Niechciana - Barbara Kosmowska - ebook + książka

Niechciana ebook

Barbara Kosmowska

4,6

Opis

Kasia to zwyczajna dziewczyna. Ma, jak każda nastolatka, swoje marzenia i plany. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się z problemem tak bardzo własnym, że trudno jej liczyć na pomoc najbliższych czy przyjaciół. Zanim rozpocznie przyspieszone dojrzewanie, a jej tajemnica stanie się własnością wszystkich wokół, pozna gorycz samotności i smak przerażenia. Czy wystarczy powiedzieć: „Sama jesteś sobie winna”? Opowieść o niechcianej ciąży. O tym, jak niełatwo być wrażliwą nastolatką w „przyjaznym” świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 209

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Okładka

Strona tytułowa

Barbara Kosmowska

Niechciana

Strona redakcyjna

Barbara Kosmowska

Niechciana

© by Barbara Kosmowska

© by Wydawnictwo Literatura

Okładka:

Elżbieta Chojna

Skład i korekta:

Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

Wydanie III

ISBN 978-83-7672-582-6

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2018

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

[email protected]

tel. (42) 630-23-81

www.wydawnictwoliteratura.pl

I Zamiast błyszczyka do ust kupiłam test ciążowy...

Forum Mama gimbus

Czy wy też tak macie?

Różowa 20.01.2012 18.07 + odpowiedź

Hejka, powiedzcie, czy wy też tak macie, że widzicie same kobiety w ciąży? Od czasu, kiedy wiem, że będę miała swoją kruszynkę, to wszędzie brzuchami sypnęło! No, kurczę, całe miasto zaciążone! Nawet nasza goegrafka. Nieźle wyglądamy na lekcji. Obie z balonami. Ona to chociaż mnie rozumie i mam większy luzik na gegrze :-))

Re: Czy wy też tak macie?

Marti772 20.01.2012 19.15 + odpowiedź

Ja mieszkam na wsi, ale tu tak samo! W co drugiej chałupie zaraz będą chrzciny. Tylko takich młodych mam jak ja, to za dużo nie ma. Szkoda, bo te stare o mnie różne rzeczy opowiadają, a nic innego niż one nie zrobiłam :) No i kto powiedział, że trzeba być starą matką?

Re: Czy wy też tak macie?

melanż 21.01.2012 10.08 + odpowiedź

Głupie dziurawce! Na tabletkę zabrakło, czy co???

1.

Zanim Kaśka zaszła w ciążę, albo jak lubią mówić jej koleżanki z klasy − „ktoś ją zbrzuchacił”, była zwyczajną Kaśką.

To znaczy taką, co się specjalnie nie rzuca w oczy, choć ładna. Gdyby dłużej na niej zatrzymać wzrok, zwłaszcza w słoneczny dzień, jak idzie lekkim krokiem z wysoko uniesioną głową, wygląda ślicznie. Sama nie posądza się o jakąś szczególną urodę. A poza tym w domu raczej małomówna, w szkole spokojna. Aktywna na lekcjach tańca. Ale też bez przesady. Trener zawsze powtarza, że stać ją na więcej.

Córka jakich wiele. „Tak, mamo, oczywiście, tato!” − zawsze pełna kulturka. Kaśka już dawno zauważyła, że taka grzeczna nieszczerość przynosi najlepsze efekty. Domowa czapka niewidka. Zero czepialstwa. Własne zdanie można mieć poza domem. Ale po co? Tam też nikt cię nie słucha...

Siostra... − ani dobra, ani zła. W dniach miłości do istot słabszych Bartek mógł liczyć nawet na pomoc przy zadaniu domowym. W chwilach kiepskiej formy lepiej, aby go w pobliżu nie było. Bo okropnie namolny. I taki trochę irytujący synuś mamusi. Jak coś mu nie pasuje, to na sygnale prosto w ramiona rodzicielki. I milion pretensji do Kaśki...

Sama Kaśka najbardziej ze swoich ról lubi być wnuczką. Może dlatego, że w mieszkaniu babci i dziadka nie ma szarpaniny, wiecznych stresów i szalejących komórek.

