć p. Winwood Reade pomagał mi w miarę swych możliwości. Stosunkowo łatwo można by otrzymać informacje dotyczące murzyńskich niewolników w Ameryce; obserwacje takie miałyby jednak małą wartość, gdyż byli oni już od dawna w kontakcie z białymi. W południowej części afrykańskiego kontynentu pani Barber obserwowała Kafrów i Fingów i przysłała mi wiele jasnych odpowiedzi. Pan J. P.26 Mansel Weale również poczynił pewne spostrzeżenia nad tubylcami oraz zdobył dla mnie ciekawy dokument, a mianowicie pisaną po angielsku wypowiedź Christiana Gaika, brata wodza Sandilli, o sposobach wyrażania uczuć przez jego współziomków. Z północnych okolic Afryki kapitan Speedy, który długo przebywał wśród Abisyń-czyków, odpowiedział na moje pytania częściowo z pamięci, a częściowo na podstawie obserwacji poczynionych na synu króla Teodora, który był wtedy pod jego pieczą. Profesor Gray i pani Asa Gray zwrócili uwagę na pewne formy wyrazu uczuć u tubylców, których obserwowali w czasie swej podróży w górę Nilu.
Z wielkiego kontynentu amerykańskiego p. Bridges, katecheta żyjący wśród mieszkańców Ziemi Ognistej, odpowiedział na kilka pytań, zadanych mu przed wielu laty na temat wyrażania przez nich uczuć. Dr Rothrock obserwował ekspresje u dzikich szczepów Atnah i Es-pyox nad rzeką Nasse w północno-zachodniej części Ameryki Północnej. Pan Washington Matthews, felczer 27 w artnii Stanów Zjednoczonych, również obserwował ze szczególną starannością (po przeczytaniu moich pytań drukowanych w „Smithsonian Report") jedno z największych plemion w zachodniej części Stanów Zjednoczonych, a mianowicie Tetonów, Grosventrów, Mandanów i Assinaboinów; odpowiedzi te okazały się niesłychanie cenne.
Oprócz tych specjalnych źródeł informacji zebrałem także nieco faktów przytaczanych ubocznie w książkach podróżniczych.
•
Ponieważ będę musiał często powoływać się, szczególnie w ostatnich rozdziałach tego tomu, na mięśnie ludzkiej twarzy, poleciłem wykonać rysunek (ryc. 1), skopiowany w zmniejszeniu z pracy sir C. Bella, oraz dwa inne, z dokładniejszymi szczegółami (ryc. 2 i 3), ze znanego dzieła Henlego Handbuch der systematischen Anatomie des Menschen. Na wszystkich trzech rysunkach te same litery odnoszą się do tych samych mięśni; podano jednak nazwy tylko najważniejszych mięśni, o których będę mówił. Mięśnie twarzy bardzo się z sobą zlewają i, jak dowiedziałem się, raczej nie wystę-
Ryc. 3. Mięśnie twarzy 28 (wg Henlego):
A — accipito-frontalis (m. potyliczno-czołowy), B — corruga-tor supercilli (m. marszczący brwi), C — orbicularis palpebra-rum (m. okrężny oka), D — pyramidalis nasi (m. piramidalny nosa), E — levator labii superioris alaeąuae nasi Om. dźwigacz nosowo-wargowy), F — levator labii proprius (m. dźwigacz wargowy g6rny właściwy), G — zygomsticus (m. jarzmowy), H — rialaris (m. licowy), I — zygomaticus minor (m. jarzmowy mniejszy), K — triangularis oris lub depressor anguli oris
