Milioner bez przeszłości - Carol Marinelli - ebook
Opis

Nikołaj Eristow, chłopak z sierocińca, teraz milioner i pan świata, wiele lat unikał kontaktu z dawnymi przyjaciółmi. Nie chciał, by się dowiedzieli, co go spotkało w dzieciństwie i dlaczego uciekł, pozorując swoją śmierć. Teraz jednak nie może sobie odmówić obecności na ślubie przyjaciela. Na weselu poznaje Rachel, piękną baletnicę, która bardzo potrzebuje jego pomocy…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 149

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Carol Marinelli

Milioner bez przeszłości

Tłumaczenie: Nina Lubiejewska

PROLOG

Nikołaj Eristow pogodził się z trudną przeszłością. Tak mu się przynajmniej wydawało.

Tego ranka nie odważył się jednak sięgnąć po filiżankę swojej ulubionej mocnej herbaty w towarzystwie kamerdynera – bał się, że nie powstrzyma drżenia dłoni, a dawno temu postanowił, że więcej nie okaże przy innych słabości. Dzięki temu udało mu się przetrwać.

Po śniadaniu kamerdyner zamierzał opuścić wystawny apartament położony na pokładzie luksusowego jachtu, jednak Nikołaj go zatrzymał.

– Zrobisz coś dla mnie?

– Oczywiście, co takiego?

– Potrzebny mi nowy garnitur.

– Polecam…

– Nie – przerwał mu Nikołaj. Kamerdyner źle go zrozumiał. Nikołaj nie chciał, by sprowadzał na jacht najlepszych londyńskich krawców.

– Pojedź do centrum handlowego i coś wybierz. Znasz wymiary.

– Tak, ale…

Nikołaj niecierpliwie pokręcił głową. Nie musiał się tłumaczyć przed kamerdynerem.

– Kup grafitowy garnitur i dobierz do niego koszulę i krawat, które nadadzą się na wesele. Przydadzą się też buty.

– Mam kupić gotowe ubrania? – z powątpiewaniem dopytywał się kamerdyner. Jego szef słynął z pokaźnej postury i dobrego smaku. Jego kreacje wychodziły spod rąk najlepszych projektantów. Dlaczego, u licha, miałby kupować garnitur w centrum handlowym?

– Tak. I musisz się pospieszyć. Wesele jest o drugiej.

Następnie określił zakres cenowy, wprawiając kamerdynera w osłupienie – cena butelki szampana, którą opróżnił zeszłej nocy, była niewiele niższa od podanej przez niego kwoty. Fakt, Nikołaj wydawał fortunę na szampana. Mimo wszystko ustalony budżet był szokująco skromny.

– Nie wiedziałem, że to już ta pora! – zażartował kamerdyner, a Nikołaj skwitował to powściągliwym uśmiechem.

Co roku na kilka miesięcy porzucał swoje luksusowe życie na jachcie, by pracować na potężnych lodołamaczach na Atlantyku. Choć na co dzień pławił się w bogactwie, tam musiał mierzyć się z mrozem i ciężką pracą. Bez dwóch zdań było warto – odnosił sukcesy na każdym polu i w końcu zdołał ujarzmić duchy przeszłości. Nikt nie byłby w stanie uwierzyć, że przez długie lata ze snu wybudzały go koszmary, które przypominały mu o wstydzie i strachu, jakiego kiedyś zaznał.

– Czy kupić też prezent? – zapytał kamerdyner.

– Nie.

Dopiero po wyjściu zakłopotanego kamerdynera Nikołaj sięgnął po filiżankę, a jego obawy okazały się słuszne – dłoń drżała mu mimowolnie na myśl o konfrontacji z przeszłością.

Długo pracował na swoje wygodne życie. Nie pozwolił, by przeciwności losu sprawiły, że wpasuje się w stereotyp. Zamiast poddać się swojemu oprawcy, postanowił nie tylko walczyć, ale i rozkwitnąć.

Udało mu się. Powtarzał to sobie każdego dnia.

