Myrna Nazzour. Stygmatyczka z Syrii, która spotkała Maryję - Małgorzata Pabis, Henryk Bejda - ebook
Opis

Myrna Nazzour to jedna z największych obecnie żyjących mistyczek Kościoła katolickiego. Pochodzi z Damaszku, stolicy Syrii. Polskę odwiedziła już trzy razy. Zawsze na spotkania z nią przychodzą tłumy ludzi. Wielu chce wysłuchać przekazywanego przez nią orędzia miłości i jedności w Kościele, świecie i rodzinach. Małgorzata Pabis i Henryk Bejda, wiedzeni dziennikarską dociekliwością oraz osobistym zainteresowaniem, spotkali się z nią w połowie maja 2014 roku. Ta książka to owoc ich niezwykle interesującej rozmowy  ze stygmatyczką. To pierwsza w Polsce tak obszerna i szczegółowa publikacja o Myrnie Nazzour!

 

Myrna doświadczyła pięciu Maryjnych objawień; 37 ekstaz, podczas których otrzymywała orędzia od Maryi i Jezusa; oraz sześciokrotnej stygmatyzacji. Z obrazka maryjnego, który był w jej domu, i z jej rąk oraz ciała wypływała oliwa. Jednak prawdziwym sednem jej życia stało się głoszenie po całym świecie przesłania miłości i jedności. Jest osobą głęboko wierzącą, a jednocześnie bardzo pokorną, a liczne spotkania z ludźmi są dla niej spotkaniami z samym Chrystusem. I o tym wszystkim przeczytacie w książce, którą właśnie wzięliście do ręki. Miłej, a przede wszystkim owocnej lektury!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 96

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WSTĘP

Z Myrną Nazzour spotkaliśmy się w Zembrzycach, w ośrodku rekolekcyjnym niedaleko Krakowa, w połowie maja 2014 roku. Była już wtedy w Polsce po raz trzeci. Ujął nas jej ciepły uśmiech oraz nagle i niespodziewanie „młodniejąca” twarz, kiedy zaczynała składać swoje niezwykłe świadectwo. Zresztą nie tylko my, ale także kilkaset zgromadzonych tam ludzi było pod wrażeniem jej pogodnego, pełnego miłości spojrzenia, ciepłego, szczerego głosu. Równie ciepły i serdeczny okazał się być przybyły wraz z nią jej mąż Nicolas.

Myrna doświadczyła pięciu Maryjnych objawień; 37 ekstaz, podczas których otrzymywała orędzia od Maryi i Jezusa; sześciokrotnej stygmatyzacji; z obrazka maryjnego, który był w jej domu, i z jej rąk oraz ciała wypływała oliwa; jednak prawdziwym sednem jej życia stało się głoszenie po całym świecie przesłania miłości i jedności w Kościele, świecie i w rodzinach. Jest osobą głęboko wierzącą, a jednocześnie bardzo pokorną, a liczne spotkania z ludźmi są dla niej spotkaniami z samym Chrystusem. I o tym wszystkim przeczytacie w książce, którą właśnie wzięliście do ręki. Miłej, a przede wszystkim owocnej lektury!

Rozdział 1NIEZWYKŁA OLIWA

Wszystko zaczęło się w Damaszku niemal ćwierć wieku temu. 22 listopada 1982 roku osiemnastoletnia Myrna, czyli Mary Kourbet Al-Akhras po mężu Nazzour, wierna Kościoła greckomelchickiego (uznającego władzę katolickiego papieża), wraz z teściową udała się do domu swojej chorej szwagierki Layli. Mama Nicolasa, męża Myrny, który był chrześcijaninem obrządku greckoprawosławnego, w każdą środę chodziła na nabożeństwo.

– Lubiłam z nią chodzić, choć Nicolasowi to się nie podobało. Mówił, że to strata czasu – opowiadała nam Myrna.

Layla też im często towarzyszyła, a że tym razem z powodu bólu kręgosłupa pójść z nimi nie mogła, to grupa kobiet postanowiła pomodlić się u niej w domu, przy jej łóżku. Jak postanowiły, tak zrobiły. Modliły się już dobrą chwilę, kiedy wydarzyło się coś przedziwnego. Na rękach Myrny nagle i niespodziewanie pojawiła się jakaś gęsta i tłusta ciecz, jakaś... oliwa.

– Zdziwiłam się i przestraszyłam. Jednak ci, którzy mnie otaczali, stwierdzili, że to łaska Boża. Ścierali mi z rąk tę oliwę, nacierali nią swoje twarze, razem ze mną natarli też chorą Laylę.

