Marzenia nowożeńców - Tara Pammi - ebook
Opis

Stavros Sporades obiecuje swojemu staremu przyjacielowi, że zaopiekuje się jego wnuczką – Leah Huntington. By ją uchronić przed oszustami matrymonialnymi, sam się z nią żeni. Jest to jedynie formalność; małżonkowie w ogóle się nie widują. Stavros kontroluje jednak z daleka życie Leah i czuwa nad jej majątkiem. Po pięciu latach Leah żąda rozwodu. Stavros chce się przekonać, czy szalona w młodości Leah rzeczywiście się zmieniła. Ale nie tylko to powstrzymuje go przed zgodą na rozwód…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 142

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tara Pammi

Marzenia nowożeńców

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Leah Huntington bezsilnie opadła na plastikowe krzesło przy swoim biurku. Nogi dosłownie ugięły się pod nią. Przed oczami wciąż miała czerwoną pieczęć na podaniu, głoszącą „ODRZUCONE”. Jej szkicom definitywnie odmówiono szansy na realizację i nadzieje Leah rozwiały się jak dym. W dusznym powietrzu spływała potem, cichy pomruk wiatraka pod sufitem szarpał jej nerwy, a mięśnie karku miała fatalnie spięte.

Pani DuPont, menedżerka sprzedaży detalicznej, dała jej niecałe dwa miesiące na przygotowanie pierwszej kolekcji, a po tej odmowie zostały jej tylko gołe szkice. Ponieważ to była jej własna kolekcja, wszystko musiała zrobić sama, liczyła się więc każda chwila.

Najważniejsze było pozyskanie funduszy na materiały. Potrzebowała mnóstwa rzeczy, a dostępu do pieniędzy wciąż nie miała. Podniosła słuchawkę i wybrała numer menedżera, z którym rozmawiała dwa dni wcześniej. Serce biło jej mocno i szybko. Menedżer odebrał niemal od razu, jakby się spodziewał jej telefonu, ale też odpowiedział krótko i stanowczo. Bank nie może wykorzystać funduszu powierniczego jako zabezpieczenia pożyczki, ponieważ powiernik funduszu nie wyraził na to zgody.

Za tym wszystkim mógł stać tylko jeden człowiek. Stavros Sporades.

Leah cisnęła słuchawką przez pokój i wściekle kopnęła krzesło, boleśnie uderzając się w nogę.

Jak długo jeszcze będzie musiała to znosić? Jak długo mu na to pozwoli?

Podniosła telefon i drżącymi palcami wybrała inny numer. Zażąda wyjaśnień, zażąda…

To nie miało sensu. Sekretarka znów grzecznie ją przeprosi za nieobecność szefa. Taką odpowiedź otrzymywała od roku, kiedy tylko próbowała się z nim skontaktować. Choć oboje mieszkali w Atenach, można było odnieść wrażenie, że żyją na przeciwległych krańcach planety.

Nie pomogło zagryzanie warg i zaciskanie pięści. Niezdolna powstrzymać wyrywających się z piersi łkań, rozpłakała się boleśnie.

Musi z tym skończyć. Musi się uwolnić ze smyczy, na której ją trzymał, kontrolując każdy jej krok i każdy wybór, sam bez przeszkód korzystając z uroków życia. Taka sytuacja trwała już od pięciu lat.

Obtarła łzy i otworzyła w komputerze wyszukany tego ranka artykuł z kroniki towarzyskiej. Partner biznesowy Stavrosa i syn chrzestny jego przybranego ojca Dmitri Karegas wydawał przyjęcie na swoim jachcie. Stavros i Dmitri byli skrojeni na tę samą modłę – obaj niezwykle atrakcyjni, choć bardzo różni, kontynuowali dzieło dziadka Leah, Giannisa Katrakisa, rozwijając Katrakis Textiles pod kierunkiem jego twórcy. Obaj uważali się za półbogów, a swoją wolę za prawo obowiązujące zwykłych śmiertelników.