Posiadał całą flotę luksusowych jachtów i liczył się na salonach – imprezy na jego łodzi jak magnez przyciągały śmietankę towarzyską.

Miał wszystko, a zawdzięczał to Jurijowi – swojemu wybawcy i mentorowi.

Gdyby tylko mógł raz jeszcze z nim porozmawiać… Dziś jak nigdy potrzebował jego porady. Tylko on znał całą prawdę.

Beris druzno ne budiet gruzno, powtarzał. Było to stare rosyjskie przysłowie – jeśli podzielisz się ciężarem, będzie ci lżej.

Nikołaj wyznał prawdę tylko po to, by Jurij nie powiadomił opieki społecznej, która odesłałaby go z powrotem do domu dziecka. Okazało się jednak, że Jurij miał rację – po zrzuceniu ciężaru było łatwiej.

Zależało mu, by być na ślubie przyjaciela, ale nie chciał być zauważony. Sev z pewnością zapytałby go, dlaczego uciekł bez słowa, a Nikołaj nie miał ochoty poruszać tego tematu.

Nie mógł pozwolić, by jego przeszłość odcisnęła piętno na teraźniejszości. Zamierzał ukradkiem wślizgnąć się do kościoła, a po wszystkim zniknąć niepostrzeżenie.

Był jednak pewny, że Jurij nie popierałby takiego rozwiązania, przez co z trudem panował nad dręczącym go niepokojem.

Rzucił okiem na pobliskie drapacze chmur. Okna jego apartamentu zostały zaprojektowane z myślą, by uchronić go przed ciekawskim wzrokiem paparazzich, którzy chętnie podzieliliby się ze światem smaczkami z wystawnych przyjęć na jachcie. W ten sposób był niewidzialny dla przechodniów, którzy podziwiali jego unikalny dom. Jacht nazywał się Svoboda i niezmiennie przyciągał tłumy, na których największe wrażenie robił rozsuwany podjazd dla samochodów.

Nikołaj często bywał w południowej Francji czy w rejonach Zatoki Perskiej. Właśnie tam, na wodach Zatoki Akaba, po raz pierwszy usłyszał o Sevie i Naomi. Zmagał się wtedy z bezsennością, lecz zamiast obudzić śpiącą u jego boku blond piękność w typowy dla niego sposób, chwycił laptop i usiadł z nim pod gwiazdami. Jak zwykle wertował sieć w poszukiwaniu informacji na temat swoich przyjaciół z domu dziecka i natknął się na wieści o Sevie.

„Nowojorski ekspert z zakresu bezpieczeństwa w sieci, Sevastian Derzhavin, widziany w centrum Londynu z podbitym okiem i raną ciętą w towarzystwie osobistej asystentki, Naomi Johnson, na której serdecznym palcu widniał ogromny pierścionek z diamentem”.

W dzieciństwie to właśnie Sev zastępował Nikołajowi rodzinę. Czwórka ciemnowłosych, ciemnookich chłopców o jasnej karnacji była nie lada wyzwaniem dla pracowników sierocińca. Choć wydawało się, że nie ma dla nich nadziei, nie przestawali marzyć.

Najpierw pragnęli, by znalazły się dla nich rodziny. To jednak nigdy nie nastąpiło, a z czasem dowiedzieli się, dlaczego. Ich blada skóra i ciemne włosy sprawiały, że byli „czarnymi Rosjanami”, którym znacznie trudniej było znaleźć dom, niż innym dzieciom. Nawet to nie zabiło jednak ich marzeń. Chłopcy byli bardziej niż pewni, że bliźniaki Danil i Roman zostaną słynnymi bokserami. Nie wątpili, że bystry Sev zajdzie w życiu daleko, podobnie jak Nikołaj, który choć nigdy nie poznał rodziców, był przekonany, że jego ojciec był żeglarzem. Pasja Nikołaja narodziła się na długo przed tym, zanim pierwszy raz zobaczył morze.