I wtedy wydarzył się drugi „cud”. Layla – choć wcześniej bardzo cierpiała – poczuła, że ból nagle zniknął. Jak ręką odjął. Nie czując najmniejszego dyskomfortu, podniosła się z łóżka i ku swojemu zdziwieniu przeszła kilka kroków. To było wprost niewiarygodne. Została uzdrowiona!

Myrna opowiedziała o wszystkim Nicolasowi. Nie wierzył, śmiał się. „Оt, babskie sprawy” – skwitował. A oliwa? „Musiałaś jeść coś tłustego i nie wytarłaś rąk. Nie opowiadaj nikomu takich głupstw... Nie chcę, żeby ludzie stroili sobie z nas żarty”.

Wkrótce małżonek Myrny miał się jednak przekonać, że to nie były wcale zwykłe, śmieszne „babskie sprawy”.

Uzdrowiona mama

Jak to w świecie kobiet bywa, wieści o niezwykłym wydarzeniu zaczęły się rozchodzić lotem błyskawicy. Dotarły w końcu i do mamy Myrny. To, co usłyszała, niezmiernie ją zaintrygowało. Też była przecież chora i też cierpiała z powodu kręgosłupa.

– Mama Myrny miała uszkodzony dysk w kręgosłupie. Cierpiąca, leżała na desce – wyjaśnił Nicolas.

– Kiedy dotarła do niej wieść o oleju i uzdrowieniu, było jej przykro, że poszłam do szwagierki, a nie do niej. Powiedziałam jej wtedy, że w takim razie musi pójść ze mną do domu Layli. Jej uzdrowienie łączyłam bowiem z miejscem, w którym się wydarzyło – dodała Myrna. – Nicolas powiedział jednak, że nie pójdziemy do szwagierki, tylko do mamy.

Poszli trzy dni później.

– Kiedy znaleźliśmy się w domu mamy, kazali mi się modlić. Uśmiechnęłam się, bo nikt wcześniej nie prosił mnie o modlitwę. Znałam zresztą tylko Оjcze nasz i Zdrowaś, Maryjo. I właśnie tymi słowami zaczęłam się modlić. Wówczas znów pojawił się olej. Zaczęłam płakać. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to, co się dzieje, wiąże się nie z miejscem, ale z moją modlitwą i... ze mną. Mama zaczęła wołać: „Мyrno, posmaruj mi plecy!” – opowiadała mistyczka.

– Kiedy się modliły, siedziałem z tyłu – dopowiedział Nicolas. – Nie wierzyłem w ten olej i w to, że może nastąpić kolejne uzdrowienie. Wydawało mi się to śmieszne. Gdy olej pojawił się, mama Myrny podniosła koszulę i namaszczono nim jej plecy, które były już bardzo zdeformowane. I zobaczyłem, że teściowa, która nie mogła się już ruszać, wstała z łóżka, zdrowa! Do dziś – choć od tego wydarzenia minęły już trzydzieści dwa lata – na wszystkich prześwietleniach wciąż wychodzą te same deformacje co niegdyś, a teściowa normalnie chodzi, pracuje, a teraz, kiedy my jesteśmy w Polsce, prowadzi nasz dom i wszystkiego dogląda.

Oliwa z obrazka

Początkowo Nazzourowie próbowali utrzymać wszystko w tajemnicy. Nie chcieli, żeby wieść o oleju i uzdrowieniach rozniosła się po mieście. Zachowanie wszystkiego w sekrecie nie było jednak wcale takie proste. To był zresztą dopiero początek niezwykłych wydarzeń, których stali się bohaterami.

Rankiem 27 listopada olej ponownie wypłynął. Tym razem stało się to w domu Myrny i Nicolasa w damasceńskiej dzielnicy Soufanieh. Oleista ciecz pojawiła się na znajdującej się w małżeńskiej sypialni reprodukcji ikony Matki Bożej z Dzieciątkiem.

– To był zwykły papierowy obrazek w plastikowej oprawie. Bardzo mały – osiem na dziewięć centymetrów. Mieścił się w dłoni. Przedstawiał Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Była to taniutka reprodukcja ikony Matki Bożej Kazańskiej – wyjaśniła Myrna i kontynuowała: – Nicolas był w tym czasie w domu. Wzięłam więc obrazek i pobiegłam mu pokazać. Wziął go, położył na talerzu, powiedział, że zawoła rodzinę, zakazał mi o tym mówić i wyszedł. Tymczasem olej nadal płynął bardzo obfitą strugą. W krótkim czasie napełniły się nim aż cztery talerze.

„Nikomu nie zabraniaj Mnie zobaczyć!”

Myrna nie modliła się. Wpatrywała się tylko w obrazek. I wtedy stało się jeszcze coś dziwniejszego, choć wydawałoby się, że limit niezwykłości już się wyczerpał.

