Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Magia, technologia i sekrety, które mogą odmienić wszystko!
Na Lawendowej Wyspie wszystko ma swoje miejsce. Każda Gildia – swoje zadanie, a każda historia – ustalony koniec.
Miłek, młody kronikarz z królewskiej Gildii Bardzosławnych, marzy jednak o czymś więcej niż tylko o zapisywaniu cudzych opowieści. Zamiast powielać dawne księgi, chce stworzyć własną historię. Od zera.
Gdy pewnego dnia dostrzega pulsowanie tajemniczej Bariery, której nie wolno dotykać ani badać, jego życie zmienia się na zawsze. Wraz z pomysłową Korą z Gildii Szybkobieżnych i odważną Tessą – księżniczką Szybkolotnych – wbrew zasadom wyrusza w podróż pełną sekretów i zapomnianych legend.
By poznać prawdę o Barierze, Miłek będzie musiał wykazać się odwagą, której nie uczą w żadnej Gildii – i stawić czoła próbom, jakie mogą odmienić całą krainę!
„Naugia. Tajemnica Bariery” to magiczna opowieść o dojrzewaniu, sile ciekawości i o tym, jak łatwo zgubić drogę, gdy świat każe ci być kimś, kim nie jesteś.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 251
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
„Może to wcale nie są zbędne pytania”
– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Kora rzuciła przyjacielowi badawcze spojrzenie. – Podasz mi te narzędzia czy będziesz tak gapił się w powietrze? – Z teatralnym westchnieniem sama sięgnęła po skrzynkę i saszetkę z proszkiem Zorvii.
Zamyślony Miłek wpatrywał się w wirujące drobinki Zorvii, unoszące się leniwie nad stołem.
– Hmm? Co? – mruknął w końcu, jakby przebudzony z głębokiego snu. – Narzędzia? Ach, tak, już… Tylko ta bariera. To niesamowite, wiesz? Taka ochrona, a jednocześnie… pułapka.
Kora, która przed momentem z gracją odstawiła dorównujący jej wzrostem młot, przekrzywiła głowę, patrząc na niego jak na kogoś, kto właśnie oznajmił, że widział latający naleśnik.
– Bariera? – powtórzyła, unosząc brew. – Czy ty się przypadkiem nie uderzyłeś w głowę tym młotkiem, co? A może ci się coś przyśniło?
Miłek westchnął i wyciągnął dłoń, próbując schwytać jedną z unoszących się drobinek. Jej blask zatańczył na palcach niczym iskierka.
– Nie, Zębatko, mówię poważnie – zaczął, a w jego głosie zabrzmiała nuta pasji. – Widziałem ją. Barierę. Była jak pulsujące światło na horyzoncie, a potem… potem zniknęła. Jakby wcale jej nie było.
Przyjaciółka przyglądała mu się sceptycznie, opierając dłonie na biodrach.
– Ale wyobraź sobie! – kontynuował uparcie. – Bez tej bariery byśmy zamarzli! Wszystko pokryłoby się lodem ze Śnieżnych Dolin.
Z każdym słowem stawał się coraz bardziej podekscytowany, gestykulując żywo. Kora tylko uniosła brew, patrząc, jak jej przyjaciel niemal podskakuje w miejscu.
– Rozmawiałem o tym z rodzicami – dodał, a jego ton nieco przygasł. – To znaczy próbowałem… Ale oni nic nie powiedzieli. To takie fascynujące, Zębatko! Jak to działa? Jak można utrzymać ciepło pośrodku tego wszystkiego?
Kora westchnęła ciężko, znów sięgając po młotek.
– Słuchaj, bariera, jak to nazywasz, to jakaś legenda. Coś, o czym mówią w bajkach dla maluchów. Nawet nestorzy gildii o niej nie wspominają. Niby dlaczego miałbyś ją zobaczyć? – Jej ton był teraz bardziej badawczy niż drwiący.
– Nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Ale wiem, co widziałem. I wiem, że to było prawdziwe.
– No dobra, geniuszu światełek. A tak w ogóle musisz mnie wciąż nazywać Zębatką? To było śmieszne, kiedy mieliśmy po sześć lat i zbudowałam katapultę z wiadra i gumki od włosów… – Pokręciła głową, ale w kąciku ust zatańczył cień uśmiechu. – Na razie próbuję utrzymać spokój i dopracować mój projekt, kiedy ty siedzisz jak widz na przedstawieniu, zamiast mi pomagać. Przecież wiesz, że jutro zdaję egzamin na mistrza gildii.
Miłek oderwał wzrok od wirujących drobinek Zorvii i spojrzał na nią z zakłopotaniem.
– Ach, przepraszam – mruknął, drapiąc się po karku. – Zamyśliłem się. To chyba było ważne. Co mówiłaś?
Kora przewróciła oczami.
– Ważniejsze niż twoje teorie o barierach, geniuszu – odparła z przekąsem. – Ale teraz byłoby równie niesamowite, gdybyś w końcu wziął się za podanie mi klucza.
– Jasne, jasne, klucz – mruknął Miłek, ale jego spojrzenie wciąż było zamyślone. Po chwili dodał niemal szeptem: – Wiesz, to wszystko sprawia, że zastanawiam się… Czy ta bariera kiedyś się wyczerpie? Co wtedy?
– W porządku – powiedziała w końcu z nutą rezygnacji w głosie. – Ale powiedz mi jedno: masz może jakiś dowód czy mam ci uwierzyć na piękne oczy? Bo ja mam projekt do skończenia, a twoje opowieści o świetlistych granicach nie są na mojej liście egzaminacyjnej.
