Naturalna inteligencja i zagadki świadomości - Antonio Damasio - ebook

Naturalna inteligencja i zagadki świadomości ebook

Antonio Damasio

0,0
49,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Pochodzenie i sposób działania inteligencji naturalnej i sztucznej jest uderzająco odmienne. Różnice widać na pewno w prędkości działania. Informacje przepływają w ludzkim mózgu dość wolno – przeciętnie w tempie 10 bitów na sekundę, natomiast w sztucznych urządzeniach tempo to jest szybsze o kilka rzędów wielkości. Z drugiej strony, komputery nie mogą liczyć na cuda inteligencji wywodzącej się ze świata uczuć. A czy doczekają się własnej świadomości?

Odwieczna zagadka świadomości – naszej zdolności do odczuwania własnego istnienia i posiadania poczucia własnego „ja” – pozostaje nierozwiązana, mimo ogromnego wysiłku neurobiologów i filozofów. A co, jeśli jej tajemnica tkwi właśnie w pulsujących u jej podstaw uczuciach?

W tym przełomowym dziele wybitny neurobiolog Antonio Damasio opowiada o barwnych dziejach naturalnej inteligencji, której początki zbiegają się z narodzinami życia biologicznego.Wyjaśnia, w jaki sposób mózg, umysł i ciało współdziałają, tworząc świadomość. Analizuje jej znaczenie dla zrozumienia ludzkiej kreatywności, moralności i kultury, a także mierzy się z dylematami etycznymi, jakie rodzą dzisiaj niezwykłe możliwości sztucznej inteligencji. Stanowi to pełną pasji obronę ludzkiej świadomości jako oznaki człowieczeństwa i wyjątkowej siły napędzającej rozwój naszego gatunku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 240

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Na bia­łym tle znaj­duje się ko­lo­rowa twarz zwró­cona pro­fi­lem w prawy dolny róg. Po pra­wej wi­dać czer­wony ty­tuł Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja i za­gadki świa­do­mo­ści, a po­wy­żej ty­tułu, na czarno, imię i na­zwi­sko au­tora: An­to­nio Da­ma­sio. Na sa­mym dole okładki znaj­duje się czarny lo­go­typ wy­daw­nic­twa Co­per­ni­cus Cen­ter Press.
An­to­nio Da­ma­sio; Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja i za­gadki świa­do­mo­ści; Tłu­ma­cze­nie Da­riusz Ros­sow­ski; Co­per­ni­cus Cen­ter Press; 2026

Co­py­ri­ght © Co­per­ni­cus Cen­ter Press 2026

Co­py­ri­ght © An­to­nio Da­ma­sio 2026All ri­ghts re­se­rved.

Co­py­ri­ght for the Po­lish trans­la­tion © Da­riusz Ros­sow­ski 2026

Ty­tuł ory­gi­nałuNa­tu­ral in­tel­li­gence & the lo­gic of con­scio­usness

Ilu­stra­cje we­wnątrzHanna Da­ma­sio

Re­dak­cja ję­zy­kowaAnna Po­inc-Chra­bąszcz

Ko­rekta ję­zy­kowaAnna Ku­rek

Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wychMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

SkładMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

Opieka re­dak­cyjnaSo­nia Kmie­cik

Wy­da­nie I

Kra­ków 2026

ISBN 978-83-7886-897-2

Wy­dawca: Co­per­ni­cus Cen­ter Press Sp. z o.o.

Plac Ko­ściuszki 2/1, 32-020 Wie­liczka

e-mail: re­dak­[email protected]

www.ccpress.pl

Kon­wer­sja do ePub 3: Mar­cin Sło­ciń­ski / mo­ni­ka­imar­cin.com

Han­nie, jak za­wsze, z mi­ło­ścią i wdzięcz­no­ścią

PO­CZĄTKI

ROZ­DZIAŁ 1

Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja i lo­gika świa­do­mo­ści

Ta książka przed­sta­wia fa­scy­nu­jącą hi­sto­rię na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji: od na­ro­dzin ży­cia bio­lo­gicz­nego, które za­po­cząt­ko­wały nową i nie­zwy­kłą, śmier­telną formę ist­nie­nia, aż po roz­wój umy­słów, emo­cji i świa­do­mo­ści.

Dzięki do­ko­na­nym w XX wieku od­kry­ciom za­czę­li­śmy poj­mo­wać me­cha­ni­zmy ży­cia, nie­mniej jego za­ist­nie­nie wciąż wy­daje się zda­rze­niem na­der mało praw­do­po­dob­nym i zdu­mie­wa­ją­cym, samo ży­cie bio­lo­giczne jest zaś zja­wi­skiem nad­zwy­czaj skom­pli­ko­wa­nym, cho­ciaż prze­bie­ga­ją­cym dys­kret­nie – rzadko zwraca na sie­bie uwagę, mimo że jest pełne in­te­li­gent­nych roz­wią­zań, które za­pew­niają mu po­zor­nie wieczne trwa­nie. Ży­cie to dar, dzięki któ­remu po­wstały mię­dzy in­nymi or­ga­ni­zmy jed­no­ko­mór­kowe, w tym naj­pow­szech­niej­sze z nich: bak­te­rie. Ist­nieją, na­wet nie zda­jąc so­bie z tego sprawy, a mimo to zna­ko­mi­cie za­rzą­dzają swoim funk­cjo­no­wa­niem, cho­ciaż nie mają zdol­no­ści roz­po­zna­nia, jak i czym kie­rują1.

Te wszyst­kie mi­kro­ska­lowe dziwy za­częły się po­ja­wiać około czte­rech mi­liar­dów lat temu. Kiedy jed­nak prze­sko­czymy o dwa i pół mi­liarda lat do przodu, okaże się, że w tym mo­men­cie przy­roda za­częła już wy­kształ­cać skom­pli­ko­wane or­ga­ni­zmy wie­lo­ko­mór­kowe, wśród nich tak wspa­niałe jak drzewa i inne ro­śliny. Weźmy na przy­kład ka­li­for­nij­skie se­kwoje, które wy­ra­stają na sto me­trów nad na­sze głowy i za­chwy­cają ma­je­sta­tycz­nymi ko­ro­nami. Po­mimo ca­łej tej zło­żo­no­ści i piękna rów­nież one nie są zdolne wie­dzieć o swoim by­cie ani tym bar­dziej do­ce­nić za­wi­ło­ści funk­cjo­no­wa­nia swo­ich or­ga­ni­zmów oraz in­nych istot ży­wych.

Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja miała jed­nak za­ofe­ro­wać jesz­cze więk­sze cuda. Przy­roda nie po­prze­stała na stwo­rze­niu świata peł­nego wy­myśl­nych, ale nie ob­da­rzo­nych wie­dzą istot i przy­stą­piła do kon­stru­owa­nia or­ga­ni­zmów wy­po­sa­żo­nych w umysł (psy­chikę), wy­ge­ne­ro­wany dzięki jesz­cze jed­nej prze­ło­mo­wej in­no­wa­cji – wpro­wa­dze­niu układu ner­wo­wego, który za­czął się po­ja­wiać około pię­ciu­set mi­lio­nów lat temu. Co tak na­prawdę ozna­cza po­sia­da­nie umy­słu? Naj­ogól­niej mó­wiąc, umoż­li­wia on oglą­da­nie pry­wat­nych pro­jek­cji ob­ra­zów umy­sło­wych, wy­twa­rza­nych przez układ ner­wowy. Ob­razy te re­pre­zen­tują wszystko, co nas ota­cza – wy­stę­pują w miej­sce obiek­tów, in­nych istot ży­wych oraz zda­rzeń z ich udzia­łem. Lecz na tym nie ko­niec: od­wzo­ro­wują one także wnę­trze na­szego ciała i jego funk­cjo­no­wa­nie w celu re­gu­lo­wa­nia i pod­trzy­my­wa­nia ży­cia – w po­staci uczuć uka­zują ele­menty skła­dowe or­ga­ni­zmu oraz czyn­no­ści zwią­zane z we­wnętrz­nymi sta­nami na­szego ciała. In­nymi słowy, ko­rzy­sta­jąc ze wszyst­kich na­szych zmy­słów, ob­razy men­talne od­wzo­ro­wują ak­to­rów i ak­cje nie tylko na ze­wnątrz or­ga­ni­zmu, ale – co na­der ważne – rów­nież we­wnątrz niego. Do­dajmy, że czy­niąc to wszystko, two­rzą swo­isty pry­watny spek­takl mul­ti­me­dialny, co pew­nego pięk­nego dnia stało się in­spi­ra­cją do wy­na­le­zie­nia kina i na­grań dźwię­ko­wych. Ab­so­lut­nie nie na­leży są­dzić, że idea ki­ne­ma­to­gra­fii wzięła się zni­kąd. W moim prze­ko­na­niu była to ra­cjo­nalna próba na­śla­do­wa­nia na­tu­ral­nie ani­mo­wa­nej, „ki­no­wej” rze­czy­wi­sto­ści na­szych umy­słów. Próba ta nie­wąt­pli­wie za­koń­czyła się peł­nym suk­ce­sem, lecz naj­wspa­nial­szym fil­mem na świe­cie wciąż po­zo­staje bo­gaty, wie­lo­aspek­towy spek­takl wy­świe­tlany w na­szym umy­śle.

Naj­bar­dziej ty­po­wymi ob­ra­zami umy­sło­wymi są układy świa­tła lub dźwięku, które sta­no­wią od­wzo­ro­wa­nia in­nych istot ży­wych oraz ich za­cho­wań, a także obiek­tów (czy czę­ści obiek­tów) i ich ru­chu, co łącz­nie składa się na ota­cza­jące nas śro­do­wi­sko. Tak na przy­kład sły­sze­nie przez nas mu­zyki i mowy opiera się na po­wsta­ją­cych w umy­śle ob­ra­zach aku­stycz­nych, a po­dob­nie ob­ra­zowy cha­rak­ter mają wzorce do­ty­kowe, wę­chowe i sma­kowe. Ob­razy mogą re­pre­zen­to­wać w na­szym umy­śle do­wolny skład­nik oto­cze­nia, w tym całe or­ga­ni­zmy lub ich po­szcze­gólne ce­chy fi­zyczne i za­cho­wa­nia.

Ist­nieje też jed­nak inny ro­dzaj ob­ra­zów men­tal­nych, z pew­no­ścią nie­mniej ważny niż ob­razy oto­cze­nia. Jego przy­kła­dem są wspo­mniane wcze­śniej re­pre­zen­ta­cje wnę­trza na­szego or­ga­ni­zmu. Te skom­pli­ko­wane wzorce skła­dają się na uczu­cia. Od­gry­wają one ogrom­nie ważną i nie­za­stą­pioną rolę: u każ­dego z nas opi­sują stan ży­cia we wnę­trzu ciała – to, z czym mu do­brze, a z czym źle. Stan ów musi być stale mo­ni­to­ro­wany i re­gu­lo­wany, aby­śmy mo­gli utrzy­my­wać się przy ży­ciu. Nic za­tem dziw­nego, że ob­razy te czę­sto sta­no­wią od­zwier­cie­dle­nie pro­ce­sów pew­nej walki czy osią­ga­nia kom­pro­misu.

Krótko mó­wiąc, ewo­lu­cyj­nych am­bi­cji in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej nie za­spo­ko­iło utwo­rze­nie nad­zwy­czaj­nej zdol­no­ści ob­ra­zo­wego od­wzo­ro­wy­wa­nia oto­cze­nia przez or­ga­ni­zmy. Za ku­li­sami cze­kał już ko­lejny ra­dy­kalny zwrot, go­towy do wzbo­ga­ce­nia psy­chiki i uła­twie­nia jej za­rzą­dza­nia ży­ciem: czu­cie.

Wy­da­wa­łoby się, że czu­cie na­leży do nie­licz­nych uży­wa­nych w tej książce for­mal­nych ter­mi­nów, które nie wy­ma­gają pil­nego zde­fi­nio­wa­nia, lecz to wra­że­nie jest błędne. Oczy­wi­ście wszy­scy do­zna­jemy uczuć. Do­bre lub kiep­skie sa­mo­po­czu­cie, głód lub pra­gnie­nie, wra­że­nie go­rąca lub zimna, ból lub przy­jem­ność to przy­kłady uczuć pew­nego szcze­gól­nego ro­dzaju, które do­cze­kały się na­wet ofi­cjal­nej zbior­czej na­zwy – są to uczu­cia ho­me­osta­tyczne. Okre­ślono je tak dla­tego, że wspo­ma­gają klu­czowy pro­ces re­gu­la­cji, który ma na celu utrzy­my­wa­nie na­szego or­ga­ni­zmu w ide­al­nym za­kre­sie ho­me­ostazy, czyli prze­dziale war­to­ści róż­nych pa­ra­me­trów po­zwa­la­ją­cym na za­cho­wa­nie ży­cia. Trzeba jed­nak za­zna­czyć, że nie są to je­dyne ro­dzaje uczuć w re­per­tu­arze na­tury. Kiedy do­świad­czamy emo­cji ra­do­ści lub smutku, zło­ści lub stra­chu, na­zy­wamy od­po­wia­da­jące im uczu­cia emo­cjo­nal­nymi, w od­róż­nie­niu od ho­me­osta­tycz­nych, po­nie­waż sta­no­wią one in­te­gralny skład­nik na­tu­ral­nych pro­ce­sów emo­cjo­nal­nych, a nie wiążą się przede wszyst­kim z kwe­stią za­rzą­dza­nia funk­cjami ży­cio­wymi.

Krótko mó­wiąc, na­leży od­róż­niać typ uczuć, które służą re­gu­la­cji ży­cia, przy­czy­nia­jąc się do za­cho­wa­nia ho­meo­stazy, od typu uczuć, które po­zwa­lają nam na do­świad­cza­nie emo­cji. Jesz­cze waż­niej­sze jest zaś od­róż­nia­nie sa­mych uczuć, ma­ją­cych za­sad­ni­czo cha­rak­ter oso­bi­sty, od emo­cji, ma­ją­cych cha­rak­ter pu­bliczny2.

Wszy­scy do­zna­jemy uczuć ho­me­osta­tycz­nych i roz­po­zna­jemy ich ro­dzaj, choć fi­zjo­lo­giczny me­cha­nizm ich po­wsta­wa­nia po­zo­sta­wał dla na­uki ta­jem­nicą. Te na pierw­szy rzut oka nie­po­zorne i świet­nie znane każ­demu czy­tel­ni­kowi zja­wi­ska sta­no­wią ci­chych bo­ha­te­rów ni­niej­szej książki – a jest tak z dwóch po­wo­dów. Po pierw­sze, uwa­żam, że je­stem w sta­nie wy­ja­śnić, jak uczu­cia ho­me­osta­tyczne ro­dzą się w na­szym or­ga­ni­zmie, oraz od­sło­nić przy­naj­mniej część ich za­wsty­dza­ją­cego se­kretu. Po dru­gie, co z pew­no­ścią za­ska­ku­jące, moim zda­niem wła­śnie one od­po­wia­dają za świa­do­mość. Ze względu na swoją ko­nieczną su­biek­tyw­ność otwo­rzyły świa­do­mo­ści drzwi, po­zwa­la­jąc jej wkro­czyć na wielką arenę ży­cia. Uczu­cia te są jed­no­znacz­nie na­kie­ro­wane na istotę, która je prze­żywa. Spon­ta­nicz­nie in­for­mują or­ga­nizm o wła­snej obec­no­ści, a także o miej­scu swego wy­stę­po­wa­nia w tkance świata – za­równo w ob­rę­bie umy­słu, jak i ciała da­nego or­ga­ni­zmu.