– Usłyszałam kobiecy głos – relacjonowała Myrna. – Nikogo jednak nie widziałam. Głos mówił do mnie: „Мyrno, córeczko moja, nie bój się! Jestem z tobą. Otwórz drzwi i nikomu nie zabraniaj Mnie zobaczyć. Zapal mi świecę”.

Dziewczyna uznała, że głos należy do... Matki Bożej. Była o tym święcie przekonana. Zapytaliśmy, skąd wzięła się u niej ta pewność.

– Słysząc słowa: „Córeczko moja, nie bój się”, zupełnie spontanicznie pomyślałam, że to Maryja. Któż inny mógłby nazwać mnie swoim dzieckiem? To było przecież takie naturalne – wyjaśniła Myrna.

Dom stał się kaplicą

Kiedy Nicolas powrócił, Myrna opowiedziała mu o tym, co wydarzyło się podczas jego nieobecności. Już nie był tak sceptyczny jak wcześniej. Zapalili świecę i otworzyli na oścież drzwi.

– Wkrótce nasz dom stał się kaplicą, domem modlitwy dla całego świata – dodała Myrna.

Z dnia na dzień w domu Nazzourów zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Przychodzili zdrowi i chorzy, z Damaszku i dalszych okolic, chrześcijanie, muzułmanie, a nawet ateiści, głęboko wierzący i zwykli ciekawscy. Klęczeli bądź stali, modlili się lub po prostu chcieli choć przez chwilę pobyć przed niezwykłą wydzielającą olej ikoną.

– I tak przychodzą na modlitwę już od ponad trzydziestu lat – dodali małżonkowie.

Wśród osób, które jako pierwsze zajrzały do domu Nazzourów, pojawili się też goście szczególni – przedstawiciele władz państwowych i agenci syryjskiej służby bezpieczeństwa wraz z towarzyszącym im lekarzem. Przybyli również przedstawiciele władz kościelnych: biskup greckoprawosławny wraz z dwoma kapłanami. Agenci, szukając źródła domniemanego oszustwa, rozglądali się po kątach, opukali ścianę, na której wisiał wcześniej obrazek. Dwaj – ubrani po cywilnemu – wmieszali się w tłum.

– Przyszła komisja specjalistów. Zbadali mi ręce, obrazek, odłamali jego część, żeby sprawdzić, czy przypadkiem w środku czegoś nie ma – opowiadała Myrna.

Podczas badania olej znów zaczął płynąć z obrazka. Mężczyzna, który trzymał go wtedy w dłoniach, prędko go odłożył i... ukląkł, żeby się modlić. Podobnie było zresztą z rękami Myrny. Towarzyszący agentom lekarz Saliba Abdel Ahad kazał dziewczynie umyć i dokładnie osuszyć dłonie. Był bardzo zaskoczony – duchowni prawosławni zresztą też – widząc, że bez żadnej ingerencji z zewnątrz po pewnym czasie olej znów się na nich pojawił. Poskrobał palce Myrny i schwycił ją za przedramiona, które pozostawały kompletnie suche. „Bóg jest wielki” – wykrzyknął.

– Kiedy przekonano się, że to nie jest żadna sztuczka, a lekarze też nie byli w stanie wytłumaczyć tego fenomenu, zostawili nas w spokoju. Co więcej, dopomogli nam w utrzymaniu domu modlitwy – dopowiedziała Myrna.

Najświętsza Panienka na tarasie

Niespełna trzy tygodnie później, w środę 15 grudnia około godz. 23.00 Myrna klęczała i modliła się. Nagle poczuła, jakby ktoś położył jej rękę na ramieniu i popychał ją do przodu. Powtórzyło się to trzy razy.

– Wyszłam na taras, który w naszych wschodnich domach znajduje się na dachu, uklękłam i cała drżąca pochyliłam się do ziemi. Zastanawiałam się, dlaczego tam poszłam. Kiedy chciałam zejść już z tarasu, podniosłam głowę, ujrzałam światło i jakąś kobietę. Nie śmiałam dalej patrzeć. Byłam nieprzygotowana na takie spotkanie. Zaczęłam krzyczeć i uciekłam – relacjonowała Myrna.

Dziewczyna przestraszyła się i pobiegła do swojej bratowej. Obudziła ją. „Heleno, Heleno, Najświętsza Panienka!” – wołała z przejęciem, wskazując na taras. Bratowa nic jednak nie zobaczyła. Awad, mąż Heleny, objął ją ramieniem i sprowadził do salonu.

„Nie powinnaś się bać!”