Miłek zacisnął dłonie na kluczu, podnosząc wzrok na przyjaciółkę.
– Jeśli mi pomożesz, znajdę dowód. Przysięgam – powiedział stanowczo.
– Ty i twoje wielkie przysięgi… – Kora westchnęła teatralnie, znikając w głębi warsztatu. – Skoro nie mogę cię od tego odciągnąć, to zrobię herbatę. Może napar trochę cię rozluźni, a ja przy okazji posłucham, jak twoi rodzice zareagowali na barierowe rewelacje.
Miłek opadł na krzesło, wciąż trzymając klucz jak trofeum. Nos drgnął mu nerwowo na samą myśl o rozmowie z rodzicami.
– No wiesz… Oni zawsze mają swoje zdanie. A raczej jedno zdanie: „Przestań zawracać sobie głowę bzdurami”.
– Warcimir i Sława i do tego bzdury w jednym zdaniu? – rzuciła z przekąsem, wyciągając dzbanek spomiędzy sterty notatek. – No to musiało być… ciekawe. Zaraz mi wszystko opowiesz. – Wysunęła szufladę, jakby czegoś pilnie szukała. Wreszcie jej palce zacisnęły się na małym woreczku ozdobionym srebrzystym liściem. – Mam wrażenie, że potrzebujesz czegoś więcej niż tylko herbaty… – powiedziała, wrzucając kilka połyskujących liści do dzbanuszka.
Sięgnęła po kamienną kulę – maga ogrzewającego, który w okamgnieniu zaczął rozgrzewać naczynie. Wkrótce z dzbanka uniósł się delikatny obłok pary o zapachu mchu i świeżych owoców, wypełniając warsztat kojącą wonią.
– Miśku, powiedz mi jedno – zaczęła Kora, przelewając parujący napój do dwóch maleńkich kubeczków. Jej spojrzenie było pełne ciekawości. – Jak w ogóle zacząłeś rozmowę? Przecież twoja mama zwykle rzuca tylko te swoje medytacyjne teksty. Co takiego jej powiedziałeś, że w ogóle zareagowała?
Miłek wziął kubek, spoglądając na wirującą parę, jakby próbował znaleźć w niej odpowiedź.
– Właśnie to jest najciekawsze – odparł w końcu. – Zacząłem pytać o Zorvię, o te wibracje, których mama pilnuje w korzeniach. Chciałem wiedzieć, jak bariera wpływa na Drzewo Życia, czy Zorvia w liściach czasem nie czuje przeciążenia albo jakiejś niestabilności.
– I co? Musiała się tym zainteresować, prawda? – zapytała, upijając łyk herbaty. – W końcu każdy w Ziarnogrodzie wie, że twoja mama ma bzika na punkcie tych swoich wibracji.
– A właśnie, że nie – odparł, opierając kubek na kolanach. – Powiedziała coś w stylu: „Synu, Zorvia działa tak, jak ma działać. Nie zakłócaj równowagi swoimi nieprzemyślanymi pytaniami”.
– No tak, brzmi jak Sława – przyznała Kora, powoli mieszając napar łyżeczką. – A Warcimir? Był bardziej rozmowny?
– Akurat! – Miłek przewrócił oczami, opadając ciężko na krzesło. – Siedział w Ziarnotece, pochylony nad liśćmi i symbolami Malunku, jak zwykle. Spytałem go, czy w Kronikach Naugii są jakieś wzmianki o tym, jak powstała bariera albo czy można ją wzmocnić. A on tylko spojrzał na mnie, jakbym zapytał, czy chomiki potrafią latać.
– No cóż… – odparła przyjaciółka z lekkim rozbawieniem. – Więc co odpowiedział? Powiedział coś w stylu: „Bariera to tylko bajka dla młodych Gryzoniowatych. W naszej części Naugii zajmujemy się tym, co do nas należy: rozwojem Ziarnogrodu zgodnie z talentami Gildii”. – Westchnął głęboko, jakby na samo wspomnienie brakowało mu cierpliwości. – „Twoje teorie są zbędne, Miłosławie”.
Kora parsknęła cicho, upijając łyk herbaty, która zdążyła już ostygnąć.
– Czyli standard – rzuciła z przekąsem. – Ich świat to pismo obrazkowe, liście i ich wibracje. Nic poza tym. Nie dziwię się, że czasem masz ochotę pomarzyć o czymś większym.
– No właśnie! Ta bariera to przecież coś więcej niż bajka. To może być magia, która chroni całą Naugię. Jak działa? Czy mogłaby przestać działać? A co, jeśli dałoby się ją wykorzystać do czegoś jeszcze?
– Wiesz co, Miśku… – zaczęła powoli Kora, jej ton był mniej zaczepny, a bardziej zamyślony. – Może oni się mylą. Może to wcale nie są zbędne pytania.
Przyjaciel spojrzał na nią z zaskoczeniem, jakby po raz pierwszy czuł, że ktoś go naprawdę rozumie.
– Serio?
– Tak, ale jeśli szukasz nietypowych odpowiedzi, musisz je znaleźć gdzie indziej. Ktoś w Ziarnogrodzie zna prawdę. Ktoś, kto nie boi się jej szukać.
Miłek zamrugał, a jego oczy rozjaśniły się iskrą nadziei.
– W takim razie znajdę tę osobę.