Na tym eta­pie mu­simy się po­now­nie za­trzy­mać – po pierw­sze dla­tego, że kon­cep­cja, zgod­nie z którą świa­do­mość sta­nowi kon­se­kwen­cję uczuć ho­me­osta­tycz­nych, ozna­cza ra­dy­kalne odej­ście od tra­dy­cyj­nego uję­cia tej pro­ble­ma­tyki, a po dru­gie dla­tego, że samo po­ję­cie świa­do­mo­ści – w jesz­cze więk­szym stop­niu niż po­ję­cie uczuć – wy­maga sto­sow­nego wpro­wa­dze­nia.

In­te­li­gentni lu­dzie na ogół nie mają pro­blemu z re­flek­sją nad swo­imi pro­ce­sami psy­chicz­nymi i zwy­kle dość do­brze ro­zu­mieją je in­tu­icyj­nie. W ob­li­czu py­tań do­ty­czą­cych świa­do­mo­ści czę­sto ogar­nia ich jed­nak bez­rad­ność. Czym jest świa­do­mość? Co nam daje? Jak or­ga­nizm wy­twa­rza taką ja­kość? Czy jest to coś in­nego niż umysł? Nie mamy go­to­wych od­po­wie­dzi na te py­ta­nia. Świa­do­mość jawi się jako nie­zgłę­biona ta­jem­nica.

Wpraw­dzie przed­sta­wiono liczne kon­cep­cje, które mają tłu­ma­czyć istotę i po­wsta­nie świa­do­mo­ści, nie­mniej do dziś żadna z nich nie oka­zała się na tyle prze­ko­nu­jąca, by uznano ją za do­sta­teczne – a tym bar­dziej de­fi­ni­tywne – roz­wią­za­nie pro­blemu (patrz roz­działy 14 i 23). Kon­cep­cje te są zgła­szane przez przed­sta­wi­cieli róż­nych dzie­dzin – fi­lo­zo­fii oraz nauk przy­rod­ni­czych i tech­nicz­nych – i nie opie­rają się na fun­da­men­cie wcze­śniej­szego kon­sen­susu, co w ogóle ma być przed­mio­tem wy­ja­śnie­nia. Sy­tu­acja ta jest dość fru­stru­jąca, a nie­roz­wią­za­nie za­ga­dek świa­do­mo­ści jest dla na­uki sprawą nie­mal wsty­dliwą. W jaki spo­sób świa­do­mość jest wy­twa­rzana? Z czego się składa? Ja­kie sy­gnały jed­no­znacz­nie wska­zują na jej obec­ność?! Moim zda­niem sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych od­po­wie­dzi na te py­ta­nia do­star­cza neu­ro­bio­lo­gia. Jed­no­cze­śnie wy­ja­śnia ona, co świa­do­mość za­pew­nia ma­ją­cym ją stwo­rze­niom, tym sa­mym zaś po­głę­bia na­sze ro­zu­mie­nie istoty czło­wie­czeń­stwa. Dla­tego przed przej­ściem do dal­szych roz­wa­żań chcę na­kreś­lić pro­blemy, które sta­ram się roz­wią­zać, oraz za­ry­so­wać, w jaki spo­sób za­mie­rzam do nich po­dejść w tej książce.

ROZ­DZIAŁ 2

Za­gadki świa­do­mo­ści

I

Moją pier­wotną mo­ty­wa­cją do na­pi­sa­nia tej książki była chęć prze­ko­nu­ją­cego wy­ja­śnie­nia, jak świa­do­mość jest wy­twa­rzana oraz co wnosi do na­szego czło­wie­czeń­stwa. A czym jest? W naj­zwięź­lej­szym uję­ciu, ja­kie mogę przed­sta­wić na tak wcze­snym eta­pie wy­wodu, świa­do­mość jest pro­ce­sem bio­lo­gicz­nym, który po­zwala każ­demu z nas do­świad­czać włas­nego jed­nost­ko­wego ży­cia. In­nymi słowy, tak jak ja wi­dzę te za­gad­nie­nia, za­cho­wy­wa­nie świa­do­mo­ści po­zwala nam do­zna­wać tego, że ży­jemy, że ist­nie­jemy. Dzięki świa­do­mo­ści mo­żemy stwier­dzić, że dys­po­nu­jemy umy­słem, in­tu­icyj­nie się do­my­ślać, że jego tre­ści są nie­wi­doczne dla oto­cze­nia, a na­wet przy­pusz­czać, iż mamy tylko je­den umysł, a nie kilka umy­słów.

Do­póki nie je­ste­śmy świa­domi, tak na­prawdę nic dla nas nie ist­nieje. Ist­nie­jemy – we wła­ści­wym sen­sie tego słowa – tylko je­żeli i kiedy po­zo­sta­jemy roz­bu­dzeni i świa­domi. Choć w moim od­czu­ciu po­wyż­sze uję­cie świa­do­mo­ści od­daje re­alia owego pro­cesu, to nie pa­nuje co do niego po­wszechna zgoda. Sfor­mu­ło­wano różne kon­cep­cje świa­do­mo­ści, po­cho­dzące z od­mien­nych tra­dy­cji in­te­lek­tu­al­nych, co ogrom­nie gma­twa roz­wa­ża­nia. Nie­stety mamy jesz­cze mniej usta­leń – nie mó­wiąc już o kon­sen­su­sie – na te­mat wy­twa­rza­nia się świa­do­mo­ści. Choć zdaje się, że ludzka ma­szy­ne­ria neu­ro­bio­lo­giczna do­ko­nuje tej sztuki bez naj­mniej­szego wy­siłku, to na­uka nie wy­ja­śniła tego prze­jawu za­awan­so­wa­nia or­ga­ni­za­cji bio­lo­gicz­nej w sa­tys­fak­cjo­nu­jący spo­sób ani tym bar­dziej taki, który spo­tkałby się z uni­wer­salną apro­batą.

Mamy przed sobą karty ca­łej książki, aby roz­wi­kłać bio­lo­giczną in­trygę od­po­wie­dzialną za nie­uchwytny pro­ces świa­do­mo­ści, który sub­tel­nie prze­nika nasz byt. Nie pi­szę jed­nak po­wie­ści sen­sa­cyj­nej, to­też od razu na wstę­pie uchy­li­łem rąbka ta­jem­nicy, bez ogró­dek oznaj­mia­jąc, że świa­do­mość sta­nowi bez­po­śred­nią kon­se­kwen­cję uczuć ho­me­osta­tycz­nych. Jest to po­gląd ra­dy­kalny, ale przy­rze­kam przed­sta­wić prze­ma­wia­jące za nim ar­gu­menty i wy­tłu­ma­czyć, na ja­kiej za­sa­dzie uczu­cia są ta­kie, a nie inne, oraz ro­bią to, co ro­bią.

Kwe­stia ta nie wy­czer­puje przy­go­to­wa­nych przeze mnie nie­spo­dzia­nek. Jak czy­tel­ni­kowi być może wia­domo, tra­dy­cyj­nie uważa się, że je­ste­śmy w sta­nie od­czu­wać swoje uczu­cia, po­nie­waż dys­po­nu­jemy uprzed­nią świa­do­mo­ścią. Otóż śmiem twier­dzić, że po­gląd ten nie tylko jest błędny, lecz wy­maga wręcz dia­me­tral­nego od­wró­ce­nia. Oto jak moim zda­niem brzmi pra­wi­dłowa wer­sja: aby dys­po­no­wać świa­do­mo­ścią, mu­simy być w sta­nie czuć.

Kiedy roz­wa­żamy zja­wi­sko umy­słu jako skład­nika ży­wych or­ga­ni­zmów, na­gle każdy szcze­gół oka­zuje się ważny. Nie­mniej na­leży do­strzec, że mo­gli­śmy po­znać do­nio­słą na­turę i do­ko­na­nia umy­słów ludz­kich tylko dla­tego, że umy­sły te były ob­da­rzone świa­do­mo­ścią. Umoż­li­wiała ona or­ga­ni­zmom trosz­cze­nie się o wła­sne, in­dy­wi­du­alne losy oraz o losy po­dob­nych or­ga­ni­zmów w ich oto­cze­niu. Świa­do­mość do­star­czała po­wo­dów do ist­nie­nia oraz in­spi­ro­wała świa­dome już jed­nostki do opie­kuń­czego i no­wa­tor­skiego dzia­ła­nia w in­te­re­sie wła­snym oraz owych in­nych, do któ­rych ży­wiły uczu­cia! Po­zwo­liła na to, by umy­sły stały się twór­cze. Stała się matką chrzestną in­wen­cji. Pod jej nie­obec­ność nie by­łoby Ba­cha, Mo­zarta ani Beetho­vena; nie by­łoby Szek­spira; Dar­wina i Wil­liama Ja­mesa; Ein­ste­ina; Wat­sona i Cricka.

Z naj­więk­szą ra­do­ścią oznaj­mił­bym rów­nież, że na­tu­ralne wy­kształ­ce­nie się świa­do­mo­ści nie miało żad­nych nie­for­tun­nych na­stępstw. Nie­stety, rze­czy­wi­stość jest inna, jak czy­tel­nik za­pewne sam się orien­tuje.

II

Od kiedy na sce­nie po­ja­wiły się uczu­cia i świa­do­mość, dzieje na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji wkro­czyły w nową fazę. Po­strze­gam to tak, że w skład umy­słu (psy­chiki) za­częły wcho­dzić uczu­cia ho­me­osta­tyczne i ich za­sad­ni­cze na­stęp­stwa, mia­no­wi­cie su­biek­tyw­ność i świa­do­mość. W re­zul­ta­cie zaś po­wstał umysł świa­domy, czyli wy­twa­rzany przez mózg okre­ślo­nego or­ga­ni­zmu we współ­pracy z jego cia­łem – in­nymi słowy, umysł do­świad­czany przez or­ga­nizm z jego su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, jako część jego ciała oraz przy­na­leżny wy­łącz­nie jemu!

Co ważne, świa­domy umysł nie był – i nie jest – za­re­zer­wo­wany wy­łącz­nie dla lu­dzi. Jak bę­dziemy wy­ja­śniać w dal­szej czę­ści książki, po­wsta­nie świa­do­mo­ści sta­nowi w ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej prze­ło­mowy krok, który zwięk­szał szanse prze­trwa­nia i bez­pie­czeń­stwo or­ga­ni­zmów zło­żo­nych. Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja przy­stą­piła do trwa­ją­cych całe eony prac te­re­no­wych, przez które roz­wi­jała świa­do­mość, wy­pró­bo­wy­wała ją i do­sko­na­liła w wielu isto­tach, za­nim na Ziemi po­ja­wili się lu­dzie. Pierwsi be­ne­fi­cjenci tych ewo­lu­cyj­nych prób ze świa­do­mo­ścią żyją wciąż wśród nas – to świa­dome stwo­rze­nia, które fru­wają nad na­szymi gło­wami i pły­wają w mo­rzach; które od­wie­dzamy w zoo lub po­dzi­wiamy na sa­fari, nie wspo­mi­na­jąc już o na­szych do­mo­wych pu­pi­lach.

Nie­mniej kre­atywne moż­li­wo­ści umy­słów ludz­kich zde­cy­do­wa­nie się wy­róż­niają. Kiedy więc na ziemi za­ist­nieli świa­domi lu­dzie, ogrom­nie zmie­niły się ich ru­ty­nowe za­cho­wa­nia i wy­twory oraz po­ja­wiły się nowe osią­gnię­cia. Oto je­den zna­mienny przy­kład: lu­dzie stwo­rzyli mu­zykę, spo­sób wy­ra­ża­nia od­czuć o so­bie sa­mych, in­nych oraz do­świad­cze­niach ży­cia. Mu­zyka była na­rzę­dziem ko­mu­ni­ka­cji in­ter­per­so­nal­nej oraz we­wnętrz­nego wzbo­ga­ca­nia sie­bie. Po­nadto w spo­łecz­no­ściach ludz­kich wy­kształ­ciły się ję­zyki po­zwa­la­jące jed­nost­kom względ­nie pre­cy­zyj­nie prze­ka­zy­wać wła­sne my­śli oraz po­zna­wać my­śli ota­cza­ją­cych osób. Lu­dzie po­tra­fili też ba­dać i zmie­niać świat wo­kół sie­bie, wy­twa­rza­jąc no­wa­tor­skie i zło­żone struk­tury spo­łeczno-kul­tu­rowe. Roz­wi­nęło się rol­nic­two, a dzięki niemu ro­dziły się do­bra, które można było nie tylko kon­su­mo­wać, lecz także wy­mie­niać lub sprze­da­wać. To samo od­nosi się do wy­naj­do­wa­nia i wy­ra­bia­nia na­rzę­dzi, które jesz­cze bar­dziej po­sze­rzały ob­szar ludz­kiej kre­atyw­no­ści.

W ślad za tym po­szło stwo­rze­nie i wdro­że­nie stra­te­gii za­rzą­dza­nia, ko­niecz­nych do roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów wy­ni­ka­ją­cych z licz­nych in­no­wa­cji kul­tu­ro­wych. Stra­te­gie te znamy dzi­siaj pod ta­kimi na­zwami, jak eko­no­mia i po­li­tyka, wy­miar spra­wie­dli­wo­ści, re­li­gie oraz – wcale nie mniej ważna – sze­roko ro­zu­miana sztuka: nie tylko mu­zyka i li­te­ra­tura, które czer­pały z ist­nie­nia ję­zyka, lecz także rzeźba, ry­su­nek i ma­lar­stwo oraz ta­niec i te­atr w nie­ustan­nie ewo­lu­ują­cych for­mach i sty­li­styce. W końcu po­ja­wiła się zdol­ność do sys­te­ma­tycz­nego roz­wa­ża­nia funk­cji i na­tury ludz­kiej psy­chiki oraz spo­łe­czeństw kształ­to­wa­nych przez nowe, zło­żone formy pro­wa­dze­nia ży­cia. W ten spo­sób na­ro­dziła się fi­lo­zo­fia – me­toda re­flek­sji nad wy­two­rami ży­cia, a za­ra­zem nie­oczy­wi­sty pre­kur­sor dzi­siej­szych nauk przy­rod­ni­czych i tech­nicz­nych. Wszystko to składa się na im­po­nu­jący ciąg roz­woju i eks­pan­sji3.