Rodzice też z tych spokojnych. Na ogół się dogadują, choć żeby tak naprawdę o czymś rozmawiali, to wcale nie. Zbyt zmęczeni. W sprawach zakazów trzymają jeden front, a w pozostałych są jakby na cichej wojnie o przetrwanie. Wieczna batalia o podwyżki, premie, wczasy pod gruszą... Najczęściej mama w ataku, ojciec na pozycjach obronnych. Takie tam, dorosłe ambicje. I przez to w domu też bywa jak na froncie, tylko nigdy nie wiadomo, czy rodzice są aktualnie w tej samej armi, czy po wrogich stronach.

Kaśka zdecydowanie woli okopy u dziadków. Ich święty spokój na twarzach. Tykanie starego zegara i konfitury. Czasami już lekko nadpsute, ale przynajmniej nie ze sklepu.

Po lekcjach tańca musi choćby na parę minut wpaść do ich mieszkania w bloku obok, na parterze. Zawsze się cieszą. Dziadek nazywa ją swoją tanecznicą, a babcia biegnie do lodówki, gdzie trzyma specjalnie dla niej jakiś deser.

Już od kilku lat Kaśka ma ochotę wyznać im prawdę. Że dawno nie jest tą małą tanecznicą dziadka, naiwnym Kasiulkiem, który boi się osy wirującej nad budyniem.

Ale siada nad deserem i stara się wyrazić miną, jaki jest dobry. Jakby chciała im powiedzieć: „Nie martwcie się. Nic się nie zmieniło. Wprawdzie od paru tygodni nie mam miesiączki. Zamiast błyszczyka do ust kupiłam test ciążowy. Jestem przerażona, bo nie wiem, co się ze mną dzieje. Nikogo o to nie mogę zapytać. Ale poza tymi drobiazgami, wszystko jest po dawnemu... Może tylko jeszcze bardziej was kocham...”.

Dopiero jak zostawia ich za obitymi dermą drzwiami i przemierza na skos trawnik, kierując się w stronę domu, ma wrażenie, że nad jej głową pojawiają się roje os. Nieważne, że wokół leży zwalisty śnieg, szaleje mroźny wiatr, rozrzucający po mrocznym niebie samotne wrony. Osy są nad Kaśką, w jej głowie. Żądlą niepokojem. Wpijają się w każdą myśl okropnym strachem. I żadna ręka ich nie odgoni. Nikt nie przyjdzie z pomocą, bo nie może...

2.

– Słuchajcie, ja naprawdę nie wiem, co się z Kaśką dzieje. Taka kozacka zawsze była, a teraz, przepraszam, ale nie trybię. Nie ta lala! Może głupio tak o własnej przyjaciółce, ale czy my się jeszcze przyjaźnimy? Bo rozumiem, że trochę jej odpaliło przez tę przygodę wielce miłosną... Nie powiem, ciacho sobie niezłe wykroiła, ale bez przesady! Dwa tańce z cacanym i taka ściema??? Ja jej to w oczy powiedziałam, a ona wtedy do mnie: „Iza, ty niczego nie rozumiesz”.

Pewnie, że nie rozumiem! Przedtem wszystko sobie mówiłyśmy. No wiecie, nawet „te”, yyy, sekretne ściemy były omawiane jak film. A teraz muszę ją na siłę wypytywać, czy ona i ten Tomek to na serio, czy tylko jednoaktówka. Dwa monologi o miłości i wypad ze sceny... Wspólny sylwester, a potem siemanko. Adje maj law. No, tego właśnie nie wiem.

Ja mam tak: szczerość przede wszystkim. Jest uczciwie, szczerze, gra muzyczka. A nie, że muszę się sama domyślać albo kombinować.

Normalnie to Kaśka powinna być tu z nami. Lubi chodzić na ciuchy. Na przykład ten sweter... Zobaczcie. Jak na nią szyty. Fajny. Ja się w niego nie wbiję. Paula, może ty go sobie kup. Też jesteś taka szczupła jak Kaśka, a żartów nie ma, bo to H&M. Ostatnio telewizyjne w takich paradują. Bierz, Paula, mówię ci, odjazdowy! Ja mam oko. Myślicie, że kto tak fajnie Kaśkę ubiera? Że niby ona sama? Od podstawówki o nią dbam. I taka wdzięczność...