W domu dziecka nie było jednak miejsca na marzenia. W wieku dwunastu lat Danil został adoptowany przez rodzinę Anglików. Roman stał się wówczas jeszcze bardziej niesforny, przez co trafił do ośrodka o zaostrzonym rygorze.

Utalentowany Sev w wieku czternastu lat został przeniesiony do innej klasy i pokładano w nim duże nadzieje. Nadal jeździli wspólnie do szkoły i mieszkali w tym samym internacie, jednak Nikołaj zaczął dostawać coraz gorsze stopnie i został wezwany na dywanik do nauczyciela, którego szczerze nie znosił.

– Powiedz, dlaczego tak się opuściłeś w nauce?

Chłopiec wzruszył ramionami. Nauczyciel ewidentnie się na niego uwziął i kazał mu zostawać po lekcjach, przez co uciekał mu autobus i musiał wracać pieszo.

– Czy Sevastian ci pomagał?

– Niet – potrząsnął głową. – Czy mogę już iść? Spóźnię się na autobus.

Padał śnieg, a jego kurtka nie była najcieplejsza.

– Najpierw porozmawiamy – powiedział nauczyciel. – Sevastianowi może być ciężko dostać stypendium, jeśli na wniosku będę musiał wspomnieć, że pomagał ci ściągać.

– Nie pomagał.

Nauczyciel wyjął sprawdzian z matematyki, który niedawno zrobił, i kazał Nikołajowi zapisywać odpowiedzi na kartce.

– Dwa miesiące temu nie miałeś problemu z zadaniami, więc dlaczego teraz masz?

– Nie wiem.

– Może to się źle skończyć dla twojego kolegi…

Nikołaj wpatrywał się w liczby błagalnym wzrokiem, licząc, że w końcu go olśni. Jasne, że Sev mu pomagał, bo tak właśnie postępują przyjaciele. Teraz mogło go to wpędzić w kłopoty.

– Czy Sevastian rozwiązał zadania za ciebie? – zapytał nauczyciel i podniósł rękę. Nikołaj odruchowo przygotował się na cios, jednak dłoń mężczyzny spoczęła na jego ramieniu.

– Niet – odpowiedział i bezskutecznie próbował strącić dłoń nauczyciela.

– Daj spokój, Nikołaj – powiedział nauczyciel i usiadł na krześle obok. – Jak mam ci pomóc, skoro nie mówisz mi prawdy?

– Nie robił nic za mnie.

– W takim razie powinieneś wiedzieć, jak rozwiązać te zadania.

Nie wiedział. W oddali usłyszał klakson odjeżdżającego autobusu.

– Odwiozę cię – powiedział nauczyciel, choć Nikołaj z dwojga złego wolałby pieszo przemierzać śnieżycę. – Wracając do Sevastiana…

– Nie zrobił nic złego – naciskał Nikołaj, pragnąc uchronić przyjaciela przed utratą stypendium. – Pokazał mi po prostu, jak to zrobić.

– Już dobrze – czule odpowiedział nauczyciel, a Nikołaj poczuł niezrozumiały niepokój. – Nikt nie musi się o tym dowiedzieć.

Nikołaj dalej wpatrywał się w liczby, gdy poczuł dłoń na swoim udzie.

– Prawda? – upewnił się nauczyciel, a Nikołaj nie odpowiedział.

Kamerdyner wrócił z ubraniami na czas i zdołał ukryć zdziwienie na widok stołu przewróconego przez szefa w furii.

Nikołaj udał się pod prysznic i przywdział idealnie wyprasowaną koszulę i szary krawat wybrane przez kamerdynera. Ciemny garnitur leżał na nim o wiele lepiej, niż można się było spodziewać. Ukrył wzrok za ciemnymi okularami, które zamierzał zdjąć dopiero w kościele. Nie chciał, by ktokolwiek go zauważył, więc przeszedł kawałek pieszo, a za rogiem wezwał taksówkę. Kiedy dojechał pod kościół, nie wysiadł od razu.