III

Ty­siące lat cy­wi­li­za­cji ludz­kiej na­stały po ukształ­to­wa­niu się in­stru­men­tów kul­tu­ro­wych wy­wie­dzio­nych z kla­sycz­nej in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Dzięki udzia­łowi świa­do­mo­ści oraz wspie­ra­nej przez nią kre­atyw­no­ści na­tu­ralna in­te­li­gen­cja od­po­wia­dała w toku dzie­jów za po­wsta­wa­nie i upadki im­pe­riów, wy­kształ­ca­nie się re­li­gii oraz ich wy­zna­wa­nie bądź od­rzu­ca­nie. Można ob­wi­niać świa­do­mość o nie­zli­czone wojny po­wsta­jące na tle wie­rzeń, praw do wła­sno­ści i dok­tryn po­li­tycz­nych, lecz na­leży jej też przy­pi­sać zdu­mie­wa­jące osią­gnię­cia ar­ty­styczne i na­ukowe oraz triumfy my­śli tech­nicz­nej. To nie­złe pa­smo suk­ce­sów, lecz w tej chwili do­cie­ramy do roz­droża. Na­sza epoka – epoka lu­dzi nie tylko in­te­li­gent­nych, lecz także wy­bit­nie twór­czych i no­wa­tor­skich – zdo­łała wy­two­rzyć i za­sy­mi­lo­wać szczy­towe osią­gnię­cia ludz­kiej ewo­lu­cji, ale i od­sło­niła ot­chła­nie nie­bez­piecz­nych prze­pa­ści. Ota­czają nas co­raz bar­dziej wy­ra­fi­no­wane ma­chiny wo­jenne oraz kosz­marne widmo wy­wo­ła­nej przez czło­wieka zmiany kli­matu i jej kon­se­kwen­cji: głodu, epi­de­mii, po­ża­rów, po­wo­dzi, roz­bo­jów i anar­chii. Moż­liwe zaś, że ze wszyst­kich tych za­gro­żeń naj­bar­dziej pro­ble­ma­tyczny jest prężny roz­wój sztucz­nej in­te­li­gen­cji, któ­rej spo­łeczne kon­se­kwen­cje do­piero za­czy­namy do­strze­gać.

Do nie­dawna więk­szość na­rzę­dzi cy­wi­li­za­cji ludz­kiej sta­no­wiły wy­twory tra­dy­cyj­nej in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Obec­nie jed­nak – zry­wa­jąc nie­jako z tym, do czego przy­zwy­cza­iły nas dzieje – na scenę wszedł prze­bo­jem po­zor­nie nowy ro­dzaj in­te­li­gen­cji. Mam na my­śli całą gamę roz­wią­zań okre­śla­nych zbior­czo mia­nem sztucz­nej in­te­li­gen­cji (ar­ti­fi­cial in­tel­li­gence, AI). Trzeba za­zna­czyć, że AI zo­stała w ca­ło­ści wy­na­le­ziona przez lu­dzi i rzecz ja­sna wy­wo­dzi się z sze­ro­kiego spek­trum form in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Po­cząt­kowo przy­miot­nik „sztuczna” od­no­sił się głów­nie do tego, że wy­czyny AI były do­ko­ny­wane w nie­oży­wio­nych urzą­dze­niach wy­two­rzo­nych z mar­twej ma­te­rii, które z cza­sem stały się tak małe, że można je było za­mknąć w dłoni.

Te no­wa­tor­skie in­stru­menty oraz sieci, które z nich ko­rzy­stają i wspie­rają ich dzia­ła­nie, pod­stęp­nie wnik­nęły w na­sze ży­cie i roz­pa­no­szyły się na znacz­nie więk­szą skalę, niż mo­gli­śmy w swej na­iw­no­ści ocze­ki­wać. Znaj­du­jemy się te­raz w to­wa­rzy­stwie cu­dów tech­niki, które w tak zdu­mie­wa­ją­cym stop­niu imi­tują różne aspekty ludz­kiego in­te­lektu i za­cho­wa­nia, że ich twórcy z pew­no­ścią za­słu­gują na naj­wyż­szy po­dziw. O ile jed­nak część tych in­stru­men­tów wnosi po­zy­tywny wkład w do­bro­byt lu­dzi, o tyle są one rów­nież uży­wane do fał­szo­wa­nia fak­tów oraz pod­wa­ża­nia za­sad­ni­czych aspek­tów pro­ce­sów spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych, które ko­ja­rzymy ze zdro­wym i mo­ral­nym ży­ciem. Co wię­cej, nie cho­dzi tylko o to, że me­tody te mogą wy­rzą­dzać ogromne szkody w rę­kach nie­go­dzi­wych użyt­kow­ni­ków. Za­cho­dzi re­alne nie­bez­pie­czeń­stwo, że wy­goda i uza­leż­nia­jąca atrak­cyj­ność ko­rzy­sta­nia z nich ze­pchną ma mar­gi­nes cenne za­ję­cia czło­wieka, dzięki któ­rym sta­wa­li­śmy się zdrowsi, szczę­śliwsi i szla­chet­niejsi – mam tu na my­śli upra­wia­nie sztuki i fi­lo­zo­fii, pro­wa­dze­nie ba­dań na­uko­wych oraz roz­ma­ite spo­soby pie­lę­gno­wa­nia ludz­kiego du­cha, które nada­wały lu­dziom szla­chec­two. To ry­zyko dla ro­dzaju ludz­kiego jest re­alne, a do­dajmy, że wszystko to jest tylko wstę­pem do po­ja­wie­nia się na sce­nie po­ten­cjal­nie jesz­cze więk­szego za­gro­że­nia: za­po­wia­da­nej sztucz­nej in­te­li­gen­cji ogól­nej (ar­ti­fi­cial ge­ne­ral in­tel­li­gence, AGI)*.

IV

Nie na­leży jed­nak obar­czać AI wy­łączną od­po­wie­dzial­no­ścią za nie­bez­pie­czeń­stwa, z któ­rymi mie­rzy się ludz­kość. Jest oczy­wi­ste, że za­równo AI, jak i wie­lo­wy­mia­rowe kry­zysy spo­łeczne i po­li­tyczne, z któ­rymi się dziś zma­gamy, są w wiel­kiej mie­rze po­kło­siem wy­two­rów in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej. Wy­pada więc za­dać w tym miej­scu kło­po­tliwe py­ta­nie: jak do tego do­szło, że na­tu­ralna in­te­li­gen­cja, która wy­daj­nie chro­niła i ulep­szała ży­cie w toku dzie­jów ludz­ko­ści, mo­gła tak bar­dzo zwieść nas na ma­nowce? Próby udzie­le­nia od­po­wie­dzi w kon­tek­ście ana­lizy bie­żą­cych kon­flik­tów na świe­cie pro­wa­dzą z ko­niecz­no­ści ku jed­nej z głów­nych kon­se­kwen­cji na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji: ku świa­do­mo­ści, która umoż­li­wia ist­nie­nie su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, nie­za­leż­nej spraw­czo­ści i mocy twór­czej istot ludz­kich. To wła­śnie świa­do­mość od­po­wiada za zdol­ność or­ga­ni­zmu do do­świad­cza­nia w so­bie jed­nost­ko­wego umy­słu, a także za zdol­ność do­świad­cza­nia przez jed­nostkę cier­pie­nia i za­do­wo­le­nia, wy­ni­ka­ją­cych z ak­tu­al­nego stanu jej pro­ce­sów ży­cio­wych. Po­nadto jest od­po­wie­dzialna za kre­atyw­ność, dzięki któ­rej każda jed­nostka może się prze­ciw­sta­wiać temu, co za­graża jej ist­nie­niu, oraz po­szu­ki­wać moż­li­wo­ści kon­struk­tyw­nego dzia­ła­nia.

Świa­domy cha­rak­ter umy­słów sta­no­wił nie­zbędny fun­da­ment ludz­kich kul­tur oraz przy­czynę, z któ­rej to, co po­strze­gamy, my­ślimy, mó­wimy i ro­bimy, ma dla nas ja­kie­kol­wiek zna­cze­nie. Nie wolno igno­ro­wać tego faktu, a skoro tak, wy­ja­śnie­nie po­cho­dze­nia i me­cha­ni­zmów dzia­ła­nia świa­do­mego umy­słu – co składa się na za­sad­ni­czy plan i cel tej książki – jest nie­zbędne do zro­zu­mie­nia nie­po­ko­ją­cej sy­tu­acji, w któ­rej ludz­kość się dziś zna­la­zła. Bli­sko spo­krew­niony jest z tym cel – choć może po­win­ni­śmy go ra­czej na­zwać na­dzieją – by przed­sta­wie­nie no­wej, wszech­stron­nej kon­cep­cji pracy świa­do­mego umy­słu po­mo­gło nam w zna­le­zie­niu lep­szych spo­so­bów re­ago­wa­nia na szko­dliwe trendy w kul­tu­rach ludz­kich i amor­ty­zo­wa­nia ich ne­ga­tyw­nego wpływu. Być może da się ina­czej ukie­run­ko­wać roz­wój pew­nych wy­bit­nych do­ko­nań na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji, aby za­wró­cić ludz­kość znad skraju prze­pa­ści, do któ­rego do­szła.

* W od­róż­nie­niu od dzi­siej­szych sys­te­mów tzw. wą­skiej AI, ogra­ni­czo­nych do wy­ko­ny­wa­nia kon­kret­nych za­dań, które de­fi­niuje ich opro­gra­mo­wa­nie, sztuczna in­te­li­gen­cja ogólna to hi­po­te­tyczny sy­stem, który po­tra­fiłby zro­zu­mieć i opa­no­wać czy wy­ko­nać do­wolne za­da­nie in­te­lek­tu­alne bę­dące w za­sięgu ludz­kiego umy­słu (przyp. tłum.).

ROZ­DZIAŁ 3

Me­toda i plan

Uwa­żam za wska­zane in­for­mo­wa­nie czy­tel­ni­ków przez au­tora, o czym za­mie­rza pi­sać, zwłasz­cza gdy wy­biera tak mgła­wi­cowy te­mat jak świa­do­mość. W grun­cie rze­czy pi­szę o tym, (a) w jaki spo­sób na­tu­ralna in­te­li­gen­cja zdo­łała wpro­wa­dzić świa­do­mość do or­ga­ni­zmów ży­wych, ta­kich jak my, oraz (b) ja­kie są na­stęp­stwa dys­po­no­wa­nia przez or­ga­ni­zmy świa­do­mo­ścią w świe­cie, w któ­rym żyją. Moim ce­lem jest wy­ja­śnie­nie, w jaki spo­sób świa­do­mość się ma­te­ria­li­zuje, z tego zaś po­wodu, za­nim przed­sta­wię swoje spoj­rze­nie na to, jak przy­roda wy­wią­zała się z tego za­da­nia, za­pre­zen­tuję swój po­gląd na to, czym w ogóle jest świa­do­mość4.

Więk­szość kon­cep­cji, któ­rych tu bro­nię, opiera się na ugrun­to­wa­nej wie­dzy na­uko­wej, choć nie­kiedy sto­sun­kowo nie­dawno zdo­by­tej. Nie stro­nię też jed­nak od hi­po­tez, które do­piero cze­kają na we­ry­fi­ka­cję. Po­nadto nie od­że­gnuję się od roz­pa­try­wa­nia tych sa­mych py­tań z wielu per­spek­tyw, pod róż­nymi ką­tami, w na­dziei na przy­bli­że­nie się do wia­ry­god­nego wy­ja­śnie­nia.

Kon­cep­cje przy­świe­ca­jące moim pra­com nad świa­do­mo­ścią czer­pią z usta­leń w trzech głów­nych ob­sza­rach ba­daw­czych: fi­lo­zo­fii, psy­cho­lo­gii oraz ze­sta­wie dzie­dzin, który obej­muje bio­lo­gię ogólną, neu­ro­lo­gię kli­niczną i neu­ro­naukę. W tym kon­tek­ście naj­ogól­niej­sza de­fi­ni­cjaświa­do­mo­ści, jaką mogę przed­sta­wić, głosi, że jest ona pro­ce­sem bio­lo­gicz­nym, który po­zwala or­ga­ni­zmom wy­po­sa­żo­nym w układ ner­wowy od­kry­wać ist­nie­nie sie­bie oraz ist­nie­nie ota­cza­ją­cego świata.

Świa­do­mość ma cha­rak­ter we­wnętrzny. Do­świad­cze­nia, które wy­ni­kają z dys­po­no­wa­nia nią przez or­ga­nizm, są do­stępne tylko z wnę­trza tego jed­nego świa­do­mego or­ga­ni­zmu. Nie daje się ich ob­ser­wo­wać spoza niego, choć to­wa­rzy­szą im cha­rak­te­ry­styczne oznaki, które mogą su­ge­ro­wać in­nym świa­do­mym jed­nost­kom obec­ność świa­do­mo­ści.

Świa­do­mość sta­nowi atut dla każ­dej dys­po­nu­ją­cej nią istoty. Zdol­ność zło­żo­nych or­ga­ni­zmów do kie­ro­wa­nia włas­nym ży­ciem (self-go­ver­ning) wy­maga bo­wiem su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, ta zaś sta­nowi sedno świa­do­mo­ści.

Świa­do­mość i umysł to od­rębne pro­cesy. Dzięki świa­do­mo­ści umysł zo­staje za­ko­twi­czony w świe­cie. Świa­do­mość działa na usłu­gach umy­słu. Składa się na nią pre­cy­zyjne umiej­sca­wia­nie jed­nego kon­kret­nego pro­cesu umy­sło­wego w okreś­lo­nym i wy­jąt­ko­wym punk­cie wszech­świata: ciele, w któ­rym z udzia­łem mó­zgu jest wy­twa­rzany wie­lo­aspek­towy i nie­wi­doczny dla oto­cze­nia kra­jo­braz men­talny.

Re­asu­mu­jąc, świa­do­mość do­ko­nuje spon­ta­nicz­nego łą­cze­nia da­nego pro­cesu umy­sło­wego z okre­ślo­nym or­ga­ni­zmem, w któ­rym ów umysł jest wy­twa­rzany za po­mocą układu ner­wo­wego.

Plan książki

PO­CZĄTKI wpro­wa­dzają kon­cep­cję świa­do­mo­ści w kon­tek­ście na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji. Czer­piąc z prze­my­śleń fi­lo­zo­ficz­nych wspar­tych usta­le­niami bio­lo­gii ogól­nej, neu­ro­lo­gii kli­nicz­nej i neu­ro­nauki, książka przed­sta­wia moje od­po­wie­dzi na dwa główne py­ta­nia: jak świa­do­mość zo­staje wy­two­rzona oraz jak wpływa na dys­po­nu­jące nią istoty.

Część I książki nosi ty­tuł PRO­BLEM GE­NE­RO­WA­NIA ŚWIA­DO­MO­ŚCI I ZA­RYS JEGO MOŻ­LI­WYCH ROZ­WIĄ­ZAŃ. Oma­wiam w niej świa­do­mość jako na­tu­ralne roz­wią­za­nie pro­blemu re­gu­la­cji ży­cia w zło­żo­nych, pod­le­ga­ją­cych za­gro­że­niom, śmier­tel­nych or­ga­ni­zmach ob­da­rzo­nych ukła­dem ner­wo­wym oraz umy­słem. W czę­ści II, pod ty­tu­łem GŁĘB­SZA ANA­LIZA ROZ­WIĄ­ZAŃ, przed­sta­wiam po­stu­lo­wane przez sie­bie bio­lo­giczne roz­wią­za­nie pro­blemu po­wsta­nia świa­do­mo­ści. Wy­ja­śniam, (a) jak in­te­ro­cep­cja i jej me­cha­ni­zmy neu­ro­bio­lo­giczne wy­twa­rzają uczu­cia ho­me­osta­tyczne oraz (b) w jaki spo­sób za­pew­niają świa­domy cha­rak­ter zin­te­gro­wa­nym pro­ce­som umy­sło­wym.