A ten jej cały Tomek to mi się mocno nie podoba. Sztywniak na rzut okiem. Zwyczajny Edmund. Sztywniak i ważniara, jaka piękna para...

3.

Kasia mocuje słuchawki i włącza płytę z muzyką latynoamerykańską.

− Słuchaj jak najwięcej. Twoje ciało musi ten rytm znać na pamięć − poprosił ją trener. − Macie z Piotrem duże szanse w letnim turnieju. Nie przegap tego...

Patrzył na nią badawczo. Jakby wiedział. Jakby zauważył, że jej ciało wcale nie chce uczyć się niczego na pamięć. Raczej próbuje o czymś zapomnieć. Idzie na jakieś wagary. Nie chce owijać się wokół Piotra z dawną energią. Zrobiło się nieuważne i zajęte sobą. Ciało sobie, Kaśka sobie. Ostatnie zajęcia wspomina jak koszmar. Nawet Piotr zapytał, czy jej nogi zechcą chodzić po parkiecie, nie w chmurach.

Rytm salsy sprawia, że na chwilę o wszystkim zapomina. Dobrze tak leżeć na łóżku z przymkniętymi oczami. Nawet Młody szanuje jej chwilę samotności. Chociaż nie. Już zaczyna toczyć głośne spory ze swoją grą internetową. Dołącza do samby głośnym pokrzykiwaniem. Mieszkanie z młodszym bratem w jednej klitce powinno być surowo zabronione. W innej sytuacji śmiałaby się z tych jego bojowych rozkazów. Bo przeżywa jakąś kosmiczną katastrofę, podłączony na stałe do swojego PlayStation.

Trzeba mocniej zacisnąć powieki i wrócić na parkiet. Poprawić ramę, pracę stóp. Zapomnieć o niepokoju, który ulokował się w dolnej części brzucha. Tętni jakimś ledwo wyczuwalnym przerażeniem. Ale to na pewno tętnią Kaśki niepewności. Nic więcej. Czytała, że tak bywa. Że na tle nerwowym zdarzają się opóźnienia. Kaśki tło nerwowe rośnie z tygodnia na tydzień. Każdego ranka powiększa się o kolejne godziny wyczekiwania. Już nawet trudno powiedzieć, co jest dla niej bardziej przykre. Intensywne myślenie o tak osobistych sprawach czy właśnie czekanie. Bo to nie jest już czekanie na ukochaną osobę, na miłego esemesa, wspólny wypad do kina. Tylko sama okropna biologia.

Gdyby jeszcze można było oddzielić tę biologię od Tomka. Od ich wspólnej noworocznej wyprawy. Kiedy w czasie dnia nawet słowa marzły na śniegu i musieli długo w noc rozgrzewać je w sobie, aż zaczynały układać się w taką ładną miłość. W śnieżnej czapce i z rumieńcem na twarzy. Kaśka nigdy nie przesadza, ale te obozowe sceny były jak z dobrego wideoklipu świątecznej piosenki. Przez ten nastrój i urodę tamtej chwili całkiem się zapomniała. Nie ona pierwsza, nie ostatnia. Chociaż i może jedna z ostatnich, bo już nawet dziewczyny się z niej śmieją. „Pancerna cnotka” − szepczą między sobą.

Więc właściwie wszystko odbyło się tak, jak wcześniej tego pragnęła. Wprawdzie miało być jezioro i słońce. A były góry i ziąb. Miał być ktoś dobrze znany. A był Tomek, z którym wcześniej zatańczyła kilka razy na szkolnej dyskotece. No i zabrakło tego odlotu, o którym zawsze mówiły dziewczyny. Odlot kury. Tak by to określiła. Trochę bólu i krępującej krwi. Żadnego uniesienia. Na szczęście panował wystarczający mrok, aby ukryć zmieszanie i wstyd. Nikt jej nie uprzedził, że wstydu bywa więcej niż przyjemności. Ale poza tymi drobnymi rozczarowaniami, miała to w końcu za sobą. No i po wspólnej nocy Tomek też inaczej na nią spojrzał. Właściwie patrzył cały czas. Z czułością. Nie spuszczał jej z oczu na szlaku. W pociągu też zamienił się miejscem z Aurelią, żeby usiąść obok.

