Nowojorska skandalistka - Tara Pammi - ebook
Opis

Należąca do nowojorskiej socjety Kimberly Stanton zawsze była tą rozsądniejszą i bardziej uporządkowaną siostrą bliźniaczką. Jednak tym razem to ona wywołuje skandal za skandalem: nie zjawia się na własnym ślubie, a potem ogłasza, że jest w ciąży. Wychodzi na jaw, że przed laty wyszła za mąż, a ojcem dziecka jest Diego Pereira, z którym żyła w separacji i mieli się rozwieść. Na wieść o ciąży Diego wycofuje pozew. Ma zamiar ratować ich małżeństwo, choć nie będzie to łatwe…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 149

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tara Pammi

Nowojorska skandalistka

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Z gardłem ściśniętym ze strachu Kimberly Stanton wpatrywała się w prostokątny kawałek plastiku, który wydawał się dziwnie nie na miejscu na marmurowym blacie damskiej toalety, pośród miseczek z płatkami lawendy, kryształowych lamp i błyszczącej armatury. Zza zamkniętych drzwi dochodziły stłumione głosy. Minuty ciągnęły się jak wieczność. Serce biło jej coraz szybciej, a nogi uginały się pod nią tak, że musiała się przytrzymać krawędzi granitowej umywalki.

W końcu w okienku pojawiło się najbardziej przerażające słowo, jakie widziała w życiu: „ciąża”. Zwyczajne litery, żadnych kolorowych kresek, nie musiała szukać odrzuconego na bok pudełka, by sprawdzić, jaki dokładnie jest wynik. Miała wszystko przed sobą czarno na białym. Serce podeszło jej do gardła. Oddychała z trudem, oparta o drzwi kabiny. Przecież jeden błąd, nawet popełniony dwukrotnie, nie może chyba prześladować jej do końca życia? Nic jednak nie dało się na to poradzić. Odkręciła kran, wsunęła palce pod lodowaty strumień i skupiła się na oddechu. Wdech, wydech. Wydech, wdech. Zakręciła kran, sięgnęła po ręcznik i zastygła, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ciemne kręgi pod oczami, twarz pozbawiona koloru, skóra ściągnięta. Wyglądała jak na skraju załamania nerwowego i może rzeczywiście tak było, ale nie miała teraz na to czasu.

Lekko ucisnęła skronie czubkami palców. Załamania musiały poczekać do chwili, gdy znajdzie się sama i będzie się mogła spokojnie zastanowić, co z tym wszystkim zrobić. Dlaczego właściwie zdecydowała się zrobić test ciążowy właśnie teraz? Nosiła go przy sobie już od ponad tygodnia i przez cały ten czas miała wrażenie, że wypala dziurę w jej torebce. Widocznie rozsądek znów ją zawiódł. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej.

Pociągnęła usta błyszczykiem i wygładziła jedwabny kostium. Musiała wrócić do gości – grupy inwestorów, których udało się zainteresować jej portalem internetowym „Codzienna pomoc”. Starała się ich tu ściągnąć już od pół roku. Miała wygłosić prezentację i przestawić biznesplan na najbliższe pięć lat, a potem przekonać ich, by spośród milionów projektów powstających każdego dnia zainwestowali właśnie w jej przedsięwzięcie. Trzeba było ich przekonać, że niedawny skandal z udziałem jej samej, Olivii i Alexandra w żaden sposób nie zmniejsza szans na sukces firmy.

Starannie zawinęła plastikowy test w opakowanie i wyrzuciła do kosza. Wyszła z łazienki, sięgnęła po szklankę wody z tacy przechodzącego obok kelnera i skinęła głową znajomej z Harvardu. Dobrze zrobiła, wynajmując salę w jednym z najlepszych hoteli na Manhattanie. Dyrektor finansowy krzywił się na koszty, ale impreza w pozbawionej jakichkolwiek udogodnień siedzibie firmy, która zajmowała jedną dużą salę w suterenie biurowca, z pewnością nie przyciągnęłaby zainteresowania inwestorów.