Część III, za­ty­tu­ło­wana SKORO TE­RAZ JUŻ WIEMY, ma na celu po­rów­na­nie za­pro­po­no­wa­nego przeze mnie roz­wią­za­nia pro­blemu świa­do­mo­ści z pro­ce­sami re­je­stro­wa­nia bodź­ców (sen­sing), dzięki któ­rym bak­te­rie i ro­śliny mogą utrzy­my­wać się przy ży­ciu pod nie­obec­ność świa­do­mo­ści. Inne roz­działy do­ty­czą spo­łecz­nych na­stępstw świa­do­mo­ści u lu­dzi, obej­mu­jąc mię­dzy in­nymi ze­sta­wie­nie in­te­li­gen­cji na­tu­ral­nej z nad­zwy­czaj­nymi osią­gnię­ciami sztucz­nej in­te­li­gen­cji. Ta część książki koń­czy się zło­że­niem wy­ra­zów uzna­nia moim men­to­rom i ko­le­gom, któ­rym za­wdzię­czam wła­sny roz­wój lub któ­rzy przy­czy­nili się do po­wsta­nia tej pracy.

Część IV, RE­FLEK­SJE POD­SU­MO­WU­JĄCE, za­wiera pewne prze­my­śle­nia na te­mat roli na­tu­ral­nej in­te­li­gen­cji oraz po­wsta­nia i eks­pan­sji świa­do­mo­ści.

CZĘŚĆ I

PROBLEMGENEROWANIA ŚWIADOMOŚCII ZARYS JEGO MOŻLIWYCHROZWIĄZAŃ

ROZ­DZIAŁ 4

Mamy wiele umy­słów…

Umy­sły to nad­zwy­czajne place za­baw – szcze­gólne prze­strze­nie wy­two­rzone w part­ner­skim dzia­ła­niu ciała z jego ukła­dem ner­wo­wym; prze­strze­nie, w któ­rych świat, jego cha­rak­te­ry­styka i za­cho­dzące w nim zja­wi­ska zy­skują opis. Umy­sły są także pro­ce­sami bio­lo­gicz­nymi, w któ­rych ro­dzą się su­biek­tyw­ność i świa­do­mość, te zaś wy­twa­rzają umysł su­biek­tywny, do­świad­cza­jący i świa­domy.

Pod tym, co umow­nie na­zy­wamy „umy­słem”, kryje się praca wielu wąt­ków i ro­dza­jów pro­ce­sów psy­chicz­nych. Są one tak ści­śle sple­cione, że pra­wie nie do­strze­gamy od­ręb­no­ści ich po­cho­dze­nia, prze­biegu i skut­ków. Bez ich zbio­ro­wego funk­cjo­no­wa­nia na­sze ży­cie nie to­czy­łoby się pra­wi­dłowo i efek­tyw­nie, nie­mniej je­ste­śmy w sta­nie po­jąć ich spe­cy­ficzny wkład do­piero wtedy, gdy pró­bu­jemy je wy­od­ręb­nić i ob­ser­wo­wać każdy z osobna.

Je­den z fun­da­men­tal­nych ro­dza­jów pro­ce­sów umy­sło­wych do­ty­czy wnę­trza or­ga­ni­zmu. Będę go na­zy­wał „umy­słem czu­ją­cym” i wy­ja­śniam, że nie­ustan­nie wy­twa­rza on skom­pli­ko­wane uczu­cia, które opi­sują stan na­szego wnę­trza. Jak już wspo­mnia­łem, uczu­cia te na­zywa się także ho­me­osta­tycz­nymi, po­nie­waż ich za­sad­ni­cza rola po­lega na wspie­ra­niu pro­cesu re­gu­la­cji ży­cia, zna­nego jako utrzy­my­wa­nie ho­meo­stazy. Wy­daje się jed­nak, że uczu­cia ho­me­osta­tyczne na­der czę­sto zo­stają wy­parte przez inny fun­da­men­talny pro­ces: „umysł per­cep­cyjny”. W rze­czy­wi­sto­ści to wy­par­cie jest tylko po­zorne. Uczu­cia ho­me­osta­tyczne są w dal­szym ciągu wy­twa­rzane, ale te­raz jed­no­cze­śnie prze­zna­czamy swoje ogra­ni­czone za­soby uwagi na to, co po­strze­gamy na ze­wnątrz ciała. Umysł per­cep­cyjny to ów obej­mu­jący lu­dzi, miej­sca, obiekty i zda­rze­nia mu­tli­me­dialny po­kaz, który układa się w nie­usta­jące i prze­bo­gate wi­do­wi­sko. Głów­nymi gra­czami w tej re­wii są wzrok, słuch, do­tyk oraz węch i smak, a ca­ło­ści do­peł­niają na­sze ce­lowe ru­chy. Gdy po­tocz­nie mó­wimy o umy­śle, zwy­kle od­no­simy się do na­tu­ral­nej kom­bi­na­cji tych dwóch fun­da­men­tal­nych pro­ce­sów: umy­słu czu­ją­cego i umy­słu per­cep­cyj­nego.

I o ileż pro­ściej by było, gdy­by­śmy mu­sieli się bo­ry­kać tylko z dwoma ro­dza­jami umy­słu! W kwe­stii ak­tyw­no­ści men­tal­nej nic jed­nak nie jest pro­ste. Oka­zuje się, że mamy do czy­nie­nia z czymś wię­cej, to­też wy­pada opi­sać do­dat­kowe ro­dzaje pro­ce­sów umy­sło­wych. Pierw­szy na­zy­wam umy­słem my­ślą­cym czy re­flek­syj­nym. Za­własz­cza on na­szą prze­strzeń men­talną, gdy bły­ska­wicz­nie prze­sta­wiamy się z ob­ser­wo­wa­nia oto­cze­nia (za po­śred­nic­twem pro­cesu per­cep­cyj­nego) na (a) wła­sne re­flek­sje o tym, co wła­śnie ujaw­niło się w tym oto­cze­niu, lub (b) to, jak te re­flek­sje wiążą się z na­szymi do­świad­cze­niami ze­bra­nymi przy in­nych oka­zjach, bądź też (c) kiedy po­zwa­lamy umy­słowi swo­bod­nie błą­dzić i twór­czo ge­ne­ro­wać nowe obiekty, czyn­no­ści czy sy­tu­acje. Drugi ro­dzaj re­flek­syj­nego pro­cesu umy­sło­wego to ten bar­dziej kon­wen­cjo­nal­nie ro­zu­miany, który od­ciąga nas od swo­bod­nego błą­dze­nia my­ślami, a kie­ruje ku sys­te­ma­tycz­nemu ro­zu­mo­wa­niu i bu­do­wa­niu no­wych kon­cep­cji.

Co istotne, wszyst­kie pro­cesy umy­słu re­flek­syj­nego otrzy­mują ważne wspar­cie w for­mie mniej lub bar­dziej peł­nego prze­kładu wy­twa­rza­nych przez niego my­śli – i to nie tylko dzięki wpro­wa­dza­niu nazw wszyst­kich lu­dzi, obiek­tów i zja­wisk pod słoń­cem, ale także wszel­kich „je­żeli”, „oraz”, „ale” i „moż­liwe”, które lo­gicz­nie i gra­ma­tycz­nie łą­czą zwią­zane z nimi kon­cep­cje. Na­leży przy tym od­no­to­wać nie­zwy­kły fakt, że jest to au­to­ma­tyczne tłu­ma­cze­nie na wszyst­kie ję­zyki, ja­kie czło­wiek może opa­no­wać! Z tego po­wodu per­cep­cje skład­ni­ków na­szego oto­cze­nia, re­flek­sje nad tym, co po­strze­gamy, i rów­no­le­głe prze­kłady ję­zy­kowe wszyst­kich obec­nych przed nami obiek­tów, dzia­łań i cech można wy­god­nie okre­ślać jed­nym ter­mi­nem zło­żo­nym: umysł per­cep­cyjno-re­flek­syjno-ję­zy­kowy.

W związku z po­wyż­szym, gdy sta­ramy się zro­zu­mieć umy­słowe przy­gody mó­zgu, mu­simy roz­wa­żać kilka zde­cy­do­wa­nie od­ręb­nych pro­ce­sów. Pierw­szy, umysł czu­jący, wiąże się z prze­bie­giem pro­cesu ży­cia, który to­czy się w or­ga­ni­zmie. Pro­ces ten jest nie­ustan­nie ko­men­to­wany przez uczu­cia, które na bie­żąco wska­zują na ja­kość każ­dego zda­rze­nia bio­lo­gicz­nego, oce­nia­jąc je na skali afek­tyw­nej jako zde­cy­do­wa­nie po­zy­tywne, ne­ga­tywne lub sy­tu­ujące się gdzieś po­mię­dzy nimi. Co cie­kawe, ze względu na tę pra­dawną ewo­lu­cyj­nie i bar­dzo wpły­wową po­zy­cję wśród ope­ra­cji umy­sło­wych uczu­cia nie­ustan­nie war­to­ściują też wszystko, co dzieje się w umy­śle. Pro­ce­sowi my­śle­nia i jego tre­ści z ko­niecz­no­ści to­wa­rzy­szy nie­milk­nący chór ko­men­tu­ją­cych je uczuć. Jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że sta­ro­żytni greccy dra­ma­tur­dzy in­tu­icyj­nie wy­czu­wali obec­ność tego nie­unik­nio­nego oce­nia­ją­cego ko­men­ta­rza, który to­wa­rzy­szy na­szym my­ślom, i ta in­tu­icja pod­po­wie­działa im utwo­rze­nie chóru sce­nicz­nego.

Dru­gim pro­ce­sem jest umysł per­cep­cyjny, który opi­suje oto­cze­nie, ko­rzy­sta­jąc z róż­nych apa­ra­tów per­cep­cyj­nych oraz na­szego ce­lo­wego prze­miesz­cza­nia się w tym oto­cze­niu. Trzeci pro­ces, umysł re­flek­syjno-ję­zy­kowy, dia­me­tral­nie prze­sta­wia per­spek­tywę – po­zwala nam za­sta­na­wiać się i wspo­mi­nać, od­wró­cić się od okna bie­żą­cych czyn­no­ści umy­sło­wych, a zaj­rzeć do sej­fów pa­mięci (świe­żej i od­le­głej); roz­wa­żać nie tylko to, co wła­śnie się zda­rzyło, lecz rów­nież to, co za­ist­niało dawno temu, czy choćby to, co so­bie kie­dyś wy­obra­ża­li­śmy albo co mo­żemy so­bie wy­obra­zić i stwo­rzyć te­raz. Re­flek­sje te mogą się prze­ja­wiać w po­staci po­zba­wio­nego słów mon­tażu fil­mo­wego lub też te­atral­nej nar­ra­cji wer­bal­nej albo po­łą­cze­nia obu tych form za­leż­nie od tego, co naj­le­piej od­po­wiada na­stro­jowi i po­trze­bom chwili.

II

Nie po­win­ni­śmy się dać zwieść efek­tyw­nemu prze­pla­ta­niu się róż­nych for­ma­tów umy­sło­wych i uznać, że są to za­le­d­wie wa­ria­cje na je­den te­mat. W rze­czy­wi­sto­ści umy­sły te nie są na­wet utkane z tej sa­mej przę­dzy. Róż­nią się pod wie­loma wzglę­dami, ta­kimi jak ich za­sad­ni­czy fun­da­ment bio­lo­giczny, wiek ewo­lu­cyjny oraz kon­se­kwen­cje czyn­no­ściowe.

Umysł per­cep­cyjny to twór ogromny, lecz dzia­ła­jący przej­rzy­ście. Sy­gnały z apa­ra­tów zmy­sło­wych, ta­kich jak oczy, uszy, kubki sma­kowe, na­bło­nek wę­chowy i ciałka do­ty­kowe w skó­rze, za­pew­niają ośrod­ko­wemu ukła­dowi ner­wo­wemu mniej lub bar­dziej szcze­gó­łowe opisy ze­wnętrz­nych obiek­tów wcho­dzą­cych z nimi w kon­takt. Pro­ces umy­słu per­cep­cyj­nego eks­po­nuje re­zul­taty tych „ba­dań ob­ra­zo­wych”. Opisy rze­czy i zda­rzeń, które ujaw­niły się zmy­słom, pre­zen­tuje we­wnątrz układu ner­wo­wego, przede wszyst­kim w wy­od­ręb­nio­nych ob­sza­rach sen­so­rycz­nych kory mó­zgo­wej. Za­uważmy, że jest to pro­ces jed­no­kie­run­kowy. Zmy­sły przy­czy­niają się do skon­stru­owa­nia ob­ra­zów i wy­świe­tle­nia ich w na­szym umy­śle, ale same nie są w sta­nie zwrot­nie od­dzia­ły­wać na źró­dła tych ob­ra­zów. Spraw­dzają się tu kla­syczne po­rów­na­nia do na­grań fil­mo­wych czy dźwię­ko­wych. Fil­mu­jemy coś lub na­gry­wamy, a po­tem to od­twa­rzamy. Ani film, ani ścieżka dźwię­kowa nie mogą wy­wie­rać wpływu na za­re­je­stro­waną rze­czy­wi­stość.

Na umysł re­flek­syjno-ję­zy­kowy składa się od­rębny, zróż­ni­co­wany ze­staw da­lece mniej przej­rzy­stych pro­ce­sów. Umiesz­cza on sy­gnały z apa­ra­tury per­cep­cyj­nej, dzięki któ­rej wi­dzimy i sły­szymy wszystko wo­kół sie­bie w tej chwili, w kon­tek­ście ob­ra­zo­wa­nia zgro­ma­dzo­nego w prze­szło­ści. Mo­żemy po­słu­żyć się pa­mię­cią daw­niej­szych po­strze­żeń i wy­świe­tlić je obok ak­tu­al­nych. Albo mo­żemy się prze­łą­czyć w tryb „off line” i od­dać się swo­bod­nemu wspo­mi­na­niu. Jedną z prak­tycz­nych kon­se­kwen­cji tych za­bie­gów jest do­ko­ny­wa­nie po­rów­nań. Na przy­kład mo­żemy przyj­rzeć się prze­szło­ści i te­raź­niej­szo­ści w pro­ce­sie my­ślą­cym (re­flek­syj­nym) i wy­cią­gnąć wnio­ski z do­strze­żo­nych kon­tra­stów. Pro­ces ten jest wspo­ma­gany przez ję­zyk, który ofe­ruje od­rębne słowa w od­nie­sie­niu do wy­stę­pu­ją­cych bo­ha­te­rów, obiek­tów, dzia­łań i cech.

Na­leży do­dać, że klu­czowe ana­to­miczne struk­tury mó­zgu ko­nieczne do pro­wa­dze­nia zło­żo­nych czyn­no­ści re­flek­syj­nych są w więk­szo­ści zu­peł­nie inne niż te wy­ko­rzy­sty­wane przez umysł per­cep­cyjny. Ten drugi po­słu­guje się pierw­szo­rzę­do­wymi i ko­ja­rze­nio­wymi ob­sza­rami kory róż­nych mo­dal­no­ści per­cep­cyj­nych, na­to­miast umysł re­flek­syjny – ko­ja­rze­niową wy­so­kiego rzędu w re­jo­nach cie­mie­nio­wych, skro­nio­wych i czo­ło­wych. Z ko­lei umysł ję­zy­kowy opiera się na ob­sza­rach kory wy­spe­cja­li­zo­wa­nych w funk­cjach wer­bal­nych, w więk­szo­ści zlo­ka­li­zo­wa­nych asy­me­trycz­nie w re­jo­nach czo­ło­wych i skro­nio­wych5.