− Trzeba dbać o swoją kobietę − tak powiedział i objął ją ramieniem, jak przynależną mu część nagrody. Piotrek aż zaniemówił. Ale Piotrek to dzieciak. Trochę brat, trochę przyjaciel. I choć lubi Kaśkę od wielu lat, nigdy by się na to nie zdobył, żeby tak zwyczajnie przy wszystkich ją objąć, jak kogoś własnego.

Mama szczęśliwa. Robi wielką zadymę. Odłącza Kaśkę i Młodego od sprzętów, bo dziś kolacja na ciepło. Medaliony z indyka.

Kaśce szkoda tego indyka. To tak, jakby musiał zginąć z powodu mamy udanego projektu, za który dostała premię. Indyk nie żyje, wszyscy się cieszą. Prawie jak w Ameryce. Przy kolacji będzie mówiła do ojca pieszczotliwym głosem: „Karolciu to, Karolciu tamto”... Jakby w ciągu jednego wieczoru stał się niemowlakiem albo kobietą. Potem złoży oświadczenie, że został zrobiony kolejny kroczek w stronę większego mieszkania. Ojciec rzuci jakiś komplement, ale nie do końca przemyślany, bo przy kolacji lubi podglądać Eurosport. Żachnie się przy nieudanej sytuacji podbramkowej. Ale dziś nawet on nie zepsuje mamie świątecznego nastroju... Kasia − tym bardziej...

4.

− Piotr, kolacja.

Jasne! Koniecznie w momencie finałowej sceny Dirty dancing. Gdy Piotrek zmienia się na krótką chwilę w Patricka Swayze. To on trzyma w ramionach gibką Jennifer Grey. Nawet wydaje mu się nieco podobna do Kaśki. Zwłaszcza z profilu. Dla mamy to oczywiście żaden problem zatrzymać akcję filmu i marzenia syna. Para przestaje wirować na parkiecie, bo stygną odgrzane w piekarniku sajgonki.

Ojca jak zwykle nie ma, więc Piotr musi wypełnić wielką przestrzeń jadalni. Zawsze go zastanawiało, po co rodzicom ten ogromny i nieprzytulny dom. Z jakichś powodów wstydził się jawnego bogactwa, podziwianego w zasadzie tylko przez matkę. Nigdy nikt tu nie bywał.

− Opowiadaj.

Mama siada zwykle naprzeciwko. Też pomniejszona, jakby przygnieciona solidnością każdego sprzętu.

− W szkole spoko.

Spogląda na nią i czuje się głupio. Liczyła na rozmowę, przynajmniej na jakąś konkretną opowiastkę. A on zawsze na skróty, jakby miał przed nią wielkie tajemnice. Tyle że ich naprawdę nie ma. Stara się. Poza epizodem z wpadką na chemii, wszystko jest pod kontrolą. W innym wypadku koniec ze szkołą tańca.

− A treningi? Wkrótce jakiś turniej? − Mama pobiła własny rekord. Zjadła pół sajgonki z nadzieniem.

− Ćwiczymy. Jesteśmy nieźli, tylko konkurencja zbyt dobra − śmieje się krótko.

− Zaprosisz nas na finał? − Mama robi przymilną minę.

− Myślisz, że tata chciałby to zobaczyć? − odpowiada pytaniem.

− Oczywiście! − Prawie się oburzyła. Ale po chwili łagodnieje. − Oboje wiemy, jaki jest zajęty. I że cię wspiera.

− Wspiera? − Piotr z trudem powstrzymuje gniew. − Mnie by wystarczyło, gdyby zaakceptował to, co lubię robić.