– Wiesz… – kontynuowała Kora, odstawiając kubek z herbatą na blat. Mówiła wolniej niż zwykle, a w jej głosie pojawiła się ta szczególna miękkość, którą zostawia po sobie zamyślenie. – Może wcale nie będziesz musiał długo szukać… – Usiadła na blacie stołu, splatając dłonie na kolanach. – Jeśli naprawdę chcesz dowiedzieć się, czy ta… bariera istnieje, to warto, żebyś pogadał z moim dziadkiem, Malkolmem.
– Z twoim dziadkiem? – Miłek zmarszczył nos, próbując powstrzymać lekką drwinę w głosie, ale nie do końca mu się to udało. – On przecież jest… no wiesz… stary. I trochę… stuknięty. Już dawno nie pracuje w Warsztacie Szybkobieżnych i, no, ma chyba kłopoty z pamięcią. Czy on w ogóle pamięta coś więcej niż to, jak się robi marmolady z jagód?
Kora westchnęła, przewracając oczami.
– Właśnie to jest błąd. Wszyscy kojarzą go teraz tylko z marmoladami, chociaż, nie zrozum mnie źle, są naprawdę obłędne. Ale mój dziadek był kiedyś jednym z najbardziej ciekawych świata Gryzoniowatych, jakich znała Naugia.
– Naprawdę?
– Tak, naprawdę. – przyjaciółka kiwnęła głową z powagą. – Podobno razem z królową Koralią Odkrywczynią z Floręcji prowadzili wyprawy naukowe, kiedy mieszkańcy Naugii jeszcze wymieniali się między sobą wiedzą. Dziadek opowiadał mi kiedyś, że była taka wyprawa, która… – Urwała nagle, jakby przypomniała sobie coś, co wolałaby zachować dla siebie.
Miłek pochylił się do przodu, jego oczy błyszczały ciekawością.
– Co to była za wyprawa?
– Może ci opowie, jeśli go spytasz. Jedno jest pewne: jeśli ktoś na tej wyspie mógłby wiedzieć cokolwiek o istnieniu takiej bariery, to właśnie on.
– Cóż… Nie zaszkodzi spróbować – powiedział po chwili milczenia Miłek, choć w jego głosie pobrzmiewała lekka niepewność.
Kora zeskoczyła z blatu i uśmiechnęła się triumfalnie.
– No, geniuszu, w końcu zaczynasz myśleć jak Gryzoniowaty. Wiesz, czasem warto zapytać kogoś mądrzejszego od siebie.
– Masz rację – przyznał, uśmiechając się lekko do przyjaciółki.
– Zawsze mam – odparła z zaczepnym błyskiem w oku. – Osobiście cię do niego zaprowadzę, ale najpierw może w końcu podasz mi ten klucz?
„Skąd wiesz, że ta bariera istnieje?”
Ścieżka do domu Malkolma skręcała raz w lewo, raz w prawo, jakby bawiła się w prowadzenie gości slalomem między niezwykłymi wynalazkami. Pod jednym z drzew spoczywała półokrągła platforma z wypalonym na niej emblematem Koła – symbolu Gildii Szybkobieżnych. Jej powierzchnia połyskiwała w słońcu, jakby ktoś właśnie ją wypolerował. Obok, oparty o drewniany płot, stał wysoki, smukły mechanizm z wirującymi turbinami, które cicho brzęczały, emitując delikatne świetliste iskry.
– To wygląda, jakby mogło w każdej chwili unieść się w powietrze. – Miłek spojrzał na wynalazek z szeroko otwartymi oczami.
– O tak, mogłoby… – Kora uśmiechnęła się pod nosem – Ale podobno po pierwszym starcie spadło prosto w krzaki jagód. Dziadek mówi, że to właśnie od tamtej pory dodaje jagody do swojej słynnej marmolady. I wcale się nie dziwię. Po takim locie krzaki aż prosiły się, żeby trafić do słoika.
Śmiejąc się, mijali kolejne wynalazki. Miłek nagle zatrzymał się przed czymś, co wyglądało na koło biegowe z doklejonymi niewielkimi skrzydełkami. Przy każdym podmuchu wiatru śmiesznie falowały, jakby próbowały poderwać całość do lotu. Nad konstrukcją wisiała tabliczka z napisem: „Nieidealne, ale zabawne”.
– Wiesz, Zębatko, zawsze chciałem tu zajrzeć… – przyznał, zerkając na dziwaczne maszyny poustawiane między krzakami jagód. – O twoim dziadku krążą różne historie. Jedni mówią, że jest żywą legendą Gildii Szybkobieżnych, a jego wynalazki zmieniły życie w Ziarnogrodzie. Ale inni twierdzą, że to tylko szalony staruszek, który wyolbrzymia swoje dokonania.
Kora przystanęła na moment i spojrzała na przyjaciela z uniesioną brwią.
– A wiesz, co ja myślę? Plotki są dla nudziarzy! Chcesz wiedzieć, jaki naprawdę jest mój dziadek? To lepiej się przygotuj, bo może cię zaskoczyć.
Miłek parsknął śmiechem, ale nic nie powiedział. Ruszyli dalej ścieżką, mijając kolejne rzędy jagodowych krzaków i niewielkie grządki pełne aromatycznych ziół. W końcu dotarli do niewielkiego, drewnianego domku otoczonego równo przyciętymi krzewami. Wokół unosił się zapach świeżo zaparzonej herbaty i ciepłego ciasta.
– Dziadku! – zawołała Kora, stając na palcach i machając ręką w stronę okna. – Mamy gościa!
Starszy Gryzoniowaty podniósł wzrok, a jego pomarszczona twarz rozjaśniła się szerokim uśmiechem.