O niezwykłym widzeniu powiadomiono rodziców Myrny i greckoprawosławnego duchownego ojca George’a Abu Zakhema. Dołączyli oni do modlitwy. Myrna skontaktowała się też z ojcem Eliasem Zahlaoui, który stał się w tym czasie – wraz z ojcem Józefem Malouli – jej duchowym przewodnikiem. „Мaryja jest matką. Nie powinnaś się bać. Powiedz Jej, że jesteś gotowa” – poradził. Wytłumaczył Myrnie, że nie jest wykluczone, iż Najświętsza Panienka chciała przekazać jej jakąś informację, ale nic nie powiedziała, bo bała się jeszcze bardziej ją przestraszyć. Polecił zaprosić Maryję ponownie słowami specjalnej modlitwy: „O Maryjo Dziewico, pomóż mi Cię przyjąć i otworzyć się na twoje przesłanie”.

– To mnie uspokoiło. Od tego momentu czekałam na kolejne spotkanie. Byłam przekonana, że ta wizja powróci – powiedziała nam Myrna. Nie myliła się i nie czekała zbyt długo.

„Proszę o miłość”

– Po trzech dniach znów poczułam rękę na ramieniu i ponownie pobiegłam na taras – opowiadała. Nie była sama. Podążyli za nią także ci, którzy się z nią w tym czasie modlili.

Była sobota 18 grudnia, godz. 23.37. Myrna już się nie bała. Była przygotowana na to, czego doświadczy, a nawet na więcej.

– Byłam przekonana, że ci, którzy za mną pobiegli, też zobaczą Maryję, ale – jak się okazało – widziałam Ją tylko ja. Mówiła do mnie [po arabsku – przyp. aut.], a ja powtarzałam Jej słowa. Zapisywano je. Wtedy nawet Jej dotknęłam.

Zanim Maryja pojawiła się, Myrna zobaczyła kulę światła nad rosnącym około piętnaście metrów od domu drzewem eukaliptusa. Potem kula otworzyła się i ze światłości wyłoniła się Najświętsza Panienka, trzymając w prawej dłoni kryształowy różaniec; Jej stopy były jednak niewidoczne. Zbliżając się do dziewczyny, przeszła metalową balustradę, by stanąć na tarasie jej domu (Myrna bardzo się później głowiła, jak człowiek może ot tak sobie przejść przez metalową barierkę?!).

Co Maryja mówiła? Co zanotowano? „Pamiętajcie o Bogu, gdyż Bóg jest z nami. Wiecie wszystko, ale nie wiecie jeszcze nic. Wasza wiedza jest niekompletna. Nadejdzie jednak dzień, kiedy poznacie wszystkie rzeczy w sposób, w jaki Bóg zna Mnie. Czyńcie dobro tym, którzy czynią zło. Nie krzywdźcie nikogo. Dałam wam olej w ilości większej, niż o to prosiliście, ale podaruję wam coś o wiele bardziej potężnego niż olej. Nawróćcie się i zachowujcie wiarę; pamiętajcie o Mnie w waszej radości. Przepowiadajcie mojego Syna Emmanuela. Kto Go głosi, jest zbawiony, wiara zaś tego, który Go nie głosi, jest próżna. Miłujcie się wzajemnie! Nie proszę o pieniądze dla Kościołów ani o pieniądze dla biednych. Proszę o miłość. Ci, którzy dają pieniądze biednym i łożą na Kościół, a nie mają miłości, są niczym. Będę częściej odwiedzała domy, bo ci, którzy chodzą do kościoła, czasami nie chodzą tam, aby się modlić. Nie proszę o wybudowanie mi kościoła, ale miejsca modlitwy (domowej kaplicy). Nie odwracajcie się od nikogo, kto prosi o pomoc”.

Płacz i żądanie

Jak się później okazało, było to pierwsze z pięciu objawień Maryjnych, widzeń, jakich doznała Myrna. Matka Boża ukazywała się później zawsze na tym samym tarasie i zawsze w ten sam sposób.

W sobotę 8 stycznia 1983 roku o godz. 23.37 Maryja płakała, a przed zniknięciem delikatnie się uśmiechnęła. W poniedziałek 21 lutego o godz. 21.30 mówiła o pokorze, prawdziwej miłości, przebaczeniu. „Ten, kto udaje czystego i kochającego przed ludźmi, jest nieczysty przed Bogiem” – powiedziała między innymi. Przekazała wtedy również Myrnie słowa rozpraszającego lęki swoistego aktu strzelistego. „Chciałabym czegoś od ciebie zażądać” – powiedziała, prosząc, by dziewczyna „wyryła sobie w pamięci” i zawsze powtarzała słowa: „Bóg mnie zbawia, Jezus mnie oświeca, Duch Święty jest moim życiem, dlatego niczego się nie lękam”. Ta modlitwa i to przesłanie w szczególny sposób skierowane zostało także do duchowego kierownika Myrny, ojca Józefa Malouli.

Ikona w kościele

Wypowiedziane