Na ko­niec wróćmy do po­zor­nie skrom­nego umy­słu czu­ją­cego, od któ­rego za­czę­li­śmy dy­gre­sję o umy­śle – i nie dajmy się na­brać! Choć na pierw­szy rzut oka umysł czu­jący może wy­glą­dać nie­po­zor­nie, to jest on za­dzi­wia­jąco skom­pli­ko­wany i od­grywa za­sad­ni­czą rolę w ca­ło­ści pracy umy­sło­wej6. Naj­istot­niej­sza uwaga, jaką trzeba tu po­czy­nić, po­winna być w za­sa­dzie oczy­wi­sta, jed­nak bywa sys­te­ma­tycz­nie po­mi­jana. Z po­zoru wy­daje się, że układ ner­wowy od­po­wie­dzialny za umysł czu­jący robi to samo co w przy­padku umy­słu per­cep­cyj­nego i re­flek­syjno-ję­zy­ko­wego – mia­no­wi­cie od­no­to­wuje obiekty i zda­rze­nia we­wnątrz ciała, ko­rzy­sta­jąc z ta­kich sa­mych me­cha­ni­zmów, ja­kie po­zwa­lają od­no­to­wy­wać obiekty i zda­rze­nia w śro­do­wi­sku ze­wnętrz­nym lub za­pi­sane w pa­mięci. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak dzia­ła­nia układu ner­wo­wego w od­nie­sie­niu do wnę­trza or­ga­ni­zmu są nie tylko inne, lecz także dużo bar­dziej zło­żone.

Układ ner­wowy oczy­wi­ście od­no­to­wuje zda­rze­nia za­cho­dzące we­wnątrz or­ga­ni­zmu, lecz tak się prze­cież składa, że on sam jest zlo­ka­li­zo­wany w tym or­ga­ni­zmie. Dla­czego zwra­cam na to uwagę? Po­nie­waż lo­ka­li­za­cja układu ner­wo­wego we­wnątrz ciała po­zwala tym dwóm kom­po­nen­tom or­ga­ni­zmu – mó­zgo­wiu i wnę­trzu ciała – wy­stę­po­wać w roli part­ne­rów i wcho­dzić z sobą z wie­lo­ra­kie bez­po­śred­nie in­te­rak­cje. Sy­tu­acja taka nie za­cho­dzi w więk­szo­ści pro­ce­sów per­cep­cyj­nych, po­nie­waż za­sad­ni­cze źró­dła po­strze­żeń znaj­dują się poza ob­rę­bem or­ga­ni­zmu, czę­sto wręcz w du­żej od­le­gło­ści od niego. Jak pi­sa­łem, cho­ciaż sy­gnały ze­wnętrzne ak­ty­wują neu­rony w re­cep­to­rach zmy­sło­wych – ta­kich jak oczy czy uszy – gdzie wy­ko­nują swoje skom­pli­ko­wane za­da­nia, to ob­szary mó­zgu za­an­ga­żo­wane w eks­te­ro­cep­cję nie re­agują i nie mogą re­ago­wać na ze­wnę­trze źró­dła tych sy­gna­łów ani zwrot­nie na te źró­dła nie od­dzia­łują. Pro­ces ten prze­biega jed­no­kie­run­kowo i nie skut­kuje bez­po­śred­nią od­po­wie­dzią w sto­sunku do źró­dła. Po­śred­nio mogę oczy­wi­ście za­re­ago­wać na ko­mu­ni­kat wi­zu­alny na przy­kład za­sko­cze­niem albo za­chwy­tem, ale dzieje się to przy udziale in­nych ukła­dów w na­stęp­stwie zro­zu­mie­nia przeze mnie tego, co mia­łem oka­zję zo­ba­czyć. Moje za­sko­cze­nie czy za­chwyt nie wy­wie­rają wpływu na ze­wnętrzny obiekt; są dla niego obo­jętne.

W od­róż­nie­niu do tego w pro­ce­sie umy­słu czu­ją­cego mózg bez­po­śred­nio re­aguje na sy­gnały pły­nące z wnę­trza ciała, a w re­zul­ta­cie na­wią­zuje się swo­ista roz­mowa. Od­po­wiedź mó­zgowa wpływa na źró­dło sy­gnału, po­nie­waż mózg jest w sen­sie do­słow­nym ucie­le­śniony – przez co ro­zu­miem, że jest w pełni osa­dzony w or­ga­ni­zmie i z nim sple­ciony, to zaś spra­wia, że roz­mowa ciało–mózg jest moż­liwa i na­tu­ralna.

By zna­leźć świa­dec­twa kon­se­kwen­cji tej „cie­le­sno­ści” mó­zgu, nie trzeba uda­wać się do pra­cowni neu­ro­bio­lo­gicz­nej. Mnó­stwa do­wo­dów do­star­czają pewne in­try­gu­jące zda­rze­nia z ży­cia co­dzien­nego. Kiedy na przy­kład do­zna­jemy urazu i czu­jemy silny ból, mózg re­aguje na to przy­tłu­mia­niem bólu, za­nim zdą­żymy za­sto­so­wać miej­scowy śro­dek znie­czu­la­jący czy za­żyć ta­bletkę. Wy­gląda to tak, jakby nie­wer­balny ko­mu­ni­kat na wej­ściu in­for­mo­wał: „Je­stem zra­niony, czuję ból, po­trze­buję po­mocy”, a w od­po­wie­dzi na to ko­mu­ni­kat mó­zgu brzmi: „Do­sta­jesz ode mnie na­tych­mia­stowe uśmie­rze­nie bólu; am­bu­lans jest już w dro­dze!”. Ten we­wnętrz­nie wzbu­dzony efekt prze­ciw­bó­lowy jest po­wo­do­wany przez wy­słane czą­steczki che­miczne, które miej­scowo neu­tra­li­zują stan za­palny*.

W rze­czy­wi­sto­ści in­te­rak­cje ciało–mózg są tak za­awan­so­wane, że nie­kiedy mo­żemy wręcz „sfa­bry­ko­wać” nie­ist­nie­jący ból, gdy wi­dzimy, jak ktoś za­cina się w pa­lec, i „do­zna­jemy” em­pa­tycz­nego bólu w ana­lo­gicz­nym miej­scu swo­jego ciała! A za­tem po pierw­sze, po­tra­fimy za­cząć się sami le­czyć na­tych­miast po do­zna­niu urazu oraz po dru­gie, po­tra­fimy współ­od­czu­wać z cier­pią­cymi ludźmi, co sta­nowi ce­chę przy­czy­nia­jącą się do etycz­nego współ­ży­cia z in­nymi.

Wszystko to po­maga le­piej zro­zu­mieć me­cha­ni­zmy i nad­zwy­czajne kon­se­kwen­cje dzia­ła­nia umy­słu czu­ją­cego. Tre­ścią tego pro­cesu jest stan ży­cia we­wnątrz or­ga­ni­zmu, opi­sy­wany przez wa­ha­nia bie­żą­cych uczuć, ro­dzą­cych się z ty­sięcy ja­ko­ści i na­tę­żeń, licz­nych i zgod­nych świa­dectw to­cze­nia się pro­cesu ży­cia w ciele. Pro­ces ten służy speł­nia­niu wy­mo­gów ho­meo­stazy, gdyż ży­cie wy­maga sub­tel­nej re­gu­la­cji po to, by za­spo­ka­jać po­trzeby or­ga­ni­zmu, uni­kać za­gro­żeń oraz – dla­cze­góż by nie? – na­pa­wać się od­no­szo­nymi suk­ce­sami.

U każ­dego z nas umysł per­cep­cyjny wy­świe­tla na sze­ro­kim mul­ti­me­dial­nym ekra­nie roz­ma­ite wie­lo­zmy­słowe pro­cesy umy­słowe, na­to­miast umysł czu­jący nie­prze­rwa­nie ge­ne­ruje uczu­cia i po­zwala nam ich do­świad­czać, a w ten spo­sób umoż­li­wia sa­mo­re­gu­la­cję, czyli utrzy­my­wa­nie ho­me­ostazy.

Czy­tel­nik wkrótce po­zna, w jaki spo­sób po­łą­czony wkład tych trzech osob­nych przed­się­wzięć – umy­słu czu­ją­cego, umy­słu per­cep­cyj­nego i umy­słu re­flek­syjno-ję­zy­ko­wego – two­rzy pod­stawę sko­or­dy­no­wa­nego dzia­ła­nia, które można na­zwać umy­słem zin­te­gro­wa­nym7.

III

Gdy mowa o we­wnętrz­nym śro­do­wi­sku or­ga­ni­zmu, nie po­win­ni­śmy za­po­mi­nać o od­da­niu na­leż­nego hołdu fran­cu­skiemu fi­zjo­lo­gowi Claude’owi Ber­nar­dowi, który opi­sał fun­da­ment re­gu­la­cji or­ga­ni­zmu – pro­ces ho­me­ostazy. Ty­tuł jego pier­wot­nego ar­ty­kułu, opu­bli­ko­wa­nego w 1865 roku, dużo mówi o pre­zen­to­wa­nych w nim głów­nych usta­le­niach na­uko­wych oraz ich prze­ni­kli­wym uję­ciu: La fi­xité du mi­lieu inté­rieur est la con­di­tion de la vie li­bre, czyli „Sta­bil­ność śro­do­wi­ska we­wnętrz­nego wa­run­kiem nie­za­leż­nego ży­cia”. I w isto­cie tak wła­śnie jest8.

Do­dam tylko, że sam ter­min „ho­me­ostaza” nie zo­stał za­pro­po­no­wany przez Ber­narda. Ukuł go w 1926 roku Wal­ter Can­non, zna­mie­nity ame­ry­kań­ski fi­zjo­log, któ­rego prace w istotny spo­sób wzbo­ga­ciły na­sze ro­zu­mie­nie ży­cia9.

* Oprócz le­piej zna­nego ośrod­ko­wego me­cha­ni­zmu uśmie­rza­nia bólu, po­le­ga­ją­cego na ha­mo­wa­niu in­ter­neu­ro­nów w rdze­niu krę­go­wym, na po­czątku XXI wieku od­kryto też tak zwany od­ruch za­palny, w któ­rym mózg, re­agu­jąc na otrzy­many ko­mu­ni­kat o za­pa­le­niu, w ciągu mi­li­se­kund wy­syła sy­gnał zwrotny, ogra­ni­cza­jący ży­wio­łowe uwal­nia­nie się cy­to­kin pro­za­pal­nych w miej­scu urazu (przyp. tłum.).

ROZ­DZIAŁ 5

Współ­cze­sny umysł zin­te­gro­wany

I

Główni wy­twórcy tre­ści umy­sło­wych – umysł czu­jący, umysł per­cep­cyjny i umysł re­flek­syjno-ję­zy­kowy – wno­szą swoje pro­dukty do wspól­nej i ela­stycz­nie zmie­nia­ją­cej się prze­strzeni men­tal­nej, w któ­rej ten zróż­ni­co­wany wkład zo­staje sko­ma­so­wany i sple­ciony. Po­wsta­jący w re­zul­ta­cie twór można na­zwać „współ­cze­snym* umy­słem zin­te­gro­wa­nym” lub po pro­stu „umy­słem zin­te­gro­wa­nym”.

Od chwili obu­dze­nia się aż do chwili za­śnię­cia funk­cjo­nu­jemy w toku pro­cesu umy­słu zin­te­gro­wa­nego. Kon­kretne skład­niki tego pro­cesu mogą się zmie­niać z bie­giem dnia ze względu na czyn­no­ści po­dej­mo­wane przez nas z wła­snej woli lub za­da­nia ko­nieczne do wy­ko­na­nia z po­wodu oko­licz­no­ści ży­cio­wych. Główne ge­ne­ra­tory ak­tyw­no­ści umy­sło­wej an­ga­żują się w róż­nym stop­niu za­leż­nie od sy­tu­acji i od­po­wied­nio do tego zmie­niają się pro­por­cje skład­ni­ków umy­słu. Choć re­la­tywny udział klu­czo­wych pro­ce­sów bywa więc różny za­leż­nie od bie­żą­cych za­dań, to uwa­żam, że wy­mo­giem ist­nie­nia świa­do­mo­ści jest ak­tyw­ność umy­słu czu­ją­cego.

Za­to­pie­nie się w ma­rze­niach wiąże się z zu­peł­nie in­nymi wy­ma­ga­niami w po­rów­na­niu z tym, co musi się dziać w moim umy­śle, gdy za­sta­na­wiam się nad roz­wa­ża­nymi tu zja­wi­skami bio­lo­gicz­nymi, oraz jesz­cze in­nymi od tego, co jest mi po­trzebne, kiedy sta­ram się na ten te­mat pi­sać. Od­po­wied­nie wy­ma­ga­nia są też inne, gdy oglą­dam film albo słu­cham wia­do­mo­ści, czy­tam po­ranną prasę lub de­lek­tuję się utwo­rem mu­zycz­nym. Po­nadto zwią­zane z tymi czyn­no­ściami skład­niki umy­słu mogą ule­gać nie­ocze­ki­wa­nym zmia­nom – pod­czas pi­sa­nia tego aka­pitu słu­cha­łem jed­nym uchem opery Fi­de­lio Beetho­vena, któ­rej dźwięki roz­brzmie­wały w tle, lecz na­gle zo­sta­łem zmu­szony do po­świę­ce­nia peł­nej uwagi pew­nej arii, bo za­in­try­go­wała mnie dyk­cja te­nora. W tym mo­men­cie mój umysł prze­sta­wił się na tryb re­flek­syjny, we­wnętrz­nie sko­men­to­wał śpiew te­nora, przy­wo­łał z pa­mięci inne wy­ko­na­nia tej arii i po­zwo­lił mi na do­ko­na­nie po­rów­nań, po czym płyn­nie przy­wró­cił mnie do nie­za­kłó­ca­nego trybu pracy po­trzeb­nego do tego, bym da­lej pi­sał10.

II

Na­sze ży­cie afek­tywne ma dwie za­sad­ni­cze war­stwy. Na pierw­szą składa się zbiór uczuć, któ­rych nie­prze­rwa­nie do­star­cza re­gu­la­cja ho­me­osta­tyczna i które są pod­ło­żem po­wsta­wa­nia su­biek­tyw­nej per­spek­tywy, a w dal­szej ko­lej­no­ści w pełni ukształ­to­wa­nej świa­do­mo­ści. Po­ziom ten ma cha­rak­ter fun­da­men­talny i do­mi­nuje do tego stop­nia, że można wy­ba­czyć nie­do­strze­ga­nie w pierw­szej chwili ko­lej­nej waż­nej war­stwy. Mam tu na my­śli wie­lo­ra­kie uczu­cia wy­twa­rzane przez emo­cje w re­ak­cji na cią­głe wcho­dze­nie przez nas w kon­takt z in­nymi isto­tami i obiek­tami w ota­cza­ją­cym świe­cie, czyli z tym, co ro­bimy, wi­dzimy, sły­szymy, jemy i pi­jemy – ze słoń­cem, mgłą i desz­czem, z sym­pa­tycz­nymi ludźmi, któ­rych ko­chamy, oraz z ewi­dent­nymi cha­mami, a także z tym wszyst­kim, co o owych oso­bach, rze­czach i sy­tu­acjach my­ślimy. Każdy z tych czyn­ni­ków wzbu­dza pe­wien za­sób uczuć, trzeba jed­nak za­uwa­żyć, że więk­szość z tych uczuć wy­nika z emo­cji wy­wo­ły­wa­nych – mniej lub bar­dziej bru­tal­nie – przez wła­ściwą im ko­me­dię czy tra­ge­dię. Uczu­cia te nie płyną z re­gu­la­cji ho­meo­sta­tycz­nej, która wy­twa­rza w or­ga­ni­zmie uczu­cia ho­me­osta­tyczne i od­po­wiada za pod­trzy­my­wa­nie ży­cia. Po­now­nie pod­kre­ślam, że to roz­róż­nie­nie ma ogromną wagę.