– Korcia, moja najmądrzejsza wnuczka! – zawołał, podnosząc się z krzesła. – A to kto? Miłosław Bardzosławny, prawda? Wchodźcie, wchodźcie! Mam świeżą marmoladę – dodał z zadowoleniem, wskazując na stół pełen małych słoiczków. – Na pewno osłodzi wam dzień.
– Dziękuję… – nieśmiało wyszeptał Miłek. – Mam parę pytań, jeśli znajdzie pan chwilę.
– „Chwilę”? Dla ciekawskich mam nawet cały wieczór! – Malkolm uśmiechnął się przyjaźnie, nalewając herbatę do trzech miseczek. – Siadaj i mów, co masz na sercu, młody Gryzoniowaty… Nieczęsto młodzież tu zagląda. No…chyba że po marmoladę…
– Dziadku, marmolada może poczekać… – przerwała Kora. – Chodzi o coś większego. Coś, co nie daje mu spokoju…
Staruszek uniósł brew, uważnie przyglądając się Miłkowi. Jego ręka, uzbrojona w starą, wysłużoną łyżeczkę, zawisła nad miseczką z herbatą.
– „Coś większego”, powiadasz? Hmm, brzmi interesująco. No dawaj, młody, mów śmiało – rzucił, a w jego głosie słychać było mieszankę ciekawości i powagi.
– Zauważyłem, że nasza wyspa… jest otoczona czymś w rodzaju bariery – zaczął niepewnie, spoglądając na przyjaciółkę, która skinęła głową na znak wsparcia. – Rodzice mówią, że nic nie wiedzą o żadnej barierze. Powiedzieli, że to musiało mi się przyśnić albo coś sobie wymyśliłem. Ale… ja to widziałem. Naprawdę ją widziałem. I czuję, że to coś więcej niż tylko sen czy moja wyobraźnia.
Malkolm zdjął okulary i starannie wytarł je o kamizelkę, po czym utkwił wzrok w oddali, jakby próbował wydobyć z pamięci coś dawno zapomnianego.
– Bariera, mówisz… – odezwał się w końcu, a jego głos brzmiał głęboko, jakby każde słowo ważyło tonę. – A co dokładnie cię w niej interesuje?
– Wszystko! Jak działa? Kto ją stworzył? Co jest poza nią? A rodzice? Zamiast odpowiedzieć, ciągle tylko: „Ćwicz pismo obrazkowe, ucz się barwników do Malunku, poznawaj Ziarnotekę”. Ale ja wiem, że coś ukrywają. Widziałem ich miny… były zbyt dziwne.
– Ach, rodzice… – Malkolm uśmiechnął się pod nosem. – Zawsze myślą, że chronią młodych, kiedy unikają trudnych rozmów. Ale czasem to, co ukrywają, tylko bardziej rozpala ciekawość, co?
– Dokładnie! – pisnął żywo Miłek. – To mnie aż… aż frustruje! Czuję, że za tą barierą kryje się jakaś historia, o której nikt nie chce mówić. A ja chcę ją zrozumieć!
– No dobrze, Miłosławie… – Malkolm zamyślił się, gładząc swoje gęste wąsy. – Pozwól, że zadam ci jeszcze jedno pytanie. Skąd wiesz, że ta bariera istnieje?
– To nie było planowane… – powiedział szybko. – Pojechałem kołem biegowym na południe wyspy, chciałem tylko poćwiczyć symbole Malunku. I wtedy odkryłem ją przez przypadek. Jeden krok i nagle trafiłem na niewidzialną ścianę. Migotała na horyzoncie jak pulsujące światło, a potem… zniknęła, jakby nigdy jej tam nie było. I od tamtej chwili nie daje mi spokoju jedno pytanie… Czy ta bariera może się wyczerpywać? Albo… pękać?
– A skąd wiesz, że to naprawdę była bariera? – Kora uniosła brew. – A może po prostu coś ci się przewidziało? Albo nie wiem… wpadłeś na drzewo i wymyśliłeś sobie historię o znikającej ścianie? – Odwróciła się do dziadka i dodała zrezygnowanym tonem: – Dlatego go tu przyprowadziłam. Ty badałeś Naugię, kiedy byłeś młody, znasz tę wyspę jak własną kieszeń. Liczyłam, że wybijesz mu z głowy te bajki, zanim całkiem uwierzy, że odkrył coś wielkiego.
– Nie lekceważ tego, Korciu – powiedział spokojnie Malkolm. – Młody nie wymyśla byle czego. Pochodzi z rodu Bardzosławnych, a oni od zawsze potrafili wychwycić nawet najmniejsze nieprawidłowości w energii Zorvii. Jego przeczucie to znak, że naprawdę mogło być tam coś niezwykłego. Bariera… – Zawahał się na chwilę. – Była jedną z najdziwniejszych i najbardziej niezwykłych rzeczy, jakie kiedykolwiek tu widziano. Jeśli zaczyna się niespodziewanie pojawiać i znikać, to sprawa jest poważna.
– Co?! – Kora aż podskoczyła. – Dziadku, chcesz powiedzieć, że ta bariera naprawdę istnieje? I ty coś o niej wiesz? To niemożliwe!
– Wiem więcej, niż chciałbym powiedzieć… – Malkolm westchnął. – Zapamiętajcie jedno, dzieciaki: Sława i Warcimir nie milczą po to, by was oszukać. Milczą, bo ta wiedza jest jak kamień w bucie; niby mały, ale przeszkadza przy każdym kroku.