Zerknęła na zegarek Patek Philipe, prezent od ojca z okazji ukończenia Harvardu, i zaprosiła wszystkich na prezentację do sali konferencyjnej. Z nietypową dla siebie niechęcią włączyła rzutnik. Wiedziała, że gdy impreza się skończy, zostanie sama z własnymi myślami i ze wszystkimi sprawami, których nie mogła już dłużej odkładać na później.

To się zdarzyło pod koniec prezentacji. Zastygła i zgubiła wątek, jakby ktoś przekręcił wyłącznik w jej mózgu. Laserowy wskaźnik zatrzymał się na ścianie obok slajdu z prognozą finansową. Przebiegła wzrokiem widownię, szukając tego czegoś, co wybiło ją z rytmu. Ruch ciemnej głowy, szept, a może coś innego? Może tylko coś sobie wyobraziła? Przez chwilę nie potrafiła zebrać myśli. Czyżby wcześniejsze odkrycie tak bardzo wytrąciło ją z równowagi?

Zdała sobie sprawę, że w sali zapadło milczenie. Odchrząknęła, napiła się wody i znów spojrzała na ekran. Owładnięta dziwnym niepokojem dokończyła prezentację i odetchnęła z ulgą, gdy światło znów się zapaliło.

Kilka osób podniosło ręce do góry. Pytania były takie, jakich się spodziewała. Znała wszystkie liczby na pamięć. Mogłaby je przytoczyć w środku nocy, wyrwana ze snu. Wyjaśniła, jaką przewagę ma jej portal nad innymi, dorzuciła kilka szczegółów, wyrecytowała jeszcze kilka liczb, pochwaliła się statystykami i wzrostem obrotów w ostatnim roku. Wróciło do niej znajome uczucie satysfakcji. Jej ciężka praca zaczynała przynosić owoce.

Odpowiedziała na ostatnie pytanie, zwinęła ekran, zapaliła górne światło i wtedy go zobaczyła. To on był przyczyną jej dziwnego nastroju. Wyczuła jego obecność, choć nie zauważyła go wcześniej. Diego Pereira. Mężczyzna, który ją uwiódł, a potem odszedł, nie oglądając się za siebie. Mężczyzna, z którym była w ciąży.

Na jego widok zastygła i poczuła się tak jak kiedyś, gdy siostra bliźniaczka zaciągnęła ją na kolejkę górską w parku rozrywki. Ale wtedy wiedziała, że przerażający strach i mdłości kiedyś się skończą, toteż zacisnęła zęby i zmusiła się, by siedzieć nieruchomo. Dzisiaj nie miała takiej pewności. Za każdym razem, gdy Diego jak burza pojawiał się w jej życiu, zapominała wszystko, czego powinna się nauczyć przy poprzedniej okazji.

Nie była w stanie spojrzeć w te złociste oczy, w okrutną twarz człowieka, który bawił się jej życiem. Odruchowo zaplotła dłonie na brzuchu i skupiła się na twarzach osób, które podeszły, żeby z nią porozmawiać. To było najbardziej wyczerpujące pół godziny w jej życiu. Diego siedział w jednym z ostatnich rzędów i przez cały czas czuła na sobie jego spojrzenie.

Gdy przechodziła obok niego, obcas jej czółenek pośliznął się na podłodze i potknęła się. Po co tu przyszedł i dlaczego właśnie w dniu, kiedy odkryła, że jest w ciąży?

Diego Pereira patrzył nieruchomo za Kim, gdy wychodziła z sali konferencyjnej. Widział, że jest zdenerwowana i całe ciało ma sztywne z napięcia, i z satysfakcją przerzucił kartki folderu. Doskonale pamiętał każdy szczegół jej prezentacji i mimo złego nastroju musiał przyznać, że jest pod wrażeniem. Wystąpienie było bardzo konkretne, innowacyjne i, szczerze mówiąc, wyjątkowe, podobnie jak jej firma. W ciągu trzech lat udało jej się przekształcić zwykłą stronę z ogłoszeniami w duży portal informacyjny, który miał już ponad milion subskrybentów, a drugi milion czekał na akceptację.

