Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
47 osób interesuje się tą książką
Nie wszystko, czego doświadczyliśmy jako dzieci, musi boleć przez całe życie.
Relacja z matką jest jedną z najważniejszych więzi, jakie tworzymy. To dzięki niej uczymy się, czym są bliskość, bezpieczeństwo, zaufanie i stawianie granic. Bywa jednak, że wynosimy z niej lęki, poczucie winy, potrzebę kontroli czy trudność w budowaniu relacji.
Joanna Szczerbaty przygląda się różnym obliczom matek i śladom, jakie pozostawiły w dorosłym życiu córek i synów. Przywołuje poruszające, bardzo bolesne historie z psychoterapii. Historie, w których łatwo odnaleźć własne emocje, doświadczenia i schematy.
Nie możemy zmienić tego, czego doświadczyliśmy jako dzieci. Możemy natomiast zmienić to, jak ta historia wpływa na nasze życie dzisiaj.
To książka o zranieniach, ale przede wszystkim o tym, że można je uleczyć.
Joanna Szczerbaty bierze na warsztat trudny temat. Urealnia nas na obiektywną prawdę - nie wszyscy doświadczyliśmy matczynej miłości. Ale jednocześnie pokazuje jak ci, którzy nie doświadczyli miłości i wsparcia mogą budować dobre relacje i odbudować poczucie własnej wartości.
dr Joanna Heidtman
psycholożka i socjolożka, psychoterapeutka psychodynamiczna
Ta książka rozbraja mit, że matka zawsze oznacza miłość. Joanna Szczerbaty z czułością, ale bez usprawiedliwiania krzywdy, pokazuje, jak relacja z matką zapisuje się w dorosłym życiu. To ważna lektura o nadziei na przerwanie tego, co boli.
Sylwia Sitkowska
psycholożka, psychoterapeutka, autorka książek, właścicielka sieci gabinetów terapeutycznych
Joanna Szczerbaty– psycholog, terapeuta uzależnień, diagnosta i specjalista FAS. Kocha ludzi i pracę z nimi oraz swoje dwa koty. Autorka książek Panie Kocie, jak żyć?, Jestem DDA, Rodzice DDAoraz Moje życie z narcyzem.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 192
Rok wydania: 2025
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
JOANNA SZCZERBATY
MOJA MATKA WE MNIE
O ZRANIENIACH, KTÓRE MOŻNA ULECZYĆ.
HISTORIE Z PSYCHOTERAPII
Jeśli komuś się wydaje, że niemowlę tylko je i śpi… to grubo się myli. Od samego początku naszego życia potrzebujemy również bliskości. Ten mały bezbronny człowiek niesłusznie posądzany przez domorosłych filozofów o to, że jest małym terrorystą i absolutnie nie wolno go nosić na rękach, potrzebuje tego przytulenia do przeżycia na równi z pokarmem, który jest mu dostarczany. Jeśli bliscy wypracują u dziecka postawę ufności, to istnieje szansa, że kiedy ten maluch stanie się dorosłym, nie będzie wchodził w niezdrowe zależności podczas budowania relacji. Twórca tej teorii, John Bowlby1, stworzył ją na podstawie własnych obserwacji i szeregu badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych i w Europie w latach 50. i 60. XX wieku. Okazało się, że oddzielenie od matki i środowiska rodzinnego powoduje ból i udręczenie psychiczne manifestowane najpierw gniewem, płaczem czy niezadowoleniem, a po jakimś czasie u dziecka potęguje się uczucie braku nadziei na spotkanie z matką. Powoli przywiązuje się ono do nowych opiekunów, a jeśli i oni się zmieniają, przeżywa to tak samo jak utratę kontaktu z nią. Po pewnym czasie przestaje się przywiązywać do kogokolwiek i bardziej zaczynają interesować je rzeczy materialne.
Mimo że wszelkie zachowania związane ze stylem przywiązania są najbardziej widoczne w pierwszych latach życia, to w dorosłości ich skutki wcale nie zanikają i możemy je obserwować do końca życia dorosłego już człowieka. Jeśli zatem terapeuta pyta o rodzinny dom i postawę matki czy ojca, nie wynika to z jego niezdrowej ciekawości. Wszystko, co działo się w dzieciństwie, ma sens dzisiaj, tu i teraz. Kontynuatorem poglądów Bowlby’ego była jego uczennica Mary Ainsworth. Wraz ze swoim zespołem badaczy zidentyfikowała trzy główne style przywiązania, czyli bezpieczny, lękowo-ambiwalentny oraz unikający. Po swoich obserwacjach dodała jeszcze czwarty: zdezorganizowany. Prześledźmy na przykładach te style, bo nic nie uczy tak jak przykład. Przywołane imiona będą, rzecz jasna, wybrane przypadkowo, zresztą nie chodzi tu o wskazanie konkretnych osób, ale o pokazanie przyszłości dzieci, która nie jawi się dobrze.