– Nie obchodzi mnie to – odparł Miłek z determinacją w głosie. – Dlaczego nikt o tym nie mówi?! Nestorzy gildii milczą na ten temat! A w Ziarnotece? Ani słowa o barierze! Przeczytałem każdą dostępną kronikę i niczego nie znalazłem. Przecież mieszkańcy Ziarnogrodu mają prawo wiedzieć, co się tu dzieje!
– Bo to, co jest za barierą, nie jest bezpieczne – odezwał się w końcu Malkolm. Sięgnął po fajkę napełnioną Przyprawą Zorvii, zapalił ją i powoli zaciągnął się wonnym dymem. Z ust uniósł się obłoczek złotego pyłu, który zatańczył w powietrzy niczym świetliki. – Śnieżne doliny kryją w sobie rzeczy, o których nie pisze się nawet w najstarszych kronikach. Najboleśniej przekonała się o tym królowa Koralia, którą miałem zaszczyt kiedyś nazywać przyjaciółką. – Na chwilę jego spojrzenie powędrowało gdzieś daleko, jakby przywoływał dawne obrazy. – Ale… jeśli chcecie poznać prawdę, musicie być gotowi na podróż. I na to, że niektóre odpowiedzi potrafią zmienić życie. Nawet tak spokojne jak wasze.
– Jestem gotowy, co mam zrobić? – Miłek z przejęcia podskoczył na krześle.
– Mów za siebie, Miśku – prychnęła Kora, wycierając okruszki po jagodowym ciastku. – Ja mam jeszcze egzamin do zdania i nie bardzo wiem, jak między niego a pracę w warsztacie wcisnąć badanie tajemniczych zjawisk na wyspie…
– Zanim cokolwiek zrobicie, musicie wiele zrozumieć – powiedział łagodnie Malkolm, patrząc raz na jedno, raz na drugie. – To nie jest to łatwe, ale jeśli naprawdę chcecie spróbować, mogę wam pokazać, od czego zacząć. Odpowiedzi na część pytań znajdziecie właśnie w Ziarnotece w Dziale Co Najmniej Dziwnych Informacji. – Podszedł do kredensu, otworzył szufladę i wyjął mały przedmiot owinięty skrawkiem materiału. – Zabierzcie to ze sobą… – powiedział niepewnie, podając zawiniątko wnuczce.
– Co to takiego, dziadku? – spytała zaciekawiona, mrużąc oczy.
– Coś bardzo ważnego. Coś, co pomoże wam w spiralnych korytarzach Ziarnoteki. Ale obiecajcie mi jedno: użyjecie tego wyłącznie w odpowiedniej chwili. Do tego czasu niech czeka bezpiecznie ukryte w twojej torbie.
– A kiedy będzie ta chwila? – Kora bez przekonania wsunęła tajemniczy przedmiot do swojej podręcznej torby na narzędzia.
– Będziecie wiedzieć – odparł z uśmiechem Malkolm. – A teraz idźcie już i dajcie mi się zdrzemnąć. Ciekawe rozmowy są jak najbardziej mile widziane w tym domu, ale bywają strasznie męczące. Ta zasługuje na długą drzemkę…
Przyjaciele niepewnie spojrzeli po sobie.
– Znam każdy zakamarek Ziarnoteki, Zębatko… – odezwał się niepewnie Miłek. – Nie ma tam niczego poza kronikami wyspy, barwnikiem do Malunku i poduchami do medytacji. Nic już z tego nie rozumiem.
– Cóż, geniuszu… – odparła z uśmiechem przyjaciółka, pakując resztę ciastek do torby. – Wygląda na to, że mamy przed sobą całkiem sporą porcję przygody, o której tak marzyłeś. Ale wiesz co? Trochę i mnie zaczyna to ekscytować.
– Ekscytacja ekscytacją, ale ruszajcie już, młodzi – odparł sennie Malkolm, układając się wygodnie na miękkiej kanapie. – I pamiętajcie: pomyślcie dobrze, zanim użyjecie tego, co wam dałem. Prawda wymaga rozwagi, mam nadzieję, że macie jej choć odrobinę…
„Ale… w sumie szaleństwo to twój naturalny stan”
Przez chwilę stali w milczeniu u stóp wielkiego, majestatycznego pnia. Na jego powierzchni lśniły smugi złocistej Zorvii, tworząc delikatny zarys wejścia do wnętrza Ziarnoteki. Drzwi pulsowały delikatnym światłem, jakby żyły magią samego Drzewa Życia.
– Ale miejscówka! – szepnęła Kora zadziornie. – No dawaj, przyznaj w końcu, że to całe twoje królewskie pochodzenie czasem cię wkurza.
– Tylko trochę – odparł Miłek z przekąsem. – Wszyscy tu traktują mnie jak… jakby moje życie było już zaplanowane co do jednego ziarnka.
Nagle drzwi rozbłysły promieniami Zorvii, jakby odpowiadały na jego głos. Otworzyły się bezszelestnie, ukazując wspaniałe korytarze Ziarnoteki. Przyjaciele przekroczyli próg i znaleźli się w głównym holu – ogromnym pomieszczeniu, które zdawało się nie mieć końca. Spiralne schody wznosiły się ku górze, oplatając półki pełne ksiąg i zwojów zdobionych symbolami Malunku. Witraże w kształcie rozłożystych liści przepuszczały delikatne światło, które mieniło się złotem i zielenią.
– Wow… – westchnęła z podziwem Kora. – Za każdym razem, gdy tu wchodzę, mam wrażenie, że jestem w jakimś bajkowym świecie.