W czarnych spodniach, które podkreślały długie nogi, i obcisłej białej bluzce wyglądała jak wcielenie profesjonalizmu i zupełnie nie przypominała kobiety, która zaledwie przed miesiącem krzyczała z rozkoszy w jego ramionach. Słuchając jej prezentacji, całkiem zapomniał, po co przyjechał do Nowego Jorku, ale w chwili, gdy zauważyła go na widowni, odebrał swoją nagrodę. Ta krótka chwila, gdy zamilkła, była odpowiednikiem załamania nerwowego u kogoś o słabszych nerwach. Ale kobieta, którą poślubił, pod żadnym względem nie była zwyczajna ani przeciętna. Była piękna, błyskotliwa i wyrafinowana. Była ideałem o sercu z kamienia.

Diego był wreszcie gotów pozbyć się tego kamienia ze swojego życia i ruszyć dalej.

Pojechał windą na dziesiąte piętro. Przed drzwiami jej apartamentu wyjął złotą kartę, którą portier dostarczył mu za odpowiednią łapówkę, wszedł do środka i rozejrzał się po luksusowym salonie ze skórzaną sofą i mahoniowym biurkiem. Na biurku leżały schludnie złożone teczki z dokumentami i cieniutki laptop, a na sofie torebka z czarnej skóry, praktyczna, ale z logiem znanego projektanta. Cały apartament był taki sam jak lokatorka – nieskazitelny i z klasą, ale bez odrobiny ciepła.

Odwrócił się, gdy usłyszał po prawej stronie stuknięcie drzwi. Zamknęła je za sobą i oparła się o nie plecami. Usta jej zadrżały, a dłonie powędrowały do brzucha. Czoło miała pokryte kropelkami potu.

Patrzył na nią z zaciekawieniem. Zdjęła już żakiet i została tylko w białej jedwabnej bluzce z dekoltem w szpic. Na delikatnym przegubie błyszczała wielka stalowa tarcza drogiego zegarka, a na szyi cienki złoty łańcuszek. Spojrzenie Diega zatrzymało się na piersiach rysujących się pod cienkim jedwabiem. Przełknął i podniósł wzrok wyżej. W jej szeroko otwartych brązowych oczach dostrzegł dziwny błysk. Wydawała się wytrącona z równowagi. Wyciągnął do niej rękę.

– Dobrze się czujesz, gatinha?

Gdy dotknął jej policzka, odsunęła się od niego i uciekła za biurko. Drżące palce sięgnęły po pióro i niepewnie zaczęły je obracać.

– Nie, nie czuję się dobrze – odrzekła, wzruszając ramionami. To zupełnie nie było w jej stylu. – Ale to nic dziwnego, skoro właśnie zobaczyłam ciebie.

Diego uniósł brwi.

– Na mój widok zbiera ci się na mdłości?

– Na twój widok przypominam sobie o własnej głupocie. – Zarumieniła się i usiadła w skórzanym fotelu. – Po co tu przyszedłeś, Diego?

Patrzył na nią z coraz większą fascynacją. Opanowała już zdenerwowanie i jej głos brzmiał zupełnie spokojnie. Gdy się widzieli po raz ostatni, leżała półnaga w jego łóżku, a on, ubierając się, oznajmił, że już z nią skończył. Zdawało się jednak, że ona nie ma mu tego za złe. Jej spokój zirytował go. Wydobywała z niego wszystko, co najgorsze, a sama pozostawała przy tym zupełnie niewzruszona.

Usiadł naprzeciwko niej i wyciągnął przed siebie nogi.

– Twój biznesplan jest doskonały.

– Nie musisz mi tego mówić – odparowała, wojowniczo unosząc głowę.

Uśmiechnął się. Gdy chodziło o firmę, jego żona stawała się siłą, z którą należało się liczyć.

– Czy odpowiadasz tak wszystkim potencjalnym inwestorom?

– Odpowiadam tak człowiekowi, który chce mi wyrządzić jak największe szkody.