Tatusiowie niechaj się nie gniewają, ale to matka z reguły jest pierwszą nauczycielką emocji, życia i relacji społecznych. To, co przekaże dziecku, kształtuje jego osobowość i postawę na całe życie. Rzecz jasna, przed ojcami stoi ogromnie odpowiedzialne zadanie, polegające na tym, by być z matką i opiekować się nią.
Czytając poniższe akapity, możesz sobie spokojnie przeanalizować, czego nauczyłeś się od mamy. Bez względu na to, jakie oceny dostawaliśmy w szkole, największym sprawdzianem pozostaje ten, który piszemy codziennie w naszym życiu.
Przyjrzyjmy się najpierw regulacji emocji. Wszystko zaczyna się od pojawienia się bodźca, który powoduje jakieś ludzkie działanie, ono z kolei dla każdego jest inne. Może to być przerzucenie uwagi, racjonalizacja tego, co się wydarzyło, zahamowanie ekspresji lub wręcz jej wybuch, lub jeszcze coś innego. W procesie regulacji emocji możemy wyróżnić regulację wrodzoną, zależną od temperamentu, regulację świadomą, która jest przejawem dojrzałości, oraz regulację wynikającą z przeszłych doświadczeń. Mama, jako ta pierwsza i najważniejsza opiekunka, wywiera ogromny wpływ na adaptację do życia w społeczeństwie, mamy więc do czynienia z wpływem socjalizacyjnym. Czy tego chcemy czy nie, to właśnie ten pierwszy okres jest kluczowy dla relacji, które będziemy tworzyć jako dorośli. Poniżej przedstawiam etapy wpływu matki na dziecko, a każdy, czytając o tych prawidłowościach, zgłębionych przez wielu badaczy tematu, może spróbować odnaleźć w nich siebie (ale oczywiście wcale nie musi!).
Po pierwsze modelowanie, wywoływanie i wzmacnianie przez matkę krótkich reakcji emocjonalnych, i to już na etapie wspólnej zabawy. To wtedy zaczynamy dostosowywać nasze zachowanie do oczekiwań mamy, która jest przecież najważniejszym wzorem tego, co dobre. Istnieje zatem szansa, że dojrzała emocjonalnie mama wychowa podobnie dojrzałe dziecko.
Po drugie redukcja napięcia emocjonalnego i fizycznego, która jest niezbędna już w okresie niemowlęcym. To są wszystkie te sytuacje, kiedy mama przytula, gdy jest źle, głaszcze, gdy jest smutno, i przychodzi, kiedy niemowlę w jedyny znany sobie sposób wzywa pomocy, czyli uderza w płacz. Najskuteczniejszym sposobem regulacji napięcia emocjonalnego u niemowlaka może być na przykład masaż wykonany przez rodzica, zawijanie w kocyk, przytulanie, ale również spokojna muzyka.
Po trzecie proces nauki dostrojenia emocjonalnego, czyli zdolności do empatycznego odczytywania, rozumienia i reagowania adekwatnego do tego, czego oczekuje pochylona nad swoją pociechą matka. Kiedyś panowało takie przekonanie, że niemowlę nie czuje ani emocji, ani bólu. Całe szczęście tego zdecydowanie barbarzyńskiego twierdzenia już chyba nikt nie traktuje poważnie. Zresztą czy nie jest tak, że mama bardzo szybko się uczy, jakie są potrzeby niemowlaka, na podstawie tego, w jaki sposób on płacze?
Po czwarte odnoszenie społeczne, czyli nauka reakcji na otoczenie przez obserwację reakcji emocjonalnej czy zachowania mamy wobec nowych zjawisk. Widać to szczególnie przy upadku, kiedy dziecko najpierw obserwuje reakcję matki na to w zasadzie niemiłe wydarzenie. Jeśli mama krzyknie „ojejku!”, to będzie to stanowiło niejako zaproszenie do płakania. Podobnie jest chociażby z kosztowaniem nowych potraw. Jeśli mama spróbuje czegoś z uśmiechem na ustach, to dziecko odbierze to jako zachętę do spróbowania, bo skoro jej smakuje, to znaczy, że może być dobre.