− Daj mu więcej czasu.

Temat wyczerpał się szybciej niż sajgonki na półmisku. Piotr znowu musiał się zdziwić, że szesnaście lat to wciąż za mało czasu, aby się przyzwyczaić do własnego syna.

Biedna mama − myśli, widząc, jak bezradnie ucieka od dalszej rozmowy z tacą zastawioną naczyniami. Nawet czysty talerz taty trafi do zmywarki. Że też stawia go wciąż na stole z uporem, jakby to była Wigilia i jakby oboje czekali na zdrożonego wędrowca.

5.

− Nasza Kasia ostatnio wydoroślała, nie uważasz? Poważna taka się zrobiła. Jakby zgubiła ten swój uśmieszek. Ale nie mówię, że to źle. Tylko jak na nią patrzę, to od razu myślę, że my już tacy starzy, Ignasiu...

Helena Miszewska zagląda mężowi przez ramię. No tak. Znowu bryluje na ulubionej stronie Senior.pl. Wciągnięty w wir dyskusji nad emeryturami, zapomniał, że ona tu sama. Porozmawiałaby chętnie z własnym mężem. Co tam obce emerytury, jak o Alinkę się martwi, tyle córka nadgodzin bierze, a dzieciaki jak te sieroty, bez matki. Zwłaszcza mały. Bo Kasia już samodzielna, wiadomo. Ale też nie powinna zajmować się tyle bratem. Ma przecież własne sprawy i sama dziecko jeszcze. No i Karol jakby wcale się nie kwapi, żeby Alinkę odciążyć. Też ciężko pracuje i grzechem byłoby mówić, że tylko córka. Ale po co tak im gonić? Kiedyś sami Alinkę i Hanię wychowali. W dwóch ciasnych pokojach. I porządne kobiety z nich wyrosły. Łatwo nie było, ale dziś, proszę bardzo! Jedna ekonomistka, druga lekarka...

− Pytałaś o coś? − Ignacy Miszewski błysnął w stronę żony szkłem okularów.

− Mówiłam tylko, że nasza Kasia wydoroślała.

− A, tak − pada obojętna odpowiedź. − Rzeczywiście...

Helena Miszewska przez krótką chwilę miała nadzieję, że jednak przed serialem zdąży podzielić się kilkoma obawami, od rana odkładanymi na potem. Ale nic z tego. Teraz jej mąż dzieli się własnymi obawami z jakimś anonimowym seniorem lub seniorką, a Helena Miszewska wie, jakie to dla niego ważne pogadać z ludźmi...

6.

Kasia ostatnio nie lubi patrzeć w lustro. Jakby się obawiała, że odnajdzie w nim zupełnie obcą dziewczynę. Za to mogłaby leżeć w wannie całymi godzinami, co jest oczywiście niemożliwe. Gdy tylko przekręca klucz w drzwiach łazienki, Młody zaczyna wrzeszczeć, że musi siku. Nie wytrzyma ani minuty. Niech otwiera, bo powie mamie, że specjalnie go tam nie wpuszcza.

Więc wpuszcza. Czeka na korytarzu w wilgotniejącym szlafroku, aby ponownie zanurzyć się w pachnącej kąpieli.

Wystarczy przymknąć oczy i można sobie wyobrazić, że beżowe kafelki to piaszczysta plaża wokół waniennego szafiru. W tym oceanie terakoty Kasia lubi być sama ze swoimi myślami. Z ciepłej kąpieli czerpie otuchę. Jakiś błogi spokój, że świat jest bezpieczny, a jej kłopoty przejściowe.

W internecie wiele dziewczyn szczerze pisze o tym samym, co Kasia teraz przeżywa. Strach, udręka. Dotykanie brzucha i zaklinanie: „Tylko nie to. Tylko nie to”. A niektóre laski całkiem śmieszne! Pytają na forum, czy można zajść w ciążę przez samo myślenie o seksie albo o pocałunkach. Bo z jakichś powodów nie miały miesiączki.

