O łabędziach we wiku - Jerzy Bandrowski - ebook

O łabędziach we wiku ebook

Jerzy Bandrowski

0,0
3,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W jednej z nadmorskich miejscowości żył rybak, który wychowywał czternaścioro dzieci. Jak można się domyślać, nie było to łatwe zadanie. Starsze dzieci pomagały w utrzymaniu rodziny, a młodsze zajmowały się sobą nawzajem. Wśród rodzeństwa była para, która nie rozstawała się ze sobą: pięcioletnia Józia i rok starszy Janek. Wspólnie chodzili nad zatokę, by spędzać czas, wpatrując się w morską otchłań. Pewnego razu daleko od brzegu dostrzegli stado „kulpsi", czyli dzikich łabędzi. Z dnia na dzień pomiędzy dziećmi i ptakami zaczyna nawiązywać się wyjątkowa więź.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 22

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jerzy Bandrowski

O łabędziach we wiku

Saga

O łabędziach we wiku

Copyright © 1930, 2021 SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728050262

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

Był sobie raz pewien rybak, który miał czternaścioro dzieci. Pracował ciężko na ich utrzymanie i starał się, aby były i syte i jako tako ubrane. Ale każdy zrozumie, że mu to z łatwością nie przychodziło, zwłaszcza, że niezawsze Bóg dawał rybę. Wobec tego kto z rodziny tyle miał sił, że mógł być na coś pożyteczny, pracować musiał. I tak neńka i dwie starsze córeczki, które do szkoły już nie chodziły, pracowały w wędzarni, albo wiosną i jesienią w lesie lub w polu. Co tam z drobiazgu chodziło do szkoły, to siedziało w ciepłej izbie szkolnej. Maleństwa raczkowały po podłodze, a znów które z dzieci mogło wybiec z domu, to się bawiło wraz z innemi rybackiemi dziećmi na wielkim placu przed kościołem. Dozoru żadnego nie było, bo neńka często mu siała pracować poza domem.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.