– Czujesz to? – zapytał Miłek. – Każda kronika i każdy liść mają w sobie kawałek historii Naugii. To nie zwykłe archiwum… to tak, jakby wyspa sama opowiadała tu swoje historie.
– Ja czuję, że to miejsce mnie przytłacza – odpowiedziała przyjaciółka, ostrożnie stąpając po drewnianej podłodze.
– To prawda. Ziarnoteka robi wrażenie, ale wiesz, Zębatko, dla mnie to miejsce zawsze było… trochę jak klatka.
– Nie taka zła ta klatka… – odrzekła zamyślona Kora. – Miśku, to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na wyspie! Twoja rodzina przechowuje tutaj całą historię Gryzoniowatych!
– Właśnie PRZE-CHO-WU-JE… i to jest dosłownie mój problem… – Miłek spojrzał w górę.
Weszli na pierwsze spiralne schody, które zdawały się tańczyć pod ich stopami. Każdy stopień zdobiony był wizerunkami Gryzoniowatych z różnych epok.
– To Wawrzyniec Bardzosławny, mój pradziadek. Był najsłynniejszym kronikarzem Naugii – wyjaśnił Miłek, zatrzymując się przy jednym z obrazów. – Zawsze mówił, że Malunek to nie tylko sztuka pisania, lecz także most pomiędzy magią i historią.
– Ja tam wolę tą magią coś przekształcać i odkształcać za pomocą moich narzędzi – zażartowała Kora.
– Każdy zakłada – kontynuował poważnie Miłek, nie zauważając żartu przyjaciółki – że skoro urodziłem się w rodzinie Bardzosławnych, to moim przeznaczeniem jest zostać następnym wielkim Kronikarzem Ziarnoteki. Tata spędza całe dnie na spisywaniu symboli Malunku, a mama mówi, że to najwyższy zaszczyt. Ale ja…
– Ale ty co?
– Ja chcę czegoś więcej! Nie chcę tylko zapisywać i przechowywać tego, co już było. Wolę badać to, czego jeszcze nikt nie odkrył.
– To brzmi szaleńczo, wiesz? – Uniosła brew. – Ale… w sumie szaleństwo to twój naturalny stan.
– Dzięki za wsparcie… – mruknął z przekąsem Miłek. – A ty? Naprawdę nie masz w sobie choć odrobiny ciekawości, żeby zobaczyć, co jest poza barierą?
– Halo, przecież jestem tu z tobą, prawda? – Kora się roześmiała. – Chodźmy, może bariera sama nas znajdzie, pojawi się za rogiem i zrobi nam… BUUU!
Spiralne schody prowadziły ich coraz głębiej, aż w końcu dotarli do zacienionego zakątka Ziarnoteki. Tu światło magicznych lamp tylko muskało półki, rzucając długie cienie na zwoje i kroniki tak stare, że ich krawędzie wyglądały jak nadgryzione przez czas. Powietrze było gęste, a unoszący się nad regałami pył lśnił w ciemności jak rozsypany złoty piasek.
– Miśku – odezwała się Kora cicho, szturchając go w bok – to miejsce wygląda tak, jakby nikt nie był tu od wieków.
– Nie przesadzaj… – Spojrzał na półki, próbując dostrzec coś znajomego. – Może… może przestawili regały? To miejsce jest ogromne, na pewno czasem coś tu zmieniają.
– Jasne, geniuszu, przestawili meble i zapomnieli zetrzeć kurz z ostatnich stu lat. Niezła teoria. Spójrz prawdzie w oczy, chyba się zgubiliśmy.
Miłek zamilkł, wpatrując się w długi korytarz przed nimi, którego końca nie dało się dostrzec. Dziwna, subtelna wibracja zdawała się emanować z głębi tego miejsca, jakby starożytna energia drzemała tu, gotowa przebudzić się na nowo.
– Może… może to miejsce samo nas prowadzi? – powiedział w końcu, choć sam nie był pewien, czy w to wierzy.
Przyjaciółka spojrzała na niego z mieszaniną sceptycyzmu i lekkiego niepokoju.
– Albo prowadzi… albo wciąga nas w jakąś pułapkę. Jak w tych twoich historiach o barierze.
Rozglądali się nerwowo, starając się znaleźć jakiś znajomy punkt orientacyjny, ale wszystko wokół zdawało się zupełnie obce. Każdy zakręt korytarza wyglądał identycznie, a półki z opasłymi kronikami nie miały końca.
Kora, stojąc obok z rękami skrzyżowanymi na piersi, uniosła brwi i rzuciła rozbawione spojrzenie:
– No i co? Znasz każdy zakamarek, tak? Może jednak chcesz, żebym ci narysowała mapę?
– To niemożliwe, Zębatko! Znam to miejsce jak własną kieszeń!
– Wygląda na to, że twoja „kieszeń” dorobiła się kilku tajnych przegródek, o których nawet ty nie wiesz… – parsknęła Kora, robiąc dramatyczny gest w stronę otaczających ich półek.
Miłek westchnął ciężko i z niepokojem przyglądał się kolejnym spiralnym korytarzom, które zdawały się prowadzić donikąd. Ciche szelesty stron książek, opatrzonych starymi symbolami Malunku, tworzyły aurę, która była jednocześnie fascynująca i nieco straszna.
– Dobra, może… może się trochę pomyliłem – przyznał w końcu, choć wyraźnie dużo go to kosztowało. – Ale to jeszcze nie znaczy, że jesteśmy zgubieni.