Gdyby Kasia weszła na to forum jeszcze przed wszystkim, pewnie też napisałaby tym dziewczynom jakiś zabawny komentarz, że od myślenia, to się matką nie zostaje albo coś w tym stylu. A teraz nic takiego nie napisała. Pomyślała nawet, że jest z tej samej głupiej bajki, co te idiotki. Jak mogła uwierzyć, że pierwszy raz zawsze musi być bezpieczny?...

− Kaśka, wypad!

To Młody. Ostatnio trudno z nim wytrzymać. Nic dziwnego. Rodziców prawie nie ma w domu, a on ich potrzebuje. Znowu naraził się chłopakom ze szkolnej sekcji judo, bo przegrał jakiś mecz i była drużynowa klęska. Młody jest niezły w tym judo, tylko tata zapomniał o meczu, więc się bachor zdenerwował.

− Słyszysz? Spadaj, bo się posikam!

Kasia, choć bardzo tego nie chce, patrzy dzielnie w lustro. Ale widzi w nim wyłącznie siebie. Żadnych zmian! Jest dziwnie szczęśliwa, gdy odnajduje to, co chciała. Nawet nie droczy się z Młodym i pospiesznie opuszcza łazienkę.

− Już-już, przebrzydły sikaczu − śmieje się do brata. − Żadna kobieta cię nie zechce, jeśli nie wyrośniesz z tego sikania − próbuje żartować. Ale zamiast odpowiedzi słyszy tylko trzask pospiesznie zamykanych drzwi.

7.

− Jak to nie pójdziesz na dyskotekę? Karnawał jest! − Iza z niedowierzaniem przyjmuje wyjaśnienia przyjaciółki.

Że Kaśka nie może, bo Młody byłby sam. Rodzice mają jakieś urodziny u znajomych. Późno wrócą. Nie zostawi go w pustym domu, wiadomo.

− Pierdu, pierdu! No, przestań! Babcię masz. I dziadka! Da się Młodego na przechowanie i po bólu!

Kaśka patrzy na Izę z wyrzutem. Chyba zwariowała − myśli z niechęcią. I wyjaśnia, że dziadkowie o niczym nie wiedzą. Obiecała rodzicom wcześniej, że zajmie się Młodym. Im też się należy jakaś przyjemność. Zresztą, nie ma zwyczajnie ochoty na żadne łubu-dubu. Taniec to jej ostatnio bokami wychodzi, bo turniej za pasem...

− A Piotrkowi jakoś nie wychodzi − mówi Iza, przyglądając się Kaśce badawczo. − Ostatnio też był. I z tą rudą z drugiej klasy tak wywijali, że pół szkoły patrzyło. Bo wiadomo, jak już Piotrek prowadzi, to tylko patrzeć... No, ale teraz to pewnie, Kaśka, masz totalny luz, czy Piotrek tańczy z innymi, czy nie. Zresztą Tomek też przyszedł. Z kumplami z ogólniaka. Nie powiem, słodcy jak śmietanka...

Iza zabawnie oblizuje wargi. Znowu naoglądała się polskich komedii! − myśli Kaśka. Starannie omija tę napiętą ciszę. Nie ma zamiaru dać się złapać na haczyk ciekawości.

− Słuchaj, Iza, z matmy zadań nie zrobiłam. Masz może? − Grzebie w torbie. Wreszcie dokopuje się do pogniecionego zeszytu, gotowa odpisać.

− Mam. − Iza lekko blednie. − Naprawdę nie chcesz wiedzieć, co się działo? − upewnia się jeszcze.

− Nie.

− To znaczy, że ty i ten Tomek... że wy już nie jesteście razem?

− To nic nie znaczy.

Kaśka otwiera zeszyt przyjaciółki i bez skrupułów spisuje. Trochę niechlujnie i bezmyślnie, ale za to szybko.

Gdy oddaje Izie zeszyt, patrzy na nią z lekkim uśmiechem.

− Ale z jaką rudą z drugiej klasy? − pyta, mrużąc oczy. – Z tą, co miała te odlotowe kozaki na obcasie?

− Mhm.