– Dwie minuty – powiedział z silnym rosyjskim akcentem.

Dwie minuty zmieniły się w dziesięć, ale taksówkarz się nie awanturował, zważając na hojny napiwek.

Nikołaj przyglądał się z wnętrza taksówki gościom zgromadzonym przed drzwiami kościoła. Na miejscu była prasa i policja, która odgradzała tłum gapiów. Sev musiał już być w środku, bo nie udało mu się go wypatrzyć.

Sev zawsze był introwertykiem, a od ludzi wolał książki i komputery, jednak na jego ślubie zjawiło się sporo osób – w tym również Nikołaj, którego wzrok przykuł właśnie blask pięknych rudych włosów szczupłej kobiety wysiadającej z luksusowego auta. Śmiała się w najlepsze, pomagając wysiąść z wozu koleżance w zaawansowanej ciąży. Nikołaj rozpoznał ciężarną kobietę – była to Libby, żona Danila, na której zdjęcie natknął się w poszukiwaniu wieści o dawnych przyjaciołach. Oznaczało to, że Danil również musiał gdzieś tu być.

– Jeszcze dwie minuty – powiedział taksówkarzowi.

Nie mylił się, myśląc, że nie będzie łatwo zmierzyć się z przeszłością.

Sev pytał go, dlaczego płacze w dniu, w którym postanowił uciec. Nikołaj nie był w stanie mu odpowiedzieć i dziś również nie był na to gotowy. Nie chciał, by ktokolwiek czuł się przez niego niezręcznie.

Wysiadł z taksówki i wślizgnął się do kościoła, akurat gdy podjechał samochód panny młodej. Modlił się, by nikt go nie zauważył. Gdyby Jurij żył, powiedziałby pewnie, że powinien otwarcie stawić czoło tej sytuacji, ale nie zamierzał się nad tym głowić. Nie było sensu otwierać starych ran.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Po prostu nie rozumiem!

Libby była wyraźnie skonsternowana na wieść, że Rachel odeszła z grupy tanecznej po tym, jak dobiegła końca trasa po Azji i Australii. Do niedawna nie tylko tańczyły razem, ale i były współlokatorkami. Libby zrezygnowała z tańca rok wcześniej, na krótko przed poznaniem swojego przyszłego męża, Danila. Prawdę mówiąc, nie miała wyboru, a Rachel wiedziała, że nad tym ubolewa.

Rachel sama podjęła decyzję. Choć przyjaźniły się z Libby, bardzo się od siebie różniły. Libby miała serce na dłoni, podczas gdy Rachel nikogo do siebie nie dopuszczała. Wolała rozmawiać na temat innych, a z mężczyznami spotykała się wyłącznie na własnych zasadach.

Szykowały się właśnie do wystawnego londyńskiego wesela w ekskluzywnym apartamencie hotelowym. Rachel nie miała okazji poznać młodej pary – szła tam, by wspierać Libby, jako że Danil występował w roli świadka, a zbliżał się termin porodu.

Hotel należał do Danila, tak więc Rachel dostała apartament, który wprost zapierał dech w piersi. Stresowała się rozmową z Libby, wzięła więc długą, aromatyczną kąpiel, która jednak nie zdołała ukoić jej nerwów. Na dobrą sprawę Rachel zawsze była podenerwowana, co zwykle dobrze ukrywała, teraz jednak nie mogła się uspokoić. Nie mogła wyrobić się na czas, a przygotowania jeszcze się przedłużyły, kiedy od niechcenia rzuciła, że odchodzi z grupy tanecznej.

– Co w takim razie planujesz? – zapytała Libby.

– Jeszcze nie zdecydowałam. Będę miała dużo czasu, żeby coś wymyślić.

– Nie rozumiem, jak mogłaś odejść bez żadnego planu w zanadrzu. Myślałam, że byłaś szczęśliwa…

– Byłam. Nadal jestem – powiedziała Rachel, po czym zgrabnie zmieniła temat, wskazując na aksamitną, pomarańczową sukienkę. – I jak?