– Naprawdę tak myślisz? – zdziwił się.

Kim wyrwała mu folder z rąk.

– Już się na mnie zemściłeś, Diego. Sześć lat temu, gdy od ciebie odeszłam, nie chciałeś mi dać rozwodu, żeby nie dopuścić do mojego ślubu z Alexandrem, a cztery tygodnie temu uwiodłeś mnie i znów mnie zostawiłeś. Czy to nie wystarczy?

– Ale widzę, że to nie zrobiło na tobie większego wrażenia. Wróciłaś do swojego życia jak gdyby nigdy nic.

Jakieś dziwne uczucie zamigotało w jej brązowych oczach.

– Naraziłam na skandal moją siostrę i Alexa. Wszystko, na co Alex pracował przez całe życie, było zagrożone.

– Naraziłaś ich, nie siebie. Tobie nic się nie stało. Z mojego punku widzenia ciebie nic nie rusza.

Odwróciła wzrok i przesunęła palcami po karku.

– Upokorzyłeś mnie wtedy. Czułam się jak idiotka. Czy to cię pociesza?

Chciał, żeby był zła i żeby cierpiała, ale to mu nie wystarczało.

– Może. – Wzruszył ramionami i zrzucił marynarkę. Kim spojrzała na niego z niepokojem.

– Co mam ci powiedzieć, żebyś zostawił moją firmę w spokoju i nie próbował jej zniszczyć?

– Zdawało mi się, że twoja wiara w firmę jest niewzruszona, a twój plan nie ma żadnych słabych punktów.

– Nie, jeśli uznasz zniszczenie jej za swoją misję życiową. – W jej głosie zabrzmiały oskarżenie, gniew i uraza. – Bo o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Jeśli ktoś ci się przeciwstawi albo cię rozczaruje, doprowadzasz go do ruiny, i teraz przyszła kolej na mnie.

Wyprostowała się i złożyła ręce na brzuchu. Diego nie odrywał wzroku od jej twarzy, ze wszystkich sił starając się nie stracić opanowania.

– Sześć lat temu dostałeś obsesji na punkcie zemsty. Miałeś tylko jeden cel: zniszczyć swojego ojca, i nic cię nie obchodziło, kogo przy tym zranisz. Przejąłeś jego firmę budowlaną i rozbudowałeś ją w wielkie imperium. Jeśli wierzyć mediom, a znam cię osobiście, więc mogę w to uwierzyć, rozszerzyłeś je o energetykę i górnictwo i zniszczyłeś przy tym każdego, kto stanął ci na drodze, włącznie z własnym ojcem. – Zerwała się z fotela i zaczęła chodzić po salonie. – Walka z tobą byłaby zwykłą stratą czasu, więc cokolwiek chcesz zrobić, zrób to, wiedz tylko, że nie poddam się bez walki. Moja firma…

– Twoja firma jest dla ciebie wszystkim, tak? Można cię pokazywać jako przykład każdemu, kto wątpi, że kobiety potrafią być równie zimne i bezwzględne jak mężczyźni – przerwał jej.

Popatrzyła na niego ze zdziwieniem.

– Dlaczego odnoszę wrażenie, że to nie jest komplement?

– Bo nie jest.

Zacisnęła palce na futrynie okna.

– Jeden do jednego, Diego, i niech tak pozostanie.

Przysunął się bliżej i dostrzegł w jej oczach swoje odbicie. Miał wrażenie, że gdyby ją teraz pocałował, nie odepchnęłaby go. Tylko wtedy, gdy jej dotykał, czuł, że ta kobieta należy do niego w całości i bez reszty – jej myśli, emocje, cała jej istota. Zacisnął dłonie w pięści. Niczego by to nie dowiodło ani jej, ani jemu. Sześć lat temu na wyspie otworzył się na nią, a potem został sam, ściskając w ręku jej list. Nigdy więcej. Potrzebował zacząć życie od nowa. Chciał, żeby przestały go wreszcie prześladować wspomnienia tej kobiety. Musiał zrobić, co miał do zrobienia, i wyjechać stąd jak najszybciej.