– Oczywiście, panie „Nie zgubiłem się”. No to co teraz? Może zaklęcie orientacji? A nie, czekaj, ty nie znasz zaklęć.
– Bardzo śmieszne… – burknął Miłek, ale jego policzki lekko poczerwieniały. – Jak to co? Idziemy dalej. Musimy być tylko… bardzo uważni.
Przyjaciółka wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie pewnym krokiem.
– Jasne, idźmy dalej. Ale jeśli znajdziemy jakąś tajemniczą pułapkę, to ty pierwszy ją testujesz.
Miłek przewrócił oczami, ale nie odpowiedział. Wziął głęboki wdech i podążył za przyjaciółką. Światło z magicznych lamp powoli przygasało, a powietrze robiło się coraz chłodniejsze. Wreszcie, na końcu spiralnych schodów, pojawiła się najzwyklejsza w świecie, pokryta korą ściana.
– No i proszę. Ślepy zaułek. – Kora przewróciła oczami. – To twoja wielka strategia?
– To, to na pewno jakaś pomyłka… – odparł niepewnie, drapiąc się po głowie. – W tej części Ziarnoteki nie powinno być ściany.
Podeszli bliżej, przyglądając się tajemniczej powierzchni.
– Miśku – szepnęła z wyczuwalnym niepokojem Kora, spoglądając na swoją torbę. – Spójrz na to…
– Coś się w niej świeci – odpowiedział Miłek, uważnie przyglądając się torbie pełnej narzędzi. – To… ten przedmiot, który dostałaś od dziadka!
Zaniepokojona Kora rozpięła torbę. Na dnie coś błyszczało, skryte w kawałku materiału. Jej palce lekko zadrżały. Ostrożnie sięgnęła po tajemniczy przedmiot, powoli rozwijając tkaninę. I wtedy stało się coś niesamowitego – światło wokół zawiniątka zawirowało mocniej, zalewając ścianę złotą poświatą.
– Co to właściwie jest? – wyszeptała, wpatrując się w mały, przezroczysty kryształ, który pulsował w jej dłoniach niczym żywa istota.
Miłek zmarszczył brwi, zafascynowany i zaniepokojony jednocześnie.
– Myślę… myślę, że on wskazuje nam drogę – powiedział powoli, niemal z nabożnym szacunkiem.
Oboje w tej samej chwili spojrzeli na ścianę, a potem z powrotem na kryształ.
– Coś tutaj się ukrywa. Coś, czego jeszcze nie widzimy – powiedziała cicho Kora, nie odrywając wzroku od powierzchni ściany. Powoli uniosła kryształ wyżej, spoglądając na niego pod światło.
Miłek uśmiechnął się lekko, choć jego serce biło jak oszalałe.
– Jeśli to naprawdę wskazuje nam drogę… to może znajdziemy jakieś tajemne przejście?
Kora podeszła bliżej i przyłożyła kryształ do ściany. Złote światło oblało jej powierzchnię, a ukryte dotąd znaki zaczęły się wyłaniać – drżące, migoczące, jakby właśnie obudziły się z głębokiego snu.
– Zębatko, patrz! – zawołał Miłek. – To symbole gildii! – Podszedł bliżej, wskazując na wyłaniające się jeden po drugim znaki. – Dłuto Wytwornickich… Koło Szybkobieżnych… Waga Pomysłownickich… Liść Czarolistnych… a tutaj… Spirala Bardzosławnych – wymieniał z przejęciem, ostrożnie dotykając ich palcami.
Przyjaciółka nachyliła się, uważnie studiując symbole. Jej spojrzenie było skupione, a w oczach pojawił się błysk ekscytacji.
– Tu jest coś jeszcze. – Jej głos był niski, niemal szeptała, jakby nie chciała spłoszyć delikatnych wzorów. Wyciągnęła kryształ w ich stronę, trzymając go tak, by złote światło oświetliło inny fragment ściany. – Spójrz tutaj. To wygląda jak… skrzydła?
Miłek wciągnął powietrze, a jego oczy rozszerzyły się w zrozumieniu.
– Skrzydła… To musi być symbol Floręcji! – powiedział, niemal podskakując z ekscytacji.
– Niesamowite – wyszeptała Kora. – Wszystkie te symbole obok siebie… Ale przecież Floręcja i Ziarnogród nie mają ze sobą nic wspólnego. – Zmarszczyła brwi, wpatrując się w świetliste znaki. – Co to może znaczyć? Czy to możliwe, że dziadek cały czas mówi prawdę i kiedyś naprawdę ze sobą współpracowali? Przecież mieszkańcy Floręcji są niemagiczni i każdy Gryzoniowaty wie, że dawno temu odcięli się od wszystkiego, co ma związek z Zorvią.
Nagle ściana przed nimi zaczęła przesuwać się z cichym zgrzytem, ukazując ukryte przejście. Za drzwiami widać było słabo oświetloną pustą komnatę, na której środku coś migotało i unosiło się nad drewnianą posadzką.
– Nie jestem pewna, czy powinniśmy tam wchodzić…? – odparła cicho z drżeniem w głosie.
– Pamiętasz, jak mówiłaś, że szaleństwo to mój naturalny stan? – spytał Miłek z błyskiem w oku. – Chodź, twój dziadek nie dałby nam kryształu, gdyby nie chciał, żebyśmy zobaczyli, co jest tu w środku.
„Wow, czy ja widzę… lawendę?!”