– Jest bardzo… – Libby zamilkła, a na jej twarzy malował się grymas bólu.

– Nie możesz dziś urodzić – ostrzegła Rachel.

– Wiem. Ciągle to sobie powtarzam. Problem w tym, że dziecko nie słucha.

– Myślisz, że dziś się to stanie?

– Niewykluczone.

– Ale numer! – krzyknęła Rachel, szczerząc zęby w uśmiechu.

– Daj spokój – westchnęła Libby. – To wesele jest bardzo ważne dla Danila, Sev to w zasadzie jego rodzina.

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała Rachel z pewnością osoby, która naoglądała się dużo seriali o lekarzach. – Pierwszy poród trwa wieki, a tobie nie odeszły nawet wody. Pomyśl, co będzie, jeśli odejdą w kościele!

– Dzięki za pocieszenie – powiedziała Libby, ale się uśmiechnęła. – No dalej, maluj się, musimy wychodzić.

– Umaluję się w taksówce… – powiedziała Rachel, po czym przypomniała sobie, że to nie dawne czasy. – Teraz Libby ma własnego kierowcę!

Przywdziała niebotycznie wysokie szpilki w tym samym kolorze co sukienka, po czym wraz z Libby zjechały windą na dół i wsiadły do samochodu.

– Jesteś taka blada – zauważyła Libby, po czym przypomniała sobie, dlaczego. – Nie zjadłyśmy lunchu!

– Śniadania też nie jadłam – powiedziała Rachel i wygrzebała z torebki czekoladowego cukierka, nakładając makijaż. Warstwa podkładu ukryła jej piegi, a czarny tusz rudawe rzęsy. Dodała nieco różu, przeciągnęła usta koralową pomadką i przejrzała się w lusterku, zatrzymując wzrok na przerwie między zębami.

– Chyba założę aparat.

– Dlaczego?

– Po prostu. Ale do rzeczy, musisz mnie wtajemniczyć, pogubiłam się we wszystkich tych Rosjanach. Pan młody to Sev, kolega Danila z sierocińca?

– Zgadza się. Choć mogłabyś się tak do niego nie zwracać.

– Potrafię być taktowna!

– Tylko czasami – uśmiechnęła się Libby.

– A panna młoda?

– Ma imię na Naomi. Była jego osobistą asystentką w Nowym Jorku, ale pochodzi z Londynu.

– Jaka jest?

– Poznałam ją tylko przelotem, kiedy jeszcze pracowała jako asystentka Seva. Byliśmy akurat w podróży poślubnej. Zapomniałabym, na weselu będzie też Ania.

– Ania?

– Tatania. – Libby użyła jej pseudonimu scenicznego i zobaczyła błysk w oczach Rachel. Ania też była w domu dziecka, choć jako córka kucharki. Obecnie była primabaleriną w rosyjskiej grupie tanecznej, która wystawiała akurat w Londynie sztukę Ognisty ptak. Rachel widziała Anię podczas jej ostatniego występu w mieście i miała nadzieję, że uda jej się zobaczyć ją ponownie, choć były na to marne szanse.

– Myślisz, że załatwi mi bilety? – zapytała. – Wszystkie są już wyprzedane.

– Pewnie byłaby w stanie, ale wątpię. Nie jest zbyt sympatyczna.

– Cóż, zawsze warto spróbować. A ten drugi? – Rachel zmarszczyła czoło, próbując się w tym połapać. – Nikołaj?

– Nie! – w mgnieniu oka odpowiedziała Libby, obawiając się potencjalnego faux pas. – Nikołaj nie żyje. Popełnił samobójstwo w wieku czternastu lat. Molestował go nauczyciel.

– Mhm.

Rachel odpowiedziała w typowym dla siebie, oszczędnym stylu, jednak coś ją tknęło, gdy usłyszała, co przydarzyło się Nikołajowi. Było kilka tematów, których nie chciała poruszać, zwłaszcza w dniu ślubu znajomych swojej ciężarnej przyjaciółki.