– Wyjeżdżając z wyspy, uświadomiłem sobie, gdzie popełniłem błąd. – Nie potrafił sobie odmówić tej satysfakcji. W końcu nigdy nie twierdził, że jest człowiekiem wielkiego serca. Urodził się jako drań i draniem pozostał. – Przyjechałem tu, żeby go naprawić.

Kim zadrżała i poczuła szum w uszach.

– Błąd? – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.

Usta Diega wykrzywiły się w uśmiechu.

– Zapomniałem o pewnym szczególe, chociaż ten szczegół był najważniejszy ze wszystkiego.

Wyciągnął z kieszeni plik papierów i rzucił je na biurko. Na ten widok Kim zesztywniała.

– Potrzebuję twojego podpisu na wniosku rozwodowym.

Z trudem chwytała oddech. Widok tych dokumentów przywołał do niej dawne cierpienie. Tego właśnie pragnęła przez sześć długich lat. Chciała naprawić swój błąd i zapomnieć o głupich marzeniach, które nigdy nie miały szansy się spełnić. Wzięła papiery w wilgotne dłonie.

– Moi pracownicy w willi nigdy nie znaleźli tej kopii, którą wtedy przyniosłaś.

Podarła te papiery po nocy, gdy kochali się po raz pierwszy. Nie, nie kochali się; to był tylko seks, który miał jej udowodnić, co straciła. A teraz dała się nabrać po raz drugi.

Obróciła papiery w dłoniach. Mogła mieć to, o czym tak długo marzyła. Diego zniknie z jej życia. Nie potrafiła się jednak zdobyć na to, by sięgnąć po pióro.

– Mogłeś to przysłać przez prawnika – powiedziała cicho. – Nie musiałeś przyjeżdżać osobiście.

Pochylił się nad stołem z okrucieństwem na twarzy. Krążył wokół niej jak głodny rekin, który wyczuł krew.

– Miałbym stracić okazję, by po raz ostatni się z tobą pożegnać?

– Masz na myśli to podłe uwiedzenie?

– Uwiedzenie? – Przez jego twarz przemknął cień. – Dlaczego nie potrafisz przyznać, że to nie było żadne uwiedzenie? Spotkaliśmy się po raz pierwszy po sześciu latach i w kilka godzin później wylądowaliśmy w łóżku, czy też raczej przy ścianie. O czym to świadczy?

Żołądek zacisnął jej się w supeł. Diego miał rację. Gdy był w pobliżu, potrafiła myśleć tylko o seksie, ale wolałaby umrzeć niż przyznać, jak wiele prawdy kryje się w jego słowach. Chwyciła pióro i drżącymi palcami podpisała pierwszy arkusz, a potem podniosła głowę i spojrzała na niego.

– To tylko odruchy warunkowe, jak u psa Pawłowa. Bez względu na to, ile minęło lat, gdy patrzę na ciebie, myślę o seksie. Może dlatego, że byłeś moim pierwszym mężczyzną, a może dlatego, że jesteś w tym dobry.

Papiery zsunęły się na podłogę. Diego gwałtownie przyciągnął ją do siebie, rozłoszczony jej zimnymi słowami.

– Zapomniałem, że tych kilka miesięcy, które spędziłaś ze mną na statku, to był tylko bunt bogatej księżniczki, tak?

Serce znów jej się ścisnęło i obawiała się, że za chwilę wybuchnie płaczem. Nienawidziła go za to, że zniszczył najcenniejsze chwile w jej życiu, sprowadził je do zera. Czuła odrazę do siebie. Jak mogła myśleć, że kiedykolwiek ją kochał? Emocje zaślepiały ją, wypierały z jej umysłu wszelki głos rozsądku.

Zacisnęła palce na jego marynarce.

– To dobrze, że się pojawiłeś, bo mam dla ciebie nowiny.

Tytuł oryginału: A Touch of Temptation

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Tara Pammi

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-1707-1

ŚŻ – 617

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com