− Fajna! − dodaje z półuśmiechem, zadowolona, że może spokojnie powiedzieć przechodzącej Wredzi, matematyczce, „dzień dobry”. Mało brakowało, a byłaby wtopa − myśli, odprowadzając wzrokiem jej żołnierską, sztywną sylwetkę.

8.

Styczeń jakby czuje, że zbliża się jego koniec. Atakuje ze zdwojoną wściekłością, na oślep plując śniegiem, paraliżując minusową temperaturą.

Najbardziej dostaje się bezdomnym kotom i Kaśce okropnie ich żal. Te futerka na chudych grzbietach tak nastroszone jak szpilki jeża... Kaśka najchętniej zabrałaby wszystkie koty do ciepłego mieszkania, aby odtajały, wypełniły czymś pożywnym zabiedzone boki.

Patrzy na babcię, zastanawiając się, czy jej nie zaproponować jednego z tych zziębniętych nieszczęść. Miałaby przynajmniej kogo rozpieszczać...

Babcia chyba nie lubi miasta. Czuje się tu samotna − myśli, patrząc jak Młody instruuje dziadka przy komputerze. Dwaj mali chłopcy, rozbawieni i nieobecni. Połączeni na śmierć i życie komputerową myszką. Nawet o babci placku zapomnieli.

Kaśce nagle przychodzi do głowy, że biedne te dzisiejsze koty. Nawet gdy trafiają z zimnego dworu do mieszkanka w bloku, mogą w najlepszym razie złapać komputerową mysz. I awantura zamiast pochwały! Nie to, co wypasione i pewne siebie kocury w dawnym domu dziadków...

Kaśka pamięta oba. Były łowne i władcze. Trochę się tych kocurów bała. Ale gdy wieczorami bezszelestnie pojawiały się w jej łóżku i przyklejały do niej, mrucząc jakąś kocią opowieść, ufnie zasypiała. Potem w domu rodziców zawsze jej tej muzyki brakowało.

Dziadkowie nie chcieli sprzedawać tego domu i ogródka, ale trzeba było.

− Kto wam będzie w piecach palił? − pytała mama i opowiadała o tym, jak to wygodnie i dobrze mieszka się wśród ludzi. Do sklepu blisko. Apteka obok. Swoi dwa kroki dalej...

I chociaż rodzice nigdy nie wspomnieli słowem o pieniądzach ze sprzedaży gospodarstwa, nawet Kasia wiedziała, że chodziło im również o nie. Bardziej jeszcze niż o tę osiedlową aptekę. I tak zawsze zamkniętą.

Tego domu obecnego w jej zatartym wspomnieniu nie potrafiłaby już dziś namalować. Może małe okienka ze śnieżnobiałą firanką? Wielki, ciepły piec? Kredens, zawsze zamykany na niklowany klucz, bo w innym wypadku znikały smakołyki, a dziadek mógł jeść słodycze tylko w małych ilościach. Wiadomo, cholesterol, serce, te sprawy...

Kaśce i tak najbardziej szkoda modrzewia, który dziadek posadził, gdy się urodziła. Dziś jest pewnie potężnym drzewem, ale nie można tego sprawdzić, bo istnieje rodzinny zakaz mówienia o dawnym domu i odwiedzania go.

− Czasami trzeba umieć zapominać o tym, co było − mawia babcia. Zdaniem Kaśki to mądra rada. Szkoda tylko, że nie zawsze można z niej skorzystać. Sama chętnie wymazałaby z pamięci obóz sportowy, wieczór przy kominku, noc z Tomkiem. Dobrze byłoby o tym wszystkim nie myśleć, jeść babci placek i pozwalać jej mówić o zdrowej żywności. Obiecać co do szpinaku, że choć go nie lubi, przynajmniej raz w tygodniu przełknie z największym trudem zieloną papkę. I czosnek też.

Zimowy obóz... Zostały po nim w głowie tylko ładne obrazki, jak z widokówki. I okropna obawa. Wolałaby od obozu znaleźć się nawet w jakimś mrocznym kosmosie ulubionej gry Młodego, gdzie traci się życie. Bo jednak wystarczy wyłączyć komputer, aby je odzyskać. A tego kłębka czarnych myśli nie da się wyłączyć, czy choćby rozplątać. Niepewność i czekanie. Pozytywny wynik testu ciążowego. Okropne chwile w łazience. Znikąd pomocy.