Po piąte to rozmowy z dzieckiem o emocjach, szczególnie o tych trudnych, polegające nieraz na sugerowaniu strategii ich regulacji. Lęk separacyjny, przeskakiwanie w ciągu kilku chwil od płaczu do śmiechu, skrajne zachowania – czasem zupełnie nieadekwatne do sytuacji – to problemy, którym musi stawić czoła każdy rodzic. To właśnie wtedy warto rozmawiać na temat poprawności zachowań, akceptując jednocześnie to, że dziecko uczy się właśnie od dorosłych tego, co ma zrobić z emocjami, jakie mu towarzyszą.
Po szóste i ostatnie, organizowanie takiej aktywności dziecka, aby uczyło się zachowań i reakcji wśród rówieśników czy też innych członków rodziny.
Wszystkie te aspekty powodują, że już jako dzieci uczymy się wewnętrznych systemów kontroli emocji, które są najdojrzalszą formą samoregulacji. Matka reaguje na jakieś przedmioty, sytuacje, pewne zdarzenia czy też stany emocjonalne dziecka, zatem jest naturalne, że jej reakcje wpływają na wybór strategii i umiejętności, jakiego dokonuje dziecko, aby poradzić sobie w sytuacjach, którym towarzyszą duże emocje.
Sprawdzian
Czy masz już przestrzeń, w której zachowujesz się jak twoja mama?
Czy już powiedziałeś do swojego dziecka coś, co sam słyszałeś wiele razy jako dziecko? To słynne „gdy ja byłam w twoim wieku” albo „widzisz, też kiedyś tak myślałem, ale dorosłem”. Spokojnie, nie wszystko w twoim domu było złe, prawda?
A jak jest z twoją regulacją emocji? Czy powieliłeś coś, co znałeś ze swojego domu?
Empatia jest jedną z najistotniejszych cech człowieka, która skłania go do tego, aby pomagać innym. Dzieje się tak za sprawą empatii poznawczej, czyli zdolności przyjmowania cudzego punktu widzenia, oraz empatii emocjonalnej, oznaczającej współodczuwanie z osobami będącymi w potrzebie. Bycie empatycznym to również przestrzeganie zasad moralnych takich jak sprawiedliwość czy uczciwość. Zachowanie osoby pełnej empatii jest pozbawione agresji, dalekie również od zachowań buntowniczych i wchodzenia w konflikty.
O empatii napisano już bardzo dużo. Zdefiniowano, czym jest, jak bardzo jest ważna i co powoduje jej brak. Myślę, że w kontekście tej książki dobrze jest zaprezentować pewną ciekawostkę przedstawioną przez trzech naukowców, którzy przeanalizowali ponad 800 par bliźniąt mono- i dwuzygotycznych2. Davis, Luce i Kraus sprawdzali tezę mówiącą, że bliźnięta monozygotyczne w odróżnieniu od dwuzygotycznych powinny być zdecydowanie bardziej podobne do siebie pod względem empatii. Skupiono się zarówno na komponentach afektywnych, czyli trosce i przykrości, oraz tych nieafektywnych, takich jak przyjmowanie czyjejś perspektywy. W toku badań okazało się, że największe podobieństwo zachodzi pod względem empatii emocjonalnej i wzrasta ona wśród bliźniąt jednojajowych. Batson ze swoim zespołem pod kątem empatii przebadali z kolei pary bliźniąt mężczyzn w średnim wieku – 114 par monozygotycznych i 116 dwujajowych. Okazało się, że pod względem empatii emocjonalnej bliźniacy jednojajowi są o wiele bardziej podobni do siebie niż dwujajowi. Dodatkowo autorzy obliczyli, że możliwość dziedziczenia tego rodzaju empatii może wynieść aż 72 procent3.