Stavros nienawidził wszelkich przyjęć, czego Leah nigdy nie potrafiła zrozumieć, jednak Dmitri z pewnością tam będzie. Musi się tylko postarać, by dekadencki playboy, zwykle otoczony wianuszkiem pięknych kobiet, zauważył jej obecność na pokładzie swojej najnowszej zabawki. Już ona się postara przyciągnąć jego uwagę.

Zdecydowanym krokiem weszła do sypialni i otworzyła drzwi szafy. Pomysł nie był może najlepszy, ale Stavros nie pozostawił jej wyboru.

Zamówiła taksówkę i z dreszczem niepewności zaczęła przeglądać ubrania. W końcu wyciągnęła złotą jedwabną sukienkę, jedyną z metką projektanta, jaka została jej z dawnych lat. Sukienka była wprost oburzająco skąpa. Praktycznie bez pleców, co wykluczało włożenie stanika. Do tego obcisła i krótka, odsłaniająca niemal całe uda.

Pięć lat wcześniej nosiła ją bez mrugnięcia okiem. Bez najmniejszego problemu pokazywała każdy centymetr nagiej skóry i nie przeszkadzało jej, że wygląda nieprzyzwoicie. A teraz była o jakieś dziesięć kilo większa…

Wolała sobie nie wyobrażać, jak musiała wtedy wyglądać.

Tamtej nocy włożyła ją na prośbę Calisty, której chciała zrobić przyjemność. A teraz po prostu nie miała innego ciucha odpowiedniego na dzisiejsze przyjęcie.

Spoconymi dłońmi wciągnęła sukienkę, która w dodatku okazała się skandalicznie krótka. Prawdę mówiąc, ledwo zakrywała pośladki.

To był najbardziej nieprzyzwoity strój, jaki miała, i była w tej sukience tamtej feralnej nocy, ale też był to jedyny strój, który mógł jej dziś zagwarantować upragnione spotkanie.

Pełna wątpliwości, weszła do łazienki i spryskała twarz zimną wodą.

Prawdopodobnie Stavros wpadnie szał i będzie nią jeszcze bardziej gardził, o ile to w ogóle możliwe. Ale nie mogła nadal znosić izolacji, jaką jej fundował od pięciu lat.

Nie wytrzyma tego ani chwili dłużej. Coś musiało się zmienić.

Leah przylgnęła do skórzanego siedzenia taksówki, jakby miała zamiar zostać tam na wieczność. Kierowca zerkał na nią ciekawie, ale jej nie poganiał.

W końcu odetchnęła głęboko i wyjrzała przez brudną szybę. Marina była zatłoczona, cumowało tam kilka jachtów oświetlonych zachodzącym słońcem. Choć wszystkie były bardzo okazałe, jeden wyraźnie się wyróżniał.

Zapłaciła kierowcy i wysiadła. Przez następnych kilka minut starała się nie myśleć i nawet się nie rozglądała. Wyprostowana, z podniesioną wysoko głową, podeszła do pilnującego trapu ochroniarza.

Potężny mężczyzna rozpoznał ją, ale zdradził go tylko błysk w oku, bo poza tym nawet nie drgnął. Leah wyniośle uniosła brew i był to jedyny gest, na jaki zdołała się zdobyć.

Pięć ostatnich lat spędziła jako praktykantka w mało znanym domu mody, z dala od zainteresowania mediów, w miejscu, gdzie jej nie znano i nikomu nie zależało, by się czegoś o niej dowiedzieć.

Zasypiała, budziła się, szła do pracy, wracała, jadła kolację i znów zasypiała, pilnie obserwowana przez gospodynię, panią Kovlakis, która z polecenia Stavrosa dbała, by Leah nie stała się bohaterką kolejnego skandalu. Ale nikt nie zapomniał, czego się dopuściła i co zrobił Stavros, żeby ją ukarać.

Zwłaszcza wśród osób, dla których każde jego słowo było objawieniem.