Nic więc dziw­nego, że ży­cie afek­tywne sta­nowi śro­dek cięż­ko­ści bytu czło­wieka, a umysł czu­jący to nie­omal rdzeń na­szej osoby. Umysł ten za­pew­nia stały „ko­men­tarz” do ca­łego pro­cesu ży­cio­wego, opi­su­jący jego wzloty i upadki w ka­te­go­riach afek­tów. Z jed­nej strony prze­strzega o ry­zyku i nie­bez­pie­czeń­stwach, z dru­giej – zwraca uwagę na ro­dzące się szanse. Czci suk­ces ży­cia, ob­da­rza­jąc nas do­bro­sta­nem i praw­dzi­wymi przy­jem­no­ściami, a wszystko to dzięki wy­twa­rza­nym przez niego uczu­ciom ho­me­osta­tycz­nym, które sam wy­na­lazł i które in­for­mują nas bez ustanku o bie­żą­cych pro­ce­sach fi­zjo­lo­gicz­nych, prze­bie­ga­ją­cych we frag­men­cie świata zna­nym nam jako na­sze wła­sne ciało.

III

Przez więk­szość czasu na ja­wie nasz umysł działa w try­bie per­cep­cyj­nym. Od­no­to­wu­jemy w nim wi­doki i dźwięki oto­cze­nia, wra­że­nia do­ty­kowe od przed­mio­tów, z któ­rymi mamy stycz­ność, a także po­ja­wia­jące się za­pa­chy i do­zna­nia sma­kowe. Jak jed­nak czy­ta­li­śmy, sfera per­cep­cyjna sta­nowi tylko wy­ci­nek ży­cia umy­sło­wego. Pi­sa­łem już, że umysł może bły­ska­wicz­nie prze­sta­wiać się z tego trybu na tryb re­flek­syjno-ję­zy­kowy. Po­trafi w jed­nej chwili pod­jąć we­wnętrzną ana­lizę tego, co się wła­śnie działo, i po­wią­zać to za­równo z prze­szło­ścią, jak i po­ten­cjal­nymi sce­na­riu­szami przy­szło­ści. Po­nadto kiedy zmie­niamy tryb pracy umy­słu, czę­sto do­ko­nu­jemy bar­dziej sys­te­ma­tycz­nego prze­kładu ana­li­zo­wa­nego ob­ra­zo­wa­nia i w re­zul­ta­cie na pierw­szy plan wy­bi­jają się słowa za­stę­pu­jące obiekty, ce­chy, czyn­no­ści czy kon­se­kwen­cje na­szych per­cep­cji. Ukła­dają się one w wer­balną nar­ra­cję, która wzbo­gaca zdol­no­ści ana­li­tyczne i le­piej pre­cy­zuje wnio­ski z prze­my­śleń. Ten re­flek­syjny tryb dzia­ła­nia jest czę­ściowo po­świę­cony ro­zu­mo­wa­niu na­sta­wio­nemu na kon­kretny cel, ale nie­kiedy służy nam po pro­stu do ode­rwa­nia się od bie­żą­cego pro­cesu per­cep­cyj­nego i prze­sta­wie­nia na skie­ro­wany do wnę­trza pro­ces umy­słowy, mniej zo­gni­sko­wany ce­lowo.

Zmiana trybu pracy umy­słu zo­stała do­brze opi­sana przez Mar­cusa Ra­ichle’a, a wie­dza o nim po­głę­biona na­stęp­nie przez Vi­noda Me­nona i ze­spół neu­ro­lo­gów z Uni­wer­sy­tetu Stan­forda, któ­rzy zi­den­ty­fi­ko­wali „do­myślny” tryb prze­twa­rza­nia in­for­ma­cji11. Dzięki do­stęp­nym dzi­siaj no­wo­cze­snym me­to­dom ob­ra­zo­wa­nia mó­zgu wiemy, że pro­cesy re­flek­syjne opie­rają się na dzia­ła­niu sieci in­nych ob­sza­rów kory mó­zgo­wej niż te, które ob­słu­gują umysł per­cep­cyjny i umysł czu­jący. Za­miast pierw­szo­rzę­do­wych i ko­ja­rze­nio­wych ob­sza­rów kory, za­an­ga­żo­wa­nych w główne mo­dal­no­ści per­cep­cyjne (a także afekt w przy­padku kory wy­spy), pro­cesy re­flek­syjne opie­rają się na gru­pie re­jo­nów przy­środ­ko­wych kory (po­środku mó­zgu12). Warto do­dać, że cenne uwagi o dzia­ła­niu do­myśl­nego trybu pracy umy­słu za­wdzię­czamy też psy­chia­trze Nancy An­dre­asen, która przed­sta­wiła we­wnętrzny mo­no­log wy­brzmie­wa­jący w my­ślach nie­któ­rych pa­cjen­tów ze schi­zo­fre­nią**. Jej in­try­gu­jące ob­ser­wa­cje po­prze­dziły opis trybu do­myśl­nego w po­pu­la­cjach zdro­wych lu­dzi13.

IV

W prze­szło­ści w od­nie­sie­niu do do­brze prze­my­śla­nych i głę­boko osa­dzo­nych fak­tów, któ­rych każdy z cza­sem do­świad­cza i które można ze­brać w ra­mach jed­nej okre­ślo­nej per­spek­tywy, sto­so­wa­łem ta­kie ter­miny, jak „świa­do­mość roz­sze­rzona”***. W świe­tle dzi­siej­szych od­kryć oraz pre­zen­to­wa­nych w tej książce kon­cep­cji oka­zuje się jed­nak, że nie jest to na­zwa zbyt trafna. To, co na­zy­wa­łem świa­do­mo­ścią roz­sze­rzoną, nie sta­nowi od­ręb­nego, ob­szer­niej­szego ro­dzaju świa­do­mo­ści. Jest to ra­czej wy­so­ko­po­zio­mowy, sto­sun­kowo har­mo­nij­nie zin­te­gro­wany ze­staw zda­rzeń umy­sło­wych, który umoż­li­wia czło­wie­kowi łą­cze­nie (a) do­świad­cza­nia chwili bie­żą­cej z (b) do­świad­cze­niem wy­bi­ja­ją­cych się zda­rzeń z jego prze­szło­ści. W wa­run­kach co­dzien­nego ży­cia ta bo­gata in­te­gra­cja za­cho­dzi głów­nie w tle pracy umy­słu, czyli pod­świa­do­mie, lecz w miarę po­trzeby można ją przy­wo­łać i so­bie uświa­do­mić. Składa się ona na re­alny fun­da­ment jed­nost­ko­wego „ja”, który przy­czy­nia się do okre­śla­nia in­dy­wi­du­al­nej oso­bo­wo­ści każ­dego z nas. Jest to pro­ces nie­zwy­kle zło­żony pod wzglę­dem roz­le­gło­ści ob­sza­rów mó­zgu, które mu­szą być jed­no­cze­śnie ak­ty­wo­wane w celu jego wy­two­rze­nia, choć względ­nie spo­kojny w po­rów­na­niu z roz­ma­itymi sy­tu­acjami, w któ­rych po­zy­tywne lub ne­ga­tywne zda­rze­nia emo­cjo­nalne uru­cha­miają wie­lo­ra­kie sys­temy ostrze­gaw­cze i obronne w celu szyb­kiego przy­wró­ce­nia rów­no­wagi ho­me­osta­tycz­nej.

Ten zin­te­gro­wany pro­ces umy­słowy wy­maga rów­no­cza­so­wego dzia­ła­nia róż­nych struk­tur ana­to­micz­nych i me­cha­ni­zmów fi­zjo­lo­gicz­nych, kon­kret­nie pro­ce­sów czu­cio­wych, per­cep­cyj­nych i re­flek­syjno-ję­zy­ko­wych. Le­żąca u jego pod­łoża ar­chi­tek­tura neu­ro­bio­lo­giczna umoż­li­wia prak­tyczne łą­cze­nie (a) do­świad­czeń po­cho­dzą­cych od uczuć oraz (b) pro­ce­sów per­cep­cyj­nych, re­flek­syj­nych, ję­zy­ko­wych i twór­czych.

Pod­su­mo­wu­jąc, w ży­ciu na ja­wie wy­stę­puje wiele wa­rian­tów kon­fi­gu­ra­cji umy­słu, które po­zwa­lają czło­wie­kowi na pro­wa­dze­nie róż­no­rod­nych przed­się­wzięć twór­czych. Na­tu­ralna in­te­li­gen­cja w naj­lep­szym wy­da­niu po­trze­buje umy­słu w naj­lep­szym wy­da­niu, przez co ro­zu­miem jego dzia­ła­nie w naj­bar­dziej zróż­ni­co­wa­nej, zło­żo­nej, nie­mal eks­ta­tycz­nej for­mule****.

* To oczy­wi­ście „współ­cze­sność” w skali ewo­lu­cyj­nej, czyli ostat­nie setki ty­sięcy lat (przyp. tłum.).** An­dre­asen na­zwała opi­sy­wany stan mia­nem REST – ran­dom epi­so­dic si­lent thin­king, czyli przy­god­nego ci­chego my­śle­nia epi­zo­dycz­nego (przyp. tłum.).*** Au­tor opi­sał po­ję­cie świa­do­mo­ści roz­sze­rzo­nej (exten­ded con­scious­ness) w swo­jej wcze­śniej wy­da­nej książce Ta­jem­nica świa­do­mo­ści (Re­bis, Po­znań 2000), prze­ciw­sta­wia­jąc ją wtedy ewo­lu­cyj­nie star­szej świa­do­mo­ści rdzen­nej (core con­scio­usness) – przyp. tłum.**** Na­wią­za­nie do stanu opty­mal­nego do­świad­cze­nia, ra­do­ści z wy­ko­ny­wa­nej pracy, czyli stanu flow, jak po­wie­działby twórca tego okre­śle­nia psy­cho­log Mi­hály Csík­szent­mi­hályi (przyp. tłum.).

ROZ­DZIAŁ 6

Od­czu­wa­nie ist­nie­nia

Kiedy prze­sta­jemy mó­wić do in­nych i do sie­bie, sia­damy ci­cho i wy­god­nie, od­ry­wamy my­śli od nę­ka­ją­cego nas pro­blemu, od­prę­żamy się, bie­rzemy głę­boki wdech i kom­for­towo roz­pie­ramy się w fo­telu, mo­żemy za­uwa­żyć szcze­gólne uczu­cie, o któ­rego obec­no­ści le­d­wie wie­dzie­li­śmy, jest ono bo­wiem mniej wy­datne niż wszyst­kie inne uczu­cia, na­tar­czy­wie do­ma­ga­jące się na­szej uwagi i zwy­kle ją po­chła­nia­jące. Nie­mniej pa­ra­dok­sal­nie wła­śnie te spo­kojne i prze­lotne uczu­cia – które zwy­kłem na­zy­wać „uczu­ciami ist­nie­nia” – sta­no­wią za­sad­ni­cze do­wody rze­czowe w mo­jej ar­gu­men­ta­cji do­ty­czą­cej fun­da­men­tów świa­do­mo­ści. Od­czu­wa­nie ist­nie­nia sta­nowi ważny skład­nik pro­cesu umy­słu czu­ją­cego i ma nam wiele do za­ko­mu­ni­ko­wa­nia.

Uczu­cia ist­nie­nia są zwy­kle bar­dzo sub­telne, a to z tego po­wodu, że nie wy­wo­łują ich przy­ku­wa­jące uwagę zda­rze­nie czy obiekt. Nie biorą się z po­zna­nia elek­try­zu­ją­cych no­win, które Mary prze­ka­zała na lun­chu, czy z po­ran­nego spo­tka­nia z Joh­nem, który nas set­nie uba­wił. Uczu­cia ist­nie­nia nie do­ty­czą po­strze­ga­nia cze­go­kol­wiek wo­kół nas. Po­wstają z sy­ste­ma­tycz­nie na­pły­wa­ją­cych drob­niut­kich po­twier­dzeń faktu, że je­ste­śmy zdolni od­czu­wać wni­ka­jące do na­szych płuc po­wie­trze; że do­zna­jemy cie­pła swo­jego ciała i bi­cia serca; że praw­do­po­dob­nie od­czu­wamy pewną dozę spo­koju i ulgi na myśl o tym, iż co prawda mamy pro­blem do roz­wią­za­nia, ale w tej chwili może on tro­chę po­cze­kać. Pod­su­mo­wu­jąc, uwa­żam, że uczu­cia zwią­zane z od­dy­cha­niem, cie­płotą ciała, pracą serca i krą­że­niem krwi do­star­czają nam wy­raź­nych do­wo­dów tego, że ist­niejmy, i bez ro­bie­nia zbęd­nego roz­głosu po­zwa­lają nam to so­bie uzmy­sła­wiać14.

Jak prze­ko­namy się da­lej, za po­wsta­wa­nie uczuć ist­nie­nia od­po­wiada ten sam me­cha­nizm, który ob­słu­guje uczu­cia ho­me­osta­tyczne. Zresztą uczu­cia ist­nie­nia za­li­czają się do ho­me­osta­tycz­nych, wy­róż­niają się jed­nak tym, że mają cha­rak­ter ba­zowy. Dla­czego? Je­den z po­wo­dów jest taki, że są one za­wsze obecne i, czy chcemy, czy nie, ob­wiesz­czają trwa­nie ży­cia. Są wciąż go­towe sy­gna­li­zo­wać wszel­kie nie­bez­pie­czeń­stwa dla niego i prze­strze­gać nas – stronę za­in­te­re­so­waną, a dzięki nim rów­nież świa­domą – o po­ten­cjal­nych ry­zy­kach czy ewi­dent­nych za­gro­że­niach. Na­wet nie­wielki wzrost cie­płoty ciała po­cho­dzący z jego wnę­trza od­czu­wamy jako go­rączkę i wy­mu­sza on na­leżną uwagę. Już mi­ni­malne zwę­że­nie dróg od­de­cho­wych spra­wia, że łap­czy­wie wcią­gamy po­wie­trze, żeby nie do­pu­ścić do udu­sze­nia się. Szczę­śli­wie dla nas uczu­cia ist­nie­nia są – na ogół – ci­chymi i czuj­nymi straż­ni­kami, nie­omyl­nymi zna­kami, że ży­cie da­lej się to­czy we wnę­trzu ciała. Dzięki ich spon­ta­nicz­nie świa­do­mej na­tu­rze wiemy na pewno, że ist­nie­jemy.