Czy zatem dziedziczymy empatię emocjonalną? Badania pokazują, że tak. Ta kwestia nadal pozostaje przedmiotem zainteresowania naukowców. Podkreślają oni również, że poziom empatii stanowi rezultat doświadczeń dziecka. W wielu badaniach udowodniono, że bliskie, a przede wszystkim bezpieczne zależności w rodzinie, udział ojca w opiece, ale i – co może niektórych zdziwić – poziom satysfakcji z macierzyństwa, są gwarancją zwiększonego poziomu empatii u dziecka4. Czy podczas zabawy słyszeliście wypowiedzi w stylu „daj się pobawić chłopcu twoja zabawką”? Macie szczęście. Badania Hoffmana dowiodły bowiem, że matki, które zachęcały swoje dzieci do uwzględniania potrzeb ich rówieśników, pakowały w nie ogromne pokłady wrażliwości empatycznej. Jest szansa, że również za sprawą tego rozwinęła się w was wrażliwość na innych ludzi, co jest konieczne, by budować prawidłowe relacje. Z kolei Barnett ze swoim zespołem udowodnił, że ci, którzy mieli w swoim życiu rodziców spędzających z nimi w dzieciństwie dużo czasu oraz okazujących im wiele uczucia, cechują się w życiu dorosłym wysokim poziomem empatii osobowościowej.
A dlaczego to matka ma tak wielkie znaczenie w kształtowaniu empatii? Drodzy tatusiowie, nie chcę umniejszać w żaden sposób tego, jak bardzo jesteście ważni, bo przecież i matka, i ojciec mają swoje zadania zmierzające do tego, aby wychować wrażliwego człowieka. Badania pokazują jednak, że największa różnica w zakresie osobowości między kobietą a mężczyzną dotyczy poziomu empatii i asertywności. Mandal udowodniła, że kobiety są bardziej empatyczne niż mężczyźni5. Nie oznacza to jednak wcale, że ktoś jest gorszy lub lepszy. Istnieje wiele korzyści płynących z posiadania umiejętności odczytywania emocji, a jedną z nich jest wrażliwość społeczna. Człowiek wrażliwy to taki, który szybko reaguje na bodźce zewnętrzne, co z kolei łączy się z umiejętnością współodczuwania. Wrażliwość rodzi się zatem tam, gdzie jest empatia. Można więc powiedzieć, że mama jest nauczycielką zarówno empatii, jak i wrażliwości. A teraz przyjrzyjcie się swojej mamie i sobie.
Sprawdzian
Pamiętasz z dzieciństwa jakieś wspólne chwile z mamą?
Czy przypominasz sobie, jak twoja mama mówiła o innych? Sam pomyśl, czy to było dobre czy złe. Zrób to tym bardziej, jeśli sam jesteś już rodzicem.
Nie oceniaj intencji mamy, zwyczajnie spójrz na nią jak na nauczycielkę wrażliwości. A może pamiętasz, czy często się wzruszała? Jeśli lekcje dane przez mamę były dobre, to pielęgnuj je w sobie. Jeśli natomiast były złe, nie oceniaj jej, ale zwyczajnie odrzuć to, co robiła. Nie wszystko wszak trzeba brać bezwarunkowo.
Każdy z nas chce być kochany. W miłości bezwarunkowej dziecko jest kochane bez względu na to, jakie cechy posiada. Matka kochająca bezwarunkowo nie koncentruje się na tym, jak dziecko się zachowuje, i cokolwiek ono zrobi, kocha je równie mocno. Jednocześnie zwraca uwagę na potrzeby swojego dziecka, nie karząc go za złe uczynki i nie nagradzając za dobre. W miłości warunkowej matka nagradza za dobre zachowanie, ponieważ kocha za to, jak się zachowuje jej dziecko.
Związek emocjonalny matki i dziecka wynika z dwóch naturalnych przyczyn i to nie powinno nas dziwić. Ta najbardziej naturalna miłość bierze się z silnej więzi ciała matki z ciałem dziecka oraz z właściwości psychiki kobiety, która pozwala wniknąć w psychikę dziecka. To matka tworzy atmosferę miłości i to ona rozwija życie uczuciowe swoich dzieci. Jest pierwszym obiektem miłości swojego dziecka i to jej ciepły głos uspokaja niemowlaka. Wrodzone czynności macierzyńskie wobec niemowlaka to bezwarunkowa miłość, przywiązanie i potrzeba opieki nad dzieckiem. Mało tego. Akceptacja matki jest dla dziecka gwarancją dobrego obrazu swojej osoby. Uczy się ono, że nie musi robić nic, aby być kochane. To wielka inwestycja w jego przyszłość. Wystarczy, że jest – to już stanowi podstawę do tego, aby zostać pokochanym. Miłość matki jest jak gleba dla rośliny lub woda dla każdego żywego organizmu. Jeśli jej zabraknie, w otoczeniu podobne uczucia może skierować w stronę dziecka inny dorosły i może pokochać z takim samym zaangażowaniem, czyli bezwarunkowo i nieustająco. Jeśli braknie w życiu takiej miłości, dorosły może szukać jej w całym swoim późniejszym życiu, narażając się na niepowodzenia. W dalszej części książki poznamy kilka przykładów, w których tej najbardziej naturalnej miłości zabrakło.