Choć dla Leah długich jak wieczność, upłynęło zaledwie kilka sekund, zanim mężczyzna odsunął się, żeby ją przepuścić. Wsparta na jego wyciągniętej ręce weszła na pokład. Oszołomiona panującym zamieszaniem, na chwilę zapomniała, po co tu przyszła. Kelnerzy w uniformach roznosili sampana. Przyjęcie zdążyło się już rozkręcić, spoceni i pijani goście kleili się jedni do drugich. W powietrzu wibrowała muzyka i Leah bezwiednie zakołysała się do taktu.

A więc wszystko, co słyszała o przyjęciach Dmitriego, było prawdą, a ponieważ Stavros stanowił kompletne przeciwieństwo przyjaciela, z pewnością go tu nie będzie. Ona jednak musi się postarać, żeby ją rozpoznano, więc przede wszystkim powinna przyciągnąć uwagę gospodarza. Z uśmiechem na wyzywająco czerwonych wargach ruszyła do baru, usiadła na wysokim stołku i zamówiła pierwszy tego wieczoru koktajl.

Stavros Sporades był zdegustowany. Jego telefon zadzwonił już dziesiąty raz w ciągu ostatnich pięciu minut, a on nie miał najmniejszej ochoty rujnować wieczoru spędzanego z piękną i inteligentną kobietą. Kolejne telefony były jednak niepokojące, więc uśmiechnął się do Helene i, zanim odebrał, pociągnął długi łyk szampana.

– Ona jest tutaj – powiedział Dmitri. – Na moim jachcie.

Zaszokowany Stavros opadł na oparcie fotela. Skoro Dmitri do niego zadzwonił, mogło chodzić o tylko jedną kobietę.

Leah.

Relaks w towarzystwie Helene oddalił się w nicość.

– Jesteś pewien?

Śmiech w słuchawce zabrzmiał szyderczo.

– Rozpoznałem ją w dwie minuty. To na pewno ona. Jest pijana i tańczy.

Pijana i tańczy…

Zamiast twarzy Leah przed oczami stanęła mu twarz jego siostry, Calisty, śmiertelnie bladej i nieruchomej. Próbował jakoś sobie poradzić z jej przedwczesną śmiercią, ale gniew i bezsilność wciąż jeszcze były bardzo świeże i silne.

Powoli schował telefon, przeprosił Helene i wyszedł z restauracji.

„Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń, panie Sporades”, powiedziała swoim nosowym głosem o Leah pani Kovlakis w cotygodniowej rozmowie. „Nie do wiary, ale bardzo się zmieniła”.

Czyżby mówiła mu tylko to, co rzeczywiście chciał usłyszeć?

Po kilku minutach jego helikopter lądował na luksusowym jachcie Dmitriego.

– Gdzie jest?

Przyjaciel wskazał parkiet taneczny na niższym pokładzie.

– Mógłbym ją kazać zgarnąć ochroniarzom, ale to by tylko pogorszyło sytuację.

Stavros kiwnął głową, ale nie patrzył mu w oczy.

Był o krok od utraty samokontroli. Na szczęście to był tylko alkohol, nie narkotyki. Jednak na wszelki wypadek wolał nie patrzeć na swoją żonę, poślubioną za karę i jako pokutę.

Nawet w pijanym oszołomieniu wywołanym przez trzy kolejne drinki Leah wyczuła, że Stavros wchodzi na parkiet. Jej ciało przeszedł lodowaty dreszcz, choć bryza od morza była ciepła. Potrząsnęła głową, żeby odgonić mgłę, i podniosła wzrok.

Słynny, wykonany na specjalne zamówienie, lśniący, szklany bar, duma jachtu Dmitriego, pokazał setkę odbić Stavrosa. Wąską twarz o rzeźbionych rysach, klasycznym profilu nosa, kształtnych wargach i płowych oczach ocienionych długimi rzęsami. W chwili, kiedy spotkali się wzrokiem, jego oczy przepełniała czysta nienawiść.