Ostrożnie wkroczyli do ciemnej komnaty, której rozmiar zapierał dech w piersiach. Wysokie, łukowate sklepienie ginęło w cieniu, a echo ich kroków rozchodziło się po pustej przestrzeni jak odległe grzmoty. Ściany pokrywały misternie wyrysowane symbole Malunku, lśniące złotym blaskiem, który zdawał się pulsować w rytm ich oddechów – jakby to miejsce ożyło, wyczuwając ich obecność.
– No cóż – odezwała się Kora, rozglądając się uważnie – jeśli kiedykolwiek miałam cień wątpliwości, że twoja rodzina jest dziwna, to teraz jestem tego absolutnie pewna.
– Zębatko, patrz na te symbole! – Miłek wskazał na jedną ze ścian. – Czy one nie wyglądają dokładnie jak te, które widzieliśmy na drzwiach?
– Masz rację. Może to jakaś forma ostrzeżenia? Wiesz, coś w stylu: „Nie wchodź, jeśli nie wiesz, co robisz”.
Jej wzrok przesunął się na środek sali, gdzie unosiła się ogromna księga, otoczona delikatnym błękitnym światłem. Wyglądała, jakby była zrobiona z powietrza, tak lekko i swobodnie lewitowała nad podłogą.
– A co z tym? – zapytała, wskazując na pulsujący tom.
Miłek uśmiechnął się szelmowsko, jakby dokładnie na to czekał.
– Cóż, dotykanie rzeczy, których nie rozumiem, to w zasadzie moje hobby.
– Ostrożnie! A co, jeśli to pułapka? – Przyjaciółka podeszła bliżej, uważnie przyglądając się lewitującym stronom.
– To tylko księga. Jak niby może być groźna? Co najwyżej spadnie mi na nogę. – Ostrożnie wyciągnął rękę, by dotknąć tomu, ale ten drgnął nieznacznie i cofnął się lekko w powietrzu.
– Chyba cię nie polubiła, geniuszu. – Zaśmiała się Kora. – Może bądź dobrze wychowany i spróbuj powiedzieć… no nie wiem… na przykład… „PROSZĘ”?
– Bardzo śmieszne… – odparł Miłek. – Poczekaj… Może ten kryształ od twojego dziadka coś zdziała.
Kora ostrożnie wyjęła klejnot z torby, a jego złocisty blask natychmiast rozświetlił mrok komnaty. Promień Zorvii zatańczył na ścianach, odbijając się od misternych symboli Malunku. W tej samej chwili księga, która wcześniej zdawała się jedynie unosić w bezruchu, zadrżała delikatnie, jakby wyczuwając bliskość kryształu. Jej okładka poruszyła się cicho, jak gdyby od dawna oczekiwała na ten moment. A potem uniosła się powoli w powietrze i zaczęła krążyć wokoło, trzepocząc wesoło kartkami.
– Na Zorvię! To jest niesamowite! – wyszeptała zauroczona Kora, niemal zapominając o swoim zwyczajnym, zaczepnym tonie.
Księga otworzyła się z subtelnym szelestem, przypominającym dźwięk wiatru przelatującego przez liście Drzewa Życia. Na początku kartki wydawały się puste – idealnie gładkie, bez żadnych znaków. Przyjaciele wstrzymali oddech, obserwując z napięciem, jak kryształ pulsuje coraz intensywniejszym blaskiem.
Nagle, jakby pióro niewidzialnego kronikarza pisało po stronach, symbole Malunku zaczęły pojawiać się na papierze. Z początku były to pojedyncze linie i łuki, które z każdą sekundą łączyły się w skomplikowane wzory. Z tych wzorów zaczęły wyłaniać się kształty, aż w końcu strony wypełniła szczegółowa mapa – pełna detali, w tym miejsc i nazw, które oboje widzieli po raz pierwszy.
– Wow, czy ja widzę… lawendę?! – wykrzyknął Miłek, niemal przyklejając nos do migoczącej mapy.
– Tak – przytaknęła Kora, pochylając się nad księgą. – Wygląda na to, że Floręcja to jedno wielkie, pachnące pole lawendowe!
Miłek pokiwał głową, wpatrzony w obraz, który pulsował lekko, jakby mapa próbowała przekazać coś więcej.
– Zobacz, te rzędy lawendy, jak idealnie ułożone spirale… – westchnął, wskazując na lśniące pola otaczające cały region. – Czuję zapach, jakbyśmy naprawdę tam byli.
– Spójrz na to. – Przyjaciółka wskazała na okrągły, wyróżniający się punkt w samym środku mapy. – Ten ogromny krąg pośrodku. Arena królowej Koralii… Brzmi jak miejsce pełne wielkich przygód albo… – Teatralnie zawiesiła głos. – Bardzo nudnych zawodów.
Miłek zerknął na nią z oburzeniem, które szybko zmieniło się w podekscytowanie.
– „Nudnych”? Zębatko, to miejsce, w którym codziennie trenują Szybkolotni! Lotnastyka! Wyobraź sobie: szlaki powietrzne, ćwiczenia prędkości, akrobacje… Te linie na arenie wyglądają jak plany lotów. To musi być niesamowite!
[…]
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
Naugia. Tajemnica bariery
isbn: 978-83-8423-280-4
© Dorota Tomaszewska i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
redakcja: Jędrzej Szulga
korekta: Anna Miotke
okładka: Oliwa Błaszczyk
ilustracje: Wioleta Melerska
konwersja e-booka: Gabriel Wyględacz – Studio Akapit
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: sekretariat@grupazaczytani.pl
https://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