Sprawdzian
Pomyśl, czy dziś, kiedy już jesteś dorosłym człowiekiem, ciągle zabiegasz o uwagę innych i jesteś gotowy zrobić wszystko, aby tylko inni cię lubili. Jeśli tak, to całkiem możliwe, że doświadczyłeś w domu miłości warunkowej. Spokojnie, da się z tym żyć, i to całkiem dobrze, byle tylko popracować nad tym i nie przekazywać tego balastu dalej. Cały świat nie będzie cię lubił, podobnie jak i ty nie musisz rzucać się wszystkim na szyję.
Odpowiedz sobie na pytanie, czy czułeś się kochany w domu. Jeśli tak, to gratuluję, jeśli nie – nic straconego. Chociaż kiedy byłeś mały, rodzice byli całym twoim światem, to uwierz mi, dziś, kiedy jesteś dorosły, już tak nie jest.
A teraz, na koniec, zastanów się: czy potrafisz kochać bezwarunkowo?
Jest istotą każdej relacji, a otwartość i słuchanie stanowią aspekt regulujący związki z innymi. Matka, co już zostało podkreślone, jako postać pierwszoplanowa uczy dziecko nawiązywania kontaktów nie tylko z rówieśnikami, ale i z całym światem dorosłych. A teraz przedstawię ci krótko, jakie wyróżniamy modele komunikacji w rodzinach. Przeczytaj i przypomnij sobie, jak to wyglądało u ciebie.
Pierwszy to model jednostronny. Polega na przekazywaniu informacji w taki sposób, aby dzieci je zrozumiały albo przynajmniej usłyszały i nie miały szansy na wygłoszenie żadnego komentarza. Mogą to być słynne monologi mamy na temat bałaganu w pokoju, w którym wystarczy tylko wsadzić bombę, albo chociażby pytania retoryczne, na które osoba mówiąca nie oczekuje odpowiedzi, ot chociażby „i po co ci to było?”. Przypominasz sobie? Bywały chwile zabawne, kiedy zwyczajnie mama „chciała sobie pogadać”, ale bywało też i tak, że chodziło jedynie o wydawanie nakazów w celu uzyskania jak największej kontroli.
Drugi model ma charakter dwustronny, w którym następuje obopólna reakcja na komunikaty. Jeśli zatem mogłeś reagować na to, co mówi mama, bronić się lub zwyczajnie dyskutować, to oznacza, że mogłeś również usłyszeć, jaki plan ma na ciebie matka, i jakoś na to zareagować. To z kolei pozwalało na zmniejszanie nieporozumień, ot chociażby przy pytaniu „dlaczego jeszcze nie pościeliłeś łóżka?”, gdzie często odpowiedzią mogło być „może będę jeszcze spać”.
Trzeci – relacyjny – model, jest wtedy, gdy zarówno odbiorca, jak i nadawca skupiają się na tym, co jest przedmiotem komunikatu, starając się jednocześnie szukać rozwiązań. Po jednej i drugiej stronie ważne staje się to, o czym się informuje, jakie towarzyszą temu intencje, co myślę o osobie, do której mówię, i jakie mam oczekiwania. To komunikat, który może dużo powiedzieć nam o nas samych. Bo co może oznaczać umiłowanie przez mamę przywołanego już ścielenia łóżka? Ot na przykład, że jest to jedna z najważniejszych rzeczy w naszym domu.
Sprawdzian
Przyjrzyj się, w jaki sposób komunikujesz się z innymi. Czy słuchasz? Czy może jednak za każdym razem mówisz tylko o sobie? Oczywiście jesteś ważny, jednak drugi człowiek też ma znaczenie. Może warto nad tym popracować? Spróbuj przyglądnąć się swojemu stylowi komunikacji, uwzględniając podstawowe błędy i bariery, które blokują poprawną komunikację.
Jak często rozkazuję lub zarządzam?
Jak często stosuję groźby, wygłaszam kazania lub prawię morały?
Jak często daję złote rady, dyktuję rozwiązania lub pouczam albo robię wyrzuty?
Jak często krytykuję lub osądzam?
Jak często ignoruję lub niepotrzebnie wypytuję?
Spokojnie, odetchnij. Nad wszystkim można popracować.