Czym kon­kret­nie są uczu­cia ist­nie­nia z punktu wi­dze­nia fi­zjo­lo­gii? A skoro na­leżą one do grupy uczuć na­zwa­nych przeze mnie ho­me­osta­tycz­nymi, jaki jest me­cha­nizm po­wsta­wa­nia ca­łej tej grupy? Oto wstępna od­po­wiedź: wszyst­kie uczu­cia ho­me­osta­tyczne są osa­dzone w cią­głym stru­mie­niu opi­sów licz­nych ele­men­tów pro­cesu ży­cio­wego w ciele. Jedne z tych opi­sów są szki­cowe, inne szcze­gó­łowe, ale w su­mie ten ku­mu­la­tywny pro­ces składa się na wie­lo­ka­na­łową re­la­cję na te­mat ży­cia to­czą­cego się tu i te­raz, skła­daną za sprawą in­te­ro­cep­cji.

W tym miej­scu mu­simy się na mo­ment za­trzy­mać. Czym wła­ści­wie jest in­te­ro­cep­cja? To sys­te­ma­tyczne, wszech­stronne i nie­usta­jące ra­por­to­wa­nie ogól­nemu pro­ce­sowi umy­sło­wemu ak­tyw­no­ści prze­bie­ga­ją­cych we wnę­trzu or­ga­ni­zmu, co ma umoż­li­wić pra­wi­dłowe pro­wa­dze­nie ho­me­osta­tycz­nej re­gu­la­cji ży­cia. In­nymi słowy, in­te­ro­cep­cja to zbior­cza na­zwa, pod którą kryją się bio­lo­giczne me­cha­ni­zmy i czyn­no­ści le­żące u pod­łoża funk­cji umy­słu czu­ją­cego (neu­ro­bio­lo­giczne szcze­góły in­te­ro­cep­cji oma­wiam w roz­dzia­łach 8 i 12). Czyn­no­ści opi­sy­wane przez in­te­ro­cep­cję mają na celu utrzy­my­wa­nie ty­sięcy pa­ra­me­trów funk­cjo­no­wa­nia or­ga­ni­zmu w prze­dzia­łach sprzy­ja­ją­cych dal­szemu ży­ciu. Kiedy zaś pi­szę o „ty­sią­cach” pa­ra­me­trów, nie jest to hi­per­bola, po­nie­waż na­prawdę wcho­dzą w grę tu nie­zwy­kle liczne, jed­no­cze­śnie wy­stę­pu­jące czyn­niki – od prze­sy­ła­nia sy­gna­łów bio­che­micz­nych w ca­łym ciele i mó­zgu do ru­chów okre­ślo­nych czę­ści ciała po­wo­do­wa­nych skur­czami od­po­wied­nich mię­śni. In­te­ro­cep­cja po­zwala na ocenę, które pa­ra­me­try po­zo­stają w prze­dzia­łach sprzy­ja­ją­cych ży­ciu – czyli prze­dzia­łach ho­me­ostazy – a które poza nie wy­kra­czają. W ślad za tym nie­ustan­nie do­ko­ny­wane są mo­dy­fi­ka­cje czyn­no­ściowe, ko­nieczne do utrzy­ma­nia funk­cji ży­cio­wych w za­kre­sie ho­me­osta­tycz­nym.

Do­dajmy, że ho­me­ostaza nie ma usta­lo­nych war­to­ści do­ce­lo­wych, lecz sta­nowi – jak lu­bię to okre­ślać – prze­dział war­to­ści sprzy­ja­jący ży­ciu. War­to­ści te cią­gle się zmie­niają za­leż­nie od kon­tek­stu fi­zjo­lo­gicz­nego oraz po­trzeb chwili. Mię­dzy in­nymi dla­tego próby wy­ja­śnia­nia jej przez ana­lo­gię z ter­mo­sta­tem za­wo­dzą. W przy­padku ho­me­ostazy mamy do czy­nie­nia z jed­no­cze­snym za­rzą­dza­niem nie­bo­tyczną liczbą pa­ra­me­trów, z któ­rych ża­den nie ma ide­al­nej, sztywno usta­lo­nej war­to­ści do­ce­lo­wej, tylko ak­cep­to­walny prze­dział15.

Mo­ni­to­ro­wa­niu in­te­ro­cep­cyj­nemu pod­le­gają naj­roz­ma­it­sze pa­ra­me­try. Oczy­wi­ście na­leżą do nich po­ziomy wielu związ­ków che­micz­nych w or­ga­ni­zmie, a także ta­kie sprawy, jak na­pię­cie mię­śni w na­rzą­dach we­wnętrz­nych (na przy­kład mię­śni gład­kich w je­li­tach) czy stan błony ślu­zo­wej w tcha­wicy i prze­łyku. Krótko mó­wiąc, jest to wszech­stronny i szcze­gó­łowy prze­gląd mnó­stwa wskaź­ni­ków ży­cio­wych wnę­trza or­ga­ni­zmu w skali mi­kro oraz ma­kro. Kon­ty­nu­acja ży­cia za­leży od utrzy­my­wa­nia tych pa­ra­me­trów w sto­sow­nych prze­dzia­łach. „Te­ren” (ciało) po ci­chu, lecz su­mien­nie śle do „cen­trali” (umy­słu) ra­porty zwią­zane z wy­kry­wa­nymi po­trze­bami na fron­cie ży­cia oraz z nie­mniej­szym za­an­ga­żo­wa­niem wpro­wa­dza i ak­cep­tuje ko­nieczne ko­rekty w każ­dym miej­scu, w któ­rym ży­cie tego wy­maga. Je­dyny pro­blem po­lega na tym, że udaje się nam wy­czuć i do­ce­nić szczytne in­ten­cje i za­lety tych wy­sił­ków, do­piero gdy znaj­du­jemy chwilę spo­koju, taką, jaką masz te­raz ty, uważny czy­tel­niku – chwilę, w któ­rej na­prawdę można skie­ro­wać uwagę na to, co ciało sy­gna­li­zuje na te­mat ak­tu­al­nego prze­biegu jego ży­cia. Za­uważ też – wciąż ko­rzy­sta­jąc z tej chwili re­flek­sji – dwu­stop­niową na­turę in­te­ro­cep­cji. W pierw­szym eta­pie za­cho­dzi „wy­kry­wa­nie i od­czu­wa­nie”, co umoż­li­wia wy­sy­ła­nie ra­por­tów o wszel­kich nie­pra­wi­dło­wo­ściach, ale za­raz po­tem na­stę­pują w miarę po­trzeby czyn­no­ści „ko­rek­cyjne”. In­te­ro­cep­cja nie koń­czy się na po­strze­ga­niu, oce­nie i ra­por­to­wa­niu stanu ży­cia w or­ga­ni­zmie, lecz obej­muje także cią­głe ak­tywne mo­dy­fi­ko­wa­nie i ko­ry­go­wa­nie pa­ra­me­trów, tak by ży­cie to­czyło się da­lej lub – je­żeli wszystko funk­cjo­nuje po­praw­nie – aby za­chę­cać nas za po­śred­nic­twem uczuć do­bro­stanu do cie­sze­nia się chwilą!

Nie­wiele póź­niej, gdy wciąż re­lak­su­jesz się w wy­god­nym fo­telu, roz­wa­ża­jąc sub­telne i na­der zło­żone czyn­no­ści prze­bie­ga­jące we­wnątrz two­jego ciała – czyli nie­jako w twoim do­mo­stwie – za­uwa­żasz na­gle uczu­cie pra­gnie­nia, a być może za­raz po­tem rów­nież głodu. Po­wiedzmy, że dziś są to nowe spo­strze­że­nia, ale prze­cież zna­ko­mi­cie ci znane, bo po­ja­wiają się każ­dego dnia, i to nie­jed­no­krot­nie. Znów się tu za­trzy­majmy, bo zbli­żamy się do waż­nej kwe­stii. Spo­koj­nie ana­li­zu­jąc te de­li­katne zmiany, do­strze­gasz nad­zwy­czajną sprawę: uczu­cia, któ­rych do­świad­czasz – wszyst­kie co do jed­nego – są świa­dome. Co mam przez to na my­śli? Chcę po­wie­dzieć, że uczu­cia ho­me­osta­tyczne prze­ka­zują swój wy­ra­zi­sty ko­mu­ni­kat spon­ta­nicz­nie, jed­no­znacz­nie i bez zbęd­nego za­mie­sza­nia, jed­nak w spo­sób, któ­rego nie da się zi­gno­ro­wać. Przez „spon­ta­nicz­nie świa­dome” ro­zu­miem, że świa­domy cha­rak­ter tych uczuć ma na­turę we­wnątrz­po­chodną – nie ma żad­nej in­nej przy­czyny ich świa­do­mego cha­rak­teru oprócz ich wła­snych me­cha­ni­zmów. Kiedy czu­jesz, jed­no­cze­śnie wiesz.

Każde uczu­cie nie­sie wy­raźną, kon­kretną i świa­domą wia­do­mość na te­mat na­szego ciała, jego stanu i po­trzeb. Każde uczu­cie mo­bi­li­zuje nas też do zro­bie­nia tego, czego or­ga­nizm uprzej­mie, lecz sta­now­czo się do­maga (na przy­kład „na­pij się wody”, „po­szu­kaj cie­nia”, „zjedz coś”), a dzięki czemu sami przy­czy­niamy się do pod­trzy­ma­nia ży­cia we­wnątrz swo­jego ciała. Pier­wotna i nie­zbędna spon­ta­nicz­ność świa­do­mo­ści na­leży do jej cech, które rzadko się do­strzega, tym­cza­sem jest ja­sne, że cały pro­ces w ogóle by się bez niej nie to­czył. Uczu­cia ho­me­osta­tyczne mu­szą być świa­dome, ina­czej bo­wiem świa­do­mość nie by­łaby w sta­nie wy­peł­niać swo­ich obo­wiąz­ków – a są to „obo­wiązki”, gdyż od nich za­leży twoje dal­sze ży­cie!

Zga­dza się to z uwagą, którą po­czy­ni­łem wcze­śniej: uczu­cia ist­nie­nia usta­na­wiają i de­mon­strują świa­domy cha­rak­ter two­jego bytu. Po ci­chu i w na­tu­ralny spo­sób mó­wią ci, że ży­jesz oraz że to ży­cie to­czy się w spe­cy­ficz­nym frag­men­cie świata, któ­rym jest wnę­trze two­jego or­ga­ni­zmu, fi­zyczna prze­strzeń zaj­mo­wana przez twoje ciało i tęt­niące w nim ży­cie. Rzecz ja­sna ów spek­takl na tym się nie koń­czy – w celu ochrony na­szego ży­cia i po­mocy w jego prze­dłu­ża­niu mogą też in­ter­we­nio­wać do­dat­kowe uczu­cia ho­me­osta­tyczne oprócz tych na­pły­wa­ją­cych w for­mie uczuć ist­nie­nia. Zna­ko­mi­tymi przy­kła­dami są głód i pra­gnie­nie, po­dob­nie jak ból, który alar­muje nas w przy­padku wy­stę­po­wa­nia kon­kret­nego fi­zycz­nego za­gro­że­nia dla or­ga­ni­zmu.

Za­leż­nie od tego, jak ak­tyw­nie prze­bie­gają w da­nym cza­sie ope­ra­cje umy­słowe, mogą po­ja­wiać się okresy, w któ­rych uczu­cia ist­nie­nia za­cho­wują się tak ci­chutko, że można by je na­zwać uczu­ciami tła, gdyż kryją się, „pra­wie” nie­do­strze­gane, za ku­li­sami sceny umy­sło­wej. Nie daj się jed­nak zwieść: są tam obecne, stale go­towe wy­kry­wać nie­bez­pie­czeń­stwa oraz – co ważne – za­pew­niają rdzeń pro­cesu „ja” i na­szej ludz­kiej toż­sa­mo­ści. Ich ce­chą cha­rak­te­ry­styczną jest dys­kre­cja. Uni­kają świa­tła re­flek­to­rów, nie mu­szą wy­cho­dzić na śro­dek sceny i re­cy­to­wać mo­no­logu Ham­leta.

Pora za­koń­czyć tę chwilę spo­koj­nego wy­tchnie­nia. Nie­wy­klu­czone, że ze szczę­śli­wym wspar­ciem spo­strze­żeń, któ­rymi czę­sto owo­cują mo­menty od­da­wa­nia się ci­chej re­flek­sji, je­steś te­raz go­towy za­dać so­bie naj­bar­dziej in­try­gu­jące py­ta­nie: czy to moż­liwe, by czło­wiek miał zdol­ność do­świad­cza­nia wszyst­kich tych uczuć nie dla­tego, że jest „ob­da­rzony” bio­lo­gicz­nym ta­len­tem zwa­nym świa­do­mo­ścią, lecz by pro­ces ten prze­bie­gał na od­wrót? Czy może być tak, że po­sia­damy ów prze­sławny dar świa­do­mo­ści dzięki stale i ob­fi­cie obec­nym uczu­ciom ho­me­osta­tycz­nym?16

Na tym eta­pie lek­tury mu­sisz so­bie zda­wać sprawę, sza­nowny czy­tel­niku, że, mó­wiąc bez ogró­dek, od­po­wie­dzią na twoje prze­ni­kliwe py­ta­nie jest do­no­śne „tak”. Ży­cie ty­ka­jące w twoim or­ga­ni­zmie wy­maga re­gu­lo­wa­nia, pre­cy­zyj­nego do­stra­ja­nia z chwili na chwilę, a uczu­cia, silne i słabe, przy­jemne i przy­kre, umoż­li­wiają za­cho­dze­nie pro­ce­sów tej re­gu­la­cji po to, by utrzy­my­wać pe­wien sto­pień ho­me­ostazy – przej­ściowe za­wie­sze­nie broni w walce o ży­cie. Ko­mu­ni­kat prze­ka­zy­wany przez każde z uczuć zo­staje w na­tu­ralny spo­sób ode­brany przez cie­bie, wła­ści­ciela „czu­ją­cego ciała”, tak aby prośby o wodę czy po­ży­wie­nie, ogrza­nie czy chłodny po­wiew mo­gły zo­stać pra­wi­dłowo po­jęte i speł­nione. Ten po­ży­teczny pro­ces może jed­nak prze­bie­gać tylko dzięki temu, że każdy z owych ko­mu­ni­ka­tów sam z sie­bie jest spon­ta­nicz­nie świa­domy. Ele­ment świa­do­mo­ściowy osa­dzony w każ­dym uczu­ciu ho­meo­sta­tycz­nym – zwłasz­cza gdy ostrzega ono o po­ten­cjal­nych za­gro­że­niach dla ży­cia – spra­wia, że nie­siona przez niego treść staje się na­ka­zem i w nie­dwu­znaczny spo­sób wy­mu­sza dzia­ła­nie, które okaże się ko­rzystne dla da­nego or­ga­ni­zmu i to­czą­cego się w nim ży­cia.