– Chodzi ci o Romana – powiedziała Libby. – Bliźniaka Danila. Jest…

Libby urwała w środku zdania i zamilkła.

– Kolejny skurcz? – zapytała Rachel. Były już pod kościołem.

– Nie. Może… – przyznała, gdy Rachel pomagała jej wysiąść. – Boże, nie pozwól mi zrobić sceny. Nie mogę zepsuć im wesela.

– Nie zepsujesz. Najwyżej cię czymś zasłonię – powiedziała z uśmiechem Rachel.

Rozbrzmiały kościelne dzwony, a paparazzi fotografowali gości wchodzących do kościoła. Wszędzie były bukiety białych róż. Rachel i Libby usiadły na przedzie i wraz z innymi oczekiwały na pojawienie się pary młodej.

Rachel wprost uwielbiała wesela i była pewna, że to też jej nie rozczaruje. Za nimi usiadła piękna kobieta, która poklepała Libby w ramię.

– Libby.

– Miło cię widzieć, Aniu. Poznaj moją przyjaciółkę, Rachel.

– Ania! – wydusiła z siebie Rachel i zarumieniła się na myśl, że poznaje swoją idolkę. Od lat śledziła karierę Tatanii.

– Byłam na co najmniej dziesięciu twoich występach… – wykonała szybkie obliczenia. – W zasadzie to na dwunastu!

– Rachel nie wyolbrzymia – dodała Libby. – Nie przegapiła żadnej twojej wizyty w mieście, chyba że sama akurat występowała.

– Byłam na Liliowej wróżce w Paryżu. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze zobaczyć Ognistego ptaka – powiedziała Rachel, lecz Ania pokręciła głową.

– Za tydzień ostatni spektakl.

– Tak, wiem. Nie udało mi się dostać biletów – westchnęła dramatycznie Rachel, licząc na to, że Ania poratuje koleżankę po fachu.

– Od dawna są wyprzedane.

Rachel próbowała przełknąć odrzucenie, świadoma faktu, że Libby musi powstrzymywać się od śmiechu.

– A nie mówiłam? – zapytała.

– Miałaś rację – odparła zrezygnowana.

Korzystając z okazji, że panna młoda jeszcze się nie pojawiła, Libby próbowała poruszyć temat pracy Rachel.

– Wiesz, że znalazłam już zastępstwo – powiedziała. – Ale w razie czego…

– Libby – przerwała jej Rachel. – Nie chcę uczyć.

– To co zamierzasz robić?

– Jeszcze nie wiem.

Ubiegłej nocy jej matka zapytała o to samo, dodając: „mówiłam, że powinnaś mieć jakiś wariant awaryjny”.

Wiedziała, że nie miała na myśli innej pracy. Evie Cary polegała na mężczyznach. Musieli być bogaci i zapewnić jej życie na poziomie, do którego się przyzwyczaiła. Miała dziesiątki chłopaków i kochanków – niektóre romanse wytrzymywały weekend, inne parę miesięcy, jeden wydłużył się do kilku lat. Skończył się dwa tygodnie po tym, jak Rachel wyprowadziła się z domu – cóż za zaskoczenie.

Rachel nie potrzebowała wariantu awaryjnego, chciała nowego życia. Na krótką metę pieniądze nie były problemem. Zbyt ciężko pracowała, by je trwonić, więc mogła dać sobie trochę czasu na przemyślenie sprawy. Spojrzała na Libby, zastanawiając się, czy podzielić się swoim pomysłem.

– Myślałam o blogu.

– O blogu? Po co?

– Nieważne.

– Myślałam, że będzie więcej seksownych Rosjan… – westchnęła Rachel, rozbawiając Libby.

– Zawsze pozostaje ci André.

– Nie – szybko zaprzeczyła Rachel, gdy Libby wspomniała o jej wieloletnim koledze z zespołu i okazjonalnym kochanku. – Nie mówiłam ci? Jest teraz w poważnym związku.

– Naprawdę?