Możemy się denerwować i buntować, że mama daje nam pierwsze w naszym życiu zakazy, i trudno nam zrozumieć, kiedy jesteśmy dziećmi, że słowa „nie biegaj z jedzeniem” albo „nie rzucaj ubrań na podłogę” rzeczywiście mają nam służyć. To właśnie w takich sytuacjach uczymy się stawiać granice, bo jeśli nie wszystko nam wolno, to oznacza też, że nie wszystko jest dobre. Dzięki tym matczynym wskazaniom, które nieraz powodują u nas łzy złości, szczególnie jeśli jesteśmy nastolatkami, czujemy się bezpieczni, chociaż w momentach, w których je słyszymy, jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Z dotychczasowej lektury wiemy, że związek dziecka z matką ma naprawdę ogromne znaczenie, zatem to poczucie bezpieczeństwa odczuwane w dzieciństwie wywiera wielki wpływ na nasz stosunek do innych ludzi i wszelkich wydarzeń, jakie nas spotkają. Miłość matki do dziecka ma ogromne znaczenie, ponieważ wyrabia u niego poczucie przynależności do rodziny, poczucie bezpieczeństwa i głębokiej więzi z inną osobą. Jeśli mama stawia dziecku granice, mówi, co jest dobre, a co złe, pokazuje wszystko to, co może mu szkodzić, nawet za cenę zachowań buntowniczych, istnieje szansa, że ten przyszły dorosły człowiek nauczy się mówić „nie”, określi, kiedy kończą się emocje, a zaczyna wykorzystywanie przez innych, zbuduje zdrowe relacje i zawsze postawi granice obejmujące zarówno sferę fizyczną, jak i emocjonalną.
Sprawdzian
Zacznijmy od początku. Zastanów się, czy potrafisz stawiać granice własnemu dziecku.
Czy potrafisz powiedzieć jasno i konkretnie, tak aby to, co mówisz, było dla twojego dziecka zrozumiałe, czyli „może podzielisz się zabawkami z innymi?”.
Czy kiedy stosujesz nakazy i zakazy, uzasadniasz to, czego wymagasz? Wystarczy zwykłe „załóż czapkę, bo jest zimno” zamiast „załóż czapkę, bo ja tak chcę”.
Czy dajesz wybór? Oczywiście chodzi o wybór ograniczony, co jednocześnie pozwoli twojemu dziecku zaspokoić naturalną potrzebę autonomii, i zamiast mówić „masz zjeść kromkę”, zapytaj „wolisz z wędliną czy z serem?”.
Czy stosujesz zasady w domu i poza nim? Najtrudniej nam zachować konsekwencję, kiedy jesteśmy poza domem.
Czy nie boisz się rutyny, która buduje dobre nawyki? Jeśli masz z dzieckiem wspólne rytuały, to ułatwiasz mu stosowanie i rozumienie zasad.
Czy uczysz swoje dziecko cierpliwości? To pomoże mu odraczać nagrodę, dzięki czemu łatwiej będzie mu osiągnąć wiele sukcesów w życiu.
Pamiętaj, że stawianie granic to oznaka miłości i troski, ponieważ pozwala dziecku odnaleźć się w tym, co czeka go w dorosłym życiu.
Jeśli już wiesz, czego dziecko uczy matka, zapraszam do wspólnej przygody z całym szeregiem matek… dobrych i tych mniej dobrych. Zacznijmy trochę od filozofii, a potem sięgnijmy do przykładów.
Do roli matki natura wyznaczyła kobietę. To stwierdzenie może za kilka lat wzbudzać kontrowersje, bo nauka czasami działa wbrew naturze, ja jednak trzymam się uparcie tej pierwszej, podstawowej wersji macierzyństwa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Pierwszy duet, czyli matka i dziecko
Matka – pierwsza nauczycielka
Filozofia macierzyństwa i te inne…
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
© Wydawnictwo WAM, 2026
© Joanna Szczerbaty, 2026
Opieka redakcyjna: Agnieszka Mazur
Redakcja: Klaudia Bień
Korekta: Urszula Kosobudzka, Monika Karolczuk
Projekt okładki: Marcin Jakubionek
Skład i łamanie: Lucyna Sterczewska
Pamiętaj! Książka to bardzo ważne wsparcie, ale nie zastąpi terapii czy pomocy specjalisty.
ISBN 978-83-277-4906-2
MANDO
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
mando.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 629 32 70
e-mail: [email protected]
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