Kaśka jest już zmęczona. Ma dość dotykania brzucha, w którym rozrasta się strach. I ten strach potrafiłaby narysować. Byłby kolczastą zieloną kulą, wrośniętą w okolice pępka. Kula rani od wewnątrz jej skórę, ale nie to jest najgorsze. Gorzej, że nie pozwala o sobie zapomnieć, choć jest intruzem. Wygląda dokładnie tak samo, jak ulubiony kaktus babci. Ten jej faworyt, który przyjechał tu z dawnego domu. Stoi na kuchennym oknie i wchłania całe słoneczne światło styczniowego popołudnia. Babcia jest dumna ze swojej zielonej kuli. Pieczołowicie ją podlewa, a nawet, kiedy sądzi, że nikt nie słyszy, przemawia do rośliny ciepłym głosem.

Kasia też w największej tajemnicy rozmawia ze swoją kulą.

− Zniknij, zgnij. Nie chcę cię! − szepce. I kątem oka sprawdza, czy kaktus w jej brzuchu nie przebił się złośliwie przez bawełniany dres.

Babcia o tym nie wie, dlatego pyta o szkołę. Czy na pewno wszystko w porządku.

− Na pewno, babciu − odpowiada i znajduje całkiem szczery uśmiech.

9.

Alina Kryszak patrzy na męża nawet trochę zalotnie.

Stuka czerwonym paznokciem w kalkulator i po chwili ma same dobre wieści.

− Za pół roku możemy zmienić mieszkanie − mówi głosem wróżki. − Sama w to nie wierzę, ale przy takich oszczędnościach... No i żebym utrzymała tę pracę w drugiej firmie − dodaje z rozmarzeniem w głosie. − Nie słuchasz mnie, a tu chodzi o nasze życie − zauważa trochę rozżalona.

− Słucham − mruczy Karol Kryszak, zdumiony, że tabela drugiej ligi piłkarskiej tak się zmieniła.

− To odłóż gazetę.

Nie wiadomo, czy to prośba, czy rozkaz żony, ale działa i gazeta z szelestem opada na kanapę.

− Wiesz... Tak sobie myślę, że to nasz bardzo dobry czas... Dzieciaki zdrowe i zdolne, rodzice czują się całkiem, całkiem. A konto, choć czasy ciężkie, wciąż nam rośnie. Trochę mi Kaśki szkoda, bo wiecznie poza domem jestem, no i ona siłą rzeczy musi zadbać o Małego. Ale ja przecież dla niej, dla nich... Jak dostanie swój pokój... Ucieszy się chyba, co? Jak myślisz? Dorastająca dziewczyna powinna mieć własny pokój. Dlaczego nic nie mówisz?

− Bo ty mówisz. − Karol Kryszak przestaje zezować na płachtę gazety.

− Ale chyba też tak uważasz?

− Dla mnie to miejsca jest tu wystarczająco...

− I znowu to samo! − Alina Kryszak marszczy czoło, co ją nieco postarza. − Jasne! Najlepiej siedzieć, czytać gazetę i czekać, kiedy dzieci się wyniosą! − rozpoczyna gniewnie.

− Uparłaś się na to mieszkanie i tyle! − głos Karola też robi niebezpieczny zwrot w stronę złośliwej przekory. Ona, Alina, doskonale ją zna. Coraz bliżej obojgu do gniewu.

− Nie dla siebie się upieram − cedzi Alina.

− Zapytaj dzieci, co wolą. Nas, wspólne wakacje na Majorce czy duże mieszkanie. − Twarz Karola znika za bezpiecznym sztandarem rozpostartej gazety, a pomalowany paznokieć zaczyna wykonywać nerwowe akrobacje na kalkulatorze. Jakby to od tej niewinnej zabawy zależały kolejne okrągłe sumy na domowym koncie.