Leah zrobiło się słabo.

Drżąc, niekontrolowanie objęła za kark dwudziestoparolatka, z którym tańczyła przez ostatni kwadrans. Choć może raczej to on ją podtrzymywał.

Na szczęście widziała go jak przez mgłę. Najchętniej wymazałaby tę noc z pamięci. Poruszała stopami w rytm muzyki, podczas gdy partner przesunął dłonie z jej bioder na plecy i w końcu ją objął.

Nie mogła jednak zignorować zbierających się wokół niej czarnych chmur, więc wzięła głęboki oddech. Stavros szedł ku niej przez tłum spoconych, rozkołysanych muzyką ciał, które rozstępowały się przed nim bez protestu. Wydawało się, że w obliczu zbliżającej się burzy powietrze stanęło.

Leah oderwała się od partnera i pocałowała go w chłopięco delikatny policzek.

– Przepraszam – szepnęła.

Nie jego wina, że nie wiedział, kim ona jest; gdyby wiedział, nie odważyłby się jej dotknąć. Trzymałby się z daleka i traktowałby ją jak powietrze, tak jak postąpiła większość obecnych, kiedy pojawił się Dmitri. Była przecież Leah Huntington Sporades, żoną Stavrosa Sporadesa, i żaden inny mężczyzna nie miał prawa zbliżyć się do niej. Jej przyjaciel, Alex, który jako jedyny nie odwrócił się od niej i już po śmierci Calisty próbował się z nią kontaktować, skończył w więzieniu, oskarżony na podstawie dowodów sfabrykowanych przez Stavrosa i Dmitriego.

Na to wspomnienie zatrzęsła nią tłumiona furia. Ależ go nienawidziła…

Żelazna dłoń chwyciła ją w talii i oderwała od partnera. Może to jeszcze nastolatek, pomyślała, sama w wieku dwudziestu jeden lat czując się dziwnie stara i zmęczona.

Inaczej niż chłopak, z którym tańczyła, mężczyzna był mocno umięśniony, bezwzględnie twardy w zetknięciu z jej drobnym ciałem. Jak ostatni tchórz, nie odważyła się spojrzeć mu w oczy.

Wypity alkohol wciąż buzował jej w głowie, kiedy ją podniósł i bezwolną przerzucił sobie przez ramię. Przez łzy patrzyła na świat, nagle odwrócony do góry nogami. Rozlegające się wokoło szepty były jak cisza przed burzą.

Dostała, czego chciała.

Zrobiła z siebie widowisko i zwróciła uwagę Stavrosa.

Nic jednak nie mogło jej odczulić na miażdżącą pogardę, którą zobaczyła w jego oczach. Zacisnęła mocno powieki i zapadła w alkoholowy niebyt.

Szarpnęła się gwałtownie, kiedy strugi lodowatej wody uderzyły w nią ze wszystkich stron. Krzyknęła i spróbowała się uwolnić, ale spod lodowatego prysznica nie było ucieczki.

Drżącymi dłońmi odgarnęła z twarzy mokre włosy. Rzekomo wodoodporny tusz do rzęs poznaczył jej policzki i palce ciemnymi smugami. Nie musiała się odwracać. Niemal namacalnie czuła obecność swojego prześladowcy, obserwującego ją ze złośliwą satysfakcją. Jego zachowanie nie było dla niej żadnym zaskoczeniem.

Wyciągnęła rękę i zakręciła kran. Nagle zapragnęła skulić się na dnie brodzika i zamknąć oczy. Ale nawet to nie miało jej być dane.

– Wyjdź stamtąd. – Rozkaz powrotu do czyśćca uderzył ją jak policzek.

Nawet po tych wszystkich latach nie miała odwagi, by spojrzeć mu w oczy.

Ale nie mogła sobie pozwolić na rozczulanie się nad sobą. Nie po tym wszystkim, co dziś zrobiła, byle tylko go zobaczyć.