Suma two­jej „świa­do­mo­ści” wy­wo­ły­wa­nej przez stale obecne uczu­cia ist­nie­nia oraz do­dat­kowe uczu­cia, ta­kie jak głód i pra­gnie­nie, skut­kuje prze­sy­ce­niem pro­cesu umy­sło­wego „czu­cio­wo­ścią” czy „od­czu­wal­no­ścią” (fe­elin­gness). Ale ten wy­miar czu­ciowy wy­stę­puje jed­no­cze­śnie ze wszyst­kimi ob­ra­zami wy­twa­rza­nymi i pre­zen­to­wa­nymi przez per­cep­cyjne oraz re­flek­syjne i ję­zy­kowe ope­ra­cje umy­słu. W re­zul­ta­cie ist­nie­nia owych dwóch rów­no­le­głych łań­cu­chów zda­rzeń treść łań­cu­cha per­cep­cyjno-re­flek­syjno-ję­zy­ko­wego z ko­niecz­no­ści pod­lega od­dzia­ły­wa­niu łań­cu­cha uczu­cio­wego, oba znaj­dują się bo­wiem w prze­strzeni umy­słu ra­zem, a w kon­se­kwen­cji są po­strze­gane wspól­nie. Bo­gata i współ­cza­sowa czu­cio­wość spra­wia, że treść pro­ce­sów per­cep­cyj­nych, re­flek­syj­nych i ję­zy­ko­wych także staje się świa­doma. Ra­zem wy­twa­rzają one świa­domy stru­mień, który prze­nika nie­mal całe ży­cie, które spę­dzasz w sta­nie czu­wa­nia, i tak do­brze ukie­run­ko­wuje pro­ces re­gu­la­cyjny, że ży­cie trium­fuje.

Da­lej prze­ko­namy się, że cho­ciaż łań­cuch zda­rzeń uczu­cio­wych i łań­cuch per­cep­cyjno-re­flek­syjno-ję­zy­kowy są wy­twa­rzane osobno, w od­ręb­nych prze­strzen­nie zbio­rach struk­tur mó­zgo­wych, są jed­nak rów­no­cze­sne. To rów­no­le­głe se­kwen­cje zda­rzeń, ze­sta­wione z sobą w cza­sie.

Da­remne są próby po­szu­ki­wa­nia źró­dła świa­do­mo­ści w ja­kimś spe­cjal­nym „apa­ra­cie”, który miałby ją rze­komo wy­twa­rzać. Świa­do­mość nie po­wstaje w wy­od­ręb­nio­nym frag­men­cie or­ga­ni­zmu, wy­spe­cja­li­zo­wa­nym w jej ge­ne­ro­wa­niu. Zgod­nie z moją kon­cep­cją po­ja­wia się w bez­po­śred­niej kon­se­kwen­cji wy­świe­tla­nia uczuć ho­me­osta­tycz­nych rów­no­cze­śnie z nie­świa­do­mym ob­ra­zo­wa­niem umy­sło­wym. To nie­świa­dome ob­ra­zo­wa­nie na­biera z ko­niecz­no­ści cha­rak­teru świa­do­mego, po­nie­waż świa­domy jest po­sia­da­jący je or­ga­nizm. Świa­do­mość to mile wi­dziany sku­tek uboczny nie­odzow­nych pro­ce­sów re­gu­la­cyj­nych ży­cia17.

Roz­wią­za­nie fun­da­men­tal­nej za­gadki świa­do­mo­ści po­lega na opi­sa­niu me­cha­ni­zmów, dzięki któ­rym uczu­cia ho­me­osta­tyczne po­wstają wsku­tek upo­rząd­ko­wa­nego współ­dzia­ła­nia ciała i mó­zgu, czyli w toku sil­nej in­te­rak­cji mię­dzy ukła­dem ner­wo­wym i jego wła­snym cia­łem – w ra­mach dwu­kie­run­ko­wego, pro­duk­tyw­nego dia­logu, ma­ją­cego na celu pod­trzy­my­wa­nie ży­cia.

II

Nie­milk­nąca sym­fo­nia uczuć ist­nie­nia sta­nowi fun­da­ment i gwa­ran­cję świa­do­mo­ści ze względu na ich bez­wa­run­kowy spon­ta­nicz­nie świa­domy sta­tus. Łącz­nie uczu­cia ist­nie­nia skła­dają się na stałe „po­czu­cie bytu”, które ła­two prze­ista­cza się z do­bro­stanu w nie­do­ma­ga­nie albo stany po­śred­nie, za­leż­nie od tego, co dyk­tuje bie­żąca sy­tu­acja ży­ciowa or­ga­ni­zmu.

Pro­cesy czu­cia są fi­zjo­lo­gicz­nymi skład­ni­kami re­gu­la­cji ho­me­osta­tycz­nej i ten ści­sły zwią­zek po­zwala wy­tłu­ma­czyć, dla­czego są spon­ta­nicz­nie świa­dome. Po­winny ta­kie być, mu­szą ta­kie być, je­żeli mają uczest­ni­czyć w re­gu­la­cji ży­cia i wspo­ma­gać in­for­mo­wany przez sie­bie or­ga­nizm, a tym sa­mym od­gry­wać de­cy­du­jącą rolę w jego lo­sach, mia­no­wi­cie pod­trzy­my­wać jego ist­nie­nie.

W osta­tecz­nej ana­li­zie wszyst­kie uczu­cia, na­wet te bę­dące po­chod­nymi emo­cji, mają zna­cze­nie dla re­gu­la­cji ży­cia i wspo­ma­gają jego kon­ty­nu­owa­nie. Au­to­ma­tyczne zda­wa­nie so­bie sprawy z ich obec­no­ści jest za­letą, po­nie­waż także same te uczu­cia mu­szą być „re­gu­lo­wane” – po­wścią­gane lub wzmac­niane – aby nie za­kłó­cały bie­żą­cych pro­ce­sów ho­meo­sta­tycz­nych, a w miarę moż­li­wo­ści je wspie­rały.

Wszel­kie ży­cie wy­maga re­gu­lo­wa­nia z po­wodu swo­ich nie­unik­nio­nych nie­do­sko­na­ło­ści oraz po­dwój­nej za­leż­no­ści od (a) śro­do­wi­ska i (b) wła­snych dzia­łań, w któ­rych trzeba brać pod uwagę wy­stę­pu­jące w tym śro­do­wi­sku za­gro­że­nia i ogra­ni­cze­nia.

Pod­trzy­my­wa­nie ży­cia sta­nowi klu­czowy im­pe­ra­tyw wszyst­kich or­ga­ni­zmów. Zja­wi­ska afek­tywne skła­dają się na sys­tem re­gu­la­cyjny, który re­ali­zuje ten im­pe­ra­tyw. Afekt wy­ko­rzy­stuje świa­do­mość – w for­mie świa­do­mych uczuć, które zo­stają wia­ry­god­nie za­ko­mu­ni­ko­wane za­rzą­dza­ją­cemu umy­słowi da­nego or­ga­ni­zmu – w celu prze­ka­zy­wa­nia chro­nią­cych ży­cie ostrze­żeń oraz przy­dat­nych, ukie­run­ko­wu­ją­cych dzia­ła­nie za­le­ceń.

Przy­pisy

1An­nila, An­nila 2008; Crick 1981; de Duve 1995, 2005; Dy­son 1999; Gantí 2003; Kauf­f­man 2015; Higgs, Leh­man 2015; Joyce 2012; Mix 2015; Pas­cal, Pross, Su­ther­land 2013; Pas­cal, Pross 2022; Ro­bert­son, Joyce 2012; Spit­zer, Pie­lak, Po­ol­man 2015.2Uczu­cia (ta­kie jak ból czy pra­gnie­nie) są zda­rze­niami oso­bi­stymi, su­biek­tyw­nymi – do­stęp do nich ma każdy z osobna i nikt poza nim. Na­to­miast emo­cje (na przy­kład ra­dość, gniew czy strach) są nie tylko od­czu­wane we­wnętrz­nie, lecz także oka­zy­wane pu­blicz­nie i każdy może je do­strze­gać. Po­zwolę so­bie do­dać do tego opisu jesz­cze jedną ce­chę, aby uwy­pu­klić róż­nicę mię­dzy uczu­ciami i emo­cjami: uczu­cia mu­siały się wy­kształ­cić sto­sun­kowo wcze­śnie w trak­cie ewo­lu­cji, gdy tylko po­ja­wił się układ ner­wowy, i utrzy­mały się w przy­ro­dzie, zna­ko­mi­cie słu­żąc za­rzą­dza­niu funk­cjami ży­cio­wymi. Emo­cje po­ja­wiły się praw­do­po­dob­nie póź­niej, by do­peł­nić ze­staw umie­jęt­no­ści za­rzą­dza­nia ży­ciem, a w przy­padku lu­dzi – by sprzy­jać na­szemu suk­ce­sowi na are­nie ży­cio­wej! Bar­dzo chciał­bym po­wie­dzieć, kiedy do­kład­nie emo­cje się zro­dziły, ale tego nie wiem.3W nie­dawno opu­bli­ko­wa­nej książce Leor Zmi­grod (2025) przed­sta­wia cie­kawe spoj­rze­nie na roz­wój zróż­ni­co­wa­nych kul­tur, które były na­kie­ro­wane na roz­wią­zy­wa­nie od­mien­nych pro­ble­mów spo­łecz­nych.4W tym sza­leń­stwie kryją się me­toda oraz plan. Chcę dać ja­sno do zro­zu­mie­nia, że moja fa­scy­na­cja wy­czy­nami świa­do­mo­ści jest bez­gra­niczna, nie­mniej główny cel, jaki po­sta­wi­łem so­bie w tej książce, do­ty­czy opi­sa­nia tego, jak świa­do­mość zo­staje wy­two­rzona przez przy­rodę.5Umysł per­cep­cyjny zo­staje wy­two­rzony wprost w głów­nych ob­sza­rach sen­so­rycz­nych kory róż­nych mo­dal­no­ści zmy­sło­wych (wzro­ko­wej, słu­cho­wej, do­ty­ko­wej, sma­ko­wej i wę­cho­wej). Umysł re­flek­syjny opiera się na ko­ja­rze­nio­wych ob­sza­rach kory przede wszyst­kim w re­jo­nach cie­mie­nio­wych, czo­ło­wych i skro­nio­wych, gdzie roz­wija się pro­ces my­śle­nia i w miarę po­trzeby pod­lega mo­dy­fi­ka­cjom, co umoż­li­wia po­dej­mo­wa­nie ra­cjo­nal­nych de­cy­zji oraz two­rze­nie no­wych obiek­tów i kon­cep­cji. Umysł ję­zy­kowy ko­rzy­sta z wy­spe­cja­li­zo­wa­nej kory, zlo­ka­li­zo­wa­nej – u więk­szo­ści osób, u któ­rych ję­zyk jest za­leżny głów­nie od le­wej pół­kuli mó­zgo­wej – w ob­sza­rach skro­nio­wych, cie­mie­nio­wych i czo­ło­wych.6Umysł czu­jący ma zde­cy­do­wa­nie od­rębną cha­rak­te­ry­stykę. Choć w jego pro­ce­sach biorą udział ob­szary kory mó­zgo­wej, dzia­ła­nia o za­sad­ni­czym zna­cze­niu mają miej­sce po­ni­żej po­ziomu ko­ro­wego, a kon­kret­nie w gór­nych i tyl­nych re­jo­nach pnia mó­zgu oraz w pod­wzgó­rzu. To tam zbie­gają się sy­gnały z ca­łego ciała (bie­gnące na przy­kład z na­rzą­dów we­wnętrz­nych, błon ślu­zo­wych i mię­śni gład­kich). Na­sze pier­wotne po­czu­cie tego, że je­ste­śmy ży­wym or­ga­ni­zmem, jest wy­twa­rzane wła­śnie w tych klu­czo­wych ją­drach pnia mó­zgu, choć na­stęp­nie „re­zo­nuje” ono – w sen­sie do­słow­nym – w róż­nych ob­sza­rach kory mó­zgo­wej, ta­kich jak wy­spa czy kora so­ma­to­sen­so­ryczna.7To ważna sprawa. U każ­dego z nas prze­bie­gają pro­cesy umy­słowe kilku ro­dza­jów. W men­tal­nym spek­ta­klu do­mi­nują umy­sły per­cep­cyjny, re­flek­syjny i ję­zy­kowy. Całą na­szą uwagę po­chła­nia to, co wo­kół sie­bie po­strze­gamy, ja­kie mamy na ten te­mat re­flek­sje oraz ja­kimi sło­wami re­la­cjo­nu­jemy swoje do­świad­cze­nia. Wszyst­kie te zda­rze­nia roz­gry­wają się jed­nak na sce­nie te­atru, któ­rym jest żywe, czu­jące ciało – a to już cał­ko­wi­cie inna hi­sto­ria. Zy­sku­jemy świa­do­mość wła­śnie dzięki temu ży­wemu, czu­ją­cemu ciału, które jest głę­boko za­ko­twi­czone w fi­zycz­nych szcze­gó­łach swo­ich we­wnętrz­nych pro­ce­sów i nie­ustan­nie in­for­muje umysł o tym, jak do­brze – lub źle – jego ży­cie jest re­gu­lo­wane.8Ber­nard 1865.9Can­non 1929, 1932.10To do­bry przy­kład tego, co ro­zu­miem przez umysł re­flek­syjny – pro­ces przy­po­mi­na­nia so­bie i ana­lizy po­wią­za­nych fak­tów, który po­zwala na do­ko­ny­wa­nie po­rów­nań oraz wy­cią­ga­nie wnio­sków i może ob­fi­cie ko­rzy­stać z ję­zyka lub ob­ra­zów nie­wer­bal­nych. Do­dam, że wspo­mnia­nym te­no­rem był Mi­chael Spy­res.11„Tryb do­myślny” prze­twa­rza­nia in­for­ma­cji (Ra­ichle 2015; Me­non 2011) jest jed­nym z czyn­ni­ków umoż­li­wia­ją­cych pro­ces twór­czy. Prze­rywa on cią­głość stru­mie­nia per­cep­cyj­nego na rzecz pro­cesu ana­lizy, w któ­rym re­flek­sja i po­rów­na­nia umoż­li­wiają kre­atyw­ność. Pro­ces ten jest wspo­ma­gany przez pa­mięć i uwagę.12Wiele istot­nych dla tego pro­cesu ob­sza­rów mó­zgu jest umiej­sco­wio­nych w ko­rze przy­środ­ko­wej, czyli tych frag­men­tach, które leżą na­prze­ciw sie­bie w li­nii środ­ko­wej dzie­lą­cej mózg na dwie pół­kule.13An­dre­asen 2006.14Ba­griant­sev, Gra­cheva 2015; Ca­rvalho, Da­ma­sio A. 2021; Cea, Mar­tínez-Per­nía 2023; Craig 2003; Lo­well 2019; McKin­ley 2003.15Na­leży sta­now­czo za­pro­te­sto­wać wo­bec kon­cep­cji „punktu na­staw­czego” ho­me­ostazy. Zło­żo­ność pro­ce­sów ży­cia jest tak wielka, że za­wsze wy­stę­pują prze­działy war­to­ści zgod­nych z wy­mo­gami ade­kwat­nej ho­me­ostazy ogól­nej.16Da­ma­sio A., Da­ma­sio H. 2022, 2023a, 2023b, 2023c, 2024a, 2024b.17Cech 2012; Cop­pola 2023; Craig 2003; Daw­kins 2006; De Pree­ster 2019; Gins­burg, Ja­blonka 2019; Gi­zow­ski, Bo­urque 2018; Ba­griant­sev, Gra­cheva 2015.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Powrót do spisu treści