– Tak. Za dwa tygodnie ślub.

– I słyszę o tym dopiero teraz?

– Właśnie to ogłosili.

– W końcu wesele, na którym nie będziesz chciała być – skwitowała Libby.

Rachel nie przyznała się, że akurat tego wesela nie będzie mogła uniknąć.

– To z kim się żeni? – zapytała Libby, a Rachel modliła się o kolejny skurcz lub przyjazd panny młodej, byle tylko nie odpowiadać. To nie był temat, który chciała poruszać.

– Rachel? – naciskała Libby, ale całe szczęście wokół wybuchło akurat niejasne zamieszanie. Rachel wyszła z założenia, że przyjechała panna młoda, więc obróciła się i zamarła. Ktoś tak przystojny powinien wiedzieć, że ma marne szanse na bycie niezauważonym. Jego olśniewający wygląd przykuł uwagę gości na samym wejściu.

– Kto to?! – zapytała.

– Nie wiem. Może to… – Libby urwała i z niepokojem spojrzała na męża i na pana młodego. Obydwaj byli zszokowani i wbrew ślubnej etykiecie niezwłocznie ruszyli w stronę tajemniczego nieznajomego. Wszyscy wstali, przyglądając się tej nietypowej sytuacji. Rachel stanęła na palcach, by cokolwiek dostrzec, ale niezbyt jej się to udawało.

– Co się dzieje? – zapytała.

Jedyną osobą, która nie poświęcała całemu zdarzeniu pełnej uwagi, była Libby.

– Kolejny skurcz – wydusiła i mocno chwyciła się ławki.

– Spokojnie, ostatni był wieki temu – powiedziała pewnym głosem Rachel, pragnąc uspokoić z natury neurotyczną Libby. Jak większość tancerek, Libby była bardzo świadoma tego, co się dzieje z jej ciałem, co oznaczało, że każdy pieprzyk mógł oznaczać nowotwór, a każdy skurcz – poród.

Prawdę mówiąc, Rachel sama zaczęła się stresować, ale nie zamierzała tego okazywać.

– Przyjechała panna młoda – komentowała na bieżąco sytuację, podczas gdy Libby próbowała uporać się z bólem.

Rachel uznała, że po pojawieniu się Naomi wszystko wróci do normy, ale nie – jej przyszły mąż zaprowadził ją do tajemniczego przybysza, by ich sobie przedstawić. Wszystko to było dla Rachel fascynującym wstępem do wesela, zwłaszcza gdy para młoda namiętnie się pocałowała, choć ceremonia jeszcze się nawet nie zaczęła.

– Wydaje mi się, że…

Jednak Rachel nagle zamilkła, bo Danil przyprowadził do nich cudownego nieznajomego.

To musi być Roman, pomyślała, ale coś jej nie pasowało. Był co prawda wysoki i ciemnowłosy jak Danil, ale wyglądał zupełnie inaczej, a ci dwaj byli przecież jednojajowymi bliźniętami.

– Libby – powiedział Danil, kiedy ksiądz apelował, by pan młody wypuścił pannę młodą z objęć i by rozpoczęli ceremonię jak należy. – To jest Nikołaj, usiądzie z wami.

Rachel nic już z tego nie rozumiała.

– Nie pozwólcie mu dać dyla – dodał Danil, a Rachel stłumiła uśmiech.

Z przyjemnością, pomyślała.

Wszyscy wstali na widok pary młodej zmierzającej do ołtarza, a Rachel nadal głowiła się nad zaistniałą sytuacją, mierząc Nikołaja wzrokiem. Miał czarne, falowane włosy i przenikliwe brązowe oczy, których nie spłoszyła ciekawość Rachel.

Libby znów miała rację – Rachel bywała pozbawiona taktu.

– Wybacz – zagaiła nieznajomego – ale kompletnie się pogubiłam. Czy nie powinieneś być martwy?

Tytuł oryginału: Billionaire Without a Past

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2016 by Carol Marinelli

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3170-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.