Przytrzymała się kranu i z trudem stanęła na nogach. Przestronna łazienka zdawała się wirować wokół niej.

Nad głową miała kryształowy żyrandol, pod stopami podłogę z ciemnego dębu, za oknem lśniło niebieskie morze. Powoli przestało jej się kręcić w głowie.

Drżąc z wysiłku, wyszła z brodzika, zostawiając mokre ślady.

– Okryj się. – Rzucił jej ręcznik.

Zanurzyła twarz w bawełnianej miękkości, wykorzystując te kilka sekund prywatności. Jednak pogarda w jego głosie była zbyt bolesna.

Zdecydowanym ruchem odrzuciła ręcznik, który wylądował mu na ramieniu.

– Dziękuję, mam sukienkę. To twoja wina, że odsłania więcej, niż zasłania – odparła bezczelnie.

W odpowiedzi smagnął ją złym spojrzeniem.

– Nigdy nie mogłaś zrozumieć, co jest dla ciebie dobre.

Zebrała na karku mokre włosy i wycisnęła z nich wodę, zmuszając się do obojętności, od której była jak najdalsza.

– To kwestia alergii na ciebie. Wolałabym umrzeć na zapalenie płuc niż zawdzięczać ci cokolwiek.

Czuła, jak bardzo jest zły, i nagle zalała ją fala strachu i wszystkich tych niedobrych uczuć, z którymi walczyła przez ostatnie dziesięć lat. Widok tych pełnych złości płowych oczu coś jej uświadomił.

Calista.

Calista miała takie same oczy, ale dobre, skłonne do uśmiechu, wabiące mężczyzn niczym pajęcza sieć. Myślenie o niej i o tamtej nocy sprawiało, że żołądek ściskał jej się w bolesny węzeł.

I nic nie mogło pomóc. Ale poprzez szok wywołany spotkaniem przebiło się pewne podejrzenie. Zadygotała i nie miało to nic wspólnego z jej mokrą sukienką.

– Stavros, ja…

Jedną ręką przytrzymał ją za kark, palcami drugiej objął policzek.

Nikt nigdy nie dotykał jej tak długo… Może dlatego miała wrażenie, że jego dłoń pali jej skórę. I dlatego pragnęła, by ten dotyk trwał i trwał.

Przynajmniej dopóki nie uświadomiła sobie, co on właściwie robi.

Sprawdzał, czy nie ma rozszerzonych źrenic, czy nie brała narkotyków.

Spojrzała mu w oczy i szybko spuściła wzrok.

– Niczego nie brałam – szepnęła błagalnym tonem.

– Pamiętam ostatni raz, kiedy to od ciebie usłyszałem – odparł sucho.

Te słowa i jego ton zmroziły ją do szpiku kości. Tak bardzo pragnęła jego bliskości, ale najwyraźniej nie mogła na nią liczyć.

– Mówię prawdę, wierz mi.

„Nigdy nie dotknęłam narkotyków”, chciała wykrzyczeć, tak jak tej nocy, kiedy umarła Calista, ale chyba nawet nie usłyszał jej płaczliwego wyznania.

Teraz uśmiechnął się chłodno.

– Trudno mi w to uwierzyć, skoro okłamałaś panią Kovlakis, wymknęłaś się z domu, pojawiłaś na jachcie Dmitriego, znanego z dzikich przyjęć, i piłaś bez umiaru.

Jak zwykle, był uprzedzająco grzeczny. Tak jak i wcześniej, kiedy zawładnął jej życiem.

„Możesz albo za mnie wyjść, albo iść do więzienia, Leah. Wybór należy do ciebie”.

– Przynajmniej udało mi się zwrócić twoją uwagę, prawda? – spytała, uświadamiając sobie zbyt późno, że mu się podkłada.

Choć właściwie nie miała zamiaru trzymać tego w sekrecie.

Tytuł oryginału: Claimed for His Duty

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2015 by Tara Pammi

